Liga: Trzecia Liga - Jesień 2024

Czerepachy Volley – Oliwa Team

Nie będziemy nikogo czarować. Nie dawaliśmy Oliwie Team najmniejszych szans na korzystny wynik. Na taki obraz złożyło się kilka rzeczy, ale w dużym skrócie uznaliśmy, że dysproporcja pomiędzy drużynami jest obecnie zbyt duża, żeby mogło być ciekawie. Cóż – punktów co prawda nie było, ale po raz pierwszy w obecnym sezonie, któraś z drużyn realnie postraszyła swoich rywali! Jakby tego było mało, Oliwa dokonała tego dwukrotnie. W pierwszym oraz drugim secie. Premierowa partia rozpoczęła się zgodnie z przedmeczowymi predykcjami. Po dwóch atakach z środka Arstioma Traskunou, ‘Żółwie’ objęły prowadzenie 10-5. Z czasem było już 17-12 i zanosiło się na kolejny mecz, w którym ‘nic się nie dzieje’. Końcowa faza seta to jednak dość nieoczekiwane przebudzenie Oliwy, która po serii dobrych zagrywek Pawła Jasnocha oraz Adama Wyrzykowskiego, doprowadziła do wyrównania po 19! W końcówce przyciśnięte do muru Czerepachy zdobyły finalnie dwa punkty, ale i to nie było zbyt łatwe. Należy bowiem podkreślić, że Oliwa prezentowała się wybornie w obronie i kilka mocnych ciosów rywali zdołała skontrować (21-19). Choć wynik drugiego seta na to nie do końca wskazuje to bliżej niespodzianki Oliwa była właśnie w środkowej partii. Na półmetku seta po kolejnych świetnych atakach Damiana Breszki, Oliwa prowadziła bowiem 15-12, a następnie 18-15. Kiedy wydawało się, że po chwili team Adama Wyrzykowskiego urwie rywalowi punkt, gracze Oliwy uderzyli a out, a nieco później zostali zablokowani, a to sprawiło z kolei, że ‘Żółwie’ doprowadzili do wyrównania. Resztę tej historii się zapewne domyślacie (21-19). Trzecia odsłona to zdecydowanie najnudniejsza partia w meczu, w której faworyt zagrał tak jak oczekują tego od nich kibice i wygrał pewnie do 13.

Czerepachy Volley – Tiger Team

Nie mamy co do tego wątpliwości – był to najlepszy mecz Tiger Team w obecnym sezonie. Marne to jednak pocieszenie, bo i tak nie przyniosło to ‘Tygrysom’ choćby punktu i zasadniczo są już w czwartej lidze. Co do samego meczu, warto podkreślić, że Tiger nie prezentował się nieźle od samego początku rywalizacji. W pierwszym secie gra zespołu Dawida Staszyńskiego wyglądała bowiem bardzo słabo. Kiedy na zagrywce stanął prawdziwy spec w tej dziedzinie – Kiril Bohdan to faworyzowana ekipa wyszła na prowadzenie…12-2! Należy przy tym zauważyć, że przy dłuższej serii, jego koledzy z drużyny zaczynali się na parkiecie…nudzić. W dalszej części seta Tiger dorzucił do swojego skromnego dorobku kilka punktów. Jak podkreślała po meczu Pani Agnieszka – punktów byłoby znacznie więcej, gdyby nie masa ataków w out (21-10). Celowniki, gracze Tiger Team wyregulowali w przerwie pomiędzy setami. Po bardzo dużym rozprężeniu graczy w zielonych strojach ‘Tygrysy’ zniwelowały stratę z 9-4 do 12-11. Po dobrej zagrywce Dominika Maciejewskiego doprowadzili nawet do wyrównania po 13. Druga część seta to jednak przewaga faworyzowanej ekipy, która wygrała partię do 16. Ostatni set wyglądał jeszcze lepiej. Po ataku oraz asie serwisowym rozgrywającego bardzo dobre zawody Dominika Maciejewskiego, Tiger objął prowadzenie 10-9! Kiedy ‘Żółwie’ poczuli jednak zagrożenie to błyskawicznie wysunęli się na kilkupunktowe prowadzenie (16-13) i po chwili cieszyli się z siódmego kompletu oczek.

