Dzień: 2025-10-29

Fux Pępowo – Old Boys

Po ostatniej, dość zaskakującej porażce z Inter Marine Masters, Fux Pępowo przystąpił do dziesiątego meczu w sezonie Jesień’25 z jasnym celem – wygrać i wrócić do walki o bezpośredni awans do elity. Zadanie to nie było bynajmniej zbyt proste. Ich rywalem była ekipa Old Boys, która choć w obecnym sezonie zawodzi, to było jasne, że na team z Pępowa nie będzie ich trzeba przesadnie mobilizować. Zgodnie z naszymi przewidywaniami mecz nie zawiódł, o czym świadczą wyniki poszczególnych setów. Od samego początku spotkania oglądaliśmy bardzo wyrównany pojedynek, pełen zwrotów akcji. Dla przykładu, na półmetku pierwszego seta, po dwóch atakach Dominika Bychowskiego, Fux Pępowo wysunął się na prowadzenie 10-8. W drugiej części seta gra się wyrównała (17-17). W końcówce, po dwóch blokach Piotra Kozłowskiego, Old Boys wysunęli się na prowadzenie 20-17 i po chwili cieszyli się z wygranej seta do 19. Środkowa partia to przewaga ‘Koniczynek’, które tuż po półmetku seta wysunęły się na prowadzenie 15-11. W dalszej części seta nakręceni gracze w białych koszulkach doprowadzili do wyrównania po 18, i kiedy wydawało się, że zdołali złamać przeciwnika i to oni wygrają seta, Fux Pępowo w porę zareagował i po ataku dobrze dysponowanego Tomasza Piaska cieszył się z wyrównania stanu rywalizacji (21-19). Decydujący o zwycięstwie set miał dość podobny przebieg. Niemal przez całą partię przewagę mieli gracze Dominika Szadacha (16-12). Z czasem zwycięstwo zaczęło im się wymykać z rąk (19-18), ale w momencie, gdy zrobiło się groźnie, duet skrzydłowych Magdziarek–Piask skutecznymi atakami przypieczętował triumf ‘Koniczynek’, którzy wskoczyli na fotel wicelidera drugiej ligi – brawo!

Bossman Team – Tufi Team

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na scenariusz, w którym do grupy mistrzowskiej Bossman potrzebował zaledwie jednego seta w meczu z Tufi Team. Biorąc pod uwagę fakt, że w naszym odczuciu byli oni wyraźnym faworytem meczu, nie było to przesadnie ambitne zadanie. Choć w ostatecznym rozrachunku Bossman faktycznie zagwarantował sobie grę wśród najlepszej piątki ligi, to po środowej serii gier trudno tu mówić o optymizmie. Piszemy teraz całkiem serio – w życiu byśmy nie pomyśleli, że drużyna, która po dziewięciu meczach będzie miała na koncie 13 oczek, znajdzie się w top 5 ligi. Choć tą tezą być może narazimy się graczom Bossmana, to prawdę mówiąc, gra drużyny w dziewięciu spotkaniach obecnego sezonu też za bardzo na to nie wskazywała. Cóż, tak czy siak w przyszłym tygodniu Bossman rozegra dwa spotkania w grupie mistrzowskiej, a obecny sezon – czy to się komuś podoba, czy nie – zakończy się lepszym wynikiem niż ten z poprzedniej edycji. A Tufi? Cóż, tu sytuację należy rozpatrywać dwutorowo. Warto podkreślić, że zespół Mateusza Woźniaka miał w środę szansę na awans do grupy mistrzowskiej i prawie im się to udało, bo grali naprawdę nieźle. Niestety dla siebie przegrali drugiego seta rywalizacji. To oczywiście negatywny aspekt. Pozytywny jest z kolei taki, że beniaminek pierwszej ligi zdobył wczoraj wieczorem dwa bardzo ważne punkty i zrobił duży krok w kierunku utrzymania w elicie. Prawdę mówiąc, dyspozycja drużyny w ostatnim czasie sprawia, że staje się to coraz bardziej możliwe. Podsumowując środowe spotkanie, gracze Tufi nie mają się co smucić z powodu konieczności gry w grupie spadkowej. W naszym odczuciu powinni się cieszyć z bardzo dobrego wyniku, który w ostatecznym rozrachunku może być kluczowy.

