Liga: Czwarta Liga – Jesień 2025

Feniks Gdańsk – Remedios Sopot Ortopedia

Powiedzmy to sobie wprost. Ustalając terminarz Inter Marine SL3 na końcówkę sezonu, trudno było zestawić nam dziewięć par, w których – obie drużyny byłyby ‘pod prądem’. Nie ma się co oszukiwać – mecz pomiędzy Remediosem, a Feniksem Gdańsk był w naszym odczuciu najmniej ciekawym widowiskiem spośród wszystkich środowych spotkań. Fakt, że drużyny nie walczyły już o wielką stawkę sprawił, że mecz wyglądał bardziej na sparingową gierkę niż walkę o ligowe punkty. Pierwszy set rywalizacji był jednocześnie tym najciekawszym. W premierowej odsłonie obie drużyny miały swoje problemy, przede wszystkim w przyjęciu. Pod koniec seta po dwóch atakach Michała Ryńskiego, objęli prowadzenie 20-15. Pod koniec Feniks zdołał zdobyć jeszcze kilka oczek, ale o wygranej seta – nie mogło być już mowy. Środkowa odsłona to absolutna dominacja Remediosu, który na tle swojego rywala, wyglądał już jak team o dwie klasy lepsze. To co rzucało się w oczy w przypadku Feniksa to bardzo duża liczba błędów, które nie pozwoliły drużynie w czarnych strojach podjąć choćby walki (21-10). W trzecim secie rywalizacji – Remedios walczył już o to by w ostatecznym rozrachunku, znaleźć się na czwartym miejscu w ligowej tabeli. Aby tak się jednak stało – musieli wygrać i prawdę mówiąc – nie mieli z tym żadnego problemu. Pod koniec meczu doszło do ciekawej sytuacji, w której asa serwisowego zdobył Maciej Kot i dało mu to wygraną w kategorii ‘najlepiej zagrywający’ czwartej ligi (21-12).

ACTIVNI Gdańsk – Only Spikes

Choć sytuacja w ligowej tabeli nakazywała sądzić co innego – w zapowiedziach wskazaliśmy na to, że to ACTIVNI Gdańsk będą faworytem spotkania. Skąd taki wniosek? Sami nie wiemy. Często za pewną drużyną ciągnie się piękna historia i wynikająca z tego aura. Czasy się jednak zmieniają i jest na to kilka dowodów. Pamela Anderson nie jest już tak piękna jak niegdyś, a ACTIVNI Gdańsk nie są już mocną drużyną ani w drugiej, ani w trzeciej, ani w czwartej lidze. Scorpionsi śpiewali kiedyś o ‘wietrze zmian’. Te w ostatnich sezonach sprawiły, że ACTIVNI są już cieniem drużyny z przeszłości. Okrzyk wersja – Beta? Cóż, nazwalibyśmy to raczej zbugowanym kodem, na którego suchej nitki nie zostawili recenzenci. Inaczej ma się sprawa w przypadku Only Spikes, którzy przeżywają obecnie swój zdecydowanie najlepszy czas w rozgrywkach Inter Marine SL3. Ależ ta drużyna rozkwitła. Ależ oni się rozwinęli. Brak nominalnej sypy na meczu? Nie ma problemu – zagra libero, w myśl zasady ‘wszystkie ręce na pokład’. Mimo że ‘żółci’ przegrywali 6-11, to po świetnej ‘zagrze’ Patryka Łabędzia – doprowadzili do wyrównania po 12, a po chwili poszli za ciosem, wygrywając finalnie do 20. W środkowej odsłonie gracze Only Spikes szli za ciosem i mimo że tym razem to oni prowadzili 16-13, to ACTIVNI Gdańsk zdołali odwrócić losy rywalizacji, wygrywając finalnie do 19. Dwa pierwsze sety były bardzo wyrównane i w związku z tym – trzeci również musiał dostarczyć emocji. Tak to już w tym spotkaniu było, że kilkupunktowe prowadzenie jednej z drużyn, nie było żadnym gwarantem sukcesu. W ostatnim secie, ACTIVNI prowadzili 15-11, a wzięty w tę porę czas – zdziałał cuda. Już po chwili gracze w żółtych trykotach doprowadzili do wyrównania po 18, a po chwili cieszyli się z czwartej wygranej w sezonie Jesień’25. Brawo – to naprawdę mega progres.

