MATCHDAY #41

Za nami ostatni dzień regularnego grania w sezonie Wiosna’26. W czwartek triumf w trzeciej lidze zapewniła sobie ekipa Team Spontan, która ograła Dream Volley w stosunku 2-1. Ponadto w meczu barażowym, Speednet rozbił Eko-Hurt i to właśnie ‘Programistów’ zobaczymy w przyszłej edycji w elicie. Zapraszamy na podsumowanie!

Speednet – Eko-Hurt 3-0 (21-17; 21-13; 21-14)

Przez bardzo dużą część sezonu forsowaliśmy narrację, z której wynikało, że w pojedynku barażowym, w którym zmierzą się pierwszo- i drugoligowiec, zdecydowanym faworytem będzie ekipa z wyższej klasy rozgrywkowej. W naszej bowiem ocenie obecny poziom pierwszej ligi był na tyle wysoki, że trudno było szukać drużyny, która zasługuje na spadek. Taka sytuacja była z kolei czymś innym niż to, do czego przyzwyczailiśmy się w przeszłości. Zanim rozpoczął się jeszcze mecz, przeszła nas myśl, że dziwnie będzie nam się oglądało starcie dwóch niedawnych Mistrzów Inter Marine SL3 o prawo… gry w najwyższej lidze. Już na początku spotkania zarysowała się przewaga ‘Programistów’, na co wpływ miało to, że Eko-Hurt musiał radzić sobie bez etatowych środkowych (14-10). W dalszej części seta zespół Pawła Dawczaka po kilku blokach podjął jeszcze walkę (16-14), ale ostatnie słowo należało już do ‘Programistów’, którzy wygrali do 17 i od utrzymania w elicie dzielił ich już wyłącznie jeden wygrany set. Do połowy drugiej partii byliśmy świadkami bardzo wyrównanej gry, po której mieliśmy stan 11-11. Kluczowe dla losów seta, a nawet braku awansu Eko-Hurtu, były cztery błędy z rzędu, po których Speednet wysunął się na prowadzenie 15-11. To z kolei ewidentnie podcięło skrzydła ‘Hurtownikom’, którzy nie byli już w stanie nawiązać jakiejkolwiek walki (21-13). Finałowy set był już tak naprawdę sparingową gierką, która nie miała żadnego znaczenia dla dalszego losu obu drużyn. Mimo to Speednet kontynuował dobrą grę i finalnie wygrał tę partię do 14, a cały mecz 3-0 i w przyszłym sezonie zobaczymy ich na pierwszoligowych parkietach, brawo!

Feniks Gdańsk – ACTIVNI Gdańsk 1-2 (16-21; 21-14; 18-21)

Tak to jest, jak dzieli się skórę na niedźwiedziu. Na długo przed rozpoczęciem spotkania pisaliśmy o tym, że w naszej ocenie to Feniks Gdańsk ma szansę na zagwarantowanie sobie piątej lokaty na koniec sezonu. Aby tak się stało, team Łukasza Dubickiego musiał ugrać zaledwie trzy na sześć możliwych punktów. Nie będziemy tu nikogo czarować – przed meczem uznaliśmy, że z dużą dozą prawdopodobieństwa swój plan zrealizują już w premierowej odsłonie. Ku zaskoczeniu niemal wszystkich – to ACTIVNI zdecydowanie lepiej weszli w mecz i po świetnych blokach powołanego na Mecz Gwiazd Kacpra Drewko wysunęli się na prowadzenie 12-7. Oprócz świetnej postawy środkowego wyróżniał się również kapitan drużyny – Kuba Konieczny, i wielka wówczas, wydawałoby się, niespodzianka stała się faktem (21-16). W środkowej odsłonie Feniks wrzucił wyraźnie wyższe obroty i na półmetku seta wypracował sobie aż sześciopunktową zaliczkę (11-5). Prowadząc tak wysoko, trzeba się naprawdę postarać, by to zepsuć. Gracze Feniksa nie zmarnowali jednak tej szansy i wygrali tę partię do 14, doprowadzając tym samym do wyrównania w setach (21-14). Ostatni set lepiej rozpoczęli gracze Łukasza Dubickiego (4-1). Z czasem, po rewelacyjnej grze w bloku ACTIVNYCH, gracze Artura Kurkowskiego wysunęli się na prowadzenie 14-11 i choć rywal zbliżył się na jeden punkt (17-16), to po skutecznej końcówce Patryka Dunajewskiego to ACTIVNI cieszyli się z wygranej, która w ostatecznym rozrachunku dała im 18 punktów i dziesiąte miejsce w tabeli, brawo!

