MATCHDAY #14

Za nami ostatni dzień meczowy w czwartym tygodniu rozgrywek. Z bardzo dobrej strony pokazała się ekipa Old Boys, która rozbiła Energę Trefla Gdańsk. Kolejne spotkanie przybliżające do awansu wygrały Hydra, Złomowiec oraz DSGSA. Zapraszamy na podsumowanie!

Flota TGD Team – Hydra Volleyball Team 0-3 (20-22; 17-21; 14-21)

Po świetnym początku sezonu w wykonaniu Hydry Volleyball Team, nie zadrżała nam ręka w momencie, w którym postawiliśmy na to, że po raz kolejny sięgną po komplet punktów. Rywalem ‘Bestii’ w czwartkowy wieczór była bowiem ekipa Floty TGD Team, która w naszym odczuciu zakręci się na koniec sezonu mniej więcej w środku ligowej stawki. Biorąc to pod uwagę – nie przewidywaliśmy żadnych niespodzianek. Prawdę mówiąc – nie spodziewaliśmy się również tak dobrej gry, jaką zaprezentowali gracze Floty. Na półmetku seta, po kilku atakach Szymona Dobrzenieckiego, wysunęli się na prowadzenie 11-8, a mniejszą bądź większą przewagę utrzymali aż do stanu 18-16. Kiedy wydawało się, że Flota zdoła sprawić niespodziankę, mieliśmy nagły zwrot akcji. Po punktach ‘Dumy Łobza’, Hydra zdołała doprowadzić do wyrównania po 20, a następnie – przechylili szale zwycięstwa na swoją stronę (22-20). Choć w środkowej odsłonie Flota TGD Team kontynuowała dobrą grę i była w stanie rywalizować z mocnym rywalem bez jakichkolwiek kompleksów, to patrząc obiektywnie – nie było tu szans na niespodziankę jak w pierwszym secie (21-17). Ostatnia partia to rozdział, w którym obejrzeliśmy już rozpędzoną Hydrę, której w zasadzie nie dało się zatrzymać. Z całą pewnością było to najbardziej jednostronne widowisko, a w drugiej części seta – Hydra włączyła już tryb zabawy i bez większych problemów – wygrała partię do 14.

Aqua Volley – Kraken Team 0-3 (17-21; 17-21; 20-22)

Nie jest to dobry okres beniaminków w trzeciej lidze. Szybki rzut oka na ligową tabelę i zobaczymy, że po czterech tygodniach rozgrywek – trzy ostatnie miejsca okupują drużyny, które dopiero co awansowały. To nie koniec złych wiadomości dla Aqua Volley, bo to właśnie oni plasują się na ostatnim miejscu. W czwartkowy wieczór team Mateusza Drężka miał nadzieje na zmianę sytuacji i obranie innego kursu. Trzeba przyznać, że do pewnego momentu szło im całkiem obiecująco. W drugiej części seta mieliśmy bowiem remis 15-15 i kwestia tego, która ze stron wygra, była otwarta. Po chwili ważnymi atakami popisał się Michał Kulpiński, który przypieczętował tryumf Krakena do 17. Środkowa odsłona zakończyła się co prawda takim samym wynikiem, ale przebieg gry był już inny. Choć Aqua prowadziła 8-6, to druga część seta była absolutną dominacją drużyny Roberta Skwiercza. Po blokach rewelacyjnie dysponowanego Krzysztofa Domarosa, Kraken wysunął się na prowadzenie 17-11, a następnie – cieszył się z drugiego punktu w meczu (21-17). Nie tak dawno wspominaliśmy o jakości Krakena i o tym, że jeśli mają naprzeciw siebie słabszego rywala – to go najzwyczajniej w świecie ogrywają. W trzecim secie nasza teza była przez chwilę wystawiona na próbę, bo choć Kraken rozpoczął od prowadzenia 8-1, to z czasem ich gra się ewidentnie popsuła, a beniaminek zaczął sukcesywnie odrabiać straty. Sztuka ta udała im się dopiero pod koniec meczu, gdy po ataku Mateusza Drężka, był remis 20-20. Ostatecznie, po dwóch skutecznych atakach Przemysława Motyki w końcówce – Kraken Team zgarnął trzeci punkt i w ligowej tabeli przesunął się na podium. Brawo!

