Za nami jedenasty dzień meczowy w sezonie Jesień’25. W hicie pierwszej ligi, CTO okazało się mocniejsze od BEemki Volley. Do prawdziwych sensacji doszło jednak na drugoligowych parkietach gdzie Eko-Hurt przegrał najpierw ze Speednetem 2, a następnie z Bayerem Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie!
Speedway AWKS – Feniks Gdańsk 3-0 (21-11; 21-19; 23-21)
Osoby, które wnikliwie analizowały wyniki w aplikacji SL3, mogły przecierać wczoraj oczy ze zdumienia. Poprzez błąd systemu – przez kilka godzin wyświetlał się tam wynik…5-0 dla Speedway AWKS. Cóż – tak dobrze nie było, ale gracze w żółto-czarnych strojach po raz kolejny sięgają po komplet punktów. Choć co do stylu gry można mieć czasami pewne zastrzeżenia – wynik dwunastu oczek robi ogromne wrażenie nawet na takich marudach jak my. Pierwszy set rywalizacji to absolutna dominacja faworyzowanej drużyny. Czując wsparcie bliskich z trybun, AWKS rozpoczął mecz od prowadzenia 8-2! W dalszej części po punktach aktywnych Mateusza Plińskiego oraz Mateusza Bojke było już 18-8 i był to koniec marzeń Feniksa o wygraniu pierwszego seta rywalizacji. Emocje w meczu rozpoczęły się jednak dopiero w środkowej partii. Mimo tego, że Speedway rozpoczął od prowadzenia 8-5, to w dalszej części – Feniks zdołał doprowadzić do wyrównania po 12. Kiedy pod koniec seta przegrywali jednym oczkiem (18-17), mogli mieć nadzieje na powodzenie. Po chwili dwoma skutecznymi atakami popisał się jednak Maciej Budziński, a AWKS – cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-19). Największą szansę, Feniks miał w trzecim secie rywalizacji, w którym szedł rywalem ‘łeb w łeb’ od pierwszej, do ostatniej piłki w meczu. Pod koniec zespół Łukasza Dubickiego miał nawet piłkę setową (21-20), ale team Mateusza Bojke, nie po raz pierwszy w tym sezonie wyszedł z opresji obronną ręką.
EKO-HURT – Speednet 2 1-2 (19-21; 21-15; 18-21)
Grubo ponad 80% typerów stawiało na to, że mecz wygra Eko-Hurt. Nie ma się co temu przesadnie dziwić. Jeszcze chwilę temu grali w pierwszej lidze. Dodatkowo trzy pierwsze spotkania w sezonie Jesień’25 wygrali, a wśród społeczności Inter Marine SL3 panowało przekonanie, że są oni głównym kandydatem do awansu. Na drugim biegunie mieliśmy Speednet 2, który w minionym sezonie miał potężne problemy z wygrywaniem, a obecną kampanię rozpoczął od dwóch porażek w stosunku 0-3. Już początek spotkania pokazał, że dla ‘Hurtowników’ nie będzie to tak proste spotkanie, jak mogło im się przed meczem wydawać. Po dwóch atakach z rzędu Kamila Szlejetera, to Speednet 2 rozpoczął od prowadzenie 12-10. W dalszej części seta, przewaga ‘Programistów’ się jeszcze powiększyła, a pod koniec seta byliśmy świadkami kilku piłek setowych. Choć prowadzili 20-16 to nie uniknęli nerwówki. Mimo to, to właśnie Speednet zdołał postawić kropkę nad ‘i’ (21-19). Porażka w pierwszym secie podrażniła ambicję ‘Hurtowników’, którzy w drugim secie wyglądali już zupełnie inaczej. Lepiej. Już w pierwszej części seta Eko-Hurt objął prowadzenie 11-5 i dalsza część seta była tylko formalnością (21-15). Pod koniec decydującego o zwycięstwie seta, Szymon Mortas dwoma atakami wyprowadził Eko-Hurt na prowadzenie 18-17. Po chwili, Speednet 2 zaprezentował wyborną grę w bloku. Po skutecznych blokach Kamila Szlejtera oraz Adama Galińskiego, Speednet 2 wygrał partię do 18. Brawo! Trzeba przyznać, że przełamanie przyszło w momencie kiedy absolutnie się tego nie spodziewaliśmy!
