MATCHDAY #26

Za nami poniedziałkowa seria gier. Ze świetnej strony pokazały się DNV Volley Gdańsk, BL Volley oraz DSGSA. Ci ostatni pokonali Siatkersów, dla których była to pierwsza porażka w sezonie Jesień’25. Zapraszamy na podsumowanie!

DSGSA – Siatkersi 3-0 (21-12; 21-17; 23-21)

Poniedziałkowe starcie było tym, w którym zespół DSGSA udowodnił, że zeszłotygodniowy mecz z Remediosem był tylko wpadką. Wczoraj wieczorem widzieliśmy już zupełnie inny – zdecydowanie lepszy team, który nie miał problemu z ograniem niepokonanej jak do tej pory ekipy Siatkersów. Dominacja DSGSA rozpoczęła się błyskawicznie po pierwszym gwizdku sędziego, gdzie gracze w bordowych barwach, wysunęli się na prowadzenie 5-1. W dalszej części seta, Siatkersi byli absolutnie bezradni i po ciekawym fragmencie, w którym kiwkami popisali się rozgrywający po obu stronach siatki, faworyt prowadził już 14-9, a następnie – cieszył się z wygrania seta do 12. Drugi set to już wyraźnie lepsza postawa graczy w niebieskich strojach. Choć po dobrej zagrywce Wojciecha Orlańczyka, mecz zaczął układać się obiecująco dla Siatkersów (7-3), to po chwili ‘odpalił się’ najlepszy gracz spotkania – Wiktor Witowski. Po kilku atakach oraz skutecznym bloku wspomnianego gracza – DSGSA wysunęli się na prowadzenie 9-7 i w dalszej części seta – Siatkersi nie zdołali im już zagrozić (21-17). Zdecydowanie najwięcej działo się w trzecim secie. Jeśli Siatkersi mogli gdzieś upatrywać swojej szansy, to właśnie w finałowej odsłonie. Na półmetku seta, górą byli Siatkersi, którzy po ataku swojego kapitana – Macieja Tarulewicza, prowadzili 15-12. Końcowa faza seta to jednak szalona gonitwa teamu Michała Farona, która zakończyła się happy-endem i wygraną po walce ‘łeb w łeb’ do 21. Dzięki temu wynikowi DSGSA pokonało Siatkersów, tym samym kończąc ich passę bez porażki w sezonie Jesień’25.

Team Spontan – Tiger Team 2-1 (21-12; 17-21; 21-15)

Choć w ‘Typie Redakcji’ wskazaliśmy na to, że Team Spontan wygra dwa poniedziałkowe spotkania za komplet punktów, to jednak napisaliśmy również, że jest mało prawdopodobne, że będą opuszczać Ergo Arenę bogatsi o sześć oczek. Nie chcieliśmy jednak doprowadzić do sytuacji, że w jednym meczu postawilibyśmy 2-1, bo wyniki mogłyby być odwrotne i zamiast 7 punktów do ‘typerka’, mielibyśmy zaledwie 4. Cóż – tę predykcję, Team Spontan potwierdził już w pierwszym poniedziałkowym starciu, w którym podejmował przedostatnią drużynę w trzeciej lidze – Tiger Team. Warto przy tym podreślić, że pierwszy set rywalizacji kompletnie nie zdradzał jak potoczy się dalsza część spotkania. Team Spontan grał tak, jak na wyraźnego faworyta przystało i w konsekwencji wygrał tę partię do 12. Kto wie – być może właśnie ta nisko zawieszona poprzeczka uśpiła graczy Piotra Raczyńskiego. W środkowej partii, ‘Spontaniczni’ mieli wyraźne problemy w komunikacji i po indywidualnym pojedynku pomiędzy Damianem Urbanowiczem, a Przemysławem Masznerem, mieliśmy remis po 12, a po chwili 16-16. Choć Tiger dzielnie trzymał fason, to wydawało się jednak, że koniec końców to Team Spontan wygra tę partię. Nic bardziej mylnego. Po kilku bardzo udanych akcjach ‘Tygrysów’, gracze w granatowych barwach cieszyli się po chwili z wygranej do 17! Ostatni set rywalizacji zapowiadał nam konkretne emocje. Na półmetku seta mieliśmy bowiem remis po 11 i pamiętając to co wydarzyło się w końcówce poprzedniego starcia, set zapowiadał się wyśmienicie. Cóż – tylko się zapowiadał, bo ‘underdog’ spotkania miał po chwili potężne problemy ze zrobieniem przejścia i sześć kolejnych oczek zdobyła drużyna Piotra Raczyńskiego (17-11). To był z kolei koniec emocji w meczu (21-15).

