Na ‘Szachistów’ wylało się w ostatnim czasie tyle pomyj, że zastanawialiśmy się czy w związku z tym nie powinniśmy im zapewnić pomocy psychologicznej. A co nam tam, to było wiadro obornika. Z drugiej strony, czy nie jest przypadkiem tak, że gracze w czarnych strojach sobie na to zasłużyli? Pal licho z formą drużyny, ale tam naprawdę do pewnego momentu nic nie funkcjonowało. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że choć ich sytuacja staje się naprawdę nieciekawa, to w środowy wieczór mają szansę na bilet ‘last minute’ na pociąg prowadzący w kierunku pierwszej ligi. Cóż, nie chcemy popadać ze skrajności w skrajność, ale zdaje się, że w promocyjnej cenie dostali oni bilet na miejsca dla vipów. Sześć punktów plus ogolenie jednego z rywali w walce o podium? Brzmi doskonale i właśnie w takich humorach do domów wracali gracze w czarnych trykotach. Choć w naszych oczach to Hydra Volleyball Team była w lepszej formie i to ich wskazywaliśmy jako faworyta konfrontacji to finalnie stało się zupełnie inaczej. Uważamy, że podobnie jak dla Szach-Matu nie szukaliśmy usprawiedliwień w poprzednich meczach tak i tu, w kontekście Hydry nie ma sensu wspominać o brakach kadrowych. Te były, są i będą w każdej drużynie. Poza tym, zespół w złotych strojach dysponuje dość szeroką kadrą i musi być gotowa na wszelkie ewentualności. Jeśli chodzi o samo spotkanie to najciekawiej było w środkowej partii, w której po ataku Kuby Koniecznego, Hydra miała piłkę setową (20-19). Po chwili dwa bardzo ważne punkty zdobył Adrian Krampichowski, a resztę tej historii już znacie. Dzięki sześciu punktom, Szach-Mat wskakuje w ligowej tabeli tuż nad Hydrę, na czwartą lokatę. Oj, błyskawicznie ewoluuje nam sytuacja w drugiej lidze.
Sezon: Wiosna 2024
BES Boys BLUM – Kruk Volley
Przed meczem stało się jasne, że jeśli ‘Chłopcy’ sięgną w środowy wieczór po komplet punktów to szare trykoty zamienią na te najbardziej cenne – żółte, które ma prawo ubierać lider. Nie ma się co oszukiwać. Stawiany przed ‘Chłopcami’ cel nie zdawał się być przesadnie ambitny. Będąc na pewnym poziomie, pewne rzeczy trzeba po prostu robić. Robienie zakupów, powiedzenie dzień dobry w sklepie, wymienienie uprzejmości z bliskimi czy użycie szczotki od kibla w razie potrzeby. No właśnie do tej listy należy dorzucić ogolenie Kruka Volley za komplet punktów. Nie lubimy do końca dość powszechnego powiedzenia, ale jest takie, które niemal trzydzieści lat temu wypowiedział polski piłkarz Marek Jóźwiak przy okazji meczu ze szwedzką drużyną. Zaznaczamy, że tylko cytujemy: ‘masz frajera to go duś, jak udusisz to go puść’. Cóż, choć Kruki nie są bynajmniej frajerami to należy zauważyć, że na przestrzeni całego meczu BES Boys BLUM pomylił nieco kolejność. Bo te duszenie miało być najmocniejsze w pierwszym secie i uścisk miał być stopniowo uwalniany. Jak było w tym przypadku? Ano tak, że w pierwszym secie, niebo pokryło się czarnymi krukami, którego z początku BES Boys BLUM się jakby wystraszyło. Dość powiedzieć, że w drugiej części seta ‘Chłopcy’ prowadzili zaledwie jednym oczkiem (17-16). Ostatecznie pod koniec partii ‘Chłopcy’ przeobrazili się w mężczyzn, dwa razy krzyknęli, trzy razy zaklaskali i ‘Kruki’ w popłochu uciekły, po czym nie zdołały ich już niepokoić do samego końca spotkania.
