Sezon: Wiosna 2024

Hapag-Lloyd – Team Spontan

Szósty mecz – szósta próba drużyny Hapag-Lloyd na ligowe punkty. Już przed meczem było wiadomo, że o realizację celu nie będzie łatwo. Ich rywal – drużyna Team Spontan pozostawała jedną z dwóch niepokonanych drużyn w trzeciej lidze w grupie B. Mimo to, ‘Logistycy’ podchodzi do spotkania bez większych oczekiwań. To Spontan musiał, a ‘Logistycy’ co jedynie mogli sprawić ogromną niespodziankę. Początek spotkania to jednak okres weryfikacji, w której po stronie ‘Logistyków’ piętrzyły się problemy. ‘Elektryczna gra’, problemy w przyjęciu oraz wyprowadzeniu własnych akcji, nie mówiąc o skutecznym wykończeniu. Efekt? Wynik 8-2 dla Spontana, po którym zapowiadało się na małą ‘rzeź’. W dalszej części seta, Hapag-Lloyd się nieco odkręcił i sukcesywnie zaczął wyprowadzać skuteczne ataki. Ba, od stanu 8-2 dla Spontana, dalsza część seta to walka punkt za punkt, która sprawiła, że finalnie ‘Spontaniczni’ wygrali seta do 14. Środkowa odsłona zapowiadała się naprawdę nieźle. Gdy na tablicy wyników mieliśmy remis po 6, uznaliśmy, że dalsza część seta może być ciekawym dla oka widowiskiem. Niestety – po początkowym entuzjazmie połączonym z nutką szczęścia ‘Logistyków’, Team Spontan wrzucił kolejny bieg i odskoczył swoim rywalom do stanu 17-10, co było jednoznaczne z tym, że team Piotra Raczyńskiego cieszył się po chwili z drugiego punktu. Trzecia odsłona to nieco inny obraz gry. Team Spontan od samego początku wypracował sobie solidną zaliczkę (10-3) i dalsza część to już oczekiwanie obu drużyn na ostatni gwizdek w meczu.

22 BLT Malbork – TGD

Po tym jak stało się jasne, że w środowy wieczór team z Malborka nie obejmie fotela lidera, zastanawialiśmy się czy zespół Szymona Szymkowiaka nie będzie miał problemu z koncentracją i w drugim środowym spotkaniu nie stracą ponownie punktu. Na papierze byli bowiem zdecydowanym faworytem starcia z TGD, ale czyż nie identycznie było w meczu z Flotą? Początek spotkania ułożyło się dla przyjezdnych idealnie. Po dwóch błędach z rzędu ‘Drogowców’, zespół występujący w delegacji wygrywał już 10-3. Dalsza część seta to zdecydowana przewaga ‘Pilotów’, którzy w końcówce prowadzili już 19-8. Ostatecznie drużynie TGD udało się zdobyć kilka punktów, ale odwrócenie losów rywalizacji było scenariuszem bardziej nieprawdopodobnym niż tym z serialu o sympatycznym przybyszu z obcej galaktyki (ALF). Precyzując – był to scenariusz z dupy. Środkowy set to partia, w której ‘Drogowcy’ wyraźnie poprawili swoją grę, a to z kolei sprawiło, że na półmetku seta mieliśmy remis po 12, a następnie po 18. Wygrana partii we wspomnianym momencie była kwestią otwartą i choć bliżej zwycięstwa byli ‘Piloci’ to nie było to kwestią oczywistą. Ostatecznie po atakach Bartka Plasuna oraz skutecznym bloku Marka Pilarka, 22 BLT Malbork cieszyli się z wygranej meczu (21-18). Ostatni set przypominał bardziej to, co oglądaliśmy w pierwszej niż w drugiej partii. Od początku inicjatywę w secie przejęli przyjezdni, którzy po skutecznej zagrywce Tomasza Dąbrowskiego, prowadzili 12-7. Dalsza część seta to siedmiopunktowa przewaga (18-11), po której w obozie Szymona Szymkowiaka nastąpiło pewne rozprężenie. Mimo to, ‘Piloci’ nie mieli większych problemów i po chwili cieszyli się z kompletu oczek.