Flota TGD Team – BL Volley 0-3 (17-21; 19-21; 8-21)

‘Mame nie teraz, ruszyła maszyna!’ Takie memy latały wczoraj wieczorem po grupkach messengerowych graczy oraz sympatyków ‘Tygrysów’. Kiedy takowy dotarł również do Redakcji, to zastanawialiśmy się czy powstał on tuż po meczu, czy jednak wcześniej. BL Volley z krótkimi przerwami sprawuje się bowiem w obecnej edycji WYBORNIE i jest jedną z najjaśniejszych gwiazd ostatnich tygodni. Brawo. Kto wie – być może po tym jak BL nie mógł wygrać przez rok w stosunku 3-0 teraz wszystko się zmieniło? Wczorajsze starcie było drugim takim występem, a team nie musiał czekać nawet tygodnia. Jest to pewna różnica, prawda? Pierwszy set spotkania to przewaga ‘Tygrysów’, którzy wykorzystali problemy w przyjęciu rywali i to, że po stronie rywali wyróżniał się jeden zawodnik – Krystian Malinowski. Pod koniec seta prowadzili oni już 17-12 i był to koniec emocji w pierwszym secie (21-17). Środkowa partia to set, w którym Flota TGD Team stała się bezradna wobec pragmatycznej i skutecznej gry rywali. Zamiast jednak skupić się na grze – gracze w niebieskich trykotach zaczęli się niemiłosiernie frustrować, a jak wiadomo – to nie pomaga. W końcówce po atakach Bartosza Zdunka oraz Damiana Skrzęty – BL Volley cieszył się z drugiego punktu w meczu (21-19). Fiasko w dwóch pierwszych setach zabiło dalszą motywację w ekipie Karoliny Kirszensztein. ‘Niebiescy’ wyglądali już tak, jakby marzyli o jak najszybszym powrocie do domu. Trzeba przyznać, że swój plan wcielili bardzo dobrze. Trzeci set rywalizacji rozpoczął się bowiem od prowadzenia BL…13-2! Pogrom. W dalszej części seta Flota postanowiła powalczyć o to by uniknąć kompromitacji i finalnie im się to w jakimś stopniu udało, bo zainkasowali 8 oczek. Z pewnością jednak nie spodziewali się takiego przebiegu gry. A BL Volley? Kapitalna dyspozycja procentuje, a ‘Tygrysy’ są już na trzecim miejscu w ligowej tabeli. Wow – zagrożona wyginięciem populacja się odradza.

Szach-Mat – DNV Volley Gdańsk 1-2 (15-21; 21-19; 16-21)

Po dwóch kapitalnych meczach, w których ‘Szachiści’ ograli BEemkę oraz Merkurego – team Dawida Kołodzieja miał przed sobą teoretycznie najłatwiejsze zadanie. Musiał ograć przedostatnią drużynę w ligowej tabeli, którą wielu wskazuje jako ekipę, która będzie miała potężne problemy z utrzymaniem. Czy coś mogło pójść w tym przypadku ‘nie tak’? Witamy w uniwersum Inter Marine SL3. Tu absolutnie wszystko jest możliwe i nic nie jest pewne. Tu nic nikomu się nie należy, a punktów nie można dopisywać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Po porażce z DNV Volley Gdańsk stało się jasne, że ‘Szachiści’ będą ekipą, która zagra w grupie spadkowej. Sytuacja stała się dla nich wybitnie skomplikowana już po pierwszym secie rywalizacji, która od stanu 13-13 potoczyła się dla ‘Szachistów’ najgorzej jak się dało. Po świetnej grze, ‘żółto-czarni’ wysunęli się na prowadzenie 18-13 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona to starcie, które rozpoczęło się świetnie dla faworytów, którzy wysunęli się na prowadzenie 10-6. Już po chwili wszystko zaczęło się psuć, a po tym jak DNV Volley Gdańsk doprowadził do wyrównania 10-10, pomiędzy sypą, a libero Szach-Matu zrobiło się nerwowo (10-10). Mimo że wydawało się, że DNV VG wykorzysta problemy rywali, Szach-Mat ponownie wysunął się na prowadzenie 20-15. Pod koniec nastąpił prawie kolejny twist. Wszystko za sprawą czterech oczek trzykrotnych Mistrzów Inter Marine SL3, po których przewaga graczy w czarnych koszulkach stopniała do jedenego punktu (20-19). Mimo kolejnych nerwów – udało im się finalnie postawić kropkę nad ‘i’ (21-19). Pierwszy, a nawet drugi set był jednak sygnałem dla DNV VG, że poniedziałkowy mecz można jednak wygrać. Rywal nie był bowiem tak straszny jak mogło się wydawać. Z taką myślą, gracze DNV Volley Gdańsk wysunęli się na prowadzenie 14-10, a następnie – kontrolowali przebieg gry do ostatniego gwizdka sędziego i finalnie zgarnęli dwa arcyważne punkty do ligowej tabeli. Brawo!

