Za nami środowa seria gier, w której z rewelacyjnej strony pokazała się ekipa MPS Volley, która ograła za komplet punktów BEemkę oraz Fuxa Pępowo. Bardzo dużą pracę w kierunku utrzymania w trzeciej lidze wykonała również ekipa Sharks, która rozbiła ekipę Speedway AWKS. Zapraszamy na podsumowanie!
Speedway AWKS – Sharks 0-3 (19-21; 12-21; 11-21)
W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że w naszym odczuciu drużyna, która przegra środowe starcie, spadnie prawdopodobnie z trzeciej ligi. To oczywiście nie jest jeszcze przesądzone, ale 0-3 z Sharksami i niezła gra tylko w jednym secie rywalizacji to zdecydowanie zbyt mało, by realnie myśleć o utrzymaniu się na trzecioligowej powierzchni. W naszym odczuciu AWKS wypadł już za burtę, a w pobliżu próżno szukać koła ratunkowego. Bo powiedzmy sobie szczerze – w drużynie nie ma obecnie ani gry, ani przesadnie atmosfery, co wynika z punktu numer 1. Jest po prostu źle i w kolejnych meczach AWKS powalczy już o życie. Wracając jednak do meczu – w pierwszym secie team Mateusza Bojke sprawował się całkiem nieźle, a przez większą część seta nie mieliśmy poczucia, która ze stron wygra. Ostatecznie w końcówce po punkcie Yevhenija Melnychuka oraz krytycznym błędzie jednego z graczy w żółto-czarnych barwach z pierwszego punktu cieszyły się 'Rekiny’ (21-19). Wygrana w premierowej odsłonie okazała się czymś w rodzaju 'wiatru w żagle’. Już na początku środkowej odsłony zespół Pavlo Kudinova imponował w ataku, a przede wszystkim w bloku i na półmetku seta wysunął się na prowadzenie 10-3. W dalszej części Speedway AWKS nie był już w stanie nawiązać walki i finalnie drużyna zza naszej wschodniej granicy wygrała tę partię do 12. Jeszcze gorzej gracze AWKS zaprezentowali się w trzecim secie, który rozpoczęli od stanu… 1-8. Po takim początku stało się jasne, że nic dobrego dla nich z tego nie będzie. Konsekwentnie grająca ekipa Sharks nie zdejmowała nogi z gazu i wygrała tę partię do 11, a cały – absolutnie ważny – mecz w stosunku 3-0, brawo!
Chilli Amigos – Aqua Volley 2-1 (21-15; 21-17; 13-21)
Środowy wieczór był dla graczy Chilli Amigos doskonałą okazją do tego, by zrównać się liczbą punktów z wielkim faworytem do wygrania ligi – Remedios Sopot Ortopedią. Rywalem 'Papryczek’ była bowiem Aqua Volley, do której zaczynało nam już brakować ostatnio porównań, które miały im jakkolwiek dopiec. Wiecie – że zamiast krystalicznie czystej wody górskiej mamy chyba do czynienia z AQUĄ z Gangesu. Biorąc pod uwagę okoliczności, każdy inny wynik niż 3-0 dla graczy w czerwonych strojach wydawał się dość mało prawdopodobny. Już na początku spotkania Chilli Amigos rozpoczęli od dobrej gry, po której wysunęli się na prowadzenie 8-4. Z czasem – co było dość zaskakujące – zanotowali chwilowy przestój, w którym do głosu doszli ich rywale (11-11). Jak się po chwili okazało, był to krótkotrwały zryw, a druga część seta upłynęła pod dyktando graczy w czerwonych trykotach (21-15). Środkowa partia rozpoczęła się od błędów na zagrywce po obu stronach siatki i taka gra zaprowadziła nas do stanu po 8. Dalsza część to kontynuacja chaosu, którego nieco więcej było w drużynie Aqua. Po nieporozumieniach na linii rozgrywający – skrzydłowi Chilli Amigos wykorzystali słabszy fragment rywali, objęli prowadzenie 19-15 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-17). Do pełni szczęścia brakowało im jednak zwycięstwa w trzeciej odsłonie i tu zaczęły się dla nich schody. Po niezłej grze w obronie oraz kontrze zespół Mateusza Drężka ewidentnie zaskoczył swoich rywali i wysunął się na prowadzenie 12-8. W dalszej części Chilli musiało gonić i nieco bardziej zaryzykować. Wspomniane ryzyko tym razem się jednak nie opłaciło – zespół w czerwonych strojach popełnił sporo błędów, co w połączeniu z solidną grą rywali dało im wygraną w tej partii do 13.
