Wydarzeniem poniedziałkowej serii gier było bez wątpienia przerwanie kapitalnej serii CTO Volley. Wyczynu tego dokonała drużyna MPS Volley, która wyrasta na bardzo poważnego kandydata do złota. Skoro o przerwaniu passy mowa – koszmarną serię przerwała również ekipa Złomowca, która pokonała Speednet 2. Zapraszamy na podsumowanie!
EKO-HURT – Hydra Volleyball Team 2-1 (18-21; 21-19; 21-18)
Pamiętacie jak w ostatnim czasie narzekaliśmy nieco na styl, w którym swoje mecze wygrywa drużyna Eko-Hurt? No, to w poniedziałkowy wieczór zostało to spotęgowane. Wczorajszym rywalem 'Hurtowników’ był beniaminek drugiej ligi – Hydra Volleyball Team. Choć w obecnym sezonie 'Bestia’ jest przez nas na ogół chwalone, to jednak faworyt meczu był tylko jeden. Ku naszemu zaskoczeniu spotkanie rozpoczęło się jednak od wyraźnej przewagi drużyny Sławomira Kudyby. Już od samego początku grali oni bez jakichkolwiek kompleksów i to się opłaciło. Gracze Hydry wysunęli się bowiem na prowadzenie 11-6. W dalszej części seta przewaga beniaminka była równie imponująca (19-14). W końcówce Eko-Hurt rzucił się jeszcze do odrabiania strat, ale na korzystny wynik było już za późno (21-18). Po świetnym początku środkowej partii w wykonaniu bardzo dobrze dysponowanego Marcina Kukielskiego Hydra rozpoczęła partię od prowadzenia 5-1 i wówczas dużo wskazywało na to, że team w złotych strojach pójdzie za ciosem. Choć w drugiej części prowadzili 15-12, to przy zagrywce Konrada Gawrewicza oraz skutecznych atakach wracającego do składu Andrzeja Pipki Eko-Hurt doprowadził do wyrównania po 15, co w naszym odczuciu było punktem zwrotnym całego meczu. W końcówce 'Hurtownicy’ poszli za ciosem i finalnie wygrali seta do 19. W trzecim secie po dobrej zagrywce wspomnianego wcześniej Andrzeja Pipki Eko-Hurt zaczął budować sobie przewagę (10-8). Z czasem przewaga dwukrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 stała się jeszcze bardziej okazała i po chwili mogli oni cieszyć się z dziewiątego zwycięstwa w sezonie. Tak jak zaznaczyliśmy jednak na początku – w naszym odczuciu bardziej stracili jeden punkt, niż zyskali dwa. Ciekawe czy niebawem nie odbije im się to czkawką.
Aqua Volley – Hapag-Lloyd 2-1 (21-16; 21-6; 17-21)
Jak ocenić występ drużyny Hapag-Lloyd w poniedziałkowy wieczór? Cóż – mamy mieszane uczucia. Z jednej strony zdobyli oni punkt w drugim meczu z rzędu, a to normą nie jest. Z drugiej strony było to wyraźnie słabsze spotkanie niż to z minionego tygodnia, w którym rozbili ekipę TKKF Orlen. No i wreszcie – dość mocno falowali. Były dobre momenty, ale były i te, po których zawodnicy w pomarańczowych strojach zakrywali twarz w dłoniach. Były również momenty neutralne – i taki właśnie był pierwszy set rywalizacji. Trzeba przy tym zauważyć, że początek spotkania należał do 'Logistyków’, którzy po punktach Hasana Tolgi Kaya oraz Mateusza Siwko wysunęli się na prowadzenie 8-5. Z czasem Aqua Volley, która nie miała do tego momentu kontroli nad przebiegiem meczu, wzięła się w garść. Po serii świetnych ataków lidera drużyny – Wojciecha Sopieli – wysunęła się na prowadzenie 13-11 i w dalszej części nie miała większego problemu z wygraniem seta, i to pomimo sporej liczby popełnianych błędów (21-16). W drugim secie zespół Mateusza Drężka wyraźnie się poprawił. Raz, że nie popełniali błędów, a dwa że po serii dobrej zagrywki w ich wykonaniu wysunęli się na prowadzenie 10-3. Z czasem Aqua Volley nie zwalniała tempa i po trzech skutecznych serwisach środkowego – Oskara Lipińskiego – wygrali tę partię do 6 – wow! No podobało nam się to, ale wiecie – to przecież Aqua Volley. Tu wszystko jest możliwe, nawet przegranie seta, pomimo że chwilę wcześniej wygrało się tak wysoko. Po wyrównanym początku tablica wyników wskazywała remis po 8. W dalszej części świetna zagrywka Oskara Lipińskiego okazała się niewystarczająca. W końcowej fazie seta Hapag-Lloyd miał zdecydowanie więcej argumentów i to właśnie oni wygrali tę partię do 17.
