Dzień: 2025-09-23

Tufi Team – Szach-Mat

Pewne symptomy, że z Szach-Matem dzieje się coś niepokojącego, widzieliśmy w meczu z CTO Volley. Po porażce w bardzo słabym stylu uznaliśmy jednak, że było to przecież CTO Volley i może nie ma co się przesadnie podniecać. Ot – słabszy mecz. Rywalizując jednak z Tufi Team, które w naszym odczuciu zmagało się na początku sezonu z potężnym kryzysem – wygrana zdawała się być formalnością. Cóż – nie była. Choć w pierwszym secie się udało, to gracze Dawida Kołodzieja mieli tak zwane ‘ciężary’. Mimo prowadzenie 13-9, Szach-Mat roztrwonił przewagę i w konsekwencji – Tufi Team wysunęło się w dalszej części na prowadzenie 18-16. Choć było blisko – tym razem ‘Tuffiki’ musieli obejść się smakiem. Ostatnie słowo należało bowiem do ‘Szachistów’ (22-20). Środkowa odsłona to jednak zupełnie inne rozdanie. Po dwóch atakach Mateusza Osieckiego, beniaminek pierwszej ligi objął prowadzenie 10-7. Dalsza część seta to kombinacyjna i ciekawa dla oka siatkówka, w której gracze Tufi, trzymali swojego rywala na dystans, wygrywając finalnie do 17. Decydujący o zwycięstwie set to kapitalne otwarcie przez team Dawida Kołodzieja. ‘Szachiści’ na półmetku prowadzili 11-5 i wówczas absolutnie nic nie wskazywało na to, że w meczu dojdzie do zwrotu akcji. Po chwili obejrzeliśmy jednak jeden z bardziej imponujących zwrotów akcji w obecnym sezonie. Po kilku świetnych akcjach, gracze Tufi odwrócili losy rywalizacji wychodząc na prowadzenie 15-12. Choć pod koniec seta Szach-Mat próbował naprawić jeszcze sytuację to sprawy zaszły za daleko. Tego nie dało się odkręcić. Ostatecznie po dwóch atakach Karola Sitkowskiego, Tufi Team zapewniło sobie pierwsze zwycięstwo w sezonie Jesień’25 – brawo!

Team Spontan – Maritex

Choć Spontan wygrał spotkanie z MiszMaszem to mógł czuć spory niedosyt. W naszym odczuciu był bowiem zdecydowanym faworytem wspomnianego meczu. Według naszych predykcji, mecz z Maritexem miał być tym teoretycznie trudniejszym. Mimo to – gracze Piotra Raczyńskiego weszli mecz w rewelacyjny sposób. Już na początku meczu wykorzystali problemy w przyjęciu swoich rywali, wysuwając się na prowadzenie 6-2. Dalsza część nie zmieniła obrazu gry, a wyniki 10-6; 14-11; 18-13 oraz 21-14 pokazują idealnie, która ze stron dominowała. Środkowa odsłona to najciekawsza partia w meczu, choć w naszym odczuciu była wyrównana z dwóch powodów. Pierwsza sprawa to fakt, że Spontan zaczął popełniać znacznie więcej błędów, a Maritex je ograniczył. To sprawiło, że drużyny poruszające się w innych płaszczyznach się spotkały. Wiecie o co chodzi. Raz na 100 lat księżyc, potrafi zasłonić słońce. Znaleźć się w jednej linii. Mimo to po atakach Damiana Urbanowicza oraz Michała Maliszewskiego, to Team Spontan był górą, co w kontekście ostatniej formy Maritexu, nie jest absolutnie żadnym zaskoczeniem (21-19). Trzeci set, a raczej Dziady TOM 3 to kontynuacja niemocy Maritexu, który w kilka miesięcy stał się drużyną totalnie bezzębną. Rywalem, którego nie boi się absolutnie nikt, a większość drużyn zaczyna dopisywać sobie punkty już przed meczem. Tak czy siak – Team Spontan wykorzystał słabość rywali, co umówmy się – często w historii im się nie zdarzało. Ostatecznie zespół Piotra Raczyńskiego wzbogacił się we wtorek o pięć oczek. Dodatkowo swoje spotkanie przegrała ekipa Dream Volley, a to doskonała wiadomość w kontekście dalszej walki o podium.