BL Volley – Volley Gdańsk 0-3 (18-21; 14-21; 23-25)
Wiecie jakie mamy przemyślenia po wczorajszych meczach BL Volley? Że my naprawdę szanujemy tych chłopaków, którzy mimo tego, co dzieje się w lidze, konsekwentnie przychodzą na mecze i zawsze można na nich liczyć. Choć skład jest liczny, to bardzo słabe wyniki sprawiły, że nagle dużej części graczy mecz w dany dzień nie pasuje. Akurat wtedy trzeba jechać gdzieś z dzieckiem, akurat wtedy były korki, akurat wtedy jest przegląd wentylacji w mieszkaniu. Wiecie – kiedy wygrywali, to tych problemów nie było. Żelazna szóstka, która broniła honoru w środowy wieczór na tle tak utytułowanego rywala zaprezentowała się naprawdę świetnie i po ludzku szkoda, że nie zostało to wynagrodzone choć jednym wygranym setem. W pierwszym secie rywalizacji Volley Gdańsk prowadził już 15-7, ale przy zagrywce Mateusza Cencelka faworyt nie mógł zrobić przejścia i w konsekwencji 'Tygrysy’ zdołały doprowadzić do wyrównania po 16. W końcówce Volley okazał się jednak mocniejszy, ale był to poważny sygnał ostrzegawczy. Środkowa odsłona to pełna koncentracja faworyta i pewna wygrana do 14. Trzeci set to kolejna partia w obecnym sezonie, w której BL Volley był bardzo bliski premierowego punktu. Po świetnej zagrywce Damiana Skrzęty oraz kilku błędach lidera BL wysunął się na prowadzenie 19-17. Mimo kilku piłek setowych graczom w pomarańczowo-czarnych barwach nie udało się postawić kropki nad 'i’, a Volley Gdańsk zdołał w końcówce przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę. Tak jak jednak powiedzieliśmy – w środę z pewnością nie spodziewali się aż takich problemów ze strony rywali.
Audiofon Karczemki – Wolves Volley 2-1 (21-17; 21-19; 16-21)
Przed środową serią gier oba zespoły mogły jeszcze po cichu liczyć na to, że potencjalną wygraną za komplet punktów otworzą sobie szanse na podjęcie próby walki o podium w końcowej fazie sezonu. Mimo że wyżej w tabeli była ekipa 'Wilków’, to w naszym odczuciu nieznacznym faworytem starcia była ekipa Audiofonu, która niskie miejsce w tabeli 'zawdzięczała’ temu, że rozegrała najmniejszą liczbę spotkań spośród wszystkich drużyn w lidze. Początek spotkania upłynął na dość wyrównanej grze obu drużyn, po której mieliśmy remis 10-10. Choć grający w szóstkę gracze Wolves Volley stawiali solidny opór, z czasem Audiofon zdołał odrzucić nieco rywala od siatki i wypracować sobie tym samym przewagę. Pod koniec seta po asach serwisowych 'Markusa’ gracze w biało-czerwonych barwach prowadzili 18-14 i po chwili mogli cieszyć się z pierwszego punktu w meczu (21-17). Środkowa partia wyglądała nieco inaczej. Już na początku tej odsłony gracze z Karczemek zdołali zbudować sobie kilkupunktową przewagę, po której wygrana seta zdawała się być formalnością (12-6). W dalszej części nieustępliwe 'Wilki’ doprowadziły do wyrównania po 19, ale w samej końcówce błąd w ataku popełnił jeden z liderów 'Watahy’ – Tomasz Głębocki – i w konsekwencji z drugiego punktu w meczu cieszyli się gracze Pawła Urbaniaka. W pierwszym i drugim secie 'Wataha’ była naprawdę blisko. Ostatecznie szczęście uśmiechnęło się do nich w trzeciej partii. Choć do połowy seta oglądaliśmy wyrównaną grę (10-10), w dalszej części zespół Karola Ciechanowicza za sprawą tercetu Wieczorek – Głębocki – Moszczenko wysunął się na prowadzenie 14-10, którego już nie wypuścił (21-16).
