Sezon: Wiosna 2024

Maritex – MiszMasz

Historia obu drużyn, intrygi, rozwody, fuzje, transfery, pozycja w tabeli, walka o utrzymanie, wywiad przedmeczowy, transmisja live czy wreszcie chęć udowodnienia byłym kolegom z drużyny ‘kto ma dłuższego’. Spotkanie pomiędzy obiema drużynami miało absolutnie wszystko by okrzyknąć je meczem tygodnia. Ba, jako Redakcja tak się podnieciliśmy, że zamiast dać ten mecz za jakiś czas, podkręcając jeszcze tempo to nie wytrzymaliśmy, tak jak małe dziecko nie wytrzymuje z tym, by nie zjeść słodyczy przed świętami. Czy samo spotkanie było takie kozackie na jakie się zapowiadało? No nie za bardzo. Od początku meczu Maritex wyszedł na parkiet spięty, że znając kulisy obu ekip, zastanawialiśmy się czy któryś z byłych graczy tej drużyny nie potraktował ich policyjnym taserem. Serio – wynik 2-7 na otwarcie to bardzo niekorzystny obraz. Trzeba mieć naprawdę mega mocną ekipę by coś takiego odwrócić, co rzecz jasna drużynie Michała Pietrasika się nie udało. Środkowa odsłona to zwrot akcji. Po bardzo dobrej grze w obronie w środkowej części seta, Maritex objął prowadzenie 13-10 i wypracowanej zaliczki już nie wypuścił. Ostatni set to wyrównana walka do stanu 17-17. W końcówce dwoma asami serwisowymi popisał się były kapitan Maritexu – Maciej Skowroński, co było absolutnym game-changerem i walnie przyczynił się do tryumfu MiszMaszu, a może i spadku Maritexu (?). Serio, takiej końcówki byśmy nie wymyślili. Obłęd.

BES Boys BLUM – Tiger Team

Nie będziemy Was zbytnio czarować. Nie spodziewaliśmy się po tym meczu zbyt dużo. Uznaliśmy bowiem, że ‘Chłopcy’ nie będą mieli problemów z tym, by ograć wtorkowych rywali. Wygrana za komplet punktów miała bowiem fundamentalne znaczenie w kontekście tabeli. BES Boys BLUM chciał bowiem uniknąć sytuacji, w której Challengers odjechaliby na więcej niż jeden punkt. Całą narrację z zapowiedzi piszemy po to, bo owszem – ‘Chłopcy’ sięgnęli po komplet oczek, ale to co należy, a nawet trzeba podkreślić to fakt, że ‘Tygrysy’ pokazały we wtorkowy wieczór pazury. Już początek spotkania pokazał, że nie będzie to łatwe spotkanie dla faworyzowanej drużyny Ryszarda Nowaka. Po jednym z ataków świetnie dysponowanego Tadeusza Jakubczyka, Tiger remisował z faworyzowanym rywalem po 7. Dopiero w połowie seta, po kilku atakach Damiana Kolki, BES Boys BLUM zdołali odskoczyć swoim rywalom na kilka oczek (13-9), które zapewniły im pierwszy punkt w meczu. Środkową odsłonę lepiej rozpoczęli ‘Chłopcy’, którzy po ataku Dominika Jażdżewskiego, prowadzili 14-11. Po chwili ‘Tygrysy’, które w poniedziałek prezentowały się naprawdę świetnie, doprowadziły do wyrównania po 18. Końcówka seta to jednak więcej zimnej krwi wicelidera rozgrywek, który wygrał seta do 19. Trzecia odsłona to najmniej emocjonująca partia w meczu. Po równej walce, którą obserwowaliśmy do połowy seta (10-10), ‘Chłopcy’ odskoczyli rywalom na cztery oczka (16-12) i wówczas stało się jasne, że zgarną oni pełną pulę (21-15). Warto podkreślić, że samo spotkanie nie wyglądało jak mecz drużyn walczących o zupełnie inne cele. Nie wiemy czy to bardziej zasługa Tigera czy może jednak BBB. Niemniej – oglądało się to naprawdę dobrze.

