Liga: Druga Liga - Jesień 2019

Team Spontan – Wirtualna Polska

Na przedmeczowej rozgrzewce, urazu stawu skokowego doznał będący w świetnej dyspozycji od początku sezonu – Adam Wajner. Stało się jasne, że o powalczenie o korzystny wynik ‘Wirtualnym’ będzie jeszcze trudniej. Mecz rozpoczął się kilkanaście minut przed czasem, co wywołało konsternacje niektórych z graczy Wirtualnej Polski, którzy przybyli na hale kilkanaście minut później niż zwykle. Wpływ na szybsze rozpoczęcie meczu miał fakt, że Spontaniczni błyskawicznie rozprawili się kilkadziesiąt minut wcześniej ze Scandicem i przedmeczowa rozgrzewka, w ich wykonaniu, ciągnęła się w nieskończoność. Tę gwizdkiem do rozpoczęcia spotkania przerwała sędzia meczu. Długa rozgrzewka widocznie służy graczom Spontana bowiem wygrali w pierwszym secie do 10. Trzeba przyznać, że dysproporcja pomiędzy drużynami, w tej odsłonie, była widoczna gołym okiem. Być może wpływ na taki wynik miało późniejsze wejście etatowego rozgrywającego Wirtualnej Polski – Jędrzeja Matli? Tego nie dowiemy się już nigdy. Druga odsłona w wykonaniu ‘Biało-czerwonych’ była zdecydowanie lepsza. W końcówce drugiego seta ‘Wirtualni’ przytrzymali blokiem zapędy Spontanicznych i to oni cieszyli się z wygranej w tej partii. Radość nie była jednak zbyt ekspresyjna i dało się odnieść wrażenie, że prawdziwą euforie zostawili na koniec meczu. Ta jednak nie nadeszła bowiem Spontaniczni zaprezentowali się równie dobrze jak w pierwszym secie i po błędzie jednego z graczy Wirtualnych zdobyli 21 punkt, który przypieczętował ich wygraną w stosunku 2-1.

Zmieszani – Trójmiejska Strefa Szkód 2

Przed meczem, więcej niż o nadchodzącym spotkaniu, dało się słyszeć głosów o zapowiedzi samej rywalizacji. Chodziło o następujący fragment: Drużyny sportowe można podzielić na dwie grupy. Pierwsza – która po porażce wspina się na wyżyny swoich możliwości i gasi kryzys w zarodku oraz druga, która po porażce zwiesza głowy i w kolejnym spotkaniu wychodzi jak na ścięcie. Jako Redakcja nie sądziliśmy, że te słowa wywołają takie poruszenie wśród graczy Tss-u. Żeby było jasne, z tego co mówili sami gracze, słowa te były dla nich prawdziwe i trafiające w punkt. W związku z podwójną mobilizacją, jako Redakcja, ostrzyliśmy sobie na to spotkanie zęby. Przypuszczamy, że gdyby chodziło o innych przeciwników to Trójmiejska Strefa Szkód 2 zdołałaby powrócić na zwycięską ścieżkę. Pech chciał, że ich rywalem była drużyna Zmieszanych, która umiejętnościami nie odbiega od niektórych drużyn z pierwszej ligi. Zmieszani, mimo braku świetnie dysponowanych w tym sezonie: Marka Bobkowskiego, Radosława Pacyńskiego czy Marcina Gorlikowskiego, poradzili sobie i trzeba uczciwie przyznać, że ich wygrana ani przez chwilę nie była zagrożona. Patrząc z boku, w trakcie pierwszego seta zanosiło się na pogrom. Pierwsza połowa partii była prawdziwym popisem Zmieszanych i show tandemu Tomasza Kamoli i Michała Kocbucha. Dwójka ta była równie dobra jak Mann i Materna. Kolejne sety to przebudzenie TSS, które z jednej strony pozwoliło im na zaprezentowanie się z lepszej strony, z drugiej zaś nie na tyle, aby móc wygrać z takim rywalem jaką jest drużyna Zmieszanych. Przez długi okres zastanawialiśmy się, gdzie leży problem wśród graczy TSS-u. Jeden zdiagnozowaliśmy w zapowiedzi, natomiast rzucamy kolejny temat do rozważań dla ‘Niebieskich’. Po ośmiu spotkaniach, które gracze rozegrali w lidze, odnosimy wrażenie, że drużyna nie przeżywa emocji okołoboiskowych. Stracony punkt? Ok – trudno. Zdobyty punkt? No, fajnie. Gramy dalej. Nie wiemy czy zostaniemy odebrani w sposób prawidłowy, ale brakuje nam wyraźnego charakteru, który cechuję niektóre z drużyn.

