MECZ GWIAZD III LIGA

To już tradycja. Ilekroć dochodzi do meczu Gwiazd trzeciej ligi – niemal za każdym razem kończy się na pięciosetowym boju. Nie inaczej było we wtorkowy wieczór. Pierwsza odsłona to spora liczba błędów w obu zespołach. Ze wspomnianego chaosu zrodziła się wygrana zespołu dowodzonego przez Krystiana Kempińskiego do 17. Druga odsłona wyglądała tak, jakby oba zespoły zmieniając się stronami, wymieniły się również koszulkami. Tym razem to zespół Daniela Bąby okazał się mocniejszy wygrywając do…17. Trzeci set rozpoczął się od prowadzenia 8-2 Dream Team 1, po którym ‘Dwójka’ zmuszona była do wzięcia czasu. Ten nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, bo już po chwili team Krystiana Kempińskiego cieszył się z wygrania do 18. O tym, że w meczu gramy ‘na suwak’, zorientowaliśmy się już wcześniej. Wobec tego, wynik czwartego seta nie mógł nikogo przesadnie dziwić. 25-19 dla Dream Team 2 i o tym, która z drużyn wygra mecz – decydował tie-break. W nim z bardzo dobrej strony pokazał się Sławomir Janczak, który przyczynił się do zwycięstwa Dream Team 2 do 9.

MiszMasz – Speednet 2 (BARAŻ O 2 LIGĘ)

We wtorkowy wieczór dostaliśmy kolejne potwierdzenie tego, jak w obecnym sezonie trzecia liga była mocna. W zapowiedziach przedmeczowych cała trójka wskazywała na to, że to MiszMasz będzie miał po meczu więcej powodów do optymizmu. Prawda jest zgoła inna, bo we wtorek oglądaliśmy absolutnie jednostronne widowisko i w pełni zasłużoną wygraną drużyny Marka Ogonowskiego. Nie będziemy tu przesadnie wybielać MiszMaszu. Uważamy, że w co najmniej pięciu spotkaniach obecnego sezonu, trzecioligowi rywale zawiesili Speednetowi poprzeczkę wyżej. To oznacza z kolei, że MiszMasz nie ma się co obrażać i na jesień spróbować swoich szans w niższej lidze. Gwarantujemy – na poziom nie powinni narzekać. A Speednet? Wreszcie mają to, na co czekali od rozpoczęcia poprzedniej edycji. Trzeba przyznać, że od początku metamorfozy w obozie ‘Programistów’, przeszli oni bardzo długą i wyboistą drogę. Spójrzmy na ten sezon – w nim również nie brakowało zdecydowanie gorszych chwil, ale koniec końców czy nie jest przypadkiem tak, że ‘prawdziwych facetów poznaje się po tym jak kończą, a nie zaczynają’? A epilog tej historii jest taki, że kosztem MiszMaszu, Speednet 2 wskakuje do drugiej ligi. Sami zastanawiamy się jaki będzie kolejny rozdział tej historii. Póki co – Speednet o tym nie myśli. Aktualnie jest czas na regeneracje i…świętowanie!

Inter Marine Masters – ACTIVNI Gdańsk

TGD – MiszMasz

Spotkanie pomiędzy TGD a MiszMaszem było jednym z najważniejszych meczów nie tylko we wtorkowy wieczór, ale we wszystkich 91 potyczkach w drugiej lidze. We wtorkowy wieczór warzyły się bowiem losy utrzymania oraz spadków w drugiej klasie rozgrywkowej. Już w zapowiedziach pisaliśmy, że historycznie – MiszMasz bardzo często zdołał wykaraskać się z problemów. O tym czy podobnie będzie i tym razem, przekonamy się dopiero w meczu barażowym. Mimo przegranej we wtorkowy wieczór, MiszMasz zdołał bowiem uniknąć bezpośredniego spadku, a takie widmo zaglądało w oczy graczom Michała Grymuzy. Problem, o którym mówimy stał się bardzo poważny po pierwszym secie, w którym MiszMasz przegrał do 17. W naszym odczuciu, decydującą kwestią w kontekście tego, która z drużyn spadła bezpośrednio do trzeciej ligi był trzeci set, który ułożył się idealnie dla MiszMaszu i zakończył się ich zwycięstwem do 12. Dzięki tak wysokiej wygranej, gracze Michała Grymuzy zrobili sobie pokaźną zaliczkę małych punktów, co po kilkunastu minutach zaprocentowało. Tak się składa, że mimo faktu, że w trzecim secie MiszMasz przegrał do 17, to finalnie w ligowej tabeli wyprzedził TGD i w przyszłym tygodniu zmierzy się w meczu barażowym ze Speednetem 2. Która z ekip będzie faworytem spotkania? Na tę chwilę stawiamy po 50% na każdą ze stron.

