Autor: Mateusz Gajewski

Zapowiedź – MATCHDAY #32

Zaczynamy ostatni dzień meczowy w dziewiątym tygodniu rozgrywek. W środowy wieczór poznamy finalny kształt grupy mistrzowskiej oraz spadkowej w pierwszej lidze. Wczorajsze potknięcie MPS-u Volley postara się wykorzystać drużyna Fuxa Pępowo, która zmierzy się z ekipą Old Boys. Zapraszamy na zapowiedź!

MiszMasz – Flota TGD Team

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Wszystko wskazuje na to, że MiszMasz uniknie podobnych problemów, które miał w minionej edycji. Po ośmiu rozegranych spotkaniach zespół Jakuba Waszkiewicza zgromadził na swoim koncie dziesięć oczek i w pozostałych pięciu meczach do końca sezonu Jesień’25 potrzebuje czterech, maksymalnie pięciu punktów. Pozytywem z pewnością jest to, że pozostałe drużyny walczące o utrzymanie nie punktują zbyt regularnie i aktualnie nie widzimy przestrzeni, by sytuacja miała się z jakiegoś powodu nagle zmienić. Dodatkowo – trudno wyobrazić nam sobie scenariusz, w którym MiszMasz, mając przed sobą rywali będących w ich zasięgu, mieliby nie punktować ze średnią jednego oczka na mecz. Sądzimy, że po pierwszy punkt sięgną już w pierwszym dzisiejszym starciu, w którym zmierzą się z Flotą TGD Team. Aktualnie zespół Karoliny Kirszensztein plasuje się w samym środku ligowej stawki i biorąc pod uwagę, jak wyglądała ich sytuacja jeszcze kilkanaście dni temu – jest to pewne rozczarowanie. Choć Flota miała szansę, by wskoczyć do top4, to jednak ich porażka w stosunku 0-3 z BL Volley odcisnęła piętno na aktualnej pozycji w ligowej tabeli. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na fakt, że Flota do czołowej piątki ligi traci zaledwie jeden punkt. Jeśli dziś staną na wysokości zadania, to ich sytuacja w tabeli się zdecydowanie polepszy.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Kraken – MysterElektroRockets

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Choć na pierwszy rzut oka sytuacja drużyny z Karczemek w ligowej tabeli nie wygląda zbyt dobrze, to… w naszym odczuciu nie jest tak źle, a team Pawła Urbaniaka wciąż ma ogromne szansę na utrzymanie w trzeciej lidze. Aktualnie ‘Rakiety’ znajdują się na dwunastym miejscu w tabeli, ale do ‘bezpiecznego’ miejsca tracą zaledwie jeden punkt. Co istotne – od ‘Portowców’, którzy znajdują się przed nimi w ligowej tabeli, zespół MysterElektroRockets rozegrał aż o dwa mecze mniej. Dodatkowo do końca sezonu zespół MER rozegra z nimi bezpośredni mecz. Rozegra również spotkania z dołem tabeli, tj. z Tigerem oraz Aqua Volley, i to w tych meczach rozstrzygnie się kwestia utrzymania. Spośród pięciu meczów do rozegrania dzisiejsze starcie zdaje się tym niemal najtrudniejszym. Kraken plasuje się w ligowej tabeli na szóstym miejscu i do podium rozgrywek traci cztery punkty. Potencjalny komplet oczek dziś wieczorem sprawi jednak, że ‘Bestia’, przy równej liczbie rozegranych spotkań, zbliży się do podium na zaledwie jeden punkt. Ich dodatkowym atutem jest z pewnością również to, że w odróżnieniu od innych drużyn walczących o awans – Kraken ma już za sobą kilka bardzo trudnych rywali i poza meczem z Dream Volley – powinno być już z górki. To oznacza z kolei, że dziś absolutnie kluczowy mecz sezonu dla dalszego układu tabeli. Stawiamy na to, że Kraken stanie dziś na wysokości zadania i zgarnie komplet oczek.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Feniks Gdańsk – Only Spikes

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Końcówka sezonu to okres, w którym drużyny, które musiały ‘swoje odcierpieć’, mają czas, w którym mogą rozkwitnąć. Nie jest tajemnicą, że terminarz układany jest przez Redakcję w ten sposób, aby do najbardziej interesujących spotkań sezonu dochodziło w jego końcówce. Dla wielu ekip jest to walka o podium, dla innych o to, by się utrzymać. Jeszcze inne walczą o to, by pobić wynik punktowy z poprzedniej edycji, robiąc tym samym progres. Do tych ostatnich zalicza się ekipa Only Spikes, która po dziewięciu rozegranych spotkaniach ma na swoim koncie cztery oczka. To oznacza z kolei, że aby pobić wynik z poprzedniego sezonu, zespół Patryka Łabędzia musi zdobyć cztery punkty w czterech spotkaniach. Sądzimy, że team w żółtych strojach na to stać. Do końca sezonu zmierzą się oni z ACTIVNYMI, Feniksem, Hapag-Lloyd i dziś z Feniksem. Choć dziś nie będą faworytem, to cztery punkty we wspomnianych meczach zdają się być obowiązkiem i celem minimum drużyny Patryka Łabędzia. Kto wie – być może część z planu zostanie zrealizowana już dzisiaj? Feniks Gdańsk podejdzie do meczu po komplecie punktów z Hapag-Lloyd. Każdy, kto widział wspomniany mecz, pamięta jednak, że Feniks Gdańsk nie uniknął wówczas problemów, a w meczu nie brakowało im szczęścia. To z kolei jasny sygnał dla drużyny Only Spikes, żeby nie pękać przed rywalem. Podsumowując – wszystko wskazuje na to, że spotkanie może być bardziej interesujące, niż się większości wydaje.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

MiszMasz – Kraken Team

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Wiemy, że to dość odważna teza, ale gdyby tylko Kraken Team nie borykał się tak często z problemami kadrowymi, to byłby w stanie realnie powalczyć o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. No właśnie – gdyby tylko. Już kilka dni przed pierwszym gwizdkiem sędziego zespół Roberta Skwiercza robił wszystko, by przełożyć spotkanie na inny termin. Z oczywistych względów było to niemożliwe. Jako że przez pewien czas na dzisiejsze starcie Kraken miał… zaledwie czterech graczy, zwrócili się oni z prośbą o umożliwienie dopisania zawodnika. Tu również regulamin był bezwzględny. Sami nie wiemy, na czym stanęło, ale sądzimy, że mimo trudności – Krakenowi uda się dziś jako tako skleić skład. Mimo to nie sądzimy, że unikną oni problemów, a to daje ogromne szanse MiszMaszowi na kolejne ligowe punkty, których obecnie bardzo potrzebują. Już przy okazji poprzedniej zapowiedzi pisaliśmy, że team Jakuba Waszkiewicza potrzebuje do końca zmagań pięć oczek. Biorąc pod uwagę potencjalne problemy rywali – ‘na pustaka’ do domu raczej dziś nie wrócą. Z drugiej strony wiemy doskonale, że ‘Bestia’ to team, który zrobi wszystko, by jednak wygrać mecz i mimo wszystko – to oni pozostają faworytem spotkania. Wskazuje na to również jedyne bezpośrednie starcie pomiędzy drużynami, które w maju za komplet punktów wygrała ekipa Krakena. Jak będzie tym razem?

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Remedios Sopot Ortopedia – VB FE Sulmin

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Remedios Sopot Ortopedia będzie okrzyknięty mianem jednego z największych rozczarowań sezonu Jesień’25. Team Macieja Kota był bowiem przed sezonem uznawany jako bardzo poważny kandydat do tego, by znaleźć się co najmniej w czołowej piątce ligi. Początek sezonu graczy w biało-złotych barwach to jednak pasmo rozczarowań. Dość powiedzieć, że w pięciu pierwszych spotkaniach sezonu Jesień’25 ‘Ortopedzi’ zdołali wygrać zaledwie raz, a na piętnaście możliwych punktów zdobyli zaledwie… cztery! Ostatni okres to jednak zupełne przeciwieństwo tego, co oglądaliśmy na początku sezonu. Cztery ostatnie mecze Remedios to konfrontacje z DSGSA, Hapag-Lloyd, Only Spikes oraz TKKF Orlen. O ile zwycięstwa z trzema ostatnimi rywalami nie wydają się czymś przesadnie imponującym, tak wygrana i to na dodatek za komplet punktów z DSGSA zdaje się być rzeczą ogromną. Dziś wieczorem gracze w biało-złotych trykotach będą mieli szansę podtrzymać kapitalną serię. Ich rywalem będzie bowiem ekipa VB FE Sulmin, która w obecnej kampanii nie zdołała wygrać jeszcze spotkania i pozostaje jedną z dwóch drużyn w całej lidze bez zwycięstwa na koncie. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że mecze z drużynami ‘w zasięgu’ graczy Fabiana Ehrlicha dopiero przyjdą. Czy takowym będzie mecz z Remedios? Cóż – raczej nie. Sądzimy, że ogromną niespodzianką byłby choć jeden punkt drużyny w czarnych strojach.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Maritex – Wolves Volley

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Wszystko wskazuje na to, że poniedziałkowe spotkanie przesądziło o utrzymaniu Maritexu w trzeciej klasie rozgrywkowej, co do niedawna – nie było przecież oczywistością. Dwa dni temu zespół Michała Pietrasika rywalizował z Portem i choć był murowanym faworytem, i Maritex faktycznie wygrał mecz, to co do postawy drużyny można mieć pewne zastrzeżenia. Dość powiedzieć, że mało brakowało, a to ‘Portowcy’ wygraliby mecz i byłaby to z pewnością ogromna niespodzianka. Tak czy siak – po poniedziałkowej serii gier Maritex ma na swoim koncie 14 oczek i ma już tylko matematyczne szanse na to, by wyrównać swój wynik z poprzedniego sezonu, w którym po 13 rozegranych meczach skompletowali 23 oczka. Choć czas na podsumowania dopiero przyjdzie, to już dziś wiadomo, że to się raczej nie wydarzy i Maritex osiągnie wynik gorszy niż wówczas. Warto przy tym zaznaczyć, że w dość powszechnej opinii – aktualny poziom trzeciej ligi jest dużo słabszy niż w sezonie Wiosna’25. Jeśli chodzi o ekipę Wolves Volley, to mamy tu odwrotną sytuację. W całej poprzedniej edycji ‘Wataha’ zgromadziła na swoim koncie 14 punktów. Dziś – po rozegraniu dziewięciu meczów, Wolves Volley mają już o jeden punkt więcej, a przed nimi jeszcze cztery spotkania. To oznacza z kolei ogromny progres względem poprzedniego sezonu, co z pewnością cieszy ekipę Karola Ciechanowicza. Ciekawostką dotyczącą drużyny jest również fakt, że ci tak uwierzyli w siebie, że po ostatnim przegranym meczu z Krakenem dość długo rozpamiętywali porażkę. Tak – niech odpowiedzią na to, jak prezentuje się ‘Wataha’, będzie to, że odzwyczaili się oni od przegrywania. Przewidujemy, że dziś obejrzymy wyrównany mecz, w którym nieznacznym faworytem będzie ekipa Wolves Volley.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

Siatkersi – ACTIVNI Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Trzeba być ślepcem, by nie zauważyć, że w drużynie ACTIVNYCH Gdańsk ‘coś się zmieniło’. W naszym odczuciu zespół Artura Kurkowskiego zaczął w ostatnim czasie prezentować się o wiele lepiej, niż miało to miejsce kilka tygodni temu. W ostatnich dniach – ACTIVNI mierzyli się z Chilli Amigos i choć nie byli faworytem wspomnianego meczu – wygrali w stosunku 2-1. W kolejnym meczu team Artura Kurkowskiego mierzył się z kolei z drużyną Speedway AWKS i według Redakcji, ale i zdecydowanej większości Typerów – mieli być wówczas skazani na pożarcie. Choć ACTIVNYM nie udało się wówczas wygrać, to na tle bardzo mocnego rywala zaprezentowali się naprawdę nieźle. Nagrodą za postawę bez kompleksów wobec rywala był jeden punkt, co dla AWKS może mieć z czasem opłakane konsekwencje. To oczywiście nie problem ACTIVNYCH. Wspomniany wynik jest również ważną informacją dla Siatkersów. Mówią, że dobrze jest uczyć się na swoich błędach, ale jeszcze lepiej – na cudzych. Wobec tego Siatkersi nie mogą sobie dziś pozwolić na rozprężenie, co bardzo często udziela się faworytom spotkań. Jeśli zespół Macieja Tarulewicza chce jeszcze włączyć się do walki o podium rozgrywek, to biorąc pod uwagę ich poniedziałkową porażkę – dziś muszą wygrać i to najlepiej za komplet punktów. O to nie będzie jednak zbyt łatwo.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Bossman Team – Tufi Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Cała liga grała w ostatnim czasie pod Bossmana, który rozsiadł się na swojej łajbie i z puszeczką szczecińskiego trunku – oglądał, jak otwierają się przed nimi wrota prowadzące wprost do grupy mistrzowskiej. Jeszcze kilka tygodni temu nie wierzyliśmy w scenariusz, w którym Bossman wskoczyłby do grupy mistrzowskiej. Owszem – z czasem kreśliliśmy scenariusz, że w końcowej fazie sezonu potrzebują dziewięciu punktów do grupy mistrzowskiej. Już to wydawało się mało prawdopodobne, ale fakt, że ich rywale wyciągną w tym wszystkim pomocną dłoń – było co najmniej tak samo mało prawdopodobne. Dziś okazuje się, że kto wie – Bossmanowi wystarczy najprawdopodobniej jeden punkt. Z drugiej strony… każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że nieraz ‘trafić na pustą bramkę’ czy zaatakować na czystej siatce jest najtrudniej. Jest to bowiem moment, w którym głowa potrafi płatać figla. Psychika odgrywa tu kluczową rolę. Czy tak będzie i tym razem? Co ciekawe i o czym bardzo mało się mówi, to fakt, że… awans do grupy mistrzowskiej Bossmanowi może popsuć Tufi Team. Nie jest to aż tak nierealne, jak mogłoby się wydawać. Aby tak się stało – Tufi Team musi wygrać dziś za komplet punktów. Choć będzie trudno, to czemu nie? Z drugiej strony – każdy zdobyty punkt oddali ‘Tuffików’ od miejsca bezpośredniego spadku. Jak widać – jest o co walczyć.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

Fux Pępowo – Old Boys

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Mówią, że każda drużyna w ciągu sezonu musi mieć ten jeden mecz, o którym chciałaby jak najszybciej zapomnieć. Jeśli chodzi o graczy Fuxa Pępowo to wspomnianym meczem jest spotkanie z ubiegłego tygodnia, w którym ‘Koniczynki’ mierzyły się z Inter Marine Masters. Choć w naszych oczach gracze Dominika Szadacha byli wyraźnym faworytem starcia, to mecz z drużyną z dołu ligowej tabeli zakończył się niemałą sensacją. Po bardzo słabych dwóch pierwszych setach – to Inter Marine Masters cieszyli się ze zwycięstwa. Ostatecznie graczom z Pępowa na osłodę udało się wygrać trzeciego seta rywalizacji, ale nie ma się co oszukiwać – niesmak pozostał. Team w zielono-czarnych strojach miał bowiem ogromną szansę by wykorzystać potknięcia innych rywali walczących o awans do elity. Oczywiście jeszcze nie wszystko stracone, a Fux Pępowo przez wiele osób uznawany jest za najpoważniejszego po MPS Volley kandydata do awansu. Aby tak się jednak stało – gracze Dominika Szadacha muszą wrócić na zwycięską ścieżkę. Dziś wieczorem zmierzą się oni z ekipą, która jest jedną z największych rozczarowań sezonu Jesień’25. Wiemy, że się powtarzamy, ale przed rozpoczęciem sezonu team Old Boys był uznawany za team, który ma szansę powalczyć o podium. Zamiast tego gracze w białych strojach w większości spotkań zawiedli swoich sympatyków i w ośmiu rozegranych spotkaniach – wygrali zaledwie trzy razy. Dziś również nie będą faworytem i jeśli faktycznie przegrają, to choć trudno w to uwierzyć – nie będzie pewne czy uda im się utrzymać.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

MATCHDAY #31

Za nami emocjonujący dzień meczowy, w którym w drugiej lidze doszło do sporych przetasowań i zmian układu sił. Ciekawie było również w czwartej lidze, gdzie pierwszego seta w sezonie przegrała ekipa Sharks. Zapraszamy na podsumowanie!

DHP Oliwa – Energa Trefl Gdańsk 2-1 (21-19; 21-16; 21-23)

Nie mamy szklanej kuli i nie wiemy, czy drużynie DHP Oliwa uda się utrzymać w drugiej klasie rozgrywkowej. Wiemy natomiast, że gracze Adama Wyrzykowskiego robią wszystko, aby tak się właśnie stało, i nawet jeśli spadną – to z podniesionymi głowami. Wczoraj wieczorem ‘Oliwiacy’ mierzyli się z Energą Treflem Gdańsk i było to starcie beniaminków. Oczywiście faworytem, i to wyraźnym, pozostawała ekipa Energii Trefla Gdańsk, która nie jest co prawda w najlepszej formie, ale wciąż jest bardzo silnym, drugoligowym teamem. Początek rywalizacji to problemy ‘gdańskich lwów’, którzy na początku spotkania musieli radzić sobie bez swojego trenera (9-6). Z czasem najmłodszy team w lidze zdołał się otrząsnąć i po chwili to oni wysunęli się na prowadzenie 17-14, po którym wydawało się, że wygrana seta pozostaje formalnością. Nie po raz pierwszy w tym sezonie Energa Trefl Gdańsk zanotowała jednak fatalny przestój, po którym rywale doprowadzili do wyrównania, a następnie cieszyli się z wygrania pierwszego seta do 19. Jeszcze lepiej byłym graczom Energii, obecnie broniącym barw DHP Oliwy, poszło w drugim secie rywalizacji. Już w pierwszej części seta DHP Oliwa zbudowała sobie olbrzymią przewagę (10-3), której nie dało się w zasadzie odrobić. Choć ‘gdańskie lwy’ poprawiły swoją grę w drugiej części seta, byli już skazani na porażkę (21-16). W trzecim secie rywalizacji team Adama Wyrzykowskiego podjął próbę walki o komplet punktów. Trzeba przyznać, że niemal pomogli im w tym gracze Edwarda Pawluna, którzy prowadzili 11-5, a mimo to roztrwonili z czasem przewagę i zgotowali sobie prawdziwą nerwówkę w końcówce (20-20). Ostatecznie po ataku Stanisława Fornalaka i błędzie jednego z rywali Energa Trefl Gdańsk mogła ‘cieszyć się’ z jednego punktu w meczu. DHP Oliwa ma z kolei powody do dumy. Po wtorkowej serii gier uciekli ze strefy spadkowej po raz pierwszy od rozpoczęcia sezonu – brawo!

Dream Volley – Tiger Team 2-1 (21-14; 18-21; 21-15)

Nie możemy na siebie patrzeć w lustrze. Sami nienawidzimy, gdy ktoś mówi A, a następnie robi B, a jednocześnie sami się tak zachowujemy. Hipokryzja aż nadto widoczna. Do czego zmierzamy? Ano do tego, że po ostatnim spotkaniu ‘Marzycieli’, gdy podzielili się oni z Aqua Volley punktami, uznaliśmy, że już nie będziemy stawiać na to, że Dream wygra spotkanie za komplet punktów. Cyk – mija tydzień, a my ponownie wierzymy w ‘Marzycieli’ i w scenariusz, w którym wygrają oni za komplet oczek z drużyną znajdującą się niemal na samym dnie ligowej tabeli. Kurde – sami nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, ale poza nami widoczny problem ze sobą mają gracze Mateusza Dobrzyńskiego. Sorry – to nie dotyczy Tigera, ale naprawdę zastanawiamy się, z kim zestawić FAWORYTÓW, by ci wygrali wreszcie za komplet oczek? TKKF Orlen? Niee – ci wygrali przecież ostatni mecz. Może Hapag-Lloyd? Cóż, też nie bardzo, bo ci z kolei wywalczyli ostatnio premierowy punkt. Aktualnie zastanawiamy się, jak muszą czuć się gracze MysterElektroRockets oraz Portu, którzy przegrali z ‘Marzycielami’ w stosunku 0-3. Cóż, pewnie jest im cholernie wstyd i, prawdę mówiąc, ani trochę nas to nie dziwi. No dobra – o ‘Marzycielach’ pogadamy jeszcze w magazynie. Warto zwrócić uwagę na to, że Tiger Team robi wszystko, co w ich mocy, by utrzymać się na powierzchni. Wiecie – choć ma to mało wspólnego z tym, jak naprawdę wygląda ‘tonięcie’, to Tiger Team jak już tonie, to spektakularnie, tak jak w Słonecznym Patrolu. Tonie tak, że macha przy tym rękami, a my, obserwując wszystko z boku, nie mamy absolutnie przekonania, w którą stronę to zmierza. Czy uda im się utrzymać, czy może jednak po desperackiej walce ‘Tygrysy’ osuną się do czwartej ligi? Przekonamy się niebawem. Tak czy siak – w naszych oczach Tiger Team wykonał we wtorek naprawdę solidną robotę.

