Dzień: 2026-05-20

Old Boys – Energa Trefl Gdańsk

Po kapitalnym okresie oraz słabszych wynikach bezpośrednich rywali w walce o awans do elity – Old Boysi stanęli w środowy wieczór przed ogromną szansą na zwycięstwo, które było przepustką do najwyższej klasy rozgrywkowej. Aby tak się jednak stało – zespół Bartłomieja Kniecia musiał wygrać co najmniej dwa sety i przy okazji nie zepsuć dorobku małych punktów. Świetną pracę gracze w białych strojach wykonali już w premierowej partii, gdzie błyskawicznie wysunęli się na prowadzenie 9-3. W dalszej części, mimo dokonanych zmian, Energa nie była w stanie przeciwstawić się rozpędzonej maszynie z Pruszcza Gdańskiego. Efekt? Pewna wygrana do 10, która nie dość, że dawała Old Boysom jeden punkt, to na dodatek – dodatkowy handicap w małych punktach. W środkowej odsłonie skoncentrowani na celu gracze Old Boys poszli za ciosem. Ok, nie mieli już takiej przewagi jak wcześniej, ale wciąż mieli kontrolę nad poczynaniami boiskowymi i w konsekwencji zapewnili sobie drugi punkt w meczu (21-16). Przy zmianie stron, gdy Old Boys mieli już w zasadzie zapewniony awans do elity, team bardzo mocno się mobilizował, twierdząc, że trzeba wygrać trzeciego seta tak, by nie stresować się małymi oczkami. Ostatecznie to im się nie udało, a Trefl wygrał finałową partię do 21. Mimo to gracze Bartłomieja Kniecia zapewnili sobie bezpośredni awans do elity. Oj, fajnie będzie oglądać tę drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej. W naszej ocenie – bardzo na to zasłużyli.

Chilli Amigos – Tiger Team

Znacie Redakcję. Ta musi czasami poddymić lub podkręcić, co by nie było zbyt nudno. Nie ukrywamy, że między nami a ekipą Tiger Team wywiązała się pewna więź, która sprawiała, że bardzo często sobie dogryzaliśmy – i działało to w dwie strony. Nie oznacza to bynajmniej, że nie widzieliśmy, iż w ogólnym rozrachunku i na przestrzeni całego sezonu zespół 'Tygrysów’ grał bardzo równo. Jedna porażka, aż 31 punktów i kropka nad 'i’ w postaci wygranej z 'Amigos’ za komplet punktów to kilka wystarczających dowodów na to, że Tiger Team wraca tam, gdzie bywał już wcześniej. Wraca na trzecioligowe parkiety i w naszej ocenie – wraca silniejszy niż wtedy, kiedy spadał do czwartej klasy rozgrywkowej. Oj, środowa potyczka z Chilli Amigos była pokazem siły drużyny Marcina Kwidzińskiego. Tak naprawdę po dwóch bardzo gładko wygranych setach stało się jasne, że gracze w czarnych strojach mają już zapewniony awans do trzeciej ligi. Mimo to team robił wszystko, co w ich mocy, aby udało im się wygrać również trzeciego seta, bo ten dawał im w ostatecznym rozrachunku tytuł mistrzowski. We wspomnianej odsłonie nie brakowało kryzysowych momentów, w których wydawało się, że to Chilli Amigos wygra partię, a co za tym idzie – zapewni sobie podium rozgrywek. Choć 'Papryczki’ prowadziły 17-15, to w końcówce się jednak pogubiły, a punkt za set zasilił konto ekipy Tiger Team. To był z kolei najczarniejszy z możliwych scenariuszy dla Amigos, którzy przez większość sezonu prezentowali się wybornie. Trudno nie pokusić się o tezę, że 'nikt tak pięknie nie przegrywa (sezonu), jak Chilli Amigos’. Oj – obecny sezon to było absolutne szaleństwo, a czwarta liga podobała nam się wybitnie. Prawdę mówiąc – już tęsknimy.