Chilli Amigos – VB FE Sulmin

Choć za Chilli Amigos już 12 sezonów to zastanawiamy się, czy team Pawła Kalety nie ma aktualnie swojego prime. Po chwili dochodzimy do wniosku, że zestawiając dzisiejszy team w czerwonych strojach z ekipą z przeszłości… moglibyśmy liczyć na spokojny komplet punktów aktualnych ‘Amigos’. Ależ to w ostatnim czasie żre. Dowód? Na wczorajszym meczu stawili się niemal wszyscy gracze, co pokazuje, że poza aspektem sportowym – wybitnie wręcz prezentuje się szeroko rozumiany team-spirit. Jeśli chodzi o samo spotkanie, to środowe starcie rozpoczęło się od wyraźnej przewagi ‘Amigos’, którzy wysunęli się na prowadzenie 14-5 i nie mieli problemu ze zgarnięciem premierowego punktu (21-8). W środkowej odsłonie – zespół z Sulmina zawiesił poprzeczkę na zdecydowanie wyższym pułapie. Ku naszemu zaskoczeniu, to oni rozpoczęli seta od prowadzenia 9-6. Niestety dla nich – w ślad za udanym początkiem nie poszła dalsza część gry. Już po chwili siedem punktów z rzędu zdobyli gracze w czerwonych trykotach (13-9), którzy z czasem poszli za ciosem, wygrywając do 14. Ostatni set to kontynuacja wyraźnej przewagi drużyny Pawła Kalety i w konsekwencji – wygrana do 13. Dzięki trzem punktom – zespół ‘Amigos’ zakończył ligowe zmagania na siódmym miejscu z 24 punktami na koncie. Uważamy, że jest to świetny wynik, aczkolwiek wydaje nam się, że ‘Amigos’ nie powiedzieli ostatniego słowa.

VB Inter-Grahen Sulmin – Siatkersi

Spotkanie drużyn o podobnym potencjale sportowym – tak to widzieliśmy. Długo zastanawialiśmy się, która z drużyn jest dla nas faworytem starcia. Ostatecznie wybór padł na VB Inter-Grahen Sulmin, choć każdy kto oglądał spotkanie wie, że mogło, a nawet powinno potoczyć się to inaczej. Początek rywalizacji to wzajemne ‘badanie się’ przez rywali (11-11). W połowie premierowego seta – gracze w czarnych strojach całkowicie stanęli i mieli spory problem z tym, by zrobić przejście. Po punktach środkowych – Jakuba Miszczuka oraz Macieja Tarulewicza, Siatkersi cieszyli się z wygrania seta do 18. W drugiej odsłonie nastąpił jednak całkowity zwrot akcji, a średnio grająca drużyna Kacpra Wiczkowskiego – wreszcie się przebudziła. Na półmetku seta, team w czarnych strojach objął prowadzenie 10-5, które z czasem jeszcze powiększyli. Warto nadmienić tu, że z bardzo dobrej dyspozycji pokazał się wprowadzony wcześniej Konrad Czykiel, który wykazał się bardzo wysoką skutecznością w ataku. Ostatecznie – VB Inter-Grahen Sulmin wygrał tę partię do 12, a to oznaczało, że o wygranej w meczu, musiał zadecydować trzeci set. Na początku napisaliśmy o tym, że Siatkersi mieli w zasadzie moralny obowiązek wygrać spotkanie. Po świetnej dyspozycji w bloku Jakuba Miszczuka – Siatkersi prowadzili już 16-10. Oczywiście w Inter Marine SL3 nie ma przewagi, której nie dałoby się roztrownić, a gracze w niebieskich trykotach – postanowili nas o tym przekonać. Już po chwili team z Sulmina doprowadził do wyrównania po 18, a dzieła zniszczenia kilkoma punktami, dopełnił Radosław Skorupa – brawo (21-19)!

