Sezon: Wiosna 2024

Volley Surprise – Bayer Gdańsk

Po wielkim niedosycie, którym dla ‘Słupszczan’ było spotkanie z DNV, zespół Macieja Siacha przystąpił do drugiego meczu we wtorkowy wieczór. Zadanie numer 2 zdawało się być o wiele bardziej wymagające. Bayer Gdańsk jest bowiem drużyną, która nie powinna mieć żadnych problemów z tym, by utrzymać się w trzeciej lidze. Początek spotkania należał jednak do Volley Surprise, którzy po bloku oraz ataku Damiana Breszki, objęli prowadzenie 7-4. Ich dobra sytuacja trwała do wyniku 10-7, ale już po chwili, ‘Aptekarze’ doprowadzili do wyrównania po 10. Dalsza część seta to dobre i jakościowe granie, w którym obie drużyny popełniały mało błędów i zdobywały punkty po własnych akcjach. Choć Volley prowadził 19-18 to w końcówce popełnili dwa błędy i pierwszy punkt w meczu trafił do ‘Aptekarzy’. Środkowa partia to kontynuacja tego, co oglądaliśmy od początku spotkania. Ojj, gdyby wszystkie mecze trzeciej ligi wyglądały tak jak te, nikt nie mógłby narzekać. Pod koniec wyrównanej partii, Volley Surprise wyszedł na analogiczne prowadzenie jak w pierwszym secie (19-18). Jak się po chwili okazało – tym razem innym był epilog i po dwóch atakach świetnie dysponowanego Damiana Breszki, Volley wygrał do 19. Ostatnia odsłona nie stała niestety na tak wysokim poziomie jak dwa pierwsze sety. Precyzując – Bayer Gdańsk nadal grał dobrą siatkówkę, ale poprawił jeszcze grę w bloku oraz obronie i finalnie wygrał partię do 14.

Maritex – Staltest Pomorze

W zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy na to, że potencjalne punkty Maritexu byłyby prawdziwym cudem. Kojarzycie jak kilka dobrych lat temu w jednym z okien objawiła się Matka Boska? Kiedy ludzie zaczęli w to wierzyć to okazało się, że to żadna Matka Boska tylko smugi od płynu do mycia okien. Czemu o tym piszemy? Bo w pierwszym secie również zanosiło się na cud, a skończyło się tak, jak można się było tego spodziewać. W skrócie – po staremu. Maritex już witał się z gąską, już dopisywał do swojego konta bardzo cenny punkt, a tymczasem Staltest wrócił ‘jak feniks z popiołu’. Mimo, że lider drugiej ligi wpadł w tarapaty to obronił kilka piłek setowych i ostatecznie sam wygrał seta do 22. To właśnie charakteryzuje wielkie drużyny. Najczęściej to właśnie im sprzyja karta. Środkowa odsłona nie była już tak emocjonująca. Choć Maritex zaprezentował się w tej partii kapitalnie w obronie, to na wyrównaną walkę sił wystarczyło im do stanu po 14. Dalsza część seta to bardzo dobre i kombinacyjne wystawy Arkadiusza Kozłowskiego, nawet w piłkach sytuacyjnych, które pozwoliły Staltestowi odskoczyć rywalowi i wygrać do 16. Ostatnia odsłona to już wyraźna przewaga teamu Arkadiusza Kozłowskiego, która finalnie skończyła się ich zwycięstwem do 14. Po końcowym gwizdku, zapach pierwszej ligi zaczął być coraz bardziej wyczuwalny. A Maritex? Cóż, choć było blisko to finalnie zostają z niczym. To rzecz jasna komplikuje ich sytuację w ligowej tabeli.

