Do spotkania ze zdecydowanym faworytem – Flotą Active Team – zespół Challengersów przystąpił mądrzejszy o wiedzę dotyczącą wyniku starcia Inter Marine Masters – DHP Oliwa. Czy to dobrze, źle, czy może jednak neutralnie – nie jesteśmy przekonani. Faktem natomiast jest to, że team Wojciecha Lewińskiego wyszedł na mecz tak pozytywnie nakręcony, że ich grę oglądało się wyśmienicie. Świetna gra w obronie i kontrze, stłamszenie rywali oraz wybitna skuteczność na siatce to recepta na rozbicie Floty do 14 – brawo! Po takim pierwszym secie gracze Challengers przystępowali do środkowej odsłony z wiarą w to, że rywala da się ograć. Cóż – środkowa odsłona była jednak zderzeniem ze ścianą i takiego lania w drugiej lidze w obecnym sezonie jeszcze nie było. Dla osób, które nie widziały meczu – krótkie wyjaśnienie. Tym razem to Challengersi byli bici, a my zachodzimy w głowę, jak można zagrać dwa tak zupełnie różne sety. Pytanie dotyczy zarówno jednych, jak i drugich. Tak czy inaczej, po świetnej zagrywce Przemysława Malujdego było już 9-3. Wówczas uznaliśmy, że w drugiej części seta gorzej z pewnością nie będzie. Pomyliliśmy się, bo na kolejne 12 punktów Floty Challengersi odpowiedzieli zaledwie dwoma oczkami. Niewiarygodne. Jeśli do tej pory mecz nie był wystarczająco ‘szalony’, to zapraszamy do podsumowania wydarzeń z finałowej partii. Do pewnego momentu wydawało się, że będzie to set bez historii – ot, faworyt grał dobrze, wysunął się na prowadzenie 19-13 i po chwili… wszystko się skomplikowało. Choć Flota ‘witała się już z gąską’, to siedem kolejnych punktów z rzędu zdobyła ekipa Challengers, która pod koniec nie zdołała zadać ostatecznego ciosu. Mimo że Flota znalazła się w olbrzymich tarapatach, to po punktach Adriana Majkowskiego oraz Marka Józefowskiego zapewniła sobie wygraną. Trzeba przy tym przyznać, że było to zwycięstwo zrodzone w bólach.
Dzień: 2025-11-13
Dream Volley – Hydra Volleyball Team
Po ograniu bardzo słabo dysponowanej drużyny Wolves Volley – Dream Volley stanął wreszcie naprzeciw godnego rywala. Ba – można było przypuszczać, że na tle Hydry Volleyball Team to gracze Dream Volley będą sympatycznymi ‘szachistami z Bogatyni’. Ku naszemu zaskoczeniu rozpędzeni ‘Marzyciele’ zaprezentowali się naprawdę świetnie. Nagrodą za bardzo dobrą postawę był wynik rywalizacji, który towarzyszył obu drużynom przez pierwszego seta. To właśnie Dream Volley lepiej wszedł w seta, lepiej go kontynuował i, jak się możecie domyślić, lepiej go również zakończył. Wygrana w secie stała się namacalna w końcówce, gdzie pojedynek na siatce w wykonaniu rozgrywających – dający trzypunktowe prowadzenie ‘Marzycielom’ – wygrał kapitan Dream Volley, Mateusz Dobrzyński (17-14). Choć Hydra próbowała jeszcze ratować sytuację, to po atakach Rafała Żebrowskiego było już pozamiatane (21-17). W drugim secie rywalizacji pachniało nam sporego kalibru niespodzianką. W połowie seta Dream Volley prowadził bowiem 11-8 i był na najlepszej drodze do zwycięstwa. Z czasem jednak popełnili kilka rażących błędów w krótkim odstępie czasu, co okazało się wiatrem w żagle Hydry, która nadarzającej się okazji nie zmarnowała (17-13; 21-18). Wyrównanie stanu rywalizacji było jednoznaczne z… tytułem mistrzowskim w sezonie Jesień’25 – gratulacje! Mimo osiągnięcia celu Hydra chciała za wszelką cenę zamknąć mecz i sezon na swoich zasadach. Choć nie było łatwo, to oni przez większość seta uciekali i mieli 2-3-punktową przewagę, która w ostatecznym rozrachunku zapewniła im dwunastą wygraną z rzędu – brawo!