DSGSA – Speedway AWKS

Od kilku miesięcy zastanawiano się, która z drużyn jest lepsza. Podpytywano o to nawet drużyny, z którymi DSGSA oraz Speedway AWKS w obecnym sezonie grały i tu zdania również były podzielone. To oznaczało z kolei, że na nudę narzekać nie będziemy. Oczywiście doznania z meczu potęgował fakt, że stawką był bezpośredni awans do trzeciej klasy rozgrywkowej! Zdecydowanie lepiej w spotkanie weszli gracze w bordowych strojach, którzy chwilę po półmetku seta prowadzili 16-11! Mimo że wszystko wskazywało na to, że jest już ‘pozamiatane’, niesieni dopingiem po kolejnych udanych akcjach gracze AWKS doprowadzili do wyrównania po 16. Kiedy wydawało się, że DSGSA już tego mentalnie nie dźwignie, przebudzenie nastąpiło w kluczowym momencie seta, którego ‘Bordowi’ wygrali finalnie do 17. Środkowa partia to olbrzymie emocje i tym razem to zespół Mateusza Bojke wysunął się na kilkupunktowe prowadzenie (14-11). Pod koniec seta oglądaliśmy bardzo dobrą jakościową siatkówkę, po której mamy przekonanie, że obie drużyny poradziłyby sobie w wyższej lidze. O tym czy tak będzie przekonamy się jeśli Speedway AWKS zdoła wygrać mecz barażowy. Tak czy siak nieustępliwa drużyna DSGSA doprowadziła w końcówce do wyrównania po 19, ale tak to już w tym meczu było, że drużyna, która trwoniła przewagę, zdołała finalnie dopiąć swego (24-22). O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, który do połowy był klasyczną walką ‘łeb w łeb’ (11-11). Przewaga DSGSA zarysowała się chwilę po półmetku seta i w konsekwencji gracze Michała Farona wysunęli się na prowadzenie 14-11, którego już nie wypuścili, zapewniając sobie bilet do trzeciej ligi – brawo!

Sharks – Craftvena

To, że zespół Sharks sięgnie po złote medale – było oczywiste od dłuższego czasu. W związku z faktem, że team Pavlo Kudinova musiał dzielić się punktami z rywalami w trzech ostatnich meczach – świętowanie musiało zostać odłożone do poniedziałkowego wieczoru. Po mistrzowski tytuł – Sharks sięgnęli już w pierwszym secie rywalizacji, którego wygrali do 18. Sam wynik wskazuje jednak na to, że ‘Rzemieślnicy’ nie zamierzali oddawać rywalom niczego za darmo. Tuż przed półmetkiem seta, na tablicy wyników mieliśmy remis po 8. W dalszej części Sharksi uzyskali jednak sześciopunktową przewagę (17-11). Choć po nim wydawało się, że faworyci sięgną zaraz po premierowy punkt – Craftvena zdołała zniwelować stratę do jednego oczka (18-17). Choć robiło się niebezpiecznie – Sharks stanęli na wysokości zadania i wygrali tę partię do 18. Środkowa odsłona wyglądała bardzo podobnie – ‘Rekiny’ wysunęli się na bezpieczne wydawałoby się prowadzenie (14-9), po czym w ich szeregach następowało pewne rozprężenie, po którym rywal zbliżył się na jeden punkt (17-16). Finalnie epilog również był taki sam, a Sharksi wygrali tę partię do 18. W ostatnim secie rywalizacji, gracze Pavlo Kudinova postanowili podkręcić nieco tempo i zakończyć sezon bardzo mocnym akcentem. Już na początku seta wysunęli się oni na pięciopunktowe prowadzenie (6-1). Z czasem przewaga świeżo upieczonego Mistrza czwartej ligi stała się jeszcze większa, a w ostatecznym rozrachunku – ‘Rekiny’ ograli rywala do 11.

