Miesiąc: maj 2026

MATCHDAY #34

Za nami ostatni dzień meczowy w dziesiątym tygodniu rozgrywek. Kolejny – bardzo duży krok w kierunku utrzymania w elicie wykonała drużyna Fux Pępowo, która ograła Merkurego za komplet punktów. Dość niespodziewanie takim samym wynikiem zakończyło się spotkanie Craftveny z ówczesnym liderem – Chilli Amigos. Zapraszamy na podsumowanie!

BL Volley – Energa Trefl Gdańsk 0-3 (14-21; 15-21; 15-21)

Nie potwierdziły się informacje Redakcji o rzekomych problemach kadrowych drużyny Energi Trefla Gdańsk. Zamiast tego problemy – co jest już przecież normą – mieli gracze BL Volley, którzy na jeden z ostatnich dni meczowych w drugiej lidze stawili się w sześciu graczy. Trzeba przy tym przyznać, że na początku spotkania nie prezentowali się tak źle, jak można się było tego spodziewać. Do połowy seta mieliśmy bowiem remis po 11. Dopiero po chwili, za sprawą kilku składnych akcji oraz, umówmy się, błędów rywali, Energa wysunęła się na prowadzenie 15-11. Na zadany przez najmłodszą drużynę w lidze cios gracze Wojciecha Strychalskiego nie zdołali jakkolwiek odpowiedzieć i finalnie faworyt wygrał tę partię do 14. Środkowa partia wyglądała dość podobnie (8-8). Z czasem ‘Tygrysy’ znowu mieli sporo problemów, przy czym niejednokrotnie dochodziło do nich w bardzo prostych sytuacjach. Sami się zastanawiamy, z czego to wynika. Tu powinna być już zabawa i próba zakończenia drugoligowej przygody z podniesioną głową. Tymczasem mamy wrażenie, że tragiczne wyniki napędzają spiralę kolejnych błędów, niedociągnięć, nieporozumień. Oj – źle się dzieje w drużynie BL, oj źle. Tak czy siak – w drugiej części środkowej partii zespół Ariela Fijoła podkręcił tempo i po atakach Wojciecha Pączka wysunęli się na prowadzenie 18-11, by już po chwili cieszyć się z drugiego punktu w meczu (21-15). Ostatni set – a jakże – to historia, którą oglądaliśmy już wcześniej (21-15). No, powiedzmy sobie szczerze – nie było to wybitne spotkanie, ale nie winilibyśmy za tę sytuację graczy Energi Trefla Gdańsk, którzy wykonali swoją pracę i zasłużenie sięgnęli po trzy punkty.

Chilli Amigos – Craftvena 0-3 (18-21; 14-21; 17-21)

Ledwie 24 godziny temu w zapowiedziach przedmeczowych przestrzegaliśmy drużynę Chilli Amigos przed Craftveną. Choć zespół Bartka Zakrzewskiego musiał dzielić się w obecnej edycji punktami z niemal każdym rywalem, to fakty są takie, że mieli oni kapitalne ratio zwycięstw oraz porażek. Mimo to – więcej szans na zwycięstwo dawaliśmy graczom w czerwonych strojach, bo poza aktualną formą nakazywała tak sądzić również historia bezpośrednich spotkań, gdzie Chilli mogli pochwalić się siedmioma zwycięstwami, natomiast Craftvena czteroma. Tak czy siak – czwartkowe starcie rozpoczęło się w wymarzony dla ‘Rzemieślników’ sposób i już na początku spotkania zdołali oni wypracować sobie kilkupunktową przewagę. Niesieni na fali – na półmetku seta prowadzili już 13-8 i choć rywal zdołał zbliżyć się na zaledwie jeden punkt, to w kluczowym momencie popełnił kilka błędów, które zapewniły Craftvenie pierwszy punkt w meczu (21-18). Ta machina, jak się z czasem okazało, nie zwalniała. Ku zaskoczeniu społeczności Inter Marine SL3 – w drugim secie ‘Rzemieślnicy’ wyglądali jeszcze lepiej, skuteczniej, pewniej, no i co bardzo ważne – nie było tam tego niechlujstwa, które tak bardzo charakteryzowało wczoraj drużynę ‘Amigos’. Dzięki składowej wszystkich wymienionych elementów team w czarnych strojach wysunął się na prowadzenie 10-6. Choć ‘Amigos’ naprawdę się starali, to wobec świetnie dysponowanego rywala byli po prostu bezsilni (21-14). W trzecim secie faworyt chciał ugrać choćby seta, ale i to się nie udało. Choć w połowie seta, gdy Chilli doprowadzili do remisu po 13, wydawało się, że może tym razem im się uda, to skończyło się tak, że mocarna wręcz Craftvena wybiła to rywalom z głów. Dzięki trzem oczkom – ‘Rzemieślnicy’ dołączają do grona drużyn, które powalczą o awans. Prawdę mówiąc nie spodziewaliśmy się tego, ale tu chylimy przed nimi czoła. Może się bowiem okazać, że za chwilę ‘Rzemieślnicy’ pogodzą wszystkie drużyny i sami uzyskają bezpośredni awans do trzeciej ligi. Wow – co za imponujący wieczór!