Staltest Pomorze – MPS Volley 0-3 (15-21; 15-21; 10-21)
Ten wieczór nie mógł ułożyć się lepiej dla graczy MPS Volley. Nie dość, że team Jakuba Nowaka ograł za komplet punktów Staltest Pomorze, to na dodatek – w ostatnim czasie, punkty pogubiły inne drużyny, które przed sezonem były wymieniane jako drużyny z szansami na podium rozgrywek czy awans do wyższej ligi. Dzięki temu – Miłośnicy Piłki Siatkówki już po trzecim meczu wskoczyli na sam szczyt ligowej tabeli, a warto zwrócić uwagę na fakt, że żadna z drużyn nie ma rozegranych mniej meczów. Dodatkowo aż sześć teamów rozegrało o co najmniej jeden mecz więcej niż ex-wicemistrz Inter Marine SL3. Jeśli chodzi o poniedziałkowe spotkanie, to prawdę mówiąc – był to mecz bez historii. Duży udział w takim obrazie gry miał fakt, że Staltest Pomorze zagrał…gołą szóstką. Nie ma się co oszukiwać – gdyby MPS potracił wczoraj punkty to byśmy grzali ten temat przez kilka dobrych tygodni. To nie miało się prawa wydarzyć. Pierwszy set to zaskakująco wyrównana partia do stanu 8-8. Po kilku atakach Szymona Drzazgi, MPS wysunął się na prowadzenie 12-8, a po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-15). Środkowa odsłona wyglądała niemal identycznie. Do połowy seta, Staltest mógł mieć poczucie, że jest w stanie nawiązać z rywalem walkę. Po chwili jednak, punktowali niemal wszyscy gracze w niebieskich strojach i w konsekwencji – drużyny zmieniły po chwili strony (21-15). Do opisu trzeciego seta, posłużymy się zwrotem piłkarskim. Był to bowiem odpowiednik ‘meczu do jednej bramki’. Po kilku punktach przesuniętego na lewe skrzydło Arka Kowalczyka, MPS objął prowadzenie 11-8 i na dziesięć kolejnych punktów, Staltest odpowiedział zaledwie dwoma (21-10).
BEemka Volley – CTO Volley 1-2 (14-21; 21-19; 20-22)
Spotkanie pomiędzy BEemką, a CTO Volley było anonsowane jako hit pierwszoligowych zmagań i kto wie – być może meczem, który będzie decydował o kolorach krążków na koniec sezonu? W naszym odczuciu nieznacznym faworytem starcia był aktualny Mistrz Inter Marine SL3 – CTO, który zaczął mecz od prowadzenia 5-1. Wypracowana na początku spotkania przewaga wystarczyła ‘Pomarańczowym’ do tego by trzymać rywala na bezpieczny dystans przez całego seta, wygrywając finalnie do 14. Zdecydowanie ciekawszy, mecz stał się od drugiego seta. Duża w tym zasługa samej BEemki, której przypomniało się wreszcie jak gra się jak team, który kończył ligowe zmagania w grupie mistrzowskiej. Od samego początku seta, obie drużyny szły ‘łeb w łeb’ i żadna ze stron nie była w stanie zbudować sobie przewagi. Pod koniec seta optyczną i minimalną przewagę mieli co prawda gracze CTO, ale po dwóch błędach z rzędu, to BEemka wysunęła się na prowadzenie 18-17, a po chwili za sprawą Przemysława Wawera, cieszyli się z wygrania seta do 19. O zwycięstwie w meczu musiał zatem zadecydować trzeci set, który ułożył się kapitalnie dla ‘Pomarańczowych’. Po dwóch asach serwisowych Jakuba Nowaka, Mistrzowie SL3 wysunęli się na prowadzenie 15-11 i choć BEemka doprowadziła pod koniec do wyrównania po 20 – ostatnie słowo należało już do CTO. Warto podkreślić, że w końcówce bardzo dobrą pracę wykonał środkowy Szymon Rachwalski, którego dwa punkty w końcówce, zapewniły CTO zwycięstwo w prestiżowym meczu.
EKO-HURT – Bayer Gdańsk 0-3 (21-23; 13-21; 17-21)
Legendarna okładka Faktu z 2006 r. powraca.
