Kojarzycie Dario z ‘Ślepnąc od świateł’ i jego legendarne już ‘no i nie podobasz mi się’? Te słowa kierujemy dziś do ekipy Osady Truso, która miała pozamiatać wszystkich rywali w trzeciej lidze i pewnym krokiem awansować o ligę wyżej. Choć ‘Osadnicy’ rozegrali już sześć spotkań, pytań dotyczących tego, czy rzeczywiście tak będzie, nie ubywa. Wręcz przeciwnie – jest ich coraz więcej. Ok, team z Elbląga może tłumaczyć, że w czwartek mieli problemy kadrowe, ale na Boga – któż ich nie ma? Te problemy są i będą nierozłącznym elementem zarządzania każdą drużyną w Inter Marine SL3. Początek spotkania nie wskazywał jednak, że jakiekolwiek negatywne czynniki będą miały wpływ na postawę drużyny Kacpra Bielińskiego. Zagrali tak, jak na faworyta przystało i po kilkunastu minutach cieszyli się z opędzlowania Maritexu do 13. Wówczas kompletnie nic nie wskazywało, że za rogiem czai się zagrożenie. To uaktywniło się już na początku drugiej partii, którą Osada zaczęła od stanu 2-9! Ależ to był zły fragment zespołu z Elbląga. Zagrywka, która leci pół godziny i wpada w 6 metr? Proszę bardzo. To rzecz jasna tylko mały element, który składał się na nieciekawy obraz Osady. Po tej kaszanie, którą zaobserwowaliśmy, nie było tam życia i chęci odwrócenia losów rywalizacji. A Maritex? Grali naprawdę bardzo dobrze i fragmentami przypominali najlepszą wersję samych siebie z przeszłości. Dobrze wyglądało przyjęcie, obrona, rozegranie i atak. Efekt nie mógł być inny – Maritex ograł rywala do 14 i z wielkimi nadziejami podszedł do finałowej partii. W niej inicjatywę przejęli gracze występujący w delegacji, którzy wypracowali sobie 2-3 punktową przewagę, którą utrzymali niemal do samego końca. W końcówce, po atakach Jakuba Wierzejskiego i Andrzeja Ossowskiego, Maritex doprowadził do stanu po 19 i kiedy wydawało się, że ‘rzutem na taśmę’ wygra zawody, ostatnie punkty zdobyła ekipa Osady Truso. Podsumowując spotkanie w jednym zdaniu: choć się nie spodziewaliśmy, dostaliśmy naprawdę ciekawe widowisko.
Liga: Trzecia Liga - Jesień 2024
Team Spontan – Wolves Volley
Po kapitalnej historii, którą Team Spontan napisał w czwartkowy wieczór w rywalizacji z faworyzowaną Osadą Truso, gracze Piotra Raczyńskiego przystępowali do konfrontacji z Wolves Volley, z którymi mieli rachunki do wyrównania. Warto odnotować, że to już kolejny raz, gdy ‘Wataha’ musiała radzić sobie w zaledwie sześciu graczy. Tym razem w ekipie zabrakło między innymi lidera drużyny – Szymona Merskiego. Absencje oraz problemy kadrowe były w pierwszej odsłonie aż nadto widoczne. Precyzując, Team Spontan nie miał najmniejszych problemów z tym, by ograć swoich rywali. Finalnie zespół Karola Ciechanowicza zdobył w tej partii czternaście oczek. Zdecydowanie lepiej graczom Wolves Volley poszło w drugiej odsłonie. W tej partii Wolves Volley prowadzili od samego początku aż do końcówki seta, w której Michał Łubiński zdobył punkt na 17-16. Choć ‘Spontaniczni’ nie grali tu na najwyższym poziomie, to w kryzysowym momencie zareagowali w najlepszy możliwy sposób. Po kilku akcjach wyszli na prowadzenie i finalnie wygrali do 18. Najwięcej emocji przyniosła jednak trzecia odsłona. Tym razem to faworyzowana ekipa w pomarańczowych strojach prowadziła grę od samego początku aż do stanu 20-16. Kiedy wydawało się, że zgarną komplet oczek, Wolves Volley doprowadzili do wyrównania na 20. W końcówce to jednak Team Spontan miał w swoich szeregach rewelacyjnego Dawida Gadulę, który przypieczętował tryumf graczy w pomarańczowych trykotach (23-21).