DSGSA – Hapag-Lloyd 3-0 (21-14; 21-11; 21-11)

Po jednym z lepszych spotkań Hapag-Lloyd w ostatnich miesiącach (z Siatkersami), zespół w pomarańczowych barwach przystępował w czwartkowy wieczór do czwartego spotkania w sezonie Jesień’25. Tym razem zadanie zdawało się być co najmniej tak samo trudne jak poprzednie, a prawdę mówiąc – spodziewaliśmy się większych kłopotów ‘Logistyków’. Rywalem Hapag-Lloyd była bowiem ekipa DSGSA, która jak do tej pory nie przegrała jeszcze spotkania. Choć spodziewaliśmy się absolutnie jednostronnego widowiska, to pierwszy set rywalizacji nas bardzo zaskoczył. Przez bardzo długi fragment, faworyt nie był w stanie sforsować zasieków rywali, a na półmetku seta to Hapag-Lloyd prowadził 10-8! W dalszej części seta uaktywnił się jednak główny mankament ‘Logistyków’ – przyjęcie. Choć trudno w to uwierzyć – zespół przeciwny w całym spotkaniu zdobył aż…16 asów serwisowych, co jest najwyższym wynikiem w tym sezonie, bez podziału na ligi. Poza kapitalnym elementem DSGSA ma również ten, o którym chcieliby zapomnieć. Aktualnie team Michała Farona jest bowiem ekipą, która spośród wszystkich czwartoligowców popełnia najwięcej błędów na mecz. Tak czy inaczej – ‘Bordowi’ odrobili po chwili straty, wygrywając finalnie do 14. Drugi i trzeci set rywalizacji to już wyraźna przewaga faworyzowanego zespołu. W odróżnieniu od dwóch pierwszych setów, tu ‘Logistycy’ nie mogli mieć nadziei na korzystny wynik nawet przez chwilę.

Flota TGD Team – Wolves Volley 1-2 (18-21; 24-22; 16-21)

Po bardzo obiecującym – aczkolwiek przegranym meczu z Hydrą Volleyball Team – zespół Floty przystępował do drugiego meczu w czwartkowy wieczór. Drugim rywalem ekipy Karoliny Kirszensztein była ekipa Wolves Volley i o ile w meczu z Hydrą to rywal był faworytem, tak w konfrontacji z ‘Wilkami’, więcej szans na tryumf dawaliśmy Flocie. Początek spotkania zapamiętamy ze sporej liczby błędów ‘Watahy’, która jeśli już atakowała, to najczęściej w taśmę. Z czasem po dobrej serii przy zagrywce Michała Łubińskiego, Wolves Volley odrobili straty i sami wysunęli się na prowadzenie 16-13. Trzeba przyznać, że spory udział w całej sytuacji mieli tu gracze Floty, którzy popełniali mnóstwo prostych błędów (21-18). Środkowa partia przez bardzo długi fragment układała się rewelacyjnie dla Wolves Volley, którzy po ataku najlepszego gracza meczu – Tomasza Głębockiego, objęli prowadzenie 15-10. Choć wszystko wskazywało na to, że ‘Wataha’ będzie po chwili cieszyła się z wygrania spotkania, to w ich grze coś się zacięło. Zamiast postawić kropkę nad ‘i’, Wolves Volley nie mieli pomysłu na zatrzymanie rewelacyjnie dysponowanego Krystiana Malinowskiego. Już po chwili Flota zdołała wyrównać (18-18) i wykorzystując swoje ‘momentum’ cieszyli się z doprowadzenia do wyrównania w setach (24-22). Ostania odsłona rozpoczęła się świetnie dla Floty, gdzie prym wiódł Krystian Malinowski. Po kilku punktach atakującego, Flota prowadziła 6-4. W dalszej części seta rozkręcił się jednak Tomasz Głębocki, który w trzecim secie był bardzo skuteczny i poprowadził Wolves Volley do wygranej w secie do 16. Dzięki wygranej Wolves Volley wskakują na ósme miejsce w lidze i zdecydowanie poprawiają swoją sytuację. Brawo!

Speedway AWKS – VB FE Sulmin 2-1 (21-15; 21-14; 15-21)

