Dzień: 2025-11-04

DHP Oliwa – Staltest Pomorze

Time to say goodbye! – taka piosenka powinna towarzyszyć wczoraj schodzącym z parkietu graczom Staltestu Pomorze. Wszystko za sprawą faktu, że zawodnicy Arkadiusza Kozłowskiego przegrali wczorajszy mecz o ‘sześć punktów’ i nie widać już choćby cienia nadziei, że uda im się wykaraskać z tego bagna. Aktualnie do strefy barażowej Staltest traci cztery punkty, a w utrzymanie drużyny nie wierzą już chyba ani sami zawodnicy, ani sympatycy zespołu. A DHP Oliwa? Tu sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dzięki trzem punktom gracze Adama Wyrzykowskiego wskoczyli na jedenaste miejsce i gdyby sezon kończył się w chwili czytania tego podsumowania – utrzymaliby się w lidze. Oczywiście zespół wychowanków Trefla ma przed sobą kolejne, kluczowe spotkanie. Już za tydzień zmierzą się oni w meczu o życie z Inter Marine Masters. Oj, będzie ciekawie. A wtorkowy mecz? Cóż, absolutna dominacja drużyny DHP. Już początek meczu zdradził, jaki będzie jego przebieg (8-2). W dalszej części wysunęli się oni na prowadzenie 17-9 i wówczas stało się jasne, która z drużyn sięgnie po pierwszego seta (21-16). W środkowej odsłonie graczom DHP Oliwa przypomniało się jednak, że w ostatecznym rozrachunku warto powalczyć o jak najlepszy bilans ‘małych punktów’. Po świetnym początku team z ‘serca Gdańska’ wysunął się na prowadzenie 7-0. W dalszej części nie zdejmował nogi z gazu i finalnie team Arkadiusza Kozłowskiego było stać wyłącznie na uciułanie dziesięciu oczek. Ostatni set rywalizacji do pewnego momentu dawał Staltestowi nadzieję na choć jeden punkt w spotkaniu. W połowie seta mieliśmy bowiem remis po 9. Po chwili na zagrywce bezlitosny okazał się jednak Aleksander Juszczyk, po którego asach DHP Oliwa wysunęła się na prowadzenie 14-9, a po chwili cieszyła się z bardzo ważnego kompletu oczek – brawo!

MPS Volley – Inter Marine Masters

Choć obie drużyny znajdują się w zupełnie innych rejonach ligowej tabeli, wtorkowy mecz miał niebagatelne znaczenie dla jednych i drugich. W przypadku Miłośników Piłki Siatkowej była to chęć powrotu na zwycięską ścieżkę, na której widać już pierwszoligowy horyzont. W przypadku Inter Marine Masters mowa tu o obraniu innej drogi – byle tylko nie tej prowadzącej wprost do trzeciej ligi. Choć trudno w to uwierzyć, dużo wskazuje na najczarniejszy dla ‘Mastersów’ scenariusz. Pierwszy set zdawał się potwierdzać niewygodną dla Inter Marine tezę. Zespół Andrzeja Masiaka niby walczył, niby się starał, niby miał kontakt z faworyzowanym rywalem, ale koniec końców sprowadza się to do krótkiego pytania: no i co z tego? Zasadniczo nic – pierwszy set padł łupem drużyny Jakuba Nowaka (21-18). Przewaga drużyny MPS w środkowej odsłonie była już bezdyskusyjna. Były wicemistrz Inter Marine SL3 – MPS Volley rozpoczął seta od prowadzenia 9-5. Z czasem, po kilku punktach Arkadiusza Kowalczyka, było już 18-11, a jak MPS doskonale pamięta – nawet i taką przewagę da się roztrwonić. Nie tym razem – zachowana pełna koncentracja sprawiła, że MPS cieszył się po chwili z ósmego zwycięstwa w sezonie (21-14). Do podniesienia z parkietu pozostał jednak jeszcze trzeci set, który był zdecydowanie najciekawszy i najbardziej wyrównany. Bardzo skromną zaliczkę drużynie MPS udało się zbudować mniej więcej w połowie seta (13-11). W dalszej części seta gra obu drużyn się jednak wyrównała, a o zwycięstwie musiała decydować gra na przewagi. Ostatecznie, po bardzo ciekawej końcówce, wygrana seta padła łupem Inter Marine Masters. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że przed nimi szalenie istotne mecze i to właśnie w nich rozstrzygnie się utrzymanie!

