Ledwie kilkanaście godzin temu wskazywaliśmy na to, że Challengersi pozostają jedyną drużyną w drugiej lidze, która nie zdołała wygrać jeszcze meczu. Biorąc pod uwagę to, że ich kolejnym rywalem była ekipa Old Boys, nie sądziliśmy, aby ta sytuacja miała się szybko zmienić. W naszym odczuciu gracze z Pruszcza Gdańskiego byli bowiem zdecydowanym faworytem meczu i uznaliśmy, że są oni w stanie pokusić się o komplet punktów. O ile mieliśmy wątpliwości, zostały one rozwiązane w pierwszym secie rywalizacji. Już na początku spotkania faworyt, po bardzo dobrej grze, odskoczył rywalom na kilka punktów. Po atakach Mikołaja Boguckiego oraz Mateusza Batyry było 8-3. W dalszej części seta team Wojciecha Lewińskiego nie był w stanie realnie zagrozić rywalowi i w konsekwencji przegrał premierową odsłonę do 13. Środkowa odsłona to zupełnie inna – przykra dla Old Boysów – historia. Po dwóch zagrywkach Piotra Skierowskiego, które przewinęły się po taśmie i zapewniły Challengersom punkty, wysunęli się oni na prowadzenie 9-5. Z czasem wszystko zdawało się jednak wracać do normy. Po dobrym fragmencie team z Pruszcza Gdańskiego doprowadził do wyrównania – po 13. Decydująca o zwycięstwie faza seta to jednak świetna gra ostatniej wówczas drużyny w ligowej tabeli, która – po punktach niemal całej szóstki będącej na parkiecie – zakończyła seta wygraną do 17. Trzecia partia to set, w którym Old Boysi mieli potężne problemy z wykończeniem akcji i nie byli w stanie nawiązać walki z teoretycznie niżej notowanym rywalem. Dodatkowo mieli ogromny problem z tym, by zatrzymać blokiem Mariusza Kuczko. Kiedy na tablicy wyników było 13-8 dla Challengers, stało się jasne, że mecz zakończy się wielkim tryumfem drużyny Wojciecha Lewińskiego. W obozie Challengers wierzą, że środowy mecz będzie tylko pierwszym krokiem w kierunku dużo lepszej części sezonu.
Dzień: 2025-10-15
Szach-Mat – Merkury
Mimo, iż w zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na rywalizację z Beemką jako swego rodzaju wyznacznik formy obu ekip to chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw w tym spotkaniu. To, co zaprezentował w pierwszym secie Szach-Mat bezapelacyjnie zasługuje na owacje na stojąco. Od samego początku zagrali niezwykle równo, skutecznie i z małą liczbą błędów własnych. Od stanu 8-8 zaliczyli prawdziwy odjazd punktowy zdobywając 12 oczek, podczas gdy rywal uciułał ich zaledwie 5! Nieco ogłuszony takim stanem rzeczy Merkury bardzo szybko pozbierał jednak szczękę z parkietu i odpowiedział takim kontratakiem, że zawodnicy Szach-Matu mieli mroczki przed oczami. Paweł Dolak, którego nie widzieliśmy na rozgrzewce przedmeczowej wreszcie się dogrzał i na samym początku partii zdobył aż 5 punktów, dając swojej drużynie prowadzenie 8-2. Później było już tylko gorzej, patrząc oczywiście z perspektywy graczy Dawida Kołodzieja. Nie znajdujemy na to innych słów niż totalna masakra. Wynik 21-9 dla Merkurego w tej partii mówi chyba sam za siebie. W trzecim secie znów to Szach-Mat dominował na boisku. Marcin Zdunek w przyjęciu oraz obronie był nie do przejścia, niczym legendarny obrońca AC Milan Paolo Maldini. W końcówce Merkuremu udało się co prawda podgonić wynik i zafundować nam sporo emocji, jednak to nie wystarczyło, by realnie zagrozić tak świetnie dysponowanym ‘Szachistom’.
