Za nami drugi dzień meczowy sezonu Jesień ’25. We wtorkowy wieczór bardzo dobrą formę zaprezentowała odmieniona Flota Active Team, która sięgnęła po komplet punktów w starciu z zespołem Old Boys. W równie przekonującym stylu swoje spotkania rozstrzygnęły na swoją korzyść także Hydra, Złomowiec oraz Sharksi. Zapraszamy na pełne podsumowanie!
VB FE Sulmin – Sharks 0-3 (12-21; 9-21; 15-21)
W zapowiedziach przedmeczowych kreśliliśmy obraz rywalizacji, w której drużyna z Sulmina miała zostać wręcz „zmieciona z planszy” przez faworyzowanych przeciwników. W naszej ocenie zespół Sharks to bowiem absolutny kandydat do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Co więcej – wielu obserwatorów przewiduje, że ekipa ta może zakończyć sezon kompletem zwycięstw, zgarniając wszystkie możliwe punkty. Jak na tle tak mocnego rywala wypadli podopieczni Fabiana Ehrlicha? Gdybyśmy mieli określić to jednym słowem, byłoby to: godnie. Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia ‘Rekinów’ (5-1). Zawodnicy VB FE Sulmin zdołali jednak doprowadzić do remisu po 6, lecz w dalszej części partii, niesieni dopingiem, gracze Pavlo Kudinova odskoczyli na znaczną przewagę i ostatecznie wygrali seta do 12. Druga odsłona wtorkowego starcia zapowiadała się jeszcze ciekawiej – początkowo na tablicy widniał remis 5:5. Później jednak Sharks pokazali, skąd wzięło się ich miano „żarłaczy”. Po serii mocnych ataków Yevhenija Melnychuka objęli prowadzenie 17-9 i spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca, triumfując 21-9. Najwięcej emocji przyniosła trzecia partia, choć jej początek wcale na to nie wskazywał. Sulmin szybko przegrywał 2-10, lecz z czasem „underdog” spotkania zaczął grać coraz odważniej. Na szczególną uwagę zasługiwała ich skuteczna gra w obronie – Rekinom trudno było znaleźć drogę, by zakończyć akcje atakiem. Dzięki temu siatkarze w białych trykotach zaczęli regularnie punktować i ostatecznie ugrali 16 oczek, pokazując charakter i ambicję mimo silnego rywala.
MiszMasz – Maritex 2-1 (21-19; 17-21; 21-16)
Nie chcielibyśmy żeby gracze MiszMaszu odebrali to jako umniejszanie ich wygranej – nie chodzi absolutnie o to. Zanim jednak przejdziemy do pochwał musimy pokręcić trochę bekę z POTĘŻNEGO Maritexu. Chuligani z sekcji internetowych komentarzy wieszczyli, że MiszMasz podobnie jak na inaugurację poprzedniego sezonu dostanie na łeb w stosunku 0-3, a Maritex rozpocznie marsz w kierunku drugiej ligi. To był plan, bo realizacja wyszła już nieco inaczej. Nie dość, że sami przegrali to pokłócili się między sobą. Oj, atmosfera zaczęła gęstnieć już w pierwszym secie rywalizacji. Później było już tylko gorzej, a w naszym odczuciu skończyło się tragicznie. Aktualnie kapitan drużyny ma twardy orzech do zgryzienia i kto wie – być może przerwa w przyszłym tygodniu to najlepsze co team może obecnie spotkać. A MiszMasz? Widząc zespół ‘bobasków’, który we wtorkowy wieczór nie stanowił drużyny wygrali, bo oni w odróżnieniu do rywalu – nią byli. Tak – wydaje nam się, że indywidualności we wtorek leżały po stronie Maritexu, ale drużynę to my widzieliśmy tylko jedną. Dawno nie widzieliśmy czegoś podobnego. Wracając do MiszMaszu, bo to na nich powinniśmy skupić swoją uwagę – pokazali oni, że dobrze przepracowany okres przygotowawczy przynosi efekty. Choć obstawialiśmy, że po transferach wychodzących MiszMasz będzie miał w obecnej kampanii kłopoty, to w meczu z Maritexem było zupełnie inaczej. Choć team spadł do czwartej ligi to wykorzystał nadarzającą się okazje i dziś – z powodzeniem rywalizuje w trzeciej lidze – brawo!