Sharks – Speedway AWKS

Wkroczyliśmy w zdecydowanie najciekawszą część sezonu. Jest to moment, w którym ważą się losy podium rozgrywek. Głównym kandydatem do złota – na długo przed pierwszym meczem sezonu Jesień’25 – pozostawała drużyna Sharks. We wtorek team mierzył się jednak z bardzo silnym rywalem – ekipą Speedway AWKS. Po początku spotkania ‘Rekiny’ mogli czuć zdumienie. Spodziewali się bardzo trudnego meczu, a tymczasem całkowicie zdominowali przeciwnika, któremu nic nie szło. Moment symbol? Przebicie dyszlem prosto w out. Finalnie ‘Rekiny’ wygrali tę partię do 11. Środkowa odsłona to jednak konkretny ‘plot twist’. Początek seta to bardzo wyrównana gra, po której mieliśmy remis 7-7. Przewaga drużyny w żółto-czarnych strojach zaczęła zarysowywać się mniej więcej w połowie seta. Po kilku punktach Macieja Budzińskiego ‘żółto-czarni’ wysunęli się na prowadzenie 17-12. Choć Sharksi starali się jeszcze odrobić straty, epilog był niemal identyczny jak we wcześniejszym meczu Sharks z VB Inter-Grahen Sulmin. Precyzując – straty nie zdołali odrobić. Remis (21-17). Finałowa partia zapowiadała się pasjonująco. Niestety dla widowiska, na początku seta gracze Mateusza Bojke mieli widoczne problemy z precyzją. Po kilku atakach w out Sharksi wysunęli się na prowadzenie 11-6. W obozie Speedway postanowiono dokonać pewnych roszad kadrowych. Nie wiemy, jaki miały one wpływ na obraz gry, ale z czasem drużynie Mateusza Bojke udało się zniwelować straty (15-12). Niestety dla nich team Sharks był tego dnia zbyt mocny. Biorąc jednak pod uwagę fakt, jakie wyniki z Sharksami osiągają inni, jeden punkt w rywalizacji z takim mocarzem należy szanować.

Złomowiec Gdańsk – Energa Trefl Gdańsk

W ostatnim czasie odzwyczailiśmy się nieco od zwycięstw Energi Trefla Gdańsk. Był czas w Inter Marine SL3, w którym ‘gdańskie lwy’ wygrały 14 z 16 spotkań i typując mecze drużyny Edwarda Pawluna, mówiliśmy raczej o ‘pewniakach’, a jedyną niewiadomą było to, czy wygrają oni za komplet punktów, czy jednak po podziale. W sezonie Jesień’25, kiedy najmłodszy team w lidze awansował do zaplecza elity, już tak łatwo nie jest. Ostatni okres drużyny to aż pięć porażek w siedmiu ostatnich meczach. Biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnim czasie przebudzili się ich rywale – Złomowiec Gdańsk – to team z ulicy Reja wskazywaliśmy jako faworyta starcia. Pierwszy set rywalizacji to jednak brutalne zderzenie z rzeczywistością przez graczy w miedzianych strojach. Na półmetku pierwszego seta Trefl wysunął się na prowadzenie 11-7. W dalszej części podkręcił tempo jeszcze bardziej i finalnie wygrał premierową odsłonę do 11. Środkowa partia wyglądała już zupełnie inaczej. Precyzując, Złomowiec zaczął wreszcie grać w siatkówkę i to oni rozpoczęli partię od prowadzenia 9-5. Z czasem gra obu drużyn się wyrównała (13-13), ale pod koniec seta z bardzo dobrej strony pokazał się środkowy Mateusz Landsberg, który kilkoma skutecznymi blokami zapewnił ‘gdańskim lwom’ drugi punkt w meczu (21-19). Swojej szansy gracze Złomowca musieli poszukać zatem w finałowej odsłonie, w której wysunęli się na prowadzenie 15-10. Choć pod koniec Energa Trefl Gdańsk zniwelowała stratę do jednego oczka, to ostatnie słowo należało już do drużyny Witolda Klimasa (21-19).

Feniks Gdańsk – Chilli Amigos

Mimo, że przed spotkaniem w ligowej tabeli drużyny dzieliło tylko jedno miejsce to jednak z różnicą 5 oczek. W związku z tym oraz z faktem, że w ostatnim czasie Chilli Amigos wznieśli się na wyżyny swoich siatkarskich umiejętności to właśnie oni byli w oczach wielu zdecydowanym faworytem wtorkowego starcia. Jak jednak pokazuje nam historia tej drużyny, Chilli nie do końca dobrze czuje się w blasku fleszy i w momencie, kiedy zaczynamy ich za mocno chwalić robią wszystko, aby jak najszybciej uciec ze sceny i schować się za kurtyną. W pierwszym secie spotkania mimo iż Feniks zaprezentował się naprawdę dobrze, nie byli w stanie realnie zagrozić ‘Papryczkom’, dzięki czemu set bez większych problemów padł łupem „Amigos” (21-15). Druga partia to jednak już zupełnie inna historia. Zaczęło się od serii błędów, którą Feniks brutalnie wykorzystał, dociskając rywala jeszcze bardziej. Mogliśmy obserwować coraz lepsze akcje ze strony Feniksa. Na pewno nie było to proste granie lewy-prawy, a to, jakie piłki dostawał pod rękę środkowy Piotr Zacharek zasługuje na wielką pochwałę rozgrywającej Natalii Leszman. Przy prowadzeniu 14-9 widać było, że Chilli raczej nie ma już większych szans w tym secie, a po kolejnej serii błędów, którą zaserwowali w końcówce to rywal cieszył się wygraną 21-15. Feniks był tak rozpędzony, że trzecią partię zaczął od prowadzenia 4-1 i zanosiło się na niespodziankę w tym meczu. ‘Amigos’ wzięli się jednak w garść i po naprawdę zaciętym boju udało im się wygrać 21-18 i ocalić resztki godności. Oczywiście, na pewne usprawiedliwienie Chilli działa fakt, że w ich szeregach zabrakło czołowych armat, które zapewniły im zwycięstwo w kilku ostatnich spotkaniach.

