Za nami środowa seria gier, którą zapamiętamy z porażki aktualnego Mistrza Inter Marine SL3 – CTO Volley. Mniej powodów do radości miała ekipa Speednetu 2, która musiała uznać wyższość bardzo dobrze dysponowanej młodzieży z Energi Trefla Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!
Energa Trefl Gdańsk – Speednet 2 3-0 (21-15; 21-16; 21-14)
Choć wskazaliśmy Energę Trefl Gdańsk jako faworyta środowego starcia, to nie sądziliśmy, że pójdzie im aż tak dobrze. Wow, to było wejście do drugiej ligi wraz z futryną. Owszem – Speednet 2 miał w poprzednim sezonie pewne problemy, o których pisaliśmy w zapowiedzi. Miał również problemy kadrowe w środkowy wieczór, bo zabrakło dwóch podstawowych graczy – Jędrzeja Zielińskiego oraz Grzegorza Surtela. To jednak żadne usprawiedliwienie, bo po stronie Trefla również nie było kilku graczy, którzy przyczynili się do awansu w minionym sezonie. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że Trefl na tle tak doświadczonej drużyny, na tle drużyny, w której są zawodnicy z przeszłością pierwszoligową wyglądał kapitalnie. Mimo wieku to właśnie ‘gdańskie lwy’ wcieliły się w role profesorów. W środowy wieczór grali oni siatkówkę zbyt szybką i zbyt precyzyjną dla swoich rywali. Grali kapitalnie w systemie blok-obrona. Mimo młodego wieku dominowali warunkami fizycznymi. Co tu dużo mówić – byli zdecydowanie lepsi i zasłużyli na komplet oczek. Już na początku spotkania wysunęli się na czteropunktowe prowadzenie (11-7). Choć Speednet złapał w pewnym momencie wiatr w żagle i zniwelował stratę do jednego oczka (15-14), to końcówka w dużej mierze za sprawą Stanisława Fornalaka, należała już do Energi Trefla Gdańsk (21-15). Dość podobnie wyglądał środkowy set, w którym Speednet, zdołał dotrzymać tempa mniej więcej do połowy (11-10). Dalsza część to kolejne ataki Stanisława Fornalaka oraz Kuby Shittu (21-16). Ostatni set wyglądał już nieco inaczej, a Trefl zanotował świetny początek. Po kilku punktach Marcela Biernikowicza, ‘gdański lwy’ wysunęły się na prowadzenie 5-1. Choć z czasem Speednet 2 zdołał doprowadzić do wyrównania po 7, to dalsza część seta przebiegała pod dyktando graczy Edwarda Pawluna, którzy wygrali do 14.
Wolves Volley – Hydra Volleyball Team 0-3 (13-21; 14-21; 16-21)
Bez sensacji. W zasadzie podsumowanie meczu mogłoby się skupić na dwóch słowach. Choć Hydra Volleyball Team nie zaprezentowała się jakoś wybitnie to póki co – biją na głowę innych trzecioligowców swoją jakością. Aktualnie jest dokładnie tak jak zaplanowali to sobie gracze ‘Bestii’. Początek spotkania rozpoczął się od mocnego uderzenia graczy w złotych strojach, którzy po ataku Daniela Gierszewskiego, wysunęli się na prowadzenie 10-5. Dalsza część seta przebiegała podobnie – ‘Bestia’ miała po prostu więcej jakości i siły rażenia i w pełni zasłużenie wygrała premierową partię do 13. Środkowa odsłona rozpoczęła się od obiecującej gry ‘Watahy’, która nie odpuszczała faworyzowanym rywalom. Niestety sił wystarczyło im mniej więcej do połowy seta (10-10). Dalsza część to przewaga ‘Bestii’, której gra była z pewnością bardziej nieprzewidywalna niż rywala. Niestety dla Wolves Volley – ciężar zdobywania punktów po stronie ‘Wilków’ wziął na siebie tego dnia wyłącznie atakujący – Michał Łubiński, który zdobył niemal 60% wszystkich punktów całej drużyny. W przypadku Hydry rozkładało się to na całą ekipę i z całą pewnością, była to ich siła (21-14). Ostatnia odsłona rozpoczęła się świetnie dla zespołu Sławka Kudyby. Już na początku faworyt zbudował sobie kilkupunktową przewagę (8-3) i wówczas stało się jasne, że nic złego im się już nie stanie (21-16). Dzięki kompletowi oczek, Hydra przynajmniej na jakiś czas wskakuje na fotel lidera trzeciej ligi – brawo!
