Dzień: 2025-10-06

AiP – Szach-Mat

Czy w poniedziałkowy wieczór poznaliśmy pierwszą drużynę, która zapewniła sobie bilet do grupy mistrzowskiej? Wszystko na to wskazuje, bo team Adriana Ossowskiego w sześciu rozegranych meczach ma na koncie już 14 punktów. W poprzednich edycjach, aby znaleźć się w elitarnym gronie pięciu drużyn, trzeba było mieć około 15 oczek. Trudno sobie wyobrazić, by tym razem miało być inaczej. Wydaje się, że grupa mistrzowska nie jest już celem ‘fioletowo-czarnych’. Oni chcą więcej. Są nienasyceni, co było doskonale widać również w poniedziałkowym spotkaniu. Początek meczu to miażdżąca przewaga ‘Przyjaciół’, którzy weszli w mecz na takiej ‘pompie’, że zanim rywale zorientowali się, co się dzieje – było już 12-4. Wówczas stało się jasne, że myślami obie drużyny są już przy środkowej partii (21-12). Ta była zdecydowanie najciekawsza i najbardziej wyrównana. Lepiej rozpoczęli ‘Szachiści’, którzy po ataku Michała Przekopa objęli prowadzenie 7-3. Po chwili trzema skutecznymi akcjami popisał się środkowy Dawid Glaner (6-7). W dalszej części zespół ‘Przyjaciół’ prezentował się już tylko lepiej i lepiej. Choć w końcówce nie brakowało emocji, to finalnie aktualny lider pierwszej ligi wygrał tę partię do 19. Niepowodzenie i kiepska forma Szach-Matu w ostatnim czasie całkowicie podcięły im skrzydła na dalszą część meczu. W trzeciej odsłonie ‘Szach-Mat nie był już sobą, o nie’. A z drugiej strony – może to już nowa rzeczywistość, do której powinniśmy się przyzwyczajać? Porażka 0-3 sprawia, że ich szanse na grupę mistrzowską oceniamy jako bardzo niewielkie. Ależ zjazd przez kilka miesięcy – niewiarygodne.

Bossman Team – DNV Volley Gdańsk

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy, ile punktów potrzebuje Bossman w trzech ostatnich meczach rundy zasadniczej, by załapać się na bilet ‘last minute’ do grupy mistrzowskiej. Z prostego rachunku wyszło, że aż dziewięć, co oznaczało, że zespół nieobecnego w poniedziałkowy wieczór Jakuba Kłobuckiego musi powalczyć z DNV VG o pełną pulę. Od samego początku nakreślony plan zdawał się realizować. Po bardzo dobrym fragmencie w ataku Mikołaja Lange Bossman objął prowadzenie 10-7. Świetne ataki Piotra Ścięgosza to było jednak zbyt mało, by nawiązać równorzędną walkę z rozpędzonym rywalem. Już po chwili Bossman prowadził 18-11, co oznaczało pierwszy punkt w meczu dla faworyta (21-15). Środkowa odsłona to partia, w której trzykrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 postawili rywalom zauważalnie trudniejsze warunki. Choć w pewnym momencie Bossman prowadził już 16-9, w drugiej części seta gracze DNV VG wyraźnie przyspieszyli i po bloku oraz ataku Illyi Yenoshyna zniwelowali stratę do dwóch oczek (17-15). Choć sytuacja zaczynała się wymykać spod kontroli, po punktach środkowych Dominika Marlęgi oraz Adriana Zajkowskiego mini pożar został ugaszony, a Bossman mógł cieszyć się z drugiego punktu w meczu. Trzeci set był zdecydowanie najbardziej wyrównany i jeśli DNV Volley Gdańsk miał gdzieś poszukać swojej szansy, to właśnie w finałowej partii. Choć na półmetku seta Bossman prowadził 10-5, z czasem gra się wyrównała i pod koniec mieliśmy wynik 19-19. Choć wówczas nie było wiadomo, w którą stronę to pójdzie, po błędzie jednego z graczy DNV Volley Gdańsk oraz ataku Marka Rogińskiego Bossman dopiął swego i mógł cieszyć się z zasłużonego kompletu punktów. Brawo!