Kruk Volley – Drużyna A

Choć wtorkowe starcie nie miało jakiegoś potężnego ciężaru gatunkowego to jednak zastanawialiśmy się, która ze stron zdoła wygrać mecz. W zapowiedziach przedmeczowych oraz ‘typerku SL3’ postawiliśmy na scenariusz, w którym to Drużyna A wygra spotkanie. W tej samej zapowiedzieli wytknęliśmy jednak to, że ostatni okres nie był zbyt udany dla drużyny dowodzonej przez libero – Karola Majkowskiego. Początek spotkania zdawał się to potwierdzać, bo po ataku ze środka siatki Agaty Ceynowa, Kruk objął prowadzenie 12-10. Mimo to, w dalszej części po atakach Mateusza Olszewskiego, Drużyna A doprowadziła do wyrównania, a nawet objęła prowadzenie 15-13. Końcowa faza seta to wyrównana partia, która finalnie zakończyła się zwycięstwem Kruków do 20. Niepowodzenie w pierwszej odsłonie rozsierdziło Drużynę A, która w środkowej odsłonie ‘zmiotła rywala z planszy’ i po dobrej grze w obronie i skutecznych kontrach prowadzili już 11-6. W dalszej części seta sytuacja nie uległa zmianie i finalnie partia zakończyła się zwycięstwem Drużyny A do 10. Ostatnia odsłona rozpoczęła się kapitalnie dla ‘Kruków’, którzy po asie serwisowym Damiana Borczaka, objęli prowadzenie 9-4. Z czasem Drużyna A próbowała odrabiać straty, ale po tym jak zbliżyli się do rywala na dwa oczka (16-14), ten znowu odjechał i finalnie wygrał trzeciego seta do 18, a cały mecz 2-1.

Speednet – Old Boys

W ostatnim czasie wskazywaliśmy na to, że w końcówce sezonu Speednet ma szansę na to by zakończyć sezon ze srebrnymi medalami na szyi. Aby tak się jednak stało ‘Programiści’ musieli wygrać poniedziałkowe starcie, a na dodatek liczyć na to, że we wtorkowym spotkaniu Merkury wygra z Eko-Hurtem. Czy wynik sprawia, że Speednet się do tego przybliżył? I tak i nie. Po dwóch pewnie wygranych setach wydawało się, że gracze Łukasza Żurawskiego pójdą za ciosem i sięgną również po ostatni punkt w sezonie. Stało się jednak inaczej i aby znaleźć się na drugim miejscu podium, Eko-Hurt musi przegrać dziś w stosunku 0-3. Samo spotkanie rozpoczęło się od bardzo dobrej gry w obronie obu drużyn, po której mieliśmy remis po 12. Speednetowi zasieki rywali udało się sforsować dopiero w dalszej części seta i finalnie wygrali tę partię do 17. Jeszcze lepiej ‘Programistom’ wiodło się w środkowej odsłonie, gdzie Old Boysi mieli problemy zarówno w bloku jak i obronie. Dodatkowo, jeśli sami już atakowali to nadziewali się na świetny blok rywali, po którym przewaga Speednetu wynosiła już 9 punktów (14-5). Ostatecznie, w dalszej części seta ‘Dziadki’ się nieco przebudziły, ale o korzystnym wyniku nie mogło być już mowy. Trzecia partia to zdecydowanie lepsza postawa Old Boys. Z drugiej strony, za każdym razem, gdy uciekali rywalom, to po chwili psuli zagrywkę i było tego naprawdę sporo. Tak czy siak, pod koniec prowadzili już 19-16, na co Speednet zdążył jeszcze zareagować doprowadzając do wyrównania po 20. Końcówka seta to jednak punkty duetu Wilkowski & Konarzewski, które zapewniły ‘Dziadkom’ jeden punkt w meczu.