22 BLT Malbork – Flota Active Team 2

Od środowego wieczoru nie ustawały nasze pochwały dla drużyny Flota Active Team 2. Mimo to, w zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy na to, że faworyzowana ekipa z Malborka nie będzie miała problemu z tym, by opędzlować swoich rywali za komplet punktów. Ten miał bowiem fundamentalne znaczenie w kontekście objęcia fotelu lidera. Cóż – gracze z Malborka spieprzyli sprawę już w pierwszym z sześciu setów. Zanim gracze Karoliny Kirszensztein wskoczyli na wysoki poziom, mecz rozpoczął się mocnego grania faworyzowanej ekipy z Malborka. Po skutecznym ataku Dominika Dzieciucha, ‘Niebiescy’ objęli prowadzenie 9-4. Z czasem zespół Floty zaczął jednak odrabiać straty, a po świetnej serii Mateusza Bani na zagrywce, Flota doprowadziła do wyrównania po 12. Dalsza część pierwszej partii to wyrównana gra obu ekip i klasyczna walka ‘łeb w łeb’, która zaprowadziła nas do stanu po 19. Ostatnie dwie akcje seta to atak Patryka Słowińskiego oraz blok Artura Maksimova, po którym niespodzianka stała się faktem. Środkowa odsłona w wydaniu BLT wyglądała tak, jak w głowach zawodników występujących w delegacji, miał wyglądać cały mecz. Już na początku seta, gracze Szymona Szymkowiaka objęli prowadzenie 9-4 i w dalszej części partii trzymali rywala na bezpieczny dystans. Ostatni set rozpoczął się dla zespołu występującego w delegacji jeszcze lepiej niż środkowa odsłona. Nim się obejrzeliśmy, po skutecznych blokach Bartosza Plasuna oraz grającego pierwszy mecz w obecnym sezonie Mikołaja Skotarka, 22 BLT Malbork prowadził już 10-2 i wówczas było oczywiste to, która z drużyn wygra mecz (21-11).

Port Gdańsk – Wolves Volley

Ależ mieliśmy problem z tym, by wskazać faworyta starcia pomiędzy ‘Portowcami’ a Wolves Volley. Ostatecznie nasz wybór padł na ekipę ‘z doków’, która w pierwszej odsłonie rywalizacji wskoczyła na wysoki poziom, co z kolei sprawiło, że ‘Wilki’ miały spore problemy. Choć początek rozpoczął się od wyrównanej gry (4-4) to z każdą upływającą minutą, przewaga ‘Portowców’ stawała się coraz większa. Trzeba przy tym przyznać, że poza dobrą grą drużyny ‘z doków’, Wolves Volley niespecjalnie przeszkadzali swoim przeciwnikom. Prawdę mówiąc sami zastanawiamy się o co chodzi z tymi przestojami w ‘wilczym obozie’. Niby grać potrafią, ale stosunkowo często ich tak ‘przytka’, że ciężko w to uwierzyć. Po takim fragmencie w pierwszym secie, Port najpierw objął prowadzenie 16-8, a następnie wygrał partię do 11. Środkowa odsłona to zupełnie inna historia. Choć obie drużyny nie wskoczyły na poziom, który robiłby wrażenie, to dla kibiców stało się to ciekawe widowisko. Wszystko za sprawą faktu, że było to wreszcie wyrównane starcie. Takie jak się spodziewaliśmy. Zanim do tego doszło, Port rozpoczął partię od prowadzenia 6-1. Po chwili ‘Wataha’ doprowadziła do stanu (7-7) i uważamy, że dla szeroko rozumianej strefy mentalnej ‘Wilków’, był to fragment kluczowy. Dalsza część seta to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 18. Końcówka partii to błędy ‘Portowców’ oraz skuteczny atak Michała Łubińskiego, które dały ‘Wilkom’ wyrównanie w meczu. Ostatni set to nieciekawy fragment gry z obu stron. Nadprogramowa liczba błędów, stosunkowo mała liczba skutecznych i efektownych akcji. Z pewnością ani dla jednych, ani dla drugich nie był to najlepszy set w obecnym sezonie. Tak czy inaczej, w końcówce partii to Port Gdańsk zdawał się być bliższy wygranej. W końcówce prowadzili bowiem 18-16, a mimo to – ostatnie słowo w meczu należało do ‘Watahy’, która wykorzystała – a jakże, błędy przeciwników.