Siatkersi – Aqua Volley

Pamiętacie, jak w zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że mecz pomiędzy Siatkersami a Aquą Volley będzie jedynym spotkaniem bez większej stawki i nie powinno być w nim większych emocji? Cóż – choć wynik do końca na to nie wskazuje, to w naszej opinii istotnie tak było. Pomimo tego, że na półmetku seta mieliśmy wyrównaną grę (11-10), to prawdę mówiąc, w dużej mierze wynikało to z niedokładności czy niechlujstwa niż z kombinacyjnych i składnych akcji. W drugiej części seta zarysowała się przewaga drużyny Aqua Volley, która po asie serwisowym Michała Szypszaka wysunęła się na prowadzenie 16-12. Choć faworyt próbował coś jeszcze zrobić, to było już jednak za późno (21-19). Trzeba przyznać, że w dalszej części meczu zespół Aqua Volley, który nie był bynajmniej faworytem, był bardzo bliski zapewnienia sobie wygranej z faworyzowaną ekipą. Mimo przespanego początku (2-6), pod koniec seta zdołali oni doprowadzić do wyrównania po 19. Niestety dla Aqua Volley, po punktach Krzysztofa Lewandowskiego oraz Macieja Tarulewicza to Siatkersi cieszyli się z wygrania seta do 20. O zwycięstwie w meczu musiał zatem zadecydować finałowy set, który był już absolutnie jednostronnym widowiskiem. Już na półmetku partii, po punktach tych, którzy kończyli środkową odsłonę, Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 10-6, które z czasem… systematycznie powiększali. Ostatecznie Aqua Volley – widząc, że im kompletnie nie idzie – nieco odpuściła, a zespół Sebastiana Wilmy uplasował się na piątym miejscu w tabeli – brawo!

Staltest Pomorze – Sharks

Trzecioligowe starcie i trzeci raz, po którym nie możemy wręcz uwierzyć jak to się wszystko potoczyło. Wspominaliśmy o tym wielokrotnie, ale Sharksi z tak dobrym ratio oraz faktem, że w ostatniej kolejce mieli się mierzyć z przedostatnią drużyną w tabeli sprawiało, że…oni po prostu nie mieli możliwości skończenia sezonu na dwunastym miejscu w lidze. A jednak – w Inter Marine SL3 niemożliwe nie istnieje i w jeden dzień, przekonaliśmy się o tym kilkukrotnie. Ok – warto tu zaznaczyć, że w tym konkretnym przypadku, Sharksi cierpieli z powodu nieobecności absolutnego lidera drużyny i prawdopodobnie najlepszego atakującego trzeciej ligi – Sergieja Ivanenko. Przechodząc jednak do Staltestu, bo i o nich trzeba wspomnieć – gracze Arkadiusza Kozłowskiego mieli w środowy wieczór jeszcze cień szansy na to, żeby utrzymać się w lidze. Ok – tu mały spoiler – nie udało się, choć walka była. Już w pierwszej odsłonie gracze Arkadiusza Kozłowskiego rozpoczęli od mocnego grania, po którym wysunęli się na prowadzenie 9-5. Po niezłej zagrywce, zespół 'Rekinów’ odrobił z czasem kilka punktów (12-11), ale w drugiej części seta, Staltest ruszył z kolejną falą i finalnie wygrał premierową partię do 18. Wobec innych wyników – byli już o dwa kroki od utrzymania w lidze. Niestety dla nich, sprawa została przesądzona w środkowej odsłonie, choć trzeba przyznać, że było stosunkowo blisko. Pod koniec seta, na czarnej tablicy wyników mieliśmy bowiem remis po 18. W końcówce, kilka punktów przesądzających los Staltestu zdobyli gracze Pavlo Kudinova, a to z kolei zapewniło im to, że z ligi już bezpośrednio nie spadną, a zagwarantowali sobie co najmniej mecz barażowy (21-19). Oczywiście była szansa na więcej, ale dobrze grający Staltest pozbawił 'Rekinów’ złudzeń i wygrał finałową partię do 18, a cały mecz 2-1. To jak już przed chwilą informowaliśmy – nic im jednak nie dało.

