Za nami środowa seria gier, w której po pierwszy punkt sezonie, sięgnęła wreszcie ekipa BL Volley. Na samym szczycie drugiej ligi umocniła się z kolei ekipa Volleya Gdańsk, który jest już o włos od powrotu do elity. Ważnym momentem było również pierwsze zwycięstwo w sezonie Szach-Matu. Zapraszamy na podsumowanie!
BL Volley – DHP Oliwa 1-2 (21-19; 16-21; 16-21)
No i okej, nie ukrywamy, że cieszymy się z takiego rozstrzygnięcia. Nie, nie dlatego, że życzymy Oliwiakom źle, ale dlatego, że te męczarnie BL Volley nie mogły trwać przecież wiecznie. Ok, team przegrał wczoraj spotkanie i w kwestii porażek z rzędu nic się nie zmienia. Wygrana seta sprawia jednak, że BL Volley nie zapisze się na kartach historii jako pierwszy team w historii drugiej ligi bez choćby jednego oczka. Co ciekawe – BL Volley wygrał premierowego seta, przy czym jeszcze przed spotkaniem podjął niekorzystną dla siebie decyzję, pozwalając rywalom na to, by ich jedyny środkowy grał cały czas w pierwszej linii. Postawa fair-play, szanujemy. A sam przebieg seta? Już na początku spotkania drużyna BL Volley pokazała, że nie zamierza przegrywać kolejnego spotkania. W połowie seta po punktach aktywnego Bartosza Zdunka Tygrysy wysunęły się na prowadzenie 10-8. Z czasem po ataku środkowego Przemysława Kłudkowskiego underdog prowadził już 17-14 i po raz kolejny w obecnym sezonie stanął przed szansą na wygraną seta. O ile w kilku poprzednich przypadkach kończyło się na ogromnym rozczarowaniu, tym razem team dociągnął swoje, choć trzeba przyznać, że był już w tarapatach (19-19 → 21-19). W środkowej odsłonie wszystko wróciło jednak do normy, czy inaczej – ładu, który panował w obecnej kampanii. Precyzując – faworyt wziął się w garść i błyskawicznie wysunął się na prowadzenie 13-6, a następnie nie miał problemu z wygraną seta do 16. Ostatni set to partia, w której BL Volley mógł liczyć na pierwsze zwycięstwo w sezonie. Do połowy seta toczył bowiem wyrównany bój (12-12), ale w końcowej fazie wyraźną przewagę mieli Oliwiacy, którzy dzięki wygranej zapewnili sobie utrzymanie w drugiej lidze.
DSGSA – Kraken 3-0 (28-26; 22-20; 21-15)
Ah shit, here we go again. Po tragicznej grze w minionym tygodniu temperatura wokół drużyny DSGSA ewidentnie zmalała, a w kontekście drużyny nie mówi się tyle o awansie, ile jeszcze kilkanaście dni wcześniej. Czy to dobrze? Sami nie wiemy, ale z pewnością – część presji przeszła na inne ekipy. To pozwoliło Bordowym na spokojne przygotowania do środowego starcia z Krakenem. Od samego początku spotkania byliśmy świadkami niezwykle wyrównanej gry, co nie oznacza bynajmniej, że obie drużyny prezentowały jakiś wybitny poziom. Co to, to nie. Więcej niż czystej siatkówki dużo tu było niedokładności oraz błędów. W początkowym chaosie lepiej odnaleźli się gracze Krakena, którzy wysunęli się na prowadzenie 16-14. Z czasem gra się wyrównała, ale wciąż – w końcówce to zespół Jurija Charczuka miał aż sześć piłek setowych. Nie mogąc wykorzystać ani jednej, nie ma się co dziwić, że w ostatecznym rozrachunku się przegrywa (28-26). Mimo niewykorzystanej szansy w premierowej odsłonie Kraken dalej walczył. Pomimo słabego początku zespół zza naszej wschodniej granicy wysunął się z czasem na niemal identyczne prowadzenie jak w premierowej odsłonie (16-13). Jak pokazała historia – to nie wróżyło jednak nic dobrego. Podobnie jak wcześniej i tym razem gracze DSGSA zdołali wykaraskać się z problemów i finalnie po punktach aktywnego duetu – Dobosz – Zawadzki – Bordowi cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Przed nimi było jednak bardzo trudne zadanie. Za komplet punktów w obecnym sezonie wygrali tylko raz – dwa miesiące temu z Flotą TGD Team. Mimo że zazwyczaj było inaczej, tym razem team Michała Farona nie miał problemu z udowodnieniem wyższości nad rywalem, ogrywając go do 15 i przywracając tym samym wiarę w potencjalne podium rozgrywek – brawo!
