MATCHDAY #19

Czwartkowa seria gier nie była zbyt szczęśliwa dla Floty Active Team. Zarówno ta pierwszo, jak i drugoligowa zaliczyły lanie w swoich klasach rozgrywkowych. W trzeciej lidze w grupie A, dwa kolejne spotkania wygrała ekipa Challengers, która pozostaje jedyną drużyną spośród 46, które nie przegrały choćby seta! Zapraszamy na podsumowanie!

Hapag-Lloyd – APV Gdańsk 0-3 (14-21; 13-21; 12-21)

Zestawienie ze sobą obu drużyn sprawiło, że liczba zespołów bez zwycięstw na koncie musiała siłą rzeczy stopnieć o jedną ekipę. W naszych oczach faworytem spotkania była drużyna APV i sytuacji nie zmieniał tu fakt ich niezbyt dobrej formy w ostatnim okresie. Wątpliwości co do dyspozycji teamu Grzegorza Żyły-Stawarskiego mieli również typerzy w aplikacji SL3, którzy w bardzo dużej części wskazywali na to, że Hapag-Lloyd zdobędzie pierwszy punkt w sezonie. Pomysł ten spodobał się graczom w pomarańczowych trykotach, którzy na półmetku pierwszego seta przegrywali z rywalami zaledwie jednym punktem (11-10). Niestety – im dalej w las, tym było gorzej. Po dość szarpanym fragmencie gry, w którym obie drużyny popełniały sporo błędów, APV w kryzysowej sytuacji zareagowali wyraźnie lepiej i pod koniec seta prowadzili 18-13. Pięciopunktowa zaliczka pozwoliła im po chwili docisnąć pedał gazu i cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-14). Środkowa odsłona to wypisz wymaluj to, co oglądaliśmy w pierwszej odsłonie. Pierwsza część seta to wynik 11-10 dla APV i kurczę, zastanawiamy się co w takich momentach dzieje się w głowach ‘Logistyków’. Kto wie, być może są oni dość nieśmiali i uznają, że na premierowy punkt w tabeli jeszcze za wcześnie? Tu mały tip – nikt tego za Was nie zrobi. W SL3 trzeba być zuchwałym i nienasyconym. Kiedy bowiem rywal widzi, że nie macie parcia na punkt, to mimo wyrównanej gry to zawsze ci drudzy wygrają. Nie inaczej było i tym razem. Zdecydowanie bardziej zdeterminowana ekipa APV wygrała tę partię do 13. Ostatni set to inna historia, w której gracze ze skrzydłami w logo błyskawicznie objęli prowadzenie 9-5, które w dalszej części tylko powiększali. Finalnie skończyło się na wyniku 21-12, a cały mecz, cennym zwycięstwem APV w stosunku 3-0.

Challengers – Pekabex 3-0 (21-9; 21-5; 21-5)

Dla Challengersów, mecz z Pekabexem był doskonałą okazją do poprawienia swojej lokaty w ligowej tabeli. Wszystko wskazywało bowiem na to, że team Wojciecha Lewińskiego sięgnie w czwartek po komplet oczek. Tu mały spoiler – oczywiście, że się tak stało. Mecz spełniał jeszcze inne ważne zadania. Dla przykładu, był dobrą okazją do tego, by spróbować ułożyć go w ten sposób by ex-ligowiec Mariusz Kuczko zapisał się na kartach historii SL3 i pobił rekord liczby zdobytych punktów w meczu. Mimo, że koledzy z Krystianem Kempińskim na czele starali się jak mogli by w tej kwestii pomóc, to wspomniany atakujący zdobył ‘zaledwie’ 24 oczka. To oznaczało z kolei, że do wyrównania rekordu wszechczasów, zabrakło mu trzech oczek, co jest wynikiem zarówno małym, jak i dużym. Tak czy siak, występ Mariusza jest jednym z 13 spotkań spośród 2300, w których jeden z graczy osiągnął 24 lub więcej punktów. Ostatnim istotnym aspektem dla Challengersów było to, że mogli oni rozgrzać się przed teoretycznie trudniejszym rywalem, którym miała być ekipa Volley Surprise. Jeśli chodzi o samo spotkanie, to ‘biało-zielonych’ należy pochwalić w szczególności za pierwszą partię, w której byli o włos od tego, by sięgnąć po dziesięć oczek. Całkiem nieźle było również w kilku fragmentach w drugim secie, gdzie Pekabex miał z faworyzowanym rywalem kilka ciekawych wymian. Ostatecznie partia ta, skończyła się jednak wysokim zwycięstwem teamu Wojciecha Lewińskiego. Nie inaczej było i w trzeciej odsłonie, która finalnie zakończyła się wynikiem 21-5. Mimo dotkliwej porażki, gracze Pekabex mogli wracać do domu w niezłych nastrojach. Wiadomym było to, że seta nie wygrają, ale co rusz team w biało-zielonych barwach zbiera nowe, cenne doświadczenie. W czwartkowy wieczór było się od kogo uczyć.

Volley Surprise – ACTIVNI Gdańsk 0-3 (17-21; 16-21; 10-21)

Choć nie jest to najbardziej fortunne porównanie w naszym życiu to jednak nic innego nie przychodzi nam aktualnie do głowy. Często z poważną chorobą bywa tak, że ta rozwija się w naszym organizmie niezauważona. Dopiero z czasem daje subtelne symptomy, które początkowo są bagatelizowane. Coś mnie boli? E tam, zaraz przejdzie. Nie mam czasu iść do lekarza. Ogarnę to niebawem. Kiedy chory decyduje się udać do lekarza często jego stan jest już bardzo kiepski. W tym wstępie nawiązujemy rzecz jasna do sytuacji Volley Surprise, u której szukając przyczyn obecnego stanu rzeczy, powinniśmy cofnąć się w czasie o kilkanaście miesięcy. Od wspomnianego czasu drużyna Volley Surprise gra coraz gorzej i niestety wygląda to tak, że mogą spaść do czwartej ligi, co brzmi wręcz nieprawdopodobnie. W czwartkowy wieczór team w żółto-czarnych strojach był zaledwie tłem dla ACTIVNYCH. Gracze Artura Kurkowskiego rozpoczęli mecz z bardzo ‘wysokiego C’. Już na półmetku pierwszego seta, brązowi medaliści poprzedniego sezonu, prowadzili 13-5. Pod koniec partii ACTIVNI prowadzili 18-10, ale w końcówce odsłony zaciągnęli hamulec ręczny, a to z kolei sprawiło, że Volley zniwelował nieco straty (21-17). Środkowa partia to wreszcie namiastka spotkania, którego oczekiwali kibice. Po bardzo dobrej akcji obu drużyn zakończonej atakiem Kacpra Kwiatkowskiego, na tablicy wyników mieliśmy remis po 14. Niestety. W dalszej części seta Volley Surprise zanotował spory przestój, który uniemożliwił zrobienie im przejścia. Efekt był taki, że po serii punktów ACTIVNYCH, cieszyli się oni z drugiego punktu w meczu. Niemoc Surprise była tak wielka, że w ostatnim secie nie byli oni nawet blisko do tego, by podjąć z ACTIVNYMI jakąkolwiek walkę. Ba, do wspomnianej walki było cholernie daleko. ACTIVNI wygrali tę partię do 10, a cały mecz w stosunku 3-0. Dzięki temu wskakują w ligowej tabeli na wysokie czwarte miejsce.

Wolves Volley – APV Gdańsk 2-1 (18-21; 21-13; 21-14)

Ok, wygrana APV z Hapag-Lloyd zdawała się być obowiązkiem. Po jego wypełnieniu, team Grzegorza Żyły-Stawarskiego stanął przed zdecydowanie trudniejszym zadaniem. Rywalem teamu ze skrzydłami w logo była bowiem wygłodniała ekipa ‘Wilków’, która w czwartkowy wieczór miała szansę na to, by doskoczyć do ligowej czołówki. Aby tak się jednak stało, team Mikołaja Stempina musiał wygrać za komplet punktów. Choć team w czarnych strojach był faworytem to jednak pierwsza odsłona w ich wykonaniu była…niedopuszczalna. Przyczyna porażki w pierwszym secie z mniej renomowaną drużyną? Z pewnością kłopoty w przyjęciu. Dodatkowo APV zagrało z pewnością na naprawdę niezłym poziomie i był to prawdopodobnie najlepszy set w ich wykonaniu w obecnej kampanii. Pod koniec partii, przy stanie 16-16 bardzo duży wkład w zwycięstwo APV miał kapitan drużyny, którego ‘Wilczy Team’ nie potrafił zatrzymać (21-18). Do pewnego momentu drugiej odsłony, APV prezentowało dobrą grę w obronie, a to było kluczem do tego, by prowadzili oni wyrównaną grę z faworyzowanym przeciwnikiem (7-6). W dalszej części seta, siódma siła obecnego sezonu popełniła sporo błędów, które w połączeniu z przebudzeniem ‘Watahy’, dało tym drugim wygraną partii do 13. Ostatnia odsłona wyglądała bardzo podobnie. Do pewnego momentu, gracze APV prowadzili z ‘Wilkami’ dość wyrównaną grę (11-9). Sytuacja uległa jednak zmianie w drugiej części seta, w której team Mikołaja Stempina dość mocno podkręcił tempo i wygrał do 14, a całe spotkanie 2-1. Mimo zwycięstwa, na ‘Wilczych twarzach’ nie było widać szczególnej radości. Nie ma się co dziwić.

Challengers – Volley Surprise 3-0 (21-11; 21-11; 21-13)

Wiecie co jest najbardziej przerażające w drużynie Volley Surprise? Nie, nie chodzi o wyniki. Nie chodzi nawet o spadek z drugiej do trzeciej ligi i ryzyko dalszego regresu. Najgorsze i najsmutniejsze jest to, że z drużyny Macieja Siacha uleciała radość gry. Możecie w to wierzyć lub nie, ale niegdyś będąc na boisku numer 1, każdy wiedział, że na boisku nr 3 Volley zdobył punkt. Radość, pasja, zabawa, integracja. Tak właśnie było. Tak już nie jest. Czy jeszcze będzie? Cóż, miejmy nadzieje. Co do samego spotkania to zaskoczeń nie było. Rozpędzona ekipa Challengers nie dała najmniejszych szans swoim rywalom i wygrała poszczególne sety do 11, ponownie 11 oraz 13. Warto podkreślić fakt, że w całym spotkaniu nie było ani jednego momentu, w którym przeszła nam myśl, że mogłoby być inaczej. Swoją moc czuła również ekipa Challengers, która imponowała w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Przewaga w ataku, zagrywce czy bloku. Niezliczona liczba obron i skutecznych kontr. Po wygranej za komplet punktów, team w granatowo-różowych strojach ma komplet 18 punktów i co ciekawe pozostają jedyną drużyną spośród 46 ekip w lidze, która jak do tej pory nie przegrała ani jednego seta. Jest naprawdę doskonale. Oj, nie możemy doczekać się spotkań z wielkimi rywalami. Te zbliżają się nieubłaganie.

Craftvena – Team Spontan 0-3 (14-21; 15-21; 16-21)

Nie będziemy Was czarować. W naszym odczuciu Craftvena ani przez chwilę nie była w naszych oczach faworytem starcia. Cóż. Rozważamy czy nie wygryźć z interesu wróżkę z sopockiego monciaka. Było dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy. Chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, gracze w pomarańczowych strojach udowodnili, że stawianie ich w roli faworyta nie było błędem. Po skutecznym bloku powracającego do składu Janka Kostrowickiego, Team Spontan objął prowadzenie 7-3. W dalszej części, co tu dużo mówić – emocji było jak na lekarstwo i po serii bloków oraz ataków Piota Skowrońskiego, stało się jasne, która z drużyn wygra seta (17-11). Środkowa odsłona zaczęła się od dość nieoczekiwanego zwrotu akcji, w którym to Craftvena rozdawała karty. Po dwóch błędach z rzędu, gracze w czarnych strojach odskoczyli na 10-6 i byli na dobrej drodze do wygrania partii. Spontanowi można zarzucić sporo grzechów, ale na pewno nie to, że nie próbują odwrócić nieciekawej sytuacji. W połowie seta, zespół Piotra Raczyńskiego się ogarnął i to oni prowadzili po chwilę 13-12. Dalsza część partii to kompletny przestój Craftveny, która finalnie ugrała w tej odsłonie piętnaście oczek. Trzeci set rozpoczął się dramatycznie. Kiedy uznaliśmy, że limit pecha na obecny sezon się wyczerpał, przyjmujący Craftveny – Krzysztof Lewandowski upadł niefortunnie i miało to konsekwencje w postaci kontuzji stawu skokowego. Mimo tej dramaturgii, w dalszej części seta, Craftvena prezentowała się naprawdę solidnie i w połowie partii traciła do faworyzowanego rywala zaledwie jedno oczko (10-9). Dalsza część to jednak przewaga ‘Spontanicznych’ i wygrana seta do 16, a całego meczu w stosunku 3-0.

Flota Active Team – Old Boys 0-3 (11-21; 18-21; 11-21)

Ponad 60% typerów wskazywało na to, że spotkanie padnie łupem drużyny Floty Active Team, która w ostatnim czasie prezentowała naprawdę niezłą formę. Wygrana w czwartkowy wieczór miał być dla Floty milowym krokiem w kierunku grupy mistrzowskiej. Rywalem drużyny była bowiem ekipa ‘Dziadków’, która w ostatnim czasie nie prezentowała zbyt wysokiej formy. Ba, na ich wygraną za komplet punktów, typ oddało zaledwie 6% typerów. Już od pierwszego gwizdka sędziego widzieliśmy, że Old Boys wygląda jak wygłodniały amstaff, który przez trzy tygodnie był trzymany w ciasnej klatce, by po chwili został wpuszczony do pomieszczenia z mięsem. To drodzy Państwo była rzeź. To był pojedynek gołej dupy z batem. Co ciekawe, zaczęło się od prowadzenia Floty 6-5. Sytuacja zmieniła się kiedy na zagrę wszedł el capitano – Bartłomiej Knieć. Po serii asów serwisowych, Old Boys wysunęli się na prowadzenie 10-6. Co ciekawe – kapitalną zagrywką, Old Boysi niszczyli swoich rywali przez całe zawody. O Flocie można by powiedzieć, że ‘im przyjmować nie kazano’. Przecież w czwartkowy wieczór Flota zaprezentowała się w tym elemencie tak beznadziejnie, że gdy w czwartkowy poranek przyszedł do nich listonosz, to oni z niewyjaśnionych przyczyn nie odebrali paczki tylko poprosili o zostawienie awizo. 11 asów serwisowych, co było najwyższym wynikiem w obecnym sezonie pierwszej ligi. W pewnym momencie zastanawialiśmy się czy piłkę próbuje przyjąć Flota czy może jednak najsłabsza drużyna w lidze – Pekabex. Wskazywanie przyjęcia jako jedynej przyczyny porażki Floty byłoby niegodziwością. Tam nie dojechał żaden z zawodników. Wszyscy grali źle. Każdy jeden powinien zrobić sobie rachunek sumienia, bo było to chyba najgorsze spotkanie Floty ever. Oczywiście w bardzo dużej mierze jest to zasługa drużyny z Pruszcza Gdańskiego, która grała kapitalne zawody. Ależ oni stłamsili rywala. Obojętnie co napiszemy w tym podsumowaniu, to i tak nie oddamy charakteru meczu. Środkowa partia to ponownie ogromna przewaga Old Boys (16-8), która z czasem stopniała do trzech oczek (21-18). Był to fragment, w którym Old Boys zagrali jak ludzie, a nie kosmici. Fragment, w którym popełniali błędy. Trzeci set to jednak ponownie nieziemski poziom i ponownie zlanie rywala, tym razem do 11. To był super wykon, super atmosfera i jeden z lepszych spotkań Old Boys w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Brawo!

Speednet – MPS Volley 3-0 (21-13; 21-10; 21-10)

O ile środową porażkę z Eko-Hurt można było w jakiś sposób racjonalizować, tak porażka ze Speednetem była dla MPS-u upokorzeniem. Zanim o Speednecie, słówko o wspominanym Eko-Hurcie, aby rzucić kontekst. W środowym spotkaniu było bowiem naprawdę blisko tego, by Miłośnicy Piłki Siatkowej sięgnęli po jeden punkt. Ostatecznie się nie udało, ale cytując klasyka ‘nikt tak pięknie nie przegrywa jak MPS’. Cóż, po czwartkowym wieczorze wspomniany cytat możemy wyrzucić do kosza, bo równie beznadziejnego występu MPS-u, nie pamiętają najstarsi kibice drużyny. Ech. Ten cholerny Speednet. W tamtym sezonie ‘Programiści’ upokorzyli MPS i sprzątnęli im mistrzostwo sprzed nosa. Jeszcze na przedmeczowej pogawędce, kapitan ‘niebieskich’ przypominał graczom, że ‘to Speednet zabrał im mistrzostwo’. Jeśli mecz miał być odpowiedzią na tamto spotkanie, to MPS chyba zastosował się do nauk z Biblii. Jak to szło? Jeśli SPEEDNET uderzy Cię w policzek, nadstaw mu i drugi? Z ciekawości sprawdziliśmy sobie historię 72 występów MPS w SL3 i wiecie co? Statystyki potwierdzają, że był to najgorszy występ drużyny w historii. A Speednet? Kurczę, wydawało się, że po laniu, które ‘Programiści’ spuścili ekipie Tufi Team, równie łatwego meczu nie będą już mieli. Nagle znienacka wyskoczyła ekipa MPS, która poprosiła o potrzymanie piwa. Speednet był w czwartkowy wieczór Adamem Małyszem w swoim prime. Dla porównania powiemy, że Miłośnicy Piłki Siatkowej byli z kolei Robertem Mateją, który na mamuciej skoczni w Planicy zasłynął skokiem na 77 metrów. Dzięki wygranej za komplet oczek, Speednet wskakuje na trzecie miejsce w tabeli. Na tę chwile nie oznacza to bynajmniej gry w grupie mistrzowskiej. A MPS? Cóż, ich strata do miejsca barażowego jest już naprawdę spora. Naszym zdaniem będą mieli problem by się z tego wykaraskać. Z czwartkową formą mieliby problem i w drugiej lidze.