Hapag-Lloyd – VB FE Sulmin

Warto być cierpliwym. Od pewnego w zapowiedziach czy podsumowaniach podkreślaliśmy fakt, że w minionej edycji – gracze Hapag-Lloyd sięgnęli po trzy punkty. Na pewnym etapie sezonu uznaliśmy, że o powtórkę – będzie bardzo trudno. Ba – jeszcze wczoraj w zapowiedzi przedmeczowej wskazaliśmy na to, że to VB FE Sulmin będzie wyraźnym faworytem starcia. Już początek spotkania pokazał jednak, że nie będzie to łatwa przeprawa dla graczy z Sulmina. Po kilku błędach drużyny grającej ‘w delegacji’ oraz punktach Hasana Tolgi Kaya, gracze w pomarańczowych barwach wysunęli się na prowadzenie 11-6. Na dobry fragment rywali, skuteczną grą niwelującą stratę do dwóch oczek, odpowiedział Domini Markowski (11-9). Jak się po chwili okazało – był to jednak krótkotrwały i nic nie znaczący zryw rywali, a pierwszy punkt w meczu, zasilił graczy Hapag-Lloyd. Środkowa odsłona to przebudzenie graczy Fabiana Ehrlicha, którzy skutecznej zagrywce Karola Wiczkowskiego, wysunęli się na prowadzenie 12-7. Już po chwili – kilkoma skutecznymi atakami popisał się Patryk Nowak i kiedy na tablicy wyników było 16-9 dla graczy z Sulmina, stało się jasne, która z drużyn wygra tę partię (21-13). O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set, który był jednocześnie tym najciekawszym. Po bardzo wyrównanym secie – w końcówce to gracze VB FE Sulmin zdawali się być na doskonałej drodze do zwycięstwa. Mimo prowadzenia 19-17, nie byli w stanie powstrzymać w końcówce świetnie dysponowanego Mateusza Siwko, który kilkoma punktami z rzędu, przypieczętował zwycięstwo Hapag-Lloyd – brawo! Na koniec warto zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że w meczu doszło do bezprecedensowej sytuacji w historii ligi, w której w jednym momencie – na parkiecie po stronie VB FE Sulmin występowały trzy kobiety!

Only Spikes – TKKF Orlen

TKKF Orlen jako pierwsza drużyna spośród wszystkich 52 ekip biorących udział w rozgrywkach zakończyła wczoraj zmagania w sezonie Jesień’25. Niestety dla nich, nie było to pożegnanie, którego by oczekiwali i w ostatecznym rozrachunku ‘Nafciarze’ kończą ligę z dwoma oczkami na koncie. Przed drużyną kilka miesięcy przerwy, w których stoczą najważniejszy mecz – mecz o przetrwanie i, prawdę mówiąc, sami jesteśmy ciekawi, czy team TKKF Orlen wystąpi w nowej edycji, a jeśli tak, to w jakiej konfiguracji. O ile o przyszłość TKKF nie jesteśmy pewni, tak przyszłość ich wczorajszych rywali – Only Spikes – jest pewna niemal na 100%. W ostatnich miesiącach od drużyny Patryka Łabędzia czuć tę pozytywną aurę, która sprawi, że będą tylko progresować. Choć przed nimi jeszcze jeden mecz, to już wczoraj pobili swój najlepszy historycznie wynik – brawo. A sam mecz? W miarę trudne warunki swoim rywalom gracze TKKF Orlen postawili wyłącznie w pierwszym secie rywalizacji. Z drugiej strony gracze Only Spikes mogli, a wręcz powinni, zakończyć tego seta wcześniej (16-8). W końcówce popełnili jednak kilka błędów i w konsekwencji ‘Nafciarze’ odrobili część strat (21-16). Środkowa odsłona była w miarę ciekawa, ale tylko do połowy seta, gdy TKKF Orlen zdołał jeszcze ‘trzymać fason’ (12-10). W drugiej części partii ‘Nafciarze’ nie byli już w stanie postawić się swoim rywalom i przegrali do 12. W trzecim secie, po jednej z wykorzystanych ‘przechodzących’ przez Piotra Rafińskiego, Only Spikes wysunęli się na prowadzenie 9-3, co w oczywisty sposób ustawiło dalszy przebieg partii, którą ‘Kanarki’ wygrali do 12.