VB FE Sulmin – DSGSA 0-3 (12-21; 14-21; 15-21)
Choć VB FE Sulmin przed środowym spotkaniem mieli na koncie zero punktów po dwóch meczach, to jednak w dużej mierze usprawiedliwialiśmy team Fabiana Ehrlicha. Były to bowiem pojedynki z bardzo mocnymi rywalami, a mimo to – gracze w czarnych strojach mieli we wspomnianych meczach ‘swoje momenty’. Przy odrobinie szczęścia ich dorobek punktowy przed środą mógłby być inny. Czy w meczu z DSGSA, team z Sulmina potwierdził, że ‘nie pęka’ i jest w stanie powalczyć z mocnym rywalem? Cóż – wczoraj było nieco inaczej, bo trzeba przyznać, że poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Gracze Michała Farona zdominowali swojego rywala od pierwszej minuty pojedynku. Na półmetku, prowadzili już 14-7. Po kilku skutecznych atakach Oliwiera Slipaczuka było już 18-10 i obie drużyny mogły myśleć już o środkowej partii (21-12). Sił by dotrzymać tempa rywalom, graczom VB FE Sulmin wystarczyło do stanu 5-5. Po kilku punktach Wiktora Trojanwskiego oraz Igora Skibiaka, DSGSA prowadzili już 12-6. Choć team z Sulmina próbował rotować składem to za nic w świecie nie był w stanie ‘odkręcić niekorzystnego wyniku’ (21-14). Ostatni ‘rozdział’ środowego meczu to kontynuacja dominacji drużyny DSGSA, która wyciągnęła wnioski po meczu z Only Spikes i w trzecim secie w ich szeregach nie doszło już do dekoncentracji. Skupiony a jednocześnie grający na luzie team nie miał problemów z ograniem rywali do 15. Brawo!
Chilli Amigos – Sharks 0-3 (16-21; 15-21; 21-23)
Pamiętacie jak w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o tym, że Sharksi póki co nie zachwycają? Cóż, po wczorajszym spotkaniu nasze opinie się bardziej zradykalizowały. Jeny, co to było za męczenie buły? Co to za gra? Przecież gdyby team ‘Rekinów’ zaprezentował się w taki sposób w trzeciej lidze, to zostałby zmiażdżony przez rywali. To co z pewnością rzucało się w oczy to brak Kirila Bohdana, na którego ‘Rekiny’ powinny chuchać i dmuchać. Bez wspomnianego zawodnika, będzie bardzo ciężko o zrealizowanie celów na obecny sezon, ale o tym będzie okazja kiedy indziej. Chcielibyśmy jednoznacznie podkreślić, że dyspozycja Sharsków to jedno, ale Chilli Amigos to drugie. Ważny przy tym wszystkim jest bowiem kontekst. ‘Amigos’ przystępowali do spotkania skazywani na pożarcie rywalom, a zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. To, że nie było wstydu wie każdy, ale była to postawa, którą należy bardzo mocno chwalić. Przede wszystkim warto podkreślić, że team absolutnie nie przestraszył się rywala i bardzo długimi fragmentami walczył jak równy z równym. Ba, pomiędzy drużynami bardzo często nie było widać różnicy i wydawało się, że to ‘Papryczki’ sięgną po wygraną w trzecim secie. Choć zespół Pawła Kalety prowadził niemal przez całą partię, rywal zdołał doprowadzić do wyrównania po 14. Po chwili, gracze Pavlo Kudinova jeszcze powiększyli swoją przewagę (19-16) i kiedy wydawało się, że jest już po zawodach – ‘Papryczki’ zdołały doprowadzić do wyrównania po 19. Ostatecznie, mimo heroicznej walki nie udało im się uszczknąć punktu od faworyzowanego rywala. Był to jednak na tyle dziwny mecz, że to wygrani, a nie przegrani powinni zrobić rachunek sumienia.
