Otwarcie ostatniego tygodnia rozgrywek to ogromne emocje. O tym, że w tabeli to Fux Pępowo będzie wyżej niż Speednet, co może mieć ogromne znaczenie dla drużyn, które spadną z ligi zadecydował….jeden mały punkt. Po wczorajszym starciu CTO z BEemką stało się również jasne, że dziś wieczorem dojdzie do meczu o złoto. Zapraszamy na podsumowanie!
Kraken Team – Kraken 0-3 (19-21; 18-21; 15-21)
Znanym autorom morskich opowieści nawet w najśmielszych fantazjach nie śniło się starcie dwóch krakenów. Spodziewać by się można legendarnego boju, a wyszło jak zwykle. Może faktycznie byłaby to epicka bitwa, gdyby odbyła się w innym momencie sezonu lub w innych okolicznościach. Tymczasem, w dniu spotkania obie ekipy nie walczyły już w sumie o nic. Nie groził im ani awans ani spadek. Mimo tego braku stawki, poziom spotkania nie był rozczarowujący. Pierwszy set rozpoczął się lepiej dla ekipy Jurija Charczuka. Prowadzili już 16-12, gdy nagle wskutek całej serii błędów własnych (głównie w ataku) utracili całą zdobytą przewagę. W końcu, przy stanie 16-16 udało im się skończyć atak i przerwać tę serie niepowodzeń. Końcówka seta trzymała w napięciu do ostatniej piłki. Finalnie, więcej szczęścia w ostatnich akcjach miała ekipa ‘Czarnych’ (21-19). Druga partia rozpoczęła się od festiwalu błędów po obu stronach siatki. W miarę jej trwania dwa krakeny szły łeb w łeb do stanu 13-13. W tym momencie zawodnicy Jurija Charczuka zaliczyli udaną serię i wyszli na prowadzenie, które nie bez kłopotów udało im się utrzymać i wygrać 21-18. Trzecia odsłona to bardzo słaby początek Kraken Team (3-9). Mimo tego, że przepięknie bronili przez całe spotkanie to jednak nie potrafili wykorzystać tego na swoją korzyść. Po ich stronie siatki brakowało armat do kończenia wywalczonych kontr. Kraken wpuścił w końcówce zawodników z lodówki, przez co drugi team nieco podreperował swój wynik (15-21). Na plus Krakena możemy wspomnieć, że pierwszy raz od bardzo dawna utrzymali oni w końcówce koncentrację i nie wypuścili prowadzenia, co w ostatnim czasie zdarzało im się nader często.
TKKF Flota – ACTIVNI Gdańsk 1-2 (21-11; 17-21; 15-21)
Po tym jak w ostatecznym rozrachunku pochwaliliśmy ACTIVNYCH za obecny sezon, zespół Artura Kurkowskiego przystępował do przedostatniego spotkania w kampanii Wiosna’26. Czysto teoretycznie ACTIVNI mieli sięgnąć w tym meczu po trzy punkty, dzięki czemu ich ostateczny dorobek punktowy znacznie różniłby się od tego, co widzieliśmy w poprzednich rozgrywkach. Początek spotkania przyniósł jednak coś, czego absolutnie się nie spodziewaliśmy. Po dwóch asach serwisowych Mateusza Leśniaka zespół Floty wysunął się na prowadzenie 6-1. W dalszej fazie seta ACTIVNI zniwelowali co prawda stratę do trzech punktów (11-8), ale w drugiej części całkowicie się pogubili. Przy naprawdę niezłej grze TKKF Floty przyniosło to underdogowi niespodziewaną wygraną aż do 11. W środkowej odsłonie zanosiło się na bardzo podobny scenariusz, co byłoby ogromną sensacją. Po dwóch atakach Jakuba Rybki TKKF Flota objęła prowadzenie 12-7. W kolejnych akcjach team Karoliny Kirszensztein popełnił jednak kilka rażących błędów, po których zespół przeciwny doprowadził do wyrównania po 14. Kiedy ACTIVNI 'poczuli krew’, nie zaprzepaścili już swojej okazji – po dwóch atakach Macieja Adamskiego wyszli na prowadzenie, a następnie cieszyli się z wyrównania stanu rywalizacji (21-17). Ostatnia partia to już zupełnie inna historia. ACTIVNI dość szybko uzyskali przewagę, która na półmetku seta wynosiła pięć oczek (13-8). W końcówce meczu TKKF Flota nie zdołała już znaleźć sposobu na dogonienie rywala, który przypieczętował wygraną w tej partii do 15.
