Za nami poniedziałkowa seria gier, w której bardzo ważne zwycięstwa zanotowały drużyny MPS Volley oraz Old Boys. Dodatkowo – w czwartoligowym hicie zespół Chilli Amigos okazał się mocniejszy od Remedios Sopot Ortopedia. Zapraszamy na podsumowanie!
Challengers – Kraken 1-2 (21-13; 22-24; 14-21)
No dobra – do poniedziałkowego wieczoru zespół Challengers mógł jeszcze mieć nadzieje na to, że zdoła ‘rzutem na taśmę’ załapać się do pociągu, który odjeżdża do drugiej ligi. Aby tak się jednak stało, team Wojciecha Lewińskiego musiał jednak zacząć coś punktować. W naszym odczuciu wczorajsza okazja do tego była wyśmienita. Rywalem drużyny była bowiem ekipa Krakena, którego w obecnej kampanii dość mocno krytykowaliśmy. Na początku spotkania faworyt prezentował się ‘tak, jak należy’. Od samego początku meczu Challengersi grali o dwie klasy lepiej w niemal każdym elemencie rzemiosła. Rany – ileż tam było błędów w wykonaniu Krakena. W momencie, kiedy na zagrywce stanął Mateusz Kuchciński, Challengersi wysunęli się na prowadzenie 15-6, a to w sposób oczywisty ustawiło dalszą część seta (21-13). Przebudzenie Krakena nastąpiło wraz z rozpoczęciem środkowej partii, gdzie po bloku Jakuba Wałdocha ‘Bestia’ wysunęła się na prowadzenie 6-2. W dalszej części seta Kraken, po atakach świetnie dysponowanego Volodymyra Krolenko, prowadził 16-13. W końcówce nieustępliwi Challengersi zdołali doprowadzić do wyrównania po 20, ale po punktach Dmytro Hurtovyia oraz Radosława Trzcianowskiego Kraken cieszył się z wyrównania w setach (24-22). W trzecim secie wydarzyło się coś, czego nie do końca się spodziewaliśmy. Mianowicie – od samego początku Kraken był stroną dominującą i po ataku Jakuba Wałdocha wysunął się na prowadzenie 13-9. W końcówce ‘Bestia’ okazała się nieokiełznana i finalnie wygrała seta do 14, a cały mecz 2-1, zapewniając sobie tym samym utrzymanie. Brawo!
ME Sulmin Volley – TKKF Flota 2-1 (17-21; 21-8; 21-15)
Spotkanie sąsiadów z ligowej tabeli, w którym faworytem i to wyraźnym była w naszych oczach drużyna ME Sulmin Volley. Początek spotkania był jednak dość zaskakujący i to zespół TKKF Flota rozpoczął je lepiej. Chwilę po rozpoczęciu seta prowadzili oni 6-3. Z czasem – głównie za sprawą ataków Kacpra Menczykowskiego oraz sporej liczby błędów rywali – ME Sulmin Volley wysunął się na prowadzenie 14-10 i wydawał się na doskonałej drodze do pierwszego punktu w meczu. W dalszej części seta, po świetnych akcjach Kamila Zielińskiego oraz Jakuba Rybki, Flota zdołała odwrócić niekorzystną dla siebie sytuację i w czasie, gdy rywale zdobyli jeden punkt, Flota zdobyła ich aż… osiem (18-15). Tak długi przestój nie mógł po prostu przejść bez konsekwencji (21-17). Przegrana w pierwszym secie wyzwoliła w graczach z Sulmina sportową złość. Już na początku seta zawodnicy w czarnych trykotach wysunęli się na prowadzenie 11-3, na które team skutecznymi atakami wyprowadził najmłodszy zawodnik w kadrze – Aleksander Kwiatkowski. W dalszej części ME Sulmin Volley nie zwalniał tempa i w konsekwencji ich rywal nie był w stanie pokusić się o dwucyfrowy dorobek punktowy (21-8). O zwycięstwie musiał zadecydować zatem trzeci set, który do pewnego momentu był bardzo wyrównany (10-10). W kluczowym momencie ‘różnicę’ zrobił najlepszy gracz spotkania – Aleksander Kwiatkowski, po którego atakach ‘Czarni’ wysunęli się na prowadzenie 13-11. Dalsza część seta to kilka błędów ‘Flociarzy’, po których ME Sulmin Volley mógł świętować czwarte zwycięstwo w sezonie (21-15).