Siatkersi – ACTIVNI Gdańsk

Uff, co to były za ciężary dla Siatkersów. Z drugiej strony nie jesteśmy tym przesadnie zaskoczeni, bo w zapowiedziach przedmeczowych stawialiśmy na podział punktów. Ostatecznie Siatkersi zgarnęli trzy oczka, ale prawdę mówiąc, mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Spokojny był tylko i wyłącznie pierwszy set rywalizacji. Już na początku gracze w niebieskich trykotach wysunęli się na prowadzenie 7-4. Choć ACTIVNI zdołali dotrzymać kroku rywalom, to wobec kolejnych skutecznych ataków Wojciecha Orlańczyka byli zupełnie bezradni (21-15). W środkowej odsłonie rozpoczął się zdecydowanie ciekawszy fragment gry. Po bardzo dobrej grze ACTIVNI wysunęli się na prowadzenie 15-12 i wszystko wskazywało na to, że zdołają zamienić przewagę w wygraną seta. Sygnał do odrabiania strat dał Siatkersom środkowy Jakub Miszczuk, po którego bloku mieliśmy w dalszej części walkę punkt za punkt. Choć ACTIVNI mieli szansę na niespodziankę, to grający z zimną krwią gracze Siatkersów cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu. Trzeci set to absolutne szaleństwo. Początek ułożył się dla Siatkersów w wymarzony sposób, bo już po chwili prowadzili oni 10-2. W dalszej części seta nie zdejmowali nogi z gazu, wysuwając się na prowadzenie 15-5. Już po chwili doszło jednak do kuriozalnej sytuacji, w której ACTIVNI zdołali odrobić straty i gdyby faktycznie udało im się wygrać, byłby to największy comeback w historii ligi. Byłoby to wydarzenie, które ciągnęłoby się za Siatkersami przez kilka dobrych sezonów. Mimo że team Artura Kurkowskiego doprowadził do stanu po 20, to ostatnie słowo należało już do Siatkersów, którzy wrócili z dalekiej podróży.

Maritex – Wolves Volley

Wolves Volley w obecnej edycji dali się poznać jako team bardzo ambitny i waleczny. Rysa na świetnym wizerunku, na który zespół pracował od początku edycji, pojawiła się w minionym tygodniu, gdy team Karola Ciechanowicza zaprezentował się dość słabo w rywalizacji z Kraken Team. Jak było wczoraj wieczorem? Cóż, kolejna porażka, ale nie to jest powodem do niepokoju dla drużyny. Wczoraj zespół był bardzo zamulony i w niczym nie przypominał ekipy sprzed kilku tygodni. Początek spotkania należał do Maritexu, który na półmetku seta wysunął się na prowadzenie 12-9. W dalszej części seta Wolves Volley doprowadzili do wyrównania po 14, ale po skutecznych akcjach Macieja Manisty oraz Macieja Skowrońskiego to Maritex cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-18). W środkowej odsłonie team Michała Pietrasika prowadził 15-14 i wydawało się, że po chwili przypieczętują zwycięstwo w spotkaniu. Końcówka seta to jednak przewaga ‘Watahy’, która wykorzystała kilka błędów rywali i cieszyła się z wyrównania stanu rywalizacji (21-18). Ostatni set to już zupełnie inna historia, w której wyrównaną grę oglądaliśmy tylko do stanu 8-8. Dalsza część seta to wyraźna przewaga Maritexu, który po świetnym rozegraniu Kacpra Kani wysunął się na prowadzenie 15-12 i po chwili cieszył się z wygranej seta do 13, zapewniając sobie tym samym utrzymanie w trzeciej lidze – brawo!