MiszMasz – Sharks 1-2 (15-21; 18-21; 21-14)
Miewacie w swoim życiu momenty, w których zastanawiacie się czy nie bierzecie właśnie udziału w czymś, co lata temu zostało przedstawione w filmie Truman Show? Kurde – my czujemy się tak, ilekroć przyglądamy się temu co dzieje się obecnie w obozie MiszMaszu. Poza Redakcją i samą drużyną MiszMaszu może niewiele osób ma świadomość, a my chcemy, aby wybrzmiało to dostatecznie głośno. W obecnej kampanii MiszMasz rozegrał dziesięć spotkań i zdołał wygrać zaledwie jeden mecz. Ok – to jest nieco dziwne. Prawdziwym szokiem jest natomiast to, że w każdym z dziewięciu przegranych meczów MiszMasz zdobywał po jednym punkcie. Aktualnie na koncie drużyny Rafała Wróblewskiego jest już jedenaście oczek i team z tak fatalnym ratio zwycięstw oraz porażek ma realną szansę na utrzymanie w lidze. Moi mili – to jest aberracja. A Sharksi? Ci znaleźli się przez chwilę na mieliźnie. Znacie te filmiki, gdzie rekin, foka czy inne morskie stworzenie wypłynie na płytką wodę, jest odpływ, a ten zostaje na brzegu i kona w męczarniach? To tak wyglądało to w przypadku Rekinów, którzy wydostali się ze śmiertelnej pułapki i dziś są już o włos od utrzymania. Niesamowity twist, niesamowita zwyżka formy i wreszcie – niesamowita ‘czutka’ kapitana drużyny – Pavlo Kudinova, który na pewnym etapie sezonu powtarzał jak mantrę – spokojnie, zaraz będzie lepiej. I faktycznie – choć my już nie wierzyliśmy, Sharksi wygrali właśnie czwarte spotkanie z rzędu. Wow – to naprawdę robi wrażenie.
Volley Gdańsk – Złomowiec Gdańsk 3-0 (21-14; 21-16; 21-12)
Ok – wszystko już jasne. Złomowiec Gdańsk nie zapewni sobie bezpośredniego utrzymania w drugiej lidze. Jest to niesamowite, ale na dziś – takie są po prostu realia ligi. Nie ma co dłużej żyć przeszłością – teraz trzeba skupić się na ostatnich meczach sezonu i zrobić wszystko, by na ostatniej prostej nie zostać wyprzedzonym przez Handluwę, z którą to drużyną Złomowiec rozegra jeszcze bezpośrednie spotkanie. Co ciekawe, do wczorajszego spotkania gracze w miedzianych strojach mogli się jeszcze łudzić. Gdyby zdołali wygrać z Volleyem, a inne wyniki poukładałyby się po ich myśli… ok, dosyć tego. Temat był przyklepany już dawno temu, a środowe starcie to tylko potwierdziło. Już na początku spotkania gracze w żółtych strojach udowodnili, że fotel lidera drugiej ligi nie jest dziełem przypadku. Na półmetku premierowej odsłony mieliśmy bowiem wynik 10-6 i patrząc na to jak radziły sobie obie drużyny – było jasne, że wygrana seta jest już tylko formalnością (21-14). Środkowa odsłona zwiastowała dużo ciekawszą grę. Do połowy seta Złomowiec nie odpuszczał i prowadził z faworyzowanym rywalem wyrównaną grę (10-10). Z czasem trzykrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 wrzucili drugi bieg i w konsekwencji zdołali odjechać swoim rywalom, a następnie cieszyć się z wygranej do 16. O ile w dwóch pierwszych setach Złomowiec nie miał podjazdu do rywala, to nie wiemy nawet co napisać o wydarzeniach z finałowej partii. Po dwóch blokach Illi Yenoshyna z rzędu Volley wysunął się na prowadzenie 11-5 i był to tak naprawdę koniec meczu. Dzięki wygranej za komplet punktów sytuacja żółto-czarnych w kontekście awansu jest już niemal przesądzona. Tego nie da się po prostu zepsuć. Inną kwestią pozostaje temat mistrzostwa, choć i tu mamy pewne podejrzenia. W naszym odczuciu – można już mrozić szampany.