Hydra Volleyball Team – Złomowiec Gdańsk

Spotkanie pomiędzy Hydrą Volleyball Team a Złomowcem Gdańsk było anonsowane jako jedno z najciekawszych spotkań środowej serii gier. Tak jak pisaliśmy, historycznie w bezpośrednich starciach lepiej radziła sobie Hydra. Wyniki obu drużyn z obecnego sezonu sprawiły, że nie mieliśmy przekonania co do tego, która ze stron okaże się mocniejsza. Mimo to, więcej szans na tryumf dawaliśmy ‘Bestii’, która zdaje się grać lepiej z meczu na mecz. Od początku spotkania, ‘Bestia’ zaczęła grać tak jak na faworyta przystało. Mniej więcej w połowie seta, ‘Bestia’ wypracowała sobie kilkupunktową zaliczkę (10-7) i z czasem przewagę tę powiększyła. Po dwóch atakach będącego w dobrej dyspozycji Filipa Ziółkowskiego, Hydra prowadziła już 18-12 i wówczas stało się jasne, która z ekip wygra pierwszą odsłonę. W dalszej części gracze Złomowca po dobrej zagrywce Marcina Bryłkowskiego nadrobiła kilka punktów, ale wiadomo, że na wygranie seta było już za późno. Na swoje szansę zespół Witolda Klimasa musiał poczekać do kolejnej partii. Niestety dla nich, ta również nie potoczyła się po myśli ‘Złomowca’, który już na początku pozwolił rywalom na odskoczenie (8-3). Mimo niekorzystnego otwarcia, ‘Miedziowi’ zbliżyli się z czasem do rywala (10-9), ale druga część seta to seria błędów wychowanków Stoczniowca Gdańsk. A to atak w aut, a to nieudana zagrywka w siatkę, a to nieudana próba pipe. Efekt? Hydra, która popełniała błędów znacznie mniej, wysunęła się na prowadzenie 18-13 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Trzecia odsłona rozpoczęła się tak, jak ta ze spotkania z AXIS. Wygrana dwóch setów i rozprężenie, które niosło za sobą konsekwencję (6-3). Mimo nieudanego początku, z czasem ‘Bestia’ się odkręciła i po dobrym fragmencie Roberta Kościńskiego, objęła prowadzenie 17-13. W końcówce gracze w złotych strojach zadbali jeszcze o podwyższony puls u swoich sympatyków, ale finalnie z Ergo Areny, ‘Bestia’ wywiozła skalp w postaci kompletu punktów.