Aqua Volley – MysterElektroRockets

Nie będziemy nikogo przesadnie czarować – widzieliśmy w obecnym tygodniu lepsze spotkania w trzeciej lidze. W meczu pomiędzy Aqua Volley a MysterElektroRockets, czekający na swoje spotkanie gracze Sharks oraz Speedway AWKS mogli mieć poczucie, że po potencjalnym awansie czekają ich kolejne bardzo dobre wyniki. Precyzując – nie wyglądało to zbyt dobrze. Z drugiej strony, jakie to będzie miało za chwilę znaczenie dla zespołu MysterElektroRockets, który w ostatnim czasie robi bardzo dużo, by zagwarantować sobie utrzymanie w trzeciej lidze? Cóż, żadnego. Kontynuując wątek utrzymania – zwycięstwo z rywalem walczącym o pozostanie w lidze ma podwójną korzyść. Dziś wiemy już, że nie ma raczej takiej siły, która sprawiłaby, żeby Aqua wyprzedziła na koniec sezonu zespół MER. To oznacza, że zespół z Karczemek jest już na bardzo dobrej drodze do utrzymania. Ba, we wtorkowy wieczór swoje spotkanie przegrała również ekipa MiszMasz, którą team Pawła Urbaniaka przeskoczył w ligowej układance. A samo spotkanie? Cóż, nie było z pewnością jednostronnym widowiskiem. Przy odrobinie szczęścia team Mateusza Drężka mógł pokusić się o premierową wygraną w sezonie Jesień’25. Choć set rozpoczął się w wymarzony sposób dla drużyny z Karczemek (10-5), to z czasem wszystko się posypało (11-11). Dalsza część seta to wyrównana partia, w której szalę zwycięstwa na swoją stronę przechylili gracze Aqua Volley (22-20). Środkowa odsłona od samego początku była bardzo wyrównana i taki stan potrwał do momentu, w którym na tablicy wyników widniał remis po 16. Wówczas sprawy w swoje ręce wziął kapitan drużyny – Paweł Urbaniak, po którego atakach MER wysunął się na prowadzenie 20-17 i po chwili cieszył się z wyrównania w setach (21-19). W ostatnim secie graczom Aqua Volley zabrakło już prądu i po świetnej środkowej partii seta MysterElektroRockets wysunęli się na prowadzenie 15-10, a już po chwili cieszyli się z trzeciej wygranej w sezonie – brawo!

Tiger Team – Wolves Volley

Zapytany chwilę wcześniej w wywiadzie przedmeczowym Przemysław Maszner zwrócił uwagę na fakt, że kwestia potencjalnego spadku nie jest jeszcze przesądzona. Z rozmowy wyniknęło jednak, że w meczu z Wolves Volley warto byłoby pokusić się o punkty. Na pierwszy punkt zanosiło się od razu w pierwszym secie, bo po niezłej grze własnej oraz słabszym fragmencie rywali Tiger Team wysunął się na zaskakujące prowadzenie 16-11. Pięć punktów do końca – pięć punktów przewagi nad rywalem – no i co najmniej pięć błędów do końca seta. Cóż, już po chwili team Dawida Staszyńskiego roztrwonił przewagę, a kiedy rywal wyczuł, że wygrana seta jest jak najbardziej możliwa, ruszył z kolejnymi atakami. Po kilku skutecznych akcjach Tomasza Głębockiego Wolves Volley objęli prowadzenie 19-18 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. Wow – naprawdę niezły come-back. Choć w pierwszym secie to ‘Wataha’ musiała gonić, to w drugiej odsłonie to oni prowadzili grę od początku do końca, wygrywając finalnie do 16. Trzeba przy tym uczciwie zauważyć, że pomocną dłoń wyciągnęli im sami gracze Tiger Team, którzy nie wykorzystali prezentu w postaci niemal dziesięciu zepsutych zagrywek. ‘Tygrysie przebudzenie’ nastąpiło dopiero w trzeciej odsłonie, w której team wykorzystał widoczne problemy rywali w przyjęciu. Po kilku atakach najlepszego gracza Tigera – Przemysława Masznera – Tiger objął prowadzenie 18-14 i tym razem nie roztrwonił już tak solidnej przewagi (21-16).

