Liga: Pierwsza Liga – Jesień 2025
Bossman Team – Tufi Team
W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na scenariusz, w którym do grupy mistrzowskiej Bossman potrzebował zaledwie jednego seta w meczu z Tufi Team. Biorąc pod uwagę fakt, że w naszym odczuciu byli oni wyraźnym faworytem meczu, nie było to przesadnie ambitne zadanie. Choć w ostatecznym rozrachunku Bossman faktycznie zagwarantował sobie grę wśród najlepszej piątki ligi, to po środowej serii gier trudno tu mówić o optymizmie. Piszemy teraz całkiem serio – w życiu byśmy nie pomyśleli, że drużyna, która po dziewięciu meczach będzie miała na koncie 13 oczek, znajdzie się w top 5 ligi. Choć tą tezą być może narazimy się graczom Bossmana, to prawdę mówiąc, gra drużyny w dziewięciu spotkaniach obecnego sezonu też za bardzo na to nie wskazywała. Cóż, tak czy siak w przyszłym tygodniu Bossman rozegra dwa spotkania w grupie mistrzowskiej, a obecny sezon – czy to się komuś podoba, czy nie – zakończy się lepszym wynikiem niż ten z poprzedniej edycji. A Tufi? Cóż, tu sytuację należy rozpatrywać dwutorowo. Warto podkreślić, że zespół Mateusza Woźniaka miał w środę szansę na awans do grupy mistrzowskiej i prawie im się to udało, bo grali naprawdę nieźle. Niestety dla siebie przegrali drugiego seta rywalizacji. To oczywiście negatywny aspekt. Pozytywny jest z kolei taki, że beniaminek pierwszej ligi zdobył wczoraj wieczorem dwa bardzo ważne punkty i zrobił duży krok w kierunku utrzymania w elicie. Prawdę mówiąc, dyspozycja drużyny w ostatnim czasie sprawia, że staje się to coraz bardziej możliwe. Podsumowując środowe spotkanie, gracze Tufi nie mają się co smucić z powodu konieczności gry w grupie spadkowej. W naszym odczuciu powinni się cieszyć z bardzo dobrego wyniku, który w ostatecznym rozrachunku może być kluczowy.
Merkury – Speednet
Mecz pomiędzy Merkurym, a Speednetem był anonsowany jako hit pierwszoligowych zmagań. Nic w tym dziwnego, bo zwycięzca meczu miał otrzymać przepustkę, która uprawniałaby go do gry w grupie mistrzowskiej. Nieznacznym faworytem starcia była dla nas ekipa Merkurego, ale… takiego obrazu gry to my się nie spodziewaliśmy. Team ‘Programistów’ wyglądał tak, jakby była to jakaś gierka sparingowa i to nie taka, w której przegrany stawiałby zwycięzcom piwo. Tak grający Speednet nie miał nawet prawa myśleć o tym, by znaleźć się w gronie pięciu drużyn walczących o medale. Już początek rozpoczął się dla teamu Macieja Miścickiego tragicznie i Speednet nie miał absolutnie pomysłu, jak temu zaradzić. Po serii czterech błędów z rzędu rywali – Merkury wysunął się na prowadzenie 12-7 i w dalszej części jeszcze powiększył swoją przewagę, wygrywając finalnie do 10. Choć wynik drugiego seta nie był już dla Speednetu tak zawstydzający jak w pierwszym, to sama gra pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Owszem – gra się tak, jak przeciwnik pozwala, ale sympatycy Speednetu, oglądając to co wyczyniają ich zawodnicy, mogli chować głowę w ręce. Pod koniec seta sygnał do odrabiania strat dał jeszcze Piotr Wojtkiewicz do spółki z Mariuszem Jaszczołtem, ale było to zdecydowanie by ‘wyczarować coś z niczego’ (21-15). Widząc rywala chwiejącego się na nogach – Merkury postanowił nie zdejmować nogi z pedału gazu. W poniedziałkowy wieczór komplet punktów zdawał się być koniecznością. Już w pierwszej części seta, świetnie dysponowani gracze w granatowych trykotach wysunęli się na prowadzenie 9-5, co ustawiło wynik rywalizacji. Po którejś (trudno doliczyć się której) piłce przechodzącej, Merkury wysunął się na prowadzenie 17-12 i po chwili cieszył się z kompletu oczek. Trzy punkty oznaczają, że już za kilka dni – Merkury rozpocznie walkę o kolejne medale w rozgrywkach Inter Marine SL3.