Speedway AWKS – Craftvena 3-0 (21-15; 21-16; 21-18)

Speedway AWKS nie rezygnuje z walki o awans do wyższej ligi. Tego samego nie można powiedzieć o ‘Rzemieślnikach’, którzy przegrali właśnie trzecie spotkanie z rzędu i przy równej liczbie rozegranych spotkań tracą do podium rozgrywek już cztery punkty. Wtorkowe spotkanie rozpoczęło się dla ‘Rzemieślników’ bardzo źle. Po ‘ścianie’, którą postawili gracze AWKS, to ‘żółto-czarni’ wysunęli się na prowadzenie 5-0. W dalszej części Craftvena zdawała się jednak odzyskiwać wiarę w to, że z rywalem można powalczyć. Choć na półmetku seta przewaga faworyta stopniała do jednego punktu (10-9), to wobec drugiej fali ataków ‘żółto-czarnej’ ekipy Craftvena była już bezradna (21-15). Druga część spotkania to partia, w której gra obu drużyn mocno falowała. A to przewagę wypracowała sobie ekipa Speedway AWKS, by już po chwili Craftvena doprowadziła do wyrównania po 13. Co więcej, po kolejnych błędach drużyny Mateusza Bojke ‘Rzemieślnicy’ wysunęli się na prowadzenie 16-14. W końcówce bardzo dobrą pracę, dającą AWKS ‘drugie życie’, wykonał Łukasz Niewiadomski, który dwoma blokami wyprowadził swój team na prowadzenie 17-16, którego ci nie wypuścili już do końca (21-16). Ostatni set to kolejna szansa ‘Rzemieślników’ na choć jeden pozytywny aspekt meczu. Do pewnego momentu wszystko na to wskazywało, bo Craftvena prowadziła 7-3. Im dalej w las, tym problemy ‘Rzemieślników’ stawały się coraz poważniejsze. Choć pod koniec seta mieliśmy jeszcze remis po 18, to ostatnie słowo należało do drużyny Speedway, która zanotowała niezwykle ważne trzy punkty do ligowej tabeli. Oj, końcówka sezonu zapowiada nam się pasjonująco. A Craftvena? Cóż, również wezmą w niej udział, ale… już jako kibice.

Flota Active Team – MPS Volley 3-0 (22-20; 21-15; 21-16)

Niespełna 24 godziny temu na stronie SL3 pisaliśmy o tym, że nie widzimy raczej przestrzeni do tego by pomyśleć, że MPS może na finiszu drugoligowych zmagań – spieprzyć sprawę. Mówiliśmy również o marginesie błędu, na który mogą sobie pozwolić gracze Jakuba Nowaka. Cytując Jarosława Psikutę z ‘Chłopaki nie płaczą’ ‘mówiłem, mówiłem, różne rzeczy mówię’. Cóż. Trzeba to sobie powiedzieć wprost. Po wtorkowej serii gier już tacy pewni nie jesteśmy. Nie są pewni również gracze MPS, którzy – trzymając się konwencji – nie mieli silnej psychiki. Już w pierwszym secie rywalizacji Flocie wystarczyło pięć pierwszych gestów jakiegokolwiek koleżki po drugiej stronie siatki by zrozumieć, że w jego psychice czai się strach. Dodatkowo MPS nie zdawał sobie sprawy z tego, że już niedługo będzie miał pełne portki. Ok – żarty na bok, tu nie ma bowiem co żartować. MPS prowadził w pierwszym secie już 17-11, a mimo to – pozwolił rywalom się rozpędzić i w odróżnieniu od spotkania z Challengersami – nie potrafił w porę zareagować. Po mistrzowskim come-backu, Flota wygrała premierową odsłonę do 20. Wydarzenia z pierwszego były dla ‘Flociarzy’ prawdziwym wiatrem w żagle. W drugim secie team Karoliny Kirszensztein nie bawił się w jakiekolwiek odrabianie straty. Zamiast tego już na początku seta wysunął się na prowadzenie 6-3, które trzymał przez całego seta, a na koniec – jeszcze powiększył, wygrywając finalnie do 15! W trzecim secie Miłośnicy Piłki Siatkowej byli już złamani, a zamiast spróbować ratować co się da – tracili mnóstwo energii na zupełnie niepotrzebne sprawy. Morale drużyny Jakuba Nowaka były na dramatycznie niskim poziomie, porównywalnym z tym, jak MPS przegrywał niegdyś 18 spotkań z rzędu. Niebywałe. Flota jest z kolei zbyt doświadczonym rywalem. Ba – pretenduje do tego by stać się pięściarzem wagi ciężkiej, by takiego momentu rywali nie wykorzystać (21-16). Brawo!

EKO-HURT – Staltest Pomorze 3-0 (21-16; 21-19; 21-8)

Zanim wybrzmiał pierwszy gwizdek sędziego prowadzącego zawody – sytuacja Staltestu zrobiła się już naprawdę dramatyczna. Tak się bowiem składa, że chwilę wcześniej na sąsiednim boisku zakończyło się spotkanie, w którym DHP Oliwa sensacyjnie ograła Energę Trefla Gdańsk i wskoczyła w ligowej tabeli na miejsce barażowe. To oznaczało z kolei, że rywal, który miał się w zamyśle bić ze Staltestem o utrzymanie, ‘postawił na ucieczkę’. Już przed meczem stało się jasne, że Staltest będzie grał pod presją, a ich sytuację pogarszał fakt, że rywalem była ekipa Eko-Hurt, która była zdecydowanym faworytem starcia. Choć team Pawła Dawczaka faktycznie prowadził grę od początku spotkania, to jednak nie miał jakiejś oszałamiającej przewagi, przynajmniej w premierowej odsłonie. Po widocznych problemach w przyjęciu, obronie oraz ataku rywali – Eko-Hurt wysunął się na prowadzenie 12-6. W dalszej części Staltest poprawił wiele elementów siatkarskiego rzemiosła, a gra nam się zdecydowanie bardziej wyrównała. To oczywiście nie zmieniało faktu, że straty z początku nie dało się już odrobić (21-16). Środkowa partia to zdecydowanie najciekawszy set w meczu. Set, w którym Eko-Hurt mylnie uznał, że to się wygra ‘na stojąco’. Nic bardziej mylnego, bo nonszalancja i lekceważenie rywala – o mały włos nie kosztowałyby Eko-Hurtu stratę punktu. Pod koniec seta Staltest doprowadził bowiem do wyrównania po 16, a następnie 19-19. Dopiero skuteczny atak Sebastiana Rydygera oraz błąd jednego z graczy Staltestu Pomorze zapewniły drugi punkt w meczu dla faworyta. O trzeciej odsłonie nie ma się co przesadnie rozwodzić. Była to bowiem absolutna dominacja drużyny Pawła Dawczaka, która wygrała drugie spotkanie z rzędu, w których zainkasowała komplet punktów – brawo. To pozwala im nadal liczyć się w walce o upragnione podium rozgrywek.

VB Inter-Grahen Sulmin – Sharks 1-2 (19-21; 14-21; 21-16)

Przez długie dwa miesiące podkreślaliśmy to, że Sharksi są coraz bliżej tego, by zapisać się na kartach historii jako jeden z nielicznych teamów, który wygrał wszystkie spotkania w sezonie, nie tracąc przy tym choćby punktu. Wczoraj wieczorem ‘Rekiny’ wygrali dziesiąty mecz w sezonie Jesień’25, ale mimo to – halę Ergo Arenę opuszczali ze zwieszonymi głowami. Wszystko za sprawą wydarzeń z trzeciego seta rywalizacji, o czym za chwilę. Już początek spotkania pokazał jednak, że dla drużyny Pavlo Kudinova może to być trudniejsze spotkanie, niż im się wydawało. VB Inter-Grahen Sulmin nie wyglądał bowiem na drużynę, która ma zamiar oddać rywalom trzy punkty bez walki. Po tym, jak bardzo mocnym atakiem niemal znokautował libero drużyny przeciwnej Kiril Bohdan – Sharksi wysunęli się na prowadzenie 14-11. W końcówce, po ataku kapitana drużyny – Kacpra Wiczkowskiego, team w czarnych strojach doprowadził do wyrównania po 19, ale ostatnie słowo należało już do faworyta (21-19). Środkowa partia to wyraźna przewaga lidera czwartej ligi, który prezentował się bardzo dobrze w ataku i w pełni zasłużenie cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-14). W obecnym sezonie kilka razy Sharksi byli pod presją, w której to rywal prowadził. Ostatecznie drużynie Pavlo Kudinova za każdym razem udawało się jednak dopiąć swego i cieszyć się z kolejnego punktu. Za każdym razem – aż do wczoraj. Po kilku punktach Radosława Skorupy oraz Jonatana Drygiela, team z Sulmina wysunął się na zaskakujące prowadzenie 18-13. Choć Sharksi próbowali jeszcze odkręcić sytuację, to finalnie z wygranej seta cieszyli się gracze w czarnych trykotach, którzy po meczu nie ukrywali dzikiej satysfakcji. Cóż – nie dziwimy się, a szczerze gratulujemy!

Challengers – VB Sulmin 0-3 (15-21; 16-21; 12-21)

I cóż – wracamy do punktu wyjścia. Po słabym początku Challengersi zaprezentowali się wybornie w dwóch meczach i choć na chwilę oddalili od siebie widmo spadku. Niestety dla nich – dwa ostatnie mecze drużyny Wojciecha Lewińskiego to… dwie porażki w stosunku 0-3, po których osunęli się oni w ligowej tabeli na miejsce bezpośredniego spadku. Ok – wciąż mają mecz mniej niż DHP Oliwa czy Staltest Pomorze, ale bez jaj – ile możemy forsować tę narrację? Fakty są takie, że do końca edycji zespół Wojciecha Lewińskiego rozegra jeszcze cztery mecze, w których zmierzy się z Flotą, Speednetem 2, Staltestem i Inter Marine Masters. Nie ma co do tego wątpliwości – to absolutnie kluczowe pojedynki, w których team nie pozostaje bez szans. Na analizę przyjdzie jeszcze jednak czas. Jeśli chodzi o VB Sulmin, to był moment w sezonie, w którym sympatycy drużyny spoglądali z przerażeniem na ligową tabelę. Dwa ostatnie mecze ekipy Daniela Bąby to jednak pięć punktów i zapewnienie sobie utrzymania w drugiej lidze. Co do samego przebiegu meczu – zespół w czerwono-czarnych strojach kontrolował mecz od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Jeśli jednak mielibyśmy wybrać moment, w którym Challengersi mogli czuć się dobrze w meczu, to byłyby to pierwsze części dwóch pierwszych setów. W premierowej odsłonie na półmetku mieliśmy remis po 10-10. W naszym odczuciu było to jednak ‘wzajemne badanie’, bo kiedy drużynie z Sulmina to się znudziło – odskoczyli rywalom na sześć oczek (17-11), gwarantując sobie po chwili pierwszy punkt w meczu. Druga odsłona wyglądała dość podobnie i niemal identyczny był również epilog (21-16). Ostatni set to już wyraźna przewaga graczy z Sulmina, którzy nie czekali do połowy seta, tylko wypracowali sobie błyskawicznie sporą przewagę, wygrywając finalnie do 12, a cały mecz – w pełni zasłużenie w stosunku 3-0. Brawo!

Inter Marine Masters – Speednet 2 1-2 (16-21; 17-21; 21-15)

Specyficzny to był mecz – nie da się ukryć. Było to spotkanie, które niemal wszystkie osoby, które go oglądały, zapamiętają raczej z niekończących się kłótni z sędzią prowadzącym zawody. W trzecim secie doszło już do absurdalnej sytuacji, w której obie drużyny w tych pretensjach się zjednoczyły, a każda akcja trwała dłużej niż ma to miejsce w standardowych przypadkach. Jeśli chodzi zaś o poziom sportowy, to od początku meczu dość wyraźną przewagę osiągnęli gracze Speednetu, którzy wygrali drugie bezpośrednie spotkanie obu ekip z rzędu. Był czas, gdy to gracze Inter Marine Masters mogli pochwalić się lepszym ‘momentum’ w lidze. Z pewnością dziś – to Speednet jest górą i udowodnił to w pierwszym secie rywalizacji, którego wygrał do 16, nie forsując przy tym przesadnie tempa. Nie inaczej było i w drugiej odsłonie, która rozpoczęła się co prawda lepiej dla ‘Mastersów’, ale im dłużej trwała ta partia, tym coraz lepiej prezentowali się gracze w różowych strojach. Po kilku skutecznych atakach Krzysztofa Mejera oraz Kamila Szlejtera Speednet 2 wysunął się na prowadzenie 18-14 i cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu. W trzecim secie rywalizacji gracze Inter Marine Masters grali już pod ogromną presją. Team Andrzeja Masiaka miał bowiem świadomość, że godzinę wcześniej swoje spotkanie wygrała DHP Oliwa, a to oznaczało, że ‘Mastersi’ nie mogą już tylko patrzeć w górę tabeli, ale również na to, co dzieje się w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Na półmetku finałowej partii Inter Marine Masters objęli prowadzenie 10-7, które z czasem urosło do stanu 18-13 i w konsekwencji wystarczyło do zgarnięcia ‘nagrody pocieszenia’ (21-15).

Złomowiec Gdańsk – Bayer Gdańsk 2-1 (16-21; 21-17; 21-19)

Mecz pomiędzy Złomowcem a Bayerem Gdańsk anonsowany był jako hit drugoligowych zmagań. Choć ‘Złomki’ potrafią zawodzić, to dość powszechną wiedzą jest to, że akurat na mecze z mocarzami – a Bayer w obecnym sezonie za taką drużynę uchodzi – Złomowca nie trzeba przesadnie mobilizować. Początek spotkania należał jednak do ‘Aptekarzy’, którzy na tle swojego rywala imponowali tym, co zawsze – popełniali zdecydowanie mniej błędów. Warto tu zrobić pauzę – mijają tygodnie, a ‘Aptekarze’ wciąż nie mają sobie pod tym kątem równych. Tak czy siak – po kilku dotknięciach siatki przez rywali Bayer wysunął się na prowadzenie 14-10 i w dalszej części seta nie miał problemu z ograniem rywala do 16. Środkowa odsłona to zwrot akcji i rewelacyjny początek seta w wykonaniu Złomowca. Team Witka Klimasa po świetnej grze w bloku najlepszego gracza meczu – Macieja Paprockiego, wysunął się na prowadzenie 9-2! Jeśli ktoś myśli, że takiej przewagi nie da się roztrwonić, to jest w grubym błędzie. Już po chwili Bayer wziął się ostro do roboty i zdołał doprowadzić do wyrównania po 14. Przebudzenie ‘Złomków’ nastąpiło jednak w kluczowym momencie, a team w miedzianych strojach zdołał wygrać tę partię do 17. Decydujący o zwycięstwie set to partia, w którą lepiej wszedł Złomowiec. Po skutecznym bloku Witolda Klimasa team w miedzianych strojach wysunął się na prowadzenie 11-7. Z czasem powtórzyła się historia środkowego seta, gdzie Bayer doprowadził do wyrównania po 19. Podobnie jak wcześniej – ostatnie słowo należało jednak do ‘Złomków’ (21-19).

Zapowiedź – MATCHDAY #31

Na tym etapie sezonu liczba spotkań, która nie toczy się o wielką stawkę, jest już naprawdę mała. O 19 dojdzie do ciekawego spotkania w czwartej lidze, w którym Speedway AWKS zmierzy się z Craftveną. Na brak emocji nie będziemy narzekać również w meczu drugiej ligi, w którym lider podejmie czwartą drużynę w tabeli. Zapraszamy na zapowiedź!

DHP Oliwa – Energa Trefl Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Sympatycy DHP Oliwy zastanawiają się, czy przebudzenie ich ulubieńców nie nastąpiło zbyt późno. Team Adama Wyrzykowskiego w pierwszej części sezonu zdołał wygrać tylko raz w siedmiu rozegranych meczach i przez niemal całą społeczność SL3 uznawany był za pewniaka do spadku. Nie ukrywamy, że sami również mieliśmy podobne odczucia, które zostały spotęgowane po katastrofalnym spotkaniu z MPS-em Volley. Po wspomnianym meczu team z ‘serca Gdańska’ rozegrał jednak dwa spotkania, w których nie był co prawda faworytem, ale zdołał w nich dwa razy wygrać. Mowa tu o imponujących zwycięstwach z Challengersami oraz przede wszystkim Flotą Active Team, która walczy obecnie o awans do wyższej ligi. Cała sytuacja i przebudzenie DHP Oliwy pokazuje, że w drużynie wciąż drzemie olbrzymi potencjał i jeśli sprawy przybiorą najgorszy scenariusz, a Oliwa spadnie do trzeciej ligi – z urzędu stanie się tam faworytem do szybkiego powrotu. Dopóki piłka w grze, DHP Oliwa będzie jednak walczyć o utrzymanie. Dziś wieczorem drużynę Adama Wyrzykowskiego czeka bardzo trudny pojedynek. Ich rywalem będzie bowiem Energa Trefl Gdańsk, która wciąż ma realne szanse na podium rozgrywek. W obecnej kampanii Energa gra jednak w kratkę i w sześciu ostatnich meczach przegrała aż cztery razy. Dla teamu, który był rewelacją minionego sezonu w trzeciej lidze, jest to pewne novum, bo dotychczas niemal zawsze wygrywali. Tak było między innymi w jedynym bezpośrednim pojedynku obu drużyn, do którego doszło jeszcze w trzeciej lidze. W naszym odczuciu dziś Energa Trefl Gdańsk ponownie wygra.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Dream Volley – Tiger Team

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

W podsumowaniu, czy to na stronie, czy w magazynie, podkreślaliśmy, że nie damy się więcej nabrać drużynie Dream Volley na ich ‘potęgę’. Stwierdziliśmy nawet, że już nigdy więcej nie postawimy na scenariusz, w którym wygrają oni za komplet punktów. Jest to po prostu mniej prawdopodobne niż podział punktów lub nawet porażka ‘Marzycieli’. Z drugiej strony… na Boga… dziś ‘Marzyciele’ rywalizują z ekipą Tiger Team i zespół Mateusza Dobrzyńskiego na serio ma obowiązek wygrać taki mecz za komplet oczek. Sami wahamy się, jaki wystawić typ Redakcji. Sytuacja ‘Tygrysów’ w ligowej tabeli robi się już dramatyczna. Jest mniej więcej jak w memie, w którym sympatyczny psiak siedzi w pokoju pełnym ognia, a mimo to twierdzi, że wszystko jest ok. W przypadku ‘Tygrysów’ – cóż, nie jest. Zespół Dawida Staszyńskiego w ośmiu rozegranych meczach zdobył zaledwie pięć punktów i do bezpiecznej lokaty traci już trzy punkty. Jedynym pozytywem jest jednak to, że Tiger rozegrał o jedno spotkanie mniej niż pozostałe drużyny walczące o utrzymanie. To oczywiście może nie mieć za chwilę żadnego znaczenia. Do końca edycji Tiger Team, poza meczem z Dream Volley, zmierzy się również z Aqua Volley, MiszMaszem, Wolves Volley oraz MysterElektroRockets. To oznacza z kolei, że do najważniejszych spotkań ma dopiero dojść. Z pewnością jednak drużynie Tiger Team przyda się, żeby do meczów o wszystko podejść bogatszym o ligowe punkty. Jeśli dziś udałoby im się zgarnąć choć jeden – w naszym odczuciu byłaby to duża niespodzianka.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Speedway AWKS – Craftvena

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Z pewnością inaczej wyobrażali sobie drugą część sezonu gracze Craftveny. Po kapitalnym początku, w którym ‘Rzemieślnicy’ wygrali siedem spotkań, inkasując przy tym komplet 21 oczek, zespół Bartka Zakrzewskiego złapał zadyszkę w najgorszym możliwym etapie sezonu. Mowa o etapie, w którym ważą się losy podium czwartoligowych rozgrywek. We wspomnianym okresie zespół ‘Rzemieślników’ rywalizował z DSGSA oraz Chilli Amigos i na sześć możliwych punktów zdobył zaledwie jeden. To oznacza, że potencjalny awans po raz kolejny wymyka się Craftvenie z rąk. Dodatkowo dziś zmierzą się z drużyną Speedway AWKS i to ‘żółto-czarni’ zdają się być faworytem meczu. To oznacza z kolei, że dziś wieczorem ‘Rzemieślnicy’ mogą pogrzebać swoje szanse na awans do upragnionej trzeciej ligi. Tak jak wspomnieliśmy, faworytem meczu zdają się być gracze Mateusza Bojke. Nie oznacza to bynajmniej, że Speedway AWKS kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa i w każdym meczu inkasuje komplet punktów. Choć początek sezonu był w wykonaniu Speedway kapitalny, to w ostatnim czasie rozpoczęły się schody, a każda kolejna strata punktów dziwi coraz mniej. Dla ‘żółto-czarnych’ dzisiejsze starcie będzie szansą na zrównanie się w ligowej tabeli z zespołem DSGSA. Aby tak się jednak stało, faworyt musi sięgnąć po komplet punktów. O to nie będzie bynajmniej zbyt prosto, bo choć Craftvena znajduje się w dołku, to taki stan rzeczy nie może trwać przecież wiecznie. Stawiamy na szczęśliwy podział punktów dla teamu Mateusza Bojke. Spodziewamy się jednak, że będzie to wyrównane i bardzo dobre jakościowo spotkanie. Obyśmy się nie zawiedli.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