DHP Oliwa – Speednet 2 1-2 (16-21; 21-23; 23-21)
W ostatnim czasie pomarudziliśmy trochę na frekwencję w obozie DHP Oliwy. Wczoraj wieczorem pod tym kątem było nieco lepiej, bo team z 'serca Gdańska’ miał wreszcie do dyspozycji przynajmniej siedmiu graczy. To właśnie Oliwa lepiej rozpoczęła poniedziałkowe zmagania, gdy po ataku powracającego do składu Aleksandra Juszczyka wysunęła się na prowadzenie 9-6. Radość z prowadzenia nie trwała jednak zbyt długo – kapitalną partię rozgrywał Sławomir Janczak, po którego atakach Speednet najpierw doprowadził do wyrównania po 11, a następnie poszedł za ciosem, wygrywając do 16. Zdecydowanie ciekawiej zrobiło się w drugim secie, gdzie od samego początku byliśmy świadkami wyrównanej walki (10-10). Z czasem zarysowała się przewaga 'Programistów’, którzy po atakach Kacpra Janulewicza oraz asie serwisowym Marka Ogonowskiego odskoczyli rywalom na cztery punkty (14-10). Później ich komfortowa, zdawałoby się, sytuacja uległa jednak diametralnemu pogorszeniu. Po chwili to Oliwa prowadziła 18-16 i kiedy wydawało się, że doprowadzi do wyrównania w setach, Speednet zdołał odwrócić losy rywalizacji, wygrywając do 21. Wow – niezły twist. Tych w trzecim secie również nie brakowało. Tym razem od początku wydawało się, że to Speednet idzie po wygraną w partii. W połowie seta, po dwóch błędach DHP Oliwy z rzędu, 'Programiści’ wysunęli się na prowadzenie 11-7. Z czasem przewaga drużyny Marka Ogonowskiego systematycznie topniała – najpierw było 15-13, a już po chwili 18-18. Choć pod koniec Speednet znowu zdawał się przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę, podobnie jak miało to miejsce w środkowej odsłonie (20-18), to tym razem DHP Oliwa stanęła na wysokości zadania, wygrywając do 21. Choć w teorii było to spotkanie o niezbyt wysoką stawkę, to drugi oraz trzeci set naprawdę 'oddał’.
CTO Volley – BEemka Volley 3-0 (22-20; 21-15; 21-9)
CTO nie robi przystanków w walce o mistrza. Wczorajsze spotkanie było arcyważne w kontekście dzisiejszego finału z MPS Volley. Plan na poniedziałkowy wieczór był jasny dla ‘Pomarańczowych’ – nie zadowolą się niczym poza kompletem punktów. Mimo, że rywal nie stawił się swoim pierwszym garniturem to na początku spotkania nie było widać różnicy poziomów. Beemka dzielnie stawiała czoło faworyzowanej ekipie. Zaskakujący był występ Jacka Patoły na przyjęciu, bo nie dość, że świetnie szło mu w ataku to jeszcze dokładał do tego rewelacyjny blok oraz zagrywkę. W tym secie świetnie wyglądała obrona ‘Różowych’, ale nie ma się co dziwić, skoro w drugiej linii uwijało się aż dwóch nominalnych libero. Beemka wszystko mogła, a nic nie musiała. Nie musiała też wypuścić z rąk wygranego seta… Przy stanie 20-15 zanosiło się na ogromną niespodziankę, biorąc pod uwagę okoliczności spotkania. Gracze Daniela Podgórskiego nie przewidzieli jednak, że na zagrywce stanie ich kat i egzekutor – Bartosz Sobstyl. Dosłownie nie byli w stanie w poprawny sposób przyjąć i CTO dokonało rzeczy na pozór niemożliwej, wygrywając 22-20. Drugi oraz trzeci set potoczyły się już tak, jak tego oczekiwaliśmy od początku. CTO najpierw położyło rywala na łopatki (21-15), a następnie zmiażdżyło bez litości (21-9). W ogólnym rozrachunku wykonali więc co do nich należało. Historia nie ocenia zwycięzców zatem mimo, że ten pierwszy set mógł pozostawić po sobie pewien niesmak to jednak już jutro nikt nie będzie o nim pamiętał. Najważniejszy dla CTO jest fakt, że udało im się uciec spod topora i wykonać założony plan w stu procentach.