BEemka Volley – Tufi Team 3-0 (21-15; 21-16; 21-10)
Quo vadis Tufi Team? Panowie – czas na pobudkę, bo odpowiedzią na zadane pytanie będzie za chwilę: z powrotem do drugiej ligi. Nie no bez jaj. Czuliśmy, że Tufi po awansie do elity nie będzie rozdawało kart, ale liczyliśmy jednak na coś więcej. O ile po pierwszej porażce ze Speednetem, można było narzekać na brak Mateusza Osieckiego, tak po wczorajszym meczu, usprawiedliwień już raczej nie ma. Trzeba to sobie powiedzieć wprost – to nie absencja jednego czy drugiego zawodnika jest problemem, ale katastrofalna forma. Samo spotkanie rozpoczęło się od takiego łomotu, że po ludzku zrobiło nam się Tufi żal. Choć trudno w to uwierzyć biorąc pod uwagę klasę rozgrywkową – mecz rozpoczął się od wyniku 10-1 do BEemki. Co ciekawe – gracze Daniela Podgórskiego mogli obawiać się jak team zaprezentuje się bez najlepszego gracza pierwszego meczu – Macieja Rzepczyńskiego. Cóż – poszło całkiem dobrze, a sytuacji nie pogorszył fakt, że na środku wystąpił Kamil Dobosz. Dodatkowo – drugi środkowy, Michał Szymański został wybrany najlepszym graczem meczu. Tak czy siak – w dalszej części seta, BEemka nieco zwolniła, przez co wynik nie był dla Tufi aż tak zawstydzający (21-15). Środkowa odsłona to partia, w której gracze Mateusza Woźniaka próbowali coś grać (10-9). W dalszej części, bardzo dobrze grająca BEemka nie dała rywalom jednak większych szans, dominując w każdym elemencie (21-16). Jeśli komukolwiek wydawało się, że w trzecim secie, Tufi nie da rady zagrać gorzej – był w grubym błędzie. Matko, cóż to była za dominacja BEemki i niemoc beniaminka. Niebywałe. Zaczęło się niemal identycznie jak w pierwszym secie (10-2) z tą tylko różnicą, że ani BEemka nie zamierzała zwalniać, ani Tufi nie miało nadziei na lepszą grę. Prawda jest bowiem taka, że od początku trzeciego seta odliczali minuty do końca koszmaru, który w środowy wieczór zgotował im rywal.
Speednet – CTO Volley 2-1 (21-19; 16-21; 21-17)
Po trzech miesiącach od tytułu mistrzowskiego, gracze CTO Volley wrócili na parkiety Inter Marine SL3. Ich rywalem był Speednet, który sięgnął po tytuł mistrzowski sezon wcześniej. Zestawienie ze sobą dwóch ostatnich Mistrzów sprawiało, że na boisku numer 3 mieliśmy prawdziwy pojedynek wagi ciężkiej. Pierwszoligowy hit rozpoczął się zdecydowanie lepiej dla Speednetu, który po kilku atakach Sebastiana Konarzewskiego, objął prowadzenie 9-5. Po chwilowym zamroczeniu, gracze CTO radzili sobie w dalszej części coraz lepiej, czego efektem było zniwelowanie strat do jednego punktu (15-14). W końcówce popełnili oni jednak kilka głupich błędów, które w ostatecznym rozrachunku dały Speednetowi pierwszy punkt w meczu. Na odpowiedź CTO nie musieliśmy czekać zbyt długo. Środkowa partia od samego początku układała się po myśli ‘Pomarańczowych’. Grający na luzie i z uśmiechem na ustach, aktualni Mistrzowie objęli prowadzenie 19-7 i był to koniec nadziei Speednetu na korzystny wynik w tej partii (21-16). Kiedy wydawało się, że gracze CTO wrócili do gry i to oni w ostatecznym rozrachunku wygrają spotkanie, przyszedł trzeci – kompletnie nieudany dla nich set. Nie wiemy dokładnie co było przyczyną takiego stanu rzeczy, być może zbyt duże rozprężenie, ale trzecia odsłona to przewaga Speednetu. Już na początku partii, gracze Macieja Miścickiego wypracowali sobie wyraźną przewagę (11-5) i choć gracze CTO zmniejszyli przewagę przeciwników do dwóch oczek (11-9), to ostatnie słowo należało do Speednetu (21-17). Warto podkreślić, że pięć punktów po dwóch meczach to wynik niemal wymarzony, który wprawia graczy Speednetu w szampańskie nastroje przed dalszą częścią sezonu, brawo!
VB Sulmin – Złomowiec Gdańsk 1-2 (17-21; 12-21; 21-17)
Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać. W zapowiedziach przedmeczowych przypomnieliśmy o zdecydowanie lepszym dla Złomowca bilansie bezpośrednich spotkań. Przypomnieliśmy również to, że po raz ostatni gracze z Sulmina wygrali ze ‘Złomkami’ w 2022 r. Fakt, że aktualnie są w dobrej dyspozycji oraz to, że Złomowiec na początku sezonu boryka się z problemami kadrowymi, dawał nadzieje drużynie Daniela Bąby na korzystny rezultat. Niestety dla nich – i tym razem stało się inaczej. Początek środowego spotkania rozpoczął się dla Sulmina wybornie. Po kilku składnych akcjach, objęli oni prowadzenie 6-0! Każda kolejna akcja to jednak mozolne odrabianie strat przez Złomowca, którzy zdołali doprowadzić do wyrównania przy stanie 14-14. Zachwiana pewność siebie złamała graczy Daniela Bąby, którzy w dalszej części nie byli już w stanie powstrzymać rywali i finalnie przegrali tę partię do 17. Drugi set ułożył się już inaczej. Gracze nieobecnego w środowy wieczór Witolda Klimasa szybko objęli prowadzenie 8-3 i w dalszej części, zdołali jeszcze powiększyć swoją przewagę. Warto przy tym podkreślić, że we wspomnianym fragmencie, przyjęcie Sulmina istniało tylko teoretycznie. Ostatecznie ‘Złomki’ wygrały tę partię do 12, czym wzbudzili niemałą frustrację w obozie rywali. Przed trzecią odsłona uznaliśmy, że VB Sulmin jest już na tyle wybity z rytmu, że nie będzie w stanie podjąć rękawic. Stało się jednak zupełnie inaczej. Jak na pstryknięcie palcami, Złomowiec zaczął prezentować się wyraźnie gorzej i słabszy moment, błyskawicznie wykorzystali gracze z Sulmina. Po wyrównanej pierwszej części seta (10-9), objęli oni prowadzenie 15-12 i w konsekwencji, zgarnęli nagrodę pocieszenia w postaci jednego punktu.