Flota Active Team – MPS Volley

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Po poniedziałkowej serii gier sytuacja Miłośników Piłki Siatkowej w ligowej tabeli zrobiła się jeszcze lepsza. Ba – jest niemal doskonała. Na cztery spotkania do końca sezonu Jesień’25 zespół Jakuba Nowaka znajduje się na samym szczycie tabeli z trzema oczkami przewagi nad grupą pościgową. To oznacza z kolei, że zespół MPS wypracował sobie zaliczkę, która pozwala im na pewien margines błędu. Oczywiście warto zwrócić tu uwagę na fakt, że przed MPS-em jeszcze kilka trudnych spotkań, jednak już dziś trudno wyobrazić sobie scenariusz braku awansu do elity. Choć nie byłoby to tak spektakularne narobienie w majtki jak niegdyś, gdy MPS walczył o mistrza i przegrał wygrane mistrzostwo, to byłaby to historia, o której pamiętalibyśmy przez kilka lat. Tego chyba się już nie da zepsuć. Dziś przed MPS-em jedno z najtrudniejszych spotkań. Rywalem Miłośników Piłki Siatkowej będzie drużyna, która do miejsca bezpośredniego awansu traci zaledwie jeden punkt. Wiadomo, że gdybanie jest niemierzalne, ale gdyby tylko Flota nie gubiła punktów w meczach, w których była wyraźnym faworytem, to dziś mogłaby się przygotowywać do powrotu do pierwszej ligi. Z drugiej strony krytykowanie drużyny, która w stosunku do poprzedniej edycji zrobiła tak mocny progres, byłoby z naszej strony niegodziwością. Powiedzmy to sobie wprost – jest naprawdę nieźle. Dziś wieczorem ‘nieźle’ może jednak ewoluować w ‘kapitalnie’. Za kilka godzin przekonamy się, co z tego wyjdzie.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

EKO-HURT – Staltest Pomorze

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Sezon Jesień’25 to prawdziwa huśtawka sportowych emocji dla drużyny Eko-Hurt. Początek był naprawdę niezły. Choć Eko-Hurt miał problem z tym, by wygrywać za komplet punktów, to jednak koniec końców pozostawał jedną z nielicznych drużyn bez porażki na koncie. Wówczas wydawało się, że nie ma takiej siły, która stanie na drodze ‘Hurtowników’ w marszu do pierwszej ligi. Eko-Hurt był w naszych oczach murowanym faworytem do awansu. Mniej więcej w momencie, kiedy tak pomyśleliśmy, przyszedł jeden z najgorszych okresów w historii kilkuletnich występów w rozgrywkach Inter Marine SL3. Eko-Hurt przegrał wówczas trzy mecze z rzędu (ze Speednetem 2, Bayerem Gdańsk oraz Flotą Active Team) i na dziewięć możliwych punktów zgarnął tylko jeden. Dodatkowo zgarnął również zaszczytny tytuł dziadów tygodnia, a ich szanse na awans zostały niemal pogrzebane. Mimo sportowej katastrofy team Pawła Dawczaka wygrał trzy ostatnie spotkania i wrócił do gry. Jeśli dziś wygrają kolejny mecz i zgarną przy tym komplet punktów, to zrobi się naprawdę poważnie. Warto przy tym podkreślić, że wszystko wskazuje na to, iż tak będzie. Rywalem Eko-Hurtu będzie bowiem Staltest Pomorze, który plasuje się na ostatnim miejscu w ligowej tabeli i zdaniem wielu osób jest pewniakiem do tego, by pożegnać się z drugą ligą. Czysto teoretycznie team Arkadiusza Kozłowskiego ma jeszcze szanse, by się utrzymać. Aby tak się jednak stało, muszą punktować. O to nie będzie dziś jednak zbyt prosto.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

VB Inter-Grahen Sulmin – Sharks

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Rekiny wciąż płyną z prądem. Nie to, żebyśmy byli tym faktem jakoś przesadnie zdziwieni – wiedzieliśmy to już przed rozpoczęciem sezonu. Przy niemal 70% rozegranych spotkań widać jednak, jak ogromnym wyczynem jest wygrywanie wszystkich meczów za komplet punktów. Pod tym kątem zespół Pavlo Kudinova nie ma sobie równych. W obecnej kampanii ‘Rekiny’ rozegrali dziewięć spotkań, w których zainkasowali komplet – 27 oczek. Dodatkowo mogą pochwalić się rewelacyjnym stosunkiem małych punktów, o którym inni mogą tylko pomarzyć. Aktualnie mają na koncie już plus 201 oczek. Cóż – jest naprawdę rewelacyjnie, a już za chwilę team mający w składzie większość graczy zza naszej wschodniej granicy będzie cieszył się z awansu do trzeciej ligi. Do końca sezonu zostały im cztery mecze. Pierwszym z nich będzie starcie z VB Inter-Grahen Sulmin, który w ostatnim czasie zrobił dwa ogromne kroki, by wymiksować się na stałe z walki o podium rozgrywek. Team Kacpra Wiczkowskiego przegrał ostatnio ze Speedway AWKS oraz z Chilli Amigos. Wszystko wskazuje na to, że dziś skompletują hat-tricka. Trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym ‘Czarni’ byliby w stanie postawić się takiemu rywalowi. Jeśli faktycznie tak będzie, to może to oznaczać koniec marzeń drużyny z Sulmina o wyniku, na który team liczył przez większą część obecnego sezonu.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Challengers – VB Sulmin

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Postawmy sprawę uczciwie – wczoraj nikt nie oczekiwał od drużyny Challengers, że zdoła sprawić niespodziankę i wygra z MPS-em Volley. Z drugiej strony brak punktu na pewno boli, bo sytuacja drużyny Wojciecha Lewińskiego wciąż jest daleka od oczekiwań. Aktualnie zespół Challengers plasuje się na jedenastym miejscu w ligowej tabeli, mając zaledwie o dwa punkty więcej niż drużyna znajdująca się na miejscu bezpośredniego spadku. Dodatkowo mają dokładnie tyle samo punktów co Inter Marine Masters, a o tym, że Challengersi są wyżej, decyduje bilans małych punktów. Taka przewaga to żadna przewaga, a żeby się utrzymać – Challengers muszą zacząć regularnie punktować. O ile we wczorajszym starciu nie mieli zbyt dużych szans, tak dzisiaj sprawa wygląda nieco inaczej. Rywalem drużyny Wojciecha Lewińskiego będzie zespół VB Sulmin, który w ośmiu rozegranych do tej pory meczach zdołał wygrać zaledwie trzy razy i z takiego obrotu spraw z pewnością nie może być zadowolony. Z drugiej strony team Daniela Bąby poczuł w ostatnim czasie ogromną ulgę – po serii pięciu porażek z rzędu drużynie występującej ‘w delegacji’ udało się wreszcie przełamać. Stało się to w meczu z Inter Marine Masters. Dziś również będą nieznacznym faworytem meczu i stawiamy, że wygrają w stosunku 2-1. Gdyby tak faktycznie się stało, to ‘czerwono-czarni’ zyskają już raczej spokój i w dalszej części sezonu nie będą musieli martwić się o to, że zakręcą się wokół miejsca barażowego. Jak widać, stawka dzisiejszego starcia jest wysoka.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Inter Marine Masters – Speednet 2

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

W ostatnim magazynie Inter Marine SL3 zwracaliśmy uwagę, że w naszym odczuciu najważniejszymi meczami sezonu dla ‘Mastersów’ są pojedynki z Challengersami oraz Speednetem 2. Nasze słowa nabierają teraz nowego znaczenia, bowiem poza chęcią udowodnienia odwiecznym rywalom, że jest się mocniejszym – Inter Marine ma do ugrania zdecydowanie coś więcej. Tak się bowiem składa, że po ośmiu spotkaniach sezonu Jesień’25 team Andrzeja Masiaka plasuje się niemal na końcu ligowej układanki i gdyby sezon kończył się dziś – musieliby zagrać w meczu barażowym, czego z pewnością chcieliby uniknąć. To oczywiście nie jest najczarniejszy scenariusz, bo może się okazać, że za chwilę drużyny z dołu tabeli przeskoczą Inter Marine Masters, a to oznaczałoby bezpośredni spadek. Choć narracja z zapowiedzi brzmi dość ponuro, to trzeba przyznać, że w ostatnim meczu Inter Marine Masters zrobili naprawdę dużo, by poprawić swoją sytuację. Przypomnijmy – w minionym tygodniu ‘biało-niebiescy’ mierzyli się z ówczesnym wiceliderem, Fuxem Pępowo, i choć to rywal był wyraźnym faworytem, gracze Andrzeja Masiaka wygrali 2-1. Dużo wskazuje jednak na to, że dziś o triumf może być znacznie trudniej. Ich rywalem będzie bowiem Speednet 2, który w obecnej kampanii radzi sobie wybornie. Choć ligowa tabela nie do końca to oddaje, to team Marka Ogonowskiego wygrał aż sześć z dziewięciu pojedynków, ogrywając przy tym ligowe tuzy. Dodatkowym argumentem przemawiającym na korzyść ‘Różowych’ jest fakt, że w poprzednim pojedynku obu drużyn – rozegranym w minionym sezonie – Speednet 2 rozbił ‘Mastersów’ w stosunku 3-0. Jak będzie dzisiaj? Stawiamy na szczęśliwy podział punktów dla Speednetu i ich siódmą wygraną w sezonie Jesień’25!

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

Złomowiec Gdańsk – Bayer Gdańsk

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Zastanawiamy się, czy przed sezonem znalazłby się taki mądrala, który przewidziałby, że po dziewięciu rozegranych meczach Bayer Gdańsk będzie w tabeli wyżej niż Złomowiec. Ciekawi nas również, czy była choć jedna osoba, która przewidziała, że na cztery mecze przed końcem sezonu ‘Aptekarze’ będą znajdowali się na trzecim miejscu w tabeli i do wicelidera będą tracić zaledwie jeden punkt. Cóż – nie sądzimy. Fakty są jednak takie, że w dziewięciu meczach sezonu Jesień’25 ‘Aptekarze’ wygrali aż sześć razy. Co ciekawe, aż pięć z nich Bayer zgarnął w sześciu pierwszych meczach. Zadyszka przyszła z czasem i w konsekwencji ‘Aptekarze’ musieli uznać wyższość zarówno graczy Fuxa Pępowo, jak i Speednetu 2. Po wspomnianym okresie Bayer rywalizował jednak ze Staltestem, którego pokonał w stosunku 3-0 i po tym meczu ich sytuacja w tabeli wciąż jest bardzo dobra. Do końca sezonu Bayer, poza meczem ze Złomowcem, rozegra jeszcze z Inter Marine Masters, Old Boys oraz VB Sulmin i wydaje się, że w każdym z trzech wymienionych na koniec rywali będą faworytem. Jak będzie dzisiaj? Tu sprawa jest bardzo dyskusyjna i sami nie możemy się zdecydować. W obecnej kampanii – jak zresztą w całej przygodzie w Inter Marine SL3 – Złomowiec jest tak nieprzewidywalną drużyną, że trudno przewidzieć, którą akurat nogą wstali dziś gracze w miedzianych barwach. W normalnych okolicznościach byliby pewnie faworytem, ale problemy kadrowe i fakt, że Złomowiec nie jest gotowy na to, by dać się pokroić za ligowe punkty, są bardzo widoczne. Mimo to wskazówką pozostaje fakt, że akurat na mocarzy ‘Złomki’ potrafią się zmobilizować. Właśnie za takich uznajemy dziś ‘Aptekarzy’. Werdykt? 2-1 dla ‘Złomków’.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

MATCHDAY #30

Za nami trzydziesty dzień meczowy w sezonie Jesień’25. Swoje premierowe punkty zdobyły drużyny Hapag-Lloyd oraz TKKF Orlen. W elicie Merkury w przekonujący sposób zameldował się w grupie mistrzowskiej, ogrywając za komplet punktów Speednet. Zapraszamy na podsumowanie!

Hapag-Lloyd – TKKF Orlen 1-2 (21-19; 17-21; 19-21)

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że obie drużyny czekały na ten mecz od kilku tygodni. Przed obiema ekipami otwierała się bowiem szansa na premierowy punkt w sezonie Jesień’25. Naprzeciw siebie obie drużyny miały bowiem rywala, który był jak najbardziej w zasięgu. Jako nieznacznego faworyta wskazaliśmy drużynę Hapag-Lloyd, a duży wpływ na taki wybór miał fakt ogromnych problemów, z którymi mierzyli się w ostatnim czasie ‘Nafciarze’. Na ‘mecz sezonu’ TKKF Orlen stawił się jednak w komplecie. Mimo to pierwszy set rywalizacji nie układał się po myśli drużyny Grzegorza Wosia. Choć do połowy seta byliśmy świadkami wyrównanego pojedynku (10-10), to w drugiej części Hapag-Lloyd ruszył do ofensywy, po której wysunął się na prowadzenie 15-11. W dalszej części TKKF Orlen nie dawał sobie szans na korzystny rezultat, bo nawet jak nieźle przyjęli i rozegrali – to bili po autach. Ostatecznie po punktach Karola Kulbackiego z pierwszego seta cieszyli się gracze w pomarańczowych barwach (21-19). Druga odsłona to jednak całkowity zwrot akcji i partia, która niemal przez cały czas przebiegała pod dyktando TKKF Orlen. Po punktach Wojciecha Golińskiego, dla którego był to dopiero drugi mecz w rozgrywkach, Orlen wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części Hapag-Lloyd rzucił się do odrabiania strat i pod koniec przewaga rywali stopniała do zaledwie jednego punktu. Kiedy jednak było ‘tak blisko’, team Joanny Kożuch popełnił kilka błędów, po których z wyrównania cieszyli się gracze Grzegorza Wosia (21-17). Trzeci set to partia, która bardzo przypominała wydarzenia ze środkowej odsłony. Chwilę po półmetku seta TKKF Orlen wysunął się na prowadzenie 14-8, ale nie oznacza to bynajmniej, że w dalszej części uniknęli kłopotów. Co więcej, oni się o nie prosili i niemal do tego doszło. Pod koniec mieliśmy bowiem remis 19-19 i szala zwycięstwa przechylała się wówczas na stronę ‘Logistyków’. Ostatecznie szczęście uśmiechnęło się do graczy TKKF Orlen, którzy notują pierwsze zwycięstwo w sezonie – brawo!

BL Volley – Hydra Volleyball Team 1-2 (28-30; 12-21; 21-18)

Gdyby wierzyć tezom głoszonym przez Redakcję – poniedziałkowe starcie miało być dla ‘Bestii’ formalnością. Ot – kolejny dzień w biurze. W naszym odczuciu całkowicie bez znaczenia pozostawał fakt, że mierzą się oni z drużyną, która ma dokładnie tyle samo punktów co wicelider rozgrywek. Prawdę mówiąc – nie poszanowaliśmy zbytnio wspomnianego meczu, bo choć nie był to mecz, w którym mierzyła się Barcelona z Realem Madryt, to jednak – fajnie nieraz obejrzeć mecz Barcelony z Atletico Madryt. Tu też bywają emocję i nie inaczej było w poniedziałkowy wieczór. Pierwszy set rywalizacji ‘oddał’. Dość niespodziewanie na półmetku seta – BL zdołał wypracować sobie solidną zaliczkę (9-6). Z czasem gra obu drużyn się wyrównała, ale pod koniec team Wojciecha Strychalskiego stanął przed ogromną szansą na punkt. Najpierw prowadzili 18-16, a przy grze na przewagi mieli aż… sześć piłek setowych. Ostatecznie żadna z nich nie przyniosła skutku, a Hydra zdołała przełamać przeciwnika i po krótkiej wymianie ognia – cieszyć się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa partia była również wyrównana, ale tylko do połowy seta (10-10). W drugiej części gracze w złotych strojach zaprezentowali się wreszcie na miarę potencjału i w konsekwencji ograli rywala do 12. To, co nie udało się ekipie BL Volley w pierwszym secie – udało się w finałowej odsłonie. Oczywiście set obfitował w różne zwroty akcji – wysokie prowadzenie BL Volley (15-11), po którym Hydra odrabiała straty (15-15). Kolejna seria punktów BL Volley wybiła jednak faworytom z głowy myśl o trzech punktach. Z przebiegu meczu, ‘Bestia’ nie ma jednak co narzekać na wynik spotkania. Mogło skończyć się zdecydowanie gorzej.

Craftvena – Chilli Amigos 1-2 (15-21; 17-21; 21-11)

No…i skończyło się Craftvenowanie. Do niedawna gracze Craftveny mogli prężyć muskuły wskazując na swój kapitalny bilans. Nie dość, że wygrali siedem pierwszych spotkań w sezonie, to prawdę mówiąc – ich kapitalna forma trwała od dłuższego czasu. Każda seria ma jednak swój kres i ten przyszedł do ‘Rzemieślników’ w minionym tygodniu, kiedy ci – rywalizowali z ekipą DSGSA. Choć porażka była bardzo bolesna, to jednak – można ją było wybaczyć. Wczoraj wieczorem, ‘Rzemieślnicy’ rywalizowali jednak z Chilli Amigos i byli absolutnym faworytem starcia. Sytuacji nie zmieniała tu korzystniejsza dla Chilli historia oraz bardzo dobra dyspozycja ‘Papryczek’ w ostatnich dniach. To zostało potwierdzone już w pierwszym secie rywalizacji, choć trzeba przyznać, że początek absolutnie na to nie wskazywał. To Craftvena rozpoczęła lepiej i choć po punktach Macieja Tyryłło prowadzili 10-6, to coś się z czasem zacięło. Już po chwili świetnie dysponowani gracze Pawła Kalety doprowadzili do wyrównania a następnie wysunęli się na prowadzenie 18-15, które z czasem dało im pierwszy punkt w meczu (21-15). Widząc w jak kiepskiej dyspozycji (również, a może przede wszystkim) mentalnej jest team przeciwny – ‘Amigos’ nie zdejmowali nogi z gazu. Każda kolejna udana akcja była absolutną eksplozją radości graczy w czerwonych strojach i każdy taki obrazek – wysysał pewność siebie rywali. W drugiej części środkowego seta – Craftvena była już na kolanach i stało się wówczas jasne, że Chilli Amigos idą po wygraną. Ostatecznie drugi set zakończył się ich zwycięstwem do 17. Ostatni set to już partia, w której Chilli Amigos nie wykazywało się aż taką determinacją. To była z kolei świetna wiadomość dla Craftveny, która całkiem słusznie uznała, że skoro nie da się ugrać ani dwóch, ani tym bardziej trzech setów – można skupić się na jendym. Ostatecznie nagroda pocieszenia w postaci jednego oczka zasiliła konta ‘Rzemieślników’, ale jest to marne pocieszenie.

CTO Volley – Czerepachy Volley 3-0 (21-14; 21-19; 21-13)

Na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania, z obozu CTO Volley zaczęły napływać niepokojące wiadomości. Okazało się bowiem, że ‘Pomarańczowi’ będą w poniedziałek borykać się z olbrzymimi problemami kadrowymi. W rolę strażaków wcielili się doskonale znani, szczególnie z plaż, gracze – Mateusz Adamiak oraz jedyna kobieta w pierwszej lidze w obecnym sezonie – Kinga Legieta. Nowe twarze – brak kilku kluczowych graczy oraz elementu zgrania sprawiał, że zastanawialiśmy się, czy różnica pomiędzy nimi, a Czerepachami została w związku z tym zatarta. Cóż – odpowiedź brzmi nie. Ilekroć i jakkolwiek obie drużyny miałyby się ze sobą mierzyć, to CTO Volley wygrałby aktualnie 100 na 100 pojedynków z Czerepachami. Pierwszy set… cóż – widzieliśmy ładniejsze. Sporo niedokładności, zepsutych zagrywek, emocji jak na lekarstwo. Mimo to ‘Pomarańczowi’ nie mieli problemów z udowodnieniem wyższości nad rywalem (21-14). Zdecydowanie najwięcej emocji mieliśmy w środkowej partii. Już po chwili zastanawialiśmy się bowiem, czy nie skończy się to problemami dla faworyta. W drugiej części seta po skutecznych atakach Patryka Słowińskiego Czerepachy objęły zaskakujące prowadzenie 16-15. Już po chwili gracze CTO zdołali wyjść z opresji i drugi punkt w meczu trafił na konta ‘Zielonych’ (21-19). Ostatni set zapowiadał nieco większe emocje (11-10), ale z czasem CTO wyraźnie podkręciło tempo, wygrywając finalnie do 13, a cały mecz w stosunku 3-0.