Allsix by Decathlon – Thunder Team

Kilka minut przed meczem okazało się, że gracze Allsix by Decathlon wystąpią w spotkaniu z wiceliderem drugiej ligi, w składzie pięcioosobowym. Już sam fakt rywalizowania z tak silną drużyną jaką jest Thunder Team jest nie lada wyzwaniem. Gdy dochodzi do tego brak kompletu zawodników to mamy zadanie, którego praktycznie nie da się wykonać. Pierwsza partia to kilkupunktowa przewaga reprezentantów sklepów sportowych (z tego miejsca chcieliśmy pochwalić przedstawicieli sklepu z Kartuskiej, którzy wygrywają frekwencją z pozostałymi lokalizacjami), która utrzymywała się przez większość seta. Przyznamy, że byliśmy zaskoczeni jak w osłabieniu radzą sobie gracze Decathlonu. Pierwszą partię przegrali do szesnastu i trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę okoliczności – wynik ten wstydu im nie przynosi. Drugą odsłonę lepiej rozpoczęli ‘Biali’. Po kilku chwilach na tablicy wyników pojawiło się 1-6 i wydawało się, że partia ta zakończy się ogromną różnicą punktową. Na przekór tym słowom, Decathlon wyrównał do 6-6 i do stanu 15-15 byli równorzędnym przeciwnikiem. Na ich nieszczęście, w tym momencie coś zacięło się w ich grze. Na początek przegrali seta do 15, a następnie, w ostatniej odsłonie, byli tylko tłem do świetnie dysponowanych graczy Thunder Team. W ich szeregach na wyróżnienie zasługuje Rafał Artymiuk, który popisał się pięcioma asami serwisowymi oraz Przemysław Walczak – jeden z najlepszych graczy ligi. Thunderowcy wygrywają piąte spotkanie z rzędu i wysyłają jasny sygnał jaki jest ich cel.

Team Spontan – Scandic

Faworyt tego spotkania mógł być tylko jeden. To drużyna Team Spontan, która co prawda miewa często przestoje, jednak w meczu przeciwko Scandic byli na tyle skoncentrowani, że nie przytrafiła im się wpadka. Kilka dni wiadomym było, że w związku z kontuzją, w rywalizacji nie wystąpi etatowa rozgrywająca drużyny Team Spontan – Izabela Narwojsz. Zastanawiamy się czy zawsze głodna gry Iza zdąży się wyleczyć przed zakończeniem sezonu. Niezależnie od tego, we wtorkowym spotkaniu, bardzo dobrze i sprawiedliwie piłki rozdzielała Joanna Kożuch. Do dobrego rozegrania Asia dorzuciła kolejne asy serwisowe. Widać, że zagrywka jest jej mocną stroną, bowiem jak do tej pory zgromadziła już osiem punktów po tym elemencie. W całym meczu Spontaniczni zdobyli przez zagrywkę aż 19 punktów i bez wątpienia przyjęcie jest elementem siatkarskiego abecadła, które wymaga poprawy wśród graczy Scandicu. W ataku radzą sobie coraz lepiej i na prawdziwego lidera drużyny wyrasta ten, który początkowo w związku z kontuzją miał nie grać w ogóle. Mowa tu oczywiście o Grzegorzu Grabowskim, który w meczu zdobył pięć punktów i na chwile obecną jest liderem klasyfikacji punktowej swojej drużyny. Za Scandicem dziewiąte spotkanie. W nim do wygrania seta było bardzo daleko. Kto wie, może następnym razem?

Speednet 2 – Port Gdańsk

W jedynym spotkaniu drugoligowym, które odbyło się w poniedziałkowy wieczór, rękawice skrzyżowały drużyny Speednetu 2 z Portem Gdańskim. Do rywalizacji z ‘Programistami’ Portowcy desygnowali do gry tylko pięciu graczy. Wpływ na taki stan rzeczy ma fakt wielu obowiązków służbowych oraz kontuzji, które od początku sezonu prześladują drużynę. Mimo takiego obrotu sprawy ‘Granatowi’ byli zdecydowanym faworytem tego starcia. Można powiedzieć, że z roli wywiązali się bardzo dobrze. Wygrana trzy – zero wywindowała ich w tabeli na wysokie, piąte miejsce. O samym meczu można powiedzieć tyle, że gracze z doków mieli przewagę od pierwszego do ostatniego gwizdka sędzi. W pierwszym secie wyrównany był tylko początek, gdy Portowcy wygrywali 4-6. Po tym momencie nastąpiła seria ‘Granatowych’ i po chwili na tablicy wyników widniało 7-21. Decydujący cios w tej partii, asem serwisowym, zadał rozgrywający drużyny – Arkadiusz Sojko. Drugi set był tą partią w której Speednet 2 udowodnił, że może walczyć jak równy z równym z faworyzowaną drużyną. Remis widniał aż do połowy seta i dopiero po tym fakcie kolejny bieg włączyli Portowcy. Trzecia partia była najbardziej bolesną. ‘Różowi’ ulegli w niej do czterech. Znamienny jest tu fakt, że jak do tej pory nie zdarzył im się wcześniej set w którym nie ugraliby dwucyfrowego wyniku. W meczu przeciwko Portowcom nastąpiło to aż dwukrotnie, co pokazuje jaka duża różnica była pomiędzy obiema drużynami.

