MATCHDAY #9

Za nami wtorkowa seria gier, w której wydarzeniem dnia był z pewnością debiut Mariusza Wlazłego w rozgrywkach Inter Marine SL3. Ponadto – kolejne zwycięstwa w rozgrywkach zanotowała ekipa Dream Volley oraz świetnie dysponowana Craftvena. Zapraszamy na podsumowanie!

Dream Volley – Port 3-0 (21-17; 21-13; 23-21)

Wtorkowy mecz z Portem Gdańsk miał być dla ‘Marzycieli’ spacerkiem. Miał to być kolejny krok w kierunku awansu do drugiej ligi. W obozie Dream Volley chyba nikt nie przeczuwał, że po drodze sprawy mogły się pokomplikować, ale o tym za chwilę. Spotkanie rozpoczęło się bowiem od wyraźnej przewagi graczy w niebieskich trykotach. Po punktach duetu Juszczak – Nurzyński, Dream objął prowadzenie 12-7. W dalszej części Port sobie nie pomagał i dość często się mylił, posyłając piłki w out albo w siatkę (21-17). Druga odsłona to jeszcze większa dysproporcja, aczkolwiek do pewnego momentu nic na to nie wskazywało. Do połowy seta zespół Tomasza Bobcowa trzymał fason, przegrywając zaledwie jednym punktem (9-8). Poważne myślenie o punkcie, wybił ‘Portowcom’ po chwili Michał Hawrylik, który zdobył kilka punktów, wyprowadzając swój team na prowadzenie 16-11. W dalszej części team Mateusza Dobrzyńskiego nie miał problemu z postawieniem kropki nad ‘i’, wygrywając finalnie do 13. Ostatni set rywalizacji to zdecydowanie najciekawszy fragment meczu. Finałowa partia rozpoczęła się od festiwalu błędów Portu, po których faworyt objął prowadzenie 5-1. W dalszej części seta przecieraliśmy oczy ze zdumienia jak bardzo Dream Volley obniżył loty. Nie wiemy dokładnie jaki był cel drużyny na tę partię, ale wspomniany pragmatyzm – o mały włos nie kosztowałby ich punktu, a w konsekwencji może również i awansu? Precyzując – Dream Volley grał w tej partii zdecydowanie gorzej, natomiast rywale o niebo lepiej. To sprawiło, że szanse się wyrównały, a nawet – Port miał szansę na tryumf. Niestety dla siebie, wspomniana szansa została po chwili zaprzepaszczona. Po dwóch atakach Michała Hawrylika oraz jednym błędzie rywali – to Dream Volley cieszył się z wygranej.

Energa Trefl Gdańsk – Inter Marine Masters 3-0 (22-20; 21-16; 21-19)

Spotkanie pomiędzy Energą Trefl Gdańsk a Inter Marine Masters wzbudzało spore zainteresowanie na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W kuluarach można było bowiem usłyszeć informację, że ‘Mastersi’ szykują na wtorkowy wieczór absolutną bombę transferową, którą okazał się sam Mariusz Wlazły. Co ciekawe – dla wspomnianego gracza był to mecz szczególny, bowiem rywalem była ekipa Trefla, w której raz, że gra syn Mistrza Świata (we wtorek nieobecny), a dwa, że jest to młodzież, nad którą wspomniany Mistrz Świata sprawuje opiekę psychologiczną. Mimo najgłośniejszego transferu w historii ponad 3 tysięcy meczów w Inter Marine SL3 – jako faworyta wskazaliśmy najmłodszy team w lidze, który od początku obecnej kampanii sprawuje się doskonale. Początek spotkania należał jednak do bardziej doświadczonych ‘Mastersów’, którzy radzili sobie świetnie w przyjęciu i popełniali zdecydowanie mniej błędów niż ich rywale (9-5). Z czasem karta zaczynała się jednak odwracać, a ‘gdańskie lwy’ radzić sobie coraz lepiej. Po kilku skutecznych akcjach duetu Kuba Shittu – Mateusz Landsberg, Energa Trefl wysunęła się na prowadzenie 18-16, a  następnie cieszyła się z postawienia kropki nad ‘i’ w secie, który zdawał się być już przegrany (22-20). Środkowa odsłona to walka ‘łeb w łeb’, która trwała od pierwszego gwizdka aż do drugiej części seta (14-14). Po chwili gracze Inter Marine Masters okazali się bezbronni wobec kolejnych skutecznych kontrataków Trefla, który ograł rywala do 16. Ostatni set rywalizacji to kolejna huśtawka sportowych emocji. Obie drużyny naprzemiennie miały swoje momenty i co rusz wysuwały się na minimalne prowadzenie. W momencie kiedy na tablicy wyników było 19-19, nie mieliśmy przeczucia, w którą stronę to pójdzie. Ostatecznie bardzo ważnymi atakami popisali się Jan Wysiecki oraz Kuba Shittu, po których gracze Energi Trefla Gdańsk mogli cieszyć się z kompletu punktów. Brawo!