Remedios Sopot Ortopedia – VB FE Sulmin

Bilans 15 punktów w 5 ostatnich meczach? Na taki świetny wynik w obecnej kampanii mogły sobie pozwolić wyłącznie nieliczne drużyny. Wczoraj wieczorem do elitarnego grona dołączyła ekipa Remedios Sopot Ortopedia, która rozbiła za komplet punktów drużynę VB FE Sulmin. Już na początku spotkania byliśmy świadkami olbrzymiej przewagi drużyny w biało-złotych trykotach (10-5). W dalszej części seta gracze z Sulmina albo mieli ogromne problemy w przyjęciu i wyprowadzaniu akcji, albo sami byli na tyle zakręceni, że po timeoucie wyszli na parkiet w siedmiu zawodników. Tak czy siak – tu nie kleiło się absolutnie nic i wynik 21-13 nie może nikogo przesadnie dziwić. Co więcej – im dłużej trwał mecz, tym ‘Ortopedzi’ radzili sobie coraz lepiej. Po bardzo podobnym obrazie gry co w pierwszej odsłonie – zespół Macieja Kota wysunął się na prowadzenie 11-6 i w dalszej części seta nie pozwolił rywalowi na rozwinięcie skrzydeł, ogrywając go do 11. Przed trzecim setem, zadaniem graczy w biało-złotych strojach było zachowanie koncentracji i uniknięcie scenariusza przerabianego w meczach z Only Spikes oraz Hapag-Lloyd. Mówiąc precyzyjniej – chcieli za wszelką cenę nie dać się rozbujać przeciwnikom i to im się faktycznie udało. Już po chwili od pierwszego gwizdka w trzecim secie, sędzi prowadzącej zawody – faworyci objęli prowadzenie 10-6. W drugiej części seta poszło im jeszcze lepiej, bo na 10 zdobytych punktów, rywale pokusili się o zaledwie dwa oczka i finalnie – gracze Remedios wygrali seta do 9, a cały mecz 3-0, brawo!

MiszMasz – Kraken Team

Cała narracja w zapowiedzi opierała się na tezie, jakoby gracze Krakena mieli mieć w poniedziałkowy wieczór olbrzymie problemy kadrowe. Ostatecznie team Roberta Skwiercza zameldował się w nadkomplecie i wówczas stało się jasne, że szanse Krakena na triumf diametralnie wzrosły. Początek spotkania należał jednak do MiszMaszu, który w połowie premierowego seta prowadził 12-9. Po chwili zespół Jakuba Waszkiewicza zaczął popełniać mnóstwo błędów w ataku, po których ‘Bestia’ wysunęła się na prowadzenie 17-13 i po świetnym fragmencie Dawida Gosza cieszył się z wygrania premierowej odsłony do 18. Potrzebujący punktów do ligowej tabeli gracze MiszMasz nie zamierzali biernie przyglądać się, jak ich sytuacja w tabeli zmierza w niebezpieczną stronę. Choć w środkowej części seta rozszalał się Ngapeth Dawid Gosz, to jednak jeden zawodnik to zbyt mało. Do pewnego momentu, przy niezłym wyniku dla Krakena, utrzymywało ich to, że rywale mieli swoje problemy, a mniej więcej na półmetku środkowego seta zdołali się oni nawet między sobą posprzeczać. Choć taki vibe nie wróżył niczego dobrego, to po chwili MiszMasz wysunął się na prowadzenie, w czym ogromna zasługa świetnej zagrywki w wykonaniu Mateusza Berbeki (15-12). W dalszej części seta MiszMasz nie dał już sobie zrobić krzywdy, wygrywając finalnie do 19. Ostatni set rywalizacji to już miażdżąca przewaga Krakena, który rozpoczął go od prowadzenia 9-2. Wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra seta i w konsekwencji cały mecz.

Kraken – MysterElektroRockets

Serio – w historii nie przypominamy sobie sezonu, w którym faworyci do podium rozgrywek zawodziliby tak bardzo i tak często. Nie chodzi tu wyłącznie o Krakena, ale niemal cała ligowa czołówka z wyłączeniem Hydry Volleyball Team ma „swoje za uszami” i prawdę mówiąc, nie mamy poczucia, by któryś team w szczególny sposób zasługiwał na ten awans. W środowy wieczór dostaliśmy tego kolejne potwierdzenie. Choć Kraken był zdecydowanym i niekwestionowanym faworytem starcia, to pod nazwą „Bestia” kryła się tak naprawdę zwykła popierdółka, którą jest dziś w stanie pokonać absolutnie każdy team w trzeciej lidze. Nie jest naszym celem, by umniejszać graczom MysterElektroRockets. Ci już od długiego czasu wysyłają poważne sygnały dotyczące woli utrzymania w trzeciej lidze i, prawdę mówiąc, zaczyna to wyglądać naprawdę przekonująco. Po środowym zwycięstwie zespół Pawła Urbaniaka awansował na jedenaste miejsce w ligowej tabeli i coraz bardziej odsuwa od siebie widmo spadku. Jeśli chodzi o spotkanie, to poza wynikiem należy pochwalić determinację i wolę walki drużyny w biało-czerwonych strojach. Zarówno w pierwszym, jak i drugim secie rywalizacji to Kraken zdawał się iść po wygraną. W pierwszym secie było bowiem 19-16 dla teamu Jurija Charczuka, a mimo to pięć kolejnych punktów zdobył team MER. Na półmetku drugiego seta faworyzowana drużyna prowadziła z kolei 13-9, a mimo to ponownie to beniaminek cieszył się ze zwycięstwa. Ostatecznie graczom Jurija Charczuka udało się wygrać wyłącznie trzecią partię, co – biorąc pod uwagę przedmeczowe oczekiwania – jest dla nich ogromnym rozczarowaniem.

