Liga: Trzecia Liga – Jesień 2025

BL Volley – Wolves Volley

Mega lubimy takie historię. No bo wiecie. BL Volley był jak kuzyn z małej miejscowości, który przyjeżdża do wielkiego miasta i co do zasady – ma się podporządkować regułom tam panującym. Tymczasem ten, jak gdyby nigdy nic zostaje kapitanem drużyny, biją się o niego dziewczyny z klasy, a on sam – staje się okoliczną gwiazdą. From zero to hero, moi mili. Nikt chyba nie stawiał na to, że BL Volley zdoła awansować do drugiej ligi. W sensie nikt, jeszcze kilka tygodni temu, bo przez wspomniany okres – ‘Tygrysy’ rosły w mgnieniu oka. Stawali się coraz więksi i coraz silniejsi. W ostatecznym rozrachunku wygrali 10 z 13 spotkań i awansowali – w pełni zasłużony sposób. Tu nie można mówić o niesprawiedliwości i parafrazując słowa z polskiego sejmu – ‘ten awans im się po prostu należał’. Skoro przy metaforach byliśmy na początku podsumowania, to i teraz musimy jedną wtrącić. Bo z wtorkowym meczem było jak z melodramatem. Wiecie – na początku była sielanka i nic nie wskazywało na to, że sprawy potoczą się nie tak, jak nasz główny bohater by tego oczekiwał. Kiedy wydawało się, że epilog tej historii nie będzie happy-endem, mieliśmy jeszcze jeden zwrot akcji, który sprawił, że w obozie BL zapanowała euforia. Precyzując. BL miał swoje potężne problemy w trzecim secie, którego rozpoczął od stanu 5-10. To, że wykaraskali się z tak dramatycznej sytuacji pokazuje klasę drużyny i to, że potrafią sobie radzić w kryzysowych momentach. Podsumowując – brawo. Nie możemy się wręcz doczekać not w skali 1-10 w czwartkowym magazynie. STAY TUNED.

Port – MiszMasz

Po rewelacyjnej wygranej za komplet punktów z zespołem MysterElektroRockets – ‘Portowcy’ byli już o włos od utrzymania w trzeciej klasie rozgrywkowej. Do tego, by wyprzedzić zarówno Tiger Team jak i MysterElektroRockets – gracze Tomasza Bobcowa potrzebowali co najmniej jednego punktu. Nieco bardziej skomplikowana sytuacja była w drużynie MiszMasz, która niespodziewanie przegrała z Tiger Team i do utrzymania – potrzebowała wygranej z rywalami. Pierwszy set rywalizacji to koronny dowód na to, jak obu drużynom zależało na korzystnym wyniku. Ależ to była emocjonująca partia. Co ciekawe – do pewnego momentu wszystko wskazywało na pewną wygraną MiszMaszu, który prowadził 17-12. Przestój MiszMaszu przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie i po zagrywce Piotra Wieruszewskiego, Port doprowadził do wyrównania po 18. Dalsza część seta to walka punkt za punkt, w której żadna z drużyn nie chciała odpuścić. Ostatecznie po długiej wymianie ciosów – w końcówce Port popełnił dwa błędy z rzędu i pierwszy punkt w meczu, zasilił konto MiszMaszu. Środkowa odsłona to bardzo podobna historia, w której MiszMasz zdawał się mieć pod kontrolą poczynania boiskowe, ale pod koniec – wygrana zaczęła wymykać im się z rąk. Ostatecznie mimo prowadzenia 20-18, zespół Jakuba Waszkiewicza nie mógł dopiąć swego, a z wyrównania – cieszyli się po chwili ‘Portowcy’ i jak się okazało – był to punkt na wagę utrzymania w trzeciej lidze. Ostatni set rywalizacji to już wyraźna przewaga MiszMaszu, który dysponował zdecydowanie szerszym składem na przestrzeni sześciu rozegranych w środę setów. Sądzimy, że miało to znaczenie i nieco ‘świeżsi’ gracze Jakuba Waszkiewicza – wygrali seta do 13, zapewniając sobie utrzymanie w trzeciej lidze.