BEemka Volley – Flota Active Team 2 3-0 (21-10; 21-13; 21-12)

Dzieje się to, o czym ostatnio wspominaliśmy. Po kryzysowej sytuacji BEemki nie ma już śladu. W środowy wieczór, team Daniela Podgórskiego był wyraźnym faworytem starcia z Flotą i nie popełnił błędu innego z faworytów do awansu – 22 BLT Malbork. Ba, w czwartkowy wieczór nie było nawet blisko do tego, by Flota mogła myśleć o jednym punkcie. Było daleko i to cholernie. Zespół w różowych strojach rozpoczął pierwszą partię od bardzo mocnego grania, które zaprowadziło obie drużyny do stanu…12-3. Kiedy na żywym organizmie oglądaliśmy osiągi pojazdu z niemieckiego koncernu, licznik BEemki zatrzymał się dopiero kiedy ci mieli 19 oczek. W końcówce trasy, gracze Daniela Podgórskiego wrzucili luz i dokulali się po chwili do mety, pozwalając w międzyczasie rywalom na zdobycie kilku punktów (21-10). Środkowa odsłona rozpoczęła się bardzo obiecująco. Po bardzo długiej i efektownej wymianie z obu stron, na tablicy wyników mieliśmy remis po 8. Wyrównana gra trwała do stanu po 10. Dalsza część to wyraźna przewaga BEemki, która zlokalizowała kulejące obszary u przeciwników i wygrała tę odsłonę do 13. Ostatni set to partia, w której Flota nie grała źle. Wynik spotkania mógłby sprawiać bowiem mylne wrażenie. Był to jednak mecz z gatunku tych, w których jeden z przeciwników gra nieźle, a drugi doskonale. Właśnie tak grała BEemka. Szybko, z polotem, dokładnie, precyzyjnie oraz mądrze. Jakość, o której mówimy zaprowadziła nas do stanu 13-9, po którym team w różowych strojach podkręcił jeszcze tempo i tym razem wygrał do 12. Po tryumfie, ex-pierwszoligowiec wskoczył na czwarte miejsce w tabeli.

Zapowiedź – MATCHDAY #19

Choć w czwartkowy wieczór w Ergo Arenie odbędzie się mecz play-off w Plus Lidze to na parkietach SL3 powinno być co najmniej tak samo ciekawie. W czwartek o pierwsze zwycięstwo w sezonie Wiosna’24, w bezpośrednim pojedynku powalczą drużyny Hapag-Lloyd oraz APV Gdańsk. Ciekawie powinno być również w meczu pierwszej ligi, w której zmierzą się gracze Floty oraz Old Boys. Zapraszamy na zapowiedź!

Hapag-Lloyd – APV Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Do niedawna drużyna APV Gdańsk miała na swoim koncie zero zwycięstw, a na dodatek we wspomnianych meczach nie zdołała ugrać choćby seta. O ile w przypadku wygranych zachowany został status quo, tak w minionym tygodniu rozgrywek, APV ugrało wreszcie seta w rywalizacji z Craftveną. Podskórnie przeczuwamy, że czas na kolejny krok, którym będzie tryumf z Hapag-Lloyd. Choć APV ma w obecnym sezonie spore problemy na wielu płaszczyznach to nad ‘Logistykami’ królują, jeśli chodzi o ligowe doświadczenie. O tym jak bardzo jest to cenne mogliśmy przekonać się w minionym tygodniu rozgrywek, w którym Hapag-Lloyd walczył z inną drużyną, która wówczas nie miała na swoim koncie ani jednego zwycięstwa. Finalnie w meczu z Craftveną to ‘Rzemieślnicy’ sięgnęli po pełną pulę i nos podpowiada nam, że w czwartkowy wieczór ich wyczyn powtórzą gracze Grzegorza Żyły-Stawarskiego. Co ciekawe, team z logo Husarii rozegra w czwartkowy wieczór aż dwa spotkania. Po raz ostatni APV grało dwa mecze jednego dnia pod koniec sezonu Jesień’23 i wówczas skończyło się na jednym zwycięstwie oraz porażce. Nos podpowiada nam, że w czwartkowy wieczór będzie tak samo. Przechodząc do sytuacji Hapag-Lloyd zastanawiamy się czy team Joanny Kożuch będzie w stanie pokusić się o pierwszy ligowy punkt. Jeśli nie z APV, to z kim? Choć APV będzie wyraźnym faworytem starcia to właśnie w czwartkowym spotkaniu Hapag-Lloyd będzie miało największe szanse na pierwsze ligowe punkty. Czy graczom w pomarańczowych strojach uda się to wykorzystać?

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Challengers – Pekabex

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Po raz ostatni drużyna Challengers wystąpiła w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta tak dawno, że w sumie zdążyliśmy się za nimi stęsknić. Ostatni mecz drużyny Wojciecha Lewińskiego datowany jest bowiem na 19 marca. Wówczas Challengersi rozegrali dwa spotkania, w których okazali się oni mocniejsi od drużyn Tiger Team oraz Kruk Volley. Choć nie były to występy tak imponujące jak te z debiutu w SL3 przeciwko drużynom Bayer Gdańsk oraz BL Volley to jednak fakt jest taki, że gracze w niebiesko-różowych strojach mają na tę chwilę komplet – dwunastu oczek. Z ogromną dozą prawdopodobieństwa należy stwierdzić, że chwilę po godzinie 19, wspomnianych punktów będzie już 15. Trudno wyobrazić nam sobie scenariusz, w którym jeden z głównych faworytów do wygrania ligi, mógłby mieć problem z tym, by ograć ostatnią ekipę w ligowej tabeli. Na tę chwilę Pekabex rozegrał w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta sześć spotkań, w których za każdym razem musiał uznawać wyższość rywali. To, co jest jednak budujące patrząc na postawę ekipy w biało-zielonych barwach to dość niespotykany mental. W przeszłości w SL3 występowały bowiem drużyny, które płaciły frycowe i po chwili się zniechęcały. W przypadku Pekabexu sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Aktualnie w ekipie nie zauważyliśmy ani zniechęcenia, ani znużenia. Widzimy za to dość dużą radość gry. Boimy się nawet pomyśleć jaka będzie ekspresja drużyny, kiedy uda im się sięgnąć po historyczny punkt. Na to będą musieli jednak jeszcze poczekać.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Volley Surprise – ACTIVNI Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie zmagania w trzeciej lidze gracze Volley Surprise. Często w sporcie bywa tak, że po spadku do niższej klasy rozgrywkowej, drużyna nie może odnaleźć się w nowej sytuacji i w konsekwencji ich problemy się tylko piętrzą. Cóż. Idealnym przykładem na tę tezę jest ekipa Volley Surprise, która jeszcze chwilę temu rywalizowała w drugiej klasie rozgrywkowej, a dziś ma ogromne problemy w trzeciej lidze. Póki co team Macieja Siacha rozegrał w obecnej kampanii cztery spotkania. Zaledwie dwa z nich padły łupem drużyny ze Słupska, co biorąc pod uwagę markę, jaką Volley sobie wypracował jest bardzo dużym rozczarowaniem. Co więcej. W meczach, w których Volley wygrywał i tak nie udawało im się sięgnąć po komplet oczek. W rezultacie niemrawego otwarcia, gracze Macieja Siacha znajdują się na dziesiątymmiejscu w ligowej tabeli i aktualnie nie są pewni utrzymania w trzeciej lidze. Jeśli sezon potoczyłby się dla nich tak, że spadliby oni do czwartej ligi to byłaby to jedna z największych sensacji obecnego sezonu. Trzeba przyznać, że w czwartek na ‘Słupszczan’ nie czeka łatwe zadanie. W pierwszym meczu, Volley zmierzy się z ACTIVNYMI i to gracze Artura Kurkowskiego zdają się być nieznacznym faworytem spotkania. Póki co, brązowi medaliści poprzedniego sezonu rozegrali w obecnej kampanii pięć spotkań, spośród których wygrali aż cztery. Warto zauważyć, że na tę chwilę ACTIVNI mieli jeden z najłatwiejszych terminarzy i sami jesteśmy ciekawi jak wypadną na tle Volleya.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Wolves Volley – APV Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Sympatycy Wolves Volley zastanawiają się czy, a jeśli tak to kiedy usłyszą głośne ‘AAAAauuuu’ ze strony ‘Watahy’. W poprzednim sezonie wycie teamu Mikołaja Stempina było słyszane nad wyraz często. Dla niewtajemniczonych było to wycie związane z dobrą grą. Wycie, które odstraszało rywali, a nie szerokorozumiany ‘ból dupy’ związany z kiepskimi wynikami. Po minionej edycji, po której ‘Wilkom’ udało się ustabilizować skład i trafić do grupy B, która uznawana jest powszechnie za tę mniej wymagającą, można było oczekiwać nieco lepszej gry drużyny. Fakty są takie, że po pięciu rozegranych dotychczas spotkaniach, Wolves Volley znajdują się na piątej lokacie i do lidera rozgrywek tracą już siedem punktów. Co więcej – w meczach, w których wygrywali to w dwóch przypadkach musieli dzielić się punktami z rywalami. Cała dotychczasowa zapowiedź utwierdza w przekonaniu, że aby Wolves Volley realnie włączyli się do walki o awans, muszą wygrać czwartkowe spotkanie za komplet punktów. Na papierze – wszystko na to wskazują. Porównując poszczególne aspekty siatkarskiego rzemiosła, trudno wskazać nam obszar, w którym APV dominowałoby nad rywalem. Jest odwrotnie. Czy to oznacza, że Wolves Volley zainkasują w czwartek trzy oczka i doskoczą do czołówki? Przekonamy się niebawem!

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Challengers – Volley Surprise

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Po dość wymagającym spotkaniu z ACTIVNYMI Gdańsk, zespół Volley Surprise przystąpi do drugiego spotkania w czwartkowy wieczór. Poza tym, że dla ‘Słupszczan’ będzie to w teorii jeszcze trudniejszy mecz to na dodatek będzie to spotkanie z dodatkowym smaczkiem. Wszystko za sprawą faktu, że w przerwie pomiędzy sezonami z drużyny Macieja Siacha odszedł atakujący Mariusz Kuczko, który uznawany był za lidera drużyny Volley Surprise. Wspomniany gracz przeszedł właśnie do Challengersów i nie ma co do tego wątpliwości – był to jeden z najgorętszych transferów w trzeciej lidze. Na początku zapowiedzi wspomnieliśmy o tym, że dla ‘Słupszczan’ będzie to drugie spotkanie w czwartkowy wieczór. Tak się składa, że identycznie będzie w przypadku Challengersów, którzy o 19 podejmą Pekabex. O ile ci drudzy nie będą mieli problemów ze zgarnięciem kompletu oczek, tak Volley nie będzie faworytem ani w meczu z ACTIVNYMI, ani z Challengersami. To sprawia, że jeśli scenariusz, który kreślimy się ziści to team Wojciecha Lewińskiego wskoczy do ścisłej czołówki trzeciej ligi grupy A. To oznaczać będzie z kolei problemy Volleya, który po czwartkowej tabeli może mieć bardzo poważne problemy. Jaki wynik obstawiamy? Cóż, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem zdaje się być komplet oczek Challengers.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Craftvena – Team Spontan

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Dla ‘Spontanicznych’, czwartkowe spotkanie będzie ostatnim meczem w pierwszej rundzie. Od przyszłego tygodnia, team Piotra Raczyńskiego rozpocznie mecze rewanżowe. Obecny okres to doskonały czas na podsumowania. Uważamy, że w skali szkolnej, ‘Pomarańczowi’ zasłużyli na ocenę dobry plus. W sześciu dotychczasowych spotkaniach, Spontan sięgał po zwycięstwo pięciokrotnie i tylko raz musiał uznać wyższość rywala. To, co obniża ogólną ocenę drużyny to fakt, że Spontan pomimo prowadzenia z Fuxem Pępowo nie potrafił postawić kropkę nad ‘i’. Poza tym, ocenę obniża nieco fakt, że w wygranych meczach z Krakenem, Wolves Volley i Portem Gdańsk, Spontan musiał dzielić się z rywalem zdobyczą punktową. W związku z tym, w czwartkowym wieczór zespół Piotra Raczyńskiego będzie grał pod pewną presją. Wszystko za sprawą wygranej Krakena we wczorajszym spotkaniu za komplet punktów, po którym gracze z Ukrainy uzyskali nad Spontanem dwa punkty przewagi. Biorąc pod uwagę coraz to wyższą formę ‘Bestii’, Spontan ma dość mały margines błędu. Na papierze są oni zdecydowanym faworytem czwartkowej potyczki, ale no właśnie. Historia SL3 pokazuje, że mówimy o drużynie, która dzieli się punktami najczęściej spośród wszystkich ekip w stawce. Jak oceniamy Craftvene? W skali szkolnej wahamy się między oceną dopuszczającą a dostateczną. Bliżej nam jednak do tej pierwszej, bo nie mówimy bynajmniej o drużynie niedoświadczonej. Ostatnie spotkania to jednak nieco lepsza forma, która pozwala Craftvenie żyć nadzieją na lepsze jutro.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Kot): 0-3

Flota Active Team – Old Boys

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Po środowej porażce, sytuacja beniaminka rozgrywek nie jest zbyt dobra. Ok, optymiści zwrócą zapewne uwagę na fakt, że obok Merkurego, Old Boys’i mają rozegraną najmniejszą liczbę spotkań spośród wszystkich ekip pierwszej ligi. Pesymiści widzą to jednak nieco inaczej. Aktualnie team Bartłomieja Kniecia ma na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo oraz aż cztery porażki. Niekorzystny bilans sprawia, że w ligowej tabeli plasują się aktualnie na ósmym miejscu i jeśli sezon zakończyłby się właśnie dziś ‘Dziadki’ musiałyby walczyć o pierwszą ligę w spotkaniu barażowym. Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że przed rozpoczęciem sezonu, zespół znad Raduni miał zupełnie inną wizję, jak będzie wyglądała ich pierwszoligowa przewaga. Póki co oglądamy na ‘żywym organizmie’ jak ogromna różnica jest pomiędzy poszczególnymi szczeblami rozgrywkowymi. Oczywiście nie wykluczamy scenariusza, w którym Old Boys po początkowym szoku się za chwilę ‘odkręci’ i zacznie wygrywać. Czy nastąpi to już w czwartkowy wieczór? Cóż, nie będzie to zadanie łatwe. Flota znajduje się bowiem w dobrym dla siebie okresie i wciąż mają bardzo dużą szansę na czołową piątkę pierwszej ligi. Aby tak się jednak stało, gracze Karoliny Kirszensztein powinni wygrać najbliższe spotkanie. W naszych oczach są faworytem, ale jak wiadomo – to nie musi mieć bardzo dużego znaczenia.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Speednet – MPS Volley

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Głucha cisza, która zapanowała po ostatnim spotkaniu obu drużyn w SL3 była przejmująca. Przypomnijmy, że w końcówce poprzedniego sezonu, kiedy MPS Volley miał szampana zmrożonego do odpowiedniej temperatury i w głowach rezonowała im myśl: ‘ostatnia prosta w drodze do mistrzostwa’, finalnie coś się zesrało. Ktoś, kto oglądał hit polskiego kina – „Killerów dwóch” ten doskonale pamięta scenę, w której padły następujące legendarne już słowa ‘No i w pizdu wylądował. I cały misterny plan też w pizdu’. Czy nie jest przypadkiem tak, że ‘Siara’ miał wówczas na myśli MPS-u Volley? Podobnej sytuacji, w której drużyna na samym finiszu nie zanotowałaby równie spektakularnego upadku eliminującego ich z mistrzostwa nie było ani wcześniej, ani nie sądzimy, że nastąpi w najbliższym czasie. Skoro odwołujemy się do szerokorozumianej kultury ‘następny będzie, może za sto lat’. Oczywiście za wspomniane spotkanie, Speednet zyskał w oczach ligowców i od wspomnianego momentu mają łatkę drużyny, która nigdy nie odpuszcza i nie kalkuluje. Jesteśmy pewni, że w czwartkowy wieczór im się to przyda, bo aktualnie ‘Różowi’ walczą o grupę mistrzowską. Czysto teoretycznie na czołową piątkę mogą wywalczyć również gracze MPS Volley. Tyle teoria, bo jest to scenariusz patykiem po wodzie pisanym i aż nam nieco głupio, że o tym wspomnieliśmy.  MPS nie znajduje się aktualnie w zbyt wysokiej formie i uważamy, że w czwartkowy wieczór doznają szóstej porażki w sezonie Wiosna’24.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

BEemka Volley – Flota Active Team 2

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Gdybyśmy powiedzieli, że Flota jest szarą drużyną, której mecze nudzą odbiorcę to tak jakbyśmy napluli naszym czytelnikom w twarz. W obecnej kampanii, z Flotą nie da się nudzić. Tak jak to było w poprzednich sezonach, tak i teraz kibice wciąż trwają z Flotą nawet jeśli tej nie idzie. Tak było choćby od początku obecnej kampanii, w której gracze Karoliny Kirszensztein przegrali kilka spotkań, a ich gra mówiąc eufemistycznie – nie zachwycała. Cierpliwi sympatycy nie opuszczali wówczas drużyny, wtedy kiedy ta ich najbardziej potrzebowała. To jak się okazało po czasie się opłaciło. Team w granatowych strojach zagrał w minionym tygodniu świetne spotkanie z Dream Volley i dzięki temu zanotowali pierwsze zwycięstwo w sezonie. Poprzedni tydzień był dla Floty udany w całokształcie. Choć mierzyli się z Dream Volley oraz 22 BLT Malbork to zgarnęli we wspomnianych meczach trzy punkty, co należy zdecydowanie rozpatrywać w kategorii czegoś pozytywnego. W tym pozytywnym vibe, beniaminek rozgrywek przystępuje do zadania, które zdaje się być bardzo wymagające. Rywalem Floty będzie bowiem BEemka Volley i niemal wszystko wskazuje na to, że to zespół Daniela Podgórskiego będzie murowanym faworytem meczu. Po kiepskiej formie nie ma już śladu i do czwartkowej konfrontacji, BEemka przystąpi świeżo po trumfie za komplet punktów ze wspomnianą wcześniej ekipą Dream Volley. Cóż. Dużo wskazuje na to, że w czwartkowy wieczór konto BEemki ‘napuchnie’ o kolejne trzy oczka. Każdy inny wynik odebrany zostanie w kategorii dużej niespodzianki.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

MATCHDAY #18

Za nami środowa seria gier, w której przebudziła się wreszcie drużyna Szach-Mat. Dodatkowo w pierwszej lidze kolejne zwycięstwo za komplet punktów zanotowała ekipa Eko-Hurt. W trzeciej klasie rozgrywkowej, udany rewanż za spotkanie sprzed kilkunastu dni wzięła ekipa Kraken. Zapraszamy na podsumowanie!