Feniks Gdańsk – Hapag-Lloyd 3-0 (21-9; 21-12; 21-11)

Przed meczem realnie zastanawialiśmy się, czy Hapag-Lloyd przy sprzyjającej konstelacji gwiazd jest w stanie pokusić się o punkt. Niby rywal bardzo mocny, ale też taki, który potrafi oddawać punkty rywalom. Tę historię oglądaliśmy już bowiem tyle razy. No cóż – nie tym razem, bo powiedzmy sobie szczerze – Hapag-Lloyd nie miał przez choćby sekundę punktu zaczepienia. Nigdy nie dowiemy się tego, czy była to wyłącznie kwestia słabej dyspozycji, czy jednak był to wpływ tego, że ‘Logistycy’ nie mogli skorzystać z etatowej pary rozgrywających – Joanny Kożuch oraz Macieja Piotrowicza. Wobec tego, w pierwszym secie na ‘sypie’ wystąpił Michał Kądziela, a partia ta była absolutną dominacją Feniksa, który nie pozwolił rywalowi na to, by ten zdobył dwucyfrowy dorobek punktowy. Ech – gdybyśmy mieli określić jednym słowem ‘Logistyków’, to wybralibyśmy: SŁABIZNĘ. Przed drugą odsłoną mieliśmy kontynuację projektu eksperyment i na rozegraniu zobaczyliśmy tym razem Karola Maćkowiaka i trzeba przyznać, że poradził sobie naprawdę nieźle. Oczywiście – to nie sprawiło, że ‘Pomarańczowi’ mieli szanse z rozpędzonym rywalem, który chyba na poważnie wziął sobie do serca ten atak po 20 punktów w sezonie. Po kilku punktach bardzo aktywnego duetu – Kanka – Dubicki Feniks zbudował sobie bezpieczną przewagę i w konsekwencji wygrał tę partię do 12. W finałowej odsłonie oglądaliśmy powtórkę – całkiem niezły początek drużyny Hapag-Lloyd, po którym następowała kaskada kolejnych błędów. Tu na serio nie ma co podsumowywać – wygrała drużyna o dwie klasy lepsza, a wygrana ani przez chwilę nie była zagrożona.

BL Volley – Złomowiec Gdańsk 0-3 (17-21; 18-21; 14-21)

W trakcie czwartkowego spotkania naszła nas pewna myśl. Gdybyśmy byli sympatykami Złomowca Gdańsk, to żałowalibyśmy obecnie tego, że do spotkania z BL Volley doszło na koniec sezonu, gdy karty zostały już rozdane, a nie kilka tygodni wcześniej. Sądzimy bowiem, że gdyby Złomowiec odblokował się wcześniej, to prawdopodobnie zapewniłby sobie bezpieczne utrzymanie i nie musiał drżeć o to, jak pójdzie im w meczu barażowym. Oczywiście już tego nie zweryfikujemy, mogłoby tak być, a mogło być jeszcze gorzej. Niemniej jednak już przed meczem sądziliśmy, że grając z ekipą BL Volley, Złomowiec Gdańsk, który też ma przecież swoje problemy, będzie zdecydowanym faworytem starcia. Ostatecznie team Witolda Klimasa zgodnie z oczekiwaniami wygrał za komplet punktów, aczkolwiek były momenty, gdzie ‘Tygrysy’ prezentowały się całkiem nieźle. Oczywiście nie mówimy tu o przespanym początku spotkania, po którym Złomki wysunęli się na prowadzenie 16-8. Dopiero pod koniec seta zespół Wojciecha Strychalskiego zaczął gonić, ale to wystarczyło jedynie do zniwelowania strat i porażki czteroma punktami (21-17). Szczególnym momentem, o którym myśleliśmy, był drugi set spotkania, którego BL Volley rozpoczął od prowadzenia 11-5. Owszem – duża w tym zasługa Złomowca, który popełnił w tym czasie mnóstwo błędów. Tak czy siak – wynik był niezwykle korzystny, ale przecież nie takie prowadzenie BL Volley potrafi wypuścić, prawda? Wszyscy pamiętamy bowiem co działo się w ich meczu z Bayerem Gdańsk. Tu aż tak jaskrawego przykładu nie mamy, ale z prowadzenia 11-5 do stanu 16-16 to też trzeba się nieźle postarać. Finalnie Złomowiec, czując słabość rywala go docisnął i wygrał tę partię do 18. Trzeci set został rozstrzygnięty już w jego pierwszej części, kiedy bardzo dobrą zagrywką popisał się kapitan Złomowca – Witold Klimas (9-4). Wówczas stało się jasne, że Złomowiec sięgnie po pierwszy komplet punktów od… 25 sierpnia 2025 r. i ich pojedynku ze Staltestem Pomorze.

