To miał być łatwy i przyjemny mecz dla Speednetu 2. Po ostatnich czterech imponujących zwycięstwach, chyba nikt nie spodziewał się, że „Programiści” mogliby się potknąć właśnie we wtorek, kiedy ich rywalem był pogrążony w kryzysie Staltest Pomorze. Choć gracze Arkadiusza Kozłowskiego przełamali się ostatnio, to jednak Speednet wydawał się faworytem, który ugra we wtorek trzy punkty. Do pewnego momentu plan nakreślony przez „Programistów” zdawał się materializować. Chwilę po półmetku Speednet 2 prowadził bowiem 15-8, a rywal nie miał absolutnie pomysłu, jak temu zaradzić. Ostatecznie team w różowych strojach wygrał premierową partię do 15. W środkowym secie Speednet po ataku Mateusza Chodyny prowadził 15-12 i właśnie wtedy nastąpiło spore rozprężenie, które Staltest błyskawicznie wykorzystał. Po kilku świetnych atakach Tadeusza Jakubczyka Staltest doprowadził do wyrównania, a następnie – cieszył się z wygrania seta do 17, co wzbudziło niemałe nerwy w obozie Speednetu. Sportowa złość przekuła się na wynik trzeciej odsłony, w której „Programiści” wysunęli się na prowadzenie 14-7 i nie mieli problemu z tym, by wygrać seta do 15. Mimo piątego zwycięstwa z rzędu, co jest najdłuższą serią drużyny w historii ich występów na drugoligowych parkietach, w obozie nie ukrywano niedosytu związanego z drugim setem.
Dzień: 2025-10-07
BL Volley – Maritex
Choć patrząc na to, jak w obecnej kampanii radziły sobie oba zespoły, można było odnieść wrażenie, że to BL będzie faworytem, my wskazaliśmy, że tryumfują gracze Maritexu. Już w poprzednim spotkaniu drużyny dostaliśmy bowiem sporo pozytywnych sygnałów, po których uznaliśmy, że najgorsze Maritex ma już za sobą. Początek spotkania to wyrównana gra, po której mieliśmy remis 11-11. Po kilku chwilach, team BL Volley popełnił jednak mnóstwo błędów, po których Maritex wysunął się na prowadzenie 15-11 i w konsekwencji nie miał problemu z wygraniem premierowej odsłony (21-14). Środkowa partia to zdecydowanie ciekawsza odsłona, w której żadna ze stron nie potrafiła zbudować sobie choćby dwupunktowej przewagi. Ilekroć jedni zdobywali punkt i wysuwali się na prowadzenie, rywal doprowadzał do wyrównania. W taki sposób dobrnęliśmy do stanu 18-18, a wpływ na to, która z drużyn wygra, miał świetnie dysponowany Andrzej Lubański, który postawił mur na siatce, którego gracze BL Volley nie zdołali sforsować (21-19). Ostatni set to partia, która o mały włos nie byłaby omawiana długimi tygodniami. Wszystko za sprawą szalonej gonitwy Maritexu, która w ostatecznym rozrachunku nie skończyła się happy-endem. Choć BL Volley prowadził 19-13 oraz 20-15, to w końcówce zrobił bardzo wiele, by ostatecznie przegrać. Po olbrzymim przestoju BL, Maritex doprowadził do wyrównania po 20. Kiedy wydawało się, że za chwilę sięgną po trzeci punkt w meczu, dwa kluczowe punkty zdobył Marek Podolak (22-20) i w meczu doszło do podziału punktów.