Feniks Gdańsk – ME Sulmin Volley 2-1 (19-21; 21-14; 21-15)
Do poniedziałkowego starcia obie drużyny przystępowały w kapitalnych nastrojach, związanych rzecz jasna z bardzo dobrymi wynikami w ostatnim czasie. Faworytem był w naszym odczuciu Feniks Gdańsk, gdzie jeszcze wczoraj zastanawialiśmy się, czy przekroczenie bariery dwudziestu punktów w obecnym sezonie jest realne. Początek spotkania to jednak falstart ekipy Łukasza Dubickiego, która zaczęła seta od stanu 2-7. Dopiero z czasem, dzięki dobrej zagrywce rozgrywającej – Natalii Leszman – Feniks wysunął się na prowadzenie 16-14. Chwilę później dwoma skutecznymi zagrywkami popisała się zawodniczka ME Sulmin Volley – Aurelia Sepko, co dało drużynie z Sulmina oddech. Finalnie po ataku Aleksandra Kwiatkowskiego, który zaczynał przygodę w Sulminie na rozegraniu, ME wygrał tę partię do 19. Przegrana w pierwszym secie wyzwoliła w Feniksie 'sportową złość’ – drużyna rozpoczęła środkową partię 'na pełnej’ i wysunęła się na prowadzenie 9-2. Po chwili oglądaliśmy jednak lawinę błędów w wykonaniu drużyny Łukasza Dubickiego, po której ME Sulmin doprowadził do wyrównania po 12. Mimo że zrobiło się dość nerwowo, Feniks zareagował na kryzysową sytuację w najlepszy możliwy sposób i po kolejnej fali ataków wygrał tę partię do 14. Do połowy finałowej partii nie mieliśmy poczucia, w którą stronę się to potoczy (13-13). W kluczowym momencie spotkania Feniks uruchomił swoje skrzydła i wysunął się na kilkupunktowe prowadzenie. Ostatnia akcja meczu nie mogła skończyć się inaczej niż asem serwisowym doskonałej w poniedziałkowy wieczór Natalii Leszman.
Złomowiec Gdańsk – Speednet 2 2-1 (24-22; 24-22; 13-21)
Wiemy, że brzmi to absurdalnie. Sami sprawdziliśmy to dwa razy, ale swój ostatni mecz w rozgrywkach Inter Marine SL3 Złomowiec Gdańsk wygrał dokładnie… 180 dni wcześniej. Mowa tu o starciu z Bayerem Gdańsk. Było to tak dawno, że sytuacja w Iranie była spokojna, prezydentem Wenezueli był Nicolas Maduro, a reprezentacja Polski w piłce nożnej miała realną szansę na awans na mistrzostwa świata. A – no i najważniejsze – Złomowiec Gdańsk uznawany był za drużynę z ogromnym potencjałem. Dobra – dziś nie będziemy ich jednak krytykować, bo wygrana to wygrana. Choć szanse na to są iluzoryczne, to jednak 'Złomki’ mają nadal szansę na utrzymanie w drugiej lidze. Na omawianie tego przyjdzie jednak czas. Cały poniedziałkowy mecz to bardzo wyrównana gra. Pod koniec seta i po błędzie jednego ze 'Złomków’, Speednet wysunął się na trzypunktowe prowadzenie (17-14). Pomimo że zmierzało to w złą dla Złomowca stronę, zdołali oni odwrócić losy rywalizacji. Najpierw doprowadzili do wyrównania po 19, a następnie po atakach dobrze dysponowanego Jakuba Klenczona przechylili szale zwycięstwa na swoją stronę (24-22). Środkowa partia to niemal kopia premierowej. Tu również nieznaczną przewagę zdołali wypracować sobie 'Programiści’. Niestety dla nich – po raz drugi w meczu łapali oni 'laga’, po którym rywal zdobywał kilka punktów z rzędu. Pod koniec seta stało się jasne, że po raz drugi będziemy świadkami walki na przewagi. Ostatecznie po ataku Adama Śliwińskiego oraz błędzie jednego z rywali Złomowiec cieszył się po chwili z pierwszej od pół roku wygranej. Rany, musielibyście widzieć, jakie wówczas zeszło z nich powietrze. Kto wie, czy wraz z nim nie uleciała koncentracja. W trzecim secie Złomowiec był już tylko tłem dla swojego rywala. O ile do połowy seta gracze Witolda Klimasa 'trzymali fason’, to końcowa faza meczu to już wyraźna przewaga 'Programistów’ (21-13).