Aqua Volley – BL Volley

Mówią, że liczy się wygrana, a nie sam start w sztafecie. Choć literalnie jest w tym sporo racji, dziś chcielibyśmy pochwalić zespół Aqua Volley. W poniedziałkowy wieczór team Mateusza Drężka rywalizował z faworyzowaną ekipą BL Volley, z którą według typerów nie miał najmniejszych szans. Mimo to, pierwszy set rywalizacji należał właśnie do nich. Zespół w czarnych strojach podszedł do rywala bez kompleksów i to się opłaciło. Po kilku błędach przeciwników i dobrej grze własnej Aqua wysunęła się na prowadzenie 12-6. Od tego momentu BL Volley rozpoczął desperacką próbę odrobienia strat, ale było już za późno. W efekcie team ‘Wodników’ zdobył trzeci punkt w sezonie Jesień ‘25. Druga odsłona to jednak z ich perspektywy spore rozczarowanie. Choć do połowy seta oglądaliśmy wyrównaną grę (11-11), po punktach Adama Czapnika i Damiana Chojnackiego BL wysunął się na prowadzenie 19-13, a następnie doprowadził do wyrównania w setach (21-14). Środkowa odsłona była mylnym prognostykiem tego, jak miała wyglądać finałowa partia. Sądziliśmy, że BL Volley bez większych problemów ogra beniaminka trzeciej ligi, i choć do pewnego momentu wszystko na to wskazywało (13-9), to nakręcona drużyna Aqua Volley miała coś, czego rywalom brakowało – ogromne serducho do walki i niesamowitą chęć zwycięstwa. Niesieni tą energią gracze Mateusza Drężka doprowadzili do wyrównania po 19 i kwestia tego, kto wygra seta, pozostawała otwarta. Ostatecznie w końcówce zawodnicy Aqua Volley nieco się pogubili, a bardziej doświadczony zespół cieszył się z wygrania partii do 20. Mimo to chyba nikt nie spodziewał się takich ‘ciężarów’, które faworyt napotka w poniedziałkowy wieczór.

Hydra Volleyball Team – Tiger Team

Po zaskakującej, by nie powiedzieć sensacyjnej, stracie punktu Hydra Volleyball Team przystępowała do drugiego meczu w poniedziałkowy wieczór. O mobilizację nie było trudno – sportowa złość zrobiła swoje i team Sławomira Kudyby błyskawicznie wziął się do pracy, obejmując prowadzenie 11-5. Trzeba przyznać, że faworytowi poza niezłą grą pomogli również gracze Tiger Team, którzy popełnili kilka koszmarnych błędów. Dalsza część premierowej partii to wyraźna przewaga ‘Bestii’, która zdawała się wzbudzać w rywalu przesadny respekt (21-11). Wyraźnie lepiej gracze Tiger Team wyglądali w środkowej odsłonie. Choć po kilku punktach duetu Gierszewski–Czajkowski wszystko wskazywało na ostre lanie ‘Tygrysów’ (5-0), ci po chwili się przebudzili. W połowie seta oglądaliśmy wyrównaną grę zakończoną remisem 12-12. Niestety dla Tigera już po chwili popełnili cztery niewymuszone błędy z rzędu, po których faworyt wysunął się na prowadzenie 16-12, a niedługo potem cieszył się z drugiego punktu w meczu. Zdecydowanie największą szansę team Tigera miał w trzecim secie rywalizacji. Przy sprzyjających okolicznościach drużyna Dawida Staszyńskiego prowadziła 18-17, lecz już po chwili Hydra ‘uruchomiła’ będącego ostatnio w świetnej dyspozycji Remigiusza Maczana w duecie z Filipem Ziółkowskim i wygrała tę partię do 18. Mimo pięciu punktów w dwóch meczach Hydra może czuć pewien niesmak – z pewnością liczyli bowiem na wyraźnie lepszą grę. Mimo to, jak widać w trzeciej lidze, takie granie wystarczy.