Wstyd. Żenada. Kompromitacja. Hańba. Frajerstwo. Nie wracajcie do domu. Bliscy graczy Eko-Hurtu muszą czuć dodatkową traumę. W odróżnieniu od Polaków wracających z mundialu w Niemczech, ci muszą wrócić zaledwie kilka kilometrów z hali Ergo Areny. Prawdę mówiąc – zafundowanego blamażu, rodziny Eko-Hurtu będą wstydziły się do piątego pokolenia. Już wynik 1-2 ze Speednetem był sensacją. Wówczas wydawało się, że Eko-Hurt potrzebował tego zimnego kubła wody na łby. Że gorzej być nie może. Tak przecież mówią prawda? Nic z tego, bo o ile tam team Pawła Dawczaka sięgnął po jeden punkt, tak w meczu z BENIAMINKIEM trzeciej ligi – dostał na ryj 0-3. Beka jest tym większa, że do niedawna obie drużyny dzieliły dwie klasy rozgrywkowe. Absolutnie niewytłumaczalne. Oczywiście trzeba ‘oddać królowi to co królewskie’. Bayer Gdańsk podchodził do meczu jako świeżo upieczona drużyna tygodnia. Widząc, że ma naprzeciw siebie ‘damę, która kiedyś była piękna, a dziś wali buzuny na osiedlowej ławce’, trzeba ich było pokonać. Po pierwszym – wyrównanym bądź co bądź secie, Bayer Gdańsk wyszarpał zwycięstwo do 21. Wówczas wydawało się, ze ten koszmar Eko-Hurtu musi się skończyć. W drugiej i trzeciej części meczu, team Pawła Dawczaka trafił jednak do najniższego kręgu piekła Dantego. Bayer przyjął z kolei słuszną taktykę: ‘masz frajera to go duś’ i wygrał sety do 13 oraz 17, meldując się tym samym na trzecim miejscu w ligowej tabeli. Brawo!
DHP Oliwa – Fux Pępowo 1-2 (16-21; 21-14; 15-21)
W poniedziałkowy wieczór, gracze Fuxa Pępowo mieli doskonałą okazję do tego, by zbliżyć się do ligowej czołówki. Team Dominika Szadacha grał bowiem dwa kolejne spotkania i w naszych oczach był faworytem meczu zarówno z DHP Oliwą, jak również – Challengersami. Mecz przeciwko beniaminkowi drugiej ligi – DHP Oliwie nie zaczął się jednak dla ‘Koniczynek’ zbyt szczęśliwie. Po kilku punktach debiutującego w drużynie Doriana Walentynowicza, gracze w białych strojach objęli prowadzenie 11-9. Po chwili skutecznymi akcjami popisał się jednak duet z Pępowa – Patryk Bruchmann oraz Kornel Krakowski i to Fux wysunął się na prowadzenie 18-13, co w konsekwencji dało im pierwszy punkt w meczu (21-16). To co nie udało się Oliwie w premierowej partii, udało się w środkowej odsłonie. Po kilku punktach ex-gracza 22 BLT Malbork – Doriana Walentynowicza, gracze DHP Oliwa, wysunęli się na prowadzenie 11-6. Z czasem pięciopunktowa przewaga beniaminka stała się jeszcze bardziej okazała i w konsekwencji, o zwycięstwie musiał decydować trzeci set (21-14). Finałowa partia przebiegała pod dyktando ‘Koniczynek’, którzy chwilę po półmetku seta, prowadzili 15-11 w czym spory udział miał Maksymilian Magdziarek. Dalsza część seta to już spokojne granie, w którym DHP Oliwa nie była w stanie zaskoczyć swoich rywali (21-15).
AIP – Czerepachy Volley 3-0 (21-17; 21-13; 21-16)
Kapitalne otwarcie sezonu w wykonaniu AiP. Trzy mecze – trzy zwycięstwa – komplet dziewięć punktów – humor gitówa. Zespół Adriana Ossowskiego podchodził do wczorajszego spotkania mocno zaniepokojony. Wszystko za sprawą faktu, że nie mógł skorzystać z usług dwóch podstawowych przyjmujących – Jana Krasińskiego oraz Jakuba Sulimy. W zamian za nich parę przyjmujących stanowili ściągnięty przed sezonem – Jakub Jetke oraz…środkowy – Wojciech Widz. Żeby być uczciwym – po stronie Czerepachów również brakowało kilku graczy jak Jakub Król czy Kostia Rudnytskyi. Poniedziałkowe spotkanie rozpoczęło się dość obiecująco (9-9). Sił graczom w zielonych barwach wystarczyło do stanu 17-16 dla AiP. Końcówka seta to dwa błędy ‘Żółwi’, po których nastąpiły dwa skuteczne ataki Jakuba Jetke (21-17). Środkowa odsłona to zdecydowana przewaga graczy w fioletowo-czarnych strojach. Po kilku punktach wspominanego wcześniej Jakuba Jetke oraz Mariusza Seroki, zespół AiP objął wysokie prowadzenie 11-4. W dalszej części seta, oba zespoły zdobyły porównywalną liczbę punktów, dzięki czemu Czerepachy zachowali w tej partii twarz. Choć wynik słaby, to wstydu nie było (21-13). Prawdę mówiąc – nie było również podjazdu. Czerepachy po dwóch asach serwisowych z rzędu Adama Jarosa mogli mieć nadzieje na to, że uda im się zaskoczyć rywala (11-10). Dalsza część seta to jednak dominacja zespołu Adriana Ossowskiego, który po spotkaniu – fioletowo-czarne koszulki zamienił na te z koloru żółtego, który przewidziany jest dla lidera rozgrywek, brawo!