Merkury – Speednet

Trzeba być ślepcem by nie zauważyć coraz wyższej formy Speednetu. Tak jak wspominaliśmy – choć początek sezonu na to nie wskazywał, Speednet jest już bardzo bliski grupy mistrzowskiej. Aby się do niej zbliżyć, ‘Programiści’ musieli powalczyć o punkty z bardzo wymagającym rywalem. Merkury bez meczu z CTO Volley mógł pochwalić się bowiem bilansem czterech zwycięstw i jednej porażki. Wysoka forma oraz historycznie lepszy bilans wskazywał na team Piotra Peplińskiego. Pierwszy set rywalizacji to niesamowita walka, w której każdy punkt trzeba było niemal wyszarpać. Tu nic nie szło łatwo, gładko i przyjemnie. Z dobrej gry obu ekip, na prowadzenie jako pierwsi wysunęli się gracze Speednetu, którzy po ataku Karola Strzałkowskiego, objęli prowadzenie 13-11. Dwupunktowa zaliczka była przez nich utrzymywana niemal do samej końcówki, w której Merkury doprowadził do wyrównania po 17. Końcówka seta to skuteczna gra Wojciecha Grzyba oraz Łukasza Żurawskiego, która przypieczętowała wygraną ‘Programistów’ do 19. Środkowa odsłona upłynęła w dużej mierze na kontrowersjach sędziowskich, których tego dnia nie brakowało. Lepiej w delikatnie to ujmując nerwowej aurze odnaleźli się gracze Merkurego, którzy zdołali zachować więcej spokoju i poświęcić więcej energii na poczynania boiskowe. To się opłaciło, bowiem po ataku Damiana Gila, Merkury objął prowadzenie 16-11 i po chwili cieszył się z wyrównania w meczu (21-15). Ostatni set miał dwa oblicza. Pierwsze, w której Speednet grał dobrą siatkówkę i prowadził 11-10 oraz drugie, w którym Merkury docisnął pedał gazu i po piorunującej końcówce wygrał seta do 14.

Eko-Hurt – Flota Active Team

Oj, ‘Hurtownicy’ nie są z pewnością ulubionym rywalem Floty Active Team. Ilekroć te się spotykają, za każdym razem kończy się na ‘mordobiciu’. Z drugiej strony, w przypadku której drużyny tak się nie kończy? Eko-Hurt przeżywa aktualnie wielkie chwile. Każdy kolejny mecz to milowy krok w kierunku trzeciego mistrzostwa SL3. No bo spójrzmy na wtorkowy wieczór. Nie dość, że sami zainkasowali komplet oczek to na dodatek, jeden punkt zgubił Merkury. Nie boimy się tego powiedzieć – Eko-Hurt jest na autostradzie do mistrzostwa. A Flota? Cóż, szukając pozytywów należy zauważyć, że było to spotkanie o niebo lepsze niż te sprzed tygodnia. Z drugiej strony o to nie było przesadnie trudno. Warto podkreślić, że choć styl lepszy to punktów tyle samo. Po wtorkowej serii gier stało się niemal pewne, że grupa mistrzowska odpłynęła. A sam mecz? Pewna klasyka gatunku. Było bowiem już kilka spotkań, w których Flota prowadziła z rywalem równą grę do pewnego momentu (14-14). Problemem teamu okupującego ósma lokatę jest to, że niezłego grania nie potrafią utrzymać przez długi czas. No bo wiecie jak to jest. Przez chwilę to i my potrafimy biec z prędkością zbliżoną do rekordu świata w biegu na maraton. Można się śmiać, można żartować czy nawet złościć jak to ma najczęściej miejsce w przypadku drużyn przeciwnych, ale czy nie jest przypadkiem tak, że libero Eko-Hurtu Mateusz Chyl ma rację sygnalizując ‘odjazd ciuchci z peronu’? Dokładnie tak to wyglądało w pierwszym secie, w którym Eko-Hurt odjechało rywalom i wygrało seta do 16. Środkowa odsłona to partia, w której poczuliśmy silne uczucie deja vu z meczu rozegranego kilka miesięcy temu. La zabawa w wydaniu ‘Hurtowników’. Co gorsze – Flota zgodziła się zatańczyć w taki rytm jaki wyklaskali aktualni Mistrzowie SL3. W skrócie – zagrali słabo i ‘Hurtownicy’ cieszyli się z drugiego seta. Trzecia odsłona to pewne pozory. Niby coś się działo, niby Flota prowadziła wyrównaną grę, ale na Boga. W ich wygraną mogliby uwierzyć wyłącznie pacjenci z owianego złą sławą Azylu Arkham. Skończyło się rzecz jasna wygraną Eko-Hurt do 18 i umocnieniem się na fotelu lidera.