MiszMasz – Speedway AWKS

Nie no, im dłużej o tym myślimy, tym bardziej dochodzimy do wniosku, że ta historia nie mogła mieć innego epilogu. O tym, że tak właśnie się stanie, informowaliśmy przecież przez pół sezonu, kiedy to co kolejkę zastanawialiśmy się, jak to w ogóle możliwe, że tak ślizgający się MiszMasz zdoła jeszcze pełzać na powierzchni. Mimo kiepskiej dyspozycji gracze nieobecnego w środowy wieczór Rafała Wróblewskiego lepiej weszli w mecz i chwilę po rozpoczęciu wysunęli się na prowadzenie 9-3. W dalszej części AWKS zniwelował straty do dwóch oczek (12-10), ale po chwili zaliczył serię… czterech błędów z rzędu, po których 'nie było już podjazdu’ (21-13). Środkowa partia to zwrot akcji. Choć do połowy seta było co najmniej 'obiecująco’ dla MiszMaszu (10-8), to z czasem rozpoczął się ich koszmar, w którym rywal zdobył… siedem punktów z rzędu, po których AWKS wysunął się na prowadzenie 15-10. W dalszej części seta MiszMasz nie był w stanie skończyć prawie żadnej piłki i finalnie spadkowicz z ligi wygrał tę partię do 13. Postawa drużyny Speedway AWKS, która miała w środowy wieczór problemy kadrowe, mogła się podobać, tak jak zresztą informowaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej. Oj, mają czego żałować gracze w żółto-czarnych barwach. W trzecim secie, mimo prowadzenia MiszMaszu w stosunku 12-8, zdołali oni odwrócić losy rywalizacji i po blokach Kamila Abdolli wysunęli się na prowadzenie 15-13, a następnie wygrali seta do 16. Wówczas MiszMasz nie wiedział jeszcze, że los się do nich uśmiechnął. Swoje spotkanie w stosunku 1-2 przegrała również ekipa Sharks, a w związku ze stosunkiem małych punktów MiszMasz był beneficjentem tej sytuacji i zdołał utrzymać się w lidze. Rany, kibice piłki nożnej równie fatalny styl przy sukcesie drużyny pamiętają pewnie z czasów, kiedy Grecja wygrywała Mistrzostwa Europy. Niewiarygodne.

Audiofon Karczemki – Stay Win

Haha, nie no, to jest niewiarygodne. Kochamy tę ligę, serio. W zapowiedziach przedmeczowych czy nieskończonych rozmowach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że ekipa Stay Win ma najtrudniejsze zadanie spośród wszystkich drużyn walczących o utrzymanie. Ich rywalem była bowiem ekipa Audiofonu Karczemki, która rozpoczęła ligowe zmagania z wysokiego 'C’ i dopiero w dalszej części sezonu zanotowała dość gwałtowny zjazd. Mimo to – 'biało-czerwoni’ byli dla nas faworytem, a całą predykcje potęgował fakt, że na najważniejszy mecz sezonu, stawili się…gołą szóstką. Mimo to – początek meczu rozpoczął się od wyrównanej gry, po której mieliśmy remis po 11. Z czasem Audiofon uzyskał czteropunktową przewagę (16-12) i nic nie wskazywało na to, że po chwili dojdzie do zwrotu akcji. A to kilka popełnionych błędów, a to nierówna walka ze sznurowadłem i już po chwili mieliśmy remis po 17. Mimo wspomnianego przestoju, Audiofon zakończył jednak seta wygraną do 17. Środkowa partia rozpoczęła się od świetnej serii drużyny Stay Win, po której wysunęli się oni na prowadzenie 10-6. Ok – jedno to naprawdę niezła gra 'Hotelarzy’, ale liczba błędów faworyta…rany…serio? W dalszej części seta taktyka 'oddaj piłkę rywalowi, on i tak zepsuje’ okazała się najlepszą spośród wszystkich (21-15). Finałowy set to niemal kopia tego co oglądaliśmy w środkowej partii. Ważniejsze jest jednak to, co działo się na równoległych boiskach, gdzie swoje spotkania przegrały MiszMasz oraz Sharks. To oznaczało z kolei, że skazywani na pożarcie 'Hotelarze’, zapewnili sobie utrzymanie w trzeciej lidze, brawo!