Nie jest chyba tajemnicą, że dla wielu uczestników spotkania był to mecz szczególny. Patrząc na ligową tabelę, trudno było nie odnieść wrażenia, że to Challengersi grali pod zdecydowanie większą presją. O ile sytuacja Speednetu 2 jest komfortowa i z całą pewnością nie spadnie im włos z głowy, tak tego samego nie można powiedzieć o drużynie Wojciecha Lewińskiego, która znajduje się obecnie w poważnych tarapatach. Jakby tego było mało, w połowie pierwszego seta koszmarnej kontuzji doznał Paweł Kondracki – z tego miejsca życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia. Mimo dłuższej przerwy gracze w niebiesko-różowych barwach nie zostali wytrąceni z rytmu i choć w końcówce to zawodnicy Speednetu prowadzili 19-17, to po punktach tercetu Skierkowski–Kempiński–Kuczko z pierwszego punktu w meczu cieszyli się Challengersi. Środkowa odsłona to partia pełna emocji. Lepiej w seta weszli gracze Speednetu, którzy po ataku Kamila Szlejtera wysunęli się na prowadzenie 13-10. Dalsza część seta to jednak powrót do gry Challengersów, którzy po dwóch asach serwisowych z rzędu Krystiana Kempińskiego doprowadzili do wyrównania po 18. Choć wspomniane asy zostały zdobyte „na tym samym zawodniku”, to Patryk Ułanowicz zrehabilitował się w końcówce i to właśnie po jego atakach Speednet doprowadził do wyrównania stanu rywalizacji (23-21). Ostatni set to już wyraźna przewaga ‘Programistów’, którzy wysunęli się na prowadzenie 8-3 i w dalszej części seta kontrolowali przebieg gry, nie pozwalając rywalom na rozwinięcie skrzydeł (21-16).
Dzień: 2025-11-03
Merkury – Bossman Team
Był okres, w którym pisaliśmy, że Merkuremy – Bossman wybitnie nie leży. W ostatnim czasie zła klątwa została jednak odczarowana, a przynajmniej tak nam się wówczas wydawało. Wczoraj wieczorem obie drużyny spotkały się po raz kolejny i to Merkury był w naszych oczach wyraźnym faworytem meczu. Uważamy, że błędnie zinterpretowaliśmy byt Bossmana w grupie mistrzowskiej. Wydawało nam się, że przy iluzorycznych szansach na medale Bossman będzie raczej dostarczycielem punktów. Zamiast tego okazało się jednak, że team Jakuba Kłobuckiego, grając na luzie, potrafi udowodnić swoją wyższość nad pospinanym, pięciokrotnym Mistrzem Inter Marine SL3. Prawdę mówiąc, pierwszy set rywalizacji nie zapowiadał katastrofy Merkurego, która miała dopiero nadejść. Już w pierwszej fazie seta faworyt wypracował sobie skromną zaliczkę i w dalszej części trzymał rywala na dystans. W końcówce podkręcili nawet tempo i finalnie wygrali tę partię do 15. Środkowa odsłona układała się przez bardzo długi czas niemal identycznie. Pod koniec seta zespół w granatowych barwach prowadził już 17-14. Po kilku błędach oraz skutecznych blokach Adriana Zajkowskiego Bossman wysunął się jednak na prowadzenie i ostatecznie to on wygrał partię, której w teorii nie miał prawa wygrać. Brawo! Team w błękitnych (?) strojach nie zadowolił się jednym punktem. Wiecie – jak kochać, to księżniczkę, a jak wygrywać z pięciokrotnym Mistrzem, to nie sety, tylko cały mecz. W finałowej partii role się odwróciły – tym razem to Bossman prowadził grę, a Merkury musiał wcielić się w rolę goniącego. Cóż, wyszło to naprawdę słabo, bo po kolejnym bloku Adriana Zajkowskiego Bossman wysunął się na prowadzenie 18-14 i było już po zawodach. Oj, ta porażka w obozie Merkurego będzie rozpamiętywana bardzo długo. A Bossman? Cóż – gdyby im się tylko chciało tak, jak im się nie chce, to byłoby naprawdę bardzo dobrze.