Dream Volley – Złomowiec Gdańsk
Dumamy, myślimy, rozważamy. W skrócie – zastanawiamy się z kim zestawić drużynę Dream Volley, by ci wreszcie wygrali spotkanie? Dzieci z Bullerbyn? Ania z Zielonego Wzgórza ma zawołać swoje koleżanki, których notabene zbyt dużo nie miała? Może to właśnie wtedy będzie po równo hm? Chcemy podkreślić, że tym początkiem mogliśmy nieco urazić Złomowca Gdańsk. Z tego miejsca chcielibyśmy temu zaprzeczyć, bowiem odnosimy się bardziej do całokształtu. Ten jest tak dramatyczny, że bilans Dream Volley wynosi aktualnie jedno zwycięstwo oraz sześć porażek. Dobrze, że ‘Marzyciele’ coś tam jednak wygrali, bo bilans 0-7 sprawiłby, że musielibyśmy wyciągać z szafy żenujące żarty o polskim serialu 0-7 zgłoś się. Co ciekawe, we wspomnianym bilansie hańby, ‘Marzycielom’ udawało się skubać rywali tak jak w środowy wieczór. Dzięki temu, jak znamy życie nie będą mieli problemów z tym by utrzymać się w lidze, ale na Boga – czy właśnie taki los sobie ‘WYMARZYLIŚCIE’? Po porażce ze Złomowcem, dla zespołu Mateusza Dobrzyńskiego przerwa. Pół żartem pół serio – sami też chcieliśmy od tych męczarni odpocząć. A Złomowiec? Cóż, klasyka gatunku. A propos tego, że mamy kwiecień chcielibyśmy nieco parafrazować słynne powiedzonko. Kwiecień plecień bo przeplata, ‘Miedziowi’ wygrywają, a później dupy nadstawiają’. Tak mniej więcej do tej pory to wyglądało. Mecze świetne były przeplatane tymi słabymi. Czy po tryumfie z Dream Volley, gracze Witka Klimasa będą musieli uznać wyższość BEemki? Dużo na to wskazuje.
Szach-Mat – TGD
Po kilku nieudanych spotkaniach, team Dawida Kołodzieja stanął przed wyborem ‘co robimy’. Albo rybki, albo pipki. Środowy wieczór miał dać odpowiedź, w którą stronę zmierza Szach-Mat i cóż. Aktualnie myślimy o tym, że plotki o ich sportowej śmierci były najprawdopodobniej przesadzone. ‘Szachiści’ wykorzystali problemy w obronie TGD na początku spotkania i błyskawicznie objęli prowadzenie 5-1. Cztero-pięciopunktowa zaliczka trwała do stanu 16-11, po której TGD zdołało doskoczyć na zaledwie jeden punkt (17-16). To, co charakteryzowało faworyzowaną ekipę to fakt, że w całym meczu prezentowali wysoką kulturę gry i popełniali stosunkowo mało błędów. To właśnie ten element był jednym z fundamentów tego, że Szach-Mat wygrał pierwszą partię do 17. Nie inaczej było w środkowej odsłonie, w której TGD grało naprawdę niezłą siatkówkę. Sądzimy, że ‘Drogowcy’ mieli pecha, że trafili na swoich rywali właśnie tego dnia. Gdyby do meczu doszło tydzień temu, przebieg gry mógłby być inny. Tak czy inaczej do stanu 14-14, kwestia tego, która z drużyn wygra pozostawała otwarta. Dopiero w końcówce Szach-Mat przeprowadził skoordynowany atak na króla i mógł wypowiedzieć magiczne wręcz SZACH-MAT (21-17). Ostatnia odsłona to już zupełnie inna historia. Historia, w której swoje karty zapisali wyłącznie gracze w czarnych strojach. Ba, o TGD nie było w niej nawet wzmianki (21-12).
Merkury – CTO Volley
Z uwagi na kontuzję Wojciecha Małeckiego, mecz został zakończony przy stanie 20-18 dla Merkurego. Do końca tygodnia zostanie w tej sprawie wydany komunikat.