Team Spontan – Port 3-0 (21-15; 21-15; 21-16)

Trzecioligowy wyścig żółwi sprawił, że nawet kolejna już w tym sezonie wpadka ‘Spontanicznych’ z drużyną Tiger Team niczego nie przekreślała. Potencjalna wygrana za komplet punktów z ‘Portowcami’, dawała bowiem drużynie Piotra Raczyńskiego miejsce przewidziane dla wicelidera rozgrywek. Początek spotkania to miażdżąca przewaga ‘Spontanicznych’, którzy za sprawą świetnie dysponowanego duetu skrzydłowych – Maliszewski – Urbanowicz, wysunęli się na prowadzenie 15-6 i mimo, że z czasem zwolnili – cieszyli się z wygrania premierowej odsłony do 15. Nie inaczej było w środkowej odsłonie gdzie Spontan ponownie wygrał do 15. Różnica była jednak taka, że uniknęli oni terapii szokowej zafundowanej na początku swoim rywalom. W środkowym secie Port przez długi czas nie pozwalał rywalom na rozwinięcie skrzydeł (10-9, a następnie 17-15). W końcówce kilkoma skutecznymi akcjami popisał się jednak Krzysztof Leper, a jego team mógł cieszyć się z drugiego punktu w meczu. Ostatni set? Cóż – również bez większej historii. Prawdę mówiąc – choć to dopiero początek tygodnia, to widzieliśmy wiele ciekawszych meczów. Choć Team Spontan naprawdę nie grał jakiejś wybitnej lub nawet dobrej siatkówki, to nie miał problemów z ograniem rywali za komplet punktów. Poprzeczka zawieszona przez team ‘z doków’ była na naprawdę niskim poziomie (21-16). W związku z kolejną już porażką, team Tomasza Bobcowa czuje już na plecach oddech rywali. Robi się bardzo niepokojąco i aktualnie Port będzie bacznie obserwował poczynania rywali. Jest już bowiem niemal pewne, że ‘Portowcy’ będą bronić się przed spadkiem.

EKO-HURT – Old Boys 3-0 (21-19; 21-15; 21-17)

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że obydwie drużyny przeżywają aktualnie poważne kłopoty. Nieco większe zdiagnozowaliśmy w ekipie Old Boysów, którzy w minionym tygodniu przegrali sensacyjnie z Challengersami i ich sytuacja robi się bardzo niepokojąca. W związku z tym jako nieznacznego faworyta meczu, wskazaliśmy Eko-Hurt. Nie sądziliśmy jednak wówczas, że będzie to tak jednostronne widowisko. Jednocześnie – nie sądziliśmy, że będzie to tak szczęśliwy dzień dla ‘Hurtowników’, dla których była to ostatnia szansa na wskoczenie do grupy drużyn, które potencjalnie mogą powalczyć o podium, a co za tym idzie – o awans do elity. Pierwszy set był jednocześnie tym najbardziej wyrównanym. Owszem – to Eko-Hurt miał optyczną przewagę, po której wysunęli się na prowadzenie 19-16. W końcówce powróciły do nich jednak demony z niedawnej przeszłości, gdy rywalizowali z Flotą i roztrwonili wówczas pokaźną zaliczkę. W odróżnieniu od ówczesnych wydarzeń – tu się jednak ogarnęli i po ataku Marka Dębskiego, wygrali partię do 19. O ile w pierwszym secie Old Boysi prezentowali się całkiem nieźle, tak w drugim secie odcięło im prąd i było to podobne to wydarzeń z meczu z Challengers. Po połowie seta (12-10), kilkoma skutecznymi atakami popisał się Sebastian Rydyger i wówczas stało się jasne, że włos z głowy Eko-Hurtowi w tej partii już nie spadnie (19-13 -> 21-15). W obecnym sezonie, Eko-Hurt ma jednak widoczne problemy z wygrywaniem za komplet punktów. Po ataku Mikołaja Boguckiego, który dał Old Boysom prowadzenie 5-3 wydawało się, że będzie podobnie. Po punktach przyjmujących Eko-Hurt – Sebastiana Rydygera oraz Marcina Radziewicza, ‘Hurtownicy’ wrócili jednak do gry i to oni wysunęli się na prowadzenie 13-10. Kilkupunktowa strata podziałała fatalnie na morale Old Boysów, którzy w końcówce meczu byli już całkowicie bezradni (21-17).

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.