Osada Truso – ACTIVNI Gdańsk

Po pewnej wygranej za komplet punktów z BL Volley, Osada Truso przystępowała do zadania teoretycznie nieco łatwiejszego. Ich rywalem była bowiem ekipa ACTIVNYCH Gdańsk, która nie jest w stanie nawiązać do dobrych wyników z poprzedniego sezonu. Cóż, we wtorkowy wieczór również nie była i mecz zakończył się zgodnie z zapowiedziami, pewną wygraną ‘Osadników’ za komplet oczek. Mimo, że brak punktu nie pomaga w żaden sposób ACTIVNYM w kontekście walki o utrzymanie to należy podkreślić, że ‘były momenty’. Były też stare grzechy. ACTIVNI tym razem dali swoim rywalom zdobyć aż 10 asów serwisowych. Mimo to, team Artura Kurkowskiego do połowy pierwszego seta radził sobie naprawdę nieźle i nie odstępował rywala na krok (10-10). Z czasem zaczęli oni popełniać więcej błędów i finał był taki, że Osada odjechała wygrywając do 14. Drugi set wyglądał nieco inaczej. Już na początku zespół Kacpra Bielińskiego wypracował sobie bardzo pokaźną zaliczkę, którą z czasem jeszcze powiększał. Był to fragment, w którym ACTIVNI popełniali mnóstwo prostych błędów (18-9). Choć zapowiadało się na demolkę, w końcówce gracze Artura Kurtkowskiego podreperowali nieco dorobek punktowy (21-15), co i tak sprawiało, że przegrali piąty mecz w sezonie. Jakieś pozytywy? Ano takie, że w czwartej lidze, do której ACTIVNI nieuchronnie zmierzają, będą rywalizować z ekipą o wdzięcznej nazwie: Kryj Ryj. Być może ACTIVNI podpatrzą pewne rzeczy od kolegów, a to sprawi, że unikną sytuacji jak tej z początku trzeciego seta. Kończąc jednak żarty – sytuacja z początku trzeciego seta wyglądała naprawdę groźnie. Po bardzo mocnym ataku środkowego – Marka Romanowskiego, rozgrywający ACTIVNYCH dostał piłką w twarz i do gry zawodnicy obu drużyn wrócili po dłuższej chwili (9-2). Wspomniana sytuacja nie miała jednak wpływu na dalszy przebieg i po chwili gracze z Elbląga cieszyli się z kompletu punktów, który zbliżył ich do drugiej ligi.

Inter Marine Masters – MiszMasz

Ledwo w zapowiedziach czy magazynie zdążyliśmy pochwalić Inter Marine Masters, a ci – wrócili do starych nawyków. O czym mowa? Ano o tym, że będąc lepiej dysponowanym, dwa razy dali sobie odebrać punkt. Najpierw z Maritexem, a na deser z MiszMaszem. Żeby na koniec sezonu Redakcja nie musiała powiedzieć: ‘A nie mówiłem?’ Co ciekawe – tuż przed rozpoczęciem spotkania zastanawialiśmy się czy MiszMasz nie będzie przypadkiem grał w…czwórkę. Ostatecznie przed pierwszym gwizdkiem sędziego dotarło dwóch zawodników, a w trakcie pierwszego seta – kolejny z nich. W takich warunkach nie można mówić jednak o koncentracji. Nie wiemy czy miało to wpływ, ale w pierwszym secie MiszMasz prezentował się naprawdę miernie. Początek spotkania rozpoczął się od stanu…12-3 dla ‘Mastersów’. Kiedy wszystko wskazywało na to, że w meczu dojdzie do największej ‘rzezi’ w obecnym sezonie w trzeciej lidze, MiszMasz zdołał się nieco ogarnąć, zdobył 11 oczek i w konsekwencji uniknął również kompromitacji. Na ten moment absolutnie nic nie wskazywało jednak na to, że gracze Michała Grymuzy mogą wygrać środkową partię. Po chwili przypomniało nam się jednak, że stare porzekadło: ‘trzecia liga, styl życia’ nie wzięło się znikąd. Po tym jak do składu dołączył Ernest Kurys, MiszMasz przeorganizował swoją grę i wreszcie zaczęło to wyglądać tak jak powinno w każdym meczu. Był to pokaz tego, że warto przychodzić na mecze w co najmniej siedmiu zawodników, co przecież normą w MiszMaszu od dawna nie jest. Tak czy siak, środkowa odsłona to wyrównana partia, która zaprowadziła nas do stanu po 9. Od połowy seta MiszMasz po świetnej zagrywce Michała Grymuzy, wysunął się na prowadzenie 14-9. W dalszej części Inter Marine w swoim zwyczaju zaczęło gonić i sztuka ta, prawie im się końcówce udała (19-19). Ostatnie słowo w secie należało jednak do ex-drugoligowców, którzy po ataku Mateusza Berbeki, wygrali seta do 19. Niekorzystny wynik z środkowej partii ‘podrażnił’ graczy w biało-czerwonych strojach. Po wyrównanej pierwszej części seta (10-10), gracze Andrzeja Masiaka podkręcili tempo i finalnie wygrali seta do 13, a cały mecz 2-1.