VB Sulmin – Bayer Gdańsk 1-2 (15-21; 15-21; 24-22)
W zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o tym, że dla 'Aptekarzy’ będzie to mecz, który nie zmieni przesadnie ich oglądu na sezon Wiosna’26. Szanse na coś naprawdę wielkiego Bayer zaprzepaścił tydzień temu. Mimo to nie przeszkodziło im to w tym, by w poniedziałkowy wieczór się naprawdę dobrze bawić. Wspomniana zabawa rozpoczęła się na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego, a skończyła na długo po meczu. A że wynik był przy tym dobry? To tylko spotęgowało wspomniane dobre nastroje i integrację. Początek spotkania to wyrównana gra, po której na tablicy wyników mieliśmy remis po 11. Momentem przełomowym seta był doskonały fragment w wykonaniu Macieja Lipińskiego, po którego trzech atakach Bayer wysunął się na prowadzenie 15-11 i w dalszej części seta nie dał sobie już zrobić krzywdy (21-15). Środkowa odsłona rozpoczęła się od wysokiego prowadzenia 'Aptekarzy’, na które skutecznym atakiem wyprowadził inny środkowy – Piotr Stapurewicz (10-5). W dalszej części seta zanosiło się na prawdziwe lanie, ale prowadząc 19-11, Bayer Gdańsk w końcówce ewidentnie zwolnił i zamiast wykończyć rywala, popełnił sporo błędów w ataku, po których VB Sulmin zniwelowało stratę i finalnie zgarnęło 15 oczek. W trzecim secie VB Sulmin dokonał zmiany i na rozegraniu zobaczyliśmy kapitana drużyny – Daniela Bąbę. Trudno o jednoznaczne wnioski, ale chwilę po tym drużyna zaczęła prezentować się wyraźnie lepiej i w konsekwencji wysunęła się na prowadzenie 14-10. Choć 'Aptekarzom’ udało się w dalszej części doprowadzić jeszcze do wyrównania (20-20), końcówka należała już do graczy z Sulmina, którzy po atakach Sebastiana Sołtysa oraz Damiana Kolki cieszyli się z nagrody pocieszenia w postaci jednego punktu (24-22).