Merkury – BEemka Volley
Po niespodziewanej porażce z Szach-Matem, BEemka przystępowała do teoretycznie jeszcze trudniejszego zadania. Choć jako Redakcja sądziliśmy, że to team Daniela Podgórskiego wygra, to jednak większość typerów wskazywała na tryumf Merkurego. Początek meczu należał jednak do BEemki, która po kilku atakach Przemka Wawera wysunęła się na prowadzenie 9-5. Co więcej, w dalszej części seta Merkury był wobec coraz bardziej rosnących graczy BEemki bezradny, a postawa pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 w pierwszej partii nie zwiastowała niczego dobrego. Ostatecznie BEemka w bardzo dobrym stylu wygrała premierową partię do 13. Każdy, kto śledził losy Merkurego w obecnym sezonie, wie, że team rozkręca się dopiero z czasem. Tak było w meczu z AiP czy szczególnie rażącym przykładzie – w meczu z Tufi Team. I faktycznie, w drugim secie rywalizacji Merkury prezentował się już wyraźnie lepiej. Nie oznacza to bynajmniej, że BEemka zwolniła tempo. Choć set obfitował w mnóstwo emocji z obu stron, to po ataku Macieja Rzepczyńskiego przewaga BEemki zarysowała się do dwóch oczek (18-16) i finalnie dało to drużynie Daniela Podgórskiego wygraną do 19. Ostatni set rozpoczął się wyraźnie lepiej dla drużyny Piotra Peplińskiego i po serii Macieja Mozola objęli oni prowadzenie 8-4. Już po chwili przewaga została roztrwoniona, a coraz lepiej wyglądali gracze BEemki, którzy po odpowiedzi Macieja Wysockiego wysunęli się na prowadzenie 12-10. Dalsza część seta to emocje z dwóch stron, ale również, a może przede wszystkim, dobra siatkówka, w której nie brakowało widowiskowych wymian. Ostatecznie po grze na przewagi BEemka wygrała do 22, a cały mecz 3-0 i warto podkreślić, że są oni pierwszą drużyną, która ograła Merkurego za komplet punktów od ponad roku, a konkretnie 11 września 2024, kiedy ulegli Bossmanowi.
CTO Volley – Tufi Team
W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że dla obu drużyn, będzie to mecz szczególny. Jeśli chodzi o CTO Volley to wyjątkowość polegała na tym, że na wcześniejszym etapie sezonu, ‘Pomarańczowi’ pogubili na tyle dużo punktów, że czołówka zdołała im odjechać. Komplet punktów miał być skróceniem powstałego dystansu, a kiedy tego dokonać, jak nie z beniaminkiem? Jeśli chodzi o Tufi Team to sytuacja w ligowej tabeli zdaje się być niebezpieczna, a każdy punkt z aktualnym Mistrzem, miał być pozytywem. Dodatkowo zespół chciał zrobić wszystko, aby ostatni mecz w Inter Marine SL3 był tym, który wieloletni kapitan – Mateusz Woźniak zapamięta na długo. Pierwsza odsłona wtorkowego spotkania to jednak partia, w której przewaga CTO Volley zarysowała się już na samym początku. Po ataku dobrze dysponowanego Szymona Rachwalskiego, ‘Pomarańczowi’ objęli prowadzenie 9-6. Z czasem za sprawą środkowego Tufi Team – Łukasza Arciszewskiego, beniaminek pierwszej ligi zniwelował straty do jednego oczka (16-15), ale po skutecznych akcjach duetu Behrendt – Ciemachowski, z pierwszego punktu cieszyli się gracze CTO Volley. Środkowa partia będzie się śniła graczom CTO przez długi czas. Choć aktualny Mistrz Inter Marine SL3 prowadził w tej partii 18-16 to nie zdołał postawić kropki nad ‘i’. Zamiast tego do końca partii zdobyli zaledwie jeden punkt przy aż pięciu oczkach rywali (21-19). Ostatni set to już zdecydowana i wyraźna przewaga ‘Pomarańczowych’, którzy na półmetku prowadzili już 10-5 i skończyli seta wygraną do 12. Mimo to – po wczorajszym wieczorze mogą czuć niedosyt.