CTO Volley – Czerepachy Volley
Na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania, z obozu CTO Volley zaczęły napływać niepokojące wiadomości. Okazało się bowiem, że ‘Pomarańczowi’ będą w poniedziałek borykać się z olbrzymimi problemami kadrowymi. W rolę strażaków wcielili się doskonale znani, szczególnie z plaż, gracze – Mateusz Adamiak oraz jedyna kobieta w pierwszej lidze w obecnym sezonie – Kinga Legieta. Nowe twarze – brak kilku kluczowych graczy oraz elementu zgrania sprawiał, że zastanawialiśmy się, czy różnica pomiędzy nimi, a Czerepachami została w związku z tym zatarta. Cóż – odpowiedź brzmi nie. Ilekroć i jakkolwiek obie drużyny miałyby się ze sobą mierzyć, to CTO Volley wygrałby aktualnie 100 na 100 pojedynków z Czerepachami. Pierwszy set… cóż – widzieliśmy ładniejsze. Sporo niedokładności, zepsutych zagrywek, emocji jak na lekarstwo. Mimo to ‘Pomarańczowi’ nie mieli problemów z udowodnieniem wyższości nad rywalem (21-14). Zdecydowanie najwięcej emocji mieliśmy w środkowej partii. Już po chwili zastanawialiśmy się bowiem, czy nie skończy się to problemami dla faworyta. W drugiej części seta po skutecznych atakach Patryka Słowińskiego Czerepachy objęły zaskakujące prowadzenie 16-15. Już po chwili gracze CTO zdołali wyjść z opresji i drugi punkt w meczu trafił na konta ‘Zielonych’ (21-19). Ostatni set zapowiadał nieco większe emocje (11-10), ale z czasem CTO wyraźnie podkręciło tempo, wygrywając finalnie do 13, a cały mecz w stosunku 3-0.
Speednet – BEemka Volley
Po środowym meczu z AiP, w którym Speednet przegrał 0-3, ‘Programiści’ musieli powalczyć o grupę mistrzowską w kolejnym, arcytrudnym pojedynku. W czwartek gracze Macieja Miścickiego mierzyli się z BEemką Volley, gdzie w naszych oczach to rywale zdawali się być wyraźnym faworytem starcia. Team Daniela Podgórskiego potwierdził to w pierwszym secie rywalizacji, w którym postawił ścianę w bloku i sprawił, że rywalowi odechciało się grać. Dodatkowo ‘Programiści’ mieli spore problemy w przyjęciu i po dwóch asach serwisowych z rzędu Macieja Rzepczyńskiego rywale wysunęli się na prowadzenie 8-4. Jak się po chwili okazało, to był dopiero początek problemów Speednetu, który w dalszej części był absolutnie bezradny i finalnie przegrał do ośmiu. Kto wie, czy postawa ‘Programistów’ nie uśpiła BEemki, która mylnie uznała, że Speednet w dalszej części meczu będzie prezentował ten sam poziom. Nic z tego. Choć partia rozpoczęła się od prowadzenia BEemki (9-5), to w dalszej części seta Speednet zdołał odwrócić losy rywalizacji. Bardzo duży wpływ na taki stan rzeczy miała fenomenalna zagrywka Sebastiana Konarzewskiego, który w krótkim odstępie czasu zdobył w ten sposób cztery punkty (13-13). W dalszej części seta Speednet poszedł za ciosem i wygrał tę partię do 18. O zwycięstwie musiał zatem zadecydować trzeci set, który był zdecydowanie najciekawszy. Pod koniec seta wszystko wskazywało na to, że mecz wygra BEemka Volley (18-15). Mimo to Speednet nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 20. Końcówka to emocjonująca gra, zakończona asem serwisowym najlepszego zawodnika meczu – Macieja Rzepczyńskiego. Warto przy tym zauważyć, że z tą decyzją gracze Macieja Miścickiego nie mogli się przez długi czas pogodzić, ponieważ ich zdaniem piłka była na aucie. Tak czy siak – z dwóch punktów cieszyła się BEemka.
AiP – Tufi Team
W zapowiedziach przedmeczowych forsowaliśmy narrację, w której uznaliśmy, że jeśli AiP ma gdzieś w środę pogubić punkty, to raczej ze Speednetem niż z Tufi Team. Po meczu z ‘Programistami’ zespół Tufi mógł mieć jednak uzasadnione obawy. Tak się bowiem składa, że AiP na tle Speednetu wyglądało kapitalnie, rozbijając rywala w stosunku 3-0. Mecz z Tufi Team to jednak zupełnie inna historia. Już na początku spotkania gracze Adriana Ossowskiego zrozumieli, że nie będzie to łatwa przeprawa. Po dwóch punktach z rzędu Łukasza Arciszewskiego beniaminek wysunął się na prowadzenie 11-6. Z czasem zrobiło się już 17-12 i nic nie wskazywało na to, że faworyt zdoła odwrócić losy rywalizacji. A jednak – po bardzo dobrej końcówce AiP doprowadziło do wyrównania po 19, a następnie przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę (22-20). To, co nie udało się ‘Tuffikom’ w premierowej odsłonie, udało się w środkowej partii. Mniej więcej od połowy seta zaczęła zarysowywać się przewaga drużyny Mateusza Woźniaka. W końcówce, po kilku skutecznych atakach Mateusza Osieckiego, było już 19-14 i po chwili ‘underdog’ cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Sądzimy jednak, że nie było wówczas osoby, która przewidzi to, co wydarzyło się w finałowej partii. Ależ to było lanie, ależ to była demolka. To była wersja ‘SUPER SAYIAN’, w której ‘Tuffiki’ wpadli w taki trans, że w tym momencie prezentowali się genialnie. Atak – blok – obrona – rozegrania – przyjęcie – Bóg wie co jeszcze. Absolutny koncert w najlepszej filharmonii świata. Wobec takiej postawy rywali gracze AiP byli bezradni (21-7). Porażka w stosunku 1-2 komplikuje wyborną wydawałoby się sytuację. Jakby sama porażka nie była wystarczająco zła, to AiP potraciło bardzo dużo małych punktów, co może nieść za sobą opłakane konsekwencje. Działa to oczywiście w dwie strony, a Tufi Team jest oczywistym beneficjentem tej sytuacji.