Oliwa Team – Staltest Pomorze

Kiedy na początku obecnego sezonu, Oliwa Team przegrywała kolejne mecze, można było to zrzucić na karb tego, że drużyna jest aktualnie w przebudowie. Pierwszy poważny sygnał, że coś jest jednak nie tak, otrzymaliśmy w minionym tygodniu rozgrywek, gdzie Oliwa była zaledwie tłem dla drużyny Volley Gdańsk, a w jednym z setów pobili niechlubny rekord różnicy punktów obu drużyn w obecnym sezonie. Przed wtorkową serią gier zastanawialiśmy się, czy Oliwa zdoła postawić się rozpędzonemu Staltestowi i odpowiedź na nurtujące nas pytania, dostaliśmy tuż po pierwszym gwizdku sędziego. Nim się bowiem obejrzeliśmy, na tablicy wyników było już 12-5 dla zespołu Arkadiusza Kozłowskiego. Im dalej w las tym, Staltest grał jeszcze szybciej i jeszcze mocniej, a w konsekwencji wygrali oni seta do 11. Jeszcze większą dysproporcję oglądaliśmy w środkowej partii, w której w szczytowym momencie, Staltest prowadził….16-4. Kiedy wydawało się, że dostaniemy powtórkę wspomnianego wcześniej spotkania Oliwy z Volleyem, faworyzowana drużyna ewidentnie zaciągnęła hamulec ręczny i nie forsowała zbytnio tempa. Ba, team z Pomorza pozwolił sobie w tym fragmencie na nutkę nonszalancji, co finalnie sprawiło, że Oliwa nieco nadgoniła (21-10). Co ciekawe, w trzeciej odsłonie obie drużyny postanowiły stworzyć ‘pozory wyrównanej walki’. Niby w pewnych momentach Oliwa prowadziła (9-7), niby coś się działo, ale bez specjalnego podniecania się okolicznościami, Staltest zdawał się kontrolować przebieg gry. W drugiej fazie seta, po kilku atakach Jakuba Klimczaka, Staltest ponownie objął prowadzenie, którego już nie wypuścił. Podsumowanie? Sześć spotkań Staltestu i sześć wygranych. WOW. Jest naprawdę kozacko.

BL Volley – BES Boys BLUM

Szósty mecz BES Boys BLUM w obecnym sezonie i pierwsze kłopoty. Choć może to być dla ‘Chłopców’ szokujące to się nieco cieszymy. Chwilę przed świętami zastanawialiśmy się bowiem czy w trzeciej lidze dostaniemy garść pożądanych emocji. Wszystko za sprawą tego, że BES Boys BLUM jak grał mecze, to najczęściej lał rywali i uznaliśmy, że może tak być za każdym razem, gdy ci będą grali w trzeciej lidze. BL Volley był w naszych oczach jednym z ostatnich bastionów, w których ‘Chłopcy’ mogą poczuć opór. Chwilę po premierowym gwizdku sędziego, gracze Ryszarda Nowaka zaczęli w swoim stylu – od mocnego grania (7-2). Dalsza część seta to kontynuacja przewagi faworyzowanej ekipy, która pod koniec prowadziła 20-12. Choć BES Boys BLUM mieli wygraną na wyciągnięcie ręki to po chwili przytrafiła im się seria błędów. To w połączeniu z dobrą grą w obronie oraz skutecznych kontr drużyny BL Volley sprawiło, że na tablicy wyników mieliśmy remis po 20. Kiedy zanosiło się na to, że po wyczynie ‘Chłopców’, słowo ‘frajerstwo’ będzie odmieniane przez wszystkie przypadki, BBB dopiął po chwili swego (23-21). Środkowa odsłona to dobra gra teamu z Kaszub, który po dobrej grze, wysunął się na prowadzenie 13-7. W odróżnieniu od premierowej partii, w tej odsłonie zabrakło podobnego zwrotu akcji i finalnie, BBB wygrali partię do 17. Ostatni set rozpoczął się od wyrównanej gry obu stron (5-5). Jako pierwsi na kilkupunktowe prowadzenie, wyszli gracze BL Volley (11-7). W dalszej części partii, po skutecznym bloku Wojciecha Łuczkowa, prowadzili już 17-11 i choć ich przewaga w końcówce stopniała, to finalnie wygrali do 18.

