Główne dwa pytania, które nurtowały nas przed spotkaniem Merkurego z ‘Tuffikami’ było to czy faworyzowana ekipa Piotra Peplińskiego będzie w stanie wygrać w końcu za komplet punktów. W obecnym sezonie choć najczęściej wygrywali to postawa drużyny w trzecim secie ich spotkań stała się już pewnym znakiem rozpoznawczym drużyny. Druga kwestia, o której myśleliśmy to postawa drużyny Tufi Team w obecnym sezonie. Trudno jest nam skleić w naszej głowie to czemu drużyna, która grała tak świetnie w poprzedniej edycji, obecnie prezentuje się naprawdę niekorzystnie. Czwartkowe spotkanie miało dać nam odpowiedź czy początek Tufi był tylko niekorzystnym okresem czy jednak pewnym trendem, który nie zmierza do zakończenia. Cóż, odpowiadając na to drugie pytanie – Tufi Team wciąż nie może wskoczyć na zbyt wysoki poziom. Skalą tego jak bardzo jest źle jest to, że najlepszym setem Tufi była pierwsza odsłona, w której zgarnęli oni 15 oczek. O ile pierwsza część partii była dla Tufi dość obiecująca i na tablicy wyników był remis po 12, tak dalsza część to dobra praca w bloku Merkurego, która sprawiła, że czterokrotni Mistrzowie SL3 objęli prowadzenie 19-14 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona to inna historia. Tu nie było równej walki nawet przez chwilę. Merkury wykorzystał problemy w przyjęciu swoich rywali, po którym śledząc tor lotu piłki, poznaliśmy wszystkie zakamarki hali treningowej Ergo Areny (14-5). W końcówce, szóstej sile minionego sezonu udało się nieco odkręcić i finalnie skończyli oni tę partię z 12 oczkami na koncie. Ostatnia odsłona to odpowiedź na pytanie z początku zapowiedzi. Choć Merkury miał w przeszłości problemy z tym by postawić kropkę nad ‘i’, to tym razem opędzlowanie ‘Tuffików’ było ich obowiązkiem i zadaniem łatwiejszym niż posmarowanie masłem chleba. Zadaniem łatwym jak zabranie dzieciakowi lizaka. Przykładów można by mnożyć, ale każdy wie o co chodzi.
Sezon: Wiosna 2024
Flota Active Team – Speednet
O tym, że będzie to wyrównane i emocjonujące spotkanie wiedzieliśmy na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. ‘Czutkę’ co do tego jak będzie wyglądał mecz miała również społeczność biorąca udział w typerze SL3, w którym głosy na poszczególne drużyny rozkładały się niemal po równo. Początek spotkania, które w naszym odczuciu miało ogromne znaczenie dla późniejszego kształtu grup mistrzowskiej oraz spadkowej, rozpoczęło się od kilkupunktowego prowadzenia Floty (10-6). W odrabianiu strat nie pomagał Speednetowi fakt, że sporo sił i koncentracji stracili na kłótnie z sędzią prowadzącą zawody. Mimo słabszego otwarcia, Speednet w dalszej części seta był w stanie zbliżyć się do rywala na jeden punkt (16-15). Końcówka partii to jednak skuteczne ataki Igora Kazello, które zapewniły Flocie pierwszy punkt w meczu (21-19). Środkowa odsłona to zwrot akcji i bardzo dobra gra ‘Programistów’. Choć pierwsza część seta wskazywała na to, że będzie to wyrównane starcie (10-11) to w dalszej części odsłony Speednet odpalił rakietę i po ‘show’ Mateusza Szturmowskiego, objęli oni prowadzenie 16-11, po którym nie mieli problemów z wygraniem seta. W ostatniej odsłonie dużo wskazywało na to, że mecz skończy się szczęśliwie dla Floty. W końcówce gracze w granatowych strojach prowadzili bowiem 20-18. Mimo, że Flota miała swoje szanse i piłki meczowe ‘w górze’ to końcówka meczu obfitowała w imponujące obrony ‘Programistów’, którzy po chwili albo wyprowadzali skuteczne kontry albo zmuszali rywali do błędów. Po jednym z nich, Speednet cieszył się z wygrania meczu w stosunku 2-1.