Remedios Sopot Ortopedia – DSGSA
Było dla nas oczywiste, że sytuacja, w której Remedios Sopot Ortopedia gra tak rozczarowującą siatkówkę – będzie musiała się kiedyś skończyć. W składzie drużyny znajduje się bowiem zbyt wielu wartościowych graczy, by przegrywać z taką częstotliwością. Choć faworytem meczu była dla nas ekipa DSGSA, to zastanawialiśmy się, czy przebudzenie nie nastąpi właśnie w środowy wieczór. Tuż po wygranej z Hapag-Lloyd, ‘Ortopedzi’ przystąpili do kolejnego meczu i, będąc rozgrzani po premierowym spotkaniu, przejechali się po rywalu. Choć początek był wyrównany (7-7), to w dalszej części seta, po skutecznych akcjach Adriana Kameli czy nowego nabytku ‘Ortopedów’ – Adriana Jaromka, ‘Ortopedzi’ wysunęli się na prowadzenie 14-8. Choć w dalszej części ‘Bordowi’ próbowali odkręcić niekorzystną dla siebie sytuację, to osamotniony i jednocześnie najlepszy gracz DSGSA – Piotr Pawlewicz – nie był w stanie zrobić tego w pojedynkę (21-14). Środkowa partia to już wyraźnie ciekawsze starcie, w którym grały już dwie drużyny. Po bardzo wyrównanym początku, na czarnej tablicy wyników mieliśmy remis po 13. Dalsza część seta to bardzo dobra, jakościowa gra po obu stronach siatki. Jakby tego było mało – była to również wyrównana partia, która po ataku Adriana Jaromka i błędzie jednego z ‘Bordowych’ zakończyła się zwycięstwem Remedios do 20. Po ugraniu dwóch punktów w meczu gracze Macieja Kota nie zdejmowali bynajmniej nogi z gazu. Po tym, jak Dominik Trzeciak popełnił błąd z przechodzącej piłki, Ortopedzi wysunęli się na prowadzenie 13-11. Końcowa faza seta to wysoka skuteczność w ataku Macieja Kota, który poprowadził swoją drużynę do zaskakującej i imponującej wygranej w stosunku 3-0.
VB Sulmin – Energa Trefl Gdańsk
W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że Energa Trefl Gdańsk mierzy się z nową dla siebie sytuacją. Precyzując – drugoligowcy stanowią dla nich poważne wyzwanie, a wygrane przychodzą zdecydowanie trudniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Mimo to, w naszym odczuciu to właśnie team Edwarda Pawluna był faworytem środowego spotkania. Początek spotkania to bardzo wyrównana gra, w której minimalną przewagę mieli gracze z Sulmina. Po skutecznym bloku kapitana wysunęli się oni na prowadzenie 13-12. Już po chwili sytuacja się jednak zmieniła. Po kilku atakach Kuby Shittu oraz Stanisława Fornalaka, Energa wysunęła się na prowadzenie 17-14 i już po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Zdecydowanie trudniej o punkt było im w środkowej odsłonie. Po błędzie jednego z ‘gdańskich lwów’ VB Sulmin wysunął się na prowadzenie 18-16. Końcówka to jednak odrodzenie Trefla, który po atakach Kuby Shittu zdołał odwrócić losy rywalizacji i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę (22-20). Z perspektywy całego meczu – VB Sulmin nie zasłużył jednak, by wracać do domu ‘na pustaka’. Po dwóch skutecznych atakach Alexa Siwika gracze z Sulmina wysunęli się na prowadzenie 13-7, którego nie wypuścili do samego końca, wygrywając finalnie do 15. Nagroda pocieszenia w postaci punktu nie zdoła przykryć przykrego faktu, że była to piąta porażka z rzędu drużyny Daniela Bąby.