Volley Surprise – DNV

Choć cele Volley Surprise przed rozpoczęciem sezonu były zdecydowanie inne to po pierwszych spotkaniach, ‘Słupszczanie’ musieli je w pewnym stopniu przemodelować. Aktualnie, celem nadrzędnym drużyny Macieja Siacha jest to, by utrzymać się w trzeciej klasie rozgrywkowej. Czy wtorkowe spotkanie z DNV ich do tego przybliżyło? Cóż, i tak i nie. Z jednej strony był to tryumf nad bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie i to należy rozpatrywać w kategorii pozytywów. Z drugiej zaś – strata punktu z drużyną, która w obecnej kampanii zdobyła do tej pory zaledwie cztery oczka jest na pewno rozczarowująca. Pierwszy set rywalizacji to przewaga Surprise, którzy owszem – do pewnego momentu toczyli wyrównaną walkę z rywalem (13-13), jednak końcówka seta to scenariusz, którego mogliśmy się spodziewać. Przewaga Surprise i ich wygrana do 16. Przy zmianie stron doszło do sytuacji, w której Volley Surprise podzieliło się ze swoimi przeciwnikami wodą mineralną. Wówczas przeszło nam przez myśl czy podzielą się również punktami i wiecie co? Właśnie tak się stało. Pisząc całkiem serio, po bardzo dobrej zagrywce Pawła Krzyżaka, DNV objęło prowadzenie 12-8. Świetna gra w obronie oraz błędy rywali i mnóstwo freeballi sprawiło, że DNV prowadziło po chwili już 15-11. Z czasem zwycięstwo zaczęło jednak wymykać im się z rąk (17-17). Mimo chwilowego przestoju, DNV zdołało po chwili postawić kropkę nad ‘i’ (21-19). Ostatnia odsłona to partia, w której gra zespołu w białych strojach posypała się jak domek z kart. Problemy w przyjęciu sprawiły, że team Stanisława Paszkowskiego miał ogromne problemy z wyprowadzeniem skutecznych akcji i efekt był taki, że ‘Słupszczanie’ wygrali tę partię do 9.

BEemka Volley – Hydra Volleyball Team

Spotkanie pomiędzy BEemką Volley a Hydrą Volleyball Team było anonsowane jako hit Siatkarskiej Ligi Trójmiasta bez podziału na konkretną ligę. Naprzeciw siebie stanęły bowiem drużyny, które nie dość, że walczą o awans to na dodatek w ostatnim spotkaniu obu drużyn aż wrzało i rezultat zawodów z jesieni sprawił, że BEemka musiała pożegnać się z marzeniami o powrocie do pierwszej ligi. Nie ukrywamy, że mamy do siebie pewne pretensje. Typując wynik spotkania całkowicie zbagatelizowaliśmy świetną formę BEemki przy jednoczesnym nieciekawym spotkaniu Hydry z Oliwą Team. Gdybyśmy przywiązali do tego większą wagę to postawilibyśmy na komplet punktów ‘Zmotoryzowanych’. Gracze Daniela Podgórskiego od pierwszego gwizdka sędziego zakomunikowali, że powalczą o piątą z rzędu pełną pulę. Chwilę po półmetku seta to, co rzucało się w oczy to wyższa kultura gry BEemki, która najzwyczajniej w świecie popełniała mniej błędów od rywali. Po jednym z wielu problemów w komunikacji w zespole Hydry, BEemka wyszła na prowadzenie 15-11 i po chwili spokojnie wygrała partię do 15. Druga odsłona to skuteczna gra BEemki w ataku i bardzo dobra gra w obronie. Nawet jeśli nie udawało im się kończyć akcji za pierwszym razem to wyprowadzane przez nich kontry były już skuteczne. Po jednej z nich, na tablicy wyników było 11-8 dla BEemki i kilkupunktowej zaliczki, zespół Daniela Podgórskiego już nie wypuścił. Najgorsze dla Hydry miało jednak dopiero nadejść. Dyspozycja ‘Bestii’ w trzeciej odsłonie była…bardzo słaba, choć wiecie jakiego określenia chcieliśmy użyć. Początek seta to 7-0 dla wicelidera rozgrywek. Dalej było już 10-4 i do plejady nieudanych elementów w teamie Hydry można było śmiało dorzucić problemy z przyjęciem zagrywki Rafała Kusiaka. Tak pokaźna zaliczka w połowie seta sprawiła, że BEemka bez większych problemów dowiozła zwycięstwo do końca. Brawo, to była naprawdę bardzo ważna wygrana.