Remedios Sopot Ortopedia – Speedway AWKS

Na wstępie uspokajamy graczy Speedway AWKS – strata seta z Remedios Sopot Ortopedia nic tu nie zmienia. Nawet gdyby ‘żółto-czarni’ mieli po wczorajszym meczu o jeden punkt więcej w ligowej tabeli, to i tak musieliby wygrać z DSGSA. Co innego, gdyby Speedway przegrał również trzeciego seta – a było do tego całkiem blisko. Wówczas z bezpośrednim awansem byłyby już ciężary. Początek spotkania ułożył się idealnie dla Remediosu, który – podobnie jak w konfrontacji z DSGSA – zaprezentował się bez jakichkolwiek kompleksów (12-5). Oszołomieni gracze Mateusza Bojke nie byli w stanie nic zrobić i w pełni zasłużenie ‘Ortopedzi’ wygrali premierową partię do 16. Środkowa odsłona przyniosła zwrot akcji. Choć lepiej rozpoczęli zawodnicy Macieja Kota (6-4), to po kilku mocnych atakach świetnie dysponowanego Macieja Budzińskiego, AWKS wysunął się na prowadzenie 8-6. Z czasem Remedios próbował jeszcze odwrócić losy rywalizacji (16-15), ale po bardzo dobrej końcówce Speedway AWKS faworyt zwyciężył do 16. To oznaczało, że o triumfie w meczu musi zadecydować trzeci set. Do połowy finałowej partii gracze Speedway AWKS zdawali się być pod ścianą – po kilku skutecznych akcjach Michała Ryńskiego, Remedios objął prowadzenie 10-6. Chwilę później jednak fantastyczny come-back, kto wie czy nie na wagę awansu do trzeciej ligi, wykonali zawodnicy w żółto-czarnych barwach, którzy po serii punktów wyszli na prowadzenie 17-15, a następnie cieszyli się z drugiego punktu w meczu. Teraz czas na krótką regenerację, po której rozpocznie się kryptonim DSGSA. Wszystkie ręce na pokład.

DSGSA – VB Inter-Grahen Sulmin

Co za wieczór, co za noc! DSGSA odnosi kolejne zwycięstwo za komplet punktów, wykorzystuje potknięcie Speedway AWKS i awansuje na drugie miejsce w ligowej tabeli. Z drugiej strony… nie zmienia to zbyt wiele, bo w 99% o bezpośrednim awansie do trzeciej ligi zdecyduje spotkanie, które odbędzie się w przyszłym tygodniu. Nudy więc nie ma. Tak czy inaczej, triumf za pełną pulę z VB Inter-Grahen Sulmin z pewnością dodał ‘Bordowym’ jeszcze więcej pewności siebie przed najważniejszym meczem sezonu. W środę nie brakowało trudnych chwil, ale ostatecznie wszystko zakończyło się happy-endem dla zespołu Michała Farona. Pierwszy set był zarazem najłatwiejszy – zawodnicy w bordowych strojach szybko objęli prowadzenie 11-6 i po chwili cieszyli się z pierwszego punktu w spotkaniu. Na początku drugiej partii faworyzowana drużyna została nieco zaskoczona, bo gracze z Sulmina rozpoczęli od wyniku 7-4. Jak się jednak okazało, był to tylko chwilowy zryw – po paru minutach ekipa DSGSA wróciła do gry (8-8). Dalsza część seta toczyła się punkt za punkt, aż do stanu 18-18. W końcówce znakomicie zaprezentował się Piotr Pawlewicz, którego ataki dały ‘Bordowym’ drugi punkt w meczu (21-18). Ostatni set był bardziej wyrównany, lecz mimo prób zespołu z Sulmina, rywale nie zdołali przechylić szali na swoją stronę. Przewaga 1–3 punktów wystarczyła ‘Bordowym’, by przypieczętować zwycięstwo i sięgnąć po komplet oczek – brawo (21-18).