Only Spikes – Siatkersi 0-3 (19-21; 18-21; 17-21)

Podskórnie przeczuwaliśmy, że będzie to wyrównane spotkanie. Jako nieznacznego faworyta wskazaliśmy ekipę Siatkersów, która z aktualnym liderem czwartej ligi pokazała się z naprawdę dobrej strony. No – przynajmniej przez pewien moment. Co by nie mówić – Remedios to nie Only Spikes i przeciwko drużynie Patryka Łabędzia Siatkersi prezentowali się nieźle przez cały mecz, za co zgarnęli komplet punktów. Pierwszy set spotkania przez bardzo długi fragment przebiegał pod dyktando Siatkersów, którzy na tle swojego rywala prezentowali o wiele większą kulturę gry. Team w żółtych strojach przebudził się dopiero w końcówce, co pozwoliło im finalnie na zdobycie aż dziewiętnastu punktów. Choć wynik na to nie wskazuje, to jednak drugą odsłonę oglądało nam się znacznie przyjemniej. Od samego początku seta była to bowiem wyrównana partia, która zaprowadziła nas do stanu po 15. W końcówce zaprocentowała chłodniejsza głowa drużyny Sebastiana Wilmy, która po ataku oraz asie serwisowym Jakuba Miszczuka wysunęła się na prowadzenie, którego już nie wypuściła (17-15 – 21-18). W naszym odczuciu zespół Only Spikes największą szansę na zaskoczenie rywala, co ponownie nie oddaje wyniku, miał w trzecim secie rywalizacji. Po dwóch punktach z rzędu Patryka Łabędzia gracze w żółtych trykotach wysunęli się na prowadzenie 17-13, lecz mimo to nie zdołali postawić kropki nad i. Już po chwili dwoma kapitalnymi blokami, które odwróciły losy rywalizacji, popisał się Maciej Tarulewicz (18-17). Następnie dzieła zniszczenia dokonał Krzysztof Lewandowski i trzeci punkt w meczu dla Siatkersów stał się faktem.

MiszMasz – Staltest Pomorze 2-1 (21-16; 21-23; 21-11)

No nie będziemy nikogo czarować – przejechaliśmy się w zapowiedzi przedmeczowej po obu drużynach. Nie mamy przy tym jednak jakichś wyrzutów sumienia, bo na ostatniej prostej obie ekipy walczą o utrzymanie. W naszej przedmeczowej predykcji team, który przegrałby mecz, miał mieć w dalszej części sezonu potężne problemy z utrzymaniem w trzeciej lidze i chyba wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie. Wczoraj wieczorem Staltest przegrał bowiem dziewiąty mecz w sezonie i przy równej liczbie rozegranych spotkań traci do miejsca barażowego już trzy punkty. Oj – brzmi to jak scenariusz science-fiction. Jak wyglądał sam mecz? Gracze Arkadiusza Kozłowskiego mogą mówić o sporym niedosycie, bo to właśnie oni rozpoczęli lepiej czwartkową rywalizację. Chwilę po półmetku seta i skutecznych akcjach Grzegorze Beredy oraz Tomasza Jasińskiego Staltest prowadził 15-11. Kiedy MiszMasz zrobił przejście, to był to wyrok na Stalteście. Na zagrywce stanął bowiem środkowy MiszMaszu – Anton Klios i po kilku jego udanych zagrywkach MiszMasz wysunął się na prowadzenie 17-16 i już po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). W drugiej odsłonie sytuacja nam się odwróciła. To właśnie gracze Rafała Wróblewskiego przez większość seta prowadzili grę i po ogromnych problemach w przyjęciu rywal wysunęli się na prowadzenie 13-5. Jak się po chwili okazało, każdą zaliczkę można roztrwonić. Dalsza część seta to festiwal błędów w MiszMaszu i coraz lepsza gra Staltestu, który w końcówce wyszarpał zwycięstwo i doprowadził tym samym do wyrównania w setach (23-21). Trzeci set to jednak przewaga MiszMaszu od samego początku aż do końca i w konsekwencji wygrana do 11, która przybliża team do utrzymania w trzeciej lidze. Jest już bowiem bardzo mało prawdopodobne, że po wczorajszym starciu Staltest mógł na ostatniej prostej ich wyprzedzić.