BES Boys BLUM – KRUK Volley 3-0 (21-16; 21-11; 21-13)

Przed meczem stało się jasne, że jeśli ‘Chłopcy’ sięgną w środowy wieczór po komplet punktów to szare trykoty zamienią na te najbardziej cenne – żółte, które ma prawo ubierać lider. Nie ma się co oszukiwać. Stawiany przed ‘Chłopcami’ cel nie zdawał się być przesadnie ambitny. Będąc na pewnym poziomie, pewne rzeczy trzeba po prostu robić. Robienie zakupów, powiedzenie dzień dobry w sklepie, wymienienie uprzejmości z bliskimi czy użycie szczotki od kibla w razie potrzeby. No właśnie do tej listy należy dorzucić ogolenie Kruka Volley za komplet punktów. Nie lubimy do końca dość powszechnego powiedzenia, ale jest takie, które niemal trzydzieści lat temu wypowiedział polski piłkarz Marek Jóźwiak przy okazji meczu ze szwedzką drużyną. Zaznaczamy, że tylko cytujemy: ‘masz frajera to go duś, jak udusisz to go puść’. Cóż, choć Kruki nie są bynajmniej frajerami to należy zauważyć, że na przestrzeni całego meczu BES Boys BLUM pomylił nieco kolejność. Bo te duszenie miało być najmocniejsze w pierwszym secie i uścisk miał być stopniowo uwalniany. Jak było w tym przypadku? Ano tak, że w pierwszym secie, niebo pokryło się czarnymi krukami, którego z początku BES Boys BLUM się jakby wystraszyło. Dość powiedzieć, że w drugiej części seta ‘Chłopcy’ prowadzili zaledwie jednym oczkiem (17-16). Ostatecznie pod koniec partii ‘Chłopcy’ przeobrazili się w mężczyzn, dwa razy krzyknęli, trzy razy zaklaskali i ‘Kruki’ w popłochu uciekły, po czym nie zdołały ich już niepokoić do samego końca spotkania.

Dream Volley – Złomowiec Gdańsk 1-2 (12-21; 14-21; 21-17)

Dumamy, myślimy, rozważamy. W skrócie – zastanawiamy się z kim zestawić drużynę Dream Volley, by ci wreszcie wygrali spotkanie? Dzieci z Bullerbyn? Ania z Zielonego Wzgórza ma zawołać swoje koleżanki, których notabene zbyt dużo nie miała? Może to właśnie wtedy będzie po równo hm? Chcemy podkreślić, że tym początkiem mogliśmy nieco urazić Złomowca Gdańsk. Z tego miejsca chcielibyśmy temu zaprzeczyć, bowiem odnosimy się bardziej do całokształtu. Ten jest tak dramatyczny, że bilans Dream Volley wynosi aktualnie jedno zwycięstwo oraz sześć porażek. Dobrze, że ‘Marzyciele’ coś tam jednak wygrali, bo bilans 0-7 sprawiłby, że musielibyśmy wyciągać z szafy żenujące żarty o polskim serialu 0-7 zgłoś się. Co ciekawe, we wspomnianym bilansie hańby, ‘Marzycielom’ udawało się skubać rywali tak jak w środowy wieczór. Dzięki temu, jak znamy życie nie będą mieli problemów z tym by utrzymać się w lidze, ale na Boga – czy właśnie taki los sobie ‘WYMARZYLIŚCIE’? Po porażce ze Złomowcem, dla zespołu Mateusza Dobrzyńskiego przerwa. Pół żartem pół serio – sami też chcieliśmy od tych męczarni odpocząć. A Złomowiec? Cóż, klasyka gatunku. A propos tego, że mamy kwiecień chcielibyśmy nieco parafrazować słynne powiedzonko. Kwiecień plecień bo przeplata, ‘Miedziowi’ wygrywają, a później dupy nadstawiają’. Tak mniej więcej do tej pory to wyglądało. Mecze świetne były przeplatane tymi słabymi. Czy po tryumfie z Dream Volley, gracze Witka Klimasa będą musieli uznać wyższość BEemki? Dużo na to wskazuje. 

Szach-Mat – TGD 3-0 (21-17; 21-17; 21-12)

Po kilku nieudanych spotkaniach, team Dawida Kołodzieja stanął przed wyborem ‘co robimy’. Albo rybki, albo pipki. Środowy wieczór miał dać odpowiedź, w którą stronę zmierza Szach-Mat i cóż. Aktualnie myślimy o tym, że plotki o ich sportowej śmierci były najprawdopodobniej przesadzone. ‘Szachiści’ wykorzystali problemy w obronie TGD na początku spotkania i błyskawicznie objęli prowadzenie 5-1. Cztero-pięciopunktowa zaliczka trwała do stanu 16-11, po której TGD zdołało doskoczyć na zaledwie jeden punkt (17-16). To, co charakteryzowało faworyzowaną ekipę to fakt, że w całym meczu prezentowali wysoką kulturę gry i popełniali stosunkowo mało błędów. To właśnie ten element był jednym z fundamentów tego, że Szach-Mat wygrał pierwszą partię do 17. Nie inaczej było w środkowej odsłonie, w której TGD grało naprawdę niezłą siatkówkę. Sądzimy, że ‘Drogowcy’ mieli pecha, że trafili na swoich rywali właśnie tego dnia. Gdyby do meczu doszło tydzień temu, przebieg gry mógłby być inny. Tak czy inaczej do stanu 14-14, kwestia tego, która z drużyn wygra pozostawała otwarta. Dopiero w końcówce Szach-Mat przeprowadził skoordynowany atak na króla i mógł wypowiedzieć magiczne wręcz SZACH-MAT (21-17). Ostatnia odsłona to już zupełnie inna historia. Historia, w której swoje karty zapisali wyłącznie gracze w czarnych strojach. Ba, o TGD nie było w niej nawet wzmianki (21-12).

Bossman Team – Old Boys 2-1 (14-21; 21-14; 21-13)

Porażka Bossmana z minionego sezonu z Old Boysami z całą pewnością siedziała w głowach drużyny Jakuba Kłobuckiego. Gdyby nie tamten mecz, to wygraliby oni zmagania w drugiej lidze bez ani jednej przegranej na koncie. Oczywiście nie ma co gdybać, czasu się nie cofnie, ale tak jak wspomnieliśmy – wspominana porażka była kamyczkiem w bucie, który uwierał Bossmana z każdym kolejnym krokiem. Znając już podłoże, trudno nam sobie wyobrazić jak czuli się gracze oraz sympatycy drużyny patrząc na to jak granatowi zaprezentowali się w pierwszej odsłonie. Było kiepsko, było niemrawo, było smutno, a do tego ‘Gulanik’ niemalże milczał. Nie grało nic. Nie było Bossmanowo i parafrazując zapowiedzi na fanpage’u ‘Granatowych’ to nie była środa, w którym ‘Kuba Wam info poda’, tylko to była środa – kłoda. Było sucho jak w tartaku. Dobra, każdy już załapał. Mając tak dysponowanego rywala, Old Boysom nie pozostawało nic tylko to wykorzystać, co też należy umieć zrobić. Po świetnej grze w bloku graczy z Pruszcza Gdańskiego oraz braku asekuracji u ‘Drzewiarzy’, prowadzenie Old Boys wynosiło już 17-10, a to rzecz jasna oznaczało koniec seta. Druga odsłona to set nie ‘Drzewiarzy’, a ‘Motorniczych’, którzy w przerwie pomiędzy partiami zrobili pauzę i w czasie, kiedy pasażerowie czekali na kolejny przystanek, ci przestawili zwrotnice na inną grę. Precyzując – na lepszą grę. Choć pierwsza część seta była wyrównana (10-10) to im dalej zajechał tramwaj w granatowych barwach, tym było coraz lepiej. Ostatecznie po kilku przystankach, ‘Motorniczy’ wcisnęli coś na konsoli przed nosem i odjechali z zawrotną prędkością w kierunku portu (21-14). Trzeci set to powrót ‘Bossmana’, który po dobiciu do portu, postanowił zabrać drużynę przeciwną w rejs dookoła zatoki. Cóż. Nierozgarnięci turyści z Pruszcza nie poinformowali Bossmana, że tak naprawdę to mają chorobę morską i jak możecie się domyślać – nie skończyło się to dla nich dobrze. W pewnym momencie, gracze występujący w delegacji tak zafajdali pokład, że wkurzony Bossman postanowił wyrzucić ich za burtę (21-13).

Kraken – Port Gdańsk 3-0 (21-12; 21-17; 21-17)

Przed spotkaniem do ekipy ‘Bestii’ dołączył ceniony na parkietach SL3 rozgrywający Anton Hukasov, co od razu zmieniło perspektywę przebiegu rywalizacji. Dodatkowo, Port pojawił się w szóstkę, a takiego obrazka nie oglądaliśmy w ich wykonaniu od dłuższego czasu. Już od pierwszego gwizdka sędziego Kraken wszedł w mecz bardzo zdecydowanie, od razu osiągając kilkupunktową przewagę (8-3), głównie dzięki błędom rywali. Kilka udanych akcji Portowców przybliżyło ich do wyrównania wyniku i nawiązania równej walki z przeciwnikami, jednak po tym zrywie znów zaczęli popełniać błędy, dzięki czemu Kraken ponownie odbudował przewagę, a nawet ją powiększył, spokojnie wygrywając seta do 12. Druga partia miała bardzo podobny przebieg do pierwszej. Ponownie ekipa zza wschodniej granicy odjechała na początku (8-4), Portowcy wyrównali na 11-11, po czym Kraken bez litości oplótł rywala swoimi mackami i pociągnął na dno, kończąc seta wynikiem 21-17. Trzeba przyznać, że ekipa Arkadiusza Sojko w tym zatonięciu pomagała jak umiała, popełniając głupie błędy w kluczowych dla siebie momentach. Trzeci set różnił się od pozostałych wyłącznie tym, że ‘Niebiescy’ nie dali graczom Jurija Charczuka odskoczyć na kilka punktów już na początku partii, a dopiero w jej drugiej połowie (13-8). Po tym ponownie udało im się zniwelować przewagę (15-14), jednak historia lubi się powtarzać i końcówka ponownie padła łupem Krakena, który zdecydowanie wygrał partię do 17, a cały mecz 3-0. Tym samym Kraken bierze udany rewanż za marcowe spotkanie i przyznajemy, że jeśli ich gra będzie wyglądała tak, jak we wczorajszym meczu, runda rewanżowa może się okazać w ich wykonaniu dużo lepsza.

Szach-Mat – Hydra Volleyball Team 3-0 (21-17; 22-20; 21-16)

Na ‘Szachistów’ wylało się w ostatnim czasie tyle pomyj, że zastanawialiśmy się czy w związku z tym nie powinniśmy im zapewnić pomocy psychologicznej. A co nam tam, to było wiadro obornika. Z drugiej strony, czy nie jest przypadkiem tak, że gracze w czarnych strojach sobie na to zasłużyli? Pal licho z formą drużyny, ale tam naprawdę do pewnego momentu nic nie funkcjonowało. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że choć ich sytuacja staje się naprawdę nieciekawa, to w środowy wieczór mają szansę na bilet ‘last minute’ na pociąg prowadzący w kierunku pierwszej ligi. Cóż, nie chcemy popadać ze skrajności w skrajność, ale zdaje się, że w promocyjnej cenie dostali oni bilet na miejsca dla vipów. Sześć punktów plus ogolenie jednego z rywali w walce o podium? Brzmi doskonale i właśnie w takich humorach do domów wracali gracze w czarnych trykotach. Choć w naszych oczach to Hydra Volleyball Team była w lepszej formie i to ich wskazywaliśmy jako faworyta konfrontacji to finalnie stało się zupełnie inaczej. Uważamy, że podobnie jak dla Szach-Matu nie szukaliśmy usprawiedliwień w poprzednich meczach tak i tu, w kontekście Hydry nie ma sensu wspominać o brakach kadrowych. Te były, są i będą w każdej drużynie. Poza tym, zespół w złotych strojach dysponuje dość szeroką kadrą i musi być gotowa na wszelkie ewentualności. Jeśli chodzi o samo spotkanie to najciekawiej było w środkowej partii, w której po ataku Kuby Koniecznego, Hydra miała piłkę setową (20-19). Po chwili dwa bardzo ważne punkty zdobył Adrian Krampichowski, a resztę tej historii już znacie. Dzięki sześciu punktom, Szach-Mat wskakuje w ligowej tabeli tuż nad Hydrę, na czwartą lokatę. Oj, błyskawicznie ewoluuje nam sytuacja w drugiej lidze.

Bossman Team – AIP 2-1 (21-14; 21-14; 16-21)

Oj, dawno nie oglądaliśmy tak dziwnego spotkania. Pierwszy set rywalizacji wyglądał bowiem tak jak spotkania przybyszy z innych galaktyk w animowanym filmie ‘Kosmiczny mecz’. Dysproporcja pomiędzy turystami z kosmosu (Bossman) a niezbyt ogarniętymi mieszkańcami ziemi (AiP) była w pierwszej odsłonie PRZYTŁACZAJĄCA. Podczas gdy tym pierwszym szło wszystko, drużynie AIP nie szło nic. Serio. Gdyby w pierwszym secie, któryś z graczy Adriana Ossowskiego postanowił podłubać sobie w nosie to prawdopodobnie wybiłby sobie oko. Przykładów można mnożyć, ale doprawdy – to była niebywale śmierdząca kupa. Choć trudno w to uwierzyć, pod koniec seta było już 19-8 dla BOSSmana. Jako pierwszemu taki stan rzeczy nie spodobał się atakerowi AIP – Mariuszowi Seroce, który zasadniczo nie miał nic do stracenia i w końcówce seta postanowił rozstrzelać rywali mocną zagrywką. Efekt? Kiedy ktoś spojrzy na wynik to nie oglądając zawodów może odnieść wrażenie, że AIP coś tam grało. Cóż, nie grali ani w pierwszym, ani drugim secie. Środkowa partia to przewaga beniaminka rozgrywek, który parł po swoje i wygrał tę odsłonę do 14. Na początku zapowiedzi wspomnieliśmy o kosmicznym meczu i tym jak w początkowych fazach gracze Looney Tunes byli upokarzani. Pamiętacie jak skończyło się w tamtym meczu? Jeśli nie – służymy pomocą. Animki chcąc uniknąć porwania na inną planetę włączyły tryb ‘TERA ALBO KUR*A NIGDY’ i od początku trzeciej partii byli już inną drużyną. Choć KOKSY robiły wszystko, co w ich mocy to w trzeciej partii karta sprzyjała drużynie w fioletowych strojach. Ostatecznie AIP wygrał tę partię do 16 i choć przesadnie mu nie szło, to zdobył cenny punkt do ligowej tabeli.

Eko-Hurt – MPS Volley 3-0 (21-18; 21-16; 22-20)

Czy w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta jest ktoś kto może powstrzymać Eko-Hurt? Ależ kozacko to wygląda. Wiecie co jest miarą wielkich drużyn? Ano to, że nawet jeśli nie grają oni super zawodów to i tak są w stanie zdobywać komplety punktów. Ileż to razy oglądaliśmy bowiem sytuację, w której o mistrzostwie decydowały cholerne sety, w których drużyny nie potrafiły zachować koncentracji. Ba, od początku sezonu tak było również w Eko-Hurcie, ale team Konrada Gawrewicza włączył jakiś czas temu super tajny przycisk, który na jakiś czas sprawia, że stają się oni ‘nieśmiertelni’. Czy do końca sezonu? Cóż, przekonamy się niebawem, ale aktualnie Eko-Hurt jest Maxem Verstappenem Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Jest kozakiem. Sam mecz? Tak jak wspomnieliśmy, nie obył się bez problemów. W pierwszym secie po skutecznej zagrze Wojtka Ingielewicza, na tablicy wyników było już 17-13 dla Eko-Hurtu. Po chwili, serią kilku punktów z rzędu popisali się Miłośnicy Piłki Siatkowej i przewaga faworyzowanej ekipy, stopniała do jednego punktu (18-17). Końcówka to jednak postawienie kropki nad ‘i’. Środkowa odsłona to bodajże najmniej emocjonująca partia w meczu. W telegraficznym skrócie – Eko-Hurt kontrolowali przebieg i wygrali do 16. Emocji nie brakowało za to w ostatniej odsłonie, która do pewnego czasu wyglądała idealnie dla Mistrzów SL3. Po bloku Kacpra Buczkowskiego, Eko-Hurt prowadził bowiem 13-11. Druga część seta to jednak dobra gra MPS, który postanowił powalczyć o cenny punkt. W końcówce partii wynik wynosił 20-20 i sprawa wygranej pozostawała kwestią otwartą. Ostatecznie po ataku Wojtka Ingielewicza, dla którego był to dokładnie punkt nr 1135 w SL3, Eko-Hurt cieszyło się z trzech oczek.