AiP – BEemka Volley
Nie ma co do tego wątpliwości – mecz pomiędzy AiP a BEemką był anonsowany jako hit pierwszoligowych zmagań. Choć historycznie BEemce trudno grało się z zespołem Adriana Ossowskiego, to wczoraj wieczorem wygrali i są na najlepszej drodze do pierwszych w historii medali w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie oznacza to bynajmniej, że wczorajsze starcie było dla BEemki łatwym zadaniem. Wręcz przeciwnie – była to trudna i wyboista droga. Już na początku spotkania team Daniela Podgórskiego musiał odrabiać spore straty. Po świetnym początku ‘Przyjaciół’ na tablicy wyników widniało 8-4 dla graczy w biało-fioletowych barwach. Komfortowa sytuacja drużyny Adriana Ossowskiego trwała mniej więcej do stanu 17-14. Już po chwili ówczesny lider zaczął popełniać sporo błędów i, jakby tego było mało, miał problemy z wykończeniem akcji. W efekcie tego gracze BEemki doprowadzili do wyrównania po 19. Końcówka? A jakże – dwa błędy AiP, po których BEemka cieszyła się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona nie była aż tak spektakularnym przykładem roztrwonienia przewagi jak ta z pierwszego seta, ale wciąż to gracze AiP po atakach Jakuba Sulimy prowadzili 13-10. Mimo to po chwili zanotowali kolejny przestój, po którym rywal wysunął się na prowadzenie 18-15 i spokojnie zagwarantował sobie drugi punkt w meczu. W ostatnim secie drużynie Daniela Podgórskiego nie udało się wywalczyć kompletu punktów. Mimo że w końcówce prowadzili 18-17, tym razem to oni popełnili błędy, po których z ‘nagrody pocieszenia’ cieszyli się gracze AiP. Mimo porażki wciąż są jednak w grze i mają tyle samo punktów co nowy lider tabeli – BEemka Volley. Oj, końcówka sezonu zapowiada się naprawdę pasjonująco.
Old Boys – VB Sulmin
Im dłużej się nad tym zastanawiamy, tym bardziej nie wiemy, dlaczego postawiliśmy na Old Boysów. Wiecie – chyba jakiś sentyment do dawnych dobrych czasów? Czasów, w których Old Boysi byli ligowymi mocarzami, a niemal każdy czuł przed nimi respekt? Choć to przykre dla drużyny z Pruszcza, prawda jest taka, że dziś nie boi się ich już nikt. Nie inaczej było z zespołem VB Sulmin, który przegrał co prawda premierową odsłonę, ale z czasem potrafił się odbudować. W środkowej partii oglądaliśmy klasycznych Old Boysów z obecnego sezonu. Po dobrym fragmencie w obozie drużyny Bartłomieja Kniecia coś się zacięło, a punkty – i to taśmowo – zaczęli zdobywać przeciwnicy. Po kilku skutecznych atakach dobrze dysponowanego Alexa Siwika, VB Sulmin wysunął się na prowadzenie 14-10. Choć z czasem Old Boysi doprowadzili do wyrównania po 18, to w końcówce nie zdołali zachować zimnej krwi i po dwóch atakach w aut z wyrównującego punktu cieszyli się gracze Daniela Bąby. Decydujący o zwycięstwie set to partia, w której gra i atmosfera w Old Boysach wyraźnie się posypała. Problemy rywali błyskawicznie wykorzystali zawodnicy VB Sulmin, którzy po ataku Radosława Małeckiego objęli prowadzenie 10-6. W dalszej części, po skutecznej grze oraz serii błędów po stronie przeciwników, ‘czerwono-czarni’ wysunęli się na prowadzenie 18-10 i po chwili cieszyli się z piątej wygranej w sezonie Jesień’25 – brawo!