Team Spontan – Kraken
Po środowym wieczorze, w którym Spontan rozegrał dwa mecze, zespół Piotra Raczyńskiego podchodził do trzeciego spotkania w jednym tygodniu rozgrywek. Pod tym kątem, ‘Spontaniczni’ byli rekordzistą obecnego tygodnia rozgrywek. W naszych oczach to właśnie ‘Pomarańczowi’ byli faworytem starcia. Uznaliśmy jednak, że team zza wschodniej granicy będzie w stanie pokusić się o jeden punkt w meczu. Początek spotkania rozpoczął się od zdecydowanej przewagi ‘Spontanicznych’, którzy wykorzystali problemy w rozegraniu u przeciwników i wysunęli się na wysokie prowadzenie 14-9. Z czasem Kraken otrząsnął się z przespanego początku i po dobrej serii, w której punkty zdobywali Aliaksander Trushyn oraz Volodymyr Krolenko, przewaga Spontana została zniwelowana do jednego oczka (15-14). W dalszej części, Kraken prowadził już 18-16 i kiedy wydawało się, że za chwilę Spontanowi wygrana wymknie się z rąk, w końcówce zdołali odwrócić losy tej szalonej partii, wygrywając finalnie do 19. Środkowa odsłona to wyraźna przewaga ‘Spontanicznych’, którzy w pewnym momencie prowadzili już…16-7. W końcówce seta, Krakenowi udało się zniwelować nieco straty, ale o odwróceniu losów rywalizacji nie mogło być już mowy (21-16). Ostatnia odsłona to niespodziewany zwrot akcji, który sprawił, że to Kraken prowadził grę i zdominował swojego rywala (11-5). Druga część seta to próby odwrócenia przez Spontana losów rywalizacji. Choć ‘Pomarańczowi’ zdołali wysunąć się nawet na prowadzenie (17-15), to końcówka partii należała już do teamu Jurija Charczuka (21-18).
Hydra Volleyball Team – Maritex
Po drugoligowych wynikach z obecnego tygodnia stało się jasne, że Hydra stanie w czwartkowy wieczór przed bardzo dużą szansą na doskoczenie do grupy ucieczkowej, która urwała się z peletonu. Aby tak się stało, ‘Bestia’ musiała sięgnąć po komplet punktów. Biorąc pod uwagę wyniki obu drużyn z obecnej kampanii, wydawało się, że ‘Bestia’ ma wystarczająco dużo argumentów by sięgnąć po komplet oczek. Pierwszy set rywalizacji to jednak ‘droga przez mękę’. Przez bardzo długi czas wydawało się bowiem, że Maritex znalazł sposób na to by ujarzmić ‘Bestię’. Gracze Michała Pietrasika wykorzystali problemy swoich rywali w przyjęciu oraz obronie i po skutecznej zagrywce Jakuba Wierzejskiego, wysunęli się na prowadzenie 17-14. Ich komfortowa sytuacja trwała do stanu 20-18, ale w końcówce element, który nie funkcjonował w pierwszej odsłonie zbyt dobrze – obrona, zadecydował o tym, że to gracze w złotych strojach wygrali finalnie pierwszą odsłonę. Po kilku świetnych obronach oraz skutecznych kontrach było 24-22 dla Hydry. Prawdę mówiąc był to również koniec emocji w całym spotkaniu. W drugiej odsłonie, faworyzowana ekipa stanęła bowiem na wysokości zadania i po wyrównanej pierwszej części seta (12-12), osiągnęli w końcówce przewagę, wygrywając tę partię do 16. Ostatni rozdział rywalizacji to przewaga brązowych medalistów poprzedniego sezonu, którzy podobnie jak w drugim secie – wygrali do 16 i finalnie cały mecz w stosunku 3-0. Dzięki temu ich sytuacja w tabeli zrobiła się bardzo dobra. Brawo!