DNV – Bayer Gdańsk

Choć od ostatniego spotkania DNV minęło 24 godziny to team z Gdyni przystępował do kolejnego spotkania w ramach rozgrywek trzeciej ligi w SL3. Rywalem drużyny w białych strojach była ekipa Bayer Gdańsk, a to oznaczało z kolei, że przed DNV bardzo trudne wyzwanie. Cóż, nie pomyliliśmy się zbytnio, bo tuż po rozpoczęciu spotkania, Bayer prowadził już 7-2. W dalszej części seta, team nieobecnego we wtorkowy wieczór Stanisława Paszkowskiego miał spory problem z tym by się odkręcić. W dalszej części Bayer prowadził już 15-4. Kiedy zanosiło się na prawdziwą demolkę, DNV zdołało pod koniec nieco przypudrować niekorzystny wynik i finalnie udało im się wyjść z ‘dyszki’. Środkowa odsłona wyglądała nieco inaczej. Drużyna DNV zrozumiała, że zachowawcza gra, punktów z ‘Aptekarzami’ im raczej nie przyniesie. Po dobrej zagrywce teamu w białych strojach, DNV doprowadził do wyrównania po 12. Dalsza część seta to jednak dobra dyspozycja Macieja Lipińskiego, który po kilku atakach wyprowadził Bayer na kilkupunktowe prowadzenie i zasadniczo – zapewnił drugi punkt w meczu. Ostatni set to ponownie całkiem udane otwarcie przez DNV, który na półmetku remisował z uznanym rywalem 10-10. Drużynie Bayer Gdańsk udało się sforsować zasieki rywali dopiero w drugiej części seta, kiedy asem serwisowym popisał się rozgrywający ‘Aptekarzy’ – Mateusz Zawiślak (17-13). Ostatecznie mecz zakończył się tak jak przewidywał to niemal każdy. Bayer Gdańsk wygrał spotkanie za komplet oczek.

Hydra Volleyball Team – Oliwa Team

We wtorkowy wieczór, w kontekście Hydry Volleyball Team oglądaliśmy dość rzadkie obrazki. Pierwszą kwestią jest to, że team Sławka Kudyby stawił się na wtorkowym meczu w zaledwie siedmiu zawodników. Drugą kwestią jest to, że mecz nie wyglądał tak jak wyobrażały sobie osoby interesujące się zmaganiami w drugiej lidze. Naprzeciw siebie stanęły bowiem dwie drużyny, które walczą o zupełnie inne cele. Podczas gdy Hydra walczy o podium rozgrywek to Oliwa Team przystępowała do meczu z ostatniego miejsca w ligowej tabeli. Ba, przez wiele osób team Dawida Karpińskiego został już przekreślony. Pierwszy set rywalizacji wyglądał jak film, którego zakończenia można się domyślić po pierwszych minutach. Choć na półmetku premierowej partii tablica wyników wskazywała remis po 10, to w dalszej części ‘Bestia’ po dobrej zagrze kapitana, wyszła na prowadzenie 14-10. Nieco później Oliwa nie była w stanie odwrócić losów rywalizacji i finalnie Hydra wygrała seta do 13. Środkowa odsłona to partia, której nie spodziewał się niemal nikt. Oliwie wychodziło niemal wszystko. Nawet, jeśli ich przyjęcie nie było momentami perfekcyjne to zespół w zielonych strojach potrafił kończyć z niemal każdej piłki. Dzięki temu objęli prowadzenie 15-10, które prawdę mówiąc powinno być jeszcze wyższe. Tak naprawdę najgroźniejszym rywalem Oliwy w tej partii była sama Oliwa, która do wspomnianego stanu, zepsuła bodajże… pięć zagrywek. Mimo to, Oliwa dowiozła prowadzenie do końca i cieszyła się z wyrównania w setach. Zdobyty punkt nie sprawił, że Oliwa się nasyciła. Ostatnią partię zaczęli jeszcze lepiej niż tą środkową. Po jednym z ataków bardzo dobrze dysponowanego Mateusza Sadowskiego, Oliwa prowadziła już 14-7 i była o włos od sprawienia bardzo dużej niespodzianki. Po chwili kapitalną serię zanotowała jednak ‘Bestia’, która doprowadziła do stanu po 15. Mimo to, w końcówce seta Oliwa miała wszystko w swoich rękach. Ba, przy piłce setowej Oliwy, Adam Wyrzykowski zagrał piłkę, która po ataku jednego z graczy Hydry leciała na out. Mogły być dwa punkty, a ostatecznie skończyło się na jednym. Mimo to, było to z pewnością najlepsze spotkanie Oliwy w obecnej kampanii.