BL Volley – Drużyna A 2-1 (21-9; 13-21; 21-17)

Oddając ‘Typ Redakcji’ braliśmy pod uwagę fakt, że BL Volley był w obecnym sezonie drużyną ‘zero-jedynkową’. Jeśli wygrywali to za komplet punktów. Jeśli zaś przegrywali to również nie udawało im się sięgnąć po choćby jeden punkt. Wyjątkiem od tej reguły było ostatnie spotkanie, w którym ‘Tygrysy’ mierzyły się z BES Boys BLUM. Mecz z Drużyną A miał być powrotem do utartego schematu i to dodatkowo do jej szczęśliwej części. Początek spotkania nie wskazywał na to, że będzie to dla drużyny Wojciecha Strychalskiego łatwa przeprawa. Choć wynik na tablicy wskazywał 8-8 to należy zauważyć, że wynikało to raczej ze sporej liczby błędów Drużyny A, a nie wyrównanej walki, w której obie drużyny walczą punkt za punkt. Kiedy wydawało się, że team Karola Majkowskiego jest w stanie zaskoczyć swojego rywala w pierwszej odsłonie to zaskoczyli bardziej siebie oraz wszystkie osoby oglądające spotkanie. Szanowni Państwo, na półmetku seta, ktoś z niewyjaśnionych przyczyn wyciągnął Drużynie A wtyczkę z prądem i dopiero pod koniec partii udało im się zrobić przejście. Te oczywiście nic im już nie dało. Środkowa partia to set, w którym gracze w czarnych strojach przestali wreszcie popełniać niezliczoną ilość błędów. Efekt był taki, że to właśnie ‘underdog’ przejął inicjatywę w tej odsłonie i na półmetku seta prowadził 9-6. W dalszej części, drużynie BL Volley brakowało pomysłu na sforsowanie zasieków rywali. Dodatkowo, co rusz narażali się oni na skuteczne kontry, bloki czy zagrywkę. Wynik 17-9 mógł szokować, ale tylko osoby, które nie oglądały spotkania na żywo. Ostatecznie partia ta zakończyła się wynikiem 21-13, co oznaczało, że o zwycięstwie w meczu zadecyduje trzeci set. Ten rozpoczął się od tego, co oglądaliśmy w pierwszej odsłonie czyli błędów Drużyny A, które zaprowadziły nas do stanu 10-5 dla faworyzowanej ekipy. O tym, że element, który podkreślamy nie jest wymyślony z czterech liter świadczy fakt, że w całym meczu BL zdobył 19 punktów po ataku i jest to wynik najgorszy ze wszystkich drużyn, które zagrały w środowy wieczór. Żeby nie było, że atakujemy tylko jednych to dla odmiany – Drużyna A popełniła najwięcej błędów. Cóż, równowaga, o której wspominamy sprawiła, że choć ‘Tygrysy’ się nie napociły, to finalnie trzeci set padł ich łupem (21-17).

Zapowiedź – MATCHDAY #18

Po koszmarnym poniedziałkowym dniu meczowym wracamy na parkiety SL3. W środowy wieczór dojdzie do kilku bardzo ważnych spotkań. O godzinie 20:00 będący w nienajlepszej formie Szach-Mat zmierzy się z Hydrą Volleyball Team. Ponadto w pierwszej lidze dojdzie do kilku spotkań, które mogą sporo namieszać w ligowej tabeli. Zapraszamy!

BES Boys BLUM – KRUK Volley

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Wskazanie faworyta środowej konfrontacji jest zadaniem łatwiejszym niż te przed którym stają dzieciaki w przedszkolu musząc dopasować drewniany klocek do odpowiedniej dziury. Wiecie, koło do koła, sześcian do sześcianów itd. Choćbyśmy nie wiadomo jak się bowiem silili, trudno wyobrazić nam sobie scenariusz, w którym ‘Chłopcy’ mieliby pogubić punkty z ‘Krukami’. W ligowej tabeli, obie drużyny na półmetku rozgrywek dzieli bowiem przepaść. W naszym odczuciu podobnie sytuacja wygląda, kiedy pod uwagę weźmiemy umiejętności obu drużyn. Naszej predykcji nie zmienia fakt, że w minionym tygodniu rozgrywek, ‘Chłopcy’ zgubili pierwszy punkt w sezonie. Do podziału punktów doszło w konfrontacji z drużyną BL Volley. Warto zauważyć jednak, że wspomnianego dnia team Ryszarda Nowaka miał pewne problemy kadrowe. Tak czy siak, utyskiwanie na to, że BES Boys BLUM ma tylko 17 na 18 możliwych punktów byłoby nietaktem, na który z pewnością się nie zdobędziemy. Zgoła odmienną sytuację w ligowej tabeli mają gracze w niebiesko-zielonych barwach. Na tę chwilę, team Jakuba Florczaka rozegrał pięć spotkań, w których nie zdołali odnieść ani jednej wygranej. Dodatkowo w zaledwie dwóch spotkaniach udało im się sięgnąć po jeden punkt i na ten moment Kruk Volley pozostaje jedną z ekip, które obrały azymut na czwartą ligę, która powstanie od sezonu Jesień’24.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Dream Volley – Złomowiec Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Dziady sezonu? Mówimy tu o ‘Marzycielach’, którzy od początku obecnej edycji, prezentują się koszmarnie. Tak, nie boimy się tego napisać. Występy Dream Volley są bardzo rozczarowujące dla sympatyków drużyny Mateusza Dobrzyńskiego. Kibice ‘Marzycieli’ byli bowiem w ostatnich sezonach przyzwyczajeni do słodkiej lemoniady, a od początku obecnej kampanii, dostają bardzo kwaśny sok z limonek, którego nie da się przełknąć. Nie wiemy czy gracze Dream Volley o tym wiedzą, ale nawet wspomniany kwaśny sok da się jeszcze osłodzić. Aby tak się jednak stało, zespół w niebieskich strojach musi się błyskawicznie ogarnąć i zacząć grać na miarę swojego potencjału. Tylko to pozwoli Dream uratować obecny sezon i uniknąć nerwówki w końcówce sezonu. O to nie będzie bynajmniej łatwo. Rywalem ‘Marzycieli’ będzie bowiem ekipa Złomowca Gdańsk i ktoś kto ogląda zmagania w SL3 uważnie ten wie, że obie drużyny mają ‘rachunki do wyrównania’. Mowa tu rzecz jasna o pamiętnym sezonie Wiosna’22, który był najlepszym sezonem dla obu ekip. Finalnie, choć Złomowiec ograł ‘Marzycieli’ za komplet oczek to w związku z gorszym stosunkiem małych punktów, wylądowali w ligowej tabeli na trzecim miejscu i nie udało im się awansować do elity. Nawiązując jeszcze do historii, warto zwrócić uwagę na fakt, że w czterech dotychczasowych spotkaniach, obie drużyny zanotowały po dwie wygrane. Jak będzie tym razem? Nieco więcej szans na tryumf dajemy graczom Witolda Klimasa.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Szach-Mat – TGD

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Każda liga ma taką Zaksę, na jaką zasługuje. Profesjonalna Plus Liga ma tę, która w minionym sezonie wygrała zmagania w lidze mistrzów. My mamy tę, która w poprzednim sezonie spadła z pierwszej ligi. Nawiązanie, choć z całą pewnością na wyrost to jednak jakieś analogie znajdujemy. Na długo przed rozpoczęciem sezonu niemal wszyscy byli przekonani, że i jedni i drudzy będą jednymi z głównych faworytów do wygrania ligi. Rzeczywistość okazuje się brutalna dla jednych i drugich. Zostawmy już zespół z Kędzierzyna-Koźla i skupmy się wyłącznie na ‘Szachistach’. Ależ to jest masakra drodzy Państwo. Kurcze, mamy nosa, bo nawet jeśli Szach-Mat w obecnym sezonie na początku wygrywał to styl, w którym tego dokonywał nie pozwalał nam ‘Czarnych’ chwalić. Podskórnie przeczuwaliśmy, że coś tu nie gra. Potwierdzenie naszych słów dostaliśmy w minionym tygodniu, w którym Szach-Mat już drugi raz w obecnym sezonie dostał po łbie. Efekt jest taki, że team Dawida Kołodzieja znajduje się obecnie na ósmymmiejscu w ligowej tabeli. Tak jak mówiliśmy w ostatnim magazynie. Parafrazując kampanię reklamową Mc donalds’a sprzed kilku lat – Szach-Mat trafił do drugiej ligi na chwilę, ale tak im się spodobało, że postanowili zostać tu na dłużej. Miała być przygoda do lata, ale ‘Szachistom’ się coś pomieszało i uznali, że to przygoda na lata. Oczywiście czysto teoretycznie, Szach-Mat może jeszcze odmienić los. Aby tak się stało, team ‘Szachistów’ musi wygrać z TGD za komplet punktów, a następnie z Hydrą. Patrząc na obecną dyspozycję TGD to Szach-Mat ma na to bardzo duże szanse. Po niezłym początku w wykonaniu teamu Maćka Kota, zespół ‘Drogowców’ złapał pewną zadyszkę. Czy ‘Szachistom’ uda się to wykorzystać?

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Bossman Team – Old Boys

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Ależ Bossman skomplikował sobie sytuację. Jeszcze do niedawna, do zespołu z puszką piwa w logo trudno było się przyczepić. Bossman wygrał bowiem z brązowymi oraz srebrnymi medalistami poprzedniego sezonu. Dodatkowo był o włos od tego by wygrać również spotkanie z aktualnym Mistrzem SL3 – Eko-Hurtem. Po wspomnianych trzech meczach nie było chyba osoby, która sądziłaby, że dla Bossmana mogłoby zabraknąć miejsca w grupie mistrzowskiej. Sytuacja w pierwszej lidze jest jednak dość dynamiczna i po porażce zespołu Jakuba Kłobuckiego z Flotą Active Team, sytuacja beniaminka pierwszej ligi uległa znacznemu pogorszeniu. Aktualnie, Bossman plasuje się na dopiero siódmym miejscu. Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, że do tej pory rozegrali oni wraz z Old Boysami najmniej spotkań spośród wszystkich drużyn w pierwszej lidze. To z kolei szansa na to by ponownie wskoczyć do pociągu. Aby tak się jednak stało, ‘Granatowi’ muszą wygrać środowe starcie z Old Boys, co przecież taką oczywistością nie jest. Przypomnijmy, że oba zespoły miały okazję rywalizować ze sobą w poprzednim sezonie, jeszcze w drugiej lidze. Choć we wspomnianym meczu Bossman również był faworytem, to finalnie zespół z Pruszcza rozbił ich w stosunku 3-0. Jak będzie tym razem? Sądzimy, że gracze Jakuba Kłobuckiego wezmą udany rewanż za spotkanie sprzed kilku miesięcy.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Kraken – Port Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Choć obie drużyny nie zdążyły rozegrać jeszcze wszystkich spotkań w pierwszej rundzie to w środowy wieczór rozpoczną rundę rewanżową. Cała sytuacja jest związana z faktem, że na długo przed opublikowaniem terminarza, drużyna Fux Pępowo, z którą miały rywalizować obie drużyny wysłała prośbę o to, by w tygodniu 8-12 kwietnia nie grać spotkań. Nie licząc spotkania z Pępowem, obie drużyny w pierwszej rundzie rozegrały mecz z każdym z rywali. Jest to zatem dobry czas na pierwsze podsumowania. Choć przed sezonem wydawało się, że to Kraken ma więcej argumentów by zwojować ligę to rzeczywistość okazała się dla graczy zza wschodniej granicy niezbyt ciekawa. Z pewnością wpływ na aktualną sytuację ma fakt, że już na początku sezonu, z drużyny ‘Bestii’ wypadł założyciel oraz kapitan drużyny – Jurij Charczuk. Finalnie w sześciu rozegranych meczach, Kraken zdołał wygrać tylko trzy razy i aktualnie drużyna, która miała ochotę na awans do drugiej ligi, plasuje się na czwartym miejscu w tabeli. Lepszą sytuację mają za to ‘Portowcy’, którzy w poprzednim sezonie zajęli bardzo niskie – dwunaste miejsce w trzeciej lidze. W trzynastu spotkaniach poprzedniej edycji, Port zdołał wygrać zaledwie cztery razy i była to edycja, o której ‘Granatowi’ chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Co ciekawe, choć w obecnej edycji Port zagrał sześć spotkań to już teraz ma tyle samo zwycięstw na koncie ile przez całą poprzednią edycję. Jednym ze zwycięstw był tryumf Portu nad Krakenem. Przypomnijmy, że do pierwszego spotkania obu drużyn doszło 25 marca. Wówczas skończyło się wynikiem 2-1 dla Portu Gdańsk. W naszym odczuciu, nie inaczej będzie tym razem.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot):

Szach-Mat – Hydra Volleyball Team

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Szerzej nieciekawą sytuację Szach-Matu opisaliśmy przy okazji zapowiedzi ich meczu z TGD. W telegraficznym skrócie – jeśli Szach-Mat chce w obecnym sezonie powalczyć o awans do elity to musi w środowy wieczór sięgnąć po dwie wygrane. Planem minimum zdaje się być pięć oczek. Cóż. Patrząc na obecną dyspozycję graczy ‘królewskiej (hehehe) gry’, o dwie wygrane będzie niezwykle trudno. O ile tryumf z walczącą o utrzymanie drużyną TGD zdaje się być obowiązkiem ‘Szachistów’, tak wygrana z Hydrą Volleyball Team zdaje się być bardzo wymagającym zadaniem. W naszym odczuciu to właśnie team Sławomira Kudyby będzie faworytem starcia. Przed rozpoczęciem obecnego tygodnia rozgrywek, Hydra zrównała się liczbą punktów z ówczesnym liderem rozgrywek. To oznacza, że w drodze po awans do pierwszej ligi, Hydra po kwalifikacjach startuje ze swoim bolidem z pierwszej linii. Oczywiście druga część sezonu to zdecydowanie trudniejszy terminarz. Faktem natomiast jest to, że zespół w złotych strojach zdaje się być obecnie w coraz lepszej formie. Czy to pozwoli im ograć Szach-Mat i tym samym odstrzelić ich z walki o wygraną ligi? Dla obu drużyn będzie to bezpośrednie spotkanie numer 4. Póki co, za każdym razem górą był Szach-Mat. Podskórnie przeczuwamy, że pewna era dobiega jednak końca i tym razem, po walce więcej powodów do optymizmu będzie miała ‘Bestia’.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Bossman Team – AIP

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Sezon zaczyna powoli przybierać obraz, który niekoniecznie może podobać się drużynie Adriana Ossowskiego. Po sześciu spotkaniach obecnej edycji, AIP ma na swoim koncie zaledwie dwa zwycięstwa oraz cztery porażki. Niekorzystny bilans sprawia, że do środowego spotkania AIP podchodzi jako szósta drużyna pierwszej ligi. Co gorsze, trzy z czterech drużyn, które w ligowej układance znajdują się pod AIP to ekipy, które rozegrały mniejszą  liczbę spotkań. To sprawia z kolei, że drużynie Adriana Ossowskiego może być trudno powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu, w którym skończyli ligowe zmagania tuż za podium. Ba, sądzimy, że na chwilę obecną, AIP nie może być pewne tego, że zdołają utrzymać się w elicie. Sądzimy bowiem, że po środowej konfrontacji z Bossmanem, sytuacja AIP ulegnie jeszcze pogorszeniu. W naszym odczuciu to właśnie team Jakuba Kłobuckiego jest faworytem pojedynku. O sytuacji Bossmana szerzej rozpisywaliśmy się przy okazji ich spotkania z Old Boysami. Uważamy, że zespół w granatowych barwach stanie w środowy wieczór przed bardzo dużą szansą na doskoczenie do czołówki. Niestety działa to w dwie strony. Potencjalne dwie porażki sprawią, że Bossman wyautuje się z grupy mistrzowskiej. To, czego jesteśmy pewni to tego, że w środowy wieczór nie zabraknie emocji.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

EKO-HURT – MPS Volley

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Po pięciu spotkaniach obecnego sezonu, ‘Hurtownicy’ zdają się być w idealnym położeniu. Do środowej konfrontacji, team Konrada Gawrewicza podchodzi bowiem jako lider pierwszej klasy rozgrywkowej i drużyna, która jako jedyna, jak do tej pory nie przegrała. Oczywiście, utrzymanie żółtej koszulki lidera wiąże się z tym, że wciąż nie jest rozstrzygnięty wynik konfrontacji pomiędzy CTO Volley z Merkurym, o czym informowaliśmy we wczorajszym komunikacie. Niezależnie od wyniku tamtego spotkania, Eko-Hurt spadłby w tabeli. Należy przy tym podkreślić, że Eko-Hurt ma w tej sytuacji o jedno rozegrane spotkanie mniej. To oznacza z kolei, że jeśli opędzlują wicemistrzów poprzedniego sezonu to będą na doskonałej drodze w kierunku…ok, jest na to zbyt wcześnie. Warto podkreślić fakt, że dla obu drużyn środowe spotkanie będzie meczem szczególnym. Wszyscy pamiętamy bowiem końcówkę poprzedniego sezonu, w którym MPS miał już koronę na głowie, ale siadając na tron się z niewyjaśnionych powodów przewrócili i to Eko-Hurt skończyło z mistrzostwem. Środowe spotkanie to potyczka o całkiem innym ciężarze. MPS nie prezentuje się już tak dobrze jak wówczas i dziś są drużyną, która walczy o utrzymanie. Z pewnością do realizacji celu przydałyby im się punkty w środowy wieczór. O te będzie jednak piekielnie trudno.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