To miało być łatwe i przyjemne spotkanie, po którym gracze Speedway AWKS mieli mieć na koncie 15 punktów. Co ciekawe – w zapowiedzi przedmeczowej ‘czuliśmy pismo nosem’. Dziwnym trafem pisaliśmy bowiem o tym, że Speedway musi się sparzyć, by zrozumieć, że koncentrację należy zachować przez cały mecz. Prawdę mówiąc, nie sądziliśmy jednak, że gracze Mateusza Bojke wezmą to tak na poważnie. Już pierwszy set rywalizacji pokazał, że VB FE Sulmin nie zamierza oddawać niczego bez walki, a ‘żółto-czarni’ będą musieli się w meczu napocić. Chwilę po połowie seta było powiem po 13, a graczom Speedway nie udało się do tej pory ‘przełamać przeciwnika’. Zmieniło się to w dalszej części seta, gdzie po punktach Mateusza Bojke oraz Szymona Magulskiego, AWKS objął prowadzenie 19-15 i po chwili mógł cieszyć się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona to najmniej ciekawa partia w meczu. Choć wynik podobny, to jednak gra zupełnie inna. Od samego początku faworyt narzucił swoim rywalom własne warunki gry, wysuwając się na prowadzenie 12-7. Choć ambicji ich rywalom nie brakowało, to nie udało im się zbliżyć i w konsekwencji drugi set zakończył się wygraną faworyta do 14. Trzecia partia to jednak coś, co obie drużyny zapamiętają z pewnością na długo. Po wyrównanym początku (6-6), gracze AWKS popełnili dwa błędy, a to wyprowadziło rywali na prowadzenie 8-6. Prawdziwy koszmar faworyta dopiero wyłaniał się zza rogu. Dalsza część seta to kapitalna gra w obronie zespołu z Sulmina, po której następowały skuteczne kontry. Choć AWKS próbował temu zaradzić to był kompletnie bezradny. Dalsza część seta to przewaga zespołu Fabiana Ehrlicha, który wygrał sensacyjnie do 15 i pokazał, że dalsza część sezonu może im przynieść mnóstwo radości oraz satysfakcji – brawo!

Energa Trefl Gdańsk – Old Boys 0-3 (19-21; 23-25; 14-21)

Po porażce Energi Trefla Gdańsk z Bayerem Gdańsk, zespół Edwarda Pawluna chciał się jak najszybciej ‘odkuć’. Już przed meczem wydawało nam się, że nie będzie to łatwe zadanie. Ich rywalem była co prawda ekipa, która do czwartkowego starcia pogrążona była w kryzysie. Podskórnie wiedzieliśmy jednak, że taki stan nie będzie trwał wiecznie, a team z Pruszcza Gdańskiego się kiedyś przebudzi. Mimo to – nie sądziliśmy, że nastąpi to już w czwartkowy wieczór. Pierwszy set rywalizacji był bardzo wyrównaną partią od początku – aż do samego końca. W końcówce bardzo ważną i owocną pracę dla swojego zespołu wykonali skrzydłowi Old Boys – Kamil Durnakowski oraz Mateusz Batyra, a team w białych strojach mógł cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-19). Środkowa odsłona rozpoczęła się lepiej dla ‘gdańskich lwów’, którzy rozpoczęli od prowadzenia 4-0. Po chwili zanotowali jednak bardzo długi przestój, w którym ich rywal…zdobył dziewięć punktów z rzędu (9-4). Mimo bardzo niekorzystnego obrazu gry, Energa Trefl Gdańsk zdołała się w dalszej części podnieść i po raz drugi w meczu mieliśmy grę na przewagi, w której nie brakowało ani zwrotów akcji, ani emocji, ani kontrowersji. Oj tak – ten mecz żył własnym życiem i oglądało się go niezwykle interesująco. W końcówce po kilku punktach el Profesora – Kamila Durnakowskiego, Old Boys zapewnili sobie drugi punkt w meczu (25-23). Mimo wygranej – zespół Bartka Kniecia nie zdejmował nogi z gazu. W trzeciej odsłonie wyrównana była tylko pierwsza połowa seta (9-9). W drugiej części – Energa Trefl Gdańsk zanotowała podobny przestój jak ten, o którym wspominaliśmy chwilę wcześniej. Po kilku blokach – Old Boys wysunęli się na prowadzenie 17-11 i wówczas było już ‘po zawodach’. Trzy punkty w prestiżowym spotkaniu z pewnością dodadzą Old Boysom wiatr w żagle i może się okazać, że przespany początek sezonu nie będzie niósł za sobą przykrych konsekwencji.

Craftvena – ACTIVNI Gdańsk 3-0 (21-17; 21-18; 21-16)

Po rozczarowującym początku sezonu w wykonaniu ACTIVNYCH, team Artura Kurkowskiego przystąpił do kolejnego – arcytrudnego zadania. W czwartkowy wieczór ex trzecio, a nawet drugoligowiec rywalizował z Craftveną i to rywal był zdecydowanym faworytem konfrontacji. Choć historycznie nie zawsze tak było, to jakiś czas temu obie ekipy zrobiły mijankę i to Craftvena zasiada przy ‘głównym stole’. Już na początku spotkania ‘Rzemieślnicy’ wysunęli się na prowadzenie 11-7. Dalsza część seta to kontynuacja świetnej gry Craftveny, która po świetnej grze w bloku prowadziła już 19-13 i bez najmniejszych problemów wygrała do 17. Środkowa partia mogła dawać ACTIVNYM poczucie, że uda im się zaskoczyć faworyzowanego rywala. Tuż po półmetku seta team Artura Kurkowskiego prowadził bowiem 14-12, na co wpływ miała dobra zagrywka Jakuba Koniecznego. Choć w dalszej części ACTIVNI prowadzili już 18-16, to nie wykorzystali nadarzającej się okazji i po kilku niewymuszonych błędach – z drugiego punktu w meczu cieszyła się ekipa Bartosza Zakrzewskiego (21-18). Trzeci set spotkania nie zmienił już jego oblicza. Sił ACTIVNYM na postawienie się rywalowi wystarczyło do połowy seta (12-12). W dalszej części siadła im gra, a konsekwentnie grająca Craftvena objęła kilkupunktowe prowadzenie, które dały im kolejny komplet punktów.