Tiger Team – MiszMasz

Kurde… dawno nie mieliśmy tak, że było nam po ludzku żal, którejś z drużyn. Przez tyle lat i sezonów. Przez 3500 obejrzanych spotkań, uodporniliśmy się na drużynowe dramaty. Ten w wykonaniu drużyny Tiger Team nas jednak w jakiś sposób dotknął, bo team Dawida Staszyńskiego – walczył z wieloma przeciwnościami losu, a od początku sezonu – wymieniany był jako kandydat nr 1 do spadku. Ostatecznie zespół ‘Tygrysów’ zgromadził 13 oczek co niejednokrotnie wystarczało do utrzymania. Nie tym razem, a zespół Tiger Team przegrał trzecią ligę o… 10 małych oczek. Oczywiście dziś mogą się zastanawiać co by było gdyby nie mieli wczoraj problemów kadrowych i mogli zagrać w optymalnym zestawieniu. Tego nie dowiemy się już nigdy. Pierwszy set rywalizacji rozpoczął się co prawda dla Tigera obiecująco, ale mniej więcej w połowie seta – team nie uniknął błędów, po których z pierwszego punktu w meczu – cieszyli się gracze MiszMasz. W drugim secie MiszMasz nijak nie przypominał drużyny z wcześniejszego etapu sezonu. Grał po prostu – bardzo słabo i choć na półmetku seta trzymał fason (10-10), to w dalszej części seta – to rywal dyktował warunki gry, wygrywając finalnie do 18. Decydujący o zwycięstwie set, to… obraz nędzy i rozpaczy MiszMaszu, który na tle beniaminka, prezentował się bardzo słabo. Ostatecznie faworyzowana ekipa przegrała tę partię do 14, a cały mecz 1-2 i choć udało im się utrzymać, to… spotkanie z MiszMaszem do udanych z pewnością nie należało.

Port – MysterElektroRockets

Uniwersum Inter Marine SL3 nie zawiodło. To co wydarzyło się w środowy wieczór w dolnych partiach trzecioligowej tabeli, wymyka się z jakichkolwiek ram logiki. Przez długie tygodnie wydawało się, że zespół MysterElektroRockets zdołał uciec z bagienka, w którym znajdowały się drużyny walczące o życie. Wczoraj wieczorem – zespół Pawła Urbaniaka miał to udowodnić, a do utrzymania – potrzebowali w zasadzie jednego punktu. Komplikacje pojawiły się już w pierwszym secie rywalizacji, w którym zespół w biało-czerwonych strojach… zdawał się nie dojechać do hali Ergo Arena. Ależ to była dominacja ‘Portowców’. Ależ to było lanie, ależ to było dobre granie. Z drugiej strony warto podkreślić to, że dawno nie widzieliśmy tak słabej drużyny MysterElektroRockets. Pięć punktów w secie po własnych akcjach? Wstyd (21-11). W środkowej odsłonie ‘biało-czerwoni’ wzięli się w garść i po bloku Macieja Łyszczarza – wysunęli się na prowadzenie 7-3. Z czasem prowadzili już 12-7 i wydawało się, że za chwilę doprowadzą do wyrównania w setach co da im utrzymanie w lidze. Po dwóch asach serwisowych Marka Wieruszewskiego – Port uwierzył, że nie wszystko stracone (12-11). Dalsza część seta to bardzo dobra gra ‘Portowców’, która dała im drugi punkt w meczu (21-18)! Ostatni set to kontynuacja przewagi drużyny ‘z doków’ wobec, której gry – MysterElektroRockets byli totalnie bezradni. Ostatecznie Port zakończył seta wygraną do 13, co miało fundamentalne znaczenie dla utrzymania w lidze. Wówczas gracze MER nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo sprawy się pokomplikują. Po innych – niekorzystnych wynikach okazało się, że biało-czerwoni zagrają w przyszłym tygodniu mecz barażowy, co jeszcze do niedawna – wydawało się nierealnym scenariuszem.