Szach-Mat – Speednet
Zakładając, że Szach-Mat i Speednet nie spieprzą sprawy w ostatnich meczach sezonu – wczoraj rozegrały bardzo ważny mecz dla układu tabeli. W naszym odczuciu team, który wygrał, może już raczej myśleć o tym, co zrobić, by w kolejnej edycji znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Początek spotkania jednoznacznie wskazywał na to, że spokojny byt w pierwszej lidze zapewni sobie ekipa ‘Szachistów’. Po bardzo dobrej grze w obronie i świetnej dyspozycji przyjmujących Szach-Matu, gracze ‘królewskiej gry’ wysunęli się na prowadzenie 12-8. Choć do tego czasu Speednet mógł mieć jeszcze nadzieję, to po trzech asach serwisowych Rafała Guzowskiego z rzędu zostały one całkowicie rozwiane (21-12). W drugim secie rywalizacji zobaczyliśmy jednak zupełnie inny Speednet. Choć Szach-Mat rozpoczął seta genialnie i na półmetku prowadził 13-8, z czasem zaczął popełniać mnóstwo błędów. Te, w połączeniu z dobrą grą środkowych ‘Programistów’, doprowadziły do wyrównania stanu rywalizacji (17-17). Końcowa faza seta to prawdziwa ozdoba meczu – fragment, w którym nie brakowało zwrotów akcji i emocjonujących wymian. Ostatecznie po dwóch skutecznych akcjach Pawła Kolana, Speednet zapewnił sobie wyrównanie w meczu (24-22). Wygrana w środkowej odsłonie ewidentnie uskrzydliła graczy Macieja Miścickiego, którzy w trzecim secie rywalizacji spisywali się naprawdę świetnie. Po blokach Łukasza Żurawskiego oraz Mikołaja Skotarka było już ‘pozamiatane’. Speednet wysunął się bowiem na prowadzenie 18-11, a tego nie dało się już roztrwonić.
TKKF Orlen – ACTIVNI Gdańsk
Choć TKKF Orlen przystępował do spotkania z ACTIVNYMI świeżo po zwycięstwie z Hapag-Lloyd, to jednak team Artura Kurkowskiego pozostawał zdecydowanym faworytem poniedziałkowego starcia. W naszym przekonaniu utwierdziliśmy się w momencie, w którym zobaczyliśmy, że ‘Nafciarze’ – nie po raz pierwszy w obecnym sezonie – nie będą mieli kompletnego składu na mecz. Wobec tego przebieg pierwszego seta nie mógł przesadnie dziwić. ACTIVNI szybko wysunęli się na prowadzenie 10-7. Prawdziwego boosta team w żółto-czarnych strojach zanotował jednak po kilku punktach Macieja Adamskiego, po których wysunął się na prowadzenie 17-9 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-13). Środkowa odsłona wyglądała niemal identycznie. Choć ACTIVNI nie grali oszałamiającej siatkówki, to poprzeczka zawieszona przez ‘Nafciarzy’ nie wisiała zbyt wysoko (21-14). Ostatni set rywalizacji to zdecydowanie najciekawsza partia meczu, w której TKKF Orlen nie pozwalał faworyzowanym rywalom na rozwinięcie skrzydeł. W połowie seta zaowocowało to remisem. Chwilę później team Artura Kurkowskiego zdobył jednak kilka kolejnych punktów, po których wydawało się, że jest już ‘pozamiatane’ (15-12). ACTIVNI zamiast jednak postawić kropkę nad ‘i’, pozwolili rywalom dojść do głosu. Już po chwili, po asie serwisowym Grzegorza Wosia oraz skutecznym bloku Szymona Damrada, TKKF Orlen doprowadził do wyrównania po 17. Końcówka to wyrównane starcie punkt za punkt, ale ostatnie słowo w secie należało do ‘Nafciarzy’, którzy zainkasowali trzeci punkt w sezonie Jesień’25 – brawo!
Tufi Team – Czerepachy Volley
Ponad 90% typerów w aplikacji SL3 stawiało na scenariusz, w którym Tufi Team zgarnie komplet oczek i poprawi swoją sytuacje w kontekście walki o utrzymanie. Cóż – na taki scenariusz postawiliśmy również my. Ku zaskoczeniu szerokiej grupy odbiorców, stało się jednak inaczej. Pierwszy set rywalizacji upłynął jednak zgodnie ze scenariuszem nakreślonym przez faworyzowany zespół. Po dobrej grze w obronie Konrada Szarugi oraz kilku skutecznych kontrach – gracze Tufi wysunęli się na prowadzenie 10-6. Choć z czasem po kilku atakach Patryka Słowińskiego, ‘Żółwie’ zbliżyli się do rywala na dwa oczka (11-9), to dalsze część seta była dominacją drużyny Mateusza Woźniaka (21-13). Drugi set rywalizacji to scenariusz, którego się nie spodziewaliśmy. Od samego początku seta, gracze w zielonych strojach rozgrywali ‘swoją partię’, po której wysunęli się na prowadzenie 12-7. Z czasem wszystko zaczęło się jednak psuć, a po kilku błędach w ataku – przewaga została roztrwoniona (15-15). Mimo że triumf ewidentnie wymykał się Czerepachom z rąk – po chwili dwa kosztowne błędy popełnili faworyci. Ostatecznie dzieła zniszczenia pieczętującego czwarty punkt w sezonie, dokonał skutecznym atakiem Wojciech Ingielewicz (21-19). Ostatni set rywalizacji zapowiadał się bardzo ciekawie. Chwilę po połowie seta mieliśmy remis po 13, a następnie 16-16. Końcówka to jednak wyraźnie lepszy fragment drużyny Tufi, która po atakach Rafała Deptuły oraz Mateusza Osieckiego, wygrała seta do 17, a cały mecz 2-1. Mimo zwycięstwa trudno tu jednak mówić o hurraoptymizmie. W naszym odczuciu Tufi straciło wczoraj jeden punkt, a nie dwa zyskali.