Team Spontan – Osada Truso
Spotkanie pomiędzy dwiema niepokonanymi drużynami w trzeciej lidze było anonsowane jako hit czwartkowych zmagań. Cóż, nie pomyliliśmy się, bo mecz nie zawiódł. Pierwszy set był ozdobą trzecioligowych zmagań. Od samego początku oglądaliśmy walkę punkt za punkt, w której żadna ze stron nie potrafiła odskoczyć rywalom. W taki sposób dobrnęliśmy do końcówki emocjonującej partii, w której obie ekipy miały swoje szanse w postaci piłek setowych. Ostatecznie, przy stanie 24-24, bardzo ważną piłkę w bloku przepchnął Piotr Kowal, wyprowadzając Osadę na prowadzenie 25-24. Po chwili decydujący cios mocnym atakiem zadał Jakub Górka i pierwszy punkt w meczu powędrował do Elbląga. Środkowa odsłona to zupełnie inna historia. Podrażniona niepowodzeniem w pierwszym secie ekipa Team Spontan zagrała w tej partii świetną siatkówkę. O ile do połowy seta oglądaliśmy równą grę (10-9), tak w drugiej części odpalił się joker w talii Piotra Raczyńskiego – Dawid Gadula. Po kilku atakach lewoskrzydłowego Spontan wyszedł na prowadzenie 15-11 i nie dał już sobie zrobić krzywdy (21-14). Ostatni set ułożył się lepiej dla 'Osadników’, którzy po dwóch punktach Dawida Strzyżewskiego objęli prowadzenie 12-9. 'Pomarańczowi’ byli jednak tego dnia w gazie i po chwili odrobili straty, a następnie po asie serwisowym Krzysztofa Lepera wysunęli się na prowadzenie 18-16. Choć w końcówce Osada jeszcze próbowała, to finalnie wygrana trafiła w ręce 'Spontanicznych’. Brawo!
Oliwa Team – Kraken
Po ostatnich obiecujących występach drużyny Oliwa Team, spotkanie pomiędzy Oliwą a Krakenem zapowiadało się jako jedno z najciekawszych w trzeciej lidze w tym tygodniu rozgrywek. Z drugiej strony istniała uzasadniona obawa, że Oliwa zaprezentuje swoje gorsze oblicze. Spotkanie rozpoczęło się od wymiany ciosów, w których żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać. Po wyrównanej pierwszej części seta mieliśmy remis 9:9. Z czasem Kraken zdołał odskoczyć swoim rywalom na kilka punktów i finalnie wygrał tę partię do 16. Niepowodzenie z pierwszego seta odbiło się na graczach w zielonych strojach. W naszym odczuciu przestali oni wierzyć w korzystny rezultat i w kolejnych setach nie zdołali podjąć rękawicy. Początek środkowej odsłony rozpoczął się od prowadzenia Krakena 6-1, na które swoją drużynę wyprowadził będący w bardzo dobrej dyspozycji Volodymyr Krolenko. Stabilna gra Krakena w dalszej części seta wystarczyła do tego, by pokonując popełniającą sporo błędów Oliwę, wygrać do… dwunastu! Skoro przy błędach jesteśmy, warto odnotować tu ważną rzecz. Spośród wszystkich drużyn w trzeciej lidze to właśnie Kraken popełnia ich najmniej na mecz (12). Jeśli chodzi o Oliwę, to są oni na przedostatnim miejscu, popełniając ich niespełna 23. Tę różnicę w kulturze gry i szacunku do piłki było wyraźnie widać. W trzecim secie rywalizacji Oliwie dalej nie szło. W połowie seta mieli wykorzystane dwa czasy, które na niewiele się zdały, bo Kraken z prowadzenia 12-6 przeszedł płynnie do stanu 21-13 i mógł cieszyć się z wygranej za komplet punktów! Brawo, to było naprawdę mocne granie.
ACTIVNI Gdańsk – Tiger Team
Trudno w to uwierzyć, ale do bezpośredniego spotkania, obie drużyny przystępowały z sumarycznym bilansem, który wynosił zero zwycięstw i aż siedem porażek. W gorszej sytuacji byli rzecz jasna gracze Tigera, którzy nie dość, że przegrali o jedno spotkanie więcej, to na dodatek nie ugrali choćby jednego punkcika. Sądziliśmy, że ten pojawi się na kontach zespołu Dawida Staszyńskiego we wtorkowy wieczór. Cóż – nic bardziej mylnego. Najbliżej tego było w pierwszym secie, w którym Tiger szedł ze swoim rywalem ‘łeb w łeb’, aż do stanu po 18. O tym, że to ACTIVNI wygrali tę partię zadecydowały błędy po tygrysiej stronie siatki oraz ważny punkt Artura Senka. Przegrana partia wpłynęła negatywnie na ostatnią drużynę w ligowej tabeli, bo w drugiej odsłonie, nie dostaliśmy nawet namiastki walki. Już na samym początku ACTIVNI zbudowali sobie pokaźną zaliczkę 8-4, którą z czasem, powiększyli do 15-7 i w konsekwencji, spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca. Trzecia odsłona nie zmieniła obrazu meczu. Nadal to ACTIVNI byli stroną dominująca, nadal Tiger Team miał spore problemy z niechlujstwem. Co więcej – po meczu z Portem Gdańsk, Tiger nadal wyrażał chęć zostania drużyną dziadów tygodnia. Nie kleiło się nic proszę Państwa. Finał tego jest taki, że po pięciu spotkaniach, Tiger ma na swoim koncie 0 punktów i w zapasie mecze z kozackimi drużynami. Czy leci z nami pilot? A ACTIVNI? Wreszcie mogą odetchnąć z ulgą i spojrzeć z optymizmem na dalszą część sezonu.
Port Gdańsk – Tiger Team
O tym, że zespół 'Portowców’ rozegra swoje drugie spotkanie we wtorkowy wieczór z Tiger Team, a nie z BL Volley, gracze Arkadiusza Sojko dowiedzieli się na kilka godzin przed meczem. Całe zamieszanie było spowodowane chorobami, które zdziesiątkowały graczy BL Volley. Ci poprosili Tiger Team, by zagrali za nich, na co Tiger finalnie przystał. Cóż – za postawę fair-play należą im się brawa i szacunek. Inną kwestią pozostaje forma, w jakiej aktualnie znajdują się gracze Dawida Staszyńskiego. Ta, delikatnie mówiąc, nie jest 'najwyższych lotów’. Po drugiej stronie siatki – wręcz przeciwnie. 'Portowcy’ byli we wtorkowy wieczór w takiej formie, że mogliby pokonać jeszcze kilka innych ekip. Po w miarę wyrównanej pierwszej części premierowego seta (12-11), team z doków odpalił rakietę, a po kolejnym asie serwisowym Karola Polanowskiego objęli prowadzenie 18-12, by ostatecznie wygrać seta do 15. Środkowa odsłona to jeszcze większa dysproporcja. Po raz kolejny świetną serią zagrywek popisał się skrzydłowy Portu, z którą 'Tygrysy’ miały potężne kłopoty. Efekt? Do końcówki seta zanosiło się, że Tiger nie ugra nawet dziesięciu punktów (19-9). Ostatecznie Marcin Kwidziński zdobył dla swojej drużyny punkt, a Tiger skończył z dwunastoma oczkami. Po bardzo słabych dwóch odsłonach, głowy graczy Tiger Team były już zwieszone, co oznaczało, że żadna siła nie powstrzyma 'Portowców’ przed wykończeniem rywali. Na półmetku partii było 12-7 dla graczy Arkadiusza Sojko, którzy po chwili przypieczętowali bardzo ważne trzy punkty. Brawo!