Volley Gdańsk – Old Boys 1-2 (14-21; 21-19; 16-21)
Ojojoj, choć w ostatnich tygodniach nieśmiało wspominaliśmy o tym, że zespół Old Boys może włączyć się w walkę o awans, to jednak bardzo wiele osób poddawało to w wątpliwość. I faktycznie miały ku temu podstawy. Dobrze prezentowała się bowiem ekipa Inter Marine Masters, a na dodatek – Old Boysi mieli w perspektywie trudne spotkania – między innymi te poniedziałkowe. Owszem, równając się liczbą rozegranych spotkań z ‘Mastersami’, zespół Old Boys miał szanse zniwelować stratę. Z drugiej strony – mało kto w poniedziałkowy wieczór na nich stawiał. Początek rywalizacji to jednak miażdżąca przewaga drużyny Bartłomieja Kniecia. Rany, co to był za poziom. Tak drużyna Volley Gdańsk nie była tłamszona nawet, kiedy spadała z pierwszej ligi. Zanim się obejrzeliśmy, gracze w białych trykotach prowadzili już… 11-2! Z czasem Volley zaczął podnosić się z kolan, ale umówmy się – była to raczej próba uniknięcia jakiejś kompromitującej wpadki, co finalnie im się udało. Czternaście oczek po tak dramatycznym początku to wynik okej. Prawdziwe przebudzenie ‘żółto-czarnych’ nastąpiło jednak w środkowej odsłonie, gdzie po punkcie Illyi Yehoshyna Volley wysunął się na skromne prowadzenie (11-9). W dalszej części seta – głównie za sprawą świetnie dysponowanego ex-gracza Volleya, Mikołaja Boguckiego – Old Boysi byli ‘pod grą’. Mimo to ostatnie słowo w secie należało do ‘żółto-czarnych’, którzy wygrali do 19. Finałowa partia to jednak kolejne problemy ze skutecznością zespołu w żółto-czarnych barwach. Już na półmetku seta team Bartłomieja Kniecia wysunął się na prowadzenie 14-8 i w dalszej części seta nie miał problemów z ograniem drużyny, która do meczu z Old Boysami mogła pochwalić się statusem niepokonanej drużyny w drugiej lidze z jedenastoma zwycięstwami z rzędu!
CTO Volley – Bossman Team 2-1 (25-23; 26-28; 21-17)
Po tym, jak zaprezentowała się w meczu z MPS-em drużyna Bossmana, nie spodziewaliśmy się, że team Jakuba Kłobuckiego będzie w stanie postawić się faworyzowanej ekipie CTO. Dodatkowym argumentem popierającym naszą tezę były historyczne występy obu drużyn. Zwracaliśmy na nią uwagę w zapowiedzi przedmeczowej, ale z żadną inną drużyną w lidze Bossman nie ma równie parszywego bilansu jak z CTO Volley. W końcówce pierwszego seta wszystko wskazywało na to, że to Bossman zdoła przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Po bardzo dobrej grze na siatce Macieja Jaskólskiego Bossman wysunął się bowiem na prowadzenie 19-16. W końcówce CTO Volley mogło jednak liczyć na duet skrzydłowych, bo zarówno Mateusz Behrendt, jak i Kacper Chmielewski, dla którego było to pierwsze spotkanie w sezonie Wiosna’26, mocno przyczynili się do tego, że to CTO cieszyło się ze zwycięstwa (25-23). W środkową partię gracze Jakuba Kłobuckiego ponownie weszli bardzo dobrze. Na półmetku gracze Jakuba Kłobuckiego prowadzili bowiem 14-11. Z czasem, po ataku powracającego do składu i to na dodatek nie na swojej pozycji Przemysława Bałdygi, Bossman prowadził 20-18. Mimo to CTO zdołało odrobić straty, a my po raz kolejny mieliśmy w głowie, ileż to szans jest w stanie zaprzepaścić drużyna w błękitnych strojach (20-20). Choć końcówka seta była gorąca, to finalnie górą wyszli gracze Bossmana, którzy wygrali tę partię do 26. Oj – porażka tego seta oraz wygrana MPS-u za komplet punktów może odbić się graczom CTO czkawką. Trzeci set rozpoczął się dla CTO Volley w wymarzony sposób. Po kilku punktach Jakuba Nowaka gracze w pomarańczowych strojach wysunęli się na prowadzenie 11-4 i w dalszej części seta nie mieli już problemu z udokumentowaniem swojej przewagi (21-17).