Only Spikes – TKKF Flota 2-1 (18-21; 21-13; 21-12)
Pisząc zapowiedź meczu oraz wystawiając typ Redakcji, braliśmy pod uwagę to, jak prezentują się w ostatnim czasie obie drużyny. Dodając dwa plus dwa wychodziło nam na to, że zespół Only Spikes nie będzie miał problemu z ograniem rywala za komplet punktów. Chwilę po rozpoczęciu przekonaliśmy się, że może to być dla nich trudna przeprawa. Zespół TKKF Flota pokazał bowiem, że miewają momenty, w których potrafią grać naprawdę nieźle. Szkoda tylko, że są to krótkie okresy i team nijak nie potrafi utrzymać tego przez dłuższą część sezonu czy nawet – schodząc do pozycji meczu. W środę było bowiem dobrze, ale tylko w premierowej odsłonie. Choć Flota rozpoczęła niemrawo (2-5), to z każdą kolejną piłką czuli się coraz lepiej, a faworyzowana ekipa Only Spikes nie miała pomysłu jak przechytrzyć rywala. W konsekwencji po chwili gracze Floty wysunęli się na prowadzenie za sprawą skutecznej gry Mateusza Rzepeckiego oraz Jakuba Rybki i to był koniec marzeń Only Spikes o wygranej w premierowej odsłonie. To co graczom Patryka Łabędzia nie udało się w premierowej odsłonie – udało się w dalszej części meczu. Poza tym, że poprawili oni swoją grę, to rywal ewidentnie obniżył loty. Już na początku drugiego seta gracze Karoliny Kirszensztein zaczęli bić po autach i rywal wysunął się po tym na prowadzenie 6-2. W dalszej części seta gracze Only Spikes kontrolowali przebieg gry i w konsekwencji wygrali tę partię do 13. Ostatni set wyglądał bardzo podobnie i Flota zaprezentowała się dość kiepsko w ataku – albo bili w aut, albo byli blokowani przez rywali. No – tak to się nie da wygrać (10-6). W drugiej części seta niewiele się w tej kwestii zmieniło i drugi punkt w meczu trafił na konta graczy Only Spikes, dla których jest to najlepszy sezon w historii ligi – brawo!