BL Volley – Drużyna A

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Patrząc na suche wyniki, trudno odnieść wrażenie, że BL Volley gra w obecnej kampanii niezłą siatkówkę. Fakty są bowiem takie, że ‘Tygrysi zespół’ rozegrał w obecnym sezonie sześć spotkań, w których tylko trzykrotnie znajdywał sposób na to, by ograć rywali. Sztuka ta, zespołowi Wojciecha Strychalskiego udawała się w meczach z DNV, Tiger Team czy ACTIVNYMI Gdańsk. To, co z pewnością warto podkreślić na plus to fakt, że jeśli BL wygrywało to zgarniało przy tym komplet punktów. Niestety jest też ciemniejsza strona medalu czyli spotkania, w których BL musiał uznać wyższość Challengersów, Speednetu 2 czy BES Boys BLUM. Tu warto się na chwilę zatrzymać, bowiem BL Volley był pierwszą drużyną, która zdołała zdobyć w obecnej kampanii punkt z BES Boys BLUM. Patrząc na całokształt w wykonaniu ‘Tygrysów’ sądzimy, że za chwilę przyjdą lepsze wyniki. Ba, uważamy, że w środowym spotkaniu z Drużyną A, BL Volley pozostaje wyraźnym faworytem starcia. Sytuacji nie zmienia tu fakt, że w obecnym sezonie, zespół Karola Majkowskiego jest przez nas głównie chwalony. Aktualnie, Drużyna A plasuje się na dziesiątymmiejscu w ligowej tabeli i jeśli sezon kończyłby się właśnie dziś, to team w czarnych strojach byłby o włos od utrzymania się w trzeciej lidze. To jeszcze kilka tygodniu temu brzmiało jak scenariusz science-fiction.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Komunikat Organizatora

W meczu CTO Volley – Merkury, rozegranym 8 kwietnia 2024 r., doszło do kontuzji Wojciecha Małeckiego, po której obie drużyny nie wyraziły chęci kontynuowania gry. Opisane zdarzenie miało miejsce przy stanie 20-18 dla Merkurego. W dniu 9 kwietnia odbyły się rozmowy pomiędzy obiema drużynami, w którym jako organizator braliśmy udział. Wszystkie zebrane strony uznały zgodnie, że najoptymalniejszym rozwiązaniem będzie dogranie meczu od stanu, w którym zakończone zostało poniedziałkowe spotkanie. Mecz zostanie dograny przed zakończeniem rundy zasadniczej w pierwszej lidze. Jednocześnie informujemy, że ze względów technicznych oraz problemów związanych z przeniesieniem spotkania na inny termin, spotkanie nie będzie wliczane do tygodniowego zestawienia oraz klasyfikacji generalnej w typerze SL3.

MATCHDAY #17

Poniedziałkowe granie zeszło w cień po kontuzjach, których doznali Wojciech Małecki, Radosław Róg czy Tomasz Sadowski. To właśnie w związku z urazem tego pierwszego, mecz na szczycie pierwszej ligi pomiędzy Merkurym a CTO Volley, zakończył się przy stanie 20-18 dla czterokrotnych mistrzów SL3. Zapraszamy na podsumowanie!

Chilli Amigos – Tiger Team 0-3 (10-21; 16-21; 18-21)

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że Chilli Amigos w konfrontacji z Tiger Team jeszcze nigdy nie przegrało. W naszych oczach miało się to zmienić w poniedziałkowy wieczór, bo choć obie drużyny nie prezentują w obecnej kampanii wybitnej formy, to jednak ‘Tygrysy’ zdawały się być o krok przed ‘Amigos’. Udowodnił to choćby pierwszy set rywalizacji, w którym gracze w granatowych strojach błyskawicznie objęli kilkupunktowe prowadzenie (7-2). Konsekwentnie grający Tiger, który popełniał zdecydowanie mniej błędów, w drugiej części seta prowadził już 17-8 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię. Środkowa odsłona rozpoczęła się niemal identycznie. Po ‘przepychance’ zakończoną punktem dla Tigera, tablica wyników wskazywała 9-3 dla zespołu Dawida Staszyńskiego. Kiedy wydawało się, że wszystko jest pod ich kontrolą, cztery punkty z rzędu zdobyli gracze w czerwonych strojach, którzy zniwelowali stratę do dwóch oczek (9-7). W dalszej części, po dobrym fragmencie Chilli Amigos, było już po 12 i kiedy wydawało się, że ‘Amigos’ zdołają przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść, Tiger Team wybił im to z głów i po dwóch atakach Mateusza Sokołowskiego, wygrał tę partię do 16. Ostatnia odsłona to nieco inna historia niż ta, którą oglądaliśmy w dwóch premierowych partiach. Od początku tego seta to Chilli Amigos przejęło inicjatywę i na półmetku odsłony prowadzili 9-7. Z czasem Tiger zaczął odzyskiwać kontrolę i po serii udanych akcji, objęli oni prowadzenie 17-13, które po chwili zamieniło się w komplet punktów.  

Tufi Team – CTO Volley 0-3 (16-21; 13-21; 16-21)

Nie ma co się już pastwić nad Tufi Team. O ich sytuacji powiedziano już bowiem wszystko. Historia, w której Tufi Team ogrywało w poprzedniej edycji CTO Volley to przeszłość. Teraźniejszość jest taka, że ‘Pomarańczowi’ błyskawicznie wykorzystali błędy ‘Tuffików’ z początku spotkania i wyszli na prowadzenie 8-4. Choć z czasem team Mateusza Woźniaka zdawał się podjąć rękawice (9-8), to w drugiej części seta oglądaliśmy już wyraźną przewagę graczy w pomarańczowych trykotach, którzy wysunęli się na prowadzenie 17-11, a następnie cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Środkowa partia to niemal identyczny początek jak ten z pierwszej partii. Różnica była taka, że tym razem CTO biło jeszcze mocniej, a Tufi Team myliło się jeszcze częściej. Efekt to wynik 10-3 na półmetku seta. W dalszej części dysproporcja nie była już tak duża, ale umówmy się – CTO Volley mogło pozwolić sobie na to by nieco zwolnić. Pokontemplować. Być niczym kot, który przed egzekucją myszy się z nią bawi. Nie inaczej było i tym razem, a finalnie środkowa partia to wynik 21-13 dla CTO. Trzeci set rozpoczął się od kumulacji pewnych zdarzeń, po których pomyśleliśmy, że może dojść do podziału punktów. Z jednej strony CTO wyraźnie się rozprężyło. Z drugiej strony Tufi Team uwierzyło w to, że są w stanie powalczyć o jeden punkt. To sprawiło, że na półmetku seta mieliśmy wynik 13-11 dla Tufi. Przyparta do muru ekipa w ‘Pomarańczowych’ strojach zareagowała w najlepszy możliwy sposób. Po dobrej serii na zagrywce Łukasza Negowskiego, CTO odzyskało bowiem kontrolę i wyszli na prowadzenie 17-14. Epilog tej historii już chyba znacie.

22 BLT Malbork – MiszMasz 2-1 (17-21; 21-11; 21-9)

Nie trudno wyobrazić nam sobie scenariusz, w których gracze 22 BLT Malbork będą musieli się dziś srogo tłumaczyć za to co naodwalali w poniedziałkowy wieczór. To, że ze Staltestem miało być ciężko przeczuwaliśmy już na wiele godzin przed meczem. Inaczej sytuacja miała wyglądać z MiszMaszem, bo co by nie mówić – ‘Lotnicy’ byli w tym starciu absolutnym faworytem. Ba, gracze w niebieskich strojach nie mieli problemów z tym by to udowodnić w drugiej oraz trzeciej odsłonie, w której pozwolili swoim rywalom zdobyć dwadzieścia punktów. ŁĄCZNIE. Jak w związku z tym wytłumaczyć to, co wydarzyło się w premierowej partii? Cóż, choć chłopaki z Malborka w swojej pracy robią naprawdę skomplikowane rzeczy to wytłumaczyć akurat tej sprawy nie są w stanie. Co ciekawe, my również nie potrafimy postawić trafnej diagnozy, bo niby BLT nie grał źle, ale jednak nie oni cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Warto podkreślić fakt, że to co z pewnością ‘siedziało’ MiszMaszowi to dobre przyjęcie oraz skuteczna gra blokiem. Niby niedużo, a na graczy w niebieskich strojach wystarczyło. Apropos słowa klucz – nie(wystarczyło) MiszMaszowi pary by tak jak w pierwszej odsłonie, zagrać również w kolejnych. Gracze Michała Grymuzy wyglądali tak jakby nasycili się jednym punktem. Jakby zrealizowali swój cel. Efekt był taki, że w dalszej części meczu zostali już zmieceni z planszy.

Oliwa Team – AXIS 1-2 (18-21; 21-11; 15-21)

Dla obu drużyn bezpośrednie starcie było meczem, na który czekali. Jeśli chodzi o Oliwę Team to zespół Dawida Karpińskiego mógł uznać, że o ile z ‘ligowymi koksami’ mogło im nie iść, tak z drużyną ze środka ligowej stawki można powalczyć. Co ciekawe – drużyna AXIS miała dość podobny plan. W pierwszej części sezonu, ‘Czerwoni’ mierzyli się z bardzo silnymi drużynami i choć wówczas było bardzo dobrze, to AXIS chciało pokazać w poniedziałkowy wieczór prawdziwą moc. Ba, wiele osób wskazywało na to, że ‘Czerwoni’ pokuszą się w poniedziałek o komplet punktów. Początek spotkania zdawał się ich do tego celu przybliżać. Po skutecznym ataku Mykoli Pocheniuka, AXIS prowadziło 7-3. W dalszej części seta Oliwa Team sukcesywnie goniła rywali i w drugiej części seta, doprowadzili do wyrównania po 16. Końcówka to jednak lepsza gra na siatce beniaminka drugiej ligi, który wygrał premierową partię do 18. W drugiej odsłonie graczom w czerwonych strojach totalnie nie szło. Nie dość, że na parkiecie było słabo to na domiar złego, kontuzji stawu skokowego nabawił się Tomasz Sadowski. Na półmetku seta, Oliwa która poprawiła swą grę i wykorzystała problemy rywali prowadziła już 10-6. Komplikacje w obozie AXIS sprawiły, że ci nie byli nawet w stanie udawać, że na kryzysową sytuację są w stanie zareagować. Efekt? Kolejne akcje zespołu z ‘serca Gdańska’, które dały im wygraną do 11. Ostatnia odsłona rozpoczęła się idealnie dla graczy w czerwonych strojach (6-2). Oliwa prezentowała się ‘jako-tako’ do stanu 12-8 dla AXIS. W dalszej części seta, gra zespołu w zielonych strojach posypała się jak domek z kart i finalnie dwa punkty trafiły na konta zespołu Fabiana Polita.

Merkury – CTO Volley 1-1 (15-21; 21-14; 20-18)

Tu nie będzie standardowego opisu. Mecz nie został dokończony z powodu koszmarnej kontuzji Wojciecha Małeckiego, której nabawił się w końcówce spotkania. To nie koniec pecha drużyny CTO Volley, bowiem meczu nie dograł również Radosław Róg. Obu graczom życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia. Jeśli chodzi o wynik spotkania to decyzję w tej sprawie zostaną podjęte do końca tygodnia.

22 BLT Malbork – Staltest Pomorze 1-2 (19-21; 21-19; 20-22)

Hit drugoligowych rozgrywek. W poniedziałkowy wieczór zmierzyły się bowiem ekipy, które jak do tej pory wygrały swoje wszystkie spotkania. Choć w naszych oczach to 22 BLT byli faworytem spotkania to w zapowiedziach wskazywaliśmy na to, że gracze Arkadiusza Kozłowskiego potencjalną wygraną mogą otworzyć sobie bramki do autostrady prowadzącej w kierunku pierwszej ligi. Cóż. Staltest ponownie to zrobił. Już na początku spotkania po kilku atakach skrzydłowych, Staltest wyszedł na prowadzenie 10-6. Z czasem Malbork próbował odrabiać straty, ale wobec bardzo szybko grających graczy Staltestu byli bardzo często spóźnieni. Mimo, że Staltest prowadził już 17-12 to w końcówce zrobiło się bardzo nerwowo (19-18). Po chwili, gracze Arkadiusza Kozłowskiego zdołali postawić jednak kropkę nad ‘i’ (21-19). Środkowa partia rozpoczęła się od prowadzenia Staltestu, które po błędzie w ustawieniu przeciwników, objęli prowadzenie 10-8. Kiedy w dalszej części prowadzili już 17-15 to wydawało się, że po chwili będą cieszyć się z cennej wygranej. Inny pomysł na poniedziałkowy wieczór mieli gracze w niebieskich strojach, którzy zagrali bardzo dobrą końcówkę i po bloku Szymona Szymkowiaka, cieszyli się z doprowadzenia do remisu. Trzeci set emocjonującego spotkania to po raz kolejny lepsze otwarcie Staltestu, który rozpoczął partię od prowadzenia 9-6. Choć gracze Arka Kozłowskiego przewagę posiadali do stanu 17-14, to końcówka seta była roller-coasterem siatkarskich emocji. Wszystko za sprawą faktu, że graczom w niebieskich strojach udało się doprowadzić do wyrównania po 18. Końcówka to walka ‘łeb w łeb’, która finalnie po błędzie jednego z ‘Lotników’, dała szalenie ważne zwycięstwo Staltestowi.

Zapowiedź – MATCHDAY #17

Wchodzimy powoli w fazę sezonu, w której poszczególne mecze mogą decydować o późniejszym kształcie podium. W poniedziałkowy wieczór tego typu spotkaniem będzie hit drugiej ligi, w której zmierzą się 22 BLT Malbork oraz Staltest Pomorze. Jeśli chodzi o pierwszą ligę to czeka nas starcie, które od zawsze elektryzowało osoby interesujące się pierwszą ligą. Mowa o meczu, w którym CTO Volley zmierzy się z Merkurym. Zapraszamy na zapowiedź!

Chilli Amigos – Tiger Team

Godz.: 20:30, boisko nr: 1

Choć za nami dopiero nieco ponad 40% spotkań to sądzimy, że dla obu drużyn poniedziałkowe starcie będzie jedną z ostatnich okazji do tego, by odmienić swój los i zrobić krok w kierunku utrzymania w trzeciej lidze. Nie ma co do tego wątpliwości. Obie drużyny wiążą z poniedziałkowym spotkaniem bardzo duże nadzieje. Te wynikają z faktu, że w kontekście obu drużyn można uznać, że ich poniedziałkowi przeciwnicy są w zasięgu. Potencjalna wygrana jednej ze stron sprawi, że ich sytuacja w ligowej tabeli ulegnie poprawie na tyle, że rozpalone zostaną nadzieje na trzecioligowy byt. Która z drużyn jest w naszym odczuciu faworytem? Uważamy, że aktualnie nieco więcej argumentów po swojej stronie ma zespół ‘Tygrysów’. Jeśli nasza predykcja się sprawdzi i zespół Dawida Staszyńskiego wygra mecz to poza ważnymi punktami do ligowej tabeli, przerwie również koszmarną serię spotkań z Chilli. Patrząc na występy Chilli w ostatnim czasie trudno w to uwierzyć, ale gracze w czerwonych strojach z Tigerem jeszcze nigdy nie przegrali. Dla obu zespołów poniedziałkowe starcie będzie meczem numer 5. Poprzednie cztery konfrontacje to dwie wygrane Chilli za komplet punktów oraz dwa mecze, w których kończyło się wynikiem 2-1. Sytuacja ta jest o tyle dziwna, że w dwóch ostatnich sezonach to Tiger Team kończył wyżej w ligowej tabeli. Czy wobec tego Tiger Team może liczyć na przełamanie? Z pewnością taki jest plan. Zobaczymy jak z realizacją.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

Tufi Team – CTO Volley

Godz.: 20:30, boisko nr: 2

‘Nowy dzień zawsze daje nowe życie’. Fragment zakurzonego hitu zespołu Feel to przesłanie, które powinni wziąć sobie do serca gracze Tufi Team. Widzimy jedną szansę na to by gracze Mateusza Woźniaka odmienili swoją grę. Uważamy bowiem, że problem tkwi w ich aktualnym mentalu. Kluczem do odwrócenia słabej sytuacji to w naszym przekonaniu powrót do ‘Tuffikowych korzeni’. Mniej spinania, mniej nerwów, mniej zwieszonych głów. Więcej radości z gry oraz tego by liczyło się nie ‘ja’, a ‘my’. Kolega popełnia błąd? Ok, wspieramy go, przybijamy ‘piąteczkę’ i jedziemy dalej. Ludzie kochani, to naprawdę nie jest takie trudne. Nie myślcie o wynikach tych z poprzedniego sezonu również i cieszcie się grą. Ok, dosyć tych motywacyjnych gadek. Powiedzmy sobie wprost. CTO Volley ma w swoich rękach sto argumentów do tego, by zgarnąć komplet oczek. Pamiętacie karcianą grę w wojnę? Jeśli tak to aktualny układ sił wygląda tak, że ‘Pomarańczowi’ mają wszystkie najlepsze karty. To oznacza, że nie ma w zasadzie opcji, że CTO Volley nie odniesie zwycięstwa. Z pewnością celem ‘Pomarańczowych’ jest to, by zgarnąć komplet oczek. Tylko wynik 3-0 sprawi bowiem, że Mistrz sezonu Wiosna’23 utrzyma kontakt z aktualnym liderem rozgrywek. Spotkanie ma dodatkowy smaczek w postaci tego, że CTO będzie miało szansę na wzięcie rewanżu za spotkania z poprzedniego spotkania, w których Tufi Team dwa razy okazało się mocniejszą ekipą.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