Merkury – Fux Pępowo 0-3 (18-21; 25-27; 20-22)

24 godziny temu pisaliśmy o tym, że Merkury ma już zapewnione utrzymanie. Ok – wciąż wydaje nam się, że prawdopodobieństwo oscyluje w granicach 95%, ale jeszcze wczoraj dalibyśmy sobie za taki scenariusz uciąć rękę. Dziś już tego byśmy nie zrobili, a to wszystko za sprawą wczorajszego starcia z walczącym o pierwszoligowe życie – drużyną Fuxa Pępowo. Rany, to co dzieje się obecnie w teamie Dominika Szadacha jest doprawdy imponujące. Nawiązując do ich przydomku, to odnosimy wrażenie, że ‘Koniczynki’ zostały w ostatnim czasie podlane konkretnymi nawozami. Dowód? Sześć ostatnich spotkań, to aż pięć wygranych, po których Fux przesunął się na drugie miejsce w grupie spadkowej. Jeśli sezon kończyłby się właśnie dzisiaj, to zapewniliby sobie oni utrzymanie w pierwszej lidze, co na początku sezonu zdawało się być nierealnym scenariuszem. Wróciły wyniki – wróciła atmosfera. Jeszcze niedawno informowaliśmy o jakiś tarciach w drużynie, po których nie ma dziś śladu, czego dowodem jest grafika z uśmiechniętym Patrykiem Bruchmannem, który wczoraj wieczorem był najlepszym graczem meczu i zdobył w nim aż…siedem punktów po blokach. Dziś nie chcemy popełniać błędów i nie będziemy wydawać wyroków. Wydaje nam się jednak, że z tą formą – Fux zapewni sobie za chwilę utrzymanie w elicie, a prawdziwy problem mają obecnie gracze Tufi Team, Szach-Matu oraz Speednetu. No – problemy mają również gracze Merkurego, którzy po meczu przez długi czas analizowali przyczyny słabej w ostatnim czasie dyspozycji. Takich obrazków nie oglądaliśmy już od dawna. Zastanawiamy się jaki skutek przyniesie wspomniana forma i czy w końcówce sezonu, Merkury zdoła odbudować nieco morale, które chyba nigdy nie były na tak parszywym pułapie.

Inter Marine Masters – Flota Active Team 1-2 (24-26; 17-21; 21-14)

We wczorajszej zapowiedzi pisaliśmy o tym, że ‘Mastersom’ z Flotą Active Team po prostu nie idzie. Wczoraj wieczorem mieliśmy kolejny rozdział tej historii i trudno nie było odnieść wrażenia, że gdzieś to już widzieliśmy. Mimo niekorzystnej historii dla ‘Mastersów’, to właśnie oni byli dla nas faworytem meczu, który notabene rozpoczęli bardzo dobrze (5-0). Początkowy szok nie stłamsił jednak graczy Floty, którzy błyskawicznie się przebudzili i doprowadzili do wyrównania po 7. Dalsza część seta to wyrównana gra, w której nie brakowało ciekawych wymian. To, co rzucało się jednak w oczy, to dobra gra w bloku obu drużyn i spora determinacja do tego, by wygrać pojedynek. Ostatecznie po długiej i wyniszczającej grze na przewagi z pierwszego punktu cieszyła się Flota (26-24). Środkowa partia była wyrównana, ale tylko do stanu po 13. Kluczowym momentem seta były w naszym odczuciu dwa skuteczne bloki rozgrywającego Floty – Jana Kostrowickiego. To właśnie po nich gracze Mateusza Iwana wysunęli się na prowadzenie 16-13 i po chwili cieszyli się z drugiego punktu w meczu (21-17). Potencjalna przegrana trzeciego seta dość mocno komplikowałaby kwestie podium dla ‘Mastersów’. Od samego początku drużynie Andrzeja Masiaka udało się przełamać opór rywali, dzięki czemu wysunęli się na prowadzenie 11-5. Tak duża zaliczka sprawiła, że Flota w odróżnieniu do początku spotkania nie była już w stanie wrócić i w konsekwencji ‘Mastersi’ wygrali tę partię do 14. Paradoksalnie ich sytuacja w kontekście podium nie pogorszyła się aż tak mocno, jak mogłoby się wydawać. Wciąż wiele wskazuje na to, że zdobędą oni medale, a kto wie – być może również awansują do elity.