Merkury – Speednet 3-0 (21-10; 21-15; 21-15)

Mecz pomiędzy Merkurym, a Speednetem był anonsowany jako hit pierwszoligowych zmagań. Nic w tym dziwnego, bo zwycięzca meczu miał otrzymać przepustkę, która uprawniałaby go do gry w grupie mistrzowskiej. Nieznacznym faworytem starcia była dla nas ekipa Merkurego, ale… takiego obrazu gry to my się nie spodziewaliśmy. Team ‘Programistów’ wyglądał tak, jakby była to jakaś gierka sparingowa i to nie taka, w której przegrany stawiałby zwycięzcom piwo. Tak grający Speednet nie miał nawet prawa myśleć o tym, by znaleźć się w gronie pięciu drużyn walczących o medale. Już początek rozpoczął się dla teamu Macieja Miścickiego tragicznie i Speednet nie miał absolutnie pomysłu, jak temu zaradzić. Po serii czterech błędów z rzędu rywali – Merkury wysunął się na prowadzenie 12-7 i w dalszej części jeszcze powiększył swoją przewagę, wygrywając finalnie do 10. Choć wynik drugiego seta nie był już dla Speednetu tak zawstydzający jak w pierwszym, to sama gra pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Owszem – gra się tak, jak przeciwnik pozwala, ale sympatycy Speednetu, oglądając to co wyczyniają ich zawodnicy, mogli chować głowę w ręce. Pod koniec seta sygnał do odrabiania strat dał jeszcze Piotr Wojtkiewicz do spółki z Mariuszem Jaszczołtem, ale było to zdecydowanie by ‘wyczarować coś z niczego’ (21-15). Widząc rywala chwiejącego się na nogach – Merkury postanowił nie zdejmować nogi z pedału gazu. W poniedziałkowy wieczór komplet punktów zdawał się być koniecznością. Już w pierwszej części seta, świetnie dysponowani gracze w granatowych trykotach wysunęli się na prowadzenie 9-5, co ustawiło wynik rywalizacji. Po którejś (trudno doliczyć się której) piłce przechodzącej, Merkury wysunął się na prowadzenie 17-12 i po chwili cieszył się z kompletu oczek. Trzy punkty oznaczają, że już za kilka dni – Merkury rozpocznie walkę o kolejne medale w rozgrywkach Inter Marine SL3.

Port – Maritex 1-2 (21-19; 17-21; 20-22)

Planem i ambicją drużyny Portu na poniedziałkowy wieczór było zdobycie co najmniej jednego punktu. Tak się bowiem składa, że każdy punkt przybliża ‘Portowców’ do utrzymania w trzeciej klasie rozgrywkowej. Początek spotkania ułożył się jednak dla drużyny Tomasza Bobcowa fatalnie. Kilka minut po rozpoczęciu meczu, jego zespół przegrywał już 6-13, a z obrazu gry we wspomnianym fragmencie zapamiętaliśmy przede wszystkim ogromną liczbę błędów. W grę, którą zaproponował Port – postanowił zagrać po chwili Maritex, który po własnych błędach oraz punktach środkowego – Filipa Blocha, stracił spore, wydawałoby się prowadzenie (15-15). Końcówka seta to skuteczne ataki Macieja Gałdy, które zapewniły ‘Portowcom’ pierwszy punkt w meczu (21-19). W środkowej odsłonie wydawało się, że ‘Portowcy’ zmierzają po sensacyjne zwycięstwo. Na półmetku seta, team ‘z doków’ wygrywał już 10-6, ale podobnie jak Maritex w pierwszej odsłonie – nie zdołał utrzymać swojej przewagi (13-13). Epilog tej historii był dokładnie taki jak w pierwszej odsłonie rywalizacji. Po kilku chwilach Maritex cieszył się z doprowadzenia do wyrównania w setach (21-17). Ostatni set rozpalił do czerwoności osoby, które były naocznymi świadkami poniedziałkowego starcia. Pamiętacie szalony come-back Maritexu z poprzedniego tygodnia? No to wyobraźcie sobie, że wczoraj wieczorem byliśmy prawie świadkami powtórki wspomnianego wydarzenia. Tym razem role się jednak odwróciły. Zanim o tym – warto wspomnieć o początku seta, w którym Port prowadził już 7-1. Z czasem Maritex zdołał odwrócić losy rywalizacji i wyjść na prowadzenie 20-17. Mimo to – trzy kolejne punkty zdobyła ekipa Portu, ale w ostatecznym rozrachunku – drużynie ‘z doków’ zabrakło nieco determinacji i szczęścia, a drugi punkt w meczu zasilił konta Maritexu. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że Port rozegrał naprawdę niezłe spotkanie.

Challengers – MPS Volley 0-3 (17-21; 17-21; 18-21)

Po niespodziewanej porażce w minionym tygodniu, Miłośnicy Piłki Siatkowej chcieli w poniedziałkowy wieczór zrobić wszystko by się odkuć. Choć byli zdecydowanym faworytem meczu, to bez wątpienia nie mogli sobie pozwolić na lekceważenie Challengersów, którzy w ostatnich dniach – prezentowali się naprawdę nieźle. Początek spotkania należał jednak do faworytów, którzy rozpoczęli od prowadzenia 6-1. Już po chwili Challengers doprowadzili do wyrównania po 7, ale jak się po chwili okazało – był to jednak chwilowy zryw. Po akcjach Wojciecha Małeckiego oraz Arkadiusza Kowalczyka, MPS wysunął się na prowadzenie 18-14 i po chwili cieszyli się z zasłużonego pierwszego punktu w meczu (21-17). Środkowa partia to set, w którym nie można było odmówić ambicji Challengersów, którzy choć bardzo się starali – to byli od dobrze dysponowanego rywala po prostu słabsi. Precyzując – widać było, że miejsce w tabeli, które zajmują obie drużyny nie jest dziełem przypadku (14-10). Dalsza część seta to spokojne ‘dowiezienie’ wyniku do końca i radość z drugiego punktu w meczu (21-17). Ostatni set nie odmienił losów spotkania. Po skutecznych blokach Arkadiusza Kowalczyka, Miłośnicy Piłki Siatkowej wysunęli się na prowadzenie…17-9. W końcówce w obozie MPS-u nastąpiło rozprężenie, po którym przewaga Miłośników Piłki Siatkowej stopniała do…dwóch oczek (19-17). Choć zaczynało robić się gorąco, to finalnie MPS zdołał ugasić rozprzestrzeniający się pożar (21-18).

Sharks – Siatkersi 3-0 (21-18; 21-11; 21-8)

‘W meczu piękne są tylko chwile’. Parafrazując piosenkę legendarnego zespołu Dżem – oddajemy to, jak wyglądało poniedziałkowe starcie. Nie ma się co oszukiwać – to drużyna Sharks była zdecydowanym faworytem spotkania i na ich zwycięstwo za komplet punktów bylibyśmy skłonni postawić kasę. Nasza mina po tym, co działo się w pierwszym secie, była bezcenna. Oj nie – nie takiego obrazu gry się spodziewaliśmy. Choć ‘Rekiny’ zaczęły partię od rewelacyjnej zagrywki Kirila Bohdana, po której wyszli na prowadzenie 8:3, to z czasem Siatkersi zaczęli się odgryzać. Nim się obejrzeliśmy – po atakach Filipa Silwanowicza oraz zagrywce Sebastiana Wilmy – Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 16:15. Choć faworyci znaleźli się w niemałych opałach, to finalnie zdołali wygrać tę partię do 18! Środkowa partia nie była już tak emocjonująca jak premierowa odsłona. Prawdę mówiąc – tu nie mieliśmy nawet namiastki sportowej rywalizacji. Już na półmetku seta Sharks objęli prowadzenie 14:6 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra. Ostatni set rozpoczął się od… grubego mordobicia. Po punktach niemal całego zespołu ‘Rekiny’ objęły prowadzenie 15:3 i wówczas zanosiło się na największe lanie w obecnym sezonie. W końcówce Siatkersi zdołali nieco naprawić ten skrajnie niekorzystny obraz gry – ostatecznie zdobyli osiem oczek i stali się kolejnym skalpem drużyny Sharks. Brawo!

Aqua Volley – Team Spontan 0-3 (11-21; 18-21; 13-21)

Jeśli poniedziałkowy wieczór miał być czymś w rodzaju odpowiedzi na to, że plotki o sportowej śmierci drużyny Aqua Volley są przesadzone, to… nie zostaliśmy przekonani. Nie dość, że Aqua Volley nie zdobyła ani jednego punktu, to na dodatek jedno oczko dołożyła w poniedziałek ekipa Portu, która również znajduje się w nieciekawym położeniu. Tak czy siak – Aqua Volley zajęła miejsca w pierwszej klasie w pociągu, który jedzie wprost do rozgrywek w czwartej lidze. Co innego można mówić o Spontanie, który z kolei – dzięki wygranej – wskakuje niemal na sam szczyt ligowej układanki. Trzy punkty należy szanować, bo jak wiadomo u Spontana nie jest to oczywistością. Pierwsza odsłona rozpoczęła się idealnie dla ‘Spontanicznych’, którzy po kilku punktach Michała Maliszewskiego objęli prowadzenie 11-4. Wysoka przewaga wyssała energię z teamu Aqua Volley, który w pierwszym secie pokusił się o zaledwie 11 oczek. Wyraźnie ciekawiej było za to w środkowej odsłonie, która po dobrej zagrywce Konrada Piotrowskiego wysunęła się na prowadzenie 8-3. Team Spontan potraktował sprawę niezwykle poważnie i chwilę po połowie seta doprowadził do wyrównania po 14. W dalszej części seta po atakach Michała Maliszewskiego oraz Damiana Urbanowicza cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Ostatni set nie przyniósł nam większego zwrotu akcji. Trzeba przyznać, że Spontan zagrał wybornie i nie dał swoim rywalom rozwinąć skrzydeł. Z drugiej strony Aquę Volley musimy skrytykować, bo poza epizodem w drugim secie zrobili bardzo mało, by poprawić swoją sytuację w ligowej tabeli.

Zapowiedź – MATCHDAY #30

Wkraczamy w najważniejszą część sezonu. Dziś wieczorem rozegranych zostanie dziewięć kolejnych pojedynków. Bardzo ciekawie zapowiada się starcie w elicie, gdzie Merkury zmierzy się ze Speednetem. Dodatkowo, o pierwszy punkt w sezonie w bezpośrednim pojedynku powalczą drużyny Hapag-Lloyd oraz TKKF Orlen. Zapraszamy na zapowiedź!

Hapag-Lloyd – TKKF Orlen

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Mecz, na który obie drużyny czekały długie dwa miesiące. Dziś wieczorem spotkają się bowiem dwie ostatnie drużyny, które w obecnym sezonie nie zdołały zdobyć choćby punktu i nie mówimy tu bynajmniej wyłącznie o czwartej lidze. Tak się składa, że wszystkie pozostałe 50 drużyn w lidze mają na swoim koncie co najmniej jednego wygranego seta. Która z drużyn będzie dziś faworytem? Jeszcze niedawno z pełną odpowiedzialnością powiedzielibyśmy, że na 100% będzie to team TKKF Orlen. Choć ‘Nafciarzom’ nie szło zbyt dobrze, to doskonale pamiętaliśmy historię tej drużyny z poprzedniej edycji. Dodatkowo, w kilku przegranych spotkaniach TKKF prezentował się naprawdę nieźle i wówczas wydawało nam się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, a punkty są wyłącznie kwestią czasu. Po chwili okazało się jednak, że zespół Sylwestra Wosia skręcił w złą drogę i zamiast walczyć o ligowe punkty walczy aktualnie o przetrwanie. W minionym tygodniu oglądaliśmy bowiem przykry widok, w którym TKKF Orlen na mecz z Remedios Sopot Ortopedią stawił się w…czterech graczy. Z informacji, które udało nam się uzyskać, dziś ma być pod tym kątem lepiej. Czy to wystarczy, by ograć Hapag-Lloyd? ‘Pomarańczowi’ to zupełne przeciwieństwo ‘Nafciarzy’. Dla nich porażki nie są powodem, by obrażać się na rzeczywistość, a paliwem do tego, by trenować jeszcze bardziej. Dziś wieczorem Hapag-Lloyd rozegra swoje jubileuszowe, pięćdziesiąte spotkanie w rozgrywkach Inter Marine SL3. Jak dotąd zespół Joanny Kożuch zdołał wygrać trzy spotkania. Piszemy o tym, bo w naszych oczach dziś jest bardzo duża szansa na to, by pokusić się o czwarte zwycięstwo. W naszych oczach to właśnie oni są faworytem dzisiejszego meczu.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

BL Volley – Hydra Volleyball Team

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Ależ to jest kapitalny sezon w wykonaniu BL Volley. Długo musieli czekać sympatycy ‘Tygrysów’, by ci pokazali ponownie groźne oblicze. Od początku obecnej kampanii BL Volley, który miał potężne problemy w poprzedniej edycji z utrzymaniem się w lidze, prezentuje się jednak wybornie. Okazało się, że dwa-trzy wzmocnienia zupełnie odmieniły grę drużyny Wojciecha Strychalskiego. W dziewięciu dotychczasowych spotkaniach BL Volley wygrał aż siedmiokrotnie i przed meczem z Hydrą Volleyball Team ma dokładnie tyle samo punktów co… wicelider rozgrywek, a to oznacza, że ‘Tygrysy’ mają realną szansę, by pogodzić faworytów w walce o awans i – w myśl zasady ‘gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta’ – powrócić po kilku sezonach do zaplecza elity. Gdyby faktycznie do tego doszło, to biorąc pod uwagę zeszły sezon czy przedsezonowe predykcje, byłaby to jedna z największych sensacji sezonu Jesień’25. Z czterech ostatnich spotkań sezonu BL Volley najtrudniejsze zadanie czeka właśnie dziś. Rywalem zespołu będzie bowiem lider tabeli – Hydra Volleyball Team i to rywal wydaje się być zdecydowanym i niekwestionowanym faworytem meczu. Team Sławomira Kudyby, mimo że rozegrał dotąd o jedno spotkanie mniej niż cała czołówka tabeli, ma nad drugim, trzecim i czwartym miejscem aż cztery punkty przewagi. Nawet jeśli dziś przytrafiłaby im się porażka, to i tak mają margines błędu i niemal pewne, że zakończą sezon na szczycie. Jak już wspomniano w ostatnim magazynie, Hydra walczy aktualnie o pobicie swojego rekordu liczby wygranych spotkań z rzędu – dotychczas było to dziesięć zwycięstw. Potencjalna wygrana z BL Volley byłaby już dziewiątym triumfem i w naszym odczuciu – tak właśnie się stanie.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Craftvena – Chilli Amigos

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Kapitalna seria Craftveny dobiegła w minionym tygodniu końca. Zespół Bartosza Zakrzewskiego po siedmiu wygranych meczach z rzędu, w których nie stracił nawet punktu, mierzył się z ekipą DSGSA i tego meczu nie zaliczy do udanych. Choć w naszych oczach to rywal był wtedy nieznacznym faworytem, porażka, i to w stosunku 0-3, była dla ‘Rzemieślników’ ogromnym rozczarowaniem. Oczywiście bufor, który wypracowali sobie gracze w czarnych strojach w pierwszej części sezonu, dawał pewien margines błędu i Craftvena wciąż liczy się w walce o bezpośredni awans do trzeciej ligi. Aby tak się jednak stało, muszą wrócić na zwycięską ścieżkę. Dziś wieczorem będą oni wyraźnym faworytem starcia, ale lekceważenie Chilli Amigos nie jest dobrym pomysłem. W ostatnim tygodniu przekonali się o tym gracze VB Inter-Grahen Sulmin, którzy byli zdecydowanym faworytem spotkania z Amigos, a mimo to przegrali 0-3. Warto podkreślić, że do meczu z Chilli, team z Sulmina przystępował z identycznym bilansem, jaki dziś ma ekipa Craftveny. Czy wobec tego możemy liczyć na kolejną niespodziankę? Jeśli mielibyśmy rozpatrywać przy tym rys historyczny, to tak – jest to bardzo możliwe, a nawet prawdopodobne. Obie drużyny spotkały się w rozgrywkach Inter Marine SL3 dziesięciokrotnie, a w sześciu przypadkach to Chilli Amigos byli górą. Co ciekawe, kiedy już wygrywali, to najczęściej za komplet punktów (5 razy). Jeśli natomiast wygrywała Craftvena, to za każdym razem było to zwycięstwo w stosunku 2-1. O tym, czy Craftvena zdoła wreszcie wygrać z ‘Amigos’ za komplet oczek, przekonamy się już za kilka godzin!

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

CTO Volley – Czerepachy Volley

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Walka o tytuł mistrzowski nabiera tempa. Od początku obecnej kampanii narzekaliśmy nieco na styl prezentowany przez CTO Volley. Jeśli już wygrywali, to w niezbyt imponującym stylu i nie brakowało im również wpadek – jak porażki ze Speednetem czy przede wszystkim z DNV Volley Gdańsk. Spoglądając jednak na siedem ostatnich spotkań drużyny w pomarańczowych barwach, dostrzegamy, że CTO wygrało w tym okresie aż sześć razy. Liczba zwycięstw kontra narracja wokół drużyny pokazują, jak olbrzymie oczekiwania spoczywają na barkach ekipy prowadzonej przez Bartosza Sobstyla. Aby wszyscy byli zadowoleni, CTO musi wygrywać mecze po 3-0 i jesteśmy przekonani, że dziś im się to uda. Jeśli tak się stanie, aktualny Mistrz Inter Marine SL3 na koniec rundy zasadniczej będzie tracił do lidera tylko jeden punkt, co jest świetną wiadomością. Oczywiście wiadomo, że nie warto dzielić skóry na żywym Żółwiu, ale trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym team w zielonych barwach postawiłby się tak mocnemu rywalowi. Przed ostatnim meczem rundy zasadniczej ‘Żółwie’ mają na koncie trzy punkty i trudno znaleźć kogoś, kto wierzyłby, że uda im się utrzymać. Jest to praktycznie nierealne. Celem tej drużyny powinno być powalczenie o przebicie wyniku 5 punktów w sezonie – historycznie najgorszego rezultatu – ale dziś zadanie to wydaje się piekielnie trudne.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Merkury – Speednet

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Mecz o ‘być, albo nie być’ w grupie mistrzowskiej. Po świetnym początku sezonu przez jednych i drugich – obie ekipy złapały z czasem zadyszkę, która dla jednych okaże się najprawdopodobniej biletem do grupy spadkowej. Jeśli chodzi o Mistrzów z sezonu Jesień’24 – Speednet, to team Macieja Miścickiego wygrał pięć z sześciu pierwszych spotkań i wiele osób wskazywało na to, że ‘Programiści’ powalczą w obecnym sezonie o medale. Ostatnie dwa mecze to jednak spore rozczarowanie, w którym ‘Programiści’ musieli uznać wyższość AiP, a następnie BEemki Volley. Przed dzisiejszym starciem Speednet plasuje się na piątym miejscu w tabeli, ale jeśli przegrają to najprawdopodobniej spadną pod Bossmana, a kto wie czy również nie i pod Szach-Mat. Piwa nawarzyli sobie również gracze Merkurego, którzy w pewnym etapie sezonu byli jedyną drużyną w pierwszej lidze, która nie przegrała spotkania. Z czasem zaczęły się schody, a Merkury może dziękować Redakcji za to, że w czterech ostatnich meczach znalazła miejsce na to, by Merkuremu dać mecz z Czerepachami Volley. W innym przypadku byłaby ogromna szansa na to, że team ‘Planetarnych’ miałby dziś najdłuższą serię porażek z rzędu w historii 139 występów w rozgrywkach. Tak czy siak – przed dzisiejszym meczem to Merkury ma lepszą sytuację. Może się bowiem okazać, że do grupy mistrzowskiej wystarczy im porażka w stosunku 1-2. Tak się bowiem składa, że mają oni lepszy stosunek małych punktów od wszystkich drużyn, które walczą jeszcze o czołową piątkę. To oczywiście scenariusz, który nie jest brany pod uwagę. Ambicją pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 nie jest bowiem liczenie małych punktów, by znaleźć się w czołowej piątce ligi. Aby realnie myśleć o podium rozgrywek – Merkury musi dziś wygrać i to najlepiej za komplet punktów. O to nie będzie jednak łatwo.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

