Thunder Team, aby dalej liczyć na to, że na koniec sezonu staną na najwyższym stopniu podium, musieli wygrać swoje spotkanie w stosunku 3-0. Prawdę mówiąc, gracze nie wyobrażali sobie innego scenariusza niż gładkie 3-0. Patrząc na skład wpisany przez drużynę Thunder do protokołu meczowego dziwić mógł brak nominalnego libero. Nie zważając jednak na te przeciwności losu gracze weszli w mecz jak honorowy dawca krwi na początek kolejki w aptece. Na pełnej, nie pytając o to czy inni ludzie (w tym przypadku gracze DCT) nie mają nic przeciwko. Początek meczu dobitnie pokazał, która z drużyn znajduje się na szczycie tabeli, a która okupuje jej dolne partie. 5-0; 12-6; 21-12 – to tylko wycinek z tego, co działo się w trakcie pierwszego seta. W zasadzie druga część była niejako kopią pierwszej odsłony, z tą różnicą, że drużyna Thunder pozwoliła ‘Kontenerowcom’ na ugranie jednego punktu mniej. Wśród ‘Czarnych’, bo taki kolor ostatnio dominuje wśród zawodników Thunder, wyróżnić można tradycyjnie już Przemka Walczaka, Mateusza Waroczyka i Piotra Goliana. Jeżeli chodzi o ekipę DCT to najlepiej zaprezentowali się w ostatniej odsłonie w której zdobyli aż 18 punktów. Jesteśmy jednak przekonani, że gracze z ulicy Kontenerowej chcieliby jak najszybciej o spotkaniu zapomnieć i zresetować głowy przed ważnym w kontekście układu tabeli meczem z Seargin.
Liga: Druga Liga - Jesień 2019
Thunder Team – Seargin
Musimy Wam przyznać, że jesteśmy bardzo rozczarowani postawą drużyny Seargin. W pewnym momencie sezonu wydawało się, że drużyna złapała bakcyla i dobre wyniki sprawią, że mecze drużyny ‘Programistów’ będą przyciągać tłumy graczy, a wewnątrz drużyny dojdzie do rywalizacji o prawo do gry w pierwszym składzie. Niestety, było jak na popularnych memach w internecie, które zatytułowane są ‘expectation – reality’. Rzeczywistość okazała się dosyć brutalna i spotkanie przeciwko drużynie Thunder Team było już kolejnym, w którym Seargin nie zebrał kompletu graczy. Tym razem przeciwko wiceliderowi wystąpiło czterech graczy, co było sportowym samobójstwem. Żeby była jasność – przed meczem nie mieliśmy wątpliwości, która z drużyn jest faworytem, ale zaledwie czterech graczy po drugiej stronie siatki nie miało prawa przetrwać. Dla zobrazowania tragicznej pozycji wyjściowej Seargin wyobraźcie sobie nadjeżdżający pociąg, na którego drodze postawiono kartony. Szansa na to, że pociąg mógłby się wykoleić jest na tyle niska, że ciężko znaleźć nam sensowne porównanie. Seargin jak na okoliczności zaprezentowało się nieźle, ale oczywiście nie wystarczyło to, aby zagrozić Thunder Team. Ci drudzy byli przed meczem dodatkowo nabuzowani, na co wpływ miało ich wcześniejsze spotkanie z Mental Block i tym razem stanęli na wysokości zadania, dzięki czemu sięgnęli po trzy punkty.