Hapag-Lloyd – Craftvena 0-3 (10-21; 15-21; 12-21)
Nie trzeba przesadnie śledzić rozgrywek Inter Marine SL3 by wskazać zdecydowanego faworyta rywalizacji. Na wygraną Craftveny wskazało 98,5 % osób biorących udział w typerze. Ważne jest jednak to, że nieco ponad 13 % osób wskazywało na to, że w meczu dojdzie do podziału punktów. Precyzując – na to, że Hapag-Lloyd wygra seta. Kiedyś w konfrontacji z Craftveną się to udało, a jak było teraz? Cóż – w pierwszym secie rywalizacji, ‘Rzemieślnicy’ nie napotkali przesadnego oporu ze strony przeciwników. Ok – początek spotkania był w miarę wyrównany i ‘Pomarańczowi’ mogli mieć nadzieje na to, że będą w stanie nawiązać walkę z czwartą siłą poprzedniego sezonu (9-8). Kiedy obie drużyny przestały się ‘badać’, Craftvena ruszyła do ataków i wygrała premierową odsłonę do 10. Najlepiej Hapag-Lloyd zaprezentował się w środkowej odsłonie. Choć ‘Rzemieślnicy’ prowadzili już 16-10 to po pięciu kolejnych punktach ‘Logistyków’, w obozie faworyta zrobiło się dosyć nerwowo. Na szczęście dla nich – kryzysowa sytuacja została po chwili zażegnana, Craftvena zdołała zrobić przejście, a następnie wygrała seta do 15. Ostatni set wtorkowego spotkania to partia bez większej historii. W skrócie – Craftvena udowodniła, że jest drużyną lepszą, bardziej dojrzalszą i poukładaną. Filarów zwycięstwa było rzecz jasna zdecydowanie więcej. Niemniej jednak – Hapag-Lloyd na tle tak renomowanego rywala zaprezentował się naprawdę nieźle. To już chyba norma, że poniżej pewnego pułapu ta drużyna nie schodzi.
Złomowiec Gdańsk – Staltest Pomorze 3-0 (21-11; 21-14; 21-16)
Dla rewelacji poprzedniego sezonu – Złomowca był to pierwszy mecz w sezonie Jesień’25. Przed spotkaniem zastanawialiśmy się czy team w miedzianych strojach zdołał przez wakacje podtrzymać bardzo wysoką formę. Pierwszym rywalem brązowych medalistów był Staltest Pomorze, który pod koniec poprzedniego sezonu zanotował jeden z największych come-backów w historii ligi. Choć końcówkę mieli świetną to w starciu z wtorkowym rywalem byli absolutnie bez szans. Ależ to była przewaga. Deklasacja, na którą nie do końca wskazuje wynik. Początek spotkania to potężne problemy Staltestu z przyjęciem flotów rywali (12-4). Dalsza część seta to problemy w komunikacji i zgraniu teamu Arkadiusza Kozłowskiego, co akurat jest jednym z największych atutów ich rywali. Efekt? 21-11! Środkowa odsłona to samo – problemy w przyjęciu, a kiedy Staltestowi udawało się jakimś cudem wyprowadzić atak to uderzali w out (13-3). Choć zapowiadało się na jeden z największych łomotów w historii drugiej ligi – dalsza część seta była już spokojniejsza po stronie Złomków, którzy kilka razy zlitowali się nad rywalem posyłając zagrywkę albo w siatkę, albo daleko za linię ograniczające pole gry. Ostatecznie Staltest podkręcił wynik i przegrał tę partię do 14. Zdecydowanie najlepiej zaprezentowali się oni w ostatniej odsłonie. Ba – po dwóch atakach Jakuba Klimczaka oraz Roberta Rzoski prowadzili nawet 9-6. Z prowadzenia nie nacieszyli się jednak zbyt długo. Już po chwili było 10-10, a dalszej części się każdy domyśla (21-16).