Oliwa Team – AXIS
Dla obu drużyn bezpośrednie starcie było meczem, na który czekali. Jeśli chodzi o Oliwę Team to zespół Dawida Karpińskiego mógł uznać, że o ile z ‘ligowymi koksami’ mogło im nie iść, tak z drużyną ze środka ligowej stawki można powalczyć. Co ciekawe – drużyna AXIS miała dość podobny plan. W pierwszej części sezonu, ‘Czerwoni’ mierzyli się z bardzo silnymi drużynami i choć wówczas było bardzo dobrze, to AXIS chciało pokazać w poniedziałkowy wieczór prawdziwą moc. Ba, wiele osób wskazywało na to, że ‘Czerwoni’ pokuszą się w poniedziałek o komplet punktów. Początek spotkania zdawał się ich do tego celu przybliżać. Po skutecznym ataku Mykoli Pocheniuka, AXIS prowadziło 7-3. W dalszej części seta Oliwa Team sukcesywnie goniła rywali i w drugiej części seta, doprowadzili do wyrównania po 16. Końcówka to jednak lepsza gra na siatce beniaminka drugiej ligi, który wygrał premierową partię do 18. W drugiej odsłonie graczom w czerwonych strojach totalnie nie szło. Nie dość, że na parkiecie było słabo to na domiar złego, kontuzji stawu skokowego nabawił się Tomasz Sadowski. Na półmetku seta, Oliwa która poprawiła swą grę i wykorzystała problemy rywali prowadziła już 10-6. Komplikacje w obozie AXIS sprawiły, że ci nie byli nawet w stanie udawać, że na kryzysową sytuację są w stanie zareagować. Efekt? Kolejne akcje zespołu z ‘serca Gdańska’, które dały im wygraną do 11. Ostatnia odsłona rozpoczęła się idealnie dla graczy w czerwonych strojach (6-2). Oliwa prezentowała się ‘jako-tako’ do stanu 12-8 dla AXIS. W dalszej części seta, gra zespołu w zielonych strojach posypała się jak domek z kart i finalnie dwa punkty trafiły na konta zespołu Fabiana Polita.
22 BLT Malbork – Staltest Pomorze
Hit drugoligowych rozgrywek. W poniedziałkowy wieczór zmierzyły się bowiem ekipy, które jak do tej pory wygrały swoje wszystkie spotkania. Choć w naszych oczach to 22 BLT byli faworytem spotkania to w zapowiedziach wskazywaliśmy na to, że gracze Arkadiusza Kozłowskiego potencjalną wygraną mogą otworzyć sobie bramki do autostrady prowadzącej w kierunku pierwszej ligi. Cóż. Staltest ponownie to zrobił. Już na początku spotkania po kilku atakach skrzydłowych, Staltest wyszedł na prowadzenie 10-6. Z czasem Malbork próbował odrabiać straty, ale wobec bardzo szybko grających graczy Staltestu byli bardzo często spóźnieni. Mimo, że Staltest prowadził już 17-12 to w końcówce zrobiło się bardzo nerwowo (19-18). Po chwili, gracze Arkadiusza Kozłowskiego zdołali postawić jednak kropkę nad ‘i’ (21-19). Środkowa partia rozpoczęła się od prowadzenia Staltestu, które po błędzie w ustawieniu przeciwników, objęli prowadzenie 10-8. Kiedy w dalszej części prowadzili już 17-15 to wydawało się, że po chwili będą cieszyć się z cennej wygranej. Inny pomysł na poniedziałkowy wieczór mieli gracze w niebieskich strojach, którzy zagrali bardzo dobrą końcówkę i po bloku Szymona Szymkowiaka, cieszyli się z doprowadzenia do remisu. Trzeci set emocjonującego spotkania to po raz kolejny lepsze otwarcie Staltestu, który rozpoczął partię od prowadzenia 9-6. Choć gracze Arka Kozłowskiego przewagę posiadali do stanu 17-14, to końcówka seta była roller-coasterem siatkarskich emocji. Wszystko za sprawą faktu, że graczom w niebieskich strojach udało się doprowadzić do wyrównania po 18. Końcówka to walka ‘łeb w łeb’, która finalnie po błędzie jednego z ‘Lotników’, dała szalenie ważne zwycięstwo Staltestowi.
Tufi Team – CTO Volley
Nie ma co się już pastwić nad Tufi Team. O ich sytuacji powiedziano już bowiem wszystko. Historia, w której Tufi Team ogrywało w poprzedniej edycji CTO Volley to przeszłość. Teraźniejszość jest taka, że ‘Pomarańczowi’ błyskawicznie wykorzystali błędy ‘Tuffików’ z początku spotkania i wyszli na prowadzenie 8-4. Choć z czasem team Mateusza Woźniaka zdawał się podjąć rękawice (9-8), to w drugiej części seta oglądaliśmy już wyraźną przewagę graczy w pomarańczowych trykotach, którzy wysunęli się na prowadzenie 17-11, a następnie cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Środkowa partia to niemal identyczny początek jak ten z pierwszej partii. Różnica była taka, że tym razem CTO biło jeszcze mocniej, a Tufi Team myliło się jeszcze częściej. Efekt to wynik 10-3 na półmetku seta. W dalszej części dysproporcja nie była już tak duża, ale umówmy się – CTO Volley mogło pozwolić sobie na to by nieco zwolnić. Pokontemplować. Być niczym kot, który przed egzekucją myszy się z nią bawi. Nie inaczej było i tym razem, a finalnie środkowa partia to wynik 21-13 dla CTO. Trzeci set rozpoczął się od kumulacji pewnych zdarzeń, po których pomyśleliśmy, że może dojść do podziału punktów. Z jednej strony CTO wyraźnie się rozprężyło. Z drugiej strony Tufi Team uwierzyło w to, że są w stanie powalczyć o jeden punkt. To sprawiło, że na półmetku seta mieliśmy wynik 13-11 dla Tufi. Przyparta do muru ekipa w ‘Pomarańczowych’ strojach zareagowała w najlepszy możliwy sposób. Po dobrej serii na zagrywce Łukasza Negowskiego, CTO odzyskało bowiem kontrolę i wyszli na prowadzenie 17-14. Epilog tej historii już chyba znacie.