Bayer Gdańsk – Speednet 2
Przed spotkaniem wiedzieliśmy, że będzie to niezwykle zacięte widowisko. Obie ekipy wyrobiły już sobie solidną markę i pokazały, że potrafią zagrać na poziomie, który mógłby spokojnie pozwolić im nawet na zapunktowanie w pierwszej lidze. Co prawda, w obecnym sezonie jedni i drudzy mieli trochę problemów, ale tym bardziej wiedzieliśmy, że będzie to arcyważne spotkanie. W pierwszym secie na początku nieco lepiej zaprezentował się Speednet, jednak już po chwili do walki przystąpiła ekipa Damiana Harica. Zacięty pojedynek trwał mniej więcej do stanu 17-17, po czym ekipa ‘Różowych’ mocno przycisnęła rywala i wygrała partię do 18. Niesamowitą formę tego dnia zaprezentował Sławomir Janczak, na zatrzymanie którego rywal nie potrafił znaleźć żadnego sposobu. Bardzo dobrze na bloku spisywał się też Patryk Ejnik, który przyłożył obie ręce do zwycięstwa w pierwszej odsłonie. Drugi set znów zaczął się lepiej dla Speednetu, który sukcesywnie powiększał przewagę. Od stanu 15-10 w szeregi Bayeru wstąpiły jednak nowe siły i udało im się doprowadzić do wyrównania. To, co zagrał Damian Haric będzie się śniło po nocach przeciwnikom. Finalnie set padł łupem graczy Bayeru (22-20). Trzecia partia była najbardziej wyrównana pod kątem wyniku. Do samego końca szala zwycięstwa mogła przechylić się na każdą ze stron. Laur zwycięstwa ostatecznie przypadł graczom w różowych strojach, którzy zwyciężyli 21-19 i w całym meczu 2-1. To, co warte odnotowania w tym spotkaniu to rekordowa liczba ataków drużyny Speednet w obecnym sezonie w całej lidze. W tym elemencie zdobyli oni aż 48 punktów!
Remedios Sopot Ortopedia – Hapag-Lloyd
Po niezłych występach Hapag-Lloyd w meczach z faworyzowanymi rywalami, ‘Pomarańczowi’ mieli nadzieję na to, że z Remedios Sopot Ortopedią zaprezentują się co najmniej tak dobrze, jak w poprzednich meczach. Cóż – było zupełnie inaczej i mieliśmy szansę przekonać się o tym już w pierwszym secie rywalizacji. Duży wpływ na tę sytuację miały problemy w przyjęciu ‘Logistyków’, którzy albo tracili punkt po zagrywce rywali, albo oddawali free balla, po którym następowała skuteczna kontra. Choć zaczęło się od stanu 7-5, to do końca seta ‘Logistycy’ zdobyli zaledwie jeden punkt przy aż 14 oczkach rywali. Przepaść. Lepiej drużyna w pomarańczowych barwach zaprezentowała się w środkowej odsłonie. Na półmetku seta było ‘zaledwie’ 10-8 dla faworytów meczu. W dalszej części seta Hapag-Lloyd zaciął się analogicznie do wydarzeń z premierowej odsłony. Po serii punktów ‘Ortopedów’ mieliśmy prowadzenie 18-9 i zasadniczo koniec emocji w tej partii. Zdecydowanie najwięcej działo się w ostatnim secie. To właśnie tu Hapag-Lloyd mógł upatrywać swojej szansy. Po skutecznym bloku Hasana Tolgi Kaya Hapag-Lloyd wysunął się na prowadzenie 14-9. Mimo że zrobiło się bardzo gorąco – gracze Remedios wytrzymali ciśnienie, po chwili dogonili rywala, a następnie wygrali seta do 16, a cały mecz w stosunku 3-0! Prawdziwy sprawdzian jakości miał jednak nadejść dopiero w kolejnym meczu.