Port – Maritex

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Sytuacja ‘Portowców’ robi się coraz bardziej skomplikowana. Aktualnie team Tomasza Bobcowa plasuje się na dwunastym miejscu w ligowej tabeli i jeśli sezon kończyłby się właśnie teraz – zagraliby oni w meczu barażowym. W ostatnim magazynie Inter Marine SL3 podkreślaliśmy jednak, że czwarta liga jeszcze nigdy nie była tak mocna jak obecnie i niezależnie od tego, która z drużyn zajmie trzecie miejsce w czwartej lidze – będzie faworytem meczu barażowego. Jakby złych wieści dla drużyny ‘z doków’ było mało, warto podkreślić, że Tiger Team, który czai się tuż za ich plecami, rozegrał o jeden mecz mniej. Dodatkowo Port zmierzy się dziś z Maritexem i z pewnością nie będzie faworytem meczu. To oznacza z kolei, że jeśli dziś nie dojdzie do ogromnej niespodzianki, zespół ‘z doków’ znajdzie się w bardzo skomplikowanym położeniu. Oczywiście nie ma co jeszcze wyprzedzać pewnych zdarzeń. Choć Maritex zdaje się być murowanym faworytem meczu, wszyscy pamiętamy doskonale, że tak samo było wtedy, kiedy mierzyli się oni z inną drużyną walczącą o trzecioligowe życie – MysterElektroRockets. Wspomniany mecz zakończył się porażką faworyta 0-3 i była to jedna z najmroczniejszych kart w historii drużyny Michała Pietrasika. Od tamtego czasu minęło już jednak trochę czasu, a Maritex w tym czasie zdołał wstać z kolan. Choć w kolejnych dwóch meczach Maritex nie był faworytem spotkań z Dream Volley oraz Kraken Team, w obu przypadkach wygrał 2-1, udowadniając, że w drużynie wciąż tkwi spory potencjał sportowy. Z drugiej strony trudno nie odnieść wrażenia, że Maritex czuje się najlepiej wtedy, kiedy rywale są stawiani w roli faworyta. Dziś przekonamy się, jak team poradzi sobie, gdy wszyscy oczekują od nich zwycięstwa. Przed nimi klasyczny mecz-pułapka.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

Challengers – MPS Volley

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Nie da się wyjść lepiej z opresji niż zrobili to w ostatnich dniach Challengersi. Przypomnijmy, że na początku sezonu zespół Wojciecha Lewińskiego nie miał na swoim koncie ani jednego zwycięstwa. Miał natomiast aż pięć porażek z rzędu i dość ponurą perspektywę na kolejne spotkania. W kolejnych meczach mierzyli się oni z drużyną Old Boys oraz Energą Trefl Gdańsk i nie było chyba osoby, która przed wspomnianymi meczami prorokowałaby, że Challengersi wygrają oba wspomniane mecze. Nie ma się co oszukiwać – to rywale byli zdecydowanymi faworytami, a mimo to Challengersi wygrali dwa mecze w stosunku 2-1 i do dzisiejszego starcia przystąpią w niezłych nastrojach. Z drugiej strony ich sytuacja w ligowej tabeli wciąż nie jest kolorowa, bo mają oni dokładnie tyle samo punktów co Inter Marine Masters, którzy plasują się na miejscu barażowym. Owszem, team Wojciecha Lewińskiego rozegrał o jedno spotkanie mniej, ale po dzisiejszym starciu może nie mieć to znaczenia. Tak się bowiem składa, że zmierzą się oni z liderem drugoligowych zmagań, który zdaje się być faworytem w wyścigu o pierwszą ligę. Aktualnie Miłośnicy Piłki Siatkowej rozegrali o jedno spotkanie mniej niż druga, trzecia, czwarta oraz piąta drużyna w tabeli i zrównując się liczbą rozegranych meczów, MPS ma szansę wypracować sobie bufor bezpieczeństwa nad peletonem. Gracze Jakuba Nowaka będą chcieli się również zrehabilitować za ostatnie spotkanie, w którym musieli uznać wyższość Złomowca Gdańsk.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Sharks – Siatkersi

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

‘Rekiny’ miały w minionym tygodniu niezły ubaw. Podczas gdy sami pauzowali, inne niepokonane dotąd drużyny gubiły punkty na potęgę. Tym samym team Pavlo Kudinova pozostaje dziś jedyną drużyną w całej 52-zespołowej lidze, która nie przegrała ani spotkania, ani nawet seta. To sprawia, że są oni oczywistym kandydatem do mistrzowskiego tronu i pewniakiem do gry w trzeciej lidze w kolejnej edycji. Przed drużyną Sharksów jeszcze pięć spotkań, w których będą chcieli zapisać się w historii ligi jako zespół, który wygrał wszystkie sety w sezonie. Warto przy tym podkreślić, że teraz zaczynają się schody, ponieważ ‘Rekiny’ zmierzą się z ligową czołówką. Pierwszym zadaniem będzie pokonanie Siatkersów, którzy przystąpią do tego starcia z bilansem siedmiu zwycięstw i jednej porażki. Drużynie Macieja Tarulewicza w kilku meczach zdarzało się tracić punkty – jeśli przegrają dziś 0-3, mogą już nie powalczyć o podium, bo strata do czołówki wzrośnie do czterech oczek. Patrząc na to, jakie tempo narzucają drużyny walczące o awans, może być niezwykle trudno odrobić tę stratę. Dziś wieczorem Siatkersi będą próbowali dokonać niemożliwego i pokonać wielkiego faworyta. Z drugiej strony – bardzo podobna narracja towarzyszyła ich spotkaniu z Speedway AWKS, które drużyna Macieja Tarulewicza wygrała 2-1. Skoro wtedy się udało, to kto wie, być może tym razem będzie podobnie?

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Aqua Volley – Team Spontan

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Pięć punktów w dziewięciu rozegranych meczach – w naszym odczuciu tylko cud jest w stanie utrzymać zespół Mateusza Drężka na trzecioligowej powierzchni. Choć nie zawsze, to do utrzymania w lidze wystarczało około 14 punktów, co oznacza, że w czterech ostatnich meczach sezonu Aqua Volley potrzebuje dziewięciu punktów, a to przekłada się na konieczność zdobycia średniej ponad dwóch oczek na mecz. Mission impossible? Wszystko na to wskazuje. Z drugiej strony, Aqua Volley rozegra do zakończenia sezonu jeszcze mecze z trzema bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie, czyli z MysterElektroRockets, Porcie oraz Tiger Team. Oznacza to, że choć sytuacja wydaje się beznadziejna, to nie jest taka, z której nie da się wyjść. Dziś wieczorem Aqua powalczy jednak z rywalem zdecydowanie mocniejszym, ale zespołem, który potrafi zawodzić z niżej notowanymi rywalami. Team Spontan wygrał w obecnej kampanii sześć z dziewięciu spotkań i ciągle liczy się w walce o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Z pewnością ogromnym krokiem w stronę drugiej ligi byłyby trzy punkty dziś, bo w dalszej części sezonu o zwycięstwa będzie coraz trudniej. ‘Spontaniczni’ zmierzą się jeszcze z Flotą TGD Team, Hydrą Volleyball Team oraz Dream Volley i to te spotkania zadecydują o drugoligowym ‘być, albo nie być’. Do tych meczów Spontan chciałby przystępować wzbogacony o trzy punkty z Aqua Volley i taki scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny. Na koniec warto wspomnieć o Michale Maliszewskim, dla którego będzie to mecz szczególny – to właśnie jego postawa przyczyniła się do awansu Aqua Volley do trzeciej ligi; być może dziś pomoże kolejnej drużynie w awansie, a przy okazji zepchnie dawnych kolegów w czwartoligową otchłań.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

MATCHDAY #29

Za nami ostatni dzień meczowy w ósmym tygodniu rozgrywek. W czwartkowy wieczór złą passę przełamała ekipa Inter Marine Masters, która niespodziewanie ograła Fuxa Pępowo. Niespodziankami okazały się również wygrane DHP Oliwy oraz Złomowca Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!

Wolves Volley – Kraken Team 1-2 (21-19; 16-21; 13-21)

Nosił wilk razy kilka – ponieśli i wilka. Prawdę mówiąc, takiego obrotu spraw się nie spodziewaliśmy. Po tym, jak ‘Wilki’ wskoczyli w ostatnim czasie na bardzo wysoką formę, uznaliśmy, że to oni będą faworytem starcia. W naszym przekonaniu utwierdzał nas fakt, że na czwartkowy mecz team Roberta Skwiercza stawił się gołą szóstką. Początek spotkania należał do ‘Watahy’, która po punktach Tomasza Głębockiego wysunęła się na prowadzenie 11-6. Z czasem team Karola Ciechanowicza miał chwilę próby. Po kilku błędach w rozegraniu przewaga Wolves Volley stopniała do dwóch oczek (15-13). W dalszej części seta gracze Wolves zdołali jednak utrzymać rywala na mały, aczkolwiek skuteczny dystans (21-19). Do pewnego momentu drugiego seta wydawało się, że Wolves idą po wygraną w meczu (13-11). W odróżnieniu od poprzednich spotkań tym razem to Kraken wcielił się w rolę tego, który odwraca losy rywalizacji. Po kilku błędach Wolves oraz fakcie, że mieli oni problem z przebiciem się przez szczelny blok rywali, Kraken Team objął prowadzenie 17-14 i po chwili cieszył się z wyrównania w meczu (21-16). Niepowodzenie w środkowej odsłonie rozbiło drużynę ‘Wilków’, która w trzecim secie zaprezentowała się już słabiutko. Po tym, jak set rozpoczął się prowadzeniem ‘Bestii’ 7-0, stało się jasne, która z drużyn wygra mecz. Warto podkreślić, że duży wpływ na wygraną Krakena miała ich naprawdę dobra gra w obronie. Ostatecznie zespół Roberta Skwiercza wygrał tę partię do 13, a cały mecz 2-1.

Speednet – BEemka Volley 1-2 (8-21; 21-18; 22-24)

Po środowym meczu z AiP, w którym Speednet przegrał 0-3, ‘Programiści’ musieli powalczyć o grupę mistrzowską w kolejnym, arcytrudnym pojedynku. W czwartek gracze Macieja Miścickiego mierzyli się z BEemką Volley, gdzie w naszych oczach to rywale zdawali się być wyraźnym faworytem starcia. Team Daniela Podgórskiego potwierdził to w pierwszym secie rywalizacji, w którym postawił ścianę w bloku i sprawił, że rywalowi odechciało się grać. Dodatkowo ‘Programiści’ mieli spore problemy w przyjęciu i po dwóch asach serwisowych z rzędu Macieja Rzepczyńskiego rywale wysunęli się na prowadzenie 8-4. Jak się po chwili okazało, to był dopiero początek problemów Speednetu, który w dalszej części był absolutnie bezradny i finalnie przegrał do ośmiu. Kto wie, czy postawa ‘Programistów’ nie uśpiła BEemki, która mylnie uznała, że Speednet w dalszej części meczu będzie prezentował ten sam poziom. Nic z tego. Choć partia rozpoczęła się od prowadzenia BEemki (9-5), to w dalszej części seta Speednet zdołał odwrócić losy rywalizacji. Bardzo duży wpływ na taki stan rzeczy miała fenomenalna zagrywka Sebastiana Konarzewskiego, który w krótkim odstępie czasu zdobył w ten sposób cztery punkty (13-13). W dalszej części seta Speednet poszedł za ciosem i wygrał tę partię do 18. O zwycięstwie musiał zatem zadecydować trzeci set, który był zdecydowanie najciekawszy. Pod koniec seta wszystko wskazywało na to, że mecz wygra BEemka Volley (18-15). Mimo to Speednet nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 20. Końcówka to emocjonująca gra, zakończona asem serwisowym najlepszego zawodnika meczu – Macieja Rzepczyńskiego. Warto przy tym zauważyć, że z tą decyzją gracze Macieja Miścickiego nie mogli się przez długi czas pogodzić, ponieważ ich zdaniem piłka była na aucie. Tak czy siak – z dwóch punktów cieszyła się BEemka.

DHP Oliwa – Flota Active Team 2-1 (17-21; 21-16; 21-18)

Słowo honoru – nie sądziliśmy, że jest jakakolwiek przestrzeń do tego, by myśleć, że Flota Active Team przegra czwartkowe spotkanie. Wiecie, w zapowiedziach wspomnieliśmy o tym, że Oliwa wygrała w obecnym sezonie dwa mecze i nie należy jej bagatelizować, ale było to raczej na podbudowanie morale drużyny Adama Wyrzykowskiego. Prawdę mówiąc, sądziliśmy, że team z czołówki tabeli wyjdzie i udowodni swoją wyższość, ogrywając rywala za komplet punktów. Jak się jednak okazało, powiedzonko ‘miłe złego początki’ ma sens. Po bardzo dobrej grze w bloku Flota wysunęła się na prowadzenie 11-6. W dalszej części gry Flota miała kolejne problemy z wykończeniem akcji, po których wysunęła się na prowadzenie 17-11 i bez większych problemów wygrała premierową odsłonę do 17. Wówczas nic nie wskazywało na to, że kłopoty miały dopiero nadejść. Choć początek seta należał do faworyta, który po ataku Cezarego Trepczyka objął prowadzenie 10-6, z czasem przytrafił im się przestój, którego nie potrafimy wytłumaczyć. Na dwa zdobyte przez Flotę punkty DHP Oliwa odpowiedziała dziewięcioma (17-12), by chwilę później doprowadzić do zwycięstwa 21-16. Decydująca o wyniku partia to set, w którym ‘underdog’ wysunął się na dwu- lub trzypunktowe prowadzenie i choć Flota robiła wszystko, by zbliżyć się do rywala, ten trzymał Flociarzy na bezpieczny dystans. W drugiej części seta Flota dokonała zmiany – na parkiecie pojawił się Mikołaj Filanowski i mimo że zaprezentował się naprawdę świetnie, koledzy z drużyny nie pomogli mu w odwróceniu losów meczu. Ostatecznie DHP Oliwa wygrała spotkanie 2-1 i w konsekwencji wskoczyła na przedostatnie miejsce w tabeli, udowadniając, że w tym sezonie nic nie jest jeszcze przesądzone.

Inter Marine Masters – Fux Pępowo 2-1 (21-18; 21-18; 16-21)

Po bardzo słabej serii –  w obozie Inter Marine Masters zrobiło się niespokojnie. Niepokój potęgował fakt, że w czwartkowy wieczór, team Andrzeja Masiaka mierzył się z Fuxem Pępowo, który w naszych oczach był wyraźnym faworytem starcia. Potencjalna kolejna porażka ‘Mastersów’ mogłaby nieść za sobą najgorsze możliwe konsekwencje. Grając pod olbrzymią presją – team w biało-niebieskich strojach poradził sobie doskonale. Początek spotkania należał jednak do Fuxa Pępowo, który po ataku Kornela Krakowskiego, objął prowadzenie 9-6. Po problemach w sytuacyjnych piłkach i ogólnym nieładzie w obozie ‘Koniczynek’, ‘Mastersi’ odrobili straty i co więcej – wysunęli się na prowadzenie 14-10. Choć w dalszej części seta Fux Pępowo zdołał doprowadzić do wyrównania po 18, to ostatnie słowo, należało do jednej z najbardziej doświadczonych drużyn w lidze (21-18). Środkowa partia wyglądała bardzo podobnie o czym świadczy chociażby wynik punktowy seta. Do połowy seta byliśmy świadkami wyrównanej gry (9-9), ale game-changerem okazała się skuteczna zagrywka Andrzeja Masiaka, po której gracze w biało-niebieskich trykotach, wysunęli się na prowadzenie 14-10 i w konsekwencji – cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu. Świadkami przebudzenia Fuxa, byliśmy dopiero w trzecim secie rywalizacji, który ułożył się dla ‘Koniczynek’ w bardzo dobry sposób. Po dwóch błędach skrzydłowych ‘Mastersów’ – Fux wysunął się na prowadzenie 11-5 i w dalszej części seta wyglądało to tak, jakby obie drużyny czekały już na końcowy gwizdek sędziego. Ten wybrzmiał przy stanie 21-16 dla Fuxa, aczkolwiek trzeba przyznać, że był to wynik druzgocący dla wicelidera, który mógł wykorzystać potknięcie MPS-u Volley i założyć żółtą koszulkę lidera.

MPS Volley – Złomowiec Gdańsk 1-2 (17-21; 18-21; 21-18)

Klasyka gatunku. Złomowiec jest silny wtedy, gdy rywalizuje z mocarzami. Kiedy gra – sorry za określenie – z ligowymi ogórami, to można być niemal pewnym, że ‘Złomki’ wspomniany mecz przegrają. Jeszcze do niedawna wydawało nam się, że sytuacja dotycząca awansu w trzeciej oraz drugiej lidze jest rozstrzygnięta. Według tych rozważań – MPS był w naszym odczuciu pewniakiem.  W czwartkowy wieczór na całą sytuację zostało rzucone nowe światło, a na wizerunku Miłośników Piłki Siatkowej pojawiła się dość głęboka rysa. Owszem – MPS może tłumaczyć porażkę brakiem będącego w dobrej dyspozycji Szymona Drzazgi, ale wciąż – to nie usprawiedliwia przegranej. Złomowiec też nie mógł skorzystać z kilku graczy, a mimo to – nic sobie z tym nie zrobił. Już na początku spotkania wysunęli się na prowadzenie 6-2, po którym MPS, zdążył wykorzystać dwa przysługujące im czasy. To jak się po chwili okazało – nic nie zmieniło. Po bardzo dobrej grze blokiem w drugiej części seta, Złomowiec wysunął się na prowadzenie 18-13 i w pełni zasłużenie, sięgnęli po pierwszy punkt w meczu (21-17). W drugiej odsłonie faworyt prowadził co prawda 7-5, ale im dłużej trwała ta partia – tym bardziej zarysowywała się przewaga ‘Złomków’, którzy po punktach Macieja Iwana oraz Maksymiliana Wilka – wysunęli się na prowadzenie 13 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-18). Miłośnikom Piłki Siatkowej pozostała wyłącznie nagroda pocieszenia w postaci wygranej jednego seta. Od samego początku MPS narzucił swoim rywalom warunki gry i pomimo świetnej gry w obronie ‘Miedziowych’ – MPS nie miał problemu z wygarniem partii do 18. Mimo to – trudno mówić tu o jakiejkolwiek satysfakcji. Jeśli chodzi o Złomowca to cóż – wczoraj dostaliśmy kolejny dowód na to, że jak się chcę to można.

VB FE Sulmin – Siatkersi 0-3 (11-21; 19-21; 14-21)

Po porażce w stosunku 0-3 z DSGSA, zespół Siatkersów przystępował w czwartkowy wieczór do ósmego spotkania w sezonie Jesień’25. Dla ‘Niebieskich’ było to spotkanie o tyle ważne, że potencjalna strata punktów mogłaby sprawić, że team Macieja Tarulewicza miałby już ogromny problem z dotrzymaniem tempa czołówce ligi. Potencjalna wygrana w stosunku 3-0 sprawiałaby z kolei, że Siatkersi wciąż liczyliby się w walce o podium w sezonie Jesień’25. Początek spotkania to nerwowa gra po obu stronach siatki. Po tym, jak obie drużyny popsuły po kilka zagrywek, mieliśmy nieznaczne prowadzenie Siatkersów (7-5). Im dłużej trwał jednak set, tym bardziej gracze w niebieskich trykotach rozkręcali się i po serii sześciu (!) błędów z rzędu rywali wygrali premierową odsłonę do 11. Drugi set to zdecydowanie najciekawsza partia w meczu, w której VB FE Sulmin miał realną szansę na to, by pokusić się o niespodziankę. Od samego początku seta gracze w czarnych strojach dotrzymywali kroku rywalom i na półmetku mieliśmy remis po 11. Z czasem zarysowała się przewaga faworyta, ale prawdę mówiąc, nie było to przesadnie imponujące, a team Macieja Tarulewicza do samego końca musiał drżeć o wynik (20-19). Ostatecznie, po błędzie jednego z graczy z Sulmina, Siatkersi wygrali do 19. W trzecim secie sił graczom występującym w delegacji wystarczyło do stanu 11-10 dla Siatkersów. Co ciekawe, faworyci spotkania bezwzględnie wykorzystali ustawienie, w którym Sulmin miał problem, by zrobić przejście. Po ośmiu punktach z rzędu, było już ‘pozamiatane’ (19-11).

Zapowiedź – MATCHDAY #29

Zaczynamy ostatni dzień meczowy w obecnym tygodniu rozgrywek. Bardzo ciekawie zapowiada nam się starcie w pierwszej lidze, w której Speednet zmierzy się z BEemką Volley. Na brak emocji nie będziemy narzekać również w starciu pomiędzy walczącym o awans do elity MPS-em Volley a brązowymi medalistami poprzedniego sezonu – Złomowcem. Zapraszamy na zapowiedź!