MPS Volley – BEemka Volley 3-0 (21-16; 21-16; 21-13)
Spotkanie pomiędzy MPS-em, a BEemką Volley było anonsowane jako absolutny hit pierwszoligowych rozgrywek. Faworytem meczu w naszym odczuciu była ekipa aktualnych srebrnych medalistów – Beemki Volley. Patrząc jednak na to jak wyglądał mecz, dochodzimy do konkluzji, że dawno tak mocno ‘nie przestrzeliliśmy’. Owszem – wszyscy zdają sobie sprawę jakim składem dysponuje MPS Volley, ale powiedzmy sobie szczerze – czy styl ich gry w obecnym sezonie rzucał kogokolwiek na kolana? Początek spotkania to wyrównana gra, po której mielismy remis po 8. W dalszej części seta, MPS pokazał się z doskonałej strony, wysunął się na prowadzenie 15-12 i w dalszej części nie miał problemu ze zdobyciem pierwszego punktu w meczu (21-16). W środkowej odsłonie, układ sił zdawał się zmieniać, przynajmniej na początku. Po świetnej grze w bloku – BEemka rozpoczęła środkową odsłonę od prowadzenia 8-3. Z pprowadzenia BEemka nie cieszyła się jednak zbyt długo, bo już po chwili – pięć punktów z rzędu zdobyli gracze w granatowych strojach (8-8). Jakby tego było mało – w dalszej części seta MPS grał doskonale w obronie i z kontry, a bardzo długi przestój sprawił, że w obozie BEemki pojawiły się pierwsze tarcia (12-8). Wówczas stało się jasne, że MPS już tego nie wypuści. Końcówka to co prawda gra błędów z obu stron siatki, ale finalnie MPS wygrał tę odsłonę do 16. Porażka w dwóch pierwszych setach ewidentnie spuściła powietrze z graczy Daniela Podgórskiego. W ostatniej partii w obozie BEemki było już za gorąco na to, by realnie myśleć o choćby jednym punkcie. Zamiast na walce o punkt – BEemka poświęciła mnóstwo czasu na jakieś wewnętrzne kłótnie i w połączneniu z świetną dyspozycją MPS-u, zapewniło im trzy punkty w prestiżowym spotkaniu – brawo!