Siatkersi – ACTIVNI Gdańsk 1-2 (21-18; 13-21; 19-21)
I tak to się w czwartej lidze kręci. Dopiero co na ACTIVNYCH wylało się szambo pomyj, a ci jak gdyby nigdy nic – wrócili na parkiety Inter Marine SL3 i ograli faworyzowaną drużynę Siatkersów. Wynik rywalizacji może być szokiem nie tylko dla społeczności Inter Marine SL3, ale również samych Siatkersów. Mało znany fakt jest bowiem taki, że kiedy postawiliśmy na wynik 2-1 dla Niebieskich, jeden z członków drużyny przekonywał nas, że popełniliśmy błąd. Wiecie – w zamyśle, że niby miało być trzy-zerko. No, i prawie było, tyle tylko, że w drugą stronę. To właśnie ACTIVNI weszli wyraźnie lepiej w mecz i chwilę po półmetku prowadzili już 13-7. Z czasem gracze Artura Kurkowskiego zaczęli mieć poważny problem w rozegraniu i wykończeniu akcji, a moment zawahania błyskawicznie wykorzystali rywale. Nim się obejrzeliśmy Siatkersi za sprawą Wojciecha Orlańczyka doprowadzili do wyrównania, a następnie wygrali seta do 18. Przed drugą częścią spotkania Siatkersi nie wyciągnęli jednak żadnych wniosków. To co upiekło się chwilę wcześniej graczom w niebieskich strojach, chwilę po tym było już niemożliwe. Po rewelacyjnej partii w wykonaniu Patryka Dunajewskiego ACTIVNI wysunęli się na prowadzenie 16-11 i po chwili cieszyli się z wysokiej wygranej (21-13). Rozmiar porażki sprawił, że Siatkersi stracili coś bardzo ważnego – poczucie pewności siebie. W decydującym o zwycięstwie secie ACTIVNI wysunęli się na wysokie prowadzenie 12-7. Z czasem Siatkersi zaczęli jednak sukcesywnie odbudowywać swoją pozycję i doprowadzili nawet do wyrównania po 18. Końcowa faza spotkania to jednak punkty wspomnianego wcześniej Patryka Dunajewskiego oraz Jakuba Koniecznego – brawo, tego to my się nie spodziewaliśmy.
Merkury – Szach-Mat 1-2 (13-21; 21-17; 17-21)
Pomimo wybitnie parszywego początku sezonu i okresu, w którym Szach-Mat wyrównał najgorszą serię w swojej historii – ośmiu porażek z rzędu – team Dawida Kołodzieja wciąż mógł liczyć na to, że uda im się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Aby tak się jednak stało, Szachiści musieli się wreszcie przełamać i to niezależnie od tego czy w środowy wieczór graliby z walczącym o utrzymanie Fuxem Pępowo czy Merkurym, który w swojej historii aż pięć razy sięgał po tytuł mistrzowski. Co ciekawe – ci drudzy mieli nawet szansę na to, aby jakimś cudem załapać się jeszcze do grupy mistrzowskiej. Aby tak się jednak stało, musieliby wygrać za komplet oczek, a na dodatek – nie wypuszczać swojego rywala z dyszki w żadnym secie. Oczywistym było zatem to, że było to podawane raczej jako matematyczna ciekawostka. Wiecie – magia liczb nie pozwalała nam opublikować pełnego terminarza czy podziału tabel. Oczywiście już niemal na samym początku spotkania stało się jasne, że Merkury zagra w gronie drużyn walczących o utrzymanie. Owszem – mają dziś przewagę, ale nie mamy przekonania, że odpowiada im taki stan rzeczy. Z drugiej strony – co jeśli po prostu Merkury gra dokładnie tam, gdzie ich dzisiaj na to stać? Oj, pytań w obozie Granatowych będzie całe mnóstwo. Wracając jednak do meczu – już na początku Szach-Mat rozpoczął od bardzo mocnego grania i w konsekwencji wysunął się na prowadzenie 6-1. Wzięty wówczas czas na nic się zdał, po przerwie Merkury nie grał ani trochę lepiej i w konsekwencji przegrał do 13. Drugi set, który dla grupy mistrzowskiej nie miał już żadnego znaczenia, to przebudzenie faworyta i pewna wygrana do 17. Decydujący o zwycięstwie set rozpoczął się podobnie jak pierwsza odsłona – od prowadzenia 4-1 Szach-Matu. Choć team w czarnych strojach nie zdołał zbudować sobie z czasem tak pokaźnej jak w pierwszym secie zaliczki, to jednak kontrolowali oni przebieg partii, którą wygrali finalnie do 17. Dzięki wygranej Szach-Mat zrównał się punktami z Fuxem Pępowo oraz Speednetem, co pokazuje, że nie ma tak tragicznej sytuacji, z której nie dałoby się wykaraskać.