DNV GL S*M*A*S*H – Omida Team
W tym spotkaniu działo się tyle, że ciężko nam zebrać nie tylko szczęki z podłogi, ale przede wszystkim myśli. Postanowiliśmy więc, że w opisie – podobnie jak w meczu, postaramy się zbudować napięcie. Pierwszy set ‘Logistycy’ zaczęli w swoim stylu – od straty kilku punktów, którą musieli nadganiać. Pod koniec pierwszego seta pachniało sporą niespodzianką, bowiem drużyna DNV prowadziła już 19-15, co wzbudziło w Rafale Środzie nieodkryte do tej pory moce. Rafał, stojąc za linią boczną, wyglądał na gościa, który zaraz przeobrazi się w bratobójcę i wyciągnie konsekwencje wobec współpartnerów. Mobilizacja krzykiem podziałała widocznie na drużynę skutecznie, bowiem uciekli spod topora i wykorzystali przestój ekipy z Łużyckiej. Koniec seta to wynik 21-19 dla Omidy. O przebiegu kolejnej partii wspomnimy tylko z kronikarskiego obowiązku, ponieważ było to zaledwie preludium wydarzeń, do których doszło w ostatnim secie. Omida wygrała drugą odsłonę do 16, a najciekawszym jej fragmentem był moment, kiedy Paweł Skrzypkowski oblał test grania w zbijaka i dał się trafić piłką, która po zagrywce jednego z gracza DNV leciała w aut. Widać, że u Pawła w kodzie DNA nadal jest cząstka walczaka, gdyż jako hokeista Stoczniowca nigdy nie unikał zwarć i kontaktu i w tym przypadku zapomniał, że tak byłoby lepiej. Wreszcie dochodzimy do punktu kulminacyjnego spotkania – trzeciego seta. Z przebiegu tej odsłony najbardziej zadowoleni są trójmiejscy farmaceuci, bowiem krążą plotki, że mecz wywołał wśród osób takie poruszenie, że zostały wyprzedane całe zapasy relanium. Gracze obu drużyn najwyraźniej zapomnieli, że sety w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta trwają do 21 i że nazajutrz trzeba iść do pracy. W efekcie tego trwała pasjonująca wymiana ciosów między obiema drużynami. Sytuacja, którą obserwowaliśmy była bardzo dynamiczna, a liczby piłek setowych po jednej czy drugiej stronie nie jesteśmy w stanie nawet zliczyć. Ten set przejdzie do historii i nie mamy wątpliwości, że lepszej odsłony niż ta nie zobaczyliśmy wcześniej w ponad dwustu pięćdziesięciu spotkaniach rozegranych od początku istnienia ligi. Ostatecznie, seta wygrała ekipa ‘Logistyków’. Dla osób, które spóźniłyby się na to spotkanie i dotarły na samą końcówkę mogłoby to nie być oczywiste, ponieważ na tablicy wyników widniał stan 3-1 zamiast 33-31. Wpływ na to miał fakt, że producent tablic nie przewidział, że na parkietach SL3 może dojść do takiego spektaklu. Wszystkim aktorom tego widowiska dziękujemy, gratulujemy oraz co najważniejsze – prosimy o następne!
Trójmiejska Strefa Szkód 2 – Bombardierzy
Potwierdzają się słowa Redakcji dotyczące metamorfozy drużyny Trójmiejskiej Strefy Szkód 2. Nie ukrywamy, że odczuwamy satysfakcję porównywalną do tej, którą odczuwa statystyczny obywatel na wieść o tym, że jego szefa nie będzie dziś w pracy. Wszystko za sprawą tego, że ciągle wierzyliśmy w to, że do TSSu w końcu uśmiechnie się szczęście. Mecz z Bombardierami był już czwartym spotkaniem, w którym ‘Niebiescy’ zgarniają komplet punktów. Dwanaście punktów w czterech meczach sprawia, że TSS2 wskakuje na szóste miejsce w tabeli i jest to wynik bardzo obiecujący, który pozwala sądzić, że w kolejnym sezonie powalczą o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Obecny sezon sprawi, że drużyna okrzepnie i nabierze doświadczenia oraz wyciągnie wnioski ze spotkań, w których prezentowali się gorzej. Jeśli chodzi o Bombardierów to mamy tu do czynienia z przeciwległym biegunem. Drużyna Maćka Gruby przegrała piąte spotkanie z rzędu, co biorąc pod uwagę pierwszą część sezonu, w której byli wymieniani w jednym szeregu z drużynami takimi jak Omida Team, Thunder Team czy Zmieszani, nie jest dobrym wynikiem. Drużyna znajduje się obecnie na dziewiątym miejscu i w przyszłym tygodniu, w związku z dwoma spotkaniami, które mają zaplanowane, jako pierwsza z dwudziestu sześciu drużyn zakończy ligowe zmagania. Po tym czasie na pewno dojdzie do rachunku sumienia i ‘Czarni’ wrócą na wiosnę silniejsi.
Thunder Team – Mental Block
Ambiwalentne uczucia. Nie jesteśmy psychologami, ale możemy się założyć, że właśnie takie uczucia towarzyszą właśnie graczom Thunder Team. Z jednej strony jest to radość, bowiem dzięki wygranej z Mental Block drużyna na 100% znajdzie się na podium Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, z drugiej zaś czuć ogromne rozczarowanie wynikające ze straty jednego punktu. Znacie to uczucie, gdy budzicie się nad ranem i przez ułamek sekundy wydaje się Wam, że jest weekend, a po chwili zdajecie sobie sprawę, że czas wstać i iść do pracy? Bez wątpienia – parszywe uczucie i kwintesencja rozczarowania. Do równie dobitnych przykładów dla Thunder możemy dodać właśnie mecz z Mental Block. Co ciekawe, strata jednego seta nie była jedynym zagrożeniem, które na nich czyhało. Tak naprawdę ‘Mentaliści’ po wygraniu pierwszej partii mogli pójść za ciosem i zwyciężyć również w kolejnej. Dopiero druga część środkowego seta zadecydowała o tym, która z drużyn wyjdzie na prowadzenie i w konsekwencji wygra również tę odsłonę. Trzeci set była wyrównany tylko do czasu. Thunderowcy zdawali się być na tyle podrażnieni dotychczasowym przebiegiem spotkania, że postanowili nie fundować sobie thrillera tylko grać konsekwentną i zdyscyplinowaną siatkówkę, której owocem była wygrana w tej partii oraz całym meczu. Decydujący cios zadał najlepszy na parkiecie Mateusz Truszczyński. Ma to znaczenie symboliczne gdy ostatni punkt w meczu zdobywa najlepiej grający w nim zawodnik. Gdybyśmy mieli szukać innych przyczyn wyniku 2-1 to nie da się nie zauważyć, że drużyna Mental Block po raz pierwszy w sezonie zagrała nie mając na boisku ani jednej kobiety. Proszę nie zrozumieć nas źle. Nie oceniamy czy była to dobra czy zła decyzja. Uważamy, że skład Mentalistów ekipę Thunder po prostu zaskoczył.