ME Sulmin Volley – Only Spikes 2-1 (8-21; 21-17; 21-11)

Tego to w naszym bingo w sumie nie było. Ok – wiedzieliśmy, że z konieczności na rozegraniu zamiast Konrada Rutkowskiego zobaczymy kapitana drużyny – Patryka Łabędzia. Mimo to uznaliśmy, że Only Spikes radzili sobie w obecnej kampanii na tyle dobrze, że nie powinno to być dla nich przeszkodą, której nie da się przeskoczyć. Dodatkowo team był zmobilizowany tym, że mieli oni szansę na dorobek aż 20 punktów, co w naszej ocenie byłoby kapitalnym wynikiem. Początek spotkania układał się dla ‘Żółtych’ w wymarzony sposób. Po skutecznej zagrywce Adriana Schramki oraz czterech błędach w ataku ekipy ME Sulmin Volley faworyci wysunęli się na prowadzenie… 14-6. Tak dużej przewagi nie dało się po prostu roztrwonić i finalnie zespół Patryka Łabędzia wygrał seta do… 8! Po tak miażdżącej przewadze wydawało się, że drugi i trzeci set będą tylko formalnością. Nic bardziej mylnego. Od samego początku seta byliśmy świadkami niezwykle wyrównanej gry, po której mieliśmy remis po 11. Po kilku punktach bardzo aktywnego w czwartkowy wieczór Aleksandra Kwiatkowskiego ME Sulmin wysunął się na prowadzenie 18-16 i choć w końcówce było trochę zamieszania z błędnym ustawieniem, team Fabiana Ehrlicha wygrał tę partię do 17. Ostatni set to jednak dla nas absolutny szok poznawczy. Sądzimy, że dla graczy w żółtych trykotach również. Po miażdżącym początku gracze z Sulmina wysunęli się na prowadzenie 7-2. W dalszej części, po ataku Andrija Cherniuka, Only Spikes zniwelowali stratę do trzech punktów (11-8), ale był to jedynie nic nieznaczący dla losów seta epizod. Świetnie grający gracze z Sulmina parli w dalszej części po swoje i w konsekwencji rozbili rywala, wygrywając do 11 i kończąc sezon z kapitalnym wynikiem 16 punktów. Wow – brawo!

Team Spontan – Dream Volley 2-1 (17-21; 21-18; 21-15)

W zapowiedziach przedmeczowych forsowaliśmy narrację, że będzie to mecz o mistrzostwo trzeciej ligi. Wiecie, podkręcaliśmy nieco sztucznie rangę meczu, bo prawdę mówiąc, sami w to nie wierzyliśmy. Aby to Dream Volley sięgnął po trzecioligowe mistrzostwo, zespół Mateusza Dobrzyńskiego musiałby wygrać bowiem… za komplet punktów. Przyglądając się jednak temu, jak wyglądał pierwszy set rywalizacji, nasza pewność co do kwestii mistrzowskiej została jednak zachwiana. Wszystko za sprawą tego, że ‘Marzyciele’ nie popełniali niemal błędów, a grając przeciwko takiemu rywalowi, odczuwa się pewną niemoc. Nie siedzieliśmy w głowach ‘Spontanicznych’, ale nos podpowiada nam, że wspomniana niemoc rezonowała w ich głowach od pierwszej do ostatniej piłki premierowej partii (21-17). Trudno grać jednak na tak wysokim poziomie dłużej niż jednego seta, oglądaliśmy to już tak wiele razy. Drugi set, który zakończył się fiaskiem dotyczącym mistrzostwa ‘Marzycieli’, to partia, w której Spontan ukłuł swoich rywali bardzo dobrą zagrywką. Dodatkowo sami przyjmowali o wiele lepiej niż w premierowej partii, a jakby tego było mało – mylili się bardzo mało. Wspomniane trzy zmiksowane ze sobą elementy brzmią jak przepis na wygranie seta, nieprawdaż (21-18)? W trzecim secie Dream Volley prowadził już 7-3, ale z czasem totalnie stanął i nie był w stanie skończyć akcji. W konsekwencji ‘Spontaniczni’ wysunęli się po chwili na prowadzenie 13-9 i nie mieli problemu z wygraniem seta do 15, co było jednocześnie wisienką na torcie bardzo udanego sezonu Wiosna’26.