Team Spontan – Hapag-Lloyd

Ligowe ostatki w wydaniu Team Spontan były dla nich dość smutnym wydarzeniem. Tego samego dnia w hali treningowej Ergo Arena toczyły się bowiem mecze o mistrzostwo czy awans do wyższej klasy rozgrywkowej. W międzyczasie ‘Spontaniczni’ rywalizowali o dziesiąte zwycięstwo w sezonie, które i tak nie zmieniałoby ich położenia. Co innego Hapag-Lloyd. Tu była szansa na napisanie historii. Stałoby się tak, gdyby ‘Logistycy’ sięgnęli po pierwszy punkt w historii SL3. Plan był tym bardziej utrudniony, że po raz pierwszy w historii w szeregach ‘Logistyków’ zobaczyliśmy tak poważne problemy kadrowe. Pierwszy set to historia, którą w obecnym sezonie oglądaliśmy już wielokrotnie. Po prawdziwej kanonadzie w wykonaniu ‘Spontanicznych’, gracze Piotra Raczyńskiego prowadzili już…13-1! Na szczęście dla kondycji psychicznej drużyny Hapag-Lloyd, po chwili zdobyli oni kilka punktów (głównie za sprawą błędów rywali) i finalnie kończyli seta z pięcioma oczkami na koncie. Środkowa partia to nieco inny charakter, w którym Hapag na początku trzymał się dość dzielnie (6-4). Im dłużej trwał jednak set, tym bardziej zarysowała się przewaga faworyta, który tym razem wygrał do 9. Choć trzeci set rozpoczął się od prowadzenia ‘Spontanicznych’ 9-0, w dalszej części team Piotra Raczyńskiego ewidentnie zwolnił, co przełożyło się na sporo błędów z ich strony. Finalnie po dwóch punktach Bartłomieja Piechockiego w końcówce meczu, Hapag zgarnął w tej partii 14 oczek.

Oliwa Team – Maritex

Postawa Oliwy Team mogłaby być przedstawiana przez wszystkich ‘kołczów’ jako wzór tego, że ‘cierpliwość popłaca’. Oj, nie był to łatwy sezon drużyny ‘z serca Gdańska’. Warto jednak pochwalić Oliwę, bo pomimo tego, że już od jakiegoś czasu było wiadomo, że spadają oni do trzeciej ligi – team w zielonych barwach się nie zniechęcał. To jak się okazało – popłaciło w ostatni dzień meczowy, gdzie Oliwa ograła sąsiada w tabeli – Maritex Gdańsk. Gracze w zielonych strojach zanotowali kapitalne otwarcie meczu, gdzie po dobrej grze blok-obrona, team w zielonych strojach prowadził 8-4. Jakby tego było mało, w dalszej części Oliwa grała na tyle szybko, że Maritexowi było trudno o to by ustawić podwójny blok. Wszystko to, o czym piszemy miało oczywiście konsekwencje w postaci wygranej ‘Oliwiaków’ do 17. Jeszcze większa dysproporcja pomiędzy drużynami była w drugiej odsłonie. Po raz kolejny Oliwa imponowała blokami, po których następowały skuteczne kontry (9-6). Dalsza część seta to kontynuacja bardzo dobrego występu ‘czerwonej latarni ligi’ i pewna ich pewna wygrana do 14. Trzeci set to nagły zwrot akcji. Po trzech asach serwisowych z rzędu gracza, którego najczęściej oglądamy na libero (Konrad Szaruga), Maritex objął prowadzenie 10-7. W dalszej części seta wspomniany gracz kontynuował kanonadę z pola serwisowego i kiedy na tablicy wyników było 14-7, stało się jasne, że w meczu dojdzie do podziału punktów. Niezależnie jednak od tego – obie drużyny spotkają się w kolejnym sezonie w trzeciej klasie rozgrywkowej.