ACTIVNI Gdańsk – DNV
W czwartkowy wieczór, drużyna ACTIVNYCH Gdańsk stanęła przed szansą na kolejne trzy punkty. Precyzując – był to ich obowiązek, bo choć wyobraźnie mamy naprawdę obszerną to w naszych głowach nie było scenariusza, w którym ACTIVNI mieliby pogubić z DNV punkty. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu rozpoczęli zgodnie z przewidywaniami i po dwóch atakach dobrze dysponowanego Kacpra Kwiatkowskiego prowadzili 10-6. Mimo, że wszystko wskazywało na to, że druga część seta będzie zwykłą formalnością to w dalszej części partii uwypukliły się spore problemy w przyjęciu w ich szeregach, a to z kolei sprawiło, że DNV wyszło z czasem na prowadzenie 15-13. Kiedy zanosiło się na sporego kalibru niespodziankę, ACTIVNI docisnęli w dalszej części seta pedał gazu i finalnie wyszarpali zwycięstwo swoim rywalom z rąk. Często w SL3 bywa tak, że kiedy ‘underdog’ staje przed wielką szansą i finalnie nie udaje im się jej wykorzystać to w kolejnych setach z drużyny schodzi powietrze. Nie inaczej było i tym razem, bo w drugim, a w szczególności trzecim secie, DNV nie było w stanie wskoczyć na poziom swoich rywali. To oznaczało z kolei, że team Artura Kurkowskiego wygrał środkową odsłonę do 16, a trzecią do 12. Po stosunkowo łatwym terminarzu z początku sezonu, przed ACTIVNYMI prawdziwe ciężary.
Craftvena – APV Gdańsk
Spotkanie, zgodnie z przewidywaniami Redakcji, okazało się meczem dla koneserów. Jeszcze przed jego rozpoczęciem okazało się, że Craftvena ponownie musi zmierzyć się z problemami kadrowymi, co umówmy się – przy takiej liczbie zapisanych graczy jest sytuacją trudną do uniknięcia. Tego dnia na trasie utknął środkowy drużyny – Jakub Kowalski. Na ostatnią chwilę zastąpił go Bartosz Zakrzewski, który w dodatku dojechał na halę już po rozpoczęciu spotkania. Gdybyśmy byli złośliwi, napisalibyśmy, że wiele nie stracił, ponieważ jego koledzy weszli w spotkanie jakby również nie uczestniczyli w rozgrzewce przedmeczowej. Patrząc wyłącznie na wynik pierwszego seta (20-22), można by go błędnie zinterpretować jako zacięty pojedynek ekip o zbliżonym potencjale sportowym. Możemy uznać, że była to faktycznie zacięta walka, ale o to, kto pierwszy nie pozabija się o własne nogi. Druga część również się zgadza, mieliśmy do czynienia z podobnym brakiem potencjału. Craftvena swoją grą w tej odsłonie przeniosła nas w czasie do nieodległej przeszłości i zaprezentowała bardzo podobny poziom do tego w meczu z Krakenem. APV natomiast zagrało na poziomie, jaki mieliśmy nieprzyjemność obserwować w starciu z Portem Gdańsk, po którym większość osób obserwujących spotkanie nabawiła się zapalenia spojówek, tak bardzo nie dało się tego oglądać. Co do przebiegu meczu – od samego początku stery przejęła ekipa Grzegorza Żyły-Stawarskiego, która musimy to napisać – nie grała dobrze, jednak jakimś cudem na tle rywala prezentowała się wręcz wybornie. W połowie seta osiągnęli już siedmiopunktową przewagę i spokojnie zmierzali w kierunku zwycięstwa w tej partii. Od stanu 18-13 coś ruszyło się jednak w szeregach ‘Rzemieślników’, którzy zaczęli gonić wynik, doprowadzając do stanu 20-20. Nie zachowali jednak na tyle zimnej krwi żeby postawić kropkę nad ‘i’, zatem to APV cieszyło się z wygrania pierwszej odsłony. Druga partia rozpoczęła się od prowadzenia Craftveny, które udało im się utrzymać i finalnie zakończyć seta wynikiem 21-13. W tej odsłonie dobrą formę zaprezentował lider drużyny – Michał Markiewicz, ale musimy przyznać, że również sami rywale bardzo przyłożyli rękę do korzystnego wyniku ‘Rzemieślników’, popełniając zatrważającą liczbę błędów własnych. Bardzo podobnie wyglądał przebieg trzeciego seta – skuteczna gra popularnego ‘Markusa’ połączona z zamiłowaniem do oddawania punktów przez APV spowodowały, że od początku do końca partia była pod całkowitą kontrolą ekipy w czarnych strojach. Co tu dużo mówić, było to słabe spotkanie i mimo zwycięstwa Craftveny mamy poczucie, że niesmak po pierwszym secie jeszcze długo z nimi pozostanie.