Zmieszani – Bombardierzy
Ponad czternastodniowa przerwa od ostatniego meczu sprawiła, że Zmieszani dość niemrawo weszli w spotkanie. W ich szeregach brakowało zgrania oraz dynamiki, ale z każdą akcją drużyna rozkręcała się i przejmowała kontrolę nad meczem. Pierwszego seta Zmieszani rozpoczęli wyłącznie w męskim składzie, co nie zdarza się im często. Ostatecznie, najbardziej doświadczona drużyna w drugiej lidze potrafiła wygrać pierwszego seta do 12, choć początek tej odsłony na to nie wskazywał. Panie na parkiecie pojawiły się dopiero w drugiej odsłonie i trzeba przyznać, że były brakującym ogniwem drużyny, bowiem sama ich obecność sprawiła, że męska część drużyny grała jak z nut. Mimo, że set zakończył się takim samym rezultatem jak poprzedni to nie dało się nie dostrzec, że w szeregach drużyny było mniej nerwowości i błędów własnych. Trzeci set był tego potwierdzeniem, zakończył się wynikiem 21-13 i pewną wygraną w stosunku 3-0. Wygraną o tyle bardziej cenną, że na równoległym boisku punkt straciła drużyna Thunder Team – czyli bezpośredni rywal w walce o miejsce na podium. Być może mecz potoczyłby się inaczej gdyby wśród Bombardierów nie zabrakło Dawida Piankowskiego czy Aleksandry Basendowskiej. Po spotkaniu nie dało się uniknąć teorii spiskowych. Drużyna Zmieszanych za wygraną w meczu otrzymała od sędziego… ciasto, co wywołało niemałe zdziwienie wśród uczestników meczu 🙂
Port Gdańsk – Trójmiejska Strefa Szkód 2
Spotkanie Portowców z Trójmiejską Strefą Szkód 2 podzieliło Redakcję oraz Eksperta – Macieja Kota. Redakcja w przewidywaniach przedmeczowych stawiała na TSS2 natomiast Maciej Kot jako faworyta wskazał Port Gdańsk. W medycynie znane są przypadki, w których nagle, bez jakichkolwiek przesłanek, przestawia się komuś coś w głowie i nagle pacjent prezentuje się odmieniony. Uważamy, że takim momentem dla drużyny TSSu był 5 listopada w którym, mimo wcześniejszej słabszej dyspozycji, wygrali dwa spotkania z rzędu. We wtorkowy wieczór dołożyli trzecie zwycięstwo i zdaje nam się, że gdyby istniał wehikuł czasu, ‘Niebiescy’ z miłą chęcią cofnęliby się na start ligi, aby rozegrać ponownie przegrane spotkania. Mecz z Portowcami był kolejnym, w którym wśród TSSu zobaczyliśmy radość nie tylko z gry, ale również ze wspólnego przebywania w jednym miejscu. Oczywiście atmosfera byłaby jeszcze lepsza gdyby nie brak kilku etatowych graczy. Uważamy, że sfera relacji interpersonalnych jest największą siłą ‘Niebieskich’ i jeden zawodnik za drugiego wskoczyłby w ogień. Taka postawa jest bardzo budująca i w perspektywie długiego sezonu przynosi efekty. Zastanawiamy się, jak będzie wyglądała drużyna TSSu na wiosnę. Te same rozterki mamy jeżeli chodzi o Portowców. Ekipa w sposób znaczny podniosła jakość gry i na obecną chwilę wyglądają na graczy, których nie zadowala ósme miejsce w tabeli. Jednak na poprawę tego wyniku, w związku z doskonałą dyspozycją TSSu, muszą poczekać do następnego tygodnia.
Mental Block – Seargin
Drugie spotkanie, które miała do rozegrania drużyna Mental Block to pojedynek przeciwko nieobliczalnej drużynie Seargin. Niestety, już przed rozgrywką mieliśmy przypuszczenia, że spotkanie będzie meczem bez historii. Wpływ na taki osąd miał fakt, że ‘Biali’ przybyli w poniedziałkowy wieczór zaledwie w pięciu graczy. Niestety, w starciu z tak silną drużyną jaką bez wątpienia jest Mental Block, nie da się osiągnąć dobrego rezultatu w niepełnym składzie. Słowa te zostały potwierdzone faktami, które są bardzo przykre dla Seargin, bowiem ‘Mentaliści’ rozpoczęli spotkanie od piorunującej zagrywki, z którą absolutnie nie mogli sobie poradzić gracze Tomasza Dombrowskiego. Znamiennym jest fakt, że w trakcie meczu, najlepszy gracz tego spotkania (Konrad Krasa) zdobył aż dziewięć punktów zagrywką. Musimy to powiedzieć wprost – taki wynik po prostu drużynie Seargin nie przystoi. Uważamy, że gracze są już na takim etapie, że tego typu sytuacje nie powinny mieć miejsca. Jeśli chodzi o Mental Block to dzięki dwóm wygranym na nowo rozbudzają myśli o awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Doprawdy pasjonująco zapowiada się ich spotkanie z Team Spontan, które zaplanowane jest na przyszły tydzień.
Mental Block – Scandic
Spotkanie Mental Block vs. Scandic miało jednego faworyta. Była nim oczywiście drużyna Mentalistów, która we wtorkowy wieczór w sposób znaczny poprawiła sobie humor. A trzeba przyznać, że ich samopoczucie i satysfakcja prawdopodobnie nie były na zbyt wygórowanym poziomie. Niebiescy przegrali dwa spotkania z rzędu i we wtorkowy wieczór mieli sporo do udowodnienia. Plan, który nakreślili w swoich scenariuszach udało się zrealizować. Spotkanie przeciwko Scandicowi było jednostronnym pojedynkiem, w którym najlepszym graczem okazał się etatowy MVP spotkań – Marcin Jacyno, który zdobył dwanaście punktów i odzyskał prowadzenie w klasyfikacji najlepiej punktujących graczy drugiej ligi. Jeśli chodzi o drużynę Scandic to przez długi czas wydawało się, że wystąpią w pięciu graczy i nawiążą do spotkań, w których wykazali się podobną frekwencją. Tak się jednak nie stało i ‘Czarni’ zaprezentowali się w sześciu zawodników. Niestety w ich szeregach zabrakło Mateusza Rysia, który boryka się z problemami zdrowotnymi i bez wątpienia jego nieobecność była ciosem dla całego zespołu. Nawiązując do zapowiedzi musimy napisać, że tym razem nie udało się ‘Hotelarzom’ osiągnąć dwucyfrowej liczby punktów w żadnym secie. Na swoją szanse muszą poczekać do kolejnego tygodnia. A Mental Block? Uważamy, że podobnie jak typowi zadaniowcy – wykonali swoją robotę i zdobyli komplet oczek.
Wirtualna Polska – DNV GL S*M*A*S*H
Potwierdziły się nasze słowa z zapowiedzi – drużyna DNV GL S*M*A*S*H ewidentnie ma swój prime time i wygrywa spotkania nie pozostawiając złudzeń rywalom. Gdyby ktoś kilka tygodni temu spytał nas, który z zespołów jest faworytem rywalizacji, bez wahania wskazalibyśmy na Wirtualnych. Jednak na obecną chwilę wygląda to tak jakby kapitan drużyny – Stanisław Paszkowski stworzył prawdziwego potwora, który pożera kolejnych ligowców. Przemiana, którą przeszło DNV jest równie zastanawiająca jak zmiana wody w wino czy poczwarki w motyla. To, jaką jakość prezentują obecnie gracze jest doprawdy imponujące. Już początek meczu wskazał nam kto sięgnie po wygraną. Zanim się obejrzeliśmy na tablicy wyników widniał wynik 10-2 dla DNV GL i było pewne, że set ten będzie już tylko i wyłącznie pod kontrolą ‘Białych’. Ostatecznie DNV wygrało seta do 11, ale gorszą wiadomością dla rywali była kontuzja stawu skokowego Klaudii Kuźniewskiej. Niestety, pech nie opuszcza ‘Biało-czerwonych’. Nadal w pamięci mamy kontuzje Łukasza Rosy czy Adama Wajnera. Miejmy nadzieję, że limit nieszczęść został wykorzystany, a wspomniani gracze szybko wrócą do zdrowia. Drugi i trzeci set to kontynuacja sporej dysproporcji pomiędzy drużynami. DNV nadal kontrolowało przebieg spotkania i zasłużenie wygrało w stosunku 3-0. Taki wynik sprawił, że umocnili się na szóstym miejscu w ligowej tabeli i poprawili sobie jeszcze już i tak doskonały humor.