Bossman Team – Szach-Mat 1-2 (13-21; 21-15; 13-21)
Czasy w Inter Marine SL3 zmieniają się bardzo szybko. Jesteśmy przekonani, że większość graczy Szach-Matu doskonale pamięta okres, kiedy rywalizując z Bossmanem, Redakcja stawiała na zespół Jakuba Kłobuckiego. Ostatnie kilka miesięcy zmieniły jednak tę perspektywę, bo w czasie kiedy Bossman zrobił krok wstecz, Szach-Mat zrobił co najmniej dwa do przodu. Okrzepł i wczoraj był faworytem, co zresztą udowodnił. Początek środowego spotkania ułożył się dla ‘Szachistów’ w wymarzony sposób. Po punktach Sławomira Mizeraczyka czy Rafała Guzowskiego, gracze w czarnych strojach wysunęli się na prowadzenie 12-7. Z czasem swoje dorzucił jeszcze Adrian Krampichowski i przewaga Szach-Matu urosła do stanu 18-11, a już po chwili, cieszyli się oni z wygranej seta do 13. Środkowa odsłona to przebudzenie Bossmana, który na półmetku seta przegrywał już 7-10. Kiedy wszystko wskazywało na to, że Szach-Mat idzie po drugi punkt, kilkoma skutecznymi akcjami popisał się atakujący Bossmana – Szymon Zalewski (13-13). Dalsza część seta to kontynuacja dobrego ‘momentum’ Bossmana, który zdobył kilka punktów z rzędu, wygrywając tę partię do 15. Trzeci set to jednak powrót do wydarzeń z premierowej odsłony. Precyzując – brązowi medaliści poprzedniego sezonu wykorzystali spore roszady w składzie rywali i objęli błyskawiczne prowadzenie 8-4. W dalszej części jeszcze powiększyli swoją przewagę, wygrywając finalnie do 13, a cały mecz 2-1.
Czerepachy Volley – DNV Volley Gdańsk 1-2 (21-14; 16-21; 17-21)
Nigdy nie ukrywaliśmy, że po tym, jak potoczyły się losy Czerepachów po awansie do pierwszej klasy rozgrywkowej, uznaliśmy, że mają oni szansę na to, by stać się najsłabszą drużyną w pierwszej lidze w historii. Wiecie – wszystko w łeb w stosunku 0-3. Nie ukrywamy również, że nie zadrżała nam ręka wystawiając typ Redakcji 3-0 dla DNV Volley Gdańsk. To co wydarzyło się jednak w pierwszym secie rywalizacji sprawiło, że…byliśmy zdumieni. Ku naszemu zaskoczeniu to gracze w zielonych barwach prowadzili grę i po serii błędów trzykrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 – wysunęli się na prowadzenie 11-6! W dalszej części team Dawida Gałki nie zwalniał i w pełni zasłużenie wygrał do 14 – wow! Środkowa odsłona to jednak partia, która wylała kubeł zimnej wody na ‘żółwie głowy’. Choć zaczęło się dla nich rewelacyjnie i po dwóch asach serwisowych nowego rozgrywającego – Pawła Zatona, prowadzili 12-7 to w dalszej części mieliśmy ogromny zwrot akcji. Po kapitalnej serii Piotra Ścięgosza, ‘żółto-czarni’ doprowadzili do wyrównania a nawet – wysunęli na prowadzenie 18-15 i w konsekwencji, wygrali po chwili seta do 16. Ostatnia odsłona była w naszym odczuciu najlepszą partią w meczu. Do stanu 16-16 obie drużyny szły ‘łeb w łeb’ i trudno było przewidzieć, w którą stronę to się potoczy. Ostatecznie po atakach Daniela Koski oraz Illyi Yenoshyna oraz kontrowersji sędziowskiej, o którą pretensję mieli ‘Żółwie’ – ‘żółto-czarni’ wysunęli się na prowadzenie 19-16, którzy po chwili cieszyli się z pierwszej wygranej w sezonie Jesień’25.