Flota Active Team 2 – Oliwa Team

W dość powszechnej opinii, drużyna, która przegra spotkanie miała w konsekwencji pożegnać się z czasem z drugą klasą rozgrywkową. Choć sprawa nie jest jeszcze przesądzona to we wtorkowy wieczór obie drużyny zrobiły bardzo ważne kroki. Flota w kierunku utrzymania w drugiej lidze, natomiast Oliwa w kierunku trzeciej. Ależ to był rozczarowujący występ ‘Oliwiaków’. No bo wiecie. Gdyby nie ostatnie spotkanie, w którym team Dawida Karpińskiego zaprezentował się naprawdę bardzo dobrze w konfrontacji z Hydrą to nie dawalibyśmy im większych szans. Dyspozycja we wspomnianym spotkaniu sprawiła jednak, że w lepsze dni drużyny z ‘serca Gdańska’ nabrało się bardzo dużo osób. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się od wyrównanej walki. Choć Oliwa niezbyt dobrze radziła sobie na skrzydłach to kontakt z rywalem utrzymywała za sprawą środkowych (10-10). O ile w ataku szło im całkiem nieźle to Oliwa miała w dalszej części problem z ustawieniem dobrego bloku, a znajdująca się na autostradzie ekipa Floty postanowiła to wykorzystać (16-11). Końcowa faza seta to spokojne ‘dowiezienie’ wyniku przez ‘Granatowych’. Środkowa partia to najbardziej wyrównany i emocjonujący set, w którym na półmetku mieliśmy remis po 12. Choć w dalszej części Flota prowadziła już 19-16 to Oliwa zanotowała w końcówce zryw, który dał im wyrównanie po 19. Końcówka to skuteczne ataki skrzydłowych Floty, które zapewniły im drugie zwycięstwo w sezonie. Na tym Flota nie chciała jednak poprzestawać. Do ‘podniesienie z parkietu’ był bowiem trzeci punkt. Od samego początku seta, Flota dominowała nad rywalem ‘kulturą gry’. Mniej błędów oraz więcej precyzji to elementy, które sprawiły, że Flota w połowie seta prowadziła już 13-7 by po chwili zgarnąć szalenie istotny komplet oczek.

Tiger Team – Drużyna A

O tym, że Tiger Team znajduje się aktualnie w niezłej formie, informowaliśmy już w trakcie ostatniego magazynu. Mimo to, sądziliśmy, że Drużyna A zawiesi w poniedziałkowy wieczór poprzeczkę na dużo wyższym pułapie. Ba, w typie Redakcji wskazaliśmy, że pokuszą się oni o punkt. Uwaga – tu mały spoiler – nie było nawet blisko. Mimo słów z początku podsumowania, to Drużyna A lepiej weszła w mecz i po ataku Mateusza Orpiszewskiego, objęli oni prowadzenie 6-3. Radość graczy w czarnych strojach nie trwała jednak zbyt długo, bo już po chwili, po kilku atakach Tadeusza Jakubczyka, Tiger wysunął się na prowadzenie 14-11, którego nie wypuścił już do końca (21-13). Środkowa odsłona rozpoczęła się od nieco chaotycznej gry obu drużyn, po której wynik na czarnej tablicy, wskazywał remis po 8. O ile Tiger po niezbyt dobrej grze potrafił się szybko otrząsnąć, tak Drużyna A popełniała błąd za błędem i po sekwencji trzech z nich, ‘Tygrysy’ objęły prowadzenie 13-9. W dalszej części uaktywnił się Łukasz Cyran, po którego atakach, gracze Dawida Staszyńskiego prowadzili już 17-11 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu. O ile pierwszy set w wydaniu Drużyny A był kiepski, drugi średni, tak z pewnością – trzeci był najlepszy. Nie oznacza to bynajmniej, że był na tyle dobry by sprawić rywalom kłopoty. Kto wie jak potoczyłaby się ta partia, gdyby nie powtórka z rozrywki. Na Boga, nie można popełniać tyle błędów. Dopóki Drużyna A nie poprawi tego elementu to cały czas będzie ekipą, która będzie balansować między trzecią a czwartą ligą. Skoro przy tym jesteśmy – trzy oczka sprawiają, że Tiger Team wskakuje w ligowej tabeli na dziewiąte miejsce. Brawo!

Merkury – Flota Active Team

Plan Merkurego na poniedziałkowy wieczór był dość prosty – zdobyć trzy punkty i w świetnych nastrojach przystąpić do środowego dnia meczowego. Jak wyszła realizacja planu? Cóż. Nie ma ani trzech punktów, ani tym bardziej dobrych nastrojów. Pal licho z samym wynikiem, ale w trakcie meczu poważnej kontuzji palca ręki, nabawił się Mikołaj Rochna i jest to już kolejna kontuzja w lidze w krótkim odstępie czasu. Z tego miejsca życzymy Mikołajowi szybkiego powrotu do zdrowia! Jeśli chodzi o samo spotkanie to pierwszy set był prawdziwą miazgą i sympatycy Floty mogli mieć poczucie, że po raz kolejny doświadczają koszmaru z poprzednich, nieudanych meczów. Choć do stanu 8-7 Flota wyglądała w miarę nieźle, to po kilku atakach Damiana Gila czy przede wszystkim Macieja Mozola, Merkury odskoczył rywalom na siedem punktów, a po chwili wygrał z przewagą 11 oczek. Środkowa odsłona to całkowity zwrot akcji. Od samego początku, karta sprzyjała drużynie Karoliny Kirszensztein, która objęła prowadzenie 8-4. Niemal cała reszta seta to daremne próby dogonienia rywala przez Merkurego. Po drodze mieliśmy wspomnianą kontuzję i w takich nieprzyjemnych okolicznościach, Merkury przegrał seta do 17. Trzecia odsłona to wyrównana gra obu drużyn, która potrwała do połowy partii 10-9. Dalsza część to przewaga czterokrotnych mistrzów SL3, którzy ostatecznie wygrali seta do 15. Po spotkaniu, radości na twarzach obu drużyn próżno było jednak szukać.