Fux Pępowo – Team Spontan
Spotkanie, do którego doszło w środowy wieczór o godzinie 21:00 było anonsowane jako hit w trzeciej lidze grupie B. Naprzeciw siebie stanęły bowiem drużyny, które jak do tej pory jeszcze nie przegrały. W odczuciu Redakcji, dość wyraźnym faworytem starcia pozostawali gracze z Pępowa, którzy jak się później okazało byli o włos od przegranej. Początek spotkania to wyrównana walka obu stron, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Walka punkt za punkt trwała do stanu po 17 i moment ten zbiegł się z dwoma błędami ‘Spontanicznych’, którzy najpierw zaatakowali w aut, by po chwili poprawić zagrywką w siatkę. To z kolei sprawiło, że po atakach Damiana Wiśniewskiego oraz Piotra Czerwińskiego, pierwszy punkt w meczu powędrował do Pępowa (21-19). Środkowa odsłona rozpoczęła się lepiej dla przyjezdnych, którzy po kilku błędach rywali, wysunęli się na prowadzenie 8-5. Brak stabilności graczy Andrzeja Pipki w środkowej odsłonie sprawił, że Team Spontan doprowadził po chwili do wyrównania po 11. Dalsza część to scenariusz, który zdawał się być powtórką z pierwszej odsłony. Inny był tylko epilog. Choć ‘Koniczynki’ prowadzili w końcówce 18-16 to ‘Pomarańczowym’ udało się odwrócić losy rywalizacji i po skutecznym bloku Adama Kochanowskiego, Spontan cieszył się z wyrównania w setach (21-19). Ostatnia partia to bardzo emocjonująca odsłona, która przez bardzo długi czas układała się idealnie dla spadkowicza z drugiej ligi. Kiedy na tablicy wyników mieliśmy (12-9 czy 17-13) dla Spontana nic nie wskazywało na to, że Fux zdoła odwrócić losy meczu. Kiedy wydawało się, że to koniec meczu, Fux przeszedł metamorfozę co najmniej tak skuteczną jak w popularnej kreskówce – Songo Super Saiyanin i po skutecznej grze na siatce, doprowadzili do wyrównania po 19. W absolutnie kluczowym dla losów momencie, skuteczną kiwką popisał się Michał Długozima i po chwili, team występujący w delegacji wygrał 22-20, a całe spotkanie 2-1. Z pewnością jednak był to ich najtrudniejszy z dotychczasowych sprawdzianów w SL3.
AXIS – Szach-Mat
Znowu to zrobili. Z drugiej strony, dobre bądź rewelacyjne wyniki drużyny Fabiana Polita nie robią już takiego wrażenia jak jeszcze chwilę temu. Nie ukrywamy, że w naszych oczach dość wyraźnym faworytem spotkania była ekipa Szach-Mat, która w przekonaniu wielu osób jest pretendentem do awansu do elity. Dodatkowym argumentem na korzyść Szach-Matu zdawał się być fakt, że w naszym odczuciu drużyny nauczyły się już tego, by drużyny AXIS nie bagatelizować. Z drugiej strony już w zapowiedziach utyskiwaliśmy na formę Szach-Matu wskazując na to, że aktualnie swoją dyspozycją po prostu nie przekonują. Pierwsza odsłona rywalizacji rozpoczęła się jednak w dobry, bądź bardzo dobry sposób dla faworyzowanej ekipy w czarnych strojach. Po dwóch atakach Jakuba Króla, Szach-Mat prowadził bowiem 15-11 i zdawał się być na doskonałej drodze do wygrania seta. Na ataki wspomnianego gracza, dwoma skutecznymi blokami z rzędu odpowiedział Michał Kulpiński i w naszym odczuciu był to kluczowy moment seta, po którym po chwili AXIS doprowadziło do wyrównania po 17. Dodatkowo, w samej końcówce, dwa bardzo ważne punkty dające wygraną seta dołożył Tomek Sadowski (22-20). Nieudana pierwsza partia nie wyzwoliła w ‘Szachistach’ pokładów nadprzyrodzonej mocy. Ba, było zupełnie na odwrót. Gracze ‘królewskiej gry’ snuli się po parkiecie jak zombie. Ich gra była przewidywalna, przez co AXIS albo zdobywało punkty po blokach, albo przeprowadzali skuteczne kontry. Dodatkowo był to drugi najlepszy ich mecz pod kątem popełnionych błędów w meczu. Efekt? Wynik 21-16, co oznaczało, że AXIS staje się zmorą drugiego z kandydatów do awansu. Trzecia odsłona to set na pocieszenie dla Szach-Matu, który dość szybko objął wysokie prowadzenie i finalnie wygrał seta do 12. Prawdę mówiąc, marne to jednak pocieszenie.