Chilli Amigos – Inter Marine Masters 2 3-0 (21-17; 21-14; 21-14)
Screenshoty porobione – jesteśmy o tym przekonani. Mowa tu oczywiście o zrzutach ekranu z obecnej sytuacji w czwartoligowej tabeli. Trochę ponarzekaliśmy ostatnio na styl wygranych drużyny 'Amigos’. Czy słusznie, czy nie – nie nam oceniać. W naszym odczuciu takie straty punktów mogą mieć jednak duże znaczenie. Nie jest to jednak temat na dziś. Aktualnie gracze Chilli Amigos mogą świętować, bo jak się okazało po meczu – czerwone koszulki zamienili na żółte, które przewidziane są dla liderów. Niezależnie od tego, jaki będzie epilog tej historii, gracze Chilli wsiedli w obecnym sezonie do wagonu, w którym nie można się nudzić. Jesteśmy przekonani, że dla wielu z zawodników jest to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy sezon w historii. Widać to po radości, dopingu, frekwencji. No kurde – przyjemnie się na to patrzy. A to, że w poniedziałkowy wieczór doszedł jeszcze styl i wynik 3-0, jest 'wisienką na torcie’. Już na początku meczu 'Amigos’ zaprezentowali kapitalną grę, czym stłamsili rywala, wysuwając się na prowadzenie 10-4. Z czasem 'Mastersi’ za sprawą swojego lidera – Arkadiusza Wasilewskiego – zniwelowali straty do dwóch oczek (12-10). Wobec kolejnej fali ataków graczy w czerwonych strojach byli jednak bezradni (21-17). Środkowa odsłona w wykonaniu 'Amigos’ wyglądała jeszcze lepiej. Świetnie dysponowani byli przede wszystkim przyjmujący – Mateusz Sypniewski oraz Damian Łuniewski, z którymi blok-obrona rywali mieli widoczne problemy (21-14). Często historycznie wyglądało to tak, że po dwóch wygranych setach team nie był w stanie utrzymać koncentracji na odpowiednio wysokim poziomie. Nic z tych rzeczy. Od samego początku trzeciej odsłony 'Amigos’ narzucili rywalom własne warunki gry, wysunęli się na prowadzenie 10-5 i nie mieli problemu z wygraną do 14. Wow – w obecnej kampanii nie widzieliśmy jeszcze, aby ktoś dał takiej lekcji siatkówki, jaką 'Amigos’ dali 'Mastersom’. Szanowni Państwo, robi się coraz poważniej, bo mamy wrażenie, że na ostatnią fazę sezonu forma 'Amigos’ rośnie. Czy można to samo powiedzieć o innych? No, nie mamy przekonania.
Bossman Team – BEemka Volley 1-2 (21-16; 16-21; 19-21)
Żodyn się nie spodziewał. Już w zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy, że w meczu dojdzie do podziału punktów. Nie jest bynajmniej tak – i tu dajemy sobie uciąć rękę – że któraś ze stron odpuściła. Obecnie drużyny prezentują bowiem w miarę zbliżony poziom. Nie było tego co prawda widać tuż po rozpoczęciu spotkania, bo to była po prostu fala tsunami w wykonaniu Bossmana. Rany, jak oni stłamsili na początku swoich rywali. Nim się obejrzeliśmy gracze Jakuba Kłobuckiego odrzucili swoich rywali od siatki, wykorzystali ich błędy i w konsekwencji wysunęli się na prowadzenie 13-5. Owszem – z czasem BEemka się przebudziła. Choć o korzystnym wyniku nie mogło być już mowy, to co by nie mówić – był to dobry prognostyk przed kolejną częścią (21-16). Na początku drugiego seta BEemka wskoczyła na pożądany przez siebie poziom. Po bardzo dobrej grze blok-obrona oraz dużej skuteczności w ataku wysunęła się na prowadzenie 12-8. W dalszej części po punktach środkowych – Macieja Rzepczyńskiego oraz Arstioma Traskunou – BEemka wysunęła się na prowadzenie 19-11 i wówczas stało się jasne, że o zwycięstwie zadecyduje finałowa partia. Na półmetku decydującej partii wszystko wskazywało na to, że to Bossman sięgnie po zwycięstwo. Niestety dla nich – pięciopunktowe prowadzenie na nic się zdało. Już po chwili ze stanu 12-7 zrobiło się… 12-16! Rany – to była niewiarygodna seria przy zagrywce kapitana BEemki. Dziewięć punktów z rzędu to niecodzienny widok w pierwszej lidze. Mimo to Bossman podjął jeszcze w końcówce walkę, ale jak się z czasem okazało – były to próby nieudane. Tak czy siak – obie drużyny będą miały okazję do rewanżu szybciej niż myślą.