TKKF Orlen – Feniks Gdańsk 0-3 (12-21; 11-21; 12-21)

Po kilku nieudanych spotkaniach w sezonie Jesień’25, sympatycy TKKF Orlen mogą czuć spory niedosyt i zniecierpliwienie. Nie dość, że ich ulubieńcy nie wygrali jak to tej pory spotkania, to na dodatek – nie wygrali również żadnego seta, a to jest już powodem do sporego niepokoju. ‘Nafciarze’ liczyli, że jest to stan przejściowy, który zmieni się w czwartkowy wieczór. Ich rywalem była bowiem ekipa Feniksa Gdańsk, która przed spotkaniem miała nieciekawy bilans jednego zwycięstwa i aż czterech porażek. Mimo to – to właśnie oni byli dla nas wyraźnym faworytem spotkania i cóż – nie pomyliliśmy się. Już na początku spotkania gracze Łukasza Dubickiego na tle swojego rywala wyglądali wręcz wybitnie. Po asie serwisowym Damiana Wiącka, ‘Czarni’ objęli prowadzenie 8-1. W dalszej części seta TKKF Orlen zaczął wreszcie zdobywać punkty, ale o odrobieniu strat nie mogło być mowy (21-12). W drugim secie, po kilku asach serwisowych Patryka Szulca, ‘Mityczny Ptak’ objął prowadzenie 10-6. Element przyjęcia był w obozie TKKF Orlen największym problemem, a team ‘Nafciarzy’ pozwolił rywalom na zdobycie aż 13 asów serwisowych, co było wyrównaniem najgorszego wyniku w tym sezonie do czwartkowego wieczoru (Hapag stracił wczoraj w ten sposób aż 16 punktów, bijąc nowy rekord). Tak czy siak, druga odsłona skończyła się wynikiem 21-11. Ostatni set to kontynuacja problemów ‘Nafciarzy’ – po asach serwisowych świetnie dysponowanej Natalii Leszman, Feniks wysunął się na prowadzenie 10-7, a po chwili cieszył się z kompletu punktów (21-12).

Inter Marine Masters – Złomowiec Gdańsk 1-2 (21-18; 16-21; 16-21)

Mimo wielu argumentów przemawiających na korzyść Inter Marine Masters – faworytem w naszych oczach była ekipa Złomowca Gdańsk, która mimo braku trzech graczy z podstawowego składu w poprzednim sezonie – radzi sobie w obecnej kampanii wybornie i jak dotąd nie przegrała jeszcze spotkania. Początek spotkania należał do graczy w miedzianych strojach, którzy po bardzo dobrej grze, objęli prowadzenie 15-9. Wówczas absolutnie nic nie wskazywało na to, że sytuacja może ulec zmianie. Po kilku punktach duetu Masiak-Wlazły, Inter Marine doprowadzili do wyrównania po 17, a następnie będąc na fali – poszli po chwili za ciosem, wygrywając do 18. Niebywałe jak koncertowo zepsuli to brązowi medaliści poprzedniego sezonu. Niepowodzenie w pierwszej odsłonie wyzwoliło w wychowankach gdańskiego Stoczniowca ‘sportową złość’. Choć do połowy seta obie drużyny szły ‘łeb w łeb’, to druga część seta była dominacją drużyny Złomowca, który po punktach Jakuba Klenczona czy Adama Śliwińskiego, objął prowadzenie 17-13, a następnie – doprowadził po chwili do wyrównania w setach (21-16). O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, przy czym należy zauważyć, że tuż po stanie 8-8 gracze Inter Marine całkowicie stanęli, a sześć kolejnych punktów, zdobyli gracze nieobecnego w czwartkowy wieczór – Witolda Klimasa (14-8). Wypracowana przewaga pozwoliła faworyzowanej drużynie na to, by w  dalszej części trzymać rywala na bezpieczny dystans i w konsekwencji cieszyć się po chwili z czwartej wygranej w sezonie Jesień’25. 

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.