Only Spikes – Hapag-Lloyd

To już oficjalne – gracze Only Spikes mogą zaliczyć sezon do udanych. Dzięki wygranej z ‘Logistykami’ za komplet punktów zapewnili sobie większą liczbę oczek niż przez cały sezon Wiosna’25. Co więcej, team Patryka Łabędzia jest bliski tego, by powtórzyć najlepszy wynik historyczny, którym było dziesięć punktów w sezonie Jesień’24. Warto przy tym zaznaczyć, że wówczas czwarta liga była czymś w rodzaju ‘dzikiego zachodu’ i panowały tam zupełnie inne zasady. Tak czy siak, jeśli graczom w żółtych strojach udałoby się tego dokonać, mówilibyśmy o ogromnym progresie. Jeśli chodzi jednak o wtorkowe starcie – nie była to wygrana, przy której nie musieliby się napocić. Wręcz przeciwnie – długimi fragmentami ‘Kanarkom’ towarzyszyły ciężary. W pierwszej odsłonie faworyzowana drużyna wypracowała sobie skromną zaliczkę w postaci trzech oczek (10-7). W dalszej części seta Hapag-Lloyd nie miał za bardzo pomysłu, jak zaskoczyć rywala, który kontrolował przebieg gry, wygrywając finalnie do 15. Zdecydowanie ciekawiej było w środkowej odsłonie, którą Hapag-Lloyd, przy ogromnym udziale nowej gwiazdy drużyny – Damiana Grabowskiego, rozpoczął od prowadzenia 8-3! Dalsza część seta to szalona gonitwa drużyny Only Spikes, która – jak się po chwili okazało – była skuteczna (14-14). Kiedy rywal doprowadził do wyrównania, to dla Redakcji, która zobaczyła na żywo niemal 3500 spotkań w Inter Marine SL3, stało się jasne, że po chwili pójdą za ciosem. Tak też się stało, a Only Spikes cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu. Swojej szansy gracze Hapag-Lloyd poszukali jeszcze w trzecim secie. Tym razem to oni niemal przez całą partię musieli gonić wynik. Po dużej determinacji ‘Pomarańczowi’ doprowadzili do wyrównania po 18. Niestety dla nich, w końcówce więcej zimnej krwi zachowali gracze w żółtych strojach, którzy po ataku wprowadzonego chwilę wcześniej kapitana wygrali partię do 19, a cały mecz 3-0 – brawo!

BL Volley – MiszMasz

Musimy podkreślić, że BL Volley znajduje się naprawdę blisko awansu, za nimi póki co świetny sezon. Obecnie znajdują się na drugim miejscu w ligowej tabeli, możemy więc stwierdzić, że robi się naprawdę poważnie. Spośród drużyn walczących o awans to oni akurat mają najłatwiejszy terminarz, bo czekają ich spotkania z Kraken Team i Wolves Volley. Z kolei Team Spontan oraz Dream Team mają o wiele trudniejsze zadanie, bo obie ekipy czeka starcie z Hydrą. Na temat MiszMasz w zapowiedzi przedmeczowej trzy spotkania temu pisaliśmy, że mają przed sobą 5 meczów do końca i że nie powinni mieć problemu z utrzymaniem. Przegrali jednak wszystkie trzy, przez co jednak problemy mogą się pojawić. Mówiąc o problemach warto wspomnieć, że nie uniknęła ich ekipa BL Volley we wtorkowy wieczór. Od razu na starcie rywal wypracował sobie kilkupunktową przewagę, którą udało się zniwelować dopiero w połowie seta. Finalnie, po grze na przewagi dosłownie uciekli spod topora wygrywając pierwszego seta 24-22. W drugim secie odzyskali kontrolę nad spotkaniem i dość gładko zakończyli go wynikiem 21-14. W trzecim jednak to znów MiszMasz ruszył do boju zdobywając kilka punktów przewagi i ponownie zanosiło się na to, że uda im się ugrać oczko w tym spotkaniu. Tablica wyników oraz sposób, w jaki prezentowali się na boisku wskazywały, że wystarczy tylko postawić kropkę nad ‘i’. Podobnie jednak jak w pierwszej partii zaczęli sami oddawać punkty rywalowi, w myśl znanej zasady „nie chcą!”. BL Volley wykorzystało tę szansę, a to, jak bronił w końcówce Adam Czapnik zostanie nam w pamięci na długi czas.