Maritex – Hydra Volleyball Team

Słyszeliście kiedyś o pechowej trzynastce? Owszem – my również, ale całkowicie zignorowaliśmy ten fakt. W środowy wieczór naprzeciw siebie stanęły bowiem drużyny, które w naszym odczuciu – dzieli zdecydowanie więcej, aniżeli łączy. Precyzując – wydawało nam się, że Hydra Volleyball Team jest całkowicie poza zasięgiem Maritexu. Dodatkowo byliśmy wręcz przekonani, że zespół Sławomira Kudyby będzie chciał zakończyć pozytywnym akcentem, który dodatkowo – przedłużałby serię zwycięstw z rzędu. Jakby tego było mało – Hydra miała szansę stać się jedną z nielicznych drużyn, która zdołała wygrać wszystkie trzynaście spotkań w sezonie. Pierwszy set to partia, w której… nie byliśmy przesadnie zaskoczeni, a grający na totalnym luzie zawodnicy Hydry – wygrali partię do 17. Środkowa odsłona to zupełnie inny obraz gry. Po bardzo wysokiej skuteczności w Maritexie i co tu dużo mówić – świetnej grze, gracze Michała Pietrasika zdołali zaskoczyć rywala, wysuwając się na prowadzenie 12-7. Z czasem świetnie wyglądający gracze w fioletowych strojach obniżyli nieco loty i w konsekwencji – popełnili kilka błędów, które dały Hydrze nadzieję na odwrócenie losów seta (17-15). Mimo że z perspektywy Maritexu robiło się naprawdę gorąco – ostatecznie zdołali oni dopiąć swego i doprowadzić do wyrównania w setach (21-19). W trzecim secie rywalizacji – Maritex grał już na totalnym luzie i o dziwo – wszystko im wychodziło. Kto wie – być może jest to gotowa recepta na wyniki w kolejnej edycji? Tak czy siak – zespół Michała Pietrasika wysunął się na prowadzenie 15-9, po którym nie miał problemów z wygraniem z absolutnym faworytem do 16 – brawo!

Team Spontan – Flota TGD Team

TEŻ NIE CHCĄ. Nie da się tego opisać innymi słowami. Po tym jak około godziny 20:00 stało się jasne, że Dream Volley zrobił Spontanowi prezent – ci znaleźli się na autostradzie prowadzącej do upragnionej drugiej klasy rozgrywkowej. Aby się do niej dostać – wystarczyło wygrać z Flotą TGD Team za komplet punktów i taki scenariusz, był dla nas najbardziej prawdopodobnym. Na początku spotkania – ‘Spontaniczni’ stanęli na wysokości zadania i choć mieli swoje problemy i musieli odrabiać nieznaczną stratę (11-13), to w dalszej części seta, udowodnili swoją wyższość, wygrywając finalnie do 18. W drugim secie było jeszcze lepiej. Po bardzo dobrym fragmencie ‘Spontanicznych’, w którym pozytywnie wyróżniał się przyjmujący – Krzysztof Leper, zespół Piotra Raczyńskiego odjechał rywalom na pięć punktów (10-5). Choć z czasem po dobrej grze w obronie Marceliny Krukowskiej, Flota zniwelowała straty, to wobec kolejnych ataków rywali – byli już bezradni. Ostatecznie ‘Spontaniczni’ wygrali tę partię do 17, a to oznaczało, że do awansu do drugiej ligi, potrzebują…wygrać trzeciego seta. Domyślacie się epilogu tej historii prawda? Choć zaczęło się dla ‘Spontanicznych’ obiecująco (6-4), to po bardzo dobrym fragmencie Daniela Iwaszko – Flota wysunęła się na prowadzenie 15-10. Spontanowi nie pomogło ani wzięcie czasu, ani tupanie nóżkami, ani desperackie próby odwrócenie wyniku. Udało się jednak co innego – spieprzyć koncertowo sprawę. Drużynie Piotra Raczyńskiego pozostało liczyć na to, że BL Volley nie wygra z Wolves Volley za komplet punktów i jakiś cudem – uda im się wygrać mecz barażowy. Prawdę jednak mówiąc – wątpimy, aby los dawał im tyle razu szansę. Tak jak wspomnieliśmy – nie chcą.