Tufi Team – Szach-Mat 2-1 (20-22; 21-19; 21-17)
Piszemy i mówimy o tym od dawna, ale mimo to – Szach-Mat wciąż ma matematyczne szanse na to, by się utrzymać. To, co podtrzymuje aktualnie ‘Szachistów’ przy pierwszoligowym życiu, to fakt, że nawet jeśli przegrywają oni mecze, to najczęściej zdobywają w nich po jednym punkcie. Podobny casus mamy w przypadku trzecioligowego MiszMaszu, który wygrał zaledwie dwa z jedenastu rozegranych spotkań, a nie znajduje się na miejscu bezpośredniego spadku. Początek spotkania rozpoczął się wyraźnie lepiej dla ‘Tuffików’, którzy po punkcie Pawła Szafrana wysunęli się na prowadzenie 10-7. Z czasem, mimo prowadzenia 17-14, dali oni sobie wydrzeć zwycięstwo z rąk 22-20. Końcówka pierwszego seta dawała nadzieje Szach-Matowi na ‘punkt zwrotny’ w sezonie Wiosna’26. Niestety dla nich – nie udało się po wygranej z Merkurym, nie udało się również wczoraj wieczorem. Już na półmetku seta gracze Tufi Team wysunęli się na prowadzenie 11-6. Z czasem przewaga drużyny Pawła Szafrana zaczęła jednak topnieć i kiedy pod koniec ‘Szachiści’ objęli prowadzenie 18-17, wydawało się, że końcówka podobnie jak w pierwszym secie będzie należała do nich. Po bardzo ważnych punktach Mateusza Osieckiego oraz błędach ‘Szachistów’ faworyzowana ekipa zdołała wygrać tę partię do 19 i tym samym doprowadzić do wyrównania w setach. Ostatnia odsłona to najmniej wyrównany set w meczu. Chwilę po półmetku seta po ważnych punktach Karola Sitkowskiego oraz Rafała Deptuły Tufi wysunęli się na prowadzenie 15-11, a po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu. No właśnie. Pytanie tylko, czy to jednak aby nie zbyt mało?