MiszMasz – Flota TGD Team

W zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy, że MiszMasz, aby utrzymać się w trzeciej lidze, potrzebuje średnio jednego punktu na mecz. Tak się złożyło, że w środowy wieczór team Jakuba Waszkiewicza rozegrał dwa mecze, w których… nie udało im się zrealizować założonych planów. Ostatecznie w dwóch spotkaniach skończyło się na jednym punkcie, a to komplikuje nieco ich sytuację w tabeli. Kolejną kiepską wiadomością jest bowiem to, że swoje spotkanie dość nieoczekiwanie wygrała drużyna MysterElektroRockets. Wracając jednak do meczu z Flotą – największą szansę na zdobycz punktową MiszMasz miał w pierwszym secie rywalizacji, w którym prowadził grę od początku niemal do końca. Choć trudno w to uwierzyć – MiszMasz prowadził nawet 20-16, a mimo to nie wykorzystał kilku piłek setowych. Zamiast tego nie zdobył ani jednego punktu, przy czym pozwolił rywalom na to, by ci zdobyli ich aż sześć. Niewiarygodna historia i zastanawiamy się, czy nie odbije się ona czkawką za kilka tygodni. Drugi set rywalizacji to konkretne lanie, które gracze Floty urządzili swoim rywalom, omal nie wypuszczając ich ‘z dyszki’ (21-10). Ostatni set to kontynuacja dobrej gry drużyny Karoliny Kirszensztein, która wygrała tę partię do 17, awansując tym samym na szóste miejsce w tabeli – brawo! Jeśli z czasem do dobrej gry Flota TGD Team dorzuci regularność, będzie to naprawdę niezła ekipa. Kto wie, czy w przyszłości nie drugoligowa.

Feniks Gdańsk – Only Spikes

Nie tak dawno kapitan drużyny Only Spikes w wywiadzie przedmeczowym wspominał, że czas na podsumowania przyjdzie po sezonie. Wspomniany gracz odnosił się wówczas do liczby punktów zdobytych w poprzednim sezonie vs wyniku z obecnego sezonu, który team Only Spikes chce za wszelką cenę poprawić. Przypomnijmy, że w edycji Wiosna’25 było to siedem oczek. Do środowego spotkania gracze Only Spikes przystępowali z czterema punktami na koncie i łatką ‘underdoga’ spotkania. Widać to było również tuż po pierwszym gwizdku sędziego, gdy team Patryka Łabędzia nie zaprezentował się zbyt dobrze. Od początku spotkania to Feniks narzucił rywalowi swoje warunki gry i wysunął się na prowadzenie 8-2. Po chwili zespół w czarnych strojach zaczął jednak oddawać rywalom punkty, a ich przewaga stopniała do trzech oczek (12-9). Mimo to w dalszej części seta ‘Kanarki’ mieli problem z tym, by ‘poszanować’ zagrywkę. Po którymś z kolei błędzie Feniks wysunął się na prowadzenie 18-11 i po chwili wygrał seta do 17. Środkowa partia zdawała się być przez długi czas kopią tego, co oglądaliśmy w premierowej odsłonie (10-3). Z czasem to Feniks miał widoczne problemy z wyregulowaniem celowników. Po kilku atakach w aut, ale także dzięki wyraźnie lepszej grze rywali, mieliśmy remis po 13. To nie nasyciło jednak graczy w żółtych strojach, którzy po chwili, po kilku atakach Adriana Schramki, wysunęli się na prowadzenie 18-15 i po chwili cieszyli się z doprowadzenia do wyrównania stanu rywalizacji (21-19). Trzeci set to już wyraźna przewaga Feniksa, który po atakach tercetu Dubicki–Szulc–Zacharek wysunął się na prowadzenie 9-5, co ustawiło dalszą część seta. Ostatecznie Feniks wygrał partię do 16 i cały mecz 2-1. Mimo to z pewnością liczyli na inny wynik.