Staltest Pomorze – Audiofon Karczemki 2-1 (22-20; 14-21; 21-16)
Walka trwa. Po wtorkowej serii gier, w której Staltest Pomorze przegrał w stosunku 0-3, a ich rywal w walce o utrzymanie – Stay Win wygrał swój mecz za komplet punktów, gracze Arkadiusza Kozłowskiego znaleźli się w bardzo nieciekawym położeniu. Nie dość, że przed wczorajszym meczem znaleźli się oni na przedostatnim miejscu w tabeli, to na dodatek do bezpiecznej lokaty tracili już cztery oczka. Dodatkowo perspektywa meczu z faworyzowanym teamem z Karczemek również nie napawała optymizmem. Oj – ruchome piaski zdawały się wciągać Staltest coraz głębiej. Przy tych naszych przedmeczowych rozważaniach zapomnieliśmy jednak o małym, aczkolwiek dość istotnym fakcie. Audiofon Karczemki to team, który lubi zwalniać na finiszu ligi. Tak było na jesień, tak jest i teraz. Okazuje się, że kiedy woda opadła, Audiofon pływał od jakiegoś czasu bez majtek. Absencja dwóch graczy sprawiła, że team z Karczemek wyrósł nam w obecnym tygodniu na kandydatów do tytułu dziadów tygodnia. Najpierw przegrał w zawstydzającym stylu ze Spontanem, a wczoraj – z czerwoną latarnią ligi – Staltestem Pomorze. Już na początku spotkania Staltest zwietrzył swoją szansę. Szybko okazało się bowiem, że rywal nie jest taki mocny, na jakiego go przez większość sezonu kreowano (15-11). Z czasem Audiofon doprowadził nawet do wyrównania (16-16), ale końcowa faza seta należała do graczy w seledynowych strojach (22-20). Środkowa partia to wyraźna przewaga faworyta. O ile do połowy seta drużyny szły łeb w łeb (10-10), to w dalszej części Staltest zaczął popełniać sporo błędów, co w połączeniu z wyraźną poprawą gry rywali dało im wyrównanie stanu rywalizacji (21-14). Finałowy set do połowy układał się idealnie dla drużyny z Karczemek, która zdawała się mieć kontrolę nad poczynaniami boiskowymi (11-9). Z czasem doszło jednak do dość nieoczekiwanego zwrotu akcji, gdzie świetna gra w bloku sprawiła, że Staltest zdobył kilka punktów z rzędu, wysunął się na prowadzenie 15-11 i finalnie wygrał drugie spotkanie w sezonie. Walka o utrzymanie trwa.
Flota Active Team – HANDLUWA 3-0 (21-14; 21-13; 21-16)
Zanosiło się na to od dawna, ale oficjalnie zostało to przyklepane wczoraj wieczorem. O co chodzi? Nie ma już szans, że Handluwa zdoła zapewnić sobie bezpieczne utrzymanie w drugiej lidze. Ok – są na to jeszcze dwie furtki. Pierwszą z nich jest to, że w końcowej fazie sezonu Handluwa wyprzedzi Złomowca i to oni zagrają finalnie w meczu barażowym, który na dodatek musieliby wygrać. Drugą furtką jest to, że któraś z drużyn z pierwszej lub drugiej ligi musiałaby się wycofać, co historycznie się przecież zdarzało. Informacją numer dwa jest to, że wczorajszą porażką Handluwa zrównała się liczbą przegranych z rzędu ze Speednetem 2, który swego czasu przegrał… 23 mecze. Co ciekawe – przed nimi już tylko dwie drużyny – DNV (24) oraz Swooshers (26). Rany. No a powiedzmy sobie wprost – wczoraj nie było podjazdu i punktu zaczepienia. Wiemy, że dla Handluwy było to ważne spotkanie ze względów historycznych. Cała sytuacja przypominała nieco życie i moment, kiedy spotykamy swoją ex, która wygląda kapitalnie. Chcąc jej zaimponować, Handluwa się starała, ale wiecie – to wszystko poszło już dalej, a Flota już nawet nie spogląda w lusterko wsteczne. To nie jest już dla nich atrakcyjne. Tak czy siak – dzięki pięciu punktom w obecnym tygodniu Flota notuje gigantyczny boost i z dołu ligowej tabeli wskakuje już na piąte miejsce. Na myślenie o podium jest już jednak w naszym odczuciu za późno.