Audiofon Karczemki – Dream Volley 1-2 (21-15; 10-21; 9-21)

Bardzo często w sporcie i to nie tylko tym amatorskim bywa tak, że trudniejszą przeprawą okazuje się ta, która w teorii miała być łatwiejszą. Po czwartkowym spotkaniu gracze Dream Volley chyba nam w tym przytakną. Z czego wynika ta teza? Głównie z tego, że mając zapewnione utrzymanie oraz grając na totalnym luzie i wtedy, gdy nikt na Ciebie nie stawia, można pozwolić sobie na większe ryzyko. To może się udać lub nie, ale nawet jeśli nie, to przecież nikt nie będzie miał do underdoga pretensji. Co innego Dream Volley, który podchodził do meczu z łatką ogromnego faworyta spotkania. Tu pod koniec sezonu oczekiwania są naprawdę olbrzymie i trzeba umieć to dźwignąć. W zapowiedzi zwracaliśmy uwagę na to, że ‘Marzyciele’ nie będą mieli raczej z tym problemu. Widząc jednak to, co działo się w pierwszym secie rywalizacji, uśmiechnęliśmy się pod nosem z tego, jak sport bywa nieprzewidywalny. To Audiofon Karczemki dominował w tej partii, a podjęte ryzyko, o którym pisaliśmy wcześniej, się opłaciło. Odrzuceni od siatki ‘Marzyciele’ mieli problem z wyprowadzaniem akcji, a na dodatek – kiedy robił to rywal, to zawsze mieścił piłkę w obrębie boiska. Efekt? Niespodzianka i wygrana ‘biało-czerwonych’ do 15. Sytuacja zmieniła się diametralnie w drugim secie rywalizacji, gdzie to, co do pewnego momentu wychodziło drużynie z Karczemek, odeszło w zapomnienie. Poprawiła się również gra nowego lidera trzeciej ligi i w konsekwencji Dream wygrał tę partię do 10. Jak się okazało – Audiofon potrafił zagrać jeszcze gorzej i zrobił to już po chwili – w trzecim secie. Sami nie wiemy, jak to jest w ogóle możliwe, żeby ci sami ludzie, ta sama pora, ten sam przeciwnik, te same boisko, ta sama piłka, a żeby było tak różnie. Pierwszy i trzeci set w ogóle trudno ze sobą jakkolwiek zestawić – nawet nie próbujemy. Już na początku seta widać było, że team z Karczemek jest ugotowany i że nic z tego już nie będzie. Faktycznie – Dream wygrał tę partię do 9 i dzięki wygranej awansował na sam szczyt ligowej układanki – brawo!

Zapowiedź – MATCHDAY #34

Dziś wieczorem przekroczymy barierę 80% rozegranych spotkań w obecnym sezonie. Bardzo ciekawie zapowiada się dziś starcie w trzeciej lidze pomiędzy Staltestem Pomorze a MiszMaszem. Na brak emocji nie powinniśmy narzekać również w meczu Inter Marine Masters z Flotą Active Team. Zapraszamy na zapowiedź!