22 BLT Malbork – MiszMasz

Godz.: 20:30, boisko nr: 3

Choć powodów do hurraoptymizmu w obozie 22 BLT Malbork próżno szukać to jednak fakty są takie, że team z Malborka pozostaje jedną z trzech drużyn, która jak do tej pory, w drugiej lidze nie przegrała jeszcze meczu. Dzięki sześciu wygranym na koncie, team ‘Lotników’ ma piętnaście oczek i znajduje się na trzecim miejscu w tabeli. Warto w tym miejscu zauważyć, że o tym, że nie znajdują się na samym szczycie decyduje wyłącznie stosunek małych punktów. Z drugiej strony nie mamy co do tego wątpliwości. Strata po jednym oczku w meczach z AXIS, Złomowcem czy Flotą Active Team 2 nie jest dla ‘Niebieskich’ powodem do dumy. Uważamy, że szczęściem zespołu z Malborka jest fakt, że pozostałe drużyny liczące się w walce o medale również gubiły punkty. Jak będzie w poniedziałkowy wieczór? Nie ma co do tego wątpliwości – 22 BLT Malbork jest wyraźnym faworytem starcia i zdaje się, że posiadają oni wystarczającą liczbę argumentów do tego by wygrać za komplet punktów. Z drugiej strony, w dwóch z trzech przypadków,BLT traciło punkt właśnie w pierwszym spotkaniu w ‘swoim dniu meczowym’. Czy podobnie będzie i tym razem? Choć MiszMasz nie ma większych szans na tryumf to jednak są w stanie pokusić się o jeden punkt. Patrząc na obecną sytuację w tabeli trudno nie odnieść wrażenia, że ten by im się bardzo przydał. Aktualnie MiszMasz znajduje się bowiem na dziesiątym miejscu w tabeli, ale tuż za ich plecami znajduje się kilka drużyn gotowych przegonić zespół Michała Grymuzy.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Oliwa Team – AXIS

Godz.: 21:30, boisko nr: 1

Przed rozpoczęciem sezonu sporo osób mogło wyobrażać sobie scenariusz, w którym poniedziałkowi rywale na zakończenie sezonu solidarnie spadałyby z ligi. Jeśli chodzi o AXIS to niekorzystna predykcja odnośnie drużyny wynikała z faktu, że ‘Czerwoni’  są aktualnym beniaminkiem rozgrywek, a historia pokazuje, że drużyny, które awansowały do wyższej klasy rozgrywkowej, często mają problemy z tym by się utrzymać. Drugą kwestią nawiązującą do historii jest fakt, że AXIS w przeszłości posmakował już drugoligowej rywalizacji i niestety dla nich była to przygoda krótkotrwała. Jako, że historia lubi się powtarzać, AXIS było jednym z naturalnych kandydatów. Jeśli chodzi o niekorzystną wizję dla Oliwy Team to ta wynikała z faktu, że zespół Dawida Karpińskiego miał przed rozpoczęciem sezonu spore problemy ze skompletowaniem składu. Z zespołu z ‘serca Gdańska’ odeszło kilku graczy, którzy przez kilka ostatnich sezonów stanowili ‘fundamenty’ drużyny i byli gwarancją bardzo dużej liczby punktów. W zamian za nich, zespół Dawida Karpińskiego pozyskał kilku graczy, którzy albo debiutowali w SL3, albo w najlepszym przypadku mieli bardzo małe doświadczenie. Efekt perturbacji jest taki, że na tę chwilę Oliwa Team jest najgorszą drużyną spośród wszystkich 14 ekip, biorących udział w rozgrywkach drugiej ligi. Jeden punkt na piętnaście możliwych? Cóż, ‘Oliwiacy’ znaleźli się w bardzo nieciekawym położeniu. Drużynie w zielonych strojach cholernie przydałyby się w poniedziałkowy wieczór punkty. Mimo to, w naszym odczuciu to AXIS jest zdecydowanym faworytem.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Kot): 0-3

Merkury – CTO Volley

Godz.: 21:30, boisko nr: 2

Ależ to był rozczarowujący występ. Mówimy rzecz jasna o drużynie CTO Volley, która w minionym tygodniu rozgrywek mierzyła się z aktualnym Mistrzem SL3 – drużyną Eko-Hurt. Spotkanie było anonsowane jako absolutny hit Siatkarskiej Ligi Trójmiasta i mecz, który miał pokazać, która z drużyn będzie miała psychologiczną przewagę w walce o mistrzowski tytuł w sezonie Wiosna’24. Tak się bowiem składa, że przed sezonem to właśnie Eko-Hurt i CTO Volley były wymieniane najczęściej jako ekipy, które mają największe szansę na złoto. Choć nie odbieramy nikomu szans to trudno nie zauważyć, że było to dość jednostronne widowisko, w którym CTO Volley zgodziło się na role statystów. Cała narracja z obecnej zapowiedzi wskazuje na to, że złoto zdobędzie albo jedna, albo druga drużyna. Im dłużej o tym myślimy, tym bardziej dochodzimy do wniosku, że może być inaczej. Dwie strony ‘pogodzić’ mogą czterokrotni Mistrzowie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Merkury. Aktualnie team Piotra Peplińskiego rozegrał pięć spotkań spośród, których czterokrotnie sięgali po zwycięstwo. Dodatkowo, najbardziej utytułowany zespół w SL3 musiał uznać zwycięstwo z Bossmana. Mimo to, po pięciu meczach pozostają oni wiceliderem rozgrywek i do aktualnego lidera – drużyny Eko-Hurt, Merkury traci jedno oczko. Jak będzie po poniedziałkowym starciu? Jeśli Merkury wygra mecz to w obozie ‘Granatowych’ uwierzą, że stać ich na piąty tytuł. Sądzimy, że w meczu dojdzie do podziału punktów, ale nieco więcej szans na tryumf dajemy jednak ‘Pomarańczowym’.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

22 BLT Malbork – Staltest Pomorze

Godz.: 21:30, boisko nr: 3

Ależ kroi nam się hicior. Co ciekawe, jest to hit, który zrodził nam się z czasem. Nikt przed sezonem nie spodziewał się bowiem, że po 40% rozegranych spotkań, sytuacja w tabeli będzie wyglądała tak jak wygląda. Owszem. To, że zespół z Malborka będzie radził sobie dobrze lub bardzo dobrze, wiedzieliśmy od samego początku. W drużynie ‘Niebieskich’ znajduje się bowiem kilku zawodników, którzy niespełna rok remu wywalczyli tytuł mistrzowski w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Po tym, w powszechnej opinii, BLT było przed sezonem głównym faworytem do wygrania ligi. Owszem, ‘Niebiescy’ miewają w drugiej lidze pewne problemy, których się nie spodziewaliśmy, ale koniec końców zespół Szymona Szymkowiaka w SL3 jeszcze nie przegrał. Czy będziemy mogli powiedzieć to samo po poniedziałkowym wieczorze? Na początku zapowiedzi wskazywaliśmy na to, że takiego obrotu spraw nie spodziewał się nikt. Przypomnijmy, że poprzednie dwa sezony w wykonaniu Staltestu (wcześniej AVOCADO friends) to odpowiednio 10 (!) oraz siódme miejsce. Aktualnie mówimy o drużynie, która wygrała sześć spotkań, w których ogolili między innymi Szach-Mat, Hydrę Volleyball Team czy Złomowiec Gdańsk. Z całą pewnością przewagą zespołu Arkadiusza Kozłowskiego jest właśnie to, że mają za sobą bardzo trudny terminarz. W dalszej części sezonu, podczas gdy ligowa czołówka będzie się ze sobą biła, Staltest będzie mierzył się z dołem tabeli. To oznacza, że poniedziałkowe spotkanie może mieć niebagatelne znaczenie dla końcowego układu tabeli. Jeśli Staltest ponownie wygra to w naszym odczuciu będą mieli autostradę prowadzącą do pierwszej ligi.  

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 1-2

MATCHDAY #16

Za nami ostatni dzień meczowy w piątym tygodniu rozgrywek. W czwartkowy wieczór bardzo ważne spotkania wygrała Hydra Volleyball Team, która zrównała się liczbą punktów z liderem drugiej ligi. Dodatkowo w pierwszej lidze na fotel wicelidera wskoczyła ekipa Merkury. Zapraszamy na podsumowanie!

Craftvena – APV Gdańsk 2-1 (20-22; 21-13; 21-10)

Spotkanie, zgodnie z przewidywaniami Redakcji, okazało się meczem dla koneserów. Jeszcze przed jego rozpoczęciem okazało się, że Craftvena ponownie musi zmierzyć się z problemami kadrowymi, co umówmy się – przy takiej liczbie zapisanych graczy jest sytuacją trudną do uniknięcia. Tego dnia na trasie utknął środkowy drużyny – Jakub Kowalski. Na ostatnią chwilę zastąpił go Bartosz Zakrzewski, który w dodatku dojechał na halę już po rozpoczęciu spotkania. Gdybyśmy byli złośliwi, napisalibyśmy, że wiele nie stracił, ponieważ jego koledzy weszli w spotkanie jakby również nie uczestniczyli w rozgrzewce przedmeczowej. Patrząc wyłącznie na wynik pierwszego seta (20-22), można by go błędnie zinterpretować jako zacięty pojedynek ekip o zbliżonym potencjale sportowym. Możemy uznać, że była to faktycznie zacięta walka, ale o to, kto pierwszy nie pozabija się o własne nogi. Druga część również się zgadza, mieliśmy do czynienia z podobnym brakiem potencjału. Craftvena swoją grą w tej odsłonie przeniosła nas w czasie do nieodległej przeszłości i zaprezentowała bardzo podobny poziom do tego w meczu z Krakenem. APV natomiast zagrało na poziomie, jaki mieliśmy nieprzyjemność obserwować w starciu z Portem Gdańsk, po którym większość osób obserwujących spotkanie nabawiła się zapalenia spojówek, tak bardzo nie dało się tego oglądać. Co do przebiegu meczu – od samego początku stery przejęła ekipa Grzegorza Żyły-Stawarskiego, która musimy to napisać – nie grała dobrze, jednak jakimś cudem na tle rywala prezentowała się wręcz wybornie. W połowie seta osiągnęli już siedmiopunktową przewagę i spokojnie zmierzali w kierunku zwycięstwa w tej partii. Od stanu 18-13 coś ruszyło się jednak w szeregach ‘Rzemieślników’, którzy zaczęli gonić wynik, doprowadzając do stanu 20-20. Nie zachowali jednak na tyle zimnej krwi żeby postawić kropkę nad ‘i’, zatem to APV cieszyło się z wygrania pierwszej odsłony. Druga partia rozpoczęła się od prowadzenia Craftveny, które udało im się utrzymać i finalnie zakończyć seta wynikiem 21-13. W tej odsłonie dobrą formę zaprezentował lider drużyny – Michał Markiewicz, ale musimy przyznać, że również sami rywale bardzo przyłożyli rękę do korzystnego wyniku ‘Rzemieślników’, popełniając zatrważającą liczbę błędów własnych. Bardzo podobnie wyglądał przebieg trzeciego seta – skuteczna gra popularnego ‘Markusa’ połączona z zamiłowaniem do oddawania punktów przez APV spowodowały, że od początku do końca partia była pod całkowitą kontrolą ekipy w czarnych strojach. Co tu dużo mówić, było to słabe spotkanie i mimo zwycięstwa Craftveny mamy poczucie, że niesmak po pierwszym secie jeszcze długo z nimi pozostanie.

ACTIVNI Gdańsk – DNV 3-0 (21-19; 21-16; 21-12)

W czwartkowy wieczór, drużyna ACTIVNYCH Gdańsk stanęła przed szansą na kolejne trzy punkty. Precyzując – był to ich obowiązek, bo choć wyobraźnie mamy naprawdę obszerną to w naszych głowach nie było scenariusza, w którym ACTIVNI mieliby pogubić z DNV punkty. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu rozpoczęli zgodnie z przewidywaniami i po dwóch atakach dobrze dysponowanego Kacpra Kwiatkowskiego prowadzili 10-6. Mimo, że wszystko wskazywało na to, że druga część seta będzie zwykłą formalnością to w dalszej części partii uwypukliły się spore problemy w przyjęciu w ich szeregach, a to z kolei sprawiło, że DNV wyszło z czasem na prowadzenie 15-13. Kiedy zanosiło się na sporego kalibru niespodziankę, ACTIVNI docisnęli w dalszej części seta pedał gazu i finalnie wyszarpali zwycięstwo swoim rywalom z rąk. Często w SL3 bywa tak, że kiedy ‘underdog’ staje przed wielką szansą i finalnie nie udaje im się jej wykorzystać to w kolejnych setach z drużyny schodzi powietrze. Nie inaczej było i tym razem, bo w drugim, a w szczególności trzecim secie, DNV nie było w stanie wskoczyć na poziom swoich rywali. To oznaczało z kolei, że team Artura Kurkowskiego wygrał środkową odsłonę do 16, a trzecią do 12. Po stosunkowo łatwym terminarzu z początku sezonu, przed ACTIVNYMI prawdziwe ciężary.

Hydra Volleyball Team – Maritex 3-0 (24-22; 21-16; 21-16)

Po drugoligowych wynikach z obecnego tygodnia stało się jasne, że Hydra stanie w czwartkowy wieczór przed bardzo dużą szansą na doskoczenie do grupy ucieczkowej, która urwała się z peletonu. Aby tak się stało, ‘Bestia’ musiała sięgnąć po komplet punktów. Biorąc pod uwagę wyniki obu drużyn z obecnej kampanii, wydawało się, że ‘Bestia’ ma wystarczająco dużo argumentów by sięgnąć po komplet oczek. Pierwszy set rywalizacji to jednak ‘droga przez mękę’. Przez bardzo długi czas wydawało się bowiem, że Maritex znalazł sposób na to by ujarzmić ‘Bestię’. Gracze Michała Pietrasika wykorzystali problemy swoich rywali w przyjęciu oraz obronie i po skutecznej zagrywce Jakuba Wierzejskiego, wysunęli się na prowadzenie 17-14. Ich komfortowa sytuacja trwała do stanu 20-18, ale w końcówce element, który nie funkcjonował w pierwszej odsłonie zbyt dobrze – obrona, zadecydował o tym, że to gracze w złotych strojach wygrali finalnie pierwszą odsłonę. Po kilku świetnych obronach oraz skutecznych kontrach było 24-22 dla Hydry. Prawdę mówiąc był to również koniec emocji w całym spotkaniu. W drugiej odsłonie, faworyzowana ekipa stanęła bowiem na wysokości zadania i po wyrównanej pierwszej części seta (12-12), osiągnęli w końcówce przewagę, wygrywając tę partię do 16. Ostatni rozdział rywalizacji to przewaga brązowych medalistów poprzedniego sezonu, którzy podobnie jak w drugim secie – wygrali do 16 i finalnie cały mecz w stosunku 3-0. Dzięki temu ich sytuacja w tabeli zrobiła się bardzo dobra. Brawo!

Flota Active Team – Speednet 1-2 (21-19; 14-21; 20-22)

O tym, że będzie to wyrównane i emocjonujące spotkanie wiedzieliśmy na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. ‘Czutkę’ co do tego jak będzie wyglądał mecz miała również społeczność biorąca udział w typerze SL3, w którym głosy na poszczególne drużyny rozkładały się niemal po równo. Początek spotkania, które w naszym odczuciu miało ogromne znaczenie dla późniejszego kształtu grup mistrzowskiej oraz spadkowej, rozpoczęło się od kilkupunktowego prowadzenia Floty (10-6). W odrabianiu strat nie pomagał Speednetowi fakt, że sporo sił i koncentracji stracili na kłótnie z sędzią prowadzącą zawody. Mimo słabszego otwarcia, Speednet w dalszej części seta był w stanie zbliżyć się do rywala na jeden punkt (16-15). Końcówka partii to jednak skuteczne ataki Igora Kazello, które zapewniły Flocie pierwszy punkt w meczu (21-19). Środkowa odsłona to zwrot akcji i bardzo dobra gra ‘Programistów’. Choć pierwsza część seta wskazywała na to, że będzie to wyrównane starcie (10-11) to w dalszej części odsłony Speednet odpalił rakietę i po ‘show’ Mateusza Szturmowskiego, objęli oni prowadzenie 16-11, po którym nie mieli problemów z wygraniem seta. W ostatniej odsłonie dużo wskazywało na to, że mecz skończy się szczęśliwie dla Floty. W końcówce gracze w granatowych strojach prowadzili bowiem 20-18. Mimo, że Flota miała swoje szanse i piłki meczowe ‘w górze’ to końcówka meczu obfitowała w imponujące obrony ‘Programistów’, którzy po chwili albo wyprowadzali skuteczne kontry albo zmuszali rywali do błędów. Po jednym z nich, Speednet cieszył się z wygrania meczu w stosunku 2-1.