Szach-Mat – BEemka Volley
Nie będziemy przesadnie czarować – po ostatnich meczach byliśmy dość sceptyczni co do formy Szach-Matu. Choć team Dawida Kołodzieja wygrał w obecnej kampanii dwa mecze, to od formy z sezonu Wiosna’25 dzieliły ich lata świetlne. Jeśli ‘Szachiści’ grali mecz, to najczęściej zawodzili i taka jest ponura prawda. Nic dziwnego, że mierząc się z drużyną mającą aspiracje mistrzowskie, stawialiśmy na pełną pulę BEemki. Już początek spotkania pokazał, że będzie to jednak bardzo trudne zadanie. Po problemu z przebiciem się przez ‘czarną ścianę’ przez BEemkę, ‘Szachiści’ wysunęli się na prowadzenie 10-5. W dalszej części BEemka miała problemy w komunikacji i przeciwko świetnie zorganizowanym rywalom nie mieli po prostu szans, przegrywając finalnie do 17. Druga odsłona była już zdecydowanie bardziej wyrównana i przez bardzo długie fragmenty gry obserwowaliśmy popis obu ekip w grze w obronie (10-10). Rzadko która akcja kończyła się tu bezpośrednim atakiem i najczęściej punkt był przyznawany drużynie po bardzo długiej wymianie. Precyzując – oglądało się to wybornie. Warto podkreślić również świetną grę w bloku ‘Szachistów’, którzy w tym elemencie górowali we wtorkowy wieczór nad rywalem. W końcówce, przy stanie 19-18 dla BEemki, zespół ten, który w tej chwili nie miał na parkiecie rozgrywającego, się pogubił, a kluczowy punkt zasilił konto ‘Szachistów’, którzy po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-18). W ostatnim secie, w baku ‘Szachistów’ zabrakło już paliwa, a team Dawida Kołodzieja nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z rywalem. Niezależnie od tego – swoje we wtorkowy wieczór zrobili. Według większości typerów miało być zero punktów, a zdobyli ich dwa. Brawo!
DNV Volley Gdańsk – Speednet
Fakt, że losy drużyn w ostatnim czasie wyraźnie rozjechały się na korzyść Speednetu oraz to, że DNV Volley Gdańsk musiał radzić sobie we wtorkowy wieczór bez nominalnego rozgrywającego, dawało Speednetowi powody, by sądzić, że sięgną po komplet oczek. Pierwszą część spotkania zapamiętamy z powodu sporej niedokładności w szeregach „żółto-czarnych”, która uniemożliwiała niwelowanie przewagi rywali. Po skutecznych atakach Sebastiana Konarzewskiego Speednet wysunął się na prowadzenie 14-11 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Środkowa odsłona przyniosła jednak dość nieoczekiwany zwrot akcji. Już na początku seta DNV Volley Gdańsk zaprezentował się bardzo dobrze, obejmując trzypunktowe prowadzenie (4-1). Z upływem czasu wszystko się zmieniło i Speednet zdawał się iść pewnym krokiem po drugi punkt w meczu. Na półmetku partii podopieczni Macieja Miścickiego prowadzili 10-7, a później 14-10. Sytuację zmienił jednak bardzo dobry fragment debiutującego w rozgrywkach Macieja Feliksa — dzięki jego skutecznym atakom DNV wysunął się na prowadzenie 17-16. Choć Speednet próbował odwrócić losy rywalizacji, to „żółto-czarni” po atakach Piotra Ścięgosza doprowadzili do wyrównania setów, wygrywając drugą partię 21-19. Ostatni set był zdecydowanie najnudniejszą partią meczu, podczas której Speednet szybko wypracował imponującą przewagę 10-3 i bez większych problemów wygrał do 11.
Kraken – MiszMasz
W zapowiedziach przedmeczowych subtelnie wskazywaliśmy, że ewentualna wygrana Krakena w wtorkowym spotkaniu znacząco poprawi jego sytuację w lidze. Uważaliśmy, że Kraken jest faworytem meczu, chociaż przewidywaliśmy podział punktów. Niezależnie od naszych prognoz, zwycięstwo umocniło drużynę prowadzoną przez Jurija Charczuka na drugim miejscu w ligowej tabeli. Początek meczu dla Krakena był niemal wymarzony—wiceliderowi wychodziło praktycznie wszystko i chwilę po gwizdku arbitra zespół wypracował sobie aż 11-punktową przewagę (15-4). Choć w kolejnych minutach MiszMasz zdołał poprawić swoją grę, nie był już w stanie odwrócić przebiegu pierwszego seta, który zakończył się rezultatem 21-10 na korzyść Krakena. Środkowa partia stanowiła zupełnie inną historię, pełną dynamicznych zwrotów akcji, walki i emocji. Przez większość drugiego seta wszystko wskazywało na to, że Kraken bez większych problemów zdobędzie kolejny punkt, prowadził bowiem już 18-11. W tym momencie nastąpił jednak przestój i MiszMasz zdołał perfekcyjnie wykorzystać okazję, doprowadzając do wyrównania po 20. Dalsza część seta była niezwykle zacięta; obie drużyny miały ogromne szanse, by rozstrzygnąć partię na swoją korzyść. Ostatecznie, po jednym z najdłuższych setów w historii rozgrywek (najdłuższy 40-38), górą była ekipa Krakena. ‘Bestia’, po skutecznym ataku Dmytro Hurtovyia, zapewniła swojemu zespołowi decydujący punkt przy wyniku 35-33. MiszMasz poważną szansę na odwrócenie losów rywalizacji miał wyłącznie w drugim secie; w ostatniej partii drużyna Jakuba Waszkiewicza nie była już w stanie poważnie zagrozić rywalom. Finalnie ten set zakończył się zwycięstwem Krakena do 15, a cały mecz wynikem 0-3. Dzięki temu wygrana wyraźnie wzmocniła pozycję drużyny Charczuka w dalszej walce o podium ligowych rozgrywek.