Speednet 2 – ACTIVNI Gdańsk

Tak jak pisaliśmy w zapowiedziach. Zestawienie obu drużyn sprawiało, że mieliśmy mecz, w którym Speednet miał z ACTIVNYMI rachunki do wyrównania. Od pierwszego gwizdka sędziego, ‘Programiści’ weszli świetnie w mecz, czego nie można było powiedzieć o ACTIVNYCH. Efekt był taki, że ci pierwsi prowadzili na półmetku 10-5. Choć w dalszej części seta ACTIVNI zbliżyli się do rywala (11-8), to druga część partii pokazała ponowną przewagę Speednetu (18-11) i pewny punkt do ligowej tabeli. Cóż, nie ukrywamy, że po wspomnianej partii czuliśmy ogromny zawód. Miał być hit, a ACTIVNI najzwyczajniej w świecie ‘nie dojechali’. Zespół Artura Kurkowskiego wskoczył na zdecydowanie wyższy level w drugim secie. Mimo, że początek wskazywał na to, że będzie to jednostronny pojedynek (5-1), to ACTIVNI zdołali błyskawicznie doskoczyć do rywali (6-6). Dalsza część partii to wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 15. W dalszej części, ACTIVNI po atakach Kacpra Kwiatkowskiego objęli prowadzenie 19-17 i byli o włos od doprowadzenia do wyrównania. Mimo to, Speednet zdołał doprowadzić do wyrównania po 20 i kiedy wydawało się, że odzyskali oni kontrolę nad grą, ostatnie dwa ciosy zadali brązowi medaliści poprzedniego sezonu. Ostatnia odsłona nie przyniosła już takich emocji. Już na początku seta, po atakach Sławomira Janczaka, Speednet objął prowadzenie 8-3 i w dalszej części nie miał problemu z tym by wygrać tę partię do 15, a całego meczu w stosunku 2-1.

Fux Pępowo – Kraken

Nie ma przypadków, są tylko znaki. Znaki, że dla zespołu z Pępowa nie musi to być wcale tak łatwy sezon jak wszyscy przewidywali, widzieliśmy już w spotkaniu dwa tygodnie temu, kiedy Fux mierzył się z Team Spontan. Choć w trakcie wspomnianego meczu, Fux był w poważnych tarapatach to finalnie, nieco szczęśliwie wygrali spotkanie 2-1. Mniej więcej w momencie, w którym doszło do wspomnianego meczu, Kraken zaczął budzić się do życia. Początek sezonu w wykonaniu drużyny Jurija Charczuka był pewnego rodzaju rozczarowaniem. Ostatni mecz ‘Bestii’ to kapitalne zwycięstwo z Portem Gdańsk. Wspomniany mecz był na tyle dobry, że Ekspert – Agnieszka Pasternak stawiała w meczu z Fuxem, właśnie na team zza wschodniej granicy. Pierwszy set układał się jednak lepiej dla graczy z Pępowa, którzy pod koniec pierwszej partii prowadzili 18-13, a następnie 20-17. Myślicie, że nie da się tego zepsuć? Blok, as, kiwka rozgrywającego, czy wreszcie atak Dimy Hurtovyia sprawił, że Kraken cieszył się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona wyglądała inaczej. Kraken od początku grał bardzo dobrą siatkówkę i prowadził z renomowanym rywalem od samego początku, niemal do końca. Sytuacja ‘Bestii’ zaczęła się komplikować w momencie, w którym prowadzili oni 20-17. O tym, że jest to ‘niebezpieczny’ wynik, przekonaliśmy się w pierwszej odsłonie. Podobnie jak tam i w tym przypadku rywal doprowadził do wyrównania. W odróżnieniu od wspomnianego seta, w tym mimo doprowadzenia do wyrównania, partię wygrała drużyna, która prowadziła niemal całą odsłonę. Ostatni gwizdek w tym secie oznaczał, że w trzeciej lidze grupy B padł ostatni niepokonany bastion. Trzecia partia to przewaga drużyny z Pępowa, która zakończyła się ich zwycięstwem do 15. Mimo to – zdecydowanie więcej powodów do optymizmu miała ekipa Jurija Charczuka.