Kraken – Maritex
Długo zastanawialiśmy się, którą drużynę wskazać jako faworyta meczu. Niezależnie od naszego wyboru, nie sądziliśmy jednak, że mecz zakończy się kompletem punktów jednej ze stron. Choć nie jest to częstym widokiem – Maritex musiał radzić sobie w sześcioro graczy, a braki kadrowe były aż nadto widoczne. Dla tak doświadczonej drużyny jak Kraken była to zatem idealna okazja do zgarnięcia kompletu oczek. Już na początku spotkania gracze Jurija Charczuka wykorzystali problemy rywali i wysunęli się na prowadzenie 12-8. Z czasem po kilku wyblokach oraz skutecznych kontrach – Kraken wysunął się na prowadzenie 19-14 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Środkowa odsłona to jeszcze większa przewaga ‘Bestii’, która chwilę po półmetku seta, cieszyła się z prowadzenia 15-9. Choć w dalszej części seta, zespół Michała Pietrasika próbował odrabiać jeszcze straty, to o skutecznej pogoni, nie mogło być już mowy (21-15). Trzeci set? Cóż – bez zmian. Ależ to było jednostronne i…nudnawe widowisko. Prawdę mówiąc w całym meczu nie było ani jednego zwrotu akcji czy ciekawszego momentu, po którym uznalibyśmy, że ‘coś się dzieje’. Zamiast tego otrzymaliśmy pełną dominację Krakena, który w połowie finałowej partii, objął prowadzenie 12-9 i w dalszej części seta – nie miał już problemu z tym by ograć rywala, tym razem do 16. Zwycięstwo za komplet punktów sprawia, że w obozie Krakena wciąż tli się nadzieja na podium rozgrywek.
VB Inter-Grahen Sulmin – Craftvena
Po nieudanym okresie drużyny VB Inter-Grahen Sulmin oraz Craftvena miały doskonałą okazję do przełamania. Naprzeciw siebie miały bowiem zespoły pogrążone w małym kryzysie. Poniedziałkowe starcie było jednocześnie ostatnią szansą na włączenie się do walki o podium rozgrywek. Początek meczu to wyraźna przewaga ‘Rzemieślników’, którzy wysunęli się na prowadzenie 12-7. Z czasem problemy w przyjęciu graczy z Sulmina jeszcze się pogłębiły. Craftvena w drugiej części seta bardzo dobrze radziła sobie w ataku i w konsekwencji wysunęła się na prowadzenie 17-11, po czym stało się jasne, że to ona będzie cieszyć się z pierwszego punktu w meczu. Choć po pierwszym secie miny zawodników z Sulmina były nietęgie, to środkowa odsłona była w ich wykonaniu zdecydowanie lepsza. Zanim się obejrzeliśmy, team z Sulmina zniszczył na początku seta ‘Rzemieślników’ zagrywką. Dodatkowo po skutecznych atakach Michała Tredera, VB Inter-Grahen Sulmin wysunął się na prowadzenie 10-3. Choć wydawało się to niemożliwe, ‘Rzemieślnicy’ niemal odrobili bardzo dużą stratę. Po kilku skutecznych atakach Macieja Tyryłło, na tablicy wyników widniało 17-16 dla graczy Kacpra Wiczkowskiego. Mimo że zrobiło się naprawdę groźnie, skończyło się dla nich wyłącznie na strachu, a po punktach dobrze dysponowanego Michała Tredera – VB Inter-Grahen Sulmin cieszyło się z wyrównania stanu rywalizacji (21-17). Ostatni set do pewnego momentu zapowiadał wyrównaną partię (6-6). Choć trudno w to uwierzyć, po chwili gracze Craftveny zdobyli jedenaście punktów z rzędu, po których objęli prowadzenie 17-6 i w praktyce rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść.