MATCHDAY #36

Za nami wtorkowa seria gier, w której pomimo porażki, awans do drugiej ligi zapewniła sobie drużyna Dream Volley. Na brak emocji nie mogliśmy narzekać również w starciu na szczycie drugiej ligi, gdzie gracze Inter Marine Masters rozbili za komplet punktów niepokonaną do tej pory ekipę Eko-Hurtu. Zapraszamy na podsumowanie!

Tiger Team – Craftvena 2-1 (19-21; 21-15; 21-19)

Trudno opisać, jak ważne dla obu drużyn było to spotkanie. Biorąc pod uwagę dyspozycję obu drużyn w ostatnim czasie, nieco więcej szans na triumf dawaliśmy ‘Rzemieślnikom’, którzy w ostatnim czasie rozbili innego z faworytów do awansu – Chilli Amigos. W tym samym czasie, spotkanie w zawstydzającym stylu z VB Inter-Grahen Sulmin przegrała ekipa Tiger Team. Jak to Inter Marine SL3 bardzo często bywa, dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery. Już na początku spotkania widać było, że Tiger Team jest znacznie lepiej dysponowany niż jeszcze kilka dni wcześniej. Mimo to, Craftvena rozpoczęła od prowadzenia 10-6. Z czasem gra obu drużyn się wyrównała i na półmetku seta mieliśmy remis po 12. Walka ‘łeb w łeb’ trwała aż do stanu po 19, gdzie kluczowymi akcjami na wagę pierwszego punktu w meczu popisał się będący w świetnej dyspozycji Maciej Tyryłło (21-19). W drugim secie rywalizacji zespół ‘Tygrysów’ wziął się wreszcie w garść i po świetnym początku wysunął się na prowadzenie 8-3. Choć wynik całego seta tego nie odzwierciedla, to było to absolutnie jednostronne widowisko, w którym Tiger wysunął się na bardzo duże prowadzenie i zwolnił dopiero w końcówce, gdy nie musiał już narzucać szaleńczego tempa (21-15). Odnieśliśmy nawet wrażenie, że obie drużyny zdały sobie już sprawę z tego, że mecz zakończy się podziałem punktów i przygotowywały się już na finałową partię. Ostatni set rozpoczął się lepiej dla Craftveny. Po kilku punktach z rzędu Jędrzeja Szadejko, ‘Rzemieślnicy’ wysunęli się bowiem na prowadzenie 8-5. Z czasem sytuacja się jednak diametralnie zmieniła i po atakach duetu Sadowski–Maszner, Tiger wysunął się na prowadzenie 18-17, a następnie – cieszyli się po chwili z drugiego punktu w meczu. Brawo!

Hapag-Lloyd – Only Spikes 0-3 (15-21; 16-21; 10-21)

Mamy trochę mieszane odczucia po wczorajszym spotkaniu. Co prawda ekipa Only Spikes była wskazywana jako murowany faworyt, ale jednak wiele osób liczyło na to, że ‘Pomarańczowi’ bardziej się postawią, a nawet ugrają jakiś punkt. Hapag ogólnie niby wszystko robi dobrze, ale w akcjach brakuje im tej przysłowiowej wisienki na torcie. Gdzieś zawsze muszą się pomylić. Jak obrona się uda to zepsują rozegranie albo nikt nie ruszy do piłki na kontrze. Czyli z zewnątrz ich gra wygląda na naprawdę dobrze poukładaną, ale jest ten jeden pierwiastek, który psuje cały odbiór. To jak w tej sytuacji, gdy znajdujesz coś brązowego leżącego na dywanie i wygląda jak czekoladka, a jednak okazuje się, ze to gówno. Takimi wpadkami właśnie zaprzepaścili swoje szanse w tym meczu, bo rywal był tego dnia do ugryzienia. Pierwszy set bez większego wstydu dla drużyny ‘Pomarańczowych’, choć cieszyć się też za bardzo nie mieli z czego, bo przeciwnik jednak nie zalicza się do ligowej topki i gdyby Hapag wzmocnił skuteczność byliby w stanie nawiązać równą walkę. Only Spikes od połowy partii docisnęli pedał gazu i wygrali 21-15. Druga odsłona miała dość podobny scenariusz – pierwsza połowa wyrównana, a później odjazd i na tablicy wyników 21-16. W ostatnim secie już na samym początku coś siadło w grze ekipy prowadzonej przez Sebastiana Miąsko i ‘Żółci’ dosłownie zmietli ich z planszy (21-10). Only Spikes pokazali się świetnie w kilku elementach, a najbardziej w bloku, którym zdobyli aż siedem punktów. MVP spotkania Mateusz Czerniawski zafundował przeciwnikom w tym aspekcie istną jesień średniowiecza. Na pochwałę zasłużył z kolei libero drużyny Hapag-Lloyd Paweł Janusiewicz. Jego strefa była praktycznie niedostępna dla rywala jeśli chodzi o skończenie ataku. Niewiele to im jednak dało w kontekście całego spotkania. Dla ‘Pomarańczowych’ był to ostatni mecz w sezonie, jako druga ekipa zakończyli zmagania w tej edycji. Nie zawojowali w tym sezonie za wiele i jest to gorycz, z którą będą musieli żyć aż do edycji Jesień’26.

Flota TGD Team – Stay Win 2-1 (21-12; 13-21; 21-17)

W zapowiedziach przedmeczowych zwracaliśmy uwagę na terminarz, który mają do końca sezonu drużyny walczące o utrzymanie w trzeciej lidze. Spośród drużyn balansujących pomiędzy bezpiecznym utrzymaniem a bezpośrednim spadkiem znajduje się również ekipa Stay Win i w naszej ocenie to właśnie oni mieli najtrudniejszy terminarz do końca sezonu. Podczas gdy inni mieli rywalizować z drużynami z dołu ligowej tabeli, Stay Win musiał walczyć z Flotą TGD Team oraz Audiofonem Karczemki. Już pierwszy set spotkania pokazał, że nikt tu nie zamierza ‘Hotelarzom’ ułatwiać utrzymania. Choć na początku gracze Stay Win rozpoczęli bez jakichkolwiek kompleksów i to się opłaciło (10-8), to po chwili oglądaliśmy lawinę błędów, nieporozumień oraz niedociągnięć z ich strony. Efekt? Już po chwili Flota prowadziła 15-11. Na kryzysowy moment ekipa Stay Win nie zareagowała w zasadzie w żaden sposób i już po chwili Flota TGD Team cieszyła się z pierwszego punktu w meczu. Punkt – kto wie czy nie zapewniający utrzymanie w lidze – ekipa Stay Win zdobyła w drugim secie rywalizacji. Już na półmetku seta, po skutecznych akcjach kapitana Stay Win – Tomasza Bobcowa, wysunęli się oni na prowadzenie 12-7. Choć gra ‘Hotelarzy’ w tej partii była wyraźnie lepsza, to trudno nie wspomnieć, że do takiego, a nie innego wyniku gracze Karoliny Kirszensztein się wyraźnie przyczynili. Oj, sporo tam było baboli (21-13). Wyraźnie lepiej gracze Floty wyglądali w finałowej partii, którą rozpoczęli od prowadzenia 9-5, czym skutecznie ostudzili zapały rywali. Ostatecznie Flota wygrała finałową partię do 17, a ekipa Stay Win wciąż musi drżeć o utrzymanie. Oj, będzie jeszcze ciekawie.

Dream Volley – DSGSA 1-2 (21-14; 17-21; 15-21)

Sami nie wiemy, jak oceniać drużynę Dream Volley po wczorajszym starciu. Z jednej strony team, zdobywając jeden punkt w rywalizacji z bezpośrednim rywalem w walce o drugą ligę, zapewnił sobie w zasadzie awans. Dziś scenariusz, w którym DSGSA zdołałoby wyprzedzić na finiszu Marzycieli, jest już tylko matematyczną ciekawostką. Tu mimo wszystko drużynie Dream Volley gratulujemy — koniec końców osiągnęli swój cel na sezon, i to pomimo że w większości spotkań mieli olbrzymie problemy kadrowe, również wczoraj wieczorem. Jest też druga strona medalu, ta zdecydowanie gorsza, bo lider trzeciej ligi drastycznie zmniejszył wczoraj szansę na tytuł mistrzowski. Tuż za nimi, ze stratą jednego punktu, czai się bowiem ekipa Team Spontan, która dziś wieczorem zmierzy się z przeżywającą spore problemy ekipą Challengers. Jeśli wszystko potoczy się po myśli Spontanocznych i wygrają spotkanie w stosunku 3-0, to wypracują sobie bufor dwóch punktów przewagi nad Marzycielami i w ostatnim spotkaniu sezonu nawet porażka 1-2 zapewni im trzecioligowe złoto. Na koniec warto wspomnieć również o ekipie DSGSA, która jest już o włos od zapewnienia sobie medali. Choć szansa na złoto oraz srebro jest już iluzoryczna, to jednak po wczorajszym zwycięstwie równie mało prawdopodobne oceniamy to, że ktoś miałby ich na finiszu wyprzedzić. Biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu team walczył o punkty ligowe z Hapag-Lloyd czy TKKF Flotą, a niebawem powalczy w meczu barażowym, mówimy tu o naprawdę wielkiej rzeczy. Dodatkowo, co nie jest bez znaczenia, sfera mentalna po zwycięstwie z świeżo upieczonym mistrzem wskoczyła na dość wysoki level — brawo.

Inter Marine Masters – EKO-HURT 3-0 (21-16; 21-10; 21-19)

Wraz z wczorajszą porażką ekipy Eko-Hurt padł ostatni niepokonany bastion we wszystkich ligach w obecnej edycji. Hurtownicy być może zaprzepaścili tym samym szanse na awans. W samej końcówce sezonu, kiedy trzeba zaprezentować jak najlepszą formę, oni nie dowieźli. Nie ukrywamy, że jest to ogromne rozczarowanie, bo jednak oczekiwania były spore. Co do przebiegu samego spotkania to zaczęło się ono w świetnym stylu. Obie drużyny weszły od razu na bardzo wysoki poziom, zarówno jeśli chodzi o jakość akcji jak i o koncentrację. Od połowy pierwszego seta coś się zaczęło jednak psuć w grze Eko-Hurtu, coraz więcej niedokładności i finalnie przegrali 16-21. Druga partia to istny popis kunsztu siatkarskiego Inter-Marine, a z drugiej strony równia pochyła. Eko-Hurt postanowił zaprezentować bardzo szeroki wachlarz umiejętności popełniania błędów wszelakich. Choć bardzo się starali nie potrafili nic poprawić w swojej grze, a wynik mówi sam za siebie: 21-10. Wyglądało to tak, jakby grali w Jengę i Mastersi wyciągnęli klocek podtrzymujący całą konstrukcję gry Hurtowników. Siadło przyjęcie, siadła skuteczność w ataku. Dosłownie wszystko się posypało. Eko-Hurt obsrał zbroję i nie ma się z tym co kłócić. Dość wymownym podsumowaniem tego seta była sytuacja, w której po zmianie stron zawodnicy Inter-Marine znaleźli porzucone majtki któregoś z przeciwników. W trzeciej partii udało się graczom Pawła Dawczaka co nieco poprawić i już nie było aż takiego wstydu. Demonów jednak nie udało się odegnać do końca i polegli w końcówce 21-19, trochę na własne życzenie. Dla ekipy Masters czapki z głów. Jeszcze w poprzednim sezonie bronili się przed spadkiem. Od długiego czasu nie widzieliśmy takiego progresu na lidze. Do niedawna mówiło się o awansie tej drużyny w ramach ciekawostki, a teraz faktycznie cel jest w zasięgu. Zakulisowo kapitan Inter Marine był bardzo pewny siebie i podkreślał, że interesuje ich bezpośredni awans, a nie gra w barażach. Jak widać jednak zuchwałość popłaca. Dzisiaj czeka ich decydujący finał z ekipą Old Boys.