Osada Truso – BL Volley

Po wtorkowej serii gier będący już w szatni gracze Osady Truso zadali nam pytanie, czy dzisiaj ich gra wyglądała już lepiej niż w poprzednich spotkaniach, w których team z Elbląga nie uniknął krytyki. Choć odpowiedzieliśmy już na gorąco, to powtórzymy. Tak, we wtorek było znacznie lepiej, czego dowodem jest sześć punktów i odzyskany fotel lidera. Największy opór gracze BL stawili w pierwszym secie rywalizacji. Na półmetku seta było bowiem po 10. Po problemach BL Volley w przyjęciu, gracze z Elbląga odskoczyli rywalom na cztery punkty (15-11) i choć z czasem przewaga ta się zmieniała to finalnie ‘Osadnicy’ wygrali pierwszą partię do 18. Niestety dla widowiska – to by było tyle z wyrównanego spotkania. W środkowej odsłonie Osada prowadziła 12-7 i choć po kilku bardzo dobrych zagrywkach rozgrywającego – Adama Czapnika, BL zniwelowało stratę do dwóch oczek (12-10,) to dalsza część seta przebiegała już pod dyktando graczy z Elbląga (21-13). Ostatni set zapowiadał się dość obiecująco. Po ataku środkowego – Damiana Skrzęty, przewaga ‘Osadników’ wynosiła zaledwie jeden punkt (9-8). Dalsza część seta to jednak wyraźna przewaga faworyzowanej drużyny, która po punktach Dawida Strzyżewskiego czy Grzegorza Myślińskiego, prowadziła już 17-10 i po chwili cieszyła się z kompletu oczek.

Kraken – Port Gdańsk

Gracze Portu Gdańsk, którzy czytali przedmeczowe zapowiedzi mogli przecierać oczy ze zdumienia. We wspomnianym tekście wypowiedzieliśmy się bowiem dość jednoznacznie, że faworytem spotkania będą gracze Jurija Charczuka. Zdziwienie ‘Portowców’ mogło wynikać z tego, że w poprzednim sezonie w jednym ze spotkań to Port okazał się mocniejszy. Czemu mając aktualnie dobrą formę, miałoby być inaczej? Ano dlatego, że w naszym odczuciu Kraken ma jeszcze lepszą i są bardzo poważnym kandydatem do podium rozgrywek. To ‘Bestia’ udowodniła już na samym początku spotkania, gdy po trio Dmytro Moroziuka (atak, as, blok), wysunęli się na prowadzenie 11-7. To, co rzuciło się w dalszej części w oczy to fakt, że w naszym odczuciu Kraken ‘nie naciskał’ zbyt mocno zagrywką, która i tak sprawiała ekipie ‘z doków’ potężne kłopoty. Dość powiedzieć, że w całym meczu Kraken miał aż 10 asów! Wracając jednak do pierwszego seta, kiedy graczom Arkadiusza Sojko udało się przyjąć to po chwili i tak punkt trafiał na konto przeciwników, bowiem Port nad wyraz często bił po outach (21-13). Środkowa odsłona rozpoczęła się świetnie dla ekipy ‘z doków’. Po kilku atakach absolutnie najlepszego gracza Portu w tym spotkaniu – Pawła Dobrzenieckiego, ci dość nieoczekiwanie wysunęli się na prowadzenie 9-5. Po chwili jednak ‘wszystko wróciło do normy’ i po kolejnej serii Dmytro Moroziuka, Kraken wysunął się na prowadzenie 12-10, które z czasem jeszcze powiększył, wygrywając finalnie do 13. Ostatnia odsłona nie dawała nadziei na jakieś większe emocje. Faworyzowany Kraken prowadził w końcówce 18-12. Po chwili nie wykończył jednak rywala tylko dał mu się nieco rozkręcić. Przewaga zespołu zza wschodniej granicy była jednak tak duża, że nie dało się tego roztrwonić (21-18).