22 BLT Malbork – MiszMasz
Nie trudno wyobrazić nam sobie scenariusz, w których gracze 22 BLT Malbork będą musieli się dziś srogo tłumaczyć za to co naodwalali w poniedziałkowy wieczór. To, że ze Staltestem miało być ciężko przeczuwaliśmy już na wiele godzin przed meczem. Inaczej sytuacja miała wyglądać z MiszMaszem, bo co by nie mówić – ‘Lotnicy’ byli w tym starciu absolutnym faworytem. Ba, gracze w niebieskich strojach nie mieli problemów z tym by to udowodnić w drugiej oraz trzeciej odsłonie, w której pozwolili swoim rywalom zdobyć dwadzieścia punktów. ŁĄCZNIE. Jak w związku z tym wytłumaczyć to, co wydarzyło się w premierowej partii? Cóż, choć chłopaki z Malborka w swojej pracy robią naprawdę skomplikowane rzeczy to wytłumaczyć akurat tej sprawy nie są w stanie. Co ciekawe, my również nie potrafimy postawić trafnej diagnozy, bo niby BLT nie grał źle, ale jednak nie oni cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Warto podkreślić fakt, że to co z pewnością ‘siedziało’ MiszMaszowi to dobre przyjęcie oraz skuteczna gra blokiem. Niby niedużo, a na graczy w niebieskich strojach wystarczyło. Apropos słowa klucz – nie(wystarczyło) MiszMaszowi pary by tak jak w pierwszej odsłonie, zagrać również w kolejnych. Gracze Michała Grymuzy wyglądali tak jakby nasycili się jednym punktem. Jakby zrealizowali swój cel. Efekt był taki, że w dalszej części meczu zostali już zmieceni z planszy.
Chilli Amigos – Tiger Team
W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że Chilli Amigos w konfrontacji z Tiger Team jeszcze nigdy nie przegrało. W naszych oczach miało się to zmienić w poniedziałkowy wieczór, bo choć obie drużyny nie prezentują w obecnej kampanii wybitnej formy, to jednak ‘Tygrysy’ zdawały się być o krok przed ‘Amigos’. Udowodnił to choćby pierwszy set rywalizacji, w którym gracze w granatowych strojach błyskawicznie objęli kilkupunktowe prowadzenie (7-2). Konsekwentnie grający Tiger, który popełniał zdecydowanie mniej błędów, w drugiej części seta prowadził już 17-8 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię. Środkowa odsłona rozpoczęła się niemal identycznie. Po ‘przepychance’ zakończoną punktem dla Tigera, tablica wyników wskazywała 9-3 dla zespołu Dawida Staszyńskiego. Kiedy wydawało się, że wszystko jest pod ich kontrolą, cztery punkty z rzędu zdobyli gracze w czerwonych strojach, którzy zniwelowali stratę do dwóch oczek (9-7). W dalszej części, po dobrym fragmencie Chilli Amigos, było już po 12 i kiedy wydawało się, że ‘Amigos’ zdołają przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść, Tiger Team wybił im to z głów i po dwóch atakach Mateusza Sokołowskiego, wygrał tę partię do 16. Ostatnia odsłona to nieco inna historia niż ta, którą oglądaliśmy w dwóch premierowych partiach. Od początku tego seta to Chilli Amigos przejęło inicjatywę i na półmetku odsłony prowadzili 9-7. Z czasem Tiger zaczął odzyskiwać kontrolę i po serii udanych akcji, objęli oni prowadzenie 17-13, które po chwili zamieniło się w komplet punktów.