Feniks Gdańsk – VB Inter-Grahen Sulmin 1-2 (21-19; 28-30; 18-21)

Zachodzimy w głowę, jak można było to tak koncertowo zepsuć, jak zrobił to w czwartkowy wieczór Feniks Gdańsk. 24 godziny temu pisaliśmy o tym, że Feniks jest absolutnie nieprzewidywalny i jest w stanie ograć największych mocarzy ligi, ale jednocześnie – potrafi również koncertowo zawodzić. W czwartkowy wieczór byli oni faworytami dwóch spotkań – z ACTIVNYMI oraz ekipą VB Inter-Grahen Sulmin. Nie udało się w pierwszym, nie udało się również w drugim spotkaniu. Już na początku meczu Feniks zdał sobie zapewne sprawę, że z tą wygraną to będą, ale ciężary. Z tego miejsca warto również podkreślić, że było to bardzo zacięte spotkanie, a takie ogląda się nam najprzyjemniej. Na półmetku seta mieliśmy remis po 11. W dalszej części zarysowała się przewaga zespołu Łukasza Dubickiego, kontuzjowanego w pierwszym meczu (17-14). Pod koniec gracze z Sulmina zbliżyli się co prawda do rywala na jeden punkt (19-18), ale ostatnie słowo należało już do ‘Mitycznego Ptaka’. Niezłe emocje? To było dopiero preludium tego, co działo się w środkowej partii, gdzie sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Na półmetku, w dużej mierze dzięki Oleksandrowi Chapovskyiemu, czteropunktową przewagę zdołali zbudować sobie gracze Feniksa (11-7). Nieustępliwa drużyna z Sulmina odrobiła z czasem straty, a nawet wysunęła się na prowadzenie 19-17. Mimo to – dosłownie chwilę później mieliśmy wynik 20-20, który zapoczątkował wyniszczającą wręcz walkę z rywalem. A to jedni, a to drudzy wysuwali się tu na prowadzenie. Ostatecznie szczęście uśmiechnęło się do graczy z Sulmina, którzy od stanu 27-28 zdobyli trzy punkty z rzędu, co zapewniło im wyrównanie w setach. Finałowy set – a jakże – to kontynuacja miłej dla oka, ciekawej siatkówki. W połowie seta mieliśmy remis 9-9 i był to moment przełomowy. Po skutecznym bloku Mateusza Kusznerczuka VB Inter-Grahen wysunął się na prowadzenie, którego nie wypuścił już do końca, brawo (21-18).

Wolves Volley – Flota TGD Team 2-1 (21-17; 21-12; 15-21)

Z pewnością dużej części osób czytających to podsumowanie zdarzył się w życiu moment, w którym bawiły się one wyśmienicie, impreza była mega, ale jak rano człowiek otworzył oczy, to już tak kolorowo nie było. Uczucie, o którym mówimy, ma nawet swoją nazwę – kac. Dziś rano gracze i społeczność związana z ekipą Wolves Volley zerkają w ligową tabelę i mają mieszane uczucia. Z jednej strony był to najlepszy sezon drużyny w historii. Z drugiej strony nie można zapomnieć o tym, że gdyby ‘Wilki’ nie pogubiły punktów z ekipą Speedway AWKS oraz MiszMaszem, to w poniedziałek grałyby one w meczu barażowym o drugą ligę. Oj, jest niedosyt. Jesteśmy o tym przekonani na 100%. A co do meczu? Zapamiętamy go przede wszystkim z bardzo dobrej zagrywki w obu zespołach oraz… problemów z przyjęciem. Lepiej w mecz weszli gracze Floty, którzy po czterech asach z rzędu Tadeusza Jakubczyka wysunęli się na prowadzenie 8-3. Z czasem komfortowa sytuacja Floty zaczęła im się wymykać z rąk, a dobrze grająca ekipa ‘Wilków’ była w stanie wrócić i na dodatek zapewnić sobie pierwszy punkt w meczu (21-17). Środkowa odsłona to jeszcze lepsza gra ‘Watahy’. Tym razem w roli głównej w polu serwisowym zobaczyliśmy rozgrywającego Wolves Volley – Wojciecha Wieczorka. Po kilku punktach wspomnianego zawodnika ‘Wilki’ wysunęli się na prowadzenie 17-10 i nie mieli problemu z wygraniem seta do 12. Mimo to w finałową partię ‘Wataha’ weszła już nasycona i od początku to Flota TGD Team narzuciła rywalom swoje warunki gry (9-3). Z czasem ‘Wilki’ zniwelowali co prawda stratę do jednego oczka (13-12), ale w końcówce popełnili kilka błędów w ataku oraz zagrywce, co w połączeniu z dobrą grą Floty zapewniło tym drugim jeden punkt w meczu (21-15).

Start a Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.