Craftvena – Remedios Sopot Ortopedia 3-0 (21-19; 21-14; 21-17)

Craftvena nie zdejmuje nogi z gazu. Trzecie spotkanie – trzecia wygrana – trzeci komplet punktów. Wow – ogląda się to naprawdę bardzo dobrze. Perspektywa jest tym bardziej imponująca, kiedy pod uwagę weźmiemy fakt, że wczoraj – rywalizowali z mocnym ‘na papierze’ Remediosem. Wtorkowa rywalizacja rozpoczęła się od mocnego uderzenia ‘Rzemieślników’, którzy rozpoczęli od wysokiego prowadzenia 9-3! W dalszej części seta Craftvena kontrolowała przebieg gry, przynajmniej do pewnego momentu (15-10). Pod koniec seta ‘Ortopedzi’ zaczęli grać bardzo dobrą siatkówkę, niwelując straty do jednego punktu (18-17). Kiedy wydawało się, że Craftvena straciła pewność siebie i to rywale wykorzystają momentum do wygrania seta – ostatnie słowo należało do Craftveny. Wow. W premierowej partii nie dało się nudzić. Temperatura spotkania spadła nieco w środkowej odsłonie. Choć do stanu 9-9 było bardzo ciekawie, po chwili sześć punktów z rzędu zdobyli ‘Rzemieślnicy’, a to umówmy się – ustawiło dalszą część seta (21-14). Wiele wskazywało na to, że mecz zakończy się podziałem punktów. To zespół z Sopotu zdecydowanie lepiej wszedł w tę partię, czego dowodem było ich prowadzenie 6-1. Dalsza część seta to szalona gonitwa Craftveny, w której prym wiódł absolutny lider drużyny – Michał Markiewicz. Team ‘Rzemieślników’ najpierw doprowadził do wyrównania po 9, a następnie wygrał seta do 17, a cały mecz 3-0. Brawo!

CTO Volley – Szach-Mat 2-1 (21-15; 21-13; 17-21)

Po raz pierwszy od dłuższego czasu w bezpośredniej konfrontacji pomiędzy drużynami – postawiliśmy na ‘Szachistów’. Argumenty? Ostatnia historia oraz lepszy start sezonu w wykonaniu Szach-Matu. Więcej nie trzeba było szukać, klamka zapadła. Już chwilę po rozpoczęciu spotkania mieliśmy przeczucie, że popełniliśmy błąd. Tak się bowiem składa, że to gracze w pomarańczowych strojach rozpoczęli lepiej spotkanie. Po skutecznym ataku Igora Ciemachowskiego, CTO wysunęło się na prowadzenie 12-8. W dalszej części Szach-Mat nie miał absolutnie żadnego pomysłu na to, ‘jak ukąsić’ rywali. Podobnego problemu nie mieli za to gracze w pomarańczowych barwach, którzy raz po raz wysuwali kolejne ataki, wygrywając finalnie do 15. Środkowa odsłona rozpoczęła się dla Szach-Matu dość obiecująco. Po chwili było bowiem 7-7 i kwestia wygranej pozostawała w pełni otwarta. Problem w tym, że na dwa własne punkty ‘Pomarańczowi’ zdobyli w tym czasie aż 10 (17-9) i był to koniec marzeń Szach-Matu o podtrzymaniu świetnej serii bezpośrednich spotkań. Dla ‘Szachistów’ pozostawała jedynie ‘nagroda pocieszenia’ w postaci jednego punktu i Szach-Mat potraktował to bardzo poważnie. W trzecim secie team w czarnych strojach zagrał wreszcie na dużo lepszym poziomie. Warto przy tym wspomnieć, że CTO zachowywało się przy tym dokładnie tak, jakby zapomnieli jaka jest metodologia punktowania w Inter Marine SL3. Prawdę mówiąc – było to dla nas dość niezrozumiałe, ale CTO nie zdołało zagrać już na choćby zbliżonym poziomie co w dwóch pierwszych setach. Ostatecznie trzecia partia trafia na konta Szach-Matu, co biorąc pod uwagę ich wczorajszą formę – jest niezłym wynikiem.