MiszMasz – Dream Volley

Właśnie tak kończy się dopisywanie punktów przed meczem oraz kto wie – zakładanie sobie medali na szyję. Ok – nie ukrywamy, że Redakcja sama forsowała narrację jakoby Hydra oraz Dream Volley miały całkowicie zdominować trzecioligowe zmagania. Zupełnie zignorowaliśmy przy tym fakt, że Dream Volley nie ogrywał rywali w przekonujący sposób, a bardzo często się męczył. Uznaliśmy, że nawet jeśli – to zawsze będzie po myśli graczy w niebieskich strojach. Cóż – cały misterny plan ‘Marzycieli’ poszedł psu w dupę. Choć w pierwszym secie rywalizacji, team Mateusza Dobrzyńskiego dość długo się męczył to uznaliśmy, że właśnie oglądamy typowy Dream Volley i taktykę na zasadzie: ‘podpuścić – skasować’. Wiecie – dać MiszMaszowi nadzieję, a później je brutalnie zniszczyć. Ostatecznie po dobrej końcówce, ‘Marzyciele’ dopięli swego, wygrywając finalnie do 17. Prawdziwe schody zaczęły się dla nich w środkowej odsłonie, choć trzeba przyznać, że absolutnie nic na to nie wskazywało. Gracze Mateusza Dobrzyńskiego rozpoczęli bowiem kapitalnie i po kilku chwilach, prowadzili 8-2! W dalszej części seta, MiszMasz zaczął sukcesywnie odrabiać straty i mniej więcej na dwa oczka MiszMaszu, przypadał jeden dla Dream Volley. Prawdę mówiąc te proporcję były jeszcze większe, ale każdy wie o co chodzi. Już po chwili mieliśmy remis 14-14 i chwilową grę ‘punkt za punkt’. Sytuacja zmieniła się po dwóch oczkach środkowego Antona Kliosa. MiszMasz wysunął się wówczas na prowadzenie 19-17, a po chwili cieszył się z doprowadzenia do wyrównania w meczu (21-19). Ostatnia odsłona wtorkowego spotkania wyglądała bardzo podobnie. Dream Volley rozpoczął od prowadzenia 9-6, a następnie nie potrafił zachować koncentracji. Niedoceniany w zapowiedziach MiszMasz wykorzystał tę okazję i po dobrym fragmencie gry, mógł świętować prestiżową i niespodziewaną wygraną. Brawo!

Sharks – Remedios Sopot Ortopedia

Cudu nie było. Sharksi wygrywają za komplet punktów, ale co staje się już pewną tradycją – są momenty, w których im nie idzie. Bez wątpienia było tak w pierwszym secie rywalizacji, gdzie team ‘Rekinów’ był niezwykle bliski straty punktu. Choć team Pavlo Kudinova rozpoczął od prowadzenia 5-1, to z czasem gra obu drużyn się wyrównała i prawdę mówiąc – nie było widać różnicy jakości, o której się tyle mówi. W drugiej części seta, po bardzo dobrym fragmencie, gracze Macieja Kota wysunęli się nawet na prowadzenie 18-16, a następnie mieli piłki setowe przy stanie 20-19 oraz 21-20. Niestety dla nich – rywal zdołał wykaraskać się z potężnych kłopocików i to oni po punktach Sergieja Ivanenko, cieszyli się z wygrania seta do 21. Prawdę mówiąc – to by było na tyle z emocji w spotkaniu. W środkowym secie Remedios prowadził co prawda 7-3, co mogło być dość obiecujące w kontekście widowiska, ale ich radość nie potrwała zbyt długo. Już po chwili mieliśmy remis 12-12, a druga część seta to wyraźna przewaga faworyzowanego zespołu (21-16). Choć postawa Remedios w dwóch pierwszych spotkaniach zasługuje na pochwałę, tak za trzeci set…należy im się ostra krytyka. Nie mówimy tu o samej dysproporcji, która była miażdżąca. Bardziej niepokojąca była postawa graczy w białych strojach, którzy widząc, że nie mają szans z rywalem mieli totalnie wywalone. A to nie skakali do bloku kiedy trzeba było, a to odpuszczali próbę obrony. Zniechęcenie przybrało tę najkoszmarniejszą formę, której nie lubimy oglądać. Niemniej – warto wspomnieć o drużynie Sharksów, bo to oni byli postacią pierwszoplanową. 15 punktów w 5 meczach sprawia, że team jest w absolutnie doskonałej sytuacji i nie sądzimy, żeby coś mogło się w tej kwestii zmienić.