Dream Volley – Kraken

NIE CHCĄ. ‘Marzyciele’ stanęli dziś przed ogromną szansą na zapewnienie sobie bezpośredniego awansu do drugiej ligi. Aby tak się jednak stało, musieli wygrać z Krakenem, co z założenia miało być dość wymagającym zadaniem. Wszyscy zdawali sobie bowiem sprawę z tego, jak Kraken zaprezentował się w poniedziałkowy wieczór w meczu z Flotą TGD Team. Co ciekawe, przy odpowiednim układzie tabeli Kraken mógł zapewnić sobie we wtorek awans do wyższej klasy rozgrywkowej, co do niedawna było wyłącznie mokrym snem drużyny Jurija Charczuka. Wtorkowe starcie zaczęło się jednak dla ‘Bestii’ wybornie, bo na półmetku seta Kraken prowadził 10-7. Z czasem Dream zdał sobie jednak sprawę, że być może właśnie przegrywa awans i w konsekwencji doprowadził do wyrównania po 14. Mimo wyrównanej gry, to Kraken cieszył się z pierwszego punktu w meczu, co – umówmy się – było tragiczną wiadomością dla ‘Marzycieli’. Po dwóch godzinach swoje spotkanie miał przecież rozegrać Team Spontan. Mimo niekorzystnego wyniku, w drugiej odsłonie Dream Volley zdołał się podnieść. Jest to tym bardziej imponujące, że po połowie seta Kraken za sprawą rewelacyjnie dysponowanego Volodymyra Krolenko prowadził już 14-11. Po chwili losy seta odmienił jednak duet skrzydłowych ‘Marzycieli’ – Hawrylik – Żebrowski, a Dream doprowadził do wyrównania w setach (21-18). Decydujący o zwycięstwie set zapowiadał, że Dream Volley wygra bez większych ‘przygód’. Mimo prowadzenia 11-7, tym razem to oni musieli zmierzyć się z tym, że rywal ich z czasem dogonił (20-20). Ostatecznie skończyło się wyłącznie na strachu, a ‘Marzyciele’ wygrali tę partię do 20, a cały mecz 2-1. Czy to dobry wynik? Mamy mieszane uczucia. Dziś wiadomo już, że Dream skończy zmagania na podium. Wczoraj mogli sobie jednak zapewnić srebrne medale, a o tym, czy tak będzie, zadecyduje ostatni mecz trzeciej ligi, w której BL Volley podejmie Wolves Volley. Stawką meczu, poza kolorem medali kilku ekip, będzie również to, która z drużyn awansuje, która zagra w barażu, a która obejdzie się smakiem.

Kraken – Flota TGD Team

Choć w zasadzie przestaliśmy już o tym mówić i pisać, to widzimy, co dzieje się w ligowej tabeli. Po zwycięstwie za komplet punktów z Flotą TGD Team, zespół Jurija Charczuka traci do podium rozgrywek zaledwie jeden punkt. Co więcej – już dziś zmierzy się z drużyną Dream Volley i, prawdę mówiąc, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie scenariusz, w którym ograją oni ‘Marzycieli’ i finalnie wskoczą przed nich w ligowej tabeli. Oj – to byłby twist, którego chyba nikt się nie spodziewał – nawet gracze Krakena. Cóż – pożyjemy, zobaczymy. Nie byłoby jednak tej narracji, gdyby nie poniedziałkowe starcie z Flotą TGD Team, w którym Kraken prezentował się wybornie. Początkowa faza seta to jednak wyrównana gra (11-11). Dopiero w dalszej części zaczęła zarysowywać się przewaga ekipy Jurija Charczuka (17-14) i to wystarczyło, by sięgnąć po pierwszy punkt w meczu. W środkowej odsłonie gracze Floty TGD Team zostali… zdemolowani przez rywala i, prawdę mówiąc, mogą się cieszyć, że zdołali zgarnąć dwucyfrowy wynik punktowy. Warto bowiem zauważyć, że się na to nie zanosiło, a Flota TGD Team była totalnie w rozsypce i nie była w stanie rywalizować z rozpędzonym rywalem. Oczywiście, widząc słabość przeciwnika, Kraken postanowił go jeszcze bardziej docisnąć i finalnie pozwolił rywalom na uciułanie zaledwie 12 oczek. Ostatni set to partia, w której Flota TGD Team mogła poszukać swojej szansy. W połowie seta to właśnie oni byli o włos przed rywalem (10-8). Dwupunktowa przewaga to jednak nic i już po chwili świetną serią popisał się lider Krakena – Volodymyr Krolenko, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 18-16, a w konsekwencji dało to Krakenowi trzeci, jak się później okazało, bardzo ważny punkt do ‘ligowej układanki’.