Siatkersi – Only Spikes 3-0 (21-10; 21-16; 23-21)

Nie będziemy przesadnie udawać. Wygrana Siatkersów we wtorkowym spotkaniu nas ani trochę nie zaskoczyła. W naszym odczuciu byli oni bowiem zdecydowanym i murowanym faworytem meczu, a każdy inny wynik niż 3-0 uznalibyśmy za ogromną niespodziankę. Pierwszy set rywalizacji zapamiętamy z bardzo dobrej gry Krzysztofa Lewandowskiego, po którego atakach – Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 11-4. W dalszej części Only Spikes sobie nie pomagali. Jeden wielki chaos, tak jak wtedy, gdy do ‘bezpańskiej piłki’ nie ruszał nikt, by w momencie, gdy ta była już przy ziemi – rzuciło się na nią trzech graczy jednocześnie. Tu trzeba pomocnej dłoni i osoby, która zdoła poukładać team. Nie mówimy o Michale Winiarskim – ot, zaprzyjaźnionym zawodnikiem z wyższej ligi (21-10). Drugi set rywalizacji to już wyraźnie lepsza gra zespołu Patryka Łabędzia, który na półmetku prowadził z rywalem wyrównaną grę (10-10). Przewaga Siatkersów zaczęła się uwypuklać dopiero w dalszej części seta, gdy po atakach Wojciecha Orlańczyka, objęli oni prowadzenie 18-15, a następnie cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-16). Ostatni set rywalizacji to zdecydowanie najciekawsza partia i fragment, w którym Only Spikes nie popełniali tak kardynalnych błędów. Mimo to, pod koniec seta Siatkersi prowadzili 20-17 i choć nie skończyli meczu w ‘pierwsze tempo’, to po chwilowej nerwówce mogli świętować bądź co bądź, zasłużony komplet punktów (23-21).

Flota Active Team – Bayer Gdańsk 1-2 (21-19; 15-21; 11-21)

Nie no. Gdybyśmy te herezje, co w zapowiedziach głosili 600 lat temu to prawdopodobnie już szykowaliby dla nas stos obok Joanny d’Arc. Przypomnijmy, że niespełna 24 h temu na stronie pojawiły się rymowanki odnośnie potencjalnego awansu Floty. Podnieciliśmy się dobrą dyspozycją w dwóch pierwszych meczach, zapominając, że sezon trwa 13 spotkań. No i co dostaliśmy w zamian? Ano to, że Flota zagrała znowu bardzo słabo, śmiejąc się Redakcji za wspomniane predykcje w twarz. Jak gdyby nigdy nic przyszedł beniaminek trzeciej ligi i ot tak – zlał pretendenta do wielkich rzeczy. W kontekście Floty zaczęło się co prawda dość obiecująco. Po początkowych problemach w przyjęciu ‘Aptekarzy’, faworyt wysunął się na prowadzenie 11-7. Z czasem gra się jednak bardzo wyrównała, a beniaminek miał swoją szansę tak jak wtedy, kiedy wysunął się na prowadzenie 19-18. Ostatecznie Flota zdołała ‘rzutem na taśmę’ odwrócić losy rywalizacji i po błędzie rywali oraz punkcie środkowego Adriana Majkowskiego, to Flota cieszyła się z pierwszego punktu w meczu. Drugi set zapamiętamy z kapitalnej dyspozycji ‘Aptekarzy’, którzy chwilę po połowie seta wysunęli się na imponujące prowadzenie 15-9. Sześciopunktowa przewaga na tym etapie seta była już niemożliwa do odrobienia, a to oznaczało, że o zwycięstwie zadecyduje finałowy set. Po świetnym fragmencie Macieja Lipińskiego oraz Mateusza Michalskiego, Bayer Gdańsk objął w decydującej partii prowadzenie 13-8. Nie ma co ukrywać, w dalszej części seta Flota była już zgaszona jak pet na chodniku i nawet nie próbowała udawać, że są w stanie coś zrobić. Finalnie Bayer wygrał mecz w stosunku 2-1 i zaczął marsz w górę ligowej tabeli. Brawo!

2 comments

  1. Siema,
    Tego dnia z szatni zginęła moja Czerwona bluza z kapturem marki Nike w rozmiarze L.

    Może ktoś przypadkiem wziął (lub nie przypadkiem) to proszę o kontakt do mnie lub do organizatora ;(

Join the Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.