Remedios Sopot Ortopedia – Chilli Amigos 1-2 (15-21; 12-21; 21-17)
Czwartoligowe piekiełko nie przestaje nas zaskakiwać. Ledwie tydzień temu byliśmy skłonni nakładać na głowy graczy Remedios koronę za tytuł mistrzowski. Swoje mecze w kiepskim stylu przegrały bowiem ekipy Tiger Team oraz Chilli Amigos, a tuż po tym Remedios zdawał się być już na ostatniej prostej. Początek spotkania wyglądał jednak tak, że przypomniał nam się mecz obu drużyn z 1 października 2025 r. Wówczas również to Remedios był faworytem. Podobnie jak wtedy poniedziałkowe spotkanie rozpoczęło się od mocnego grania ‘Amigos’, którzy wykorzystali spore problemy w przyjęciu rywali i po pięciu asach serwisowych wysunęli się na prowadzenie 13-8. W dalszej części zespół ‘Amigos’ nie zwalniał tempa i niesiony świetnym dopingiem, wysunął się na prowadzenie 18-11, by już po chwili cieszyć się z pierwszego seta. Wow – to mogło się podobać. W środkowej partii zespół Chilli Amigos rozpoczął jeszcze lepiej. Nim się obejrzeliśmy, zespół Pawła Kalety prowadził już… 7-1. Po chwili lider czwartej ligi dołożył naprawdę sporą liczbę błędów w ataku, po których ‘Amigos’ wysunęli się na prowadzenie 12-5. Pod koniec tego jednostronnego widowiska mieliśmy dość ciekawą sytuację, w której o czas poprosili gracze Chilli Amigos, którzy prowadzili wówczas… 19-9. Ostatecznie team Pawła Kalety wygrał tę partię do 12, co biorąc pod uwagę przedmeczowe predykcje było dla nas jednak niespodzianką. Ostatni set to przebudzenie ‘Remediosu’, który wysunął się na prowadzenie 10-6. Choć z czasem zwycięstwo zaczęło im się wymykać z rąk i to Chilli Amigos objęli prowadzenie 12-10, to jednak ostatnie słowo należało do graczy w biało-złotych barwach. Oj, zapowiada nam się pasjonująca końcówka tego szalonego sezonu.
AIP – Bossman Team 3-0 (21-16; 24-22; 23-21)
Kojarzycie mema, który przedstawia psa w dwóch wersjach? Jednego koksa, drugiego zaszczutego? No – to właśnie tak widzimy Bossmana, bo to, co prezentowała drużyna Jakuba Kłobuckiego w rundzie zasadniczej, versus to, co widzieliśmy w grupie mistrzowskiej, to moi mili – zupełnie inny poziom. Rzadko bywa tak, że im dłużej trwa sezon, tym forma drużyny robi się coraz gorsza. Zazwyczaj jest inaczej. Tu – zaledwie dwa punkty w czterech meczach grupy mistrzowskiej to wynik… bardzo słaby. OK – trzeba uczciwie przyznać, że Bossmanowi zabrakło trochę szczęścia, bo poza pierwszym setem rywalizacji, gdzie byli tylko tłem dla rywala, prezentowali się naprawdę nieźle. Ba – w drugiej części środkowego seta po skutecznym ataku Macieja Jaskólskiego prowadzili już 17-14. Jeśli obecny sezon nas jednak czegoś nauczył, to z pewnością tego, że nie ma takiej przewagi, której Bossman nie byłby w stanie roztrwonić. Wczorajszy wieczór był pod tym kątem absolutnym ‘SOFTEM’. Kilka chwil później po zagrywce Jakuba Jetke było już 17-17 i po wyrównanej końcówce to zespół AiP cieszył się z drugiego punktu w meczu (24-22). W trzecim secie zespół Jakuba Kłobuckiego po raz kolejny stanął przed szansą na wygranie seta. Tym razem prowadzili oni 10-5, ale jak już Bossman złapie zawiechę, to chyba tylko dźwięk otwieranej puszki jest w stanie ich zbudzić. W dalszej części seta zespół AiP doprowadził do wyrównania po 13 i wówczas wiedzieliśmy już, jaki będzie epilog tej historii (23-21).