Wolves Volley – Kraken

Choć ‘na papierze’ faworytem meczu byli gracze Krakena, nie mieliśmy poczucia, że zdołają wygrać na 100%. Nie dość, że w obecnej kampanii team Jurija Charczuka grał ‘w kratkę’, to na dodatek ich rywale przystępowali do meczu po serii czterech zwycięstw z rzędu. Początek spotkania to bardzo wyrównana gra, która doprowadziła do stanu 14-14. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się gracze Wolves Volley, którzy po punktach Michała Łubińskiego oraz Tomasza Głębockiego prowadzili dwoma oczkami (16-14). Choć wydawało się, że ‘Wataha’ pójdzie za ciosem, tercet Hurtovyi–Krolenko–Trushyn miał nieco inny plan. Po kilku punktach wspomnianych graczy oraz trzech błędach z rzędu Wolves Volley, z pierwszego punktu w meczu cieszyli się zawodnicy Jurija Charczuka (21-18). Środkowa odsłona to absolutnie jednostronne widowisko – już w pierwszej części ‘czerwono-czarni’ wypracowali sobie czteropunktową zaliczkę (10-6), która w ostatecznym rozrachunku wyniosła aż dziewięć oczek (21-12). Ostatni set rywalizacji przyniósł nieoczekiwany zwrot akcji. Po dobrej grze całego zespołu oraz asie serwisowym Tomasza Głębockiego Wolves Volley wysunęli się na prowadzenie 5-1. Z czasem Kraken zdołał się ‘odkręcić’, a w drugiej części seta wszystko wskazywało na komplet punktów. Niestety dla nich, mimo prowadzenia 17-15, nie udało się postawić kropki nad ‘i’. Po punktach Michała Łubińskiego oraz Szymona Merskiego ‘Wataha’ odwróciła niekorzystną dla siebie sytuację i wygrała ostatniego seta do 18.

Bayer Gdańsk – Fux Pępowo

Wow – dawno w Inter Marine SL3 nie widzieliśmy takiego meczu. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy, że nieznacznym faworytem pozostają gracze Bayeru Gdańsk, którzy w ostatnim czasie mieli swoje ‘pięć minut’. Dyspozycja drużyny była tak dobra, że zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie znajduje się sufit tej ekipy i czy aby na pewno jest to ten z hali garażowej na poziomie -2. Początek poniedziałkowego starcia to świetna postawa ‘Aptekarzy’, którzy rozpoczęli mecz od prowadzenia 10-4. W dalszej części Bayer nie zdejmował nogi z gazu i nic nie wskazywało, że dojdzie do zwrotu akcji (13-8, a następnie 15-11). I właśnie wtedy zaczął się koszmar ‘Aptekarzy’. Wydarzyło się coś, co – słowo honoru – wszyscy obecni na parkiecie będą pamiętać przez lata. Każda kolejna udana akcja ‘Koniczynek’, których nie brakowało, sprawiała, że Bayer Gdańsk przestawał istnieć. Został wgnieciony w parkiet, stłamszony, wrzucony do maszynki do mielenia mięsa. Żadne słowa nie oddadzą ekspresji jednych i mowy ciała drugich. ‘Aptekarze mieli czerwone twarze’. Złość – niemoc – wstyd – obniżone poczucie wartości. Niewiarygodne. Drużynie ‘Aptekarzy’ przetrącono kręgosłupy. Wydarzyło się coś, po czym nie byli już w stanie się podnieść – ani w końcówce seta, ani w drugim, ani w trzecim. Co ciekawe, pod koniec meczu gracze z Pępowa kontynuowali pastwienie się nad rywalem. Tym razem postawili taką ścianę i tyle razy zablokowali przeciwników, że było nam ich po ludzku szkoda. Oj, z perspektywy Fuxa było to genialne spotkanie. Z perspektywy ‘Aptekarzy’ – prawdopodobnie najkoszmarniejszy mecz w historii ich występów w Inter Marine SL3.

Eko-Hurt – Energa Trefl Gdańsk

Po kilku rozczarowujących występach mało kto wierzył, że Eko-Hurt zdoła wygrać wczorajsze spotkanie z Energą Trefl Gdańsk. To najmłodsza drużyna w całej lidze była faworytem meczu, choć trzeba przyznać, że już na początku przekonali się, iż nie będzie to łatwe zadanie. Od pierwszych akcji obie drużyny walczyły ‘punkt za punkt’, a taki stan utrzymał się do wyniku 12-12. Jako pierwsi przełamali rywala zawodnicy Eko-Hurtu, którzy po kolejnym błędzie na zagrywce przeciwników wysunęli się na prowadzenie 16-14. Mimo to, po problemach w obronie ‘Hurtowników’, Trefl doprowadził do wyrównania po 20, a następnie – po dwóch punktach Mateusza Nyka – wygrał premierową partię 22-20. Środkowa odsłona to set, który będzie się ciągnął za Energą Trefl Gdańsk jeszcze długo. Choć ‘gdańskie lwy’ prowadziły 15-11 i były bardzo blisko ‘zamknięcia meczu’, to całkowicie się pogubiły. Na nic zdały się gorączkowo przekazywane wskazówki trenera Edwarda Pawluna. Zawodnicy w białych strojach popełniali koszmarne błędy w komunikacji, które sprawiły, że Eko-Hurt w krótkim czasie odrobił straty, a następnie cieszył się z wyrównania stanu rywalizacji (21-17). Decydujący o zwycięstwie set miał bardzo podobny przebieg. Tu również Trefl był na dobrej drodze do wygranej (17-14), ale ponownie w meczu zaliczył przestój, który w drugiej lidze nie przechodzi bez konsekwencji. Po sześciu (!) punktach z rzędu Eko-Hurt wysunął się na prowadzenie 20-19 i choć beniaminek drugiej ligi próbował jeszcze odwrócić losy meczu – było już za późno.

