Dzień: 2025-10-21

Inter Marine Masters – VB Sulmin

Obrazek wtorkowego wieczoru? Przygnębiony kapitan ‘Mastersów’, który kilka minut po zakończonym spotkaniu podpierał ścianę, szukając odpowiedzi na pytanie, jak odmienić sytuację Inter Marine Masters. We wtorek team Andrzeja Masiaka przegrał bowiem już szóste spotkanie w obecnym sezonie i ich sytuacja robi się coraz bardziej nieciekawa. Zespół w biało-niebieskich barwach podchodził do meczu z VB Sulmin pełen nadziei, że tym razem będzie lepiej. Naprzeciw siebie mieli rywala, który również pogrążony był w kryzysie i przegrał aż pięć spotkań z rzędu. Po wyrównanym początku (7-7) z czasem to gracze z Sulmina złapali wiatr w żagle i po skutecznym bloku Michała Kanki objęli prowadzenie 14-10. W dalszej części seta ‘Mastersi’ nie uniknęli błędów, w konsekwencji czego pierwszy set padł łupem drużyny Daniela Bąby (21-17). Na przegraną partię Inter Marine Masters zareagowali w najlepszy możliwy sposób. W środkowej odsłonie, po świetnej serii przy zagrywce Grzegorza Boguszewskiego, ‘biało-niebiescy’ objęli prowadzenie 12-6 i kilka chwil później cieszyli się z pewnej wygranej do 12. To oznaczało, że o zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, który rozpoczął się kapitalnie dla VB Sulmin. Po kilku punktach tercetu skrzydłowych Zieliński – Kanka – Kolka, gracze występujący ‘w delegacji’ wysunęli się na prowadzenie 9-3. Podobnie jak w drugim secie, tak przespanego początku nie udało się już naprawić i finalnie gracze VB wygrali seta do 15, a cały mecz 2-1.

Złomowiec Gdańsk – Speednet 2

Świetna forma Speednetu, bardzo słaba forma Złomowca oraz fakt, że ci drudzy przyjechali na mecz gołą szóstką, spotęgowały nasze myśli o tym, że będzie to łatwe i przyjemne spotkanie dla ‘Programistów’. Jak się po chwili okazało – po obiecującym początku, w którym Speednet rozpoczął od prowadzenia 2-0, nastąpiły kłopoty, jakich u ‘Programistów’ nie widzieliśmy od bardzo dawna. Po bardzo dużych problemach w przyjęciu Speednetu Złomowiec wysunął się na prowadzenie 15-9 i nie miał problemu, by wygrać premierową odsłonę do 14. W trakcie pierwszego seta w ‘boxie’ Speednetu było słychać zrezygnowanie związane z wydarzeniami w pierwszym secie i jednoczesną mobilizację przed drugą partią. Cóż – na niewiele się to zdało, bo w drugim secie rywalizacji Speednet popełniał sporo błędów i w związku z tym nie był w stanie nawiązać walki z rywalem. Po ataku Krzysztofa Kopernika Złomowiec prowadził 12-7, co ustawiło dalszą część seta zakończoną wygraną do 14. Po dwóch setach, które przebiegały pod dyktando Złomowca, Speednet 2 zdołał się wreszcie przebudzić i zgarnął nagrodę pocieszenia w postaci ostatniego punktu w meczu (21-11). Mimo to halę Ergo Arena opuszczali w ponurych nastrojach. We wtorek zakończyła się bowiem ich najdłuższa i najpiękniejsza seria zwycięstw z rzędu. A Złomowiec? Po bardzo słabym okresie zdołał się przełamać i sami jesteśmy ciekawi, czy w czwartkowym meczu przeciwko MPS-owi Volley zdołają zaprezentować się z dobrej strony.

Merkury – CTO Volley

Mecze pomiędzy tymi rywalami nie mogą być normalne. Zawsze towarzyszy im jakaś niespotykana na innych boiskach aura. Czasami mówimy tu stricte o wydarzeniach sportowych, czasami o koszmarnej kontuzji, czasem o błędach sędziów czy naszych jako zespołu Inter Marine SL3. Do takiego doszło w drugim secie rywalizacji, gdzie punkt – zamiast zasilić konto Merkurego – przypadł CTO Volley, którzy finalnie wygrali seta do 17. Czy miało to wpływ, czy jednak nie, nie dowiemy się już nigdy. Niesmak dotyczący pomyłki jednak pozostał. Jeśli chodzi o dwa pozostałe sety, to tu nie brakowało tego, co najlepsze w rozgrywkach Inter Marine SL3 – wielkich sportowych emocji i konkretnego grania. Lepiej w premierowej partii zaprezentowali się gracze Merkurego, którzy nie zaczęli zbyt dobrze (3-7), ale z każdą kolejną akcją radzili sobie coraz lepiej. Pod koniec seta prowadzili już 19-15 i kiedy wydawało się, że za chwilę zmienią strony – CTO za sprawą świetnej gry w bloku doprowadzili do wyrównania po 20. Ostatecznie skończyło się tylko na strachu Merkurego, który wygrał tę partię do 20. Ok – przeskakujemy od razu do finałowej partii, która z uwagi na wynik po dwóch pierwszych setach była najciekawsza. Po bardzo wyrównanym przebiegu gry (16-16) gracze CTO wysunęli się na prowadzenie 18-16. Mimo to Merkury nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 19. Ostatnie słowo należało jednak do aktualnych Mistrzów Inter Marine SL3 – CTO Volley – którzy dzięki wygranej niemal na sto procent meldują się w grupie mistrzowskiej. A Merkury? O tym zadecyduje mecz ze Speednetem, do którego dojdzie w przyszłym tygodniu!

Chilli Amigos – VB Inter-Grahen Sulmin

Ok – nie będziemy nikogo oszukiwać. Wczoraj wieczorem byliśmy przekonani, że gracze Chilli Amigos ‘wyprztykali’ się w pierwszym wtorkowym spotkaniu i w konfrontacji z drużyną z Sulmina nie będą mieli większych szans. Nasze myśli spotęgował fakt, że team w czerwonych strojach musiał radzić sobie bez duetu Turski – Łuniewski. Tymczasem – mimo niezłego przyjęcia – gracze Inter-Grahen Sulmin mieli potężne problemy z komunikacją oraz wykończeniem akcji (10-5). Choć z czasem team w czarnych trykotach próbował odwrócić losy rywalizacji, to świetnie grający ‘Amigos’ im na to nie pozwolili, wygrywając finalnie do 15. Już jeden punkt w rywalizacji z faworyzowanym rywalem zdawałby się być niespodzianką. Środkowa partia do pewnego momentu nie wyglądała zbyt dobrze. Choć mieliśmy bardzo równą grę (10-10), to jednak w pierwszej części seta po obu stronach siatki nie brakowało błędów i sporej niedokładności. W dalszej części sytuacja ta uległa diametralnej zmianie – ale tylko w przypadku jednej drużyny. Gracze VB Inter-Grahen kontynuowali koszmarną grę i przeciwko doświadczonemu zespołowi Chilli Amigos byli absolutnie bezradni. Po kilku punktach Michała Kwiatka oraz Krzysztofa Horeczego było już pozamiatane (21-15). Trzeci set to kontynuacja imponującej gry drużyny w czerwonych barwach, która całkiem słusznie zauważyła, że rywal może i był do pewnego momentu sezonu potężny – ale tylko w ligowej tabeli. Po dwóch punktach Piotra Kławsiucia ‘Amigos’ prowadzili 10-4 i kiedy widzieliśmy opuszczone głowy VB, wiedzieliśmy, że nie ma absolutnie żadnej szansy, by zdołali się w dalszej części pozbierać. Gracze w czarnych trykotach zostali zdominowani zarówno sportowo, jak i mentalnie – i nadal jesteśmy w szoku. Oj, Chilli Amigos – to było naprawdę coś wielkiego.

Challengers – Energa Trefl Gdańsk

Po początkowych meczach sezonu Jesień’25 na drużynę Challengers wylała się fala krytyki. Nie może to przesadnie dziwić – team Wojciecha Lewińskiego przegrał aż pięć spotkań z rzędu, co sprawiło, że z automatu zaczęli być kandydatem do spadku. Ostatnie dwa spotkania to jednak renesans formy. Na początek team w niebiesko-różowych strojach ograł Old Boys, co już było sporą niespodzianką. Jeszcze większą okazało się wczorajsze spotkanie z najmłodszą drużyną w lidze. Trzeba bowiem zauważyć, że to rywal był zdecydowanym faworytem starcia, a w dwóch pierwszych setach rywalizacji był absolutnie bezzębny. Ba – w naszym odczuciu był to najgorszy mecz drużyny Edwarda Pawluna w historii jej 22 występów w Inter Marine SL3. Nie przypominamy sobie meczu, w którym ‘gdańskie lwy’ byłyby tak stłamszone. Po kilku skutecznych atakach Mariusza Kuczko Challengers wysunęli się na prowadzenie 13-7. Choć z czasem Trefl próbował odpowiedzieć, to kilka punktów Stanisława Fornalaka okazało się niewystarczające i pierwszy punkt w meczu zasilił konto Challengersów. Środkowa odsłona rozpoczęła się dla drużyny Edwarda Pawluna koszmarnie – już po chwili ich rywale objęli prowadzenie 5-1. Mimo że po punktach środkowego – Filipa Werry – team w białych trykotach próbował się odgryźć, to dalsza część seta należała już do doświadczonej drużyny, która rozegrała gdańską młodzież z zaskakującą łatwością. Po dobrej zagrywce Krystiana Kempińskiego ‘underdog’ spotkania wysunął się na prowadzenie 15-8. W dalszej części Energa Trefl Gdańsk miała co prawda jeszcze zryw, po którym zniwelowała straty do dwóch punktów (17-15), ale ostatnie słowo należało już do Challengersów (21-16). Przez długi czas finałowej partii wydawało się, że zwycięzca meczu idzie po pełną pulę (15-13). W końcówce prowadzili nawet 20-18, ale ‘gdańskie lwy’ zdołały wyjść z opresji i finalnie zgarnęły nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu. Nie zmienia to jednak faktu, że liczyli na zdecydowanie inny scenariusz. A Challengers? Cóż – to bardzo duży krok w kierunku uspokojenia sytuacji w ligowej tabeli – brawo!

Bayer Gdańsk – Staltest Pomorze

Mecz ze Staltestem Pomorze miał być dla ‘Aptekarzy’ czymś w rodzaju plastra na rany, które ci ponieśli w dwóch ostatnich meczach, w których musieli uznać wyższość Fuxa Pępowo czy Speednetu 2. Miał być też doskonałą okazją, by wykorzystać opieszałość pozostałych drużyn z ligowej czołówki, które w ostatnim czasie gubią punkty na potęgę. Początek wtorkowego pojedynku nie był jednak dla ‘Aptekarzy’ spacerkiem. Na półmetku seta mieliśmy remis 9-9 i nie było jasne, w którą stronę to zmierza. Już po chwili Bayer pokazał jednak dominację w warunkach fizycznych i po punktach Macieja Lipińskiego oraz Damiana Harica wysunął się na prowadzenie 18-10, a po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-13). Środkowa partia wyglądała inaczej – piorunujący start (7-1), po którym Bayer z czasem zaczął zamulać, dając rywalom dojść do głosu (8-7). Po kilku atakach najlepszego gracza meczu – Macieja Lipińskiego – sytuacja wróciła do normy. Bayer Gdańsk wysunął się po chwili na prowadzenie 17-10 i w konsekwencji zdobył drugi punkt w meczu (21-14). Ostatni set rywalizacji to partia, w której Staltest Pomorze stosunkowo często zdołał kąsać punkt od faworyzowanych rywali. Patrząc na wydarzenia z ostatniej odsłony, można było odnieść wrażenie, że historia się powtarza – w drugiej części seta mieliśmy remis 14-14, a Bayer nie wyglądał na team, który ma pomysł, jak przełamać przeciwnika. Ostatecznie udało się to po punktach Krzysztofa Podlaskiego oraz Mateusza Michalskiego, którzy dołożyli swoją cegiełkę do szóstej wygranej w sezonie Jesień’25.

Chilli Amigos – TKKF Orlen

Choć zespół TKKF Orlen nie zdobył jeszcze punktu, to w ostatnim czasie zaczynały pojawiać się pewne symptomy na to, że kto wie – być może ta sytuacja ulegnie zmianie. Z taką nadzieją ‘Nafciarze’ przystępowali do wtorkowego meczu. Tak się bowiem składa, że ich rywal – Chilli Amigos – nie wyglądał w ostatnich meczach najlepiej, a na dodatek we wtorek zabrakło w ich szeregach kilku graczy. Mimo że wydawało nam się, że to ‘zbliży’ oba zespoły i dostaniemy w miarę wyrównany mecz… nic takiego nie miało miejsca. Początek rywalizacji to zdecydowana i wyraźna przewaga ‘Papryczek’. Pewną nowością było to, że gracze ‘Amigos’ bardzo szanowali piłkę, czy to przy okazji ataku, czy zagrywki. W wielkim skrócie – nie popełniali niemal w ogóle błędów. Dowodem popartym liczbami jest to, że w całej premierowej odsłonie popełnili ich zaledwie dwa – kosmos (21-9). Zdecydowanie lepiej team ‘Nafciarzy’ zaprezentował się w środkowej odsłonie. Przy pomocy graczy Chilli, którzy w odróżnieniu od premierowej partii zaczęli tu popełniać błędy, na półmetku seta mieliśmy remis 10-10. Przewaga ‘Papryczek’ zaczęła zarysowywać się dopiero pod koniec seta, gdzie skuteczną grą popisali się Krzysztof Gasperowicz oraz najlepszy gracz wtorkowego meczu – Krzysztof Horeczy (21-16). Ostatni set przypominał raczej wydarzenia z premierowej odsłony. W skrócie – graczom TKKF Orlen sił wystarczyło tylko do połowy seta (9-9). Druga część finałowej partii to wyraźna przewaga ‘Amigos’, udokumentowana ich zwycięstwem do 11!

Aqua Volley – Dream Volley

Więcej razy Dream Volley nie oszuka starego misia na sztuczny miód. Wyciągamy wnioski z ostatniej dyspozycji ‘Marzycieli’ i raczej nie będziemy już stawiać na ich wygrane za komplet punktów. We wtorek zespół w granatowych barwach był zdecydowanym faworytem starcia i w pojedynku z ostatnią drużyną w lidze miał zrobić milowy krok w kierunku awansu do wyższej ligi. Wielokrotnie pisaliśmy o trzecioligowym wyścigu żółwi i najwyraźniej drużyna Dream Volley wzięła sobie te słowa do serca. Mimo wszystko – przez długie fragmenty meczu nic na to nie wskazywało. Choć początek spotkania to dość zaskakująco równa gra, po której mieliśmy remis 14-14, to Aqua Volley ewidentnie nie wytrzymała tempa narzuconego przez faworyta. Po kilku punktach Mateusza Dobrzyńskiego oraz Marcina Juszczaka Dream Volley wysunął się na prowadzenie 19-14 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Druga odsłona to absolutna dominacja faworyta, który nie miał problemu z ograniem grającej gołą szóstką drużyny Aqua Volley. Wynik? 21-9 i zmiana stron. Trzeci set to zupełnie inna historia, w której Aqua Volley zrozumiała, że nie ma nic do stracenia. Po piorunującym otwarciu team Mateusza Drężka rozpoczął od prowadzenia 9-5. Dalsza część seta to gonitwa Dream Volley, która doprowadziła do remisu po 15. Kiedy wydawało się, że wszystko po stronie ‘Marzycieli’ wróciło do normy – Aqua Volley nie zamierzała odpuszczać i po dobrej grze na tablicy wyników mieliśmy remis po 20. Ostatecznie po asie serwisowym Oskara Lipińskiego oraz błędzie w ataku jednego z ‘Marzycieli’ wielka niespodzianka stała się faktem (23-21).

DSGSA – Craftvena

Do poniedziałkowej serii gier w czwartej lidze były aż trzy drużyny, które jak do tej pory nie zaznały goryczy porażki. Mowa tu o Sharksach, Siatkersach oraz właśnie Craftvenie. Piszemy o tym teraz, bo po dwóch dniach rozgrywek mamy spory update – został już wyłącznie jeden bastion – drużyna Sharks. Do tej sytuacji przyczyniła się ekipa DSGSA, która w poniedziałek zlała za komplet punktów Siatkersów, a wczoraj powtórzyła to z Craftveną. Owszem – w pierwszym secie nie obyło się bez ciężarów, ale już druga i trzecia odsłona to absolutna dominacja, po której trudno nie zadać sobie pytania – jak ‘Bordowi’ mogli przegrać z Remedios Sopot Ortopedią. Wróćmy jednak do pierwszego seta rywalizacji, bo wiele wskazuje na to, że ustawił on cały mecz. Ależ to było widowisko i mocne granie. Lepiej rozpoczęli ‘Rzemieślnicy’, którzy na półmetku seta prowadzili 10-6. Już po chwili sytuacja się zmieniła, a team ‘Bordowych’ doprowadził do wyrównania po 16. W końcówce seta obie ekipy miały swoje piłki setowe w górze, ale przez dłuższą chwilę żadna z nich nie zdołała przełamać rywala. Ostatecznie sztuka ta udała się graczom w bordowych barwach, którzy po dwóch atakach Oliwiera Slipaczuka cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Tak jak napisaliśmy wcześniej – wydarzenia z drugiego i trzeciego seta zdominowali gracze Michała Farona, którzy wygrali odpowiednio do 14 i 12, awansując (przynajmniej na chwilę) na fotel lidera rozgrywek. Pozytyw z ich perspektywy, poza trzema oczkami, jest również taki, że była to wygrana w meczu o ‘sześć punktów’ – brawo!