Merkury – Tufi Team 3-0 (21-15; 21-12; 21-13)

Główne dwa pytania, które nurtowały nas przed spotkaniem Merkurego z ‘Tuffikami’ było to czy faworyzowana ekipa Piotra Peplińskiego będzie w stanie wygrać w końcu za komplet punktów. W obecnym sezonie choć najczęściej wygrywali to postawa drużyny w trzecim secie ich spotkań stała się już pewnym znakiem rozpoznawczym drużyny. Druga kwestia, o której myśleliśmy to postawa drużyny Tufi Team w obecnym sezonie. Trudno jest nam skleić w naszej głowie to czemu drużyna, która grała tak świetnie w poprzedniej edycji, obecnie prezentuje się naprawdę niekorzystnie. Czwartkowe spotkanie miało dać nam odpowiedź czy początek Tufi był tylko niekorzystnym okresem czy jednak pewnym trendem, który nie zmierza do zakończenia. Cóż, odpowiadając na to drugie pytanie – Tufi Team wciąż nie może wskoczyć na zbyt wysoki poziom. Skalą tego jak bardzo jest źle jest to, że najlepszym setem Tufi była pierwsza odsłona, w której zgarnęli oni 15 oczek. O ile pierwsza część partii była dla Tufi dość obiecująca i na tablicy wyników był remis po 12, tak dalsza część to dobra praca w bloku Merkurego, która sprawiła, że czterokrotni Mistrzowie SL3 objęli prowadzenie 19-14 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona to inna historia. Tu nie było równej walki nawet przez chwilę. Merkury wykorzystał problemy w przyjęciu swoich rywali, po którym śledząc tor lotu piłki, poznaliśmy wszystkie zakamarki hali treningowej Ergo Areny (14-5). W końcówce, szóstej sile minionego sezonu udało się nieco odkręcić i finalnie skończyli oni tę partię z 12 oczkami na koncie. Ostatnia odsłona to odpowiedź na pytanie z początku zapowiedzi. Choć Merkury miał w przeszłości problemy z tym by postawić kropkę nad ‘i’, to tym razem opędzlowanie ‘Tuffików’ było ich obowiązkiem i zadaniem łatwiejszym niż posmarowanie masłem chleba. Zadaniem łatwym jak zabranie dzieciakowi lizaka. Przykładów można by mnożyć, ale każdy wie o co chodzi.

Team Spontan – Kraken 2-1 (21-19; 21-16; 18-21)

Po środowym wieczorze, w którym Spontan rozegrał dwa mecze, zespół Piotra Raczyńskiego podchodził do trzeciego spotkania w jednym tygodniu rozgrywek. Pod tym kątem, ‘Spontaniczni’ byli rekordzistą obecnego tygodnia rozgrywek. W naszych oczach to właśnie ‘Pomarańczowi’ byli faworytem starcia. Uznaliśmy jednak, że team zza wschodniej granicy będzie w stanie pokusić się o jeden punkt w meczu. Początek spotkania rozpoczął się od zdecydowanej przewagi ‘Spontanicznych’, którzy wykorzystali problemy w rozegraniu u przeciwników i wysunęli się na wysokie prowadzenie 14-9. Z czasem Kraken otrząsnął się z przespanego początku i po dobrej serii, w której punkty zdobywali Aliaksander Trushyn oraz Volodymyr Krolenko, przewaga Spontana została zniwelowana do jednego oczka (15-14). W dalszej części, Kraken prowadził już 18-16 i kiedy wydawało się, że za chwilę Spontanowi wygrana wymknie się z rąk, w końcówce zdołali odwrócić losy tej szalonej partii, wygrywając finalnie do 19. Środkowa odsłona to wyraźna przewaga ‘Spontanicznych’, którzy w pewnym momencie prowadzili już…16-7. W końcówce seta, Krakenowi udało się zniwelować nieco straty, ale o odwróceniu losów rywalizacji nie mogło być już mowy (21-16). Ostatnia odsłona to niespodziewany zwrot akcji, który sprawił, że to Kraken prowadził grę i zdominował swojego rywala (11-5). Druga część seta to próby odwrócenia przez Spontana losów rywalizacji. Choć ‘Pomarańczowi’ zdołali wysunąć się nawet na prowadzenie (17-15), to końcówka partii należała już do teamu Jurija Charczuka (21-18).

Zapowiedź – MATCHDAY #16

Zaczynamy kolejny dzień meczowy w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. W czwartkowy wieczór dużą szansę na doskoczenie do grupy ucieczkowej w drugiej lidze ma ekipa Hydry Volleyball Team. Ponadto, do ciekawego spotkania dojdzie w elicie, w której Speednet zmierzy się z Flotą Active Team. Zapraszamy na zapowiedź!

Craftvena – APV Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Pisząc, że obie drużyny nie osiągają w obecnej kampanii zbyt dobrych wyników posłużylibyśmy się pewną nieścisłością. Bylibyśmy krztę nieprecyzyjni. Więcej wspólnego z rzeczywistością miałaby nasza zapowiedź wówczas, gdybyśmy napisali, że obecnie mamy do czynienia z wyjątkowo śmierdzącą kupą. Tak, nie ma co pudrować brzydkich wyprysków na twarzach zawodników. Cóż z tego, że nasza zapowiedź wychwalałaby obie drużyny, gdy ci po chwili ponownie zmyliby makijaż i ponownie bylibyśmy świadkami niezbyt korzystnego obrazu obu ekip? Ok, przyznacie chyba, że każdy z Was stanął kiedyś przed wyborem wiadomości: złych oraz dobrych. Tu wybór jest nieco inny. Mamy do przekazania wiadomości albo złe, albo tragiczne. Zazwyczaj zaczyna się od tych gorszych, więc zaczniemy od ekipy APV, która w ostatnim meczu tak kaleczyła siatkówkę, że prawdę mówiąc dla uczestników meczu z Portem Gdańsk powinno się zamknąć wszystkie hale sportowe w północnej Polsce. Wiemy, że team Grzegorza Żyły-Stawarskiego potrafi grać lepiej, ale cóż z tego skoro nie potrafią tego udowodnić? Jeśli Craftvenie w kącikach ust pojawił się subtelny uśmiech z nieszczęścia przeciwników to niech wiedzą, że karma wraca wyjątkowo szybko. Po drużynie z poprzedniego sezonu nie ma już śladu. Ok, rozumiemy, że zaciąg z Ukrainy gra w lidze w nowej ekipie, ale na Boga. Serio? Co to jest za dziadowanie? Początek sezonu to trzy spotkania, w których Craftvena za każdym razem dostawała w łeb. Notabene nazwa ‘Rzemieślnicy’ się nieco zdezaktualizowała, bowiem ta kojarzy się z  kimś pracowitym. Craftvena kojarzy się z aktualnie z kimś, kto w udawanej walce dostałby po ryju nawet z własnym cieniem. Marnym, ale zawsze pocieszeniem było spotkanie drużyny w czarnych strojach z Hapag-Lloyd. Wspomniane spotkanie Craftvena wygrała za komplet punktów. Jeśli się zepną, to z drugą ‘trójką’ wrócą do domu również w czwartkowy wieczór. Wydaje się jednak, że ‘Czarni’ stracą punkt.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

ACTIVNI Gdańsk – DNV

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

Do momentu, w którym ACTIVNI rywalizowali z ligowym dołem – team Artura Kurkowskiego sięgał po komplet oczek. Problem zrobił się w momencie, w którym ACTIVNI zmierzyli się z ekipą BL Volley. Choć potencjał sportowy obu drużyn ocenialiśmy na dosyć podobnym pułapie to finalnie brązowi medaliści poprzedniego sezonu skończyli potyczkę ‘na tarczy’ i do domu wrócili z identycznym dorobkiem punktowym z jakim z niego wyszli. Po nieudanym wieczorze, drużyna Artura Kurkowskiego mierzyła się z Drużyną A i choć zastanawialiśmy się czy team Karola Majkowskiego będzie stać na niespodziankę to ACTIVNI zagrali na bardzo dobrym poziomie i finalnie bez większych problemów sięgnęli po komplet oczek. To z kolei sprawia, że w czterech rozegranych meczach mają oni dziewięć punktów, a to z kolei oznacza, że obecnie punktują ze średnią lepszą niż miało to miejsce wtedy, kiedy zgarniali brązowe medale. Co więcej, nos podpowiada nam, że po dzisiejszym wieczorze ich bilans będzie jeszcze lepszy. Niestety dla ACTIVNYCH, w beczce miodu znajduje się łyżka dziegciu. Trudno nie wspomnieć bowiem o tym, że poza meczem z BL Volley, ACTIVNI mierzyli się z niemal całym ligowym dołem. To oznacza, że dużo silniejsi rywale dopiero przed nimi. Wracając jednak do DNV zastanawiamy się czy ci będą w stanie pokusić się o choćby punkt z faworyzowanym przeciwnikiem. Sztuka ta graczom Stanisława Paszkowskiego udała się choćby z Inter Marine Masters. Skoro wówczas się udało, to czemu tym razem DNV miałoby podejść do spotkania bez wiary? Mimo to, stawiamy na komplet oczek ACTIVNYCH.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Hydra Volleyball Team – Maritex

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Drużyny, które od początku obecnego sezonu bardzo często i gęsto wystawiały karczycho po to by ich skarcić, zaczynają się powoli stawiać. Jedną ze wspomnianych ekip jest drużyna Maritex Gdańsk, która w minionym tygodniu rozgrywek, dość zaskakująco sięgnęła po punkt w rywalizacji z trzykrotnymi Mistrzami Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Volleyem Gdańsk. Wracając do nękania z początku zapowiedzi wiecie o co nam chodziło prawda? Mówimy o dzieciaku w szkole, który jest nękany i szykanowany przez rówieśników. Jako, że każdy ma swój próg cierpliwości, zastanawiamy się czy ten został właśnie przekroczony i od wspomnianego meczu, Maritex zacznie prezentować się coraz lepiej, regularnie odgryzając się oprawcom. Za drużyną Michała Pietrasika koszmarny terminarz, ale przed nimi jeden z ostatnich, piekielnie mocnych rywali. Oczywistym jest to, że faworytem spotkania pozostaje drużyna Hydry Volleyball Team, która po środowym spotkaniu ze Złomowcem Gdańsk, przystąpi do spotkania w świetnych nastrojach. Wspomniany mecz zakończył się bowiem kompletem oczek ‘Bestii’, po której ta wspięła się w ligowej tabeli na piąte miejsce. Nos podpowiada nam, że po czwartkowym wieczorze sytuacja graczy w złotych strojach będzie lepsza niż dobra. Hydra ma bowiem szansę na to, by przy równej liczbie spotkań zrównać się punktami z Volleyem, Staltestem czy 22 BLT Malbork. To z kolei byłaby doskonała wiadomość przed dalszą częścią sezonu. Czy Hydra wykorzysta w czwartkowy wieczór wielką szansę? Przekonamy się już niebawem!

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 3-0

Flota Active Team – Speednet

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Do poświątecznego grania, obie drużyny przystępują w doskonałych nastrojach. Speednet po dość niemrawym początku sezonu, w którym przegrał aż trzy z czterech pojedynków, przełamał się i w wielkim stylu ograł Tufi Team za komplet punktów. To z kolei, pozwoliło ‘Programistom’ zmniejszyć dystans, który dzielił ich od rywali z ligowego czuba. Oczywiście na tę chwilę sytuacja drużyny Łukasza Żurawskiego w ligowej tabeli nie jest przesadnie dobra, ale jest już zdecydowanie lepiej niż jeszcze chwilę wcześniej. Aktualnie Speednet ma kontakt z czołówką w tabeli i do piątej w tabeli Floty traci zaledwie jedno oczko. Nie trzeba być przesadnie bystrym, aby zrozumieć, że czwartkowy wieczór może mieć fundamentalne znaczenie dla przyszłości obu ekip. Dużo wskazuje bowiem na to, że w grupie mistrzowskiej może zabraknąć miejsca dla jednego z czwartkowych rywali. Tak jak wspomnieliśmy, póki co lepszą sytuację mają gracze Floty ACTIVE Team, którzy podchodzą do spotkania jako drużyna minionego tygodnia. Wspomniany tytuł, ósma siła poprzedniego sezonu zawdzięcza kapitalnej formie w meczach z AIP oraz Bossmanem Team. Oba ze wspomnianych spotkań padły łupem Floty, która udowodniła, że jest w stanie walczyć z każdą drużyną w ligowej stawce. Czy podobnie będzie w czwartkowy wieczór? Zapowiada nam się naprawdę kozackie spotkanie. Obyśmy się nie zawiedli.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Merkury – Tufi Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Po jednym dniu przerwy od zmagań w elicie, na parkiety ruszają pierwszoligowcy. W poniedziałkowy wieczór dojdzie do dwóch spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej. W jednym ze spotkań, brązowi medaliści poprzedniego sezonu – drużyna Merkury zmierzy się z Tufi Team, która przeżywa obecnie ogromny kryzys. Zanim opowiemy o obecnej sytuacji multimedalistów, kilka gorzkich słów o sytuacji Tufi Team. Zespół Mateusza Woźniaka rozegrał w obecnej edycji dopiero pięć spotkań. Piszemy o tym, ponieważ już na tym etapie, Tufi ma na swoim koncie więcej porażek niż miało to miejsce przez całą edycję Jesień’23. Problemy kadrowe oraz słaba forma drużyny sprawia, że póki co ‘Tuffiki’ pozostają jednym z głównych kandydatów do spadku. Pal licho same wyniki, nawet jeśli Tufi przegrywa to prezentuje koszmarny styl jak ten w meczu ze Speednetem. Bez walki. Bez argumentów. Bez sensu. Czy koszmarna dyspozycja się kiedyś skończy? Oczywiście, że tak, ale nie sądzimy, że team Mateusza Woźniaka odmieni grę drużyny ‘ot tak’. Sądzimy, że czwartkowy wieczór będzie kolejnym, w którym zostaną oni skarceni. Z drugiej strony już kilka drużyn udowodniło, że Merkury jest do ugryzienia. O ile ci w pierwszych dwóch setach rywalizacji prezentują się kapitalnie, tak trzecie odsłony w ich wydaniu pozostawiają już bardzo wiele do życzenia. Podsumowując – logika podpowiada nam, że powinien być komplet oczek ‘Planetarnych’. Historia wskazuje jednak na to, że w meczu może dojść do podziału punktów.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

Team Spontan – Kraken

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Dla ‘spóźnialskich’ graczy Piotra Raczyńskiego, którzy sezon rozpoczęli dopiero w trzecim tygodniu rozgrywek, na obecny tydzień przygotowaliśmy aż trzy spotkania. Dwa z nich ‘Spontaniczni’ rozegrali w środowy wieczór. Na początek zespół w pomarańczowych trykotach zmierzył się z ekipą Hapag-Lloyd i nie miał większych problemów z tym, by opędzlować swoich rywali, zgarniając przy tym komplet punktów. Drugim pojedynkiem w środowy wieczór było starcie z Fuxem Pępowo i takie zestawienie sprawiło, że liczba drużyn bez porażki w grupie B, zmniejszy się o jedną z ekip. Niestety dla Spontana padło właśnie na nich. Choć w decydującym o zwycięstwie secie wydawało się, że to Spontan wygra mecz to gracze w pomarańczowych strojach zawalili kompletnie końcówkę meczu i to team z Pępowa cieszył się z wygranej. Samo spotkanie pokazało jednak, że Team Spontan potrafi rywalizować na dość wysokim poziomie i kto wie jak potoczyłyby się losy drużyny w poprzedniej edycji, gdyby grali tak jak wczoraj. W czwartkowy wieczór, zespół Piotra Raczyńskiego ma możliwość zainkasować kolejne ligowe punkty i co ważniejsze – wskoczyć na fotel wicelidera rozgrywek. Aby tak się stało, Spontan musi wygrać z Krakenem, dla którego będzie to mecz numer sześć w obecnej kampanii. Po obiecującym początku, w którym Kraken wygrał dwa spotkania, przyszła lekka zadyszka. Obecny bilans drużyny Jurija Charczuka to trzy zwycięstwa oraz dwie porażki. Nos podpowiada nam, że choć Kraken ma szansę na ligowy punkt to jednak Spontan będzie faworytem spotkania.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Kot): 2-1

MATCHDAY #15

Za nami środowa seria gier, po której doszło do zmiany lidera w trzeciej lidze grupy A. Dodatkowo w meczu na szczycie trzeciej ligi grupy B, Fux Pępowo okazał się mocniejszy od Team Spontan. W drugiej lidze po raz kolejny z dobrej strony pokazała się drużyna AXIS, która ograła Szach-Mat. Zapraszamy na podsumowanie!

22 BLT Malbork – Flota Active Team 2 2-1 (19-21; 21-14; 21-11)

Od środowego wieczoru nie ustawały nasze pochwały dla drużyny Flota Active Team 2. Mimo to, w zapowiedziach przedmeczowych wskazaliśmy na to, że faworyzowana ekipa z Malborka nie będzie miała problemu z tym, by opędzlować swoich rywali za komplet punktów. Ten miał bowiem fundamentalne znaczenie w kontekście objęcia fotelu lidera. Cóż – gracze z Malborka spieprzyli sprawę już w pierwszym z sześciu setów. Zanim gracze Karoliny Kirszensztein wskoczyli na wysoki poziom, mecz rozpoczął się mocnego grania faworyzowanej ekipy z Malborka. Po skutecznym ataku Dominika Dzieciucha, ‘Niebiescy’ objęli prowadzenie 9-4. Z czasem zespół Floty zaczął jednak odrabiać straty, a po świetnej serii Mateusza Bani na zagrywce, Flota doprowadziła do wyrównania po 12. Dalsza część pierwszej partii to wyrównana gra obu ekip i klasyczna walka ‘łeb w łeb’, która zaprowadziła nas do stanu po 19. Ostatnie dwie akcje seta to atak Patryka Słowińskiego oraz blok Artura Maksimova, po którym niespodzianka stała się faktem. Środkowa odsłona w wydaniu BLT wyglądała tak, jak w głowach zawodników występujących w delegacji, miał wyglądać cały mecz. Już na początku seta, gracze Szymona Szymkowiaka objęli prowadzenie 9-4 i w dalszej części partii trzymali rywala na bezpieczny dystans. Ostatni set rozpoczął się dla zespołu występującego w delegacji jeszcze lepiej niż środkowa odsłona. Nim się obejrzeliśmy, po skutecznych blokach Bartosza Plasuna oraz grającego pierwszy mecz w obecnym sezonie Mikołaja Skotarka, 22 BLT Malbork prowadził już 10-2 i wówczas było oczywiste to, która z drużyn wygra mecz (21-11).