Hydra Volleyball Team – Port

Ledwie zdążyliśmy wspomnieć o tym, że Hydra ma szansę wyrównać swój rekord wygranych spotkań z rzędu za komplet punktów, a ‘Bestia’ postanowiła przerwać zabawę. Niewiarygodne. To nie miało się prawa wydarzyć. Niech odpowiedzią na to, o jakiego kalibru niespodziance mówimy, będzie fakt, że na ‘Bestię’ swój typ oddało… 93% osób biorących udział w zabawie. Choć wszystko zaczęło się w wymarzony dla Hydry sposób i objęli oni prowadzenie 6-0, to w dalszej części seta nie zdołali ‘pójść za ciosem’. Po kilku zepsutych zagrywkach oraz problemach w przyjęciu, Port doprowadził do wyrównania po 15. Po chwili do wspomnianych grzechów doszły jeszcze błędy w ataku, a tak wiele mankamentów przeciwko grającej dobrą partię ekipie Portu – to gotowy przepis na ogromną wpadkę. Ostatecznie – a jakże, po błędzie jednego ze skrzydłowych Hydry – z pierwszego punktu w meczu cieszyła się ekipa ‘z doków’. To oznaczało, że cały misterny plan poszedł ‘psu w dupę’. Druga i trzecia odsłona to wreszcie taka gra faworyta, jak można było się spodziewać przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Choć do połowy środkowego seta Port prowadził z Hydrą wyrównaną grę (10-10), to druga część seta przebiegała pod dyktando graczy w złotych strojach, którzy na dwa oczka rywali zdobyli aż jedenaście. Dobra od pewnego momentu meczu postawa sprawiła, że Hydrze w finałowej odsłonie grało się już wyraźnie lepiej. Już na początku seta wypracowali sobie istotną przewagę i w konsekwencji wygrali finałową partię do 10. Mimo to – team Sławka Kudyby może czuć niedosyt. A Port? Z pewnością może czuć satysfakcję. Przed meczem absolutnie nic nie wskazywało na to, że w poniedziałek wrócą z hali Ergo Arena bogatsi o punkt.

MPS Volley – Fux Pępowo

Już w zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy, że nie będzie to łatwe spotkanie dla Miłośników Piłki Siatkowej. W pierwszym secie rywalizacji team z Pępowa potwierdził to z nawiązką. To właśnie gracze Dominika Szadacha przejęli inicjatywę od pierwszego gwizdka sędziego i po kilku punktach Patryka Bruchmanna objęli prowadzenie 10-4. Z każdą kolejną akcją MPS zdawał się wchodzić na coraz wyższe obroty i mozolnie odrabiać straty, jednak konsekwencje przespanego początku okazały się dla nich ‘nie do przeskoczenia’ (21-17). Środkowy set wydawał się być do pewnego momentu powtórką premierowej partii – to ‘Koniczynki’ lepiej rozpoczęły grę i szybko objęły prowadzenie 6-3. Jak się wkrótce okazało, były to ‘miłe złego początki’. Po włączeniu do gry świetnie funkcjonującego do końca meczu bloku MPS objął prowadzenie 13-9. Z czasem gracze z Pępowa odrobili straty i doprowadzili do wyrównania po 15, jednak w końcowej fazie seta nie zdobyli już ani jednego punktu i to rywale cieszyli się z doprowadzenia do wyrównania (21-15). Jeśli ktoś liczył na sportowy ‘spektakl’ w trzecim secie, musiał czuć rozczarowanie – całą zabawę i emocje ‘popsuli’ od samego początku gracze Jakuba Nowaka, którzy po dwóch atakach Karola Jarosińskiego objęli prowadzenie 11-5. W dalszej części seta Fux Pępowo nie miał żadnego pomysłu na to, jak ograć przeciwników. Ostatecznie Miłośnicy Piłki Siatkowej podnieśli się po porażce ze Speednetem 2 i na półmetku sezonu znajdują się na samym szczycie ligowej tabeli.