Wolves Volley – Kraken Team

Godz.: 19:30, boisko nr: 1

Kraken Team dawno nie mierzył się z poczuciem tak silnego rozczarowania jak ma to miejsce po wczorajszym spotkaniu z Maritexem. Precyzując – nie jest tak, że rozczarowanie wynika z bardzo słabej gry czy postawy drużyny. Poczucie to jest podsycone faktem, że zespół Roberta Skwiercza mógł wygrać wczorajszy mecz w stosunku 3-0, a finalnie – przegrał w stosunku 1-2. Choć w końcówkach drugiego i trzeciego seta ‘Bestia’ prowadziła odpowiednio do 20-17 oraz 20-15, to nie udało im się wygrać ani w pierwszym, ani w drugim przypadku. Taka sytuacja, gdzie team nie potrafi postawić kropki nad ‘i’ w dwóch kolejnych setach mając go ‘na widelcu’, zdarza się bardzo rzadko. Tak czy siak – przed czwartkowym spotkaniem team Roberta Skwiercza musi zresetować głowy. Przed nimi mecz z bardzo wymagającym rywalem, który w obecnym sezonie prezentuje się z bardzo dobrej formy. Aby nie być gołosłownym – team Karola Ciechanowicza wygrał sześć z siedmiu ostatnich spotkań. Co więcej – w ostatnim meczu sensacyjnie ograł ekipę Team Spontan, zgarniając przy tym komplet punktów i będąc bardzo poważnym kandydatem do miana drużyny tygodnia. Ostatecznie wybór padł na team DSGSA, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że do dzisiejszego starcia ‘Wataha’ przystąpi w doskonałych nastrojach. Jeśli przez ostatnie dni nie zanotowali oni spadku formy, to dziś będą faworytem konfrontacji.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

Speednet – BEemka Volley

Godz.: 19:30, boisko nr: 2

Przed wczorajszym meczem pisaliśmy o tym, że choć do zakończenia rundy zasadniczej Speednetowi zostało najwięcej spotkań spośród wszystkich drużyn w pierwszej lidze, to ich sytuacja wcale nie jest tak kolorowa, jak mogłoby się zdawać. Wskazywaliśmy bowiem na to, że w trzech ostatnich meczach ‘Programiści’ zmierzą się z AiP, BEemką oraz Merkurym i warto tu podkreślić, że każda z wymienionych ekip ma w naszej ocenie realną szansę na tytuł mistrzowski. Z drugiej strony – chcąc grać w grupie mistrzowskiej, musisz prezentować mistrzowski poziom i stawiać czoła nawet tak wymagającym rywalom. Dziś jesteśmy mądrzejsi o 33% tej historii. Speednet mierzył się wczoraj z AiP i wspomnianego meczu nie zaliczy z pewnością do udanych. W dwóch setach meczu był totalnie bezradny i ani przez chwilę nic nie wskazywało na to, że może im się udać. Najbliżej ekipa Speednetu była w pierwszej części środkowego seta, aczkolwiek po ogromnym przestoju z punktu cieszyła się ekipa ‘Przyjaciół’. To właśnie team AiP postara się dziś dogonić BEemka Volley. Zespół Daniela Podgórskiego plasuje się aktualnie na drugim miejscu w ligowej tabeli i jeśli wygra dziś za komplet oczek, to zrówna się liczbą punktów z liderem i znajdzie się w pierwszej linii na starcie wyścigu o złoto w sezonie Jesień’25. Choć w naszych oczach BEemka jest wyraźnym faworytem starcia, to wszyscy doskonale pamiętamy, że różnie z tym byciem faworytem bywa. Z całą pewnością BEemka zagra dziś pod dużą presją. Jeśli sobie z nią poradzą – powinni zgarnąć trzy oczka.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

DHP Oliwa – Flota Active Team

Godz.: 19:30, boisko nr: 3

Choć na pierwszy rzut oka trudno wyciągnąć takie wnioski, to dla obu drużyn czwartkowe starcie zdaje się być jednym z najważniejszych meczów w sezonie Jesień’25. Od wyniku dzisiejszego starcia zależy bowiem to, czy obie drużyny spełnią swoje ambicje na obecny sezon. W przypadku DHP Oliwy jest to rzecz jasna chęć utrzymania się w drugiej klasie rozgrywkowej. Aktualna sytuacja drużyny Adama Wyrzykowskiego nie jest zbyt dobra. Zespół z ‘serca Gdańska’ plasuje się na ostatnim miejscu w ligowej tabeli i brak punktów może sprawić, że dystansu dzielącego ich do grupy ucieczkowej nie da się już odrobić. Choć na pierwszy rzut oka DHP Oliwa nie ma szans z tak mocnym rywalem, to trudno wyprzeć z myśli fakt, że w obecnej kampanii Oliwa ograła zarówno Złomowca, jak i Challengersów, którzy sprawują się lepiej z meczu na mecz. Jeśli chodzi o ich rywali – Flotę TGD Team, to trudno nie odnieść wrażenia, że ci grają najlepiej wtedy, gdy nie są stawiani w roli absolutnego faworyta. W meczach, w których miało pójść gładko, Flota gubiła bowiem punkty, a to z kolei sprawia, że nie można nie mieć w głowie tego, że dziś mogłoby być podobnie. W ostatnim starciu ze Staltestem Flota również bawiła się z rywalem, a w trzecim secie rywalizacji niefrasobliwość przemieniła się w sportową tragedię. Jeśli jednak dziś Flota stanie na wysokości zadania, to… nie będzie można zbagatelizować tego faktu, spoglądając na tabelę.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Inter Marine Masters – Fux Pępowo

Godz.: 20:30, boisko nr: 1

Pisząc zapowiedź spotkania, całe fragmenty moglibyśmy przekopiować z poprzednich tekstów. Wiecie – chodzi o wyliczanki dotyczące tego, jak poważna zrobiła się sytuacja Inter Marine Masters. O ile do ostatniego meczu można było powiedzieć, że sytuacja ‘Mastersów’ nie jest różowa, tak po meczu z VB Sulmin w obozie Inter Marine Masters zaczyna robić się naprawdę nerwowo. Nie ma się co temu przesadnie dziwić. Nie dość, że drużyna ma aktualnie bilans, który wynosi jedna wygrana oraz aż sześć porażek, to na dodatek – w ostatnim meczu przegrali z ekipą, która do meczu z Inter Marine przegrała… pięć meczów z rzędu. Zastanawiamy się zatem, z kim musimy zmatchować ekipę Andrzeja Masiaka, by ci odnieśli wreszcie zwycięstwo. Macie jakieś pomysły? Może ‘Dzieci z Bullerbyn’? W naszym odczuciu nie będzie to ekipa Fux Pępowo, która w obecnej kampanii prezentuje się wybornie i nie jest już chyba tajemnicą, że walczą aktualnie o bezpośredni awans do elity. Z pewnością byłoby to ogromne wydarzenie. Przypomnijmy, że jeszcze półtora roku temu ‘Koniczynki’ rywalizowały w trzeciej lidze. Kolejne dwa sezony to odpowiednio siódme oraz piąte miejsce. Dziś w obozie Dominika Szadacha nikt nie wyobraża sobie scenariusza, w którym wynik w obecnej kampanii nie będzie lepszy. Aby tak się jednak stało – potrzebują dziś punktów, i to najlepiej trzech. Taki wynik byłby wielką rzeczą, nie tylko z uwagi na tabelę, ale na stare rachunki do wyrównania. Jak do tej pory obie drużyny mierzyły się raz i wówczas to ‘Mastersi’ byli górą. Tak jak jednak wspominaliśmy – aktualnie drużyny znajdują się na przeciwległych biegunach ligowej tabeli i sądzimy, że potwierdzi to wynik rywalizacji.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

MPS Volley – Złomowiec Gdańsk

Godz.: 20:30, boisko nr: 2

Przed sezonem wydawało się, że mecz pomiędzy MPS-em a Złomowcem Gdańsk może być meczem wieńczącym sezon Jesień’25. Wówczas wydawało nam się, że obie ekipy, a także Eko-Hurt rozdzielą poszczególne kolory medali pomiędzy sobą. O ile w przypadku Miłośników Piłki Siatkowej trudno im coś zarzucać, tak w przypadku Złomowca… jest zupełnie inaczej. Powtarzaliśmy to wielokrotnie, ale po bardzo udanym początku sezonu team Witolda Klimasa wpadł w spory dołek, na co wpływ bez wątpienia miały potężne problemy kadrowe, w które wpadł zespół. Co ciekawe – w ostatni wtorek Złomowiec rywalizował ze Speednetem 2, który śrubował wówczas serię zwycięstw z rzędu. Pomimo faktu, że na mecz gracze w miedzianych strojach stawili się gołą szóstką, to nie mieli problemu z tym, by ograć faworyzowanego rywala w stosunku 2-1. Dziś przed drużyną jednak zupełnie inne wyzwanie, które zdaje się znacznie bardziej wymagające. W naszym odczuciu MPS Volley zdaje się progresować z meczu na mecz i jeśli w najbliższych tygodniach nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, będą świętować awans do elity. To właśnie ta równość i stabilizacja na wysokim poziomie sprawia, że po MPS-ie widać, że są najpoważniejszym graczem w walce o awans. Mając jednak na uwadze to, że Złomowiec jest drużyną nieobliczalną, nie postawilibyśmy wszystkich pieniędzy na tryumf MPS-u.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

VB FE Sulmin – Siatkersi

Godz.: 20:30, boisko nr: 3

Kiedyś musiało do tego dojść. Po świetnej serii, po której Siatkersi pozostawali jedną z kilku niepokonanych drużyn, team Macieja Tarulewicza zmierzył się w minionym tygodniu z DSGSA i… okazał się po prostu słabszy. Tam nie było jakiejś historii, o której moglibyśmy się rozpisywać. Nie zabrakło im szczęścia, a najzwyczajniej w świecie – umiejętności. Gdybyśmy mieli zobrazować mecz, to posłużylibyśmy się przykładem, że team DSGSA był tego dnia na bateriach duracell, podczas gdy Siatkersi – tymi, które wyładowują się po niezbyt intensywnym użytkowaniu. Wiecie – króliczki vs żółwie. Dobra – tak czy siak zespół Siatkersów postara się dziś wrócić na zwycięską ścieżkę. W teorii nie będzie z tym większego problemu. Tak się składa, że mierzą się oni z ekipą VB Sulmin, która w obecnej kampanii – nie zdołała wygrać ani jednego spotkania. Z drugiej strony bagatelizowanie ‘Czarnych’ może okazać się przykre w skutkach, o czym przekonali się gracze ACTIVNYCH Gdańsk oraz… Speedway AWKS! Z drugiej strony – jest też druga strona medalu, bo team VB FE Sulmin potrafił zawodzić. Tak było chociażby w meczu z Only Spikes, gdzie w naszym odczuciu byli faworytami, a mimo to – przegrali w stosunku 0-3. Jak możemy się jednak dowiedzieć – team z Sulmina ma aktualnie regularne treningi pod okiem Marka Rogińskiego, który ma na swoim koncie między innymi srebrny medal zdobyty z drużyną Bossman Team. Z całą pewnością wspomniany gracz-trener będzie niwelował różnice dzielące ich z mocniejszymi rywalami. Sądzimy, że na to team VB FE Sulmin musi jednak jeszcze poczekać. Dziś faworytem i to zdecydowanym pozostają gracze Siatkersów.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

MATCHDAY #28

Za nami środowa seria gier, w której ze zmiennym szczęściem rywalizowała ekipa AiP, która wskoczyła na fotel lidera. Najciekawszym meczem dnia było jednak starcie w trzeciej lidze, w której Maritex ograł ekipę Kraken Team. Zapraszamy na podsumowanie!

ACTIVNI Gdańsk – Speedway AWKS 1-2 (17-21; 15-21; 21-15)

W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że potencjalna kolejna strata punktów przez team Speedway AWKS akurat w środowy wieczór będzie czymś w rodzaju cudu. Zupełnie zignorowaliśmy przy tym fakt, że w ostatnich meczach ACTIVNI radzili sobie coraz lepiej. Uznaliśmy, że nawet jeśli, to dysproporcja jest tak duża, że ‘żółto-czarni’ nie będą mieli problemu z tym, by zdobyć trzy punkty. Równając się liczbą spotkań z DSGSA, Speedway mógł wykorzystać potknięcie rywali i przeskoczyć ich w ligowej tabeli. Do pewnego momentu plan nakreślony w siedzibie AWKS się materializował. Choć na początku spotkania faworyt miał pewne problemy ze sforsowaniem zasieków postawionych przez rywali (8-8), to w drugiej części seta ACTIVNI Gdańsk popełnili trzy błędy z rzędu, po których Speedway wysunął się na czteropunktowe prowadzenie i zdołał je utrzymać do samego końca (21-17). Druga odsłona to już większa przewaga faworyta, który wysunął się na prowadzenie niemal na samym początku (8-5) i przez całą dalszą część seta kontrolował przebieg gry, wygrywając do 15. Ostatni set rywalizacji to wreszcie większe emocje. Od samego początku sytuacja układała się koszmarnie dla faworyta, który został zdominowany przez ACTIVNYCH, którym nie brakowało woli walki. Dobra gra w obronie oraz kontrze sprawiła, że team Artura Kurkowskiego wysunął się na prowadzenie 11-5. Choć w dalszej części Speedway próbował jeszcze odwrócić losy rywalizacji, to wobec świetnej gry ACTIVNYCH był absolutnie bezradny i finalnie mecz zakończył się podziałem punktów (21-15).

Feniks Gdańsk – Hapag-Lloyd 3-0 (21-8; 24-22; 21-14)

Przed spotkaniem mieliśmy poczucie, że jeśli Hapag-Lloyd ma gdzieś poszukać punktów, to mecz z Feniksem Gdańsk jest do tego doskonałą okazją. O ile w pierwszej części sezonu ‘Logistycy’ mierzyli się z potężnymi rywalami, tak wczoraj – z ekipą, która również ma swoje problemy i zdążyła przegrać już sześć spotkań. Mimo naszych predykcji pierwszy set rywalizacji wyglądał zupełnie inaczej. Tu nie było walki czy wyrównanej gry. Tu był walec wytoczony przez Feniksa, po którym z ‘Logistyków’ nie było co zbierać (21-8). Środkowa odsłona to jednak zupełnie inna historia, którą gracze Hapag-Lloyd będą wspominać przez długi czas. Przez większość seta wszystko układało się perfekcyjnie dla drużyny w pomarańczowych strojach. Po asie serwisowym dobrze dysponowanego Dawida Kuziemskiego Hapag-Lloyd wysunął się na prowadzenie 12-4! Z czasem graczom w pomarańczowych barwach rozregulowały się jednak celowniki i po kilku atakach w aut ich przewaga stopniała do trzech oczek (15-12), a następnie po serii punktów Feniksa to gracze Łukasza Dubickiego wysunęli się na prowadzenie 17-16. Mimo to ‘Logistycy’ zdołali się jeszcze przebudzić i w końcówce mieli nawet piłkę setową, którą niestety dla siebie – zmarnowali (24-22). Trzeci set należał już do Feniksa, który uniknął problemów ze środkowej partii i wygrał seta do 14, a cały mecz 3-0.

Aqua Volley – MiszMasz 1-2 (18-21; 18-21; 21-13)

Nie chcemy jeszcze grzebać szans drużyny Aqua Volley. Wszak w historii zdarzali się pacjenci, którzy budzili się, będąc schowanym w wysuwanej lodówce. Jest to jednak bardzo rzadka sytuacja, a znajdzie się wiele osób, które uznają, że to tylko legenda miejsca lub fikcja literacka. W zapowiedziach wskazaliśmy, że jest to kluczowy mecz dla obu ekip. Po meczu wiemy już, że nie ma raczej takiej siły, która sprawiłaby, że Aqua Volley w ostatecznym rozrachunku przegoniłaby MiszMasz. W środowy wieczór team Jakuba Waszkiewicza zrobił absolutnie milowy krok w kierunku utrzymania i zdaje nam się, że potwierdzenie tego faktu jest tylko i wyłącznie kwestią czasu. Swoją wyższość, grając pod presją, MiszMasz musiał jednak udowodnić. Rywale nie zamierzali im bowiem oddawać punktów za darmo i widać to było w pierwszym secie rywalizacji. Choć Aqua rozpoczęła partię od nerwowej gry, w której nie brakowało sporej liczby ataków w aut (8-4), to z czasem prezentowali się już wyraźnie lepiej i po punkcie Tomasza Błaszczuka zniwelowali stratę do dwóch oczek (17-15). Ostatnie słowo należało jednak do MiszMaszu, który po punktach aktywnego w końcówce Antona Kliosa cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Środkowa odsłona ponownie rozpoczęła się od dość nieciekawej gry beniaminka trzeciej ligi. Po kilku błędach faworyzowany rywal wysunął się na prowadzenie 6-2. W połowie seta, po kilku akcjach Arka Wasilewskiego, Aqua zdołała doprowadzić do wyrównania. To ich jednak nie nasyciło i po bardzo dobrym fragmencie wysunęli się nawet na prowadzenie 18-16. Mimo ogromnej szansy w końcówce więcej zimnej krwi zachowała ekipa zdecydowanie bardziej doświadczona, dla której był to mecz numer 138 w rozgrywkach Inter Marine SL3. Po błędach własnych oraz skutecznej grze Mateusza Berbeki z drugiego punktu cieszyła się ekipa MiszMaszu (21-18). Nie wiemy, czy dwa punkty ich nasyciły, ale w trzecim secie rywalizacji oglądaliśmy już zupełnie inną grę obu ekip. Po ataku Łukasza Chomika team Aqua Volley wysunął się na prowadzenie 10-7, które z czasem jeszcze powiększyli i to oni cieszyli się z nagrody pocieszenia w postaci jednego oczka. Tak jak zaznaczyliśmy jednak na wstępie – dużo wskazuje na to, że to jednak zbyt mało.

AIP – Speednet 3-0 (21-13; 21-17; 21-16)

Po ostatnich wynikach w pierwszej lidze, a także świetnej postawie AiP od początku obecnego sezonu, przed drużyną Adriana Ossowskiego otworzyła się ogromna szansa na to, by realnie pomyśleć o tytule mistrzowskim. Do napisanej tezy należało jednak dostawić małą gwiazdkę, w której byłoby napisane, że pod warunkiem dobrych wyników w środowy wieczór. Wieczór zaczął się dla ekipy ‘Przyjaciół’ kapitalnie, bo po świetnej grze team w fioletowo-czarnych strojach wysunął się na prowadzenie 9-5. Z czasem przewaga była jeszcze większa (17-10) i w konsekwencji faworyt nie miał problemu, by wygrać tę partię do 13. Druga odsłona to jednak zwrot akcji – przynajmniej na jakiś czas. Po dobrym fragmencie Speednet wysunął się na prowadzenie 10-5 i wszystko wskazywało na to, że ‘Programiści’ doprowadzą do wyrównania. Zamiast tego kapitalną dyspozycję w ataku oraz bloku zaprezentowała ekipa AiP, która zdominowała rywali, odrobiła straty i sama wysunęła się na prowadzenie 14-11. Aby wybrzmiało to odpowiednio – we wspomnianym fragmencie Speednet zdobył jeden punkt, natomiast AiP… aż 9! Miazga. Choć ‘Programiści’ zdołali się jeszcze odkręcić, to na rozpędzoną maszynę nie było już siły (21-17). Ostatni set to kapitalna gra AiP, które po serii punktów Jakuba Jetke wysunęli się na prowadzenie 12-9, którego nie wypuścili już do końca, wygrywając finalnie do 16, a cały mecz 3-0. Wow – brawo!

Hydra Volleyball Team – Kraken 2-1 (21-17; 21-23; 21-13)

Nie mamy co do tego wątpliwości – trzecioligowy wyścig został już rozstrzygnięty i Mistrzem trzeciej ligi zostanie ekipa Hydry Volleyball Team. W środowy wieczór team Sławomira Kudyby czekał jeden z trudniejszych rywali w sezonie Jesień’25. Pierwszy set spotkania to jednak obraz gry, którego się spodziewaliśmy. Chwilę po półmetku seta, po skutecznych atakach najlepszego gracza spotkania – Daniela Gierszewskiego – Hydra wysunęła się na prowadzenie 16-10 i nie miała problemów z dowiezieniem przewagi do końca (21-17). Zdecydowanie więcej działo się w środkowej partii meczu, w której Kraken już na samym początku wskoczył na dużo wyższe obroty, obejmując prowadzenie 5-3. W dalszej części seta wszystko zdawało się wracać do normy. Po atakach skrzydłowych Hydry, lider trzeciej ligi wysunął się na prowadzenie 17-15. Mimo to po chwili zdobył zaledwie jeden punkt przy aż pięciu oczkach rywali. To dało prowadzenie Krakenowi 20-18. Pod koniec również team Jurija Charczuka nie wystrzegł się błędów. Po złym wyborze i rozegraniu na środek przez Antona Hukasova Hydra doprowadziła do wyrównania po 20. Mimo to ostatnie słowo w secie należało do Krakena, który po punktach Volodymyra Krolenko oraz Floriana Dery stał się drugą ekipą w sezonie, która zdołała wygrać seta z Hydrą (23-21). Ostatni set rywalizacji to już jednostronne widowisko, w którym Hydra nie dała szans swoim rywalom, rozbijając ich do 13.