Speednet 2 – Scandic

Zmiana podejścia do ligi przez zespół Hotelarzy sprawiła, że wtorkowy budzik, który przypomniał Redakcji o początku tygodnia, nie był traumatycznym przeżyciem. W poniedziałkowy wieczór, z wyłączeniem drugiego seta, drużyna Scandic stworzyła bardzo ciekawe i emocjonujące widowisko. Mimo, że przed meczem wydawało się, że to drużyna Speednetu będzie faworytem spotkania to pierwszy set pokazał, że o ten cel nie będzie tak łatwo. Programiści musieli drżeć o wynik do samego końca, bowiem po drugiej stronie siatki bardzo dobrze spisywali się Bartosz Rudzki, Mateusz Ryś oraz Monika Piechowska i to oni prowadzili przez większość seta. Ostatecznie partia zakończyła się minimalnym zwycięstwem Speednetu, w którego szeregach brakowało dobrze dysponowanego w tym sezonie Piotra Grodzkiego. W związku z tą absencją ciężar gry na swoje barki musieli wziąć Tomasz Trzaskoma oraz Rafał Hołubiuk, którzy w poniedziałkowy wieczór zdobyli dla swojej ekipy łącznie osiemnaście punktów. Druga odsłona to już gra, której oczekiwałby trener drużyny – Mateusz Urbanowicz. Widać było, że pierwszy set wywołał u niego stan przedzawałowy. Gładka wygrana 21-4 i mogliśmy zacząć trzecią – najbardziej emocjonującą odsłonę. W niej ponownie bardzo dobrze prezentowali się ‘Czarni’ dla których mecz ze Speednetem był najlepszym, który jak do tej pory rozegrali w lidze. Mimo bardzo dobrej postawy, ostatecznie przegrali spotkanie 3-0, ale bez wątpienia mogą być z siebie dumni. Jeśli chodzi o ich przeciwników to mimo wygranej 3-0 gracze zapewne czują pewien niedosyt. Trzeba sobie powiedzieć wprost – ich gra powinna wyglądać lepiej. Z drugiej strony – nie sądzi się zwycięzców. Na koniec sezonu będą się liczyły tylko trzy punkty a nie styl.

Speednet 2 – DCT Gdańsk

Istnieje wiele stereotypów dotyczących poszczególnych nacji. Bardzo wielu uważa Polaków za osoby, które za wszelką cenę życzą źle swojemu sąsiadowi. Słowa te są niejako zapowiedzią do opisu spotkania, bowiem i jedna i druga drużyna chciała za wszelką cenę wygrać kosztem sąsiada w tabeli. Tak się składa, że faworytem była ekipa DCT Gdańsk i żartobliwie można stwierdzić, że zastanawialiśmy się czemu sędzia swoim ubiorem nie dołączył do tych kolorowych wariacji. Nawiązujemy tu oczywiście do faktu, że Speednet ubrany był w trykoty koloru Różowego natomiast ekipa DCT Gdańsk zaprezentowała żarówiaste koszulki. Spotkanie było stosunkowo wyrównane. W pierwszym secie prowadziła ekipa ‘Programistów’, popełniła jednak błąd, dając dojść do słowa rywalom. Ci, jako doświadczona ekipa, potrafili ten błąd wykorzystać, wygrywając w przewadze do 20. Drugi set był wyrównany, ale tylko do połowy. Ekipa ‘Kontenerowców’ niczym w Szybkich i wściekłych nacisnęła przycisk nitro, po czym odjechała SPEEDnetowi i wygrała tę odsłonę. Ostatni set to znów partia, w której oszacowanie zwycięzcy byłoby stosunkowo ciężkie. Ostatecznie, to DCT Gdańsk wygrywa swoje drugie spotkanie w lidze. Jako podstawę zwycięstwa wskazujemy fakt powrotu do składu niezwykle utalentowanych graczy: Andrzeja Tararuja oraz Piotra Kochanowskiego. To oni zrobili różnicę i przeciągnęli kontener wózek na swoją stronę.