Volley Gdańsk – Szach-Mat

Mecz na szczycie drugiej ligi. Naprzeciw siebie stanęły bowiem dwie drużyny, które przed rozpoczęciem sezonu uznawane były za jednych z głównych pretendentów do podium rozgrywek. Na półmetku rozgrywek w lepszej sytuacji zdawali się być gracze Volleya, którzy pozostawali jedną z dwóch drużyn, która nie przegrała dotąd spotkania. Z drugiej strony – Szach-Mat przystępował do meczu jako drużyna tygodnia całych rozgrywek, który to tytuł zawdzięczają rozbiciu Hydry Volleyball Team w stosunku 3-0. Początek poniedziałkowego spotkania rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami – od wyrównanej gry obu ekip. Ta zaprowadziła nas do stanu po 10. W drugiej części seta przy zagrywce Przemysława Wawera, Volley objął prowadzenie 14-11, którego nie wypuścił już do końca (21-18). Środkowa odsłona to inne oblicze gry. Już na półmetku seta, gracze w czarnych strojach objęli trzypunktowe prowadzenie (10-7). Trzykrotni Mistrzowie SL3 mieli w tym okresie spore problemy z tym, by powstrzymać rozpędzonych skrzydłowych Szach-Matu, którzy co rusz zdobywali kolejne punkty i zapewnili drużynie wyrównanie w setach (21-16). Ostatnia odsłona rozpoczęła się od stanu 5-5. Najważniejszym momentem spotkania były trzy błędy z rzędu, popełnione przez Volley Gdańsk, które zapewniły Szach-Matowi prowadzenie 8-5. Po kolejnych błędach w ataku ‘żółto-czarnych’, Szach-Mat prowadził już 15-7 i kiedy wydawało się, że już po meczu, Volley zanotował nagły zryw. Szaleńcza pogoń pozwoliła im dogonić rywala na jeden punkt. Końcówka to jednak skuteczny atak z lewego skrzydła Kuby Króla oraz błąd jednego z graczy Volley Gdańsk, który zapewnił Szach-Matowi bardzo ważną wygraną (21-18).

Challengers – DNV

To, co dzieli obie drużyny to różnica skali. Challenersi są wielcy, a DNV mali. Oczywiście mowa o umiejętnościach obu drużyn. Nie ma się co oszukiwać – kiedy spojrzeliśmy na dokonania obu drużyn z obecnego sezonu to nie mieliśmy wątpliwości, która z drużyn jest zdecydowanym faworytem starcia. Cóż – nos, podobnie jak ponad 90% typerów, nas nie mylił. ‘La zabawa’ Challengersów rozpoczęła się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Zanim się obejrzeliśmy to po kilku punktach Mariusza Kuczko, zespół Wojciecha Lewińskiego prowadził 7-1. W dalszej części, nowy lider trzeciej ligi nie zwalniał i w końcówce prowadził już 18-6. Po chwili popełnili oni jednak trzy błędy w ataku, które zniwelowały nieco stratę DNV (21-9). Środkowa odsłona dawała drużynie DNV pewne nadzieje. Do pewnego momentu tej partii byliśmy świadkami wyrównanej gry, w której na tablicy wyników było po 6. Niestety dla zespołu z Gdyni – osiem kolejnych punktów zdobyli Challengersi (14-6) i był to koniec jakichkolwiek nadziei. Ostatni set rozpoczął się od chaosu zespołu w białych strojach, który nie mógł połapać się w ustawieniu. Mimo to, wynik na tablicy był dość obiecujący (6-6). W dalszej części uwypukliła się przewaga faworyzowanej ekipy, która zgarnia komplet oczek. Prawdę mówiąc – DNV stać na to by zawiesić poprzeczkę wyżej niż miało to miejsce w poniedziałek.