Remedios Sopot Ortopedia – Only Spikes 3-0 (21-10; 21-9; 21-18)

Remedios Sopot Ortopedia kontynuuje zwycięską ścieżkę, choć trzeba przyznać, że w trzeciej partii ich pierwszego spotkania – nie było wcale tak łatwo. O tym jednak za chwilę. Zanim rozpoczął się mecz, mogliśmy zobaczyć kapitana Remedios w towarzystwie graczy Only Spikes. Jak ustaliliśmy – wspomniany zawodnik ustalał z rywalami, że w najbliższym czasie stanie się ich trenerem. Cóż – ciekawe i dość niecodzienne dobicie targu. Witamy w uniwersum SL3. Samo spotkanie rozpoczęło się od wyraźnej przewagi graczy w białych trykotach, którzy po bloku Marcela Gołębia wysunęli się na prowadzenie 9-4. Choć w dalszej części seta drużynie Only Spikes nie można było odmówić woli walki, to jednak w konfrontacji z faworyzowanym rywalem brakowało im argumentów (21-10). Środkowa odsłona to partia, w której gracze Only Spikes popełnili ogromną (nawet jak na siebie) liczbę błędów, po których rywale wysunęli się na prowadzenie 11-4. Dalsza część seta to kontynuacja miażdżącej przewagi Ortopedów, którzy wygrali seta do 9. Po takiej dysproporcji nikt nie łudził się, że trzeci set może przynieść jakiekolwiek emocje. Ku zaskoczeniu – set rozpoczął się od kapitalnej gry Only Spikes, po której wysunęli się oni na prowadzenie 8-1! Dalsza część seta to szalona pogoń Remediosu. Mimo że w końcówce Only Spikes prowadzili 18-15, to po sześciu punktach rywali z rzędu z wygranej trzeciego seta cieszyli się faworyci (21-18).

AIP – Tufi Team 1-2 (22-20; 16-21; 7-21)

W zapowiedziach przedmeczowych forsowaliśmy narrację, w której uznaliśmy, że jeśli AiP ma gdzieś w środę pogubić punkty, to raczej ze Speednetem niż z Tufi Team. Po meczu z ‘Programistami’ zespół Tufi mógł mieć jednak uzasadnione obawy. Tak się bowiem składa, że AiP na tle Speednetu wyglądało kapitalnie, rozbijając rywala w stosunku 3-0. Mecz z Tufi Team to jednak zupełnie inna historia. Już na początku spotkania gracze Adriana Ossowskiego zrozumieli, że nie będzie to łatwa przeprawa. Po dwóch punktach z rzędu Łukasza Arciszewskiego beniaminek wysunął się na prowadzenie 11-6. Z czasem zrobiło się już 17-12 i nic nie wskazywało na to, że faworyt zdoła odwrócić losy rywalizacji. A jednak – po bardzo dobrej końcówce AiP doprowadziło do wyrównania po 19, a następnie przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę (22-20). To, co nie udało się ‘Tuffikom’ w premierowej odsłonie, udało się w środkowej partii. Mniej więcej od połowy seta zaczęła zarysowywać się przewaga drużyny Mateusza Woźniaka. W końcówce, po kilku skutecznych atakach Mateusza Osieckiego, było już 19-14 i po chwili ‘underdog’ cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Sądzimy jednak, że nie było wówczas osoby, która przewidzi to, co wydarzyło się w finałowej partii. Ależ to było lanie, ależ to była demolka. To była wersja ‘SUPER SAYIAN’, w której ‘Tuffiki’ wpadli w taki trans, że w tym momencie prezentowali się genialnie. Atak – blok – obrona – rozegrania – przyjęcie – Bóg wie co jeszcze. Absolutny koncert w najlepszej filharmonii świata. Wobec takiej postawy rywali gracze AiP byli bezradni (21-7). Porażka w stosunku 1-2 komplikuje wyborną wydawałoby się sytuację. Jakby sama porażka nie była wystarczająco zła, to AiP potraciło bardzo dużo małych punktów, co może nieść za sobą opłakane konsekwencje. Działa to oczywiście w dwie strony, a Tufi Team jest oczywistym beneficjentem tej sytuacji.

Maritex – Kraken Team 2-1 (18-21; 22-20; 24-22)

Mecz pomiędzy Maritexem, a Krakenem stał się hitem środowej serii gier. Trzeba przy tym uczciwie zauważyć, że stało się tak dopiero z czasem. Od początku spotkania wyraźną inicjatywę przejęli bowiem gracze Krakena, którzy w drugiej części seta, wysunęli się na prowadzenie 17-12. Choć Maritex zdołał pod koniec odrobić nieco straty, to o wygranej nie mogło być już mowy (21-18). Środkowa partia to pierwszy akt dramatu, którego doświadczyła ekipa Kraken Team. Przez większość seta to zespół Roberta Skwiercza posiadał inicjatywę i wszystko wskazywało na to, że sięgną po chwili po drugi punkt w meczu. Mimo prowadzenia w końcówce 20-17, stało się jednak inaczej. Po kilku błędach oraz skutecznym bloku Kamila Warnke – Maritex zdołał odrobić straty i wygrać finalnie do 20. Wow – po takim come-backu wydawało się, że już nic nas nie zaskoczy. A jednak – mieliśmy przed sobą trzeci set rywalizacji, który w bardzo dużej mierze – przypominał wydarzenia z środkowej partii. Po dwóch błędach Maritexu z rzędu, Kraken prowadził w końcówce seta 20-15 i wszystko wskazywało na to, że jest to koniec emocji w meczu. Gracze Roberta Skwiercza uznali jednak, że choć jest to bardzo mało prawdopodobne – uda im się pobić osiągnięcie z wcześniejszej partii i tym razem, roztrwonili jeszcze większą przewagę (20-20). Choć w końcówce mieli jeszcze szansę na odkręcenie niekorzystnej sytuacji, to Maritex w odróżnieniu od wydarzeń sprzed kilku spotkań – nie dał się już przechytrzyć, wygrywając finalnie do 22. Wow – to było naprawdę coś wielkiego.

Remedios Sopot Ortopedia – TKKF Orlen 3-0 (21-10; 21-9; 21-7)

Potwierdziły się nasze obawy, które wyrażaliśmy w zapowiedziach przedmeczowych. Gracze TKKF Orlen na mecz z Remedios Sopot Ortopedią stawili się w czterech graczy. Mało brakowało jednak, a mecz zakończyłby się walkowerem. Choroby, kontuzje, absencje – to wszystko rozumiemy, ale jednak mając tak szeroki skład oraz możliwość dopisania dwóch zawodników przed dziewiątą kolejką, dawały ‘Nafciarzom’ szansę na to, by zagrać w kompletnym składzie. Aktualnie vibe panujący w obozie TKKF Orlen nie wróży jednak nic dobrego i gdybyśmy mieli obstawiać, która spośród 52 drużyn w lidze może się rozpaść, to… wskazalibyśmy właśnie na ‘Nafciarzy’. No bo wiecie – choć graczom TKKF udało się cudem zebrać się, to zamiast stawić czoła wyzwaniu… na meczu panowała tak koszmarna atmosfera, że można było ją kroić nożem. A to jeden z zawodników nie przybił piątki koledze, a to przewracanie oczami, a to głośne wzdychanie. No nie da się grać w takiej atmosferze. Mniej więcej w połowie pierwszego seta zastanawialiśmy się, czy jeden z zawodników nie zostawi ‘Nafciarzy’ i nie pójdzie do szatni, co skończyłoby się walkowerem. Przykład sportowej postawy pokazał za to Sylwester Woś, który w trzecim secie nie mógł chodzić, ale nie pozwolił na to, by mecz zakończył się w ten sposób. A co do Remedios? Cóż – tu nie ma czego napisać. Wiadomo było, że wygrają za komplet punktów i tak też się stało. Mimo wszystko szkoda, że nastąpiło to w takich okolicznościach.

Zapowiedź – MATCHDAY #28

Zaczynamy 28 dzień meczowy w sezonie Jesień’25. W środowy wieczór bardzo ciekawie zapowiada się starcie MiszMaszu z Aqua Volley. W pierwszej lidze dojdzie do kolejnych dwóch pojedynków, które rozjaśnią nam kwestię podziału na poszczególne grupy. Zapraszamy na podsumowanie!

ACTIVNI Gdańsk – Speedway AWKS

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Kiedy Speedway AWKS przegrywał spotkanie z Siatkersami, wydawało się, że konsekwencje porażki będą opłakane. Z czasem punkty pogubili jednak inni faworyci w wyścigu o trzecią ligę i dziś – ostatnim niepokonanym bastionem pozostaje ekipa Sharks. Jakby tego było mało – kurczy się lista drużyn, które mogłyby potencjalnie powalczyć o bezpośredni awans. Nawet jeśli nie tracą oni całkowicie szans, to szanse na powodzenie stają się już zdecydowanie mniejsze. Weźmy przykładowo VB Inter-Grahen Sulmin, który przegrał dwa ostatnie mecze. Jeśli dziś Speedway AWKS wygra za komplet oczek, a wszystko na to wskazuje, będą tracić do ‘żółto-czarnych’ już cztery punkty – dużo. Co więcej – gracze Mateusza Bojke są w komfortowej sytuacji, bo jeśli wygrają dwa mecze za komplet punktów, to wyprzedzą w ligowej tabeli DSGSA. Z drugiej strony, czy team AWKS się aby na pewno nie spali? O ile nie można im zarzucić braków w sportowych umiejętnościach, to co do gry pod presją… mamy pewne wątpliwości. Jeśli chodzi o ich dzisiejszych rywali, to ACTIVNI przystąpią do meczu z poczuciem, że ‘nic nie muszą, a jedynie mogą’. Granie bez łatki faworyta jest z pewnością dużo łatwiejsze i powie to niemal każdy zawodnik występujący w rozgrywkach. Choć murowanym faworytem starcia zdają się być gracze Speedway AWKS, to niesieni na fali zwycięstwa z Chilli Amigos gracze Artura Kurkowskiego spróbują pokusić się o ogromną niespodziankę. Taką w naszym odczuciu byłby choć jeden punkt.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 0-3

Feniks Gdańsk – Hapag-Lloyd

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Trudno zestawić ze sobą dwie tak zero-jedynkowe drużyny w lidze. Choć sumarycznie oba zespoły rozegrały już 16 spotkań, to ani razu w ich meczu nie doszło do podziału punktów. Oczywiście w zdecydowanie lepszej sytuacji jest ekipa Feniksa, która w ośmiu rozegranych meczach dwa razy sięgała po komplet punktów. Wygrane z VB FE Sulmin oraz TKKF Orlen pokazują, że ‘Mityczny Ptak’ jest czymś w rodzaju łącznika pomiędzy mocarzami a drużynami, które plasują się na samym końcu ligowej stawki. Jeśli nasza teoria jest prawdziwa, to dziś Feniks powinien sobie poradzić z ‘Logistykami’ i zgarnąć komplet punktów. Z pewnością na inny obraz meczu liczą gracze Hapag-Lloyd, którzy wciąż czekają na premierowy punkt w sezonie Jesień’25. Team Joanny Kożuch rozegrał w obecnym sezonie osiem spotkań i za każdym razem kończyło się na rozczarowującej porażce 0-3. Z drugiej strony ‘Logistycy’ mają za sobą całą ligową czołówkę i jeśli mają poszukać punktów, to właśnie w pięciu ostatnich meczach sezonu. Poza Feniksem Hapag-Lloyd zmierzy się bowiem z Chilli Amigos, Only Spikes, TKKF Orlen oraz VB FE Sulmin. W naszym odczuciu pobicie wyniku z poprzedniego sezonu, w którym zdobyli trzy punkty, wciąż jest w grze.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Aqua Volley – MiszMasz

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Jak ocenić wczorajszy występ zespołu Aqua Volley? Mamy podzielone zdanie. Z jednej strony punkt w rywalizacji z wiceliderem trzeba szanować i nie ma co wybrzydzać. Z drugiej jednak strony zespół Mateusza Drężka zachował sytuację quo z innymi drużynami walczącymi o utrzymanie, a mając stratę kilku punktów trzeba szybciej gonić, niż rywale uciekają. Aktualnie Aqua Volley plasuje się na ostatnim miejscu w ligowej tabeli i na pięć meczów do końca sezonu ma cztery punkty straty do bezpiecznego miejsca. Warto przy tym zwrócić uwagę, że na owym ‘bezpiecznym’ miejscu znajduje się aktualnie drużyna MiszMasz. Team Jakuba Waszkiewicza ma nad dzisiejszym rywalem nie tylko przewagę wynikającą ze zdobytych punktów, ale także z faktu, że rozegrali oni o jedno spotkanie mniej. Co więcej, MiszMasz obok aktualnego lidera – Hydry Volleyball Team – pozostaje drużyną, która spośród trzecioligowców rozegrała najmniejszą liczbę spotkań. To oznacza, że potencjalna wygrana w dzisiejszym meczu może być milowym krokiem w kierunku spokojnego utrzymania. Z drugiej strony jest to miecz obosieczny. Jeśli bowiem przegrają w meczu o ‘sześć punktów’, znajdą się w poważnych tarapatach. W naszym odczuciu dzisiejsze starcie będzie dla obu ekip jednym z najważniejszych spotkań sezonu. Faworytem meczu pozostają gracze MiszMasz, którzy mają zdecydowanie większe doświadczenie i już niejednokrotnie wychodzili z opresji obronną ręką. Dziś wieczorem przekonamy się, czy tym razem będzie podobnie.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

AIP – Speednet

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Spośród wszystkich drużyn w pierwszej lidze to Speednet ma rozegraną najmniejszą liczbę spotkań. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony team Macieja Miścickiego ma doskonały ogląd sytuacji na to, jak potoczyły się poprzednie spotkania w elicie. Jest to o tyle istotne, że już dziś wiadomo, ile punktów będą potrzebowali w trzech ostatnich meczach rundy zasadniczej, by wyprzedzić rywali i w konsekwencji wskoczyć do czołowej piątki, by później bić się o medale. Z drugiej strony niesie to za sobą pewne zagrożenie, bo Speednet będzie grał pod presją, a to, umówmy się, łatwe nie będzie. Nie jest łatwy również terminarz ‘Programistów’, bo do końca rundy zasadniczej zmierzą się z AiP, BEemką oraz Merkurym i prawdę mówiąc – mimo świetnego dotychczasowego bilansu – to nie oni, a rywale zdają się być nieznacznym faworytem meczu. Nie inaczej będzie dziś wieczorem, gdzie ‘Różowi’ podejmą świetnie dysponowaną ekipę AiP. Choć na początku sezonu nikt nie mówił o tym głośno, team Adriana Ossowskiego ma ogromną szansę na pobicie swojego historycznie najlepszego wyniku w rozgrywkach Inter Marine SL3. Przypomnijmy, że w sezonie Jesien’25 ‘Przyjaciele’ uplasowali się na najniższym stopniu podium. Dziś taki plan zdaje się być… planem B. Jeśli bowiem AiP wygra ze Speednetem, to wskoczy na fotel lidera pierwszej ligi. Dodatkowo mają w perspektywie jeszcze mecz z Tufi i tam będą zdecydowanym faworytem. Pytaniem pozostaje to, jak team poradzi sobie w momencie, w którym oczy całej społeczności będą skierowane właśnie na nich.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 2-1

Hydra Volleyball Team – Kraken

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Dawno nie widzieliśmy tak niespójnej drużyny jak Kraken. Z jednej strony team Jurija Charczuka potrafi zagrać bardzo dobre spotkanie, po którym uznajemy, że są w stanie powrócić do wyższej klasy rozgrywkowej. Dokładnie w momencie, kiedy tak pomyślimy, Kraken przegrywa kolejny mecz, a styl, który wówczas prezentuje, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Tak było chociażby w ostatnim spotkaniu z drużyną Team Spontan. Choć mówimy tu o dość poważnym rywalu, to jednak porażka 0-3 oraz przegrane poszczególnych setów do 18, 13 oraz 16 pokazują, o jakiej dysproporcji mówimy. We wspomnianym meczu ze ‘Spontanicznymi’ nie było absolutnie woli walki, chęci wygranej czy próby odwrócenia wyniku. Zamiast tego był to absolutny pokaz indolencji oraz festiwal błędów. Co gorsze, przeczuwamy, że po dzisiejszym meczu nasza narracja będzie bardzo podobna. Kraken zmierzy się bowiem z Hydrą Volleyball Team i to team Sławomira Kudyby zdaje się być zdecydowanym faworytem spotkania. Z drugiej strony wszyscy pamiętamy wydarzenia z inauguracji poprzedniego sezonu. Wówczas Hydra również była zdecydowanym faworytem, a sensacyjnie mecz zakończył się tryumfem Krakena. To oczywiście niosło za sobą opłakane konsekwencje, bo tych punktów w ostatecznym rozrachunku zabrakło Hydrze do utrzymania. Dzisiejsze starcie będzie meczem, w którym Hydra będzie miała z rywalem ‘rachunki do wyrównania’. Czujemy, że mecz zepnie się klamrą ze wspomnianym meczem sprzed kilku miesięcy i będzie otwarciem bramy, prowadzącej wprost do drugiej ligi.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Remedios Sopot Ortopedia – Only Spikes

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

O tym, jak szybko zmienia się perspektywa, można dowiedzieć się czytając podsumowania meczów Remedios Sopot Ortopedii w sezonie Jesień’25. Na początku team Macieja Kota był wymieniany jako jeden z faworytów do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Z czasem nastąpiło ogromne rozczarowanie, a ‘Ortopedów’ lała każda napotkana drużyna. Kiedy wszyscy postawili na ‘biało-złotych’ kreskę i nikt w nich już nie wierzył, ci sprawili przed tygodniem sensację, ogrywając niekwestionowanego faworyta meczu – DSGSA i to na dodatek za komplet punktów. O tym, jak duży wyczyn dokonała drużyna Remedios, niech świadczy fakt, że przed rozpoczęciem meczu team DSGSA mógł pochwalić się oszałamiającym bilansem siedmiu zwycięstw z rzędu, w których team zdobył 20 na 21 możliwych punktów. Kosmos. Dodatkowo tego samego dnia Remedios zgarnął komplet punktów z Hapag-Lloyd i w pełni zasłużenie sięgnęli wówczas po miano drużyny tygodnia. Dzisiejszy rywal Remedios – Only Spikes – trafił w minionym tygodniu na najtrudniejszy mecz sezonu Jesień’25. Sharksi kontynuują kapitalną serię, która po meczu z ‘Kanarkami’ liczy już osiem zwycięstw z rzędu, w których team zgarnął komplet 24 punktów. Porażka w takim meczu nie jest niczym zaskakującym, a była raczej wkalkulowana w trudy sezonu Jesień’25. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że team Patryka Łabędzia robi systematyczny progres i choć dziś nie będzie faworytem, to nie można wykluczyć scenariusza, że pokuszą się o niespodziankę. Za tę uznalibyśmy choćby jeden punkt.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

AIP – Tufi Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Czysto teoretycznie – powinno to być łatwiejsze spotkanie dla AiP niż te, do którego dojdzie o godzinie 20:00. Tym razem zespół Adriana Ossowskiego zmierzy się bowiem z Tufi Team i będzie zdecydowanym faworytem spotkania. Jeśli zespół ‘Przyjaciół’ bierze walkę o mistrzostwo na poważnie, to takie mecze jak te musi wygrać za komplet punktów. Jak do tej pory obie drużyny mierzyły się czterokrotnie i w trzech przypadkach górą byli faworyci dzisiejszego spotkania. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na dość istotny fakt. Gracze Tufi Team znajdują się aktualnie w dość nieciekawym położeniu. Po siedmiu rozegranych spotkaniach beniaminek ma na swoim koncie osiem punktów. Po ostatnim meczu DNV Volley Gdańsk, w którym ‘żółto-czarni’ dość niespodziewanie wygrali z Szach-Matem, gracze Mateusza Woźniaka spadli w ligowej tabeli na przedostatnie miejsce i jeśli sezon kończyłby się właśnie dzisiaj – spadliby oni do drugiej ligi. Z drugiej strony warto podkreślić, że choć Tufi Team brakuje do DNV VG jednego oczka, to jednak rozegrali aż o dwa mecze mniej. Może się zatem okazać, że po meczach z AiP oraz Bossmanem ich sytuacja będzie już lepsza. O to, jak wiadomo, będzie niezwykle trudno. To rywale zdają się być wyraźnymi faworytami spotkań.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

Maritex – Kraken Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

W postawie Maritexu trudno doszukiwać się sensu i logiki. Cholernie trudno typować również wynik nadchodzącego meczu, bo nigdy nie wiadomo, którego z zawodników szerokiego składu zabraknie w meczu. W związku z tym drużynie Michała Pietrasika przytrafiają się mecze, w których najpierw dostają konkretne lanie od drużyny ze strefy spadkowej, a następnie jak gdyby nigdy nic – ogrywają w wielkim stylu Dream Volley. Gdyby tylko Maritex był stabilniejszy, to z pewnością wyniki drużyny byłyby aktualnie zdecydowanie lepsze. Jak to jednak mówią – ‘gdybanie ma to do siebie, że jest niemierzalne’. Tak czy siak wszystko wskazuje na to, że Maritex będzie w obecnym sezonie drużyną środka ligowej stawki. Nie sądzimy, że w tej kwestii się coś zmieni. To oznacza z kolei, że nie grozi im spadek, ale również nie dojdzie tu do walki o medale. Choć ambicje drużyny sięgały zdecydowanie wyżej, to obecny sezon jest tym, po którym Maritex powinien wyciągnąć cenne wnioski – materiału im wszak nie brakuje. Jeśli chodzi o Kraken Team, to zespół Roberta Skwiercza również plasuje się w połowie ligowej układanki. Różnica pomiędzy obiema ekipami jest jednak taka, że przed sezonem nikt nie oczekiwał od Krakena, że włączą się do walki o podium. Mimo to, oraz faktu, że rozegrali oni o jeden mecz mniej niż Maritex, mają nad bezpośrednim rywalem aż trzy punkty przewagi. Jeśli dziś ‘Bestia’ nie będzie miała podobnych problemów kadrowych co ostatnio, to powinni być nieznacznym faworytem meczu.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 1-2

Remedios Sopot Ortopedia – TKKF Orlen

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Po trudnym okresie – gracze Remedios Sopot Ortopedia wkroczyli w fazę sezonu, w której mają teoretycznie łatwiejszych rywali. Trzy z czterech ostatnich pojedynków to mecze z samym dołem ligowej tabeli. Tydzień temu mierzyli się oni z Hapag-Lloyd, natomiast dziś zmierzą się z ekipą Only Spikes oraz TKKF Orlen. Jeśli dziś zdobędą sześć oczek, a umówmy się – wszystko na to wskazuje, to w ligowej tabeli w przeciągu dwóch tygodni zanotują największy boost spośród wszystkich 52 drużyn w lidze. Czy TKKF Orlen ma sportowe argumenty, by powstrzymać swoich rywali? Cóż – niezbyt dużo. Nie ma się co oszukiwać – łatwo nie będzie. TKKF Orlen pozostaje jedną z dwóch drużyn w czwartej lidze, która nie zdobyła choćby jednego oczka. Najbliżej premierowego punktu team ‘Nafciarzy’ był 2 października, kiedy rywalizował z faworyzowaną Craftveną. Choć zespół TKKF Orlen prowadził pod koniec trzema punktami, to w ostatecznym rozrachunku dał się przechytrzyć faworyzowanemu rywalowi i musiał obejść się smakiem. Jeśli zobaczymy na statystyki drużynowe, to zobaczymy, że zespół ‘Nafciarzy’ jest na samym końcu pod względem liczby straconych punktów po atakach rywali w całej czwartej lidze. Średnio na mecz jest to aż 33,8 ataku. Dla kontrastu podamy, że team DSGSA traci tych punktów zaledwie 15. Dodatkowo team ‘Nafciarzy’ zagrywa najgorzej z całej ligi i z pola serwisowego zdobywa zaledwie 1,8 pkt/mecz. Elementów do poprawy jest oczywiście zdecydowanie więcej. O to będzie jednak dziś bardzo trudno. Z informacji, do których dotarliśmy w obozie ‘Nafciarzy’ panuje dziś szpital i najprawdopodobniej wystąpią… w czterech graczy…

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Sławomir Kudyba): 3-0

MATCHDAY #27

Za nami wtorkowa seria gier, w której z rewelacyjnej strony pokazały się drużyny DSGSA oraz Chilli Amigos. Dodatkowo – w pierwszoligowym hicie, gracze CTO Volley okazali się mocniejsi od Merkurego. Zapraszamy na podsumowanie!