Hydra Volleyball Team – MiszMasz 3-0 (21-16; 21-12; 21-12)
Choć w zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że MiszMasz przegra dwa wtorkowe spotkania w stosunku 0-3, to jednak mecz z Hydrą był w naszym odczuciu większym ‘pewniaczkiem’. Mimo, że team Sławka Kudyby nie wygrał za komplet punktów od niemal roku to uznaliśmy, że to jest właśnie ten moment. Cóż – nie pomyliliśmy się, a przewaga Hydry była miażdżąca i ani na chwilę nie była zagrożona. Lubimy te sformułowanie. Wtorkowe spotkanie oddzieliło ziarno od plew. Choć to co teraz piszemy może się brzydko zestarzeć to Hydra w naszym odczuciu zasługuje by grać ligę wyżej i trzecia liga jest dla nich tylko przystankiem. Sądzimy, że spora część spotkań w trzeciej lidze będzie wyglądała właśnie w ten sposób. Najbardziej wyrównany o ile można to tak ująć był pierwszy set rywalizacji choć jest to bardzo mocno naciągana teza. Mecz zaczął się bowiem od prowadzenia Hydry 7-1. W dalszej części prowadzili oni już 20-12, ale zanim zadali decydujący cios – rywale pokusili się o cztery punkty (21-16). W drugiej i trzeciej odsłonie wynik nie został przypudrowany w końcówce, a odzwierciedla on realny przebieg gry. Strach pomyśleć jak na tle rozpędzonej Hydry wyglądałby we wtorkowy wieczór Maritex, który przegrał przecież z MiszMaszem. Tak czy siak – ‘Bestia’ może wreszcie odetchnąć z ulgą – wreszcie uwolnili się od krzyża, który dźwigali ze sobą od tak długiego czasu. W obozie ‘Bestii’ mają nadzieje, że jest to dobry prognostyk na dalsze mecze.
Oliwa Team – VB Sulmin 0-3 (12-21; 13-21; 14-21)
Dwa dni, dwa mecze, dwa zupełne inne oblicza drużyny. Po premierowym spotkaniu w drugiej lidze, w którym Oliwa Team przegrała z Eko-Hurtem byliśmy dość powściągliwi w krytyce drużyny. W naszym odczuciu gracze Adama Wyrzykowskiego zaprezentowali się naprawdę nieźle i byli stosunkowo blisko tego by urwać punkt ex-pierwszoligowcom. To wszystko pozwalało sądzić, że w kolejnym dniu, w którym ‘Oliwiacy’ będą rywalizowali z VB Sulmin może być tylko i wyłącznie lepiej. Cóż – było zdecydowanie gorzej, bo to co oglądaliśmy na boisku numer trzy było różnicą klas. Ależ to było dotkliwe lanie. Lanie, którego zdecydowana większość obecnej kadry drużyny w białych trykotach albo nigdy w rozgrywkach nie doświadczyła, albo było to tak dawno temu, że o tym zapomnieli. O ile początek spotkania nie zapowiadał tej katastrofy (8-9) to w dalszej części team z ‘serca Gdańska’ popełniał mnóstwo prostych błędów. Oj tak, kultura gry była zdecydowanie po stronie drużyny dowodzonej przez Daniela Bąbę. Team w szarych trykotach już po chwili odskoczył rywalom w czym spory udział miał debiutujący w rozgrywkach Marcel Zieliński (21-12). W środkowej odsłonie gracze z Sulmina wyglądali na zniecierpliwionych. W odróżnieniu od tego co oglądaliśmy w premierowej partii tym razem błyskawicznie objęli prowadzenie (4-1) i wybili swoim rywalom myśl o korzystnym wyniku. Dalsza część seta to bardzo dobra gra VB udokumentowana zwycięstwem do 13. Początek trzeciego seta dał Oliwie nadzieje, że może tym razem uda im się wygrać choćby seta (3-1). Nic z tego. Już po chwili VB Sulmin odrobił niezbyt pokaźną przewagę rywali i sami wysunęli się na prowadzenie 10-5. Dalsza część seta to spokojna gra, która zapewniła VB trzy punkty. Tak jak wspomnieliśmy po meczu rozmawiając z kapitanem – był to najlepszy mecz drużyny VB od bardzo długiego czasu. To pozwala z kolei sądzić, że sympatycy VB będą mieli w obecnym sezonie sporo powodów do radości.
Port – Kraken Team 0-3 (14-21; 14-21; 11-21)
Perturbację. Właśnie tak minęły ostatnie miesiące wokół drużyny ‘Portowców’. Jakby liczby zmian, rotacji, przemodelowań i rekonstrukcji było mało – team Tomasza Bobcowa na kilka chwil przed meczem dowiedział się, że wystawił ich rozgrywający, z którym byli dogadani. To z kolei sprawiło, że z konieczności na rozegraniu wystąpił wczoraj Maciej Gałda, a jak wiadomo takie zamiany pozycji niczego dobrego nie wnoszą. To rzecz jasna nie był jedyny problem, z którym mierzyli się ‘Portowcy’ we wtorkowy wieczór. Prawdę mówiąc – nawet gdyby zamiast wspomnianego gracza na sypie wystąpił Marcin Janusz to i tak przeciwko ‘Bestii’ Port by niewiele zdziałał. Choć początek spotkania był wyrównany (11-9) to dalsza część premierowego seta przebiegała pod dyktando graczy Roberta Skwiercza. Warto przy tym podkreślić, że w kilku sytuacjach pod koniec pierwszego seta sprzyjało im również szczęście, ale jak wiadomo to przywilej lepszych (21-14). Środkowa odsłona wyglądała dość podobnie. Pierwsza część seta to wyrównana gra, po której czarna tablica wyników wskazywała remis po 10. W dalszej części Kraken zaprezentował się bardzo dobrze w grze blokiem, po której wyszli na prowadzenie 14-10 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-14). Ostatni set to wyraźna przewaga ‘Bestii’ od pierwszej do ostatniej piłki, udokumentowana zwycięstwem do 11. Dzięki pewnej wygranej, Kraken wskoczył na sam szczyt ligowej tabeli. Lepszego początku sezonu nie mogli sobie wymarzyć. Brawo!