Merkury – DNV Volley Gdańsk 3-0 (21-18; 21-12; 21-15)
Choć nie napisaliśmy tego w zapowiedzi, to uznaliśmy, że jeśli Merkury nie wygra dziś za komplet punktów, to nie wygra już chyba nigdy. W naszym odczuciu, zespół w granatowych strojach był bowiem zdecydowanym faworytem starcia i sytuacji tu nie zmienił fakt pamiętnego już spotkania z Tufi Team. Od początku spotkania, pięciokrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 wzięli się do pracy, w czym trzeba przyznać – udział mieli sami gracze DNV Volley Gdańsk. ‘Żółto-czarni’ mieli bowiem rozregulowane celowniki i dość często atakowali po outach (10-6). Choć po chwili gra obu ekip się wyrównała (12-12) to po kilku atakach Damiana Gila oraz Daniela Godlewskiego, Merkury cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-18). Środkowy set to zdecydowana przewaga faworyzowanej ekipy, która rozpoczęła tę partię od prowadzenia 8-1! Z czasem team Piotra Peplińskiego zdjął nogę z gazu, a DNV Volley Gdańsk zdołał nieco podkręcić wynik punktowy. O wygranej seta nie mogło być rzecz jasna mowy (21-12). Ostatni set nie odmienił już oblicza spotkania. Merkury po dobrej zagrywce albo notował bezpośrednie punkty, albo odrzucał rywali od siatki tak, że ci mieli problem z wykończeniem akcji. Fundamentów wygranej zespołu w granatowych barwach było rzecz jasna więcej. Finalnie po jednostronnym widowisku, faworyt wygrał do 15 i zgodnie z tym o czym pisaliśmy w zapowiedziach – dziś ocena szkolna DNV została obniżona na dopuszczający plus. Trzy spotkania i dwa punkty na koncie to nie jest z pewnością start, o którym marzyli ‘żółto-czarni’. Ich sytuacji nie tłumaczy również fakt problemów kadrowych. Któż ich bowiem nie ma?
Challengers – Fux Pępowo 1-2 (16-21; 21-18; 21-23)
Po podziale punktów w meczu z DHP Oliwą – gracze Fuxa Pępowo podchodzili do kolejnego meczu z nadziejami, że tym razem uda im się wygrać za komplet oczek. Szansę na to ocenialiśmy dość wysoko. Historycznie, team ‘Koniczynek’ ogrywał Challengersów inkasując komplet punktów i od tej reguły, nie było odstępstwa. Z drugiej strony team Wojciecha Lewińskiego pozostawał przed meczem jedną z trzech drużyn, które jak do tej pory nie zdołały wygrać ani jednego spotkania. Taki stan nie może trwać przecież wiecznie. Od początku spotkania to jednak ‘Koniczynkom’ szło lepiej. Po tym jak Maksymilian Magdziarek popisał się efektowną obroną, a następnie skończył dwa ataki – Fux objął prowadzenie 13-11 i mniejszą bądź większą przewagę, utrzymał aż do samego końca (21-16). Środkowa partia zdawała się być kontynuacją pewnego obrazu gry. Po kilku błędach rywali, gracze w czarnych strojach objęli prowadzenie 4-1. Z czasem gra obu drużyn się jednak wyrównała i po szarpanej grze mieliśmy remis 14-14. Mimo że to Fux zdobył trzy kolejne punkty (17-14) to nie wykorzystał ogromnej szansy. Już po chwili Challengersi doprowadzili do wyrównania po 17, a następnie za sprawą Pawła Kondrackiego oraz Michała Kocbucha – doprowadzili do wyrównania w setach (21-18). Ostatni set poniedziałkowego meczu miał co najmniej kilka oblicz. Przez długi czas wydawało się, że to Fux będzie górą (15-11). Wzięty w porę przez Challengersów czas sprawił, że to oni wysunęli się na prowadzenie (17-16). Mimo, że zwycięstwo wymykało się graczom z Pępowa z rąk, to po emocjonującej końcówce i walce na przewagi – to oni byli górą. Kolejny mecz, kolejna walka na przewagi i kolejna porażka Challengersów. Z pewnością jest to coś, nad czym gracze Wojciecha Lewińskiego muszą się pochylić.