Chilli Amigos – TKKF Orlen 3-0 (21-9; 21-16; 21-11)

Choć zespół TKKF Orlen nie zdobył jeszcze punktu, to w ostatnim czasie zaczynały pojawiać się pewne symptomy na to, że kto wie – być może ta sytuacja ulegnie zmianie. Z taką nadzieją ‘Nafciarze’ przystępowali do wtorkowego meczu. Tak się bowiem składa, że ich rywal – Chilli Amigos – nie wyglądał w ostatnich meczach najlepiej, a na dodatek we wtorek zabrakło w ich szeregach kilku graczy. Mimo że wydawało nam się, że to ‘zbliży’ oba zespoły i dostaniemy w miarę wyrównany mecz… nic takiego nie miało miejsca. Początek rywalizacji to zdecydowana i wyraźna przewaga ‘Papryczek’. Pewną nowością było to, że gracze ‘Amigos’ bardzo szanowali piłkę, czy to przy okazji ataku, czy zagrywki. W wielkim skrócie – nie popełniali niemal w ogóle błędów. Dowodem popartym liczbami jest to, że w całej premierowej odsłonie popełnili ich zaledwie dwa – kosmos (21-9). Zdecydowanie lepiej team ‘Nafciarzy’ zaprezentował się w środkowej odsłonie. Przy pomocy graczy Chilli, którzy w odróżnieniu od premierowej partii zaczęli tu popełniać błędy, na półmetku seta mieliśmy remis 10-10. Przewaga ‘Papryczek’ zaczęła zarysowywać się dopiero pod koniec seta, gdzie skuteczną grą popisali się Krzysztof Gasperowicz oraz najlepszy gracz wtorkowego meczu – Krzysztof Horeczy (21-16). Ostatni set przypominał raczej wydarzenia z premierowej odsłony. W skrócie – graczom TKKF Orlen sił wystarczyło tylko do połowy seta (9-9). Druga część finałowej partii to wyraźna przewaga ‘Amigos’, udokumentowana ich zwycięstwem do 11!

Aqua Volley – Dream Volley 1-2 (16-21; 9-21; 23-21)

Więcej razy Dream Volley nie oszuka starego misia na sztuczny miód. Wyciągamy wnioski z ostatniej dyspozycji ‘Marzycieli’ i raczej nie będziemy już stawiać na ich wygrane za komplet punktów. We wtorek zespół w granatowych barwach był zdecydowanym faworytem starcia i w pojedynku z ostatnią drużyną w lidze miał zrobić milowy krok w kierunku awansu do wyższej ligi. Wielokrotnie pisaliśmy o trzecioligowym wyścigu żółwi i najwyraźniej drużyna Dream Volley wzięła sobie te słowa do serca. Mimo wszystko – przez długie fragmenty meczu nic na to nie wskazywało. Choć początek spotkania to dość zaskakująco równa gra, po której mieliśmy remis 14-14, to Aqua Volley ewidentnie nie wytrzymała tempa narzuconego przez faworyta. Po kilku punktach Mateusza Dobrzyńskiego oraz Marcina Juszczaka Dream Volley wysunął się na prowadzenie 19-14 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Druga odsłona to absolutna dominacja faworyta, który nie miał problemu z ograniem grającej gołą szóstką drużyny Aqua Volley. Wynik? 21-9 i zmiana stron. Trzeci set to zupełnie inna historia, w której Aqua Volley zrozumiała, że nie ma nic do stracenia. Po piorunującym otwarciu team Mateusza Drężka rozpoczął od prowadzenia 9-5. Dalsza część seta to gonitwa Dream Volley, która doprowadziła do remisu po 15. Kiedy wydawało się, że wszystko po stronie ‘Marzycieli’ wróciło do normy – Aqua Volley nie zamierzała odpuszczać i po dobrej grze na tablicy wyników mieliśmy remis po 20. Ostatecznie po asie serwisowym Oskara Lipińskiego oraz błędzie w ataku jednego z ‘Marzycieli’ wielka niespodzianka stała się faktem (23-21).

DSGSA – Craftvena 3-0 (27-25; 21-14; 21-12)

Do poniedziałkowej serii gier w czwartej lidze były aż trzy drużyny, które jak do tej pory nie zaznały goryczy porażki. Mowa tu o Sharksach, Siatkersach oraz właśnie Craftvenie. Piszemy o tym teraz, bo po dwóch dniach rozgrywek mamy spory update – został już wyłącznie jeden bastion – drużyna Sharks. Do tej sytuacji przyczyniła się ekipa DSGSA, która w poniedziałek zlała za komplet punktów Siatkersów, a wczoraj powtórzyła to z Craftveną. Owszem – w pierwszym secie nie obyło się bez ciężarów, ale już druga i trzecia odsłona to absolutna dominacja, po której trudno nie zadać sobie pytania – jak ‘Bordowi’ mogli przegrać z Remedios Sopot Ortopedią. Wróćmy jednak do pierwszego seta rywalizacji, bo wiele wskazuje na to, że ustawił on cały mecz. Ależ to było widowisko i mocne granie. Lepiej rozpoczęli ‘Rzemieślnicy’, którzy na półmetku seta prowadzili 10-6. Już po chwili sytuacja się zmieniła, a team ‘Bordowych’ doprowadził do wyrównania po 16. W końcówce seta obie ekipy miały swoje piłki setowe w górze, ale przez dłuższą chwilę żadna z nich nie zdołała przełamać rywala. Ostatecznie sztuka ta udała się graczom w bordowych barwach, którzy po dwóch atakach Oliwiera Slipaczuka cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Tak jak napisaliśmy wcześniej – wydarzenia z drugiego i trzeciego seta zdominowali gracze Michała Farona, którzy wygrali odpowiednio do 14 i 12, awansując (przynajmniej na chwilę) na fotel lidera rozgrywek. Pozytyw z ich perspektywy, poza trzema oczkami, jest również taki, że była to wygrana w meczu o ‘sześć punktów’ – brawo!

Chilli Amigos – VB Inter-Grahen Sulmin 3-0 (21-15; 21-15; 21-15)

Ok – nie będziemy nikogo oszukiwać. Wczoraj wieczorem byliśmy przekonani, że gracze Chilli Amigos ‘wyprztykali’ się w pierwszym wtorkowym spotkaniu i w konfrontacji z drużyną z Sulmina nie będą mieli większych szans. Nasze myśli spotęgował fakt, że team w czerwonych strojach musiał radzić sobie bez duetu Turski – Łuniewski. Tymczasem – mimo niezłego przyjęcia – gracze Inter-Grahen Sulmin mieli potężne problemy z komunikacją oraz wykończeniem akcji (10-5). Choć z czasem team w czarnych trykotach próbował odwrócić losy rywalizacji, to świetnie grający ‘Amigos’ im na to nie pozwolili, wygrywając finalnie do 15. Już jeden punkt w rywalizacji z faworyzowanym rywalem zdawałby się być niespodzianką. Środkowa partia do pewnego momentu nie wyglądała zbyt dobrze. Choć mieliśmy bardzo równą grę (10-10), to jednak w pierwszej części seta po obu stronach siatki nie brakowało błędów i sporej niedokładności. W dalszej części sytuacja ta uległa diametralnej zmianie – ale tylko w przypadku jednej drużyny. Gracze VB Inter-Grahen kontynuowali koszmarną grę i przeciwko doświadczonemu zespołowi Chilli Amigos byli absolutnie bezradni. Po kilku punktach Michała Kwiatka oraz Krzysztofa Horeczego było już pozamiatane (21-15). Trzeci set to kontynuacja imponującej gry drużyny w czerwonych barwach, która całkiem słusznie zauważyła, że rywal może i był do pewnego momentu sezonu potężny – ale tylko w ligowej tabeli. Po dwóch punktach Piotra Kławsiucia ‘Amigos’ prowadzili 10-4 i kiedy widzieliśmy opuszczone głowy VB, wiedzieliśmy, że nie ma absolutnie żadnej szansy, by zdołali się w dalszej części pozbierać. Gracze w czarnych trykotach zostali zdominowani zarówno sportowo, jak i mentalnie – i nadal jesteśmy w szoku. Oj, Chilli Amigos – to było naprawdę coś wielkiego.

Challengers – Energa Trefl Gdańsk 2-1 (21-15; 21-16; 22-24)

Po początkowych meczach sezonu Jesień’25 na drużynę Challengers wylała się fala krytyki. Nie może to przesadnie dziwić – team Wojciecha Lewińskiego przegrał aż pięć spotkań z rzędu, co sprawiło, że z automatu zaczęli być kandydatem do spadku. Ostatnie dwa spotkania to jednak renesans formy. Na początek team w niebiesko-różowych strojach ograł Old Boys, co już było sporą niespodzianką. Jeszcze większą okazało się wczorajsze spotkanie z najmłodszą drużyną w lidze. Trzeba bowiem zauważyć, że to rywal był zdecydowanym faworytem starcia, a w dwóch pierwszych setach rywalizacji był absolutnie bezzębny. Ba – w naszym odczuciu był to najgorszy mecz drużyny Edwarda Pawluna w historii jej 22 występów w Inter Marine SL3. Nie przypominamy sobie meczu, w którym ‘gdańskie lwy’ byłyby tak stłamszone. Po kilku skutecznych atakach Mariusza Kuczko Challengers wysunęli się na prowadzenie 13-7. Choć z czasem Trefl próbował odpowiedzieć, to kilka punktów Stanisława Fornalaka okazało się niewystarczające i pierwszy punkt w meczu zasilił konto Challengersów. Środkowa odsłona rozpoczęła się dla drużyny Edwarda Pawluna koszmarnie – już po chwili ich rywale objęli prowadzenie 5-1. Mimo że po punktach środkowego – Filipa Werry – team w białych trykotach próbował się odgryźć, to dalsza część seta należała już do doświadczonej drużyny, która rozegrała gdańską młodzież z zaskakującą łatwością. Po dobrej zagrywce Krystiana Kempińskiego ‘underdog’ spotkania wysunął się na prowadzenie 15-8. W dalszej części Energa Trefl Gdańsk miała co prawda jeszcze zryw, po którym zniwelowała straty do dwóch punktów (17-15), ale ostatnie słowo należało już do Challengersów (21-16). Przez długi czas finałowej partii wydawało się, że zwycięzca meczu idzie po pełną pulę (15-13). W końcówce prowadzili nawet 20-18, ale ‘gdańskie lwy’ zdołały wyjść z opresji i finalnie zgarnęły nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu. Nie zmienia to jednak faktu, że liczyli na zdecydowanie inny scenariusz. A Challengers? Cóż – to bardzo duży krok w kierunku uspokojenia sytuacji w ligowej tabeli – brawo!

Bayer Gdańsk – Staltest Pomorze 3-0 (21-13; 21-14; 21-17)

Mecz ze Staltestem Pomorze miał być dla ‘Aptekarzy’ czymś w rodzaju plastra na rany, które ci ponieśli w dwóch ostatnich meczach, w których musieli uznać wyższość Fuxa Pępowo czy Speednetu 2. Miał być też doskonałą okazją, by wykorzystać opieszałość pozostałych drużyn z ligowej czołówki, które w ostatnim czasie gubią punkty na potęgę. Początek wtorkowego pojedynku nie był jednak dla ‘Aptekarzy’ spacerkiem. Na półmetku seta mieliśmy remis 9-9 i nie było jasne, w którą stronę to zmierza. Już po chwili Bayer pokazał jednak dominację w warunkach fizycznych i po punktach Macieja Lipińskiego oraz Damiana Harica wysunął się na prowadzenie 18-10, a po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-13). Środkowa partia wyglądała inaczej – piorunujący start (7-1), po którym Bayer z czasem zaczął zamulać, dając rywalom dojść do głosu (8-7). Po kilku atakach najlepszego gracza meczu – Macieja Lipińskiego – sytuacja wróciła do normy. Bayer Gdańsk wysunął się po chwili na prowadzenie 17-10 i w konsekwencji zdobył drugi punkt w meczu (21-14). Ostatni set rywalizacji to partia, w której Staltest Pomorze stosunkowo często zdołał kąsać punkt od faworyzowanych rywali. Patrząc na wydarzenia z ostatniej odsłony, można było odnieść wrażenie, że historia się powtarza – w drugiej części seta mieliśmy remis 14-14, a Bayer nie wyglądał na team, który ma pomysł, jak przełamać przeciwnika. Ostatecznie udało się to po punktach Krzysztofa Podlaskiego oraz Mateusza Michalskiego, którzy dołożyli swoją cegiełkę do szóstej wygranej w sezonie Jesień’25.

Inter Marine Masters – VB Sulmin 1-2 (17-21; 21-12; 15-21)

Obrazek wtorkowego wieczoru? Przygnębiony kapitan ‘Mastersów’, który kilka minut po zakończonym spotkaniu podpierał ścianę, szukając odpowiedzi na pytanie, jak odmienić sytuację Inter Marine Masters. We wtorek team Andrzeja Masiaka przegrał bowiem już szóste spotkanie w obecnym sezonie i ich sytuacja robi się coraz bardziej nieciekawa. Zespół w biało-niebieskich barwach podchodził do meczu z VB Sulmin pełen nadziei, że tym razem będzie lepiej. Naprzeciw siebie mieli rywala, który również pogrążony był w kryzysie i przegrał aż pięć spotkań z rzędu. Po wyrównanym początku (7-7) z czasem to gracze z Sulmina złapali wiatr w żagle i po skutecznym bloku Michała Kanki objęli prowadzenie 14-10. W dalszej części seta ‘Mastersi’ nie uniknęli błędów, w konsekwencji czego pierwszy set padł łupem drużyny Daniela Bąby (21-17). Na przegraną partię Inter Marine Masters zareagowali w najlepszy możliwy sposób. W środkowej odsłonie, po świetnej serii przy zagrywce Grzegorza Boguszewskiego, ‘biało-niebiescy’ objęli prowadzenie 12-6 i kilka chwil później cieszyli się z pewnej wygranej do 12. To oznaczało, że o zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, który rozpoczął się kapitalnie dla VB Sulmin. Po kilku punktach tercetu skrzydłowych Zieliński – Kanka – Kolka, gracze występujący ‘w delegacji’ wysunęli się na prowadzenie 9-3. Podobnie jak w drugim secie, tak przespanego początku nie udało się już naprawić i finalnie gracze VB wygrali seta do 15, a cały mecz 2-1.

Merkury – CTO Volley 1-2 (22-20; 17-21; 19-21)

Mecze pomiędzy tymi rywalami nie mogą być normalne. Zawsze towarzyszy im jakaś niespotykana na innych boiskach aura. Czasami mówimy tu stricte o wydarzeniach sportowych, czasami o koszmarnej kontuzji, czasem o błędach sędziów czy naszych jako zespołu Inter Marine SL3. Do takiego doszło w drugim secie rywalizacji, gdzie punkt – zamiast zasilić konto Merkurego – przypadł CTO Volley, którzy finalnie wygrali seta do 17. Czy miało to wpływ, czy jednak nie, nie dowiemy się już nigdy. Niesmak dotyczący pomyłki jednak pozostał. Jeśli chodzi o dwa pozostałe sety, to tu nie brakowało tego, co najlepsze w rozgrywkach Inter Marine SL3 – wielkich sportowych emocji i konkretnego grania. Lepiej w premierowej partii zaprezentowali się gracze Merkurego, którzy nie zaczęli zbyt dobrze (3-7), ale z każdą kolejną akcją radzili sobie coraz lepiej. Pod koniec seta prowadzili już 19-15 i kiedy wydawało się, że za chwilę zmienią strony – CTO za sprawą świetnej gry w bloku doprowadzili do wyrównania po 20. Ostatecznie skończyło się tylko na strachu Merkurego, który wygrał tę partię do 20. Ok – przeskakujemy od razu do finałowej partii, która z uwagi na wynik po dwóch pierwszych setach była najciekawsza. Po bardzo wyrównanym przebiegu gry (16-16) gracze CTO wysunęli się na prowadzenie 18-16. Mimo to Merkury nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 19. Ostatnie słowo należało jednak do aktualnych Mistrzów Inter Marine SL3 – CTO Volley – którzy dzięki wygranej niemal na sto procent meldują się w grupie mistrzowskiej. A Merkury? O tym zadecyduje mecz ze Speednetem, do którego dojdzie w przyszłym tygodniu!

Złomowiec Gdańsk – Speednet 2 2-1 (21-14; 21-14; 11-21)

Świetna forma Speednetu, bardzo słaba forma Złomowca oraz fakt, że ci drudzy przyjechali na mecz gołą szóstką, spotęgowały nasze myśli o tym, że będzie to łatwe i przyjemne spotkanie dla ‘Programistów’. Jak się po chwili okazało – po obiecującym początku, w którym Speednet rozpoczął od prowadzenia 2-0, nastąpiły kłopoty, jakich u ‘Programistów’ nie widzieliśmy od bardzo dawna. Po bardzo dużych problemach w przyjęciu Speednetu Złomowiec wysunął się na prowadzenie 15-9 i nie miał problemu, by wygrać premierową odsłonę do 14. W trakcie pierwszego seta w ‘boxie’ Speednetu było słychać zrezygnowanie związane z wydarzeniami w pierwszym secie i jednoczesną mobilizację przed drugą partią. Cóż – na niewiele się to zdało, bo w drugim secie rywalizacji Speednet popełniał sporo błędów i w związku z tym nie był w stanie nawiązać walki z rywalem. Po ataku Krzysztofa Kopernika Złomowiec prowadził 12-7, co ustawiło dalszą część seta zakończoną wygraną do 14. Po dwóch setach, które przebiegały pod dyktando Złomowca, Speednet 2 zdołał się wreszcie przebudzić i zgarnął nagrodę pocieszenia w postaci ostatniego punktu w meczu (21-11). Mimo to halę Ergo Arena opuszczali w ponurych nastrojach. We wtorek zakończyła się bowiem ich najdłuższa i najpiękniejsza seria zwycięstw z rzędu. A Złomowiec? Po bardzo słabym okresie zdołał się przełamać i sami jesteśmy ciekawi, czy w czwartkowym meczu przeciwko MPS-owi Volley zdołają zaprezentować się z dobrej strony.