Chilli Amigos – DSGSA
Po kilku pozytywnych ostatnio występach, zespół Chilli Amigos przystępował do kolejnego arcytrudnego meczu. Tym razem ich rywalem była niepokonana drużyna DSGSA. Mecze z Speedway AWKS czy Sharksami pokazały jednak, że „Amigos” nie pękają i potrafią postawić się faworyzowanym rywalom. W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy nawet, że Chilli Amigos sięgną po punkt. Niestety, tym razem było to dalekie od rzeczywistości. We wtorek byliśmy świadkami ogromnej dysproporcji, gdzie DSGSA pokazało, jak grać z niżej notowanym przeciwnikiem. Jeśli spotkanie miało być swego rodzaju „korespondencyjnym pojedynkiem” z innymi faworytami ligi, to team Michała Farona wyszedł z niego zwycięsko. Sam przebieg gry najbardziej emocjonujący był w pierwszym secie, w którym obie drużyny przez dłuższy czas się badały (13-13). Dopiero dzięki punktom Wiktora Witowskiego i Dominika Trzeciaka DSGSA wysunęło się na prowadzenie 19-15 i ostatecznie zdobyło pierwszego seta. Choć w pierwszym secie Chilli Amigos mogli mieć nadzieję, w drugiej odsłonie już nie dali rady. Od początku seta gracze w bordowych strojach przejęli inicjatywę i utrzymali prowadzenie 15-10. Na nic zdał się przyjazd na halę dwóch spóźnionych zawodników. Ani w drugim, ani w kolejnym secie Chilli Amigos nie byli w stanie powstrzymać rozpędzonego rywala, który z każdą akcją grał coraz lepiej, wygrywając seta do 12 i następnego do 10.
Flota TGD Team – Dream Volley
Choć przewidzieliśmy wynik spotkania, to jednak obraz gry nas dość mocno zaskoczył. Pierwszy set rywalizacji był bardzo wyrównany i zakończył się remisem 18-18. W końcówce Dream Volley postanowił wrócić do korzeni i choć niedawno nie udało im się przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść, tym razem było inaczej. Po asie serwisowym Michała Hawrylika oraz ataku Tomasza Nurzyńskiego „Marzyciele” cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Pierwszym zaskoczeniem, od którego zaczęliśmy podsumowanie, było to, co wydarzyło się w środkowej odsłonie. Choć na początku seta Dream objął kilkupunktowe prowadzenie, nie spodziewaliśmy się, jak potoczy się dalsza część tej partii. W drugiej części Flota miała ogromne problemy z wykończeniem własnej akcji, a dodatkowo doszły trudności z przyjęciem i zniechęcenie. Po dwóch asach serwisowych Mateusza Dobrzyńskiego Dream prowadził już 17-7 i finalnie wygrał do 8. Wydawać by się mogło, że taka przewaga zostanie szybko potwierdzona trzecim punktem. Nic bardziej mylnego. Po wyrównanym fragmencie, zakończonym remisem 14-14, Flota TGD zdołała odskoczyć rywalom. Dzięki atakom świetnie dysponowanego w obecnym sezonie Krystiana Malinowskiego, zespół Karoliny Kirszensztein wysunął się na prowadzenie 19-16, a następnie cieszył się z „nagrody pocieszenia”. Patrząc na przebieg środkowego seta, jeden zdobyty punkt należy potraktować jako wynik pozytywny.