Craftvena – Wolves Volley

W dość popularnej piosence, którą często możemy usłyszeć na antenach najpopularniejszych stacji radiowych w Polsce, Rafał Brzozowski śpiewa: ‘Tak blisko, tak blisko jak ja Nie był Ciebie nikt tak blisko I nie poddał Twoim zmysłom Jak jaaaaa’ Do czego nawiązujemy? Ano do tego, że Craftvena po bardzo dobrym meczu była o włos od tego by ograć Wolves Volley i stanąć przed ogromną szansą na wywalczenie sobie utrzymania w trzeciej klasie rozgrywkowej. Choć w naszym odczuciu był to najlepszy mecz ‘Rzemieślników’ w obecnej kampanii, to finalnie do ogrania ‘Wilków’ to nie wystarczyło. Inaczej sprawa miała się w pierwszym secie, w którym po wyrównanej walce przez niemal całą partię (17-17), kluczowy fragment należał do ‘Rzemieślników’, którzy po ataku Michała Markiewicza wygrali do 19. Środkowa odsłona to zwrot akcji, który w głównej mierze opierał się na wyraźnie lepszej postawie Wolves Volley niż miało to miejsce w premierowej odsłonie. Choć na półmetku seta to Craftvena prowadziła 10-8, to dalsza część seta należała już do ‘Wilków’, którzy po kilku atakach powracającego do składu Szymona Merskiego, objęli prowadzenie 18-14 i po chwili wygrali seta do 15. Ostatnia partia to zdecydowanie najciekawsza partia w meczu, która może nieść swoje konsekwencje w spadkach do czwartej ligi. Choć pod koniec seta wszystko wydawało się iść po myśli ‘Rzemieślników’, którzy wygrywali 17-12, to jednak w końcowej fazie seta coś w ich grze się zacięło. Na jeden punkt Craftveny przypadło aż sześć Wolves Volley, a to sprawiło, że na tablicy wyników mieliśmy remis po 18. Końcowa faza seta to walka punkt za punkt, która zakończyła się happy-endem Wolves Volley. To z kolei tragiczna wiadomość dla Craftveny, którzy przez słaby bilans małych punktów spadną zapewne do czwartej klasy rozgrywkowej. Jeśli będą tam grać tak jak w czwartkowy wieczór, to za chwilę powinniśmy ich zobaczyć ponownie na parkietach trzeciej ligi.

Flota Active Team 2 – Złomowiec Gdańsk

Oj, ale Złomowiec narobił sobie w czwartkowy wieczór wrogów. Zacznijmy od początku, aby dobrze nakreślić całą sytuację. Przed czwartkowym wieczorem w walce o utrzymanie liczyły się TGD, MiszMasz, Maritex oraz właśnie Flota Active Team. Trzy pierwsze drużyny z naszej wyliczanki były zgodne co do tego, że w czwartkowy wieczór kibicują Złomowcowi, który był wyraźnym faworytem meczu. W głowach wspomnianej trójki był plan, że gracze w miedzianych strojach opędzlują Flotę za komplet punktów, a dodatkowo – sami dorzucą coś od siebie spychając ‘Granatowych’ na miejsce spadkowe. Cały misterny plan poszedł wiadomo gdzie, bowiem przed meczem okazało się, że Złomowiec zagra w meczu w zaledwie pięciu graczy, co marginalizowało ich szansę na korzystny wynik. Biorąc pod uwagę okoliczności – wynik z pierwszego seta nie mógł przesadnie dziwić. Flota zagrała swoje i z pomocą trenera dość dobrze zlokalizowała problemy swoich rywali wygrywając partię do 12. Środkowa odsłona to zdecydowanie ciekawszy fragment w meczu, w którym mieliśmy spory problem z tym by wskazać, która z drużyn wygra. Taki stan trwał aż do końcówki seta, w którym na tablicy wyników mieliśmy remis po 19. Ostatecznie, po ataku Dominika Jakubowskiego oraz błędzie jednego ze ‘Złomków’, drugi punkt w meczu zasilił konta ‘Granatowych’. Podobnie było zresztą z trzecim punktem, który przyznawany jest za finałową odsłonę. Scenariusz był niemal identyczny. Wyrównana odsłona, po której mieliśmy remis po 15. Choć w końcówce Złomowiec imponował grą w obronie, to finalnie zabrakło im nieco szczęścia i nieoceniony w kontekście utrzymania w lidze punkt w meczu trafił do obozu Floty.