Kraken Team – Team Spontan

Trzeba to powiedzieć wprost – Team Spontan skomplikował sobie sprawę bezpośredniego awansu do drugiej ligi. Z drugiej strony, czy był to pierwszy raz, a my jesteśmy jakoś przesadnie zdziwieni? Skądże znowu. Czuliśmy, że tak będzie, czego dowodem był Typ Redakcji, który zakładał podział punktów. Tak czy siak – po wygranej w stosunku 2-1, Team Spontan plasuje się na trzecim miejscu w tabeli i musi liczyć na komplet punktów z Flotą oraz to, że Dream Volley podzieli się punktami z Krakenem. Dodatkowo – we wszystko zamieszani są również gracze BL Volley. Ech – co by nie mówić – ‘Spontaniczni’ mogą sobie ‘pluć w brodę’. Początek spotkania układał się jednak dla drużyny Piotra Raczyńskiego w wymarzony sposób. Choć rywal dwoił się i troił, a w konsekwencji – odrobił czteropunktową stratę do rywala (13-9; 18-18), to ostatnie słowo – należało jednak do Spontana (21-19) na co wpływ miały skuteczne ataki Patryka Wyloty oraz…dwie zepsute zagrywki rywali (21-19). Środkowa odsłona to zwrot akcji, który może mieć koszmarne konsekwencje dla Spontana. Co działo się w środkowej odsłonie? Cóż – karta sprzyjała ‘Bestii’, choć Team Spontan zdołał wcielić się w rolę rywali i tak jak oni we wcześniejszej fazie meczu – również odrobili straty, doprowadzając do wyrównania po 17. Jak zapewne pamiętacie – taka walka w konsekwencji…gówno daje (21-19). Ostatni set to już ‘sportowa złość’ Spontana, który zagrał naprawdę nieźle i w konsekwencji – wygrał do 15. Oczywistą sprawą jest jednak to, że na poniedziałkową serie gier – mieli zupełnie inne plany.

Port – Aqua Volley

Wbrew pozorom – poniedziałkowe spotkanie było bardzo ważne nie tylko dla walczącego o utrzymanie Portu. W naszym odczuciu było również ważne dla graczy Aqua Volley, którzy walczyli o to, by z trzecią ligą pożegnać się z choć jednym zwycięstwem. Jak do tej pory – zespół Matusza Drężka musiał bowiem przyjmować ‘na klatę’ porażki i trzeba przyznać, że te męczarnie – Aqua Volley zniosła naprawdę nieźle. Tak czy siak – od pierwszego gwizdka sędziego, graczom Mateusza Drężka nie brakowało determinacji i pod tym kątem – beniaminek trzeciej ligi nieco zaskoczył swoich rywali. Pierwszy set nie był zbyt dobrym widowiskiem i trzeba to sobie powiedzieć wprost. Dla jednych i drugich nie miał jednak znaczenia styl, a cel, do którego dążyli. Od początku oglądaliśmy szarpaną grę, w której najpierw na prowadzenie wysunęli się gracze Aqua Volley (11-8), by po chwili – po skutecznej zagrywce Stanisława Urbana to Port wysunął się na dwupunktowe prowadzenie (14-12). W dalszej części seta po obu stronach siatki nie brakowało błędów, ale w ostatecznym rozrachunku – to gracze Aqua Volley popełnili ich mniej i w konsekwencji – cieszyli się z pierwszego punktu w meczu (21-19). Środkowa odsłona to przebudzenie ‘Portowców’, którzy przypomnieli sobie, że w taki sposób – nie uda im się utrzymać w trzeciej lidze. Po niezłej grze – team ‘z doków’ wygrał tę partię do 15 i doprowadził do wyrównania w setach. Najciekawiej było jednak w trzecim secie rywalizacji. Niemal całą partię wydawało się, że to Aqua Volley sięgnie po pierwszy tryumf w sezonie Jesień’25. Na przestrzeni seta prowadzili bowiem 6-2 czy 18-14. W końcówce coś zaczęło się jednak psuć, a Aqua Volley miała widoczne problemy z wykończeniem akcji. Moment zawahania, błyskawicznie wykorzystali rywale, którzy doprowadzili do wyrównania po 20, a następnie – cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Kto wie czy nie na wagę utrzymania w trzeciej lidze!