Merkury – BEemka Volley
Do czwartkowego wieczoru Merkury mógł liczyć na to, że zmagania w sezonie Jesień’25 zakończy na podium rozgrywek. Choć w teorii nadal mają na to szansę, to powiedzmy sobie wprost – po piątej porażce w sezonie będzie o to już bardzo trudno. Na początku spotkania nic jednak na to nie wskazywało. To pięciokrotni mistrzowie Inter Marine SL3 rozpoczęli lepiej i po asie serwisowym Pawła Dolaka objęli prowadzenie 8-3. W dalszej części seta gra się jednak wyrównała, a BEemka doprowadziła do remisu po 11. Równa gra trwała do stanu 20-20, ale w końcówce Merkury popełnił kilka błędów, a po kolejnym skutecznym ataku Macieja Rzepczyńskiego BEemka cieszyła się z pierwszego punktu w meczu (23-21). Środkowa odsłona to powtórka historii – świetny start Merkurego, po którym gracze w granatowych strojach wyszli na prowadzenie 10-6. Z czasem sytuacja uległa jednak zmianie i po blokach Macieja Rzepczyńskiego oraz grającego z konieczności na środku Kamila Dobosza, BEemka wysunęła się na prowadzenie 16-14, a po chwili cieszyła się z ósmego zwycięstwa w sezonie Jesień’25 (21-16). Do podniesienia z parkietu był jednak jeszcze jeden punkt. Tradycyjnie lepiej partię rozpoczęli gracze Piotra Peplińskiego, którzy po bloku Pawła Dolaka objęli prowadzenie 9-7. Choć z czasem sytuacja zaczęła im się wymykać z rąk (13-15), to ostatnie słowo w secie należało do Merkurego, który wygrał do 16. To oczywiście marne pocieszenie, o czym wspominaliśmy na początku podsumowania. A BEemka? Dzięki wygranej jest aktualnie na bardzo dobrej drodze do pierwszego w historii tytułu mistrzowskiego!
Dream Volley – Wolves Volley
Wolves Volley skończyli w październiku treningi? Cóż – było to widać. Widać było również inne problemy ‘Watahy’, które wcześniej albo były skutecznie maskowane, albo ich po prostu nie było. Czwartkowe spotkanie było jednym z tych, w których Wolves Volley nie podjęli nawet rękawicy i, prawdę mówiąc, aktualnie są dalecy od formy, jaką prezentowali jeszcze kilka tygodni temu. To oczywiście nie jest problem Dream Volley, które walczy obecnie o bezpośredni awans do drugiej klasy rozgrywkowej i po wczorajszych meczach są na dobrej drodze, aby tak się stało. Nie jest bowiem tajemnicą, że plan na czwartkowy wieczór zakładał, iż ‘Marzyciele’ opuszczą halę jako wicelider tabeli i zespół, który zdobył co najmniej cztery oczka. Początek spotkania to miażdżąca przewaga drużyny Mateusza Dobrzyńskiego, udokumentowana prowadzeniem 11-5. Z czasem, po kilku skutecznych atakach Tomasza Nurzyńskiego, Dream wysunął się na prowadzenie 16-6 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra (21-9). W drugiej odsłonie poprzeczka zawieszona przez ‘Watahę’ była zauważalnie wyżej. Mimo to gracze Dream Volley byli w naprawdę dobrej dyspozycji i nie mieli problemu z pokonaniem tej przeszkody. Sił zawodnikom Wolves Volley wystarczyło do stanu 9-9. Z czasem nastąpiła kanonada w wykonaniu zespołu Mateusza Dobrzyńskiego, po której faworyt objął prowadzenie 19-12. W końcówce Wolves Volley zaakcentowali jeszcze swoją obecność, ale o korzystnym wyniku nie mogło być już mowy (21-15). Dawno nie widzieliśmy Dream Volley, które tak bardzo zdominowałoby swojego rywala jak w starciu z Wolves Volley. Nie udało im się to ani z Tigerem, ani z Aquą, ani tym bardziej z MiszMaszem. To oczywiście niezbyt dobrze świadczy o drużynie Karola Ciechanowicza. Ostatni set wyglądał tak jak partia w szachy, w której Magnus Carlsen – mierzy się z jakimś leszczem, który wygrał co prawda konkurs szachistów w Bogatyni, ale… wciąż jest leszczem. Nie da tu mówić o równym pojedynku i tak też było w czwartkowy wieczór (21-13).