BL Volley – Old Boys 0-3 (19-21; 10-21; 10-21)
Oni już nawet nie udają, a o potencjalnym podium rozgrywek czy awansie głośno mówią sami zawodnicy drużyny w białych trykotach. W środowy wieczór mało jednak brakowało do tego, by wspomniane plany zostały przekreślone już na pierwszym wirażu. BL Volley rozpoczął bowiem tę partię tak jak skończył ostatnią w meczu z Volley Gdańsk – bez kompleksów, bez przesadnego respektu dla rywala. Z drugiej strony znajdują się oni już w takim położeniu, że co złego może im się stać? Przecież minusowych punktów w Inter Marine SL3 nie przyznajemy, a umówmy się – BL Volley szanse na utrzymanie stracił już dawno temu. Tak czy siak po bardzo wyrównanym secie i punkcie Mateusza Cencelka, który niedawno dołączył do BL Volley, na tablicy wyników mieliśmy remis po 18. Faworyt meczu dopiero w końcówce zdołał przechylić szale zwycięstwa na swoją stronę i trzeba przyznać, że premierowa odsłona była dość zaskakująca (21-19). Kiedy jednak graczom Old Boys puścił początkowy stres związany z koniecznością ogrania w wielkim stylu ostatniej drużyny w tabeli, było już tylko lepiej. Nie wykluczamy również, że na obraz gry z drugiego i trzeciego seta wpłynął aspekt zmęczenia BL, który musiał radzić sobie przez sześć setów w sześciu graczy. Już na początku środkowej partii Old Boys wypracowali sobie pokaźną zaliczkę i nie mieli problemów z tym, by wysoko ograć rywala (21-10). Trzeci set zapowiadał się na pogrom. Po zagrywce oraz ataku Mikołaja Boguckiego zespół 'znad Raduni’ wysunął się na prowadzenie 16-4. W końcówce BL odrobił kilka punktów, ale o wygraniu seta nie mogło być już mowy.
Audiofon Karczemki – Challengers 1-2 (19-21; 18-21; 21-18)
Po wygranej z ekipą Wolves Volley Audiofon Karczemki przystępował do drugiego spotkania w środowy wieczór. W naszym odczuciu miało to być trudniejsze starcie, bo o ile z 'Wilkami’ byli faworytem, to do meczu z ex-drugoligowcem przystępowali z łatką 'underdoga’. Różnice 'na papierze’ w całym spotkaniu nam się jednak zatarły i już od samego początku oglądaliśmy wyrównane starcie. Do połowy pierwszego seta mieliśmy remis po 10. Z czasem po skutecznych akcjach Macieja Grabana Challengersi wysunęli się na prowadzenie 16-11 i kiedy wydawało się, że jest już 'pozamiatane’, Audiofon rzucił się do odrabiania strat. Choć finalnie udało im się zniwelować kilka punktów, Challengersi – w dużej mierze po bardzo dobrej grze w obronie ich kapitana – zdołali postawić kropkę nad 'i’ (21-19). Środkowa partia to kontynuacja niewielkiej, ale jednak przewagi Challengersów. Osamotniony w niwelowaniu przewagi rywali Roman Grzelak nie okazał się wystarczającą bronią na to, by ograć faworyta, który wygrał środkową partię do 18. Do pewnego etapu meczu sytuacja Challengersów była wyborna. Przed nimi pozostał jednak trzeci set, który w obecnym sezonie bywał 'przeklęty’ i kto wie, czy właśnie wygrane 2-1 nie pozbawią Challengersów możliwości gry w drugiej lidze. Tym razem nie było inaczej. W trzecią partię gracze Wojciecha Lewińskiego weszli koszmarnie i po ataku środkowego z Karczemek – Mateusza Rysia – Audiofon prowadził 10-4. W dalszej części Challengersi doprowadzili co prawda do wyrównania po 15, ale ostatnie słowo – głównie za sprawą wspomnianego przed chwilą gracza – padło łupem drużyny w biało-czerwonych barwach (21-18).