MPS Volley – CTO Volley 2-1 (16-21; 21-18; 21-15)
Nie chcemy absolutnie powiedzieć, że się cieszymy – jesteśmy neutralni. Z drugiej strony, czy aby przypadkiem nie będzie tak, że liga będzie jeszcze ciekawsza? No bo powiedzmy sobie wprost – gdyby wczoraj to 'Pomarańczowi’ wygrali, to w dużej mierze moglibyśmy grawerować na pucharze nazwę ich drużyny. A tak? A tak mamy jeden punkt różnicy, a biorąc pod uwagę stosunek małych punktów i potencjalną wygraną MPS-u z CTO za kilkanaście dni – jakbyśmy go w ogóle nie mieli. No cóż – pięknie się to układa dla całej społeczności Inter Marine SL3. Ale trzeba powiedzieć również o tym, że pięknie to się układa dla samego MPS-u Volley, który jest ewidentnie lepszy z meczu na mecz. Oni nie boją się już nikogo. Ba – choć mają punkt straty, to ostatnie mecze pokazały, że są w stanie ograć absolutnie każdego. Wczoraj wieczorem przerwali kapitalną serię siedemnastu zwycięstw z rzędu CTO. Ok – 'Pomarańczowi’ mogą może narzekać na to, że chwilę przed meczem wypadł im atakujący – Grzegorz Dymiński, a na prawym skrzydle wystąpił Łukasz Negowski. Jak to mówią: ‘co byka obchodzi, że się krowa cieli’? To nie jest problem Miłośników Piłki Siatkowej, którzy mogą pewnie czuć aktualnie mały niedosyt wynikający z porażki w pierwszym secie. To właśnie oni weszli lepiej w mecz 6-3 → 12-10. Z czasem po atakach oraz zagrywce Adama Sobstyla sytuacja zmieniła się na korzyść CTO i finalnie to oni wygrali pierwszą odsłonę (21-16). W środkowej odsłonie team Jakuba Nowaka nie popełnił już błędów sprzed kilku chwil. Po punktach byłych graczy CTO – Arkadiusza Kowalczyka oraz Wojciecha Małeckiego – gracze w granatowych trykotach wysunęli się na prowadzenie 14-11 i po chwili cieszyli się z doprowadzenia do wyrównania w setach (21-18). Ostatni set rozpoczął się od wyrównanej gry obu stron (10-10). Z czasem graczom w pomarańczowych trykotach rozregulował się nieco celownik, co w połączeniu z atakami Wojciecha Małeckiego oraz Szymona Drzazgi zapewniło MPS-owi drugi punkt w meczu (21-15).
Challengers – Stay Win 3-0 (21-17; 21-12; 21-18)
Ostatnie tygodnie w wykonaniu Stay Win były dość paradoksalne. Niby drużyna grała nieźle, ale jednak – niemal ciągle przegrywała. Przez dłuższy czas zastanawialiśmy się, co tu nie gra. Czy to, że jednak przeceniamy nieco drużynę Tomasza Bobcowa, czy to, że zaczną oni za chwilę regularnie punktować. Cóż – po wczorajszym spotkaniu bliżej nam jednak do tej pierwszej opcji, bo w naszym odczuciu było to naprawdę słabe spotkanie w wykonaniu 'Hotelarzy’. Owszem – rywal był z górnej półki, ale wciąż – sporo drużyn w obecnej kampanii udowodniło, że się jednak da. Przewaga faworyta zarysowała się już w pierwszej części spotkania, gdzie przy dobrym dystrybuowaniu piłek przez Sławomira Wrzoska Challengersi wysunęli się na prowadzenie 14-9. W dalszej części seta Stay Win zbliżył się do rywala na punkt, ale po atakach Łukasza Lipińskiego oraz Grzegorza Boguszewskiego z pierwszego punktu cieszyli się gracze w różowo-niebieskich trykotach (21-17). Środkowa partia to zdecydowana przewaga Challengersów, którzy na tle swojego rywala imponowali w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Warto tu zauważyć, że może ta dysproporcja byłaby nieco mniejsza, gdyby gracze Stay Win nie posyłali co drugiej piłki w aut. Oj – oglądało się to naprawdę źle i z taką formą drużyna będzie miała problem z utrzymaniem (21-12). W trzecim secie wyglądało to już dużo lepiej i na pewnym etapie gracze Stay Win mogli mieć nadzieję na pozytywne zakończenie (14-14). W decydującym momencie Challengersi podkręcili jednak tempo, wygrali do 18 i wskoczyli na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Jak to mówią – prawdziwą drużynę poznaje się po tym, jak kończy, a nie zaczyna.