MiszMasz – Port Gdańsk
Już tydzień temu słyszeliśmy, że MiszMasz może mieć we wtorkowy wieczór kłopoty kadrowe. Kilka minut przed meczem dostaliśmy tego potwierdzenie. Ostatecznie na mecz z Portem Gdańsk zameldowało się sześciu graczy. Co ciekawe, po uzyskaniu zgody od przeciwników oraz sędziego, MiszMasz grał cały mecz ze środkowym Tomaszem Swędą w pierwszej linii. Początek spotkania to wyrównana gra obu drużyn, która doprowadziła nas do stanu 12-12, a następnie 16-16. Końcowa faza seta to bardzo ważne punkty Pawła Dobrzenieckiego oraz Karola Polanowskiego, które zapewniły 'Portowcom’ pierwszy punkt w meczu. Warto tu odnotować, że to właśnie w pierwszym secie wspomniany Karol Polanowski zdobył punkt nr 1000 w Inter Marine SL3. Brawo! Środkowa odsłona rozpoczęła się kapitalnie dla MiszMaszu. Po skutecznym ataku Krzysztofa Horeczego MiszMasz objął prowadzenie 9-3. Ich komfortowa, zdawałoby się, sytuacja trwała do stanu 17-10. Po chwili obejrzeliśmy jednak festiwal błędów w wykonaniu zespołu Michała Grymuzy, który sprawił, że Port zdołał doprowadzić do wyrównania 18-18. Końcówka seta to trzy bardzo ważne punkty Tomasza Bobcowa, które zapewniły drużynie 'z doków’ wygraną w 150. meczu w SL3! Do podniesienia z boiska pozostał jeszcze trzeci set. Ten zaczął się od stanu… 8-0 dla MiszMaszu, który tym razem wyciągnął wnioski i nie dał sobie wydrzeć wygranej z rąk (21-15).
Czerepachy Volley – Inter Marine Masters
Przed spotkaniem sądziliśmy, że jeśli ktoś ma zaskoczyć Czerepachy Volley to potencjalnie, może to być ekipa Inter Marine Masters. Za drużyną Dawida Gałki przemawiało mnóstwo argumentów, które kazały stawiać na nich 3-0. Atutem ‘Mastersów’ było z pewnością doświadczenie, które nabyli przez nieskończoną liczbę godzin na parkiecie. Cóż – młodzi górą i to dość gładko. Prawdę mówiąc – nie widzieliśmy obszaru, w którym gracze w zielonych strojach byliby w poniedziałkowy wieczór gorsi. Pierwszy set zaczął się od wysokiego prowadzenia ‘Żółwi’, na które swoją ekipę wyprowadził Igor Kazello (11-5). Po asie serwisowym Krzysztofa Wyrzykowskiego, Inter Marine zbliżyli się nieco do rywala (14-11), ale dalsza część seta to absolutna dominacja lidera trzeciej ligi, który wygrał do 12. Środkowa odsłona nie odmieniła losów spotkania. Po bardzo długiej wymianie, ofiarnej obronie i skutecznej kontrze Pawła Shylina, Czerepachy objęły prowadzenie 10-5. Po chwili poszli za ciosem i w konsekwencji, poznaliśmy zwycięzcę pojedynku (21-14). Ostatni set to scenariusz, który już przerabialiśmy. Zdecydowanie więcej jakości po zielonej stronie siatki, który zaowocował prowadzeniem faworyzowanej ekipy 12-7. Choć w dalszej części było już 17-11 to w końcówce, Inter Marine Masters podpudrowało nieco wynik, kończąc tę partię z 18 oczkami na koncie. Z kronikarskiego obowiązku trzeba odnotować, że jak do tej pory, żadna z ekip przeciwko Czerepachom, tylu punktów nie uciułała. Tak czy siak – cztery mecze, dwanaście punktów, fotel lidera. Nie jest źle.