Flota TGD Team – Audiofon Karczemki 2-1 (21-18; 18-21; 22-20)

Walić chronologię, zaczniemy od końca. Flota TGD Team wygrała wczoraj spotkanie z Audiofonem Karczemki i zdobyła przy tym dwa punkty. To, nad czym się aktualnie zastanawiamy, to czy w drużynie pojawiły się już pierwsze myśli w stylu 'a co by było, gdyby nie przespany początek?’ albo 'a co by było, gdybyśmy nie tracili tak setów?’. No bo powiedzmy sobie szczerze – po dwóch zwycięstwach we wtorkowy wieczór ratio Floty TGD Team prezentuje się rewelacyjnie. Osiem zwycięstw i cztery porażki to wynik lepszy niż w poprzednim sezonie, w którym Flota na ogół była chwalona. Do pewnego momentu sezonu wydawało nam się, że w taki sposób to my będziemy chwalili, ale Audiofon Karczemki. Tu nie ma się co przesadnie dziwić. Team Pawła Urbaniaka rozpoczął bowiem sezon od pięciu zwycięstw w siedmiu spotkaniach. Z ich perspektywy powinni się cieszyć, że udało się wówczas zdobyć sporą liczbę punktów, bo patrząc na to, jak prezentuje się team od kilku tygodni, można mieć do nich pretensje. Uwaga – pięć ostatnich spotkań Audiofonu to… pięć porażek, w których uciułali oni cztery na piętnaście możliwych punktów. A samo wtorkowe spotkanie? Po problemach Floty z przyjęciem zagrywki rywali przegrywali oni 13-16. Mimo to – po chwili zdołali wrócić do gry, czemu walnie przyczynił się swoimi blokami Paweł Połaniecki (21-18). Środkowa partia to coś w rodzaju lustrzanego odbicia. Tym razem to Flota TGD Team prowadziła 13-11, a mimo to nie potrafiła dowieźć prowadzenia do końca. Ostatni set był jednocześnie tym najciekawszym. Po wyrównanym fragmencie jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się gracze Floty (16-12). Choć po punktach Roberta Mielewczyka oraz Michała Markiewicza zespół z Karczemek zdołał wyrównać (18-18), to ostatnie słowo należało do Floty TGD Team, która we wtorkowy wieczór ustrzeliła dublet – brawo!

Speednet – Fux Pępowo 2-1 (21-18; 15-21; 21-17)

Rany, ale sytuacja w grupie spadkowej pierwszej ligi zrobiła nam się ciekawa. Pamiętacie jak wczoraj rano w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o tym, że choć sytuacja Fuxa zdaje się być kapitalna, to tylko dwa kroki dzielą ich od tego, by zrobiło się koszmarnie? No – to pierwszy ze wspomnianych kroków, Fux ma już za sobą. Choć w rundzie zasadniczej zespół Dominika Szadacha zdołał ograć ‘Programistów’, to ci – wzięli wczoraj rewanż. Dość istotnym dla losów spotkania był debiut w Speednecie Marcina Radziewicza, który choć był wpisany od początku sezonu, to nie miał jeszcze okazji zagrać. Jak już to jednak zrobił, stał się najlepszym graczem spotkania. Pierwszy set rywalizacji to bardzo wyrównana gra, która zaprowadziła nas do stanu po 15. W kluczowym dla losów seta momencie, Fux popełnił dwa błędy, po których ‘Programiści’ wysunęli się na prowadzenie 19-17 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-18). W środkowej odsłonie mieliśmy zwrot akcji. Podobnie jednak jak w pierwszej odsłonie, rozpoczęliśmy od wyrównanej gry (10-10). Z czasem po kolejnych w obecnym sezonie blokach Patryka Bruchmanna, Fux wysunął się na prowadzenie 16-11 i tym razem to oni cieszyli się z wygranej seta do 15. W końcówce seta nastąpiła jeszcze gierka psychologiczna drużyny z Pępowa, która wzięła dwa czasy z rzędu, co umówmy się – nie jest zbyt częstym obrazkiem. Po wyrównanym początku seta, kluczowym momentem były trzy punkty Łukasza Żurawskiego, po których Speednet wysunął się na prowadzenie 14-9. Choć w końcówce Fux próbował jeszcze naprawić przespany fragment, to na nic się to zdało, a z bardzo ważnego punktu, cieszyli się ostatecznie gracze Speednetu (21-17).