Port Gdańsk – Wolves Volley 1-2 (21-11; 18-21; 19-21)

Ależ mieliśmy problem z tym, by wskazać faworyta starcia pomiędzy ‘Portowcami’ a Wolves Volley. Ostatecznie nasz wybór padł na ekipę ‘z doków’, która w pierwszej odsłonie rywalizacji wskoczyła na wysoki poziom, co z kolei sprawiło, że ‘Wilki’ miały spore problemy. Choć początek rozpoczął się od wyrównanej gry (4-4) to z każdą upływającą minutą, przewaga ‘Portowców’ stawała się coraz większa. Trzeba przy tym przyznać, że poza dobrą grą drużyny ‘z doków’, Wolves Volley niespecjalnie przeszkadzali swoim przeciwnikom. Prawdę mówiąc sami zastanawiamy się o co chodzi z tymi przestojami w ‘wilczym obozie’. Niby grać potrafią, ale stosunkowo często ich tak ‘przytka’, że ciężko w to uwierzyć. Po takim fragmencie w pierwszym secie, Port najpierw objął prowadzenie 16-8, a następnie wygrał partię do 11. Środkowa odsłona to zupełnie inna historia. Choć obie drużyny nie wskoczyły na poziom, który robiłby wrażenie, to dla kibiców stało się to ciekawe widowisko. Wszystko za sprawą faktu, że było to wreszcie wyrównane starcie. Takie jak się spodziewaliśmy. Zanim do tego doszło, Port rozpoczął partię od prowadzenia 6-1. Po chwili ‘Wataha’ doprowadziła do stanu (7-7) i uważamy, że dla szeroko rozumianej strefy mentalnej ‘Wilków’, był to fragment kluczowy. Dalsza część seta to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 18. Końcówka partii to błędy ‘Portowców’ oraz skuteczny atak Michała Łubińskiego, które dały ‘Wilkom’ wyrównanie w meczu. Ostatni set to nieciekawy fragment gry z obu stron. Nadprogramowa liczba błędów, stosunkowo mała liczba skutecznych i efektownych akcji. Z pewnością ani dla jednych, ani dla drugich nie był to najlepszy set w obecnym sezonie. Tak czy inaczej, w końcówce partii to Port Gdańsk zdawał się być bliższy wygranej. W końcówce prowadzili bowiem 18-16, a mimo to – ostatnie słowo w meczu należało do ‘Watahy’, która wykorzystała – a jakże, błędy przeciwników.

Hydra Volleyball Team – Złomowiec Gdańsk 3-0 (21-16; 21-17; 21-19)

Spotkanie pomiędzy Hydrą Volleyball Team a Złomowcem Gdańsk było anonsowane jako jedno z najciekawszych spotkań środowej serii gier. Tak jak pisaliśmy, historycznie w bezpośrednich starciach lepiej radziła sobie Hydra. Wyniki obu drużyn z obecnego sezonu sprawiły, że nie mieliśmy przekonania co do tego, która ze stron okaże się mocniejsza. Mimo to, więcej szans na tryumf dawaliśmy ‘Bestii’, która zdaje się grać lepiej z meczu na mecz. Od początku spotkania, ‘Bestia’ zaczęła grać tak jak na faworyta przystało. Mniej więcej w połowie seta, ‘Bestia’ wypracowała sobie kilkupunktową zaliczkę (10-7) i z czasem przewagę tę powiększyła. Po dwóch atakach będącego w dobrej dyspozycji Filipa Ziółkowskiego, Hydra prowadziła już 18-12 i wówczas stało się jasne, która z ekip wygra pierwszą odsłonę. W dalszej części gracze Złomowca po dobrej zagrywce Marcina Bryłkowskiego nadrobiła kilka punktów, ale wiadomo, że na wygranie seta było już za późno. Na swoje szansę zespół Witolda Klimasa musiał poczekać do kolejnej partii. Niestety dla nich, ta również nie potoczyła się po myśli ‘Złomowca’, który już na początku pozwolił rywalom na odskoczenie (8-3). Mimo niekorzystnego otwarcia, ‘Miedziowi’ zbliżyli się z czasem do rywala (10-9), ale druga część seta to seria błędów wychowanków Stoczniowca Gdańsk. A to atak w aut, a to nieudana zagrywka w siatkę, a to nieudana próba pipe. Efekt? Hydra, która popełniała błędów znacznie mniej, wysunęła się na prowadzenie 18-13 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Trzecia odsłona rozpoczęła się tak, jak ta ze spotkania z AXIS. Wygrana dwóch setów i rozprężenie, które niosło za sobą konsekwencję (6-3). Mimo nieudanego początku, z czasem ‘Bestia’ się odkręciła i po dobrym fragmencie Roberta Kościńskiego, objęła prowadzenie 17-13. W końcówce gracze w złotych strojach zadbali jeszcze o podwyższony puls u swoich sympatyków, ale finalnie z Ergo Areny, ‘Bestia’ wywiozła skalp w postaci kompletu punktów.

22 BLT Malbork – TGD 3-0 (21-13; 21-18; 21-15)

Po tym jak stało się jasne, że w środowy wieczór team z Malborka nie obejmie fotela lidera, zastanawialiśmy się czy zespół Szymona Szymkowiaka nie będzie miał problemu z koncentracją i w drugim środowym spotkaniu nie stracą ponownie punktu. Na papierze byli bowiem zdecydowanym faworytem starcia z TGD, ale czyż nie identycznie było w meczu z Flotą? Początek spotkania ułożyło się dla przyjezdnych idealnie. Po dwóch błędach z rzędu ‘Drogowców’, zespół występujący w delegacji wygrywał już 10-3. Dalsza część seta to zdecydowana przewaga ‘Pilotów’, którzy w końcówce prowadzili już 19-8. Ostatecznie drużynie TGD udało się zdobyć kilka punktów, ale odwrócenie losów rywalizacji było scenariuszem bardziej nieprawdopodobnym niż tym z serialu o sympatycznym przybyszu z obcej galaktyki (ALF). Precyzując – był to scenariusz z dupy. Środkowy set to partia, w której ‘Drogowcy’ wyraźnie poprawili swoją grę, a to z kolei sprawiło, że na półmetku seta mieliśmy remis po 12, a następnie po 18. Wygrana partii we wspomnianym momencie była kwestią otwartą i choć bliżej zwycięstwa byli ‘Piloci’ to nie było to kwestią oczywistą. Ostatecznie po atakach Bartka Plasuna oraz skutecznym bloku Marka Pilarka, 22 BLT Malbork cieszyli się z wygranej meczu (21-18). Ostatni set przypominał bardziej to, co oglądaliśmy w pierwszej niż w drugiej partii. Od początku inicjatywę w secie przejęli przyjezdni, którzy po skutecznej zagrywce Tomasza Dąbrowskiego, prowadzili 12-7. Dalsza część seta to siedmiopunktowa przewaga (18-11), po której w obozie Szymona Szymkowiaka nastąpiło pewne rozprężenie. Mimo to, ‘Piloci’ nie mieli większych problemów i po chwili cieszyli się z kompletu oczek.

Pekabex – Speednet 2 0-3 (12-21; 9-21; 3-21)

Środowe spotkanie pomiędzy Pekabexem a Speednetem 2 było anonsowane jako spotkanie Dawida z Goliatem. W odróżnieniu od historii opisanej w Biblii, tym razem górą był ten potężniejszy. Należy przy tym zauważyć, że nie było to spotkanie dwóch zwaśnionych stron. Ba, w spotkaniu oraz po jego zakończeniu, ze strony Speednetu nie brakowało uprzejmości oraz słów otuchy. Ba, przypomnijmy, że Speednet 2 w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta przegrał aż…98 razy i o cierpliwości wiedzą wszystko. Ok, jeśli chodzi o sam mecz to nie było w nim większych zaskoczeń. Do gry przeciwko ‘biało-zielonym’, kapitan Marek Ogonowski desygnował skład, w którym brakowało kilku z asów w pokaźnej talii kart. Mimo to, ‘Programiści’ nie mieli problemów by odskoczyć rywalom i objąć prowadzenie 9-2. Z czasem z bardzo dobrej strony na zagrywce pokazał się Paweł Jankowski, który miał ogromny wpływ na zniwelowanie straty Pekabexu do zaledwie jednego oczka (10-9). Kiedy graczom Speednetu udało się zrobić po chwili przejście, ‘Różowi’ przyspieszyli i finalnie wygrali partię do 12. Środkowa odsłona rozpoczęła się dla drużyny Sylwestra Króla jeszcze gorzej niż premierowa partia. Po stanie 8-1 dla Speednetu, ‘biało-zieloni’ zmuszeni byli wziąć czas. Ten przyniósł oczekiwany efekt, bowiem po chwili na konta drużyny z południa Gdańska trafiło kilka oczek. (12-8). W dalszej części po skutecznym ataku z drugiej linii Piotra Grodzkiego, Speednet wysunął się na prowadzenie 18-9 i po chwili na ich konto trafił drugi punkt w meczu. Trzecia odsłona to partia, w której na parkiet weszło kilku Speednetowych koksów, którzy mieli za zadanie rozgrzać się przed spotkaniem z Bayerem. Efekt? A no taki, że team z Olivii Business Center rozniósł rywala, pozwalając mu na zdobycie zaledwie trzech oczek w secie.

Hapag-Lloyd – Team Spontan 0-3 (14-21; 13-21; 11-21)

Szósty mecz – szósta próba drużyny Hapag-Lloyd na ligowe punkty. Już przed meczem było wiadomo, że o realizację celu nie będzie łatwo. Ich rywal – drużyna Team Spontan pozostawała jedną z dwóch niepokonanych drużyn w trzeciej lidze w grupie B. Mimo to, ‘Logistycy’ podchodzi do spotkania bez większych oczekiwań. To Spontan musiał, a ‘Logistycy’ co jedynie mogli sprawić ogromną niespodziankę. Początek spotkania to jednak okres weryfikacji, w której po stronie ‘Logistyków’ piętrzyły się problemy. ‘Elektryczna gra’, problemy w przyjęciu oraz wyprowadzeniu własnych akcji, nie mówiąc o skutecznym wykończeniu. Efekt? Wynik 8-2 dla Spontana, po którym zapowiadało się na małą ‘rzeź’. W dalszej części seta, Hapag-Lloyd się nieco odkręcił i sukcesywnie zaczął wyprowadzać skuteczne ataki. Ba, od stanu 8-2 dla Spontana, dalsza część seta to walka punkt za punkt, która sprawiła, że finalnie ‘Spontaniczni’ wygrali seta do 14. Środkowa odsłona zapowiadała się naprawdę nieźle. Gdy na tablicy wyników mieliśmy remis po 6, uznaliśmy, że dalsza część seta może być ciekawym dla oka widowiskiem. Niestety – po początkowym entuzjazmie połączonym z nutką szczęścia ‘Logistyków’, Team Spontan wrzucił kolejny bieg i odskoczył swoim rywalom do stanu 17-10, co było jednoznaczne z tym, że team Piotra Raczyńskiego cieszył się po chwili z drugiego punktu. Trzecia odsłona to nieco inny obraz gry. Team Spontan od samego początku wypracował sobie solidną zaliczkę (10-3) i dalsza część to już oczekiwanie obu drużyn na ostatni gwizdek w meczu.

Bayer Gdańsk – Speednet 2 0-3 (17-21; 18-21; 16-21)

Po wypełnieniu obowiązku, którym dla Speednetu była wygrana za komplet punktów z Pekabexem, team Marka Ogonowskiego przystępował do zadania znacznie trudniejszego. Rywalem ‘Programistów’ była bowiem ekipa Bayer Gdańsk, która choć w ligowej tabeli nie zajmuje zbyt wysokiego miejsca to na pewno nie można drużynie w zielono-granatowych barwach odmówić sporych umiejętności. Potwierdził to chociażby pierwszy set, w którym przez długi czas, ‘Aptekarze’ grali świetną siatkówkę, która sprawiła, że objęli oni prowadzenie 8-4. W dalszej części, ‘drużyna z Leverkusen’ nie zwalniała tempa i kiedy na tablicy wyników było 15-11, wydawało się, że team Damiana Harica po chwili dopnie swego. W końcowej fazie seta, popełnili oni jednak sporo błędów i ich gra nie stała już na tak wysokim poziomie. Gorszy moment błyskawicznie wykorzystali ‘Programiści’, którzy po kilku atakach Sławka Janczaka, najpierw doprowadzili do wyrównania (17-17), a po chwili zdobyli cztery kolejne punkty (21-17). Środkowa odsłona wyglądała już inaczej. Choć wynik punktowy na to nie wskazuje to jeśli mielibyśmy wskazać partię, w której Bayer był bliżej wygrania seta, to byłaby to pierwsza odsłona. W drugiej części to Speednet objął kilkupunktowe prowadzenie, które dopiero w końcowej fazie seta, Bayer nieco zniwelował (21-18). Finałowa partia to wyrównana gra obu drużyn, która zaprowadziła nas do stanu po 13. W końcówce seta Bayer nie wytrzymał jednak tempa narzuconego im przez rywali. W rezultacie Speednet odskoczył po chwili na trzypunktowe prowadzenie (17-14), które pozwoliło im na bezpieczne ‘dowiezienie wyniku’ i objęcie fotela lidera.  

AXIS – Szach-Mat 2-1 (22-20; 21-16; 12-21)

Znowu to zrobili. Z drugiej strony, dobre bądź rewelacyjne wyniki drużyny Fabiana Polita nie robią już takiego wrażenia jak jeszcze chwilę temu. Nie ukrywamy, że w naszych oczach dość wyraźnym faworytem spotkania była ekipa Szach-Mat, która w przekonaniu wielu osób jest pretendentem do awansu do elity. Dodatkowym argumentem na korzyść Szach-Matu zdawał się być fakt, że w naszym odczuciu drużyny nauczyły się już tego, by drużyny AXIS nie bagatelizować. Z drugiej strony już w zapowiedziach utyskiwaliśmy na formę Szach-Matu wskazując na to, że aktualnie swoją dyspozycją po prostu nie przekonują. Pierwsza odsłona rywalizacji rozpoczęła się jednak w dobry, bądź bardzo dobry sposób dla faworyzowanej ekipy w czarnych strojach. Po dwóch atakach Jakuba Króla, Szach-Mat prowadził bowiem 15-11 i zdawał się być na doskonałej drodze do wygrania seta. Na ataki wspomnianego gracza, dwoma skutecznymi blokami z rzędu odpowiedział Michał Kulpiński i w naszym odczuciu był to kluczowy moment seta, po którym po chwili AXIS doprowadziło do wyrównania po 17. Dodatkowo, w samej końcówce, dwa bardzo ważne punkty dające wygraną seta dołożył Tomek Sadowski (22-20). Nieudana pierwsza partia nie wyzwoliła w ‘Szachistach’ pokładów nadprzyrodzonej mocy. Ba, było zupełnie na odwrót. Gracze ‘królewskiej gry’ snuli się po parkiecie jak zombie. Ich gra była przewidywalna, przez co AXIS albo zdobywało punkty po blokach, albo przeprowadzali skuteczne kontry. Dodatkowo był to drugi najlepszy ich mecz pod kątem popełnionych błędów w meczu. Efekt? Wynik 21-16, co oznaczało, że AXIS staje się zmorą drugiego z kandydatów do awansu. Trzecia odsłona to set na pocieszenie dla Szach-Matu, który dość szybko objął wysokie prowadzenie i finalnie wygrał seta do 12. Prawdę mówiąc, marne to jednak pocieszenie.

Fux Pępowo – Team Spontan 2-1 (21-19; 19-21; 22-20)

Spotkanie, do którego doszło w środowy wieczór o godzinie 21:00 było anonsowane jako hit w trzeciej lidze grupie B. Naprzeciw siebie stanęły bowiem drużyny, które jak do tej pory jeszcze nie przegrały. W odczuciu Redakcji, dość wyraźnym faworytem starcia pozostawali gracze z Pępowa, którzy jak się później okazało byli o włos od przegranej. Początek spotkania to wyrównana walka obu stron, która zaprowadziła nas do stanu po 10. Walka punkt za punkt trwała do stanu po 17 i moment ten zbiegł się z dwoma błędami ‘Spontanicznych’, którzy najpierw zaatakowali w aut, by po chwili poprawić zagrywką w siatkę. To z kolei sprawiło, że po atakach Damiana Wiśniewskiego oraz Piotra Czerwińskiego, pierwszy punkt w meczu powędrował do Pępowa (21-19). Środkowa odsłona rozpoczęła się lepiej dla przyjezdnych, którzy po kilku błędach rywali, wysunęli się na prowadzenie 8-5. Brak stabilności graczy Andrzeja Pipki w środkowej odsłonie sprawił, że Team Spontan doprowadził po chwili do wyrównania po 11. Dalsza część to scenariusz, który zdawał się  być powtórką z pierwszej odsłony. Inny był tylko epilog. Choć ‘Koniczynki’ prowadzili w końcówce 18-16 to ‘Pomarańczowym’ udało się odwrócić losy rywalizacji i po skutecznym bloku Adama Kochanowskiego, Spontan cieszył się z wyrównania w setach (21-19). Ostatnia partia to bardzo emocjonująca odsłona, która przez bardzo długi czas układała się idealnie dla spadkowicza z drugiej ligi. Kiedy na tablicy wyników mieliśmy (12-9 czy 17-13) dla Spontana nic nie wskazywało na to, że Fux zdoła odwrócić losy meczu. Kiedy wydawało się, że to koniec meczu, Fux przeszedł metamorfozę co najmniej tak skuteczną jak w popularnej kreskówce – Songo Super Saiyanin i po skutecznej grze na siatce, doprowadzili do wyrównania po 19. W absolutnie kluczowym dla losów momencie, skuteczną kiwką popisał się Michał Długozima i po chwili, team występujący w delegacji wygrał 22-20, a całe spotkanie 2-1. Z pewnością jednak był to ich najtrudniejszy z dotychczasowych sprawdzianów w SL3.