CTO Volley – Eko-Hurt

Z dużej chmury mały deszcz. Oczywiście za taki stan rzeczy nie możemy winić drużyny Eko-Hurt, która zagrała naprawdę kozackie spotkanie. Zastrzeżenia możemy mieć wyłącznie do graczy w pomarańczowych strojach, którzy ‘nie dojechali’. Mówiąc precyzyjniej, Eko-Hurt wskoczył na taki poziom, do którego CTO na tę chwile sporo brakuje. Początek spotkania mógł być pewnym zaskoczeniem. Przypominamy, że w ostatnim magazynie wspominaliśmy o tym, że Eko-Hurt w obecnym sezonie ma problem by dobrze wejść w mecz. To niosło za sobą konsekwencje w postaci przegranych setów z AIP, Speednetem oraz Bossmanem. We wtorkowy wieczór było jednak zupełnie inaczej. ‘Hurtownicy’ od samego początku narzucili swoje warunki gry i na półmetku seta prowadzili już 13-8. Choć w pewnym momencie po kilku blokach, CTO zdołało zniwelować straty do dwóch oczek (14-12) to jednak dalsza część seta to druga fala ataków Eko-Hurt, która zapewniła im wygraną partii do 13. Środkowa odsłona to najbardziej wyrównana partia w meczu, w której dopóki CTO miało dobre przyjęcie, dopóty wynik spotkania był sprawą otwartą (16-16). W końcówce element, który funkcjonował naprawdę dobrze się pogorszył, co błyskawicznie wykorzystał aktualny Mistrz SL3, zapewniając sobie wygraną do 18. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od stanu 8-7 dla Eko-Hurt. Przewagę ‘Hurtownicy’ zrobili świetną grą w bloku. Sekwencja trzech punktów z rzędu zdobytych w ten sposób sprawiła, że po chwili Eko-Hurt odskoczył do stanu 12-7. To z kolei sprawiło, że z CTO całkowicie zeszło powietrze i po kilku minutach, Eko-Hurt mógł cieszyć się z kompletu oczek oraz żółtych koszulkach lidera. Sądzimy, że było to bardzo ważne zwycięstwo. Choć do zakończenia sezonu pozostało sporo czasu, to na tę chwilę Eko-Hurt wygląda dużo lepiej niż w poprzedniej edycji, którą przecież wygrali.

BEemka Volley – Dream Volley

Hej Dream Volley, wszystko ok? Graliście w to kiedyś? Co się dzieje? Pytań, które chodzą nam (zakładamy, że nie tylko nam) po głowie jest całe mnóstwo. Niewiarygodne co dzieje się ostatnio z ‘Marzycielami’. Ok, w meczu z BEemką Volley nie byli faworytami, ale styl w jakim się zaprezentowali był naprawdę bardzo słaby. Dodatkowo porażka tego samego dnia z Flotą Active Team 2 sprawia, że Dream Volley już w poniedziałkowy wieczór stał się absolutnym faworytem w wyścigu o miano dziadów tygodnia. Jedno zwycięstwo, pięć porażek. Perspektywa kilku trudnych spotkań. Pamiętacie, że z drugiej ligi spada jedna drużyna więcej, prawda? Co do samego meczu – dziś bardzo krótko, bo i nie ma za specjalnie o czym. Ok – BEemke w obecnym sezonie potrafiliśmy krytykować, czasami aż za bardzo. Dziś nawet różowy kolor strojów nie przeszkadza nam w tym, by drużynę BEemki określić mianem CHADA. Wyniki do 13, 11 czy 9 dobitnie pokazują o jakiej dysproporcji mówimy. Ataki? 27 vs 20. Bloki? 7 vs 1. Asy serwisowe? 5 vs 0. Oj. Dream Volley może żałować tego, że w ich ‘narożniku’ nie było ogarniętego sekundanta, który widząc co się kroi – uchroniłby ‘Marzycieli’. W filmie Rocky, brak rzuconego ręcznika kosztował Apollo Frida życie. Kto wie, czy wtorkowy wieczór nie będzie kosztował Dream Volley drugoligowego bytu. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, utrzymanie drużyny Mateusza Dobrzyńskiego nie jest bynajmniej czymś oczywistym.