Inter Marine Masters – Maritex

Wtorkowy wieczór był dla ‘Mastersów’ dniem szczególnym. Potencjalne dwie wygrane za komplet punktów utrzymywałyby ich bowiem w samym czubie ligowej tabeli. Mecz był również arcyważny dla Maritexu, który owszem – wygrał ostatnio mecz, ale wciąż pozostawał w niekorzystnym położeniu. Faworytem w naszych oczach był team Andrzeja Masiaka i ze swojej roli przynajmniej w pierwszym secie spisał się bez zarzutu. Po dwóch atakach Tomasza Kowalewskiego w środkowej fazie seta, ‘Mastersi’ objęli prowadzenie 12-8. Maritex w dalszej części nie dał sobie szans na dogonienie rywali. Kiedy mieli bowiem ku temu dobrą okazję – najczęściej atakowali po outach i finalnie przegrali tę partię do 17. Środkowa odsłona to zupełnie inna historia. Po bardzo dobrym fragmencie Rafała Siduna, Maritex rozpoczął partię od prowadzenia 8-4. Kiedy po ataku Wiktora Chełmińskiego, ‘Mastersi’ zniwelowali stratę do jednego oczka (9-8), byliśmy przekonani, że aktualnie grany jest scenariusz, który w obecnym sezonie oglądaliśmy już kilka razy. Precyzując – skuteczne gonienie wyniku przez team w biało-czerwonych barwach. Tym razem było jednak inaczej, bo po chwilowej drzemce gracze Michała Pietrasika za sprawą ataków księdza Strzały oraz wspomnianego wcześniej Rafała Siduna, przypieczętowali wygraną do 15. Ostatni set rywalizacji należał już do faworyta spotkania. Gracze Andrzeja Masiaka wypracowali sobie na półmetku czteropunktową zaliczkę (12-8), która pozwoliła im na spokojną i bezpieczną końcówkę spotkania (21-16).

ACTIVNI Gdańsk – Maritex

Nie ma co ukrywać. W ostatnich tygodniach Maritex nie miał najlepszej prasy. Drużynie Michała Pietrasika co rusz wytykaliśmy kiepskie wyniki i to, że przedsezonowe oczekiwania versus teraźniejszość są od siebie daleko jak Lizbona od Moskwy. Miał być awans, a tymczasem przed meczem z ACTIVNYMI zdecydowanie bliżej było im do czwartej ligi. Cóż – bezpośredni mecz, do którego doszło w czwartkowy wieczór miał być pianką chłodzącą na zbyt mocno opaloną skórę. Czymś, co przyniesie ukojenie. Oczywiście poprawa humorów jednych sprawiała, że drudzy musieli się pogrążyć w beznadziei. Od samego początku meczu stało się jasne, która z ekip opuści Ergo w lepszych nastrojach. To było po prostu widać. Maritex rozpoczął pierwszą partię od prowadzenia 9-5. Z czasem po dwóch skutecznych atakach Rafała Siduna było 18-14 i stało się jasne, że to fioletowi wygrają pierwszą partię. Środkowa odsłona wyglądała bardzo podobnie. Już na początku seta ACTIVNI zostali odarci ze złudzeń. Po ataku Stanisława Płochockiego było 9-4 dla graczy w fioletowych barwach. Z czasem, po dwóch skutecznych zagrywkach Igora Sikory był moment, w którym zastanawialiśmy się czy ACTIVNI zdołają wrócić (15-11). Po chwili Kacper Iwaniuk dokończył jednak dzieła zniszczenia i Maritex mógł cieszyć się z drugiego zwycięstwa w sezonie. Jeśli ktoś myślał, że chociaż w trzecim secie zobaczymy dobrą postawę ACTIVNYCH, ten mógł być ogromnie rozczarowany. Im dłużej bowiem trwał mecz, tym gorzej prezentowali się gracze Artura Kurkowskiego. Trzeci set to klasyka gatunku z obecnego sezonu. Problemy w przyjęciu, po których albo rywale mieli asy, albo dostawali piłkę za darmo i kończyli niekończące się kontry. Finalnie Maritex wygrał tę partię do 9, a cały mecz 3-0 i w kapitalnych humorach wrócili do domów.