Challengers – DSGSA 3-0 (21-18; 21-13; 21-14)
Ileż to w obecnej kampanii było tekstów o tym, że Challengersi zawiedli na całej linii, że w porównaniu do potężnej ekipy DSGSA, to team Wojciecha Lewińskiego zaprezentował się bardzo słabo. Że gracze w różowo-niebieskich strojach mogliby się uczyć od tych w bordowych. Oj, po takim meczu to Challengersi mogą jednak czuć niedosyt z tego co działo się w obecnym sezonie. Po bardzo wyrównanej pierwszej części seta, po której mieliśmy remis 10-10, mieliśmy okres gry, w którym po obu stronach siatki nie brakowało nieco chaosu. Lepiej w tej sytuacji odnaleźli się gracze ex-drugoligowca, którzy pod koniec meczu wysunęli się na nieznaczne prowadzenie i w konsekwencji, wygrali seta do 18. Środkowa partia rozpoczęła się od bloku bardzo dobrze dysponowanego w poniedziałkowy wieczór Mateusza Landsberga. W dalszej części, Challengersi, którzy grali na luzie wysunęli się na prowadzenie 11-4 i w konsekwencji, nie mieli już problemu z ograniem rywala, tym razem do 13. Finałowy set to kontynuacja świetnej gry Challengersów i niestety dla DSGSA – bardzo miernej postawy 'Bordowych’. Nie ma co ukrywać, że jeśli team Michała Farona zaprezentuje w meczu barażowym taką formę, to mogą oni mieć potężny problem z tym by awansować do drugiej ligi. Wracając do meczu, już na początku zarysowała sie przewaga Challengersów na co niewątpliwy wpływ miała świetna postawa najmłodszych graczy w drużynie – Mateusza Landsberga, oraz obchodzącego siedemnaste urodziny Mateusza Skierkowskiego. Finalnie underdog spotkania wygrał za komplet punktów co jest z pewnością miłym akcentem zakończenia sezonu Wiosna’26.
Flota Active Team – BL Volley 3-0 (21-6; 21-13; 21-19)
No, nie dawaliśmy zbyt wielkich szans drużynie BL Volley na wygranie ostatniego spotkania w sezonie. Rywalem drużyny Wojciecha Strychalskiego była bowiem ekipa Floty Active Team, której można zarzucić naprawdę bardzo wiele, ale akurat tego, że odpuszczą 'mecz o pietruszkę’, to nie napiszemy nigdy. Było wiadomo, że potraktują te spotkanie bardzo serio i stawią się szerokim składem. Choć team Mateusza Iwana był wyraźnym faworytem starcia, to jednak nie spodziewaliśmy się aż takiego lania, jakie 'Flociarze’ zafundowali swoim rywalom. Zaczęło się w sumie dość niewinnie. Ot – subtelna przewaga faworyta (8-5). Z czasem faworyt podręcił jednak maszynę na wyższe obroty i nim się obejrzeliśmy, było już 14-5. Choć po chwili BL zdołał zrobić przejście to do końca seta, nie zdołali zdobyć choćby jednego oczka. Nieźle. W drugim secie scenariusz był bardzo podobny, z tym tylko, że BL prezentował się już nieco lepiej niż w premierowej odsłonie, o co akurat nie było zbyt trudno. Mimo to – nie zdołali oni przeciwstawić się rywalowi, który zdemolował ich na zagrywce. Toż to Redakcja z zielonym temblakiem przyjmowała znacznie lepiej i wówczas – przewaga rywali nie urosłaby tak szybko (16-9 -> 21-13). W finałowym secie, rywal Floty zagrał wreszcie Bez Lęku i od samego początku, aż do wyniku 16-16 oglądało się to naprawdę przyjemnie. Z czasem więcej zimnej krwi zachowali jednak gracze Floty, którzy wygrali tę partię do 19, a cały mecz 3-0. Czy jesteśmy tym jakkolwiek zaskoczeni? Absolutnie nie.
Szach-Mat – Fux Pępowo 1-2 (21-17; 17-21; 10-21)
To jest niewiarygodna sytuacja. Do meczu z 'Szachistami’ zespół z Pępowa przystępował z ogromnymi nadziejami na komplet punktów, które w ostatecznym rozrachunku miały mu zapewnić utrzymanie w lidze. Czysto teoretycznie była na to bardzo duża szansa, bo rywalem 'Koniczynek’ była w poniedziałkowy wieczór drużyna z ostatniego miejsca w ligowej tabeli – Szach-Mat. Jakby tego było mało, 'Szachiści’ uskarżali się w poniedziałek na braki kadrowe. Mimo to właśnie gracze Dawida Kołodzieja lepiej rozpoczęli spotkanie. Na boisku można było zaobserwować 'klasykę gatunku’. Choć Fux był faworytem, to presja związana z koniecznością odniesienia zwycięstwa wyraźnie mu nie pomagała, a wręcz przeciwnie. Działało to też w drugą stronę, ponieważ niemający nic do stracenia gracze Szach-Matu zaprezentowali się naprawdę nieźle i w konsekwencji wygrali premierowego seta do 17. Jak miało się okazać później, to bardzo skomplikowało sytuację drużyny Dominika Szadacha. W drugiej partii rywalizacji gracze z Pępowa wreszcie się ogarnęli i ostatecznie wygrali do 17. Bardzo ważny z ich perspektywy okazał się jednak trzeci set, w którym Fux walczył nie tylko o meczowe zwycięstwo, ale również o jak najlepszy bilans małych punktów. Tutaj warto drużynę pochwalić, bo dokonała czegoś naprawdę wielkiego. Jak się później okazało, wygrana do 10, a nie np. 12 sprawiła, że zespół z Pępowa znalazł się w tabeli nad Speednetem. Dziś wieczorem swój mecz rozegrają jeszcze gracze Tufi Team, ale już teraz wiadomo, że w najgorszym wypadku Fux uniknie bezpośredniego spadku i zagra w meczu barażowym.