BL Volley – Energa Trefl Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

To, że BL Volley nie napisze nowego rozdziału w historii ligi dowiedzieliśmy się w minionym tygodniu. Pisząc te słowa mamy na myśli rzecz jasna to, że nad drużyna wisiało w obecnym sezonie swego rodzaju fatum, które sprawiało, że choć ci byli kilkukrotnie blisko, to do pewnego momentu nie udawało im się sięgnąć po premierowy punkt. Ostatecznie sytuacja zmieniła się w poprzednim tygodniu, gdzie 'Tygrysy’ rywalizowały z DHP Oliwa i ku zaskoczeniu społeczności Inter Marine SL3, sięgnęli po pierwszy punkt. Wobec tego team nie zapisze się w historii jako pierwsza drużyna, która na drugoligowych parkietach skończyła z zerowym dorobkiem. To że BL Volley spada z ligi jest już pewne. Do zakończenia sezonu drużynie Wojciecha Strychalskiego pozostały trzy mecze, w których powalczą oni o pierwsze zwycięstwo i poprawę nastrojów przed potencjalną przyszłą edycja. Zadanie to, przynajmniej dziś wydaje się niezwykle trudne. Najbliższym rywalem drużyny będzie bowiem Energa Trefl Gdańsk, która już dawno zagwarantowała sobie bezpieczne utrzymanie. Nadal nie możemy jednak wyzbyć się poczucia, że taki wynik oraz gra jak ta w poprzednim meczu przeciwko Inter Marine Masters to coś, co nie jest powodem do dumy dla ‘gdańskich lwów’. Jeśli wierzyć informacjom płynącym z obozu najmłodszej drużyny w lidze, dziś team również może mieć pewne problemy kadrowe. Te wynikają z faktu, że z uwagi na okres matur, bursa, w której zakwaterowani są gracze spoza Gdańska działa obecnie w ograniczonym zakresie. Niezależnie od tego czy tak będzie czy jednak nie – faworyt meczu jest tylko jeden.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Chilli Amigos – Craftvena

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

To jest ta chwila. Są takie momenty ‘w życiu drużyny’, gdzie poza swoją skądinąd doskonałą formą – trzeba czasami liczyć na innych. Dwa dni temu swoje spotkania w czwartej lidze rozgrywały główni konkurenci ‘Amigos’ w drodze do trzeciej ligi. Remedios grał z Siatkersami, natomiast Tiger Team – z VB Inter-Grahen Sulmin. Przed wspomnianymi meczami obstawialiśmy, że ani jedni, ani drudzy nie będą mieli większych problemów z ograniem rywali i że w meczu dojdzie najprawdopodobniej do kompletu punktów. Jako pierwsi na parkiet wyszli gracze Tiger Team, którzy mierzyli się z pogrążoną w kryzysie drużyną z Sulmina. Ostatecznie po bardzo słabym meczu, Tiger przegrał wspomnianą potyczkę, a w meczu nie zdołał zdobyć choćby jednego punktu. To oznacza, że Chilli Amigos pozostało jedyną drużyną w całej czwartej lidze, która nie przegrała jeszcze spotkania. Jakby tego było mało – tego samego dnia dość niespodziewanie punkt z Siatkersami stracili gracze Remedios Sopot Ortopedia i do dzisiejszego starcia z Craftveną – ‘Chillisi’ podejdą w doskonałych nastrojach i jako lider czwartej klasy rozgrywkowej. Owszem – będą dziś wielkim faworytem meczu, jednak jak pokazała historia z obecnego tygodnia, to jeszcze o niczym nie świadczy. Lekceważenie Craftveny zdaje się być tragicznym pomysłem. Choć Craftvenę od podium dzielą aż cztery oczka, to jednak mało osób zwraca uwagę na ich rewelacyjne wręcz ratio w obecnym sezonie. Jak do tej pory zespół Bartosza Zakrzewskiego rozegrał dziesięć spotkań i tylko raz schodzili oni z parkietu jako pokonani. Sądzimy, że dziś przegrają po raz drugi jednak w naszym odczuciu o komplet punktów, gracze Amigos będą mieli bardzo trudno.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Feniks Gdańsk – Hapag-Lloyd