Kruk Volley – Chilli Amigos

Choć liga rządzi się swoimi prawami to jednak obie drużyny miały w głowie sparing sprzed kilku dni, w którym Kruki ‘zadziobały’ Amigos wygrywając z nimi pięć setów, nie tracąc przy tym żadnego. Niezależnie od tego, z poniedziałkowym starciem obie ekipy wiązały spore nadzieje. Gracze w czerwonych strojach z tym by przerwać okropną passę, natomiast w niebieskich by wygrać wreszcie spotkanie. Początek meczu to wyrównana walka, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Mniej więcej w połowie premierowej odsłony, gracza Jakuba Florczaka zaczęli się gubić i po sekwencji trzech błędów z rzędu, Chilli objęło prowadzenie 18-14, którego już nie wypuścili. Środkowa odsłona to zmiana oblicza gry. Tym razem po wyrównanej pierwszej części seta, w której czarna tablica wyników wskazywała remis po 13 – to Kruki objęły prowadzenie po ataku powracającego do składu Łukasza Chomika (16-13). Jak mogliśmy dowiedzieć się po pierwszej odsłonie, drużyna, która obejmowała prowadzenie wygrywała po chwili seta. Nie inaczej było i tym razem (21-18) i o zwycięstwie w meczu musiała zadecydować trzecia partia. Choć odsłona ta rozpoczęła się wyśmienicie dla graczy w niebieskich strojach (6-1), to po chwili ‘Amigos’ zdołali doprowadzić do wyrównania (7-7), a nawet wyjść na prowadzenie (11-8). Kiedy wydawało się, że gracze Grzegorza Walukiewicza uzyskują kontrolę nad meczem, ważnym atakiem oraz zagrywką popisał się Michał Laskowski, doprowadzając swoją drużynę do wyrównania (11-11). Dalsza część seta upłynęła już pod dyktando Kruków, którzy wygrali partię do 15, a cały mecz 2-1. Brawo!

Bossman Team – Speednet

Poniedziałkowe starcie miało być hitem pierwszoligowych zmagań. Cóż. Hitowa była gra, ale drużyny Speednetu, zresztą nie po raz pierwszy. Choć team Łukasza Żurawskiego przegrał ostatnie spotkanie z Merkurym to należy zauważyć, że biorąc pod uwagę również spotkanie z Bossmanem, Speednet wygrał cztery z pięciu ostatnich spotkań i w poniedziałkowy wieczór zapewnił sobie grę w grupie mistrzowskiej. Co ciekawe – choć nie wskazuje na to wynik, to Bossman do pewnego momentu pierwszego seta grał naprawdę nieźle. Od pierwszego gwizdka sędziego trwała wyrównana walka, która zaprowadziła nas do stanu 12-12. Wówczas chyba nikt nie spodziewał się tego, że po chwili gracze w granatowych strojach kompletnie staną i całkowicie oddadzą inicjatywę rywalom, którzy wygrali do 14. Środkowa odsłona to najbardziej wyrównana partia w meczu. 8-8; 12-12; 16-16. Dopiero w końcówce Speednet zdołał urwać się swoim rywalom i objąć prowadzenie 20-17. Trzeba przyznać, że przyczynili się do tego sami gracze Bossmana, którzy rozregulowali w końcówce celowniki i dwukrotnie uderzyli piłkę prosto w siatkę. Mimo to, w końcówce Bossman zdołał odrobić jeszcze dwa punkty i rozpalić nadzieje na wygranie partii. Te zostały jednak po chwili zgaszone jak pet na chodniku (21-19). Ostatnia odsłona to już dramatyczne wydanie Bossmana, który zaczął od stanu 8-2 dla rywali. Po takim prowadzeniu Speednetu, z Bossmana całkowicie uszło powietrze i o awans do grupy mistrzowskiej, team Jakuba Kłobuckiego powalczy z CTO Volley. A Speednet? Z taką grą, ‘Programiści’ są w stanie powalczyć o medale. Brawo!