AiP – Speednet
Po ostatnich wynikach w pierwszej lidze, a także świetnej postawie AiP od początku obecnego sezonu, przed drużyną Adriana Ossowskiego otworzyła się ogromna szansa na to, by realnie pomyśleć o tytule mistrzowskim. Do napisanej tezy należało jednak dostawić małą gwiazdkę, w której byłoby napisane, że pod warunkiem dobrych wyników w środowy wieczór. Wieczór zaczął się dla ekipy ‘Przyjaciół’ kapitalnie, bo po świetnej grze team w fioletowo-czarnych strojach wysunął się na prowadzenie 9-5. Z czasem przewaga była jeszcze większa (17-10) i w konsekwencji faworyt nie miał problemu, by wygrać tę partię do 13. Druga odsłona to jednak zwrot akcji – przynajmniej na jakiś czas. Po dobrym fragmencie Speednet wysunął się na prowadzenie 10-5 i wszystko wskazywało na to, że ‘Programiści’ doprowadzą do wyrównania. Zamiast tego kapitalną dyspozycję w ataku oraz bloku zaprezentowała ekipa AiP, która zdominowała rywali, odrobiła straty i sama wysunęła się na prowadzenie 14-11. Aby wybrzmiało to odpowiednio – we wspomnianym fragmencie Speednet zdobył jeden punkt, natomiast AiP… aż 9! Miazga. Choć ‘Programiści’ zdołali się jeszcze odkręcić, to na rozpędzoną maszynę nie było już siły (21-17). Ostatni set to kapitalna gra AiP, które po serii punktów Jakuba Jetke wysunęli się na prowadzenie 12-9, którego nie wypuścili już do końca, wygrywając finalnie do 16, a cały mecz 3-0. Wow – brawo!
Merkury – CTO Volley
Mecze pomiędzy tymi rywalami nie mogą być normalne. Zawsze towarzyszy im jakaś niespotykana na innych boiskach aura. Czasami mówimy tu stricte o wydarzeniach sportowych, czasami o koszmarnej kontuzji, czasem o błędach sędziów czy naszych jako zespołu Inter Marine SL3. Do takiego doszło w drugim secie rywalizacji, gdzie punkt – zamiast zasilić konto Merkurego – przypadł CTO Volley, którzy finalnie wygrali seta do 17. Czy miało to wpływ, czy jednak nie, nie dowiemy się już nigdy. Niesmak dotyczący pomyłki jednak pozostał. Jeśli chodzi o dwa pozostałe sety, to tu nie brakowało tego, co najlepsze w rozgrywkach Inter Marine SL3 – wielkich sportowych emocji i konkretnego grania. Lepiej w premierowej partii zaprezentowali się gracze Merkurego, którzy nie zaczęli zbyt dobrze (3-7), ale z każdą kolejną akcją radzili sobie coraz lepiej. Pod koniec seta prowadzili już 19-15 i kiedy wydawało się, że za chwilę zmienią strony – CTO za sprawą świetnej gry w bloku doprowadzili do wyrównania po 20. Ostatecznie skończyło się tylko na strachu Merkurego, który wygrał tę partię do 20. Ok – przeskakujemy od razu do finałowej partii, która z uwagi na wynik po dwóch pierwszych setach była najciekawsza. Po bardzo wyrównanym przebiegu gry (16-16) gracze CTO wysunęli się na prowadzenie 18-16. Mimo to Merkury nie odpuszczał i zdołał doprowadzić do wyrównania po 19. Ostatnie słowo należało jednak do aktualnych Mistrzów Inter Marine SL3 – CTO Volley – którzy dzięki wygranej niemal na sto procent meldują się w grupie mistrzowskiej. A Merkury? O tym zadecyduje mecz ze Speednetem, do którego dojdzie w przyszłym tygodniu!