Bayer Gdańsk – Speednet 2
Po wypełnieniu obowiązku, którym dla Speednetu była wygrana za komplet punktów z Pekabexem, team Marka Ogonowskiego przystępował do zadania znacznie trudniejszego. Rywalem ‘Programistów’ była bowiem ekipa Bayer Gdańsk, która choć w ligowej tabeli nie zajmuje zbyt wysokiego miejsca to na pewno nie można drużynie w zielono-granatowych barwach odmówić sporych umiejętności. Potwierdził to chociażby pierwszy set, w którym przez długi czas, ‘Aptekarze’ grali świetną siatkówkę, która sprawiła, że objęli oni prowadzenie 8-4. W dalszej części, ‘drużyna z Leverkusen’ nie zwalniała tempa i kiedy na tablicy wyników było 15-11, wydawało się, że team Damiana Harica po chwili dopnie swego. W końcowej fazie seta, popełnili oni jednak sporo błędów i ich gra nie stała już na tak wysokim poziomie. Gorszy moment błyskawicznie wykorzystali ‘Programiści’, którzy po kilku atakach Sławka Janczaka, najpierw doprowadzili do wyrównania (17-17), a po chwili zdobyli cztery kolejne punkty (21-17). Środkowa odsłona wyglądała już inaczej. Choć wynik punktowy na to nie wskazuje to jeśli mielibyśmy wskazać partię, w której Bayer był bliżej wygrania seta, to byłaby to pierwsza odsłona. W drugiej części to Speednet objął kilkupunktowe prowadzenie, które dopiero w końcowej fazie seta, Bayer nieco zniwelował (21-18). Finałowa partia to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 13. W końcówce seta Bayer nie wytrzymał jednak tempa narzuconego im przez rywali. W rezultacie Speednet odskoczył po chwili na trzypunktowe prowadzenie (17-14), które pozwoliło im na bezpieczne ‘dowiezienie wyniku’ i objęcie fotela lidera.
Pekabex – Speednet 2
Środowe spotkanie pomiędzy Pekabexem a Speednetem 2 było anonsowane jako spotkanie Dawida z Goliatem. W odróżnieniu od historii opisanej w Biblii, tym razem górą był ten potężniejszy. Należy przy tym zauważyć, że nie było to spotkanie dwóch zwaśnionych stron. Ba, w spotkaniu oraz po jego zakończeniu, ze strony Speednetu nie brakowało uprzejmości oraz słów otuchy. Ba, przypomnijmy, że Speednet 2 w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta przegrał aż…98 razy i o cierpliwości wiedzą wszystko. Ok, jeśli chodzi o sam mecz to nie było w nim większych zaskoczeń. Do gry przeciwko ‘biało-zielonym’, kapitan Marek Ogonowski desygnował skład, w którym brakowało kilku z asów w pokaźnej talii kart. Mimo to, ‘Programiści’ nie mieli problemów by odskoczyć rywalom i objąć prowadzenie 9-2. Z czasem z bardzo dobrej strony na zagrywce pokazał się Paweł Jankowski, który miał ogromny wpływ na zniwelowanie straty Pekabexu do zaledwie jednego oczka (10-9). Kiedy graczom Speednetu udało się zrobić po chwili przejście, ‘Różowi’ przyspieszyli i finalnie wygrali partię do 12. Środkowa odsłona rozpoczęła się dla drużyny Sylwestra Króla jeszcze gorzej niż premierowa partia. Po stanie 8-1 dla Speednetu, ‘biało-zieloni’ zmuszeni byli wziąć czas. Ten przyniósł oczekiwany efekt, bowiem po chwili na konta drużyny z południa Gdańska trafiło kilka oczek. (12-8). W dalszej części po skutecznym ataku z drugiej linii Piotra Grodzkiego, Speednet wysunął się na prowadzenie 18-9 i po chwili na ich konto trafił drugi punkt w meczu. Trzecia odsłona to partia, w której na parkiet weszło kilku Speednetowych koksów, którzy mieli za zadanie rozgrzać się przed spotkaniem z Bayerem. Efekt? A no taki, że team z Olivii Business Center rozniósł rywala, pozwalając mu na zdobycie zaledwie trzech oczek w secie.