BEemka Volley – MPS Volley 0-3 (18-21; 18-21; 16-21)
Do bezpośredniego spotkania obie drużyny przystępowały z wiedzą na temat tego, jak skończył się mecz, w którym walcząca o obronę tytułu mistrzowskiego ekipa CTO mierzyła się z Bossmanem. Choć w naszych oczach faworytem byli ‘Pomarańczowi’ i finalnie wygrali oni mecz, to musieli podzielić się punktami z rywalem, co było dobrą wiadomością dla poniedziałkowych rywali. Początek spotkania to wyrównana gra, po której na kilkupunktowe prowadzenie wysunęli się gracze MPS-u (14-11). W dalszej części spokojnego jeszcze spotkania MPS prowadził grę i finalnie wygrał tę partię do 18. O spotkaniu nie da się pisać, pomijając ogromne awantury i kontrowersje, których nie brakowało. Już na początku drugiego seta wykluczony z dalszej gry w środkowej partii został zdobywca MVP poprzednich sezonów – Igor Ciemachowski. Mimo bardzo dużego osłabienia MPS zdołał odrobić stratę i ze stanu 11-13 przejść do prowadzenia 19-17, a następnie – cieszyć się z drugiego punktu w meczu. Bardzo szkoda, że po starciu topowych drużyn nie mówimy wyłącznie o aspekcie sportowym, ale trzeci set był chyba kulminacją tego, czego wolelibyśmy jednak nie oglądać. Lepiej w tym całym chaosie, który panował na parkiecie numer 2, poradzili sobie gracze MPS-u, którzy wysunęli się na prowadzenie 15-12, a następnie – cieszyli się z trzeciego punktu w meczu (21-16). Kiepskie podsumowanie? Pewnie tak, ale prawdę mówiąc – sami straciliśmy zapał. Staramy się, jak możemy, ale takie mecze jak wczorajsze i wieczne pretensje czy insynuacje skutecznie zabijają w nas jakikolwiek zapał.
BL Volley – HANDLUWA 1-2 (14-21; 21-17; 17-21)
W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że najbardziej prawdopodobnym wynikiem w poniedziałkowy wieczór będzie komplet punktów drużyny Handluwy. Taki rezultat choć minimalnie zwiększałby jednak szansę ex-pierwszoligowca na utrzymanie w drugiej klasie rozgrywkowej. Potencjalna strata choćby punktu sprawiała jednak, że Handluwa musiałaby wygrać ze Złomowcem za komplet punktów, a na dodatek odrobić przy tym niemal 40 punktów. No, umówmy się – plan niewykonalny. Początek spotkania wskazywał jednak na to, że Handluwa faktycznie może zdobyć w poniedziałkowy wieczór komplet oczek. Już po kilku atakach Patryka Słowińskiego faworyt wysunął się na prowadzenie 12-5. W dalszej części seta BL Volley zaczął niwelować straty i po skutecznym bloku Przemysława Kłudkowskiego były to już tylko trzy oczka (17-14). Kiedy z perspektywy Handluwy robiło się coraz mniej komfortowo, team przyspieszył i zdobył cztery kolejne punkty z rzędu (21-14). Środkowa partia do pewnego momentu była bardzo wyrównana, po której mieliśmy remis 14-14. Kluczowym momentem seta były dwa asy serwisowe Damiana Skrzęty, po których BL Volley wysunął się na prowadzenie 17-14, a następnie poszedł po chwili za ciosem i wygrał seta do 17. W ostatnim secie BL Volley był stosunkowo blisko zapewnienia sobie pierwszego zwycięstwa w sezonie. Po skutecznych atakach Bartosza Zdunka zespół ‘Tygrysów’ wysunął się bowiem na prowadzenie 14-11. Nie po raz pierwszy w obecnej kampanii wielka szansa została jednak zaprzepaszczona. Po kilku skutecznych atakach Kacpra Kamerki Handluwa doprowadziła do wyrównania po 16, a następnie poszła za ciosem, zapewniając sobie drugą wygraną w sezonie. Tak jak zaznaczyliśmy jednak chwilę wcześniej, była to wygrana, która niewiele im jednak daje.
Jak się nazywa impreza siatkarzy?
Przyjęcie
Jeśli mecz Beemka vs MPS odbywał się na boisku nr 2 to patrząc na formę sędziego i Pani z protokołu w meczu poprzedzającym, w ogóle nie dziwią nerwy graczy zespołów, które walczą o medale – dramat to mało powiedziane😅