BEemka Volley – DNV Volley Gdańsk
Zgodnie z oczekiwaniami, jakie stawia się drużynie znajdującej się w samym czubie tabeli, Beemka weszła w spotkanie ‘na pełnej’. Dość szybko wypracowali sobie kilkupunktową przewagę i przy stanie 10-6 myśleliśmy, że już nic nie jest w stanie zatrzymać tak dobrze naoliwionej maszyny. Tymczasem, coś nagle zaczęło się psuć, a dodatkowo przeciwnik zaczął nabierać coraz większego rozpędu. Bardzo dobra gra blokiem i skuteczność własnych akcji zawodników DNV Volley nie dość, że umożliwiły im doprowadzenie do wyrównania to jeszcze zaczęli zdobywać coraz większą przewagę. Nazywając rzeczy po imieniu, dosłownie zmietli rywala z planszy. Beemka próbowała wszystkiego – czas, podwójna zmiana, bardziej kombinacyjna gra. Nic, dosłownie nic nie mogło powstrzymać tej egzekucji. Od momentu, gdy Beemka prowadziła 10-6 udało im się zdobyć zaledwie 4 punkty, podczas gdy rywal zdobył ich aż 15! Drugi set zaczął się lepiej dla graczy DNV, którzy utrzymywali przewagę do stanu 14-13. Później jednak do gry wkroczyła rozjuszona obecnym stanem rzeczy Beemka, która wreszcie zaczęła przejmować inicjatywę w tym meczu. Udało im się uzyskać nieznaczną przewagę, po chwili jednak DNV Volley znów doprowadził do wyrównania i w końcówce obserwowaliśmy istną walkę na noże. Po ciężkim boju, wreszcie graczom Daniela Podgórskiego udało się wygrać na przewagi i złapać cenny oddech w tym spotkaniu. Trzecia partia to wreszcie było granie, jakiego spodziewaliśmy się po Beemce w tym meczu. Wyrównany początek oraz sukcesywne powiększanie przewagi doprowadziło ich do wygranej 21-16. Niesmak jednak pozostanie na długo, tymczasem zawodnicy DNV Volley naprawdę mogą być zadowoleni z formy, jaką zaprezentowali w tym spotkaniu.
Tufi Team – Czerepachy Volley
Patrząc na to, jak w obecnej kampanii radzą sobie gracze Czerepachów Volley – nie mieliśmy wątpliwości, która z drużyn będzie faworytem starcia. Nasze predykcje były spotęgowane wydarzeniami z poprzedniego sezonu, kiedy Tufi rozbiło znacznie mocniejszy team niż aktualny team ‘Żółwi’. Choć zapowiadało się na to, że będzie to jednostronne widowisko, to już początek pokazał, że Tufi Team czeka ciężka przeprawa. Na półmetku premierowej partii mieliśmy remis 10-10. W dalszej części nie brakowało błędów po obu stronach siatki, po których obie drużyny doprowadziły do stanu 20-20. W końcówce, po dwóch atakach Wojciecha Ingielewicza, to Czerepachy miały więcej powodów do optymizmu, wygrywając finalnie do 20. Przez długi czas środkowej partii wydawało się, że Czerepachy zmierzają po pierwszą wygraną w sezonie Jesień’25. Po skutecznym bloku Kostii Rudnystkyiego ‘Żółwie’ wysunęli się na prowadzenie 14-9! Niestety dla nich – w dalszej części seta nie zdołali postawić kropki nad ‘i’. Zamiast tego dopuścili rywali do głosu. Ci, po doprowadzeniu do wyrównania 16-16, kontynuowali bardzo dobry fragment i finalnie wygrali seta do 18. Niepowodzenie w środkowym secie podcięło skrzydła Czerepachom, którzy w trzeciej odsłonie nie byli już w stanie nawiązać równorzędnej walki z rywalem, który wygrał seta do 15, a cały mecz 2-1. Dzięki wygranej i jednoczesnej porażce DNV Volley Gdańsk – gracze Tufi umocnili się na ósmym miejscu w ligowej tabeli.