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Chyba nikt nie ma już co do tego wątpliwości – obecny sezon będzie dla Feniksa Gdańsk znacznie lepszy niż ten poprzedni. Wówczas w trzynastu rozegranych spotkaniach zespół Łukasza Dubickiego wygrał pięć z trzynastu pojedynków i z dorobkiem piętnastu punktów uplasował się w tabeli na dziewiątym miejscu. Do końca obecnego sezonu ‘Mityczny Ptak’ rozegra jeszcze trzy mecze, a to oznacza z kolei, że wynik 20 oczek jest jak najbardziej możliwym scenariuszem. Warto przy tym zauważyć, że taki dorobek punktowy jest już czymś naprawdę niezłym. Ok – Feniks liczył przed obecnym sezonem na coś ‘extra’, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. W historii rozgrywek wielokrotnie oglądaliśmy teamy, które były budowane ‘krok po kroku’. Wiecie – pierwszy sezon 14 punktów, drugi 20, a w trzecim walka o podium rozgrywek. Jeśli jesteśmy przy porównaniach, to trudno nie wspomnieć o drużynie Hapag-Lloyd. Od samego początku edycji mówiliśmy, że będzie dobrze, jeśli zespół Hapag-Lloyd zdoła pobić wynik z poprzedniego sezonu, gdzie sumarycznie zdobyli trzy oczka. Zadanie to nie było bynajmniej zbyt proste, bo w minionej edycji Hapag-Lloyd wygrał z ME Sulmin Volley, która to ekipa przeszła w przerwie pomiędzy rozgrywkami metamorfozę i stała się o wiele silniejsza niż wówczas. Mimo to – na dwie kolejki przed końcem zmagań ‘Logistycy’ mają już dwukrotność dorobku punktowego z minionej edycji i taki wynik uważamy za coś naprawdę dobrego.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 3-0

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

BL Volley – Złomowiec Gdańsk

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Od samego początku sezonu sympatycy drużyny Złomowca Gdańsk mogli mieć nadzieję, że już za chwilę, już za momencik ich ulubieńcy wreszcie odpalą. Wskazywała na to choćby historia, w której mimo że Złomowiec czasami nie zachwycał, to koniec końców nie miał problemów z wygrywaniem drugoligowych potyczek. Z czasem pewna formuła się jednak wyczerpała. Gdy inne drużyny robiły sukcesywny progres, Złomowiec stanął w miejscu i uznał, że jego umiejętności wystarczą do tego, by spokojnie wygrywać kolejne mecze i o nic się nie martwić. Jak to jednak w życiu bywa – stojąc w miejscu, tak naprawdę notujesz regres i niestety w przypadku Złomowca jest to aż nadto widoczne. Po kilku spotkaniach sezonu okazało się bowiem, że Złomowiec nie zdoła już dogonić drużyn z wyższych partii tabeli. Aktualnie jego zmartwieniem jest to, co dzieje się tuż za nim. W minionym tygodniu Handluwa wygrała bowiem swój mecz i dzięki temu wciąż ma szansę na zapewnienie sobie miejsca barażowego. Jeśli faktycznie by się tak stało, to nie zmaterializowałby się obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz, który zakłada, że to Złomowiec zagra w boju o drugą ligę. Dziś już nie ma czasu ani przestrzeni na zabawę. Team w miedzianych strojach musi po prostu wygrać mecz. Czysto teoretycznie są oni wyraźnym faworytem. Tak jak wspominaliśmy wielokrotnie – karta w obecnej kampanii drużynie BL Volley wybitnie nie sprzyja. Z dużą dozą prawdopodobieństwa team Wojciecha Strychalskiego przegra dziś starcie z Energą Treflem Gdańsk i do meczu ze Złomowcem przystąpi prawdopodobnie z bilansem 0 zwycięstw oraz 10 porażek.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 0-3

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Only Spikes – Siatkersi

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

‘Gdyby tylko’… Siatkersi po ostatnim meczu mogą do dzisiejszego starcia przystąpić z podniesioną głową. Owszem – przegrali oni prestiżowe dla siebie spotkanie z Remedios Sopot Ortopedia, ale w pierwszym secie rywalizacji pokazali się z rewelacyjnej strony, co pokazuje, że potrafią grać naprawdę nieźle. W drugiej i trzeciej części meczu nie było już tak świetnie, ale osoby widzące szklankę do połowy pełną zapamiętają Siatkersów z tej lepszej strony. Im dłużej o tym myślimy, tym bardziej my też tak do tego podchodzimy. Jeszcze kilka dni temu wydawało nam się, że zestawiając Siatkersów z Only Spikes, to ci drudzy będą faworytem meczu. Dziś patrzymy na to już inaczej i w naszym odczuciu spotkanie padnie łupem drużyny Sebastiana Wilmy. Przewidujemy jednak, że nie będzie to dla nich łatwa przeprawa, a mecz zakończy się podziałem punktów. Oczywiście nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym to drużyna Only Spikes zdoła