VB Inter-Grahen Sulmin – MB Volley 2-1 (21-12; 18-21; 21-18)
W zapowiedziach przedmeczowych jako faworyta wskazaliśmy zespół MB Volley, który w swoim składzie liczył całkiem sporą liczbę graczy, występujących w przeszłości w wyższych ligach. Od samego początku to jednak VB Inter-Grahen Sulmin wskoczył na bardzo wysoki poziom czym zaskoczył swojego rywala. Po kilku punktach Michała Tredera oraz Konrada Czykiela, objęli oni prowadzenie 10-5. W dalszej części seta, gracze w czarnych strojach bezlitośnie wykorzystywali błędy rywali i w konsekwencji wygrali tę partię do 12. Przebudzenie MB Volley przyszło wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego w drugim secie. Po serii czterech błędów z rzędu graczy z Sulmina, objęli oni prowadzenie 10-7. Choć z czasem Inter-Grahen doprowadził do wyrównania po 14 to ostatnie słowo należało już do drużyny Macieja Kota (21-18). Ostatni set wtorkowego spotkania ułożył się w wymarzony dla graczy z Sulmina sposób. Po kolejnych punktach Michała Tredera, siódma siła poprzedniego sezonu objęła prowadzenie 10-6. Choć w dalszej części po ataku Michała Niewiadomskiego, w obozie MB Volley wciąż mieli nadzieje, to dwa ataki z rzędu Radosława Skorupy pozbawiły rywali złudzeń (21-18). Ostatecznie pierwsze zwycięstwo w sezonie Jesień’25 padło łupem podopiecznych Daniela Bąby. Start sezonu bardzo udany. Zastanawiamy się jak będzie dalej. Pamiętamy, że w poprzednim sezonie było z tym różnie.
Old Boys – Flota Active Team 0-3 (24-26; 12-21; 19-21)
El partidazo! Ależ to się dobrze oglądało. Oczywiście najlepiej w pierwszym secie rywalizacji, w którym do samego końca nie było wiadomo, która ze stron zdoła wydrzeć zwycięstwo rywalom z rąk. Początkowo zdecydowanie bliżej zrealizowania celu była ekipa z Pruszcza Gdańskiego, która miała w swoich szeregach świetnie dysponowanego Mikołaja Boguckiego. Po kilku atakach tego kota, team w białych strojach prowadził 20-17. Po chwili wspomniany przed chwilą gracz nie przyjął zagrywki, inny z kolegów uderzył w out, a jeszcze wcześniej jeden z zawodników zepsuł zagrywkę. Efekt? Wynik 20-20 i zabawa na nowo. Po wielokrotnej zmianie sytuacji ostatecznie więcej szczęścia miała Flota, która po dwóch atakach najlepszego gracza meczu – Marka Józefowskiego zapewniła sobie pierwszy punkt w meczu. Warto podkreślić, że kończący atak był stosunkowo trudną piłką, którą przyjmujący skończył atakiem po skosie (26-24). Środkowa odsłona była absolutnie jednostronnym widowiskiem, w którym w role pierwszoplanowej postaci wcielili się gracze Floty. Dominacja w tej partii zakończyła się zwycięstwem do 12 i w konsekwencji – pierwszą wygraną w sezonie Wiosna’25. Ostatni set rywalizacji również przebiegał pod dyktando Floty, która objęła prowadzenie 14-7 i zdawała się kontrolować poczynania boiskowe. Choć ich rywale zanotowali jeszcze zryw to nie udało im się odwrócić losów seta. Ostatecznie Flota wygrała prestiżowe spotkanie za komplet punktów i z całą pewnością jest jedną z największych wygranych pierwszego tygodnia rozgrywek!