MPS Volley – Fux Pępowo 3-0 (21-16; 21-18; 21-15)
Oj tak, to był wymarzony wieczór Miłośników Piłki Siatkowej. Po wygranej za komplet punktów z BEemką Volley, zespół Jakuba Nowaka przystąpił do drugiego starcia w środowy wieczór. Tym razem ich rywalem była chwalona przez nas w ostatnim czasie ekipa z Pępowa. O mobilizacje w zespole MPS-u nie było trudno. Potencjalna kolejna wygrana za trzy oczka sprawiała, że MPS wskakiwałby na drugie miejsce w tabeli, zapewniałby sobie grupę mistrzowską i start z pierwszej linii obok CTO po medale. Cóż – stawka meczu była ogromna. Grając pod bądź co bądź presją – zespół MPS rozpoczął premierową partię rewelacyjnie i chwilę po rozpoczęciu, prowadzili już 9-4. W dalszej części mieliśmy zbitkę dwóch rzeczy – rozprężenie w obozie MPS oraz show w wykonaniu Maksymiliana Magdziarka, po którym na tablicy wyników mieliśmy remis po 15. Końcówka seta to jednak przewaga faworyta, udokumentowana skuteczną zagrywką Szymona Drzazgi (21-16). Druga partia rozpoczęła się podobnie do tego co widzieliśmy na początku spotkania. Po bardzo dobrej grze w bloku i obronie, MPS wysunął się na prowadzenie 10-5. W dalszej części Miłośnicy Piłki Siatkowej nieco zwolnili, ale koniec końców – wygrali seta do 18. Wisienką na torcie po środowym wieczorze był trzeci set rywalizacji. Choć graczy MPS-u łapały już skurcze, to ‘dali z wątroby’ i od początku narzucili rywalom swoje warunki gry. Każdy z setów środowego spotkania wyglądał jednak tak samo. Przychodził moment, w którym Fux zbliżał się do swojego rywala, ale kiedy ten poczuł zagrożenie – za każdym razem wychodził z opresji – brawo! Oj, przyszłotygodniowe spotkanie z CTO Volley zapowiada nam się wybornie.
Speednet – Merkury 1-2 (21-17; 18-21; 19-21)
Tak na nasze, to Merkury w środowy wieczór pogrzebał szansę na grupę mistrzowską. Bo powiedzmy sobie wprost – wygrana w stosunku 2-1 im niewiele daje. Owszem – w obozie 'Granatowych’ mogą teraz siedzieć z kalkulatorami w rękach, ale nawet jeśli wygrają ostatnie spotkanie za komplet punktów, to będą mieli 16 oczek i prawdopodobnie wciąż gorszy bilans małych punktów niż AiP. Jest również mało prawdopodobne, że będą mieli lepszą pozycję niż BEemka lub Bossman, bo w tym meczu najbardziej prawdopodobnym wynikiem będzie podział punktów. Cóż – będzie cholernie ciężko i liczenie wyłącznie na siebie już Merkuremu nic nie daje. To oczywiście mówi samo przez siebie, w jakim położeniu znalazł się pięciokrotny Mistrz Inter Marine SL3. Naprzeciw nich w środowy wieczór wystąpiła ekipa Speednetu, która w ostatnim czasie – umówmy się – prezentowała się koszmarnie. Graczom Macieja Miścickiego nie przeszkodziło to jednak w tym, by w pierwszym secie ograć faworyzowanego rywala. Po wyrównanym początku Speednet na prowadzenie wyprowadził skuteczną zagrywką… ex gracz Merkurego – Robert Kościński (15-12). Dalsza część seta to wyraźna przewaga 'Programistów’, którzy wygrali tę partię do 17. Przebudzenie Merkurego nastąpiło w momencie, w którym… może to nie mieć już znaczenia. Choć lepiej rozpoczął Speednet 10-7, to po serii świetnych zagrywek Piotra Kurasa układ sił się zmienił, a Merkury wysunął się na prowadzenie 13-11. Dalsza część seta to kontrola nad poczynaniami boiskowymi i wygrana do 18. Ostatni set miał trzy widoczne fazy. Lepiej w seta weszli gracze Speednetu, ale z czasem – po zagrywce debiutującego w Merkurym Szymona Macyry – Merkury wysunął się na kilkupunktowe prowadzenie (16-11). Faza trzecia to gonitwa Speednetu, który realnie postraszył swojego rywala, ale ostatecznie musiał uznać jego wyższość. Biorąc pod uwagę jednak porażkę Fuxa w stosunku 0-3, Speednet przynajmniej na chwilę uciekł ze strefy bezpośredniego spadku.