Wolves Volley – Maritex
W zapowiedzi tego meczu pisaliśmy o windzie, która miała zaprowadzić Maritex do górnej partii tabeli. Cóż. Rzadko, ale jednak z windami bywa tak, że ta zamiast jechać w górę się zrywa i leci na sam dół – prosto do piekła. Jeden z tego typu przypadków oglądaliśmy w czwartkowy wieczór. Miało być wesele, a był pogrzeb. Ależ ten Maritex jest w obecnym sezonie nieprzewidywalny. A to przegrają na inaugurację, by za chwilę ograć MiszMasz. Co ciekawe, nawet w samym meczu z MiszMaszem oglądaliśmy tę ciemniejszą stronę księżyca. Nie inaczej było w konfrontacji z Wolves Volley, którzy w kapitalny sposób przygotowali się do spotkania i co rusz zadawali swoim rywalom ciosy na zagrywce. Dodatkowo udało im się wyłączyć z gry Rafała Siduna, co samo w sobie było sporą korzyścią. Dodatkowo prezentowali dobrą postawę w obronie i bloku. Jak widać, przepis na sukces był składową kilku czynników, ale ekipie ‘Wilków’ należą się za spotkanie słowa uznania. A Maritex? Cóż. Gracze Michała Pietrasika mieli szansę na ‘nagrodę pocieszenia’ w postaci wygranej trzeciego seta. Choć w końcówce mieli piłkę meczową to fortuna sprzyjała tym lepszym, a nie mamy wątpliwości, że Wolves Volley nimi byli. Warto podkreślić tu jedną bardzo ważną rzecz. Z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa, Maritex ugrał by jednego seta, gdyby nie postawa fair-play i przyznanie się do błędu. Szacuneczek.
ACTIVNI Gdańsk – Oliwa Team
To, co dzieje się obecnie w ACTIVNYCH niech będzie przestrogą dla innych ekip. Nie da się bowiem budować drużyny w ten sposób. Na kolanie. To długofalowy proces, który wymaga poznania się z zawodnikami w różnych sytuacjach. Tych dobrych, ale i tych najgorszych. Cóż. Ten drugi etap gracze ACTIVNYCH doświadczają niezwykle często. Na początku sezonu można było tłumaczyć porażki tym, że rywalizowali z Czerepachami oraz Krakenem. W czwartek rywalizowali jednak z ekipą, która przystępowała do meczu z bilansem jednego zwycięstwa oraz dwóch porażek. Już na początku spotkania zrozumieliśmy, że popełniliśmy spory błąd w typerze, wskazując na ACTIVNYCH. To Oliwa prezentowała się zdecydowanie lepiej, pokazując przy tym kombinacyjną i ciekawą siatkówkę, z którą ACTIVNI mieli niebywałe kłopoty. 14-8 na półmetku, 21-16 na finiszu. Nie ma o czym mówić. W drugim secie ACTIVNI również nie podjęli specjalnie rękawic. Po świetnej zagrywce Pawła Jasnocha po raz kolejny w tym sezonie uwypukliły się problemy w przyjęciu ACTIVNYCH, po których Oliwa objęła prowadzenie 11-4. Trzeba przyznać, że ACTIVNI mieli również problemy w rozegraniu i ten brak zrozumienia był aż nadto widoczny. W dalszej części seta ACTIVNI zniwelowali nieco straty i finalnie zdobyli w tej partii 17 oczek. Ostatni set rozpoczął się dość niespodziewanie, bo od wysokiego prowadzenia ACTIVNYCH 7-2. Wiekopomna chwila nie trwała jednak zbyt długo i przypominała ładny, aczkolwiek bardzo krótki widok fajerwerków na niebie. Kiedy ACTIVNI się już wyprztykali ze swoich baterii kapiszonów, to Oliwa wyrównała po 8. W dalszej części gracze Adama Wyrzykowskiego objęli kilkupunktowe prowadzenie i spokojnie przypieczętowali komplet oczek. Brawo!