Inter Marine Masters – DHP Oliwa
Walka o drugoligowe życie wkroczyła w decydującą fazę. W czwartkowy wieczór, w dolnych partiach zaplecza elity, doszło do dwóch spotkań, które miały nieco rozjaśnić sytuację. Cóż – nie wyjaśniło się w zasadzie nic, choć trzeba przyznać, że Inter Marine Masters uciekło spod topora. Gdyby bowiem przegrali, a umówmy się – było naprawdę blisko, to w naszym odczuciu mieliby już potężne problemy z tym, by się wykaraskać. Dzięki wygranej scenariusz, w którym wyprzedzą na koniec sezonu Staltest, Challengers oraz… DHP Oliwę, jest bardzo realny. Początek spotkania to bardzo wyrównana gra, po której mieliśmy remis 11-11. Jako pierwsi na istotne prowadzenie wysunęli się gracze w biało-niebieskich trykotach (15-12) i kiedy wydawało się, że będą po chwili cieszyć się z pierwszego punktu w meczu – nastąpił dość nieoczekiwany zwrot akcji. Po świetnym fragmencie drużyny Adama Wyrzykowskiego DHP Oliwa wysunęła się na prowadzenie i po atakach Doriana Walentynowicza przypieczętowała pierwszy punkt w meczu (21-19). Na początku podsumowania wspomnieliśmy, że ‘Mastersi’ byli już jedną nogą w trzeciej lidze. Tak było na półmetku środkowej odsłony, w której DHP Oliwa objęła wysokie prowadzenie 11-6. Przewaga – czy to duża, czy mała – w czwartkowy wieczór nie była żadnym gwarantem, może co jedynie gwarantem problemów, które czyhały za rogiem. Już po chwili DHP Oliwa roztrwoniła wypracowaną zaliczkę i na czarnej tablicy wyników mieliśmy remis po 13. Dalsza część seta to błędy świetnie dysponowanego do tej pory Doriana Walentynowicza, po których Inter Marine Masters cieszyli się z doprowadzenia do wyrównania stanu rywalizacji. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set i była to najciekawsza partia wieczoru. Od początku finałowej odsłony karta sprzyjała drużynie Andrzeja Masiaka, która objęła prowadzenie 11-7. Pod koniec meczu DHP Oliwa doprowadziła do wyrównania po 20, a w końcówce zaczęła się próba nerwów. Ostatecznie mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni z zapowiedzi przedmeczowej. Czynnikiem decydującym o zwycięstwie okazało się doświadczenie, spryt i… cwaniactwo boiskowe ‘Mastersów’, z czym nie do końca mogli pogodzić się gracze DHP Oliwy (24-22).
Szach-Mat – DNV Volley Gdańsk
Poza jednym spadkowiczem – drużyną Czerepachów Volley – kwestia spadków z elity nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Jednym z brakujących puzzli do całości układanki było czwartkowe starcie, w którym Szach-Mat podejmował DNV Volley Gdańsk. W naszych oczach faworytem meczu byli ‘Szachiści’, ale wszyscy doskonale pamiętamy, jak zakończyło się poprzednie spotkanie obu drużyn. Początek czwartkowej rywalizacji to wyraźna przewaga faworyta, który po bardzo dobrej grze objął prowadzenie 8-4. Jakby tego było mało – po chwili kontuzji doznał Illia Yenoshyn, który na szczęście wrócił po chwili do gry. Co ciekawe, wrócili również gracze DNV Volley Gdańsk, którzy po kilku składnych akcjach doprowadzili do zaledwie jednopunktowej straty (16-15). Choć było naprawdę blisko, Szach-Mat – sobie znanym sposobem – zdołał utrzymać rywala na krótkim dystansie, co zapewniło im pierwszy punkt w meczu (21-19). Środkowa odsłona to zdecydowanie najciekawsza partia wieczoru i trzeba przyznać, że było to świetne, pierwszoligowe granie. W drugiej części seta wydawało się, że to trzykrotni mistrzowie Inter Marine SL3 idą po zwycięstwo (16-13). Punktem zwrotnym seta była świetna gra Szach-Matu w bloku, po której gracze Dawida Kołodzieja doprowadzili do wyrównania po 19. Końcowa faza seta to pełne dramaturgii zwroty akcji, w których nie brakowało piłek setowych dla DNV Volley Gdańsk. Niestety i tym razem nie dopisało im szczęście, a z drugiego punktu w meczu cieszył się Szach-Mat. Ostatni set to wreszcie „5 minut” graczy w żółto-czarnych barwach. Po wyraźnej i niezaprzeczalnej przewadze DNV Volley Gdańsk wygrali tę partię do 15, aczkolwiek jest to dość marne pocieszenie. W naszym odczuciu po wczorajszej porażce szanse na utrzymanie w elicie się bardzo, ale to bardzo zmniejszyły.