Bayer Gdańsk – DHP Oliwa 1-2 (25-27; 14-21; 21-18)

Oliwa była w ostatnim czasie krytykowana za frekwencję i jak widać nic się nie zmieniło, ponieważ na mecz stawili się w szóstkę. Nie przeszkodziło im to jednak, aby godnie się zaprezentować na tle Bayeru, który wygląda jakby był już zmęczony obecną edycją i chciał ją jak najszybciej mieć z głowy. Od początku spotkania było czuć, że nie ma ono ciężaru gatunkowego. Obie ekipy mają zagwarantowane utrzymanie i nie walczą o żadne cele. Mecz miał więc mocno sparingową atmosferę. Pierwszy set był niezwykle wyrównany. Bayer miał już w górze nawet piłkę setową, ale wyglądało to jakby żadna z ekip tak bardzo nie chciała wygrać, że aż bili się na przewagi. Nikt nie chciał postawić przysłowiowej kropki nad ‘i’. Jest taka zabawa ruchowa dla dzieci – ‘piłka parzy’ i mieliśmy wrażenie, że właśnie w nią zamiast w siatkówkę zaczęli grać zawodnicy obu drużyn. Emocje jak na grzybach. W końcu, po dwóch błędach własnych ekipy ‘Niebieskich’ Oliwa wygrała partię 27-25. Drugi set to wręcz fatalne rozpoczęcie Bayeru i staczanie się coraz bardziej (2-9, 5-12, 10-17). W pewnym momencie wydawało się, że Oliwa tak dobrze się bawi w tej odsłonie, że zaraz rywal ich dogoni, jednak w porę zapanowali nad sytuacją i wygrali 21-14. Igor Galiński zaprezentował się jako mistrz blokowania jedną ręką oraz przypadkowych obron. Piłka sama się od niego odbijała w najróżniejszy sposób i wyglądało to tak, jakby wręcz go szukała na boisku, co również wywoływało wiele wesołości w szeregach Oliwy. Trzeci set, dla odmiany od poprzednich, zaczął się lepiej dla ekipy Bayeru, który wyrobił sobie już na początku kilkupunktową przewagę. Mimo, że Oliwa nadgoniła w końcówce, nie udało się jednak wykrzesać już nic więcej i finalnie set zakończył się wynikiem 18-21, a cały mecz 2-1.

Speedway AWKS – Staltest Pomorze 1-2 (20-22; 21-15; 13-21)

No dobra. Wczoraj wieczorem poznaliśmy oficjalnie pierwszego spadkowicza z trzeciej ligi i jest nim ekipa Speedway AWKS. Przez wiele tygodni pisaliśmy, że taki będzie epilog tej historii i choć zespół Mateusza Bojke wskoczył w ostatnim czasie na zauważalnie wyższy poziom, to nie był już w stanie odwrócić nieuchronnego losu. Ich spadek przypieczętowała we wtorek drużyna Staltestu Pomorze, która również znajduje się w katastrofalnym położeniu, niemniej jednak – po wygranej, szanse na utrzymanie nieco wzrosły. Na jedną kolejkę przed końcem ligowych zmagań, Staltest ma na swoim koncie dwanaście punktów i w perspektywie – mecz o życie z Sharksami. Problem Staltestu polega jednak na tym, że 'Rekiny’ nie dość, że mają jeden punkt więcej, to na dodatek – rozegrali oni o jedno spotkanie mniej. Gdybyśmy mieli oszacować, na ile procent Staltestowi uda się utrzymać, to byłoby to około pięciu. Choć nie jest to dużo, to mogło być jeszcze mniej. W pierwszym secie rywalizacji Staltest znalazł się bowiem w prawdziwych tarapatach i pod koniec seta to beniaminek wysunął się na prowadzenie 19-17. Po chwili skuteczną grą popisali się jednak gracze Arkadiusza Kozłowskiego, którzy najpierw doprowadzili do wyrównania po 19, a następnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę (22-20). W środkowej odsłonie team nie poszedł jednak za ciosem. Już na początku popełnili kilka błędów, po których prowadzenie objęła ekipa AWKS (4-0). Z czasem gra się wyrównała (10-10), ale druga część seta przebiegła pod dyktando 'żółto-czarnych’, którzy wygrali do 15, a w meczu doprowadzili do stanu 1-1. Finałowa partia to wyraźna przewaga Staltestu, który z perspektywy całego meczu może mieć spory niedosyt. Wynik 2-1 w naszej ocenie niewiele im daje.

One comment

Join the Conversation

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.