MysterElektroRockets – BL Volley

W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że potencjalna wygrana BL Volley sprawi, że wyrównają oni serię zwycięstw z rzędu sprzed dwóch lat. Należy przy tym zauważyć, że aktualny poziom trzeciej ligi jest w naszym odczuciu wyższy niż wówczas więc budzi to tym większe uznanie. Samo zwycięstwo nie wypełniało jednak ambicji ‘Tygrysów’ na wtorkowy wieczór. Uznaliśmy, że gracze w pomarańczowo-czarnych strojach są jak najbardziej w stanie pokusić się o trzy oczka. Pierwszy set rywalizacji zdawał się to potwierdzać. Po sześciu asach serwisowych w pierwszej części premierowego seta, BL objął prowadzenie 14-9. Choć przewaga 17-12 zdawała się komfortowa, team BL niemal ją po chwili roztrwonił. Ostatecznie skończyło się wyłącznie na strachu i pierwszy punkt rywalizacji, trafił do faworyta (21-19). Jeszcze lepiej, zespół Wojciecha Strychalskiego zaprezentował się w środkowej odsłonie. W odróżnieniu od pierwszej odsłony – tu nie dał swoim rywalom najmniejszych szans na korzystny wynik. Po sporej niedokładności u ‘biało-czerwonych’, BL objął prowadzenie 14-11, które z czasem jeszcze powiększył, wygrywając finalnie do 14. Przed trzecim setem w obozie MER uznano, że ta sama metoda, nie przyniesie im innych efektów. W rezultacie tych przemyśleń, w składzie doszło do kilku zmian, które jak się okazało – przyniosły pożądany efekt. Do stanu 12-12 mieliśmy akcje punkt za punkt. Jako pierwsi wyłamali się gracze MysterElektroRockets, którzy po dwóch blokach Marka Bobkowskiego, objęli prowadzenie 17-14 i po chwili cieszyli się z ‘nagrody pocieszenia’ w postaci jednego punktu (21-17)

Team Spontan – MiszMasz

Po nieciekawym początku sezonu, w którym Team Spontan nie grał z pewnością na miarę pokładanych w nim nadziei – team Piotra Raczyńskiego stanął we wtorek przed ogromną szansą na przełamanie. Z drugiej strony było to ogromne zagrożenie. Potencjalne porażki sprawiłyby, że ‘Spontaniczni’ już na początku sezonu przestaliby liczyć się w walce o najwyższe cele. Początek spotkania wskazywał, że bliżej będzie do tego drugiego scenariusza. Ku zaskoczeniu faworyzowanych graczy, MiszMasz postawił swoim rywalom bardzo trudne warunki gry i wygrał premierową partię do 18. Sądzimy, że nie bez znaczenia był tu fakt, że na rozegraniu za spóźnionego Mateusza Skwarca, zobaczyliśmy…Piotra Raczyńskiego. Tak czy siak – ogromne rozczarowanie Spontana. Drugi set rywalizacji wyglądał już zupełnie inaczej, a Spontan prezentował się bardzo dobrze. Tego samego nie można powiedzieć o MiszMaszu, który większość swoich punktów, zdobył po nielicznych błędach rywali (21-10). Ostatni set rywalizacji należał do Spontana, podobnie zresztą jak inicjatywa od pewnego etapu meczu. Choć nie było to zbyt dobre widowisko, to partię tę zapamiętamy z bardzo długiej akcji, w której nie brakowało efektownych obron oraz kontrataków. Ostatecznie ta wymiana stała się symbolem całego meczu i podobnie jak on, zakończyła się zwycięstwem ‘Spontanicznych’. Dalsza część seta to gra bez większej historii, zwieńczona zwycięstwem faworytów do 15.