Merkury – Speednet 1-2 (19-21; 25-23; 20-22)
W poniedziałkowym spotkaniu obie drużyny walczyły o coś. Speednet o utrzymanie w pierwszej lidze, a Merkury o zachowanie twarzy po rozczarowującym sezonie. Zawodnicy Piotra Peplińskiego zanotowali świetne otwarcie spotkania. Po chwili jednak ‘Różowi’ podgonili wynik i zaczęli wysuwać się na prowadzenie. W tej odsłonie zdecydowanie lepiej prezentowali się w bloku i na zagrywce, na której bardzo mocno ryzykowali, z dużym powodzeniem. ‘Niebiescy’ doprowadzili do wyrównania w końcówce (19-19) i w tym momencie mogło wydarzyć się wszystko. A wydarzyły się dwa bloki Adama Saidowskiego i Speednet z szerokimi uśmiechami zmieniał strony boiska. W drugim secie jeszcze chyba oszołomiony Merkury od pierwszych piłek zaczął zbierać ostre cięgi od rywala i przy stanie 3-0 wzięli czas, który przyniósł skuteczne otrzeźwienie. Szybkie wyrównanie i już po chwili to oni wysunęli się na prowadzenie, które w tym secie zmieniało się co chwilę. Końcówka była grana na przewagi i tym razem to Merkury wrócił z tarczą (25-23). Ostatnia odsłona decydowała zatem o wszystkim i tym razem również do samego końca nie było wiadomo komu uda się zwyciężyć. Sztuka ta udała się ekipie Speednetu (22-20). Chwilę wcześniej na sąsiednim boisku ich bezpośredni rywal w walce o utrzymanie – Fux Pępowo wygrał 2-1 z Szach-Matem i z trybun zawodnicy mocno dopingowali drużynę Merkurego. Speednet opuszczał halę z myślą, że wykonali swoją robotę wygrywając spotkanie, a tymczasem los miał dla nich inny plan. Podróż do piekła w tym przypadku prowadziła przez niebo. Finalnie, Fux wyprzedził ich o JEDEN MAŁY PUNKT. Przez wzgląd na fakt, że akurat tego wieczoru pojawił się problem z aplikacją do liczenia punktów na meczu Fux – Szach-Mat, część zawodników Speednetu dowiedziała się o zaistniałej sytuacji dopiero rano. Przykra niespodzianka.
Złomowiec Gdańsk – HANDLUWA 2-1 (21-19; 21-15; 13-21)
Pamiętacie, jak w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy, że Handluwa ma jeszcze szansę na odmienienie swojego – nieuchronnego zdawałoby się – losu? Cóż, początek spotkania mógł podsycić pragnienia pozostania w drugiej lidze. Na starcie meczu, po atakach Macieja Manisty oraz Łukasza Dębskiego, Handluwa wysunęła się na prowadzenie 10-4! Z czasem zespół zaczął popełniać jednak sporo błędów, w konsekwencji czego gra nieco się wyrównała (14-13). Już po chwili team Dawida Gałki poszedł za ciosem i ostatecznie wygrał seta do 19, co było jednoznaczne ze spadkiem Handluwy, na który zanosiło się zresztą od wielu spotkań. W drugiej partii Złomowiec pokazał to, czego nie potrafili zaprezentować gracze Handluwy – kiedy prowadzi się z rywalem w stosunku 10-5, to koniec końców trochę wstyd przegrać. Trzeci set? Trudno było nie odnieść wrażenia, że Złomowiec nieco odpuścił. Tak jak wspominaliśmy w zapowiedziach, niebawem zmierzą się oni w meczu barażowym z DSGSA i wcale nie muszą być tam faworytem. W połowie trzeciej odsłony zespół Złomowca złapał klasycznego i charakterystycznego dla siebie laga. Kiedy w niego wpadają, tracą po kilka punktów z rzędu i przez długie fragmenty nie potrafią wrócić do właściwego rytmu. Już po chwili na tablicy pojawił się wynik 17-9, co było jednoznaczne z wygraniem seta przez rywali.
„przykra niespodzianka” – rozbudziło lepiej niż kawa 🙂