Kraken – MiszMasz

Patrząc na to jak w ostatnim czasie radziły sobie obie drużyny, z meczem nie wiązaliśmy zbyt dużych nadziei. Przenosząc to na boisko piłkarskie – uznaliśmy, że będzie to ‘mecz do jednej bramki’. Oczywiście górą w tych założeniach miała być ekipa Krakena. Pierwsze pozytywne zaskoczenie w kontekście MiszMaszu dostaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem meczu. W obecnym sezonie rzadko zdarzała się im bowiem taka frekwencja, jaką MiszMasz dysponował we wtorkowy wieczór. Drugie zaskoczenie przyszło chwilę po pierwszym gwizdku sędziego prowadzącego zawody. Po niezłej grze ‘blok-obrona’, MiszMasz objął dwupunktowe prowadzenie na półmetku seta (12-10). Wyrównaną grę oglądaliśmy do stanu po 14. Po skutecznych atakach oraz kiwkach Michała Grymuzy oraz Ernesta Kurysa, MiszMasz wyszedł na prowadzenie 17-14, a po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu. Na początku drugiej odsłony wszystko wskazywało na to, że ex-drugoligowiec idzie po zwycięstwo. Po ataku kapitana prowadzili bowiem 8-4. Po chwili popełnili jednak aż cztery błędy własne z rzędu, a to sprawiło, że ‘Bestia’ się wreszcie przebudziła (8-8). Po blokach Alieksandra Trushyna oraz Maksima Miklashevicha, Kraken objął prowadzenie 17-11, którego już nie wypuścił (21-17). Decydujący o zwycięstwie set zapamiętamy z nieciekawego otwarcia MiszMaszu, który zaczął grać niedokładnie w polu, a na dodatek dość mocno rozregulowały im się celowniki. Po kilku błędach to Kraken objął prowadzenie 10-6. Mimo to, MiszMasz podjął jeszcze próbę

Czerepachy Volley – Port Gdańsk

Jak ktoś chce czegoś w rodzaju cudu, to musi omijać szerokim łukiem Ergo Arenę. Zwłaszcza w dni meczowe, w których występują Czerepachy Volley. Zielony walec stoczył w poniedziałkowy wieczór szóste spotkanie. Jak możecie się domyślać – szósty raz skończyło się tak samo – wygraną ‘Żółwi’ za komplet punktów. Przed meczem Redakcja ucięła sobie pogawędkę z rozgrzewającymi się graczami Portu i zwróciła uwagę na fakt, że ich rywale to najlepiej zagrywająca drużyna w lidze. Gracze Portu podziękowali za tę ‘podpowiedź’ i po chwili z nową wiedzą stanęli do rywalizacji z renomowanym rywalem. Cóż – tyle teoria. W praktyce gracze w zielonych strojach zdemolowali rywali w każdym elemencie, ale w zagrywce chyba najbardziej. Dziesięć asów serwisowych oraz jedenaście bloków dość dobitnie pokazują w jakich obszarach team ‘z doków’ miał największe problemy. Czy w meczu były nadzieje na coś ciekawszego? Może kiedy na tablicy wyników było ‘zaledwie’ 11-8 dla Czerepachów. Nadzieje te zostały jednak po chwili zabite, gdy po kilku punktach Pawła Shylina ‘zrobiło się’ 21-11. W drugim secie Czerepachy nie czekały nawet chwili. Już po kilku chwilach od gwizdka sędziego, team Dawida Gałki prowadził 12-4 i ‘Portowcy’ mogli się modlić o jak najniższy wymiar kary. Trzeci set nie zmienił obrazu gry. Nadal to zespół składający się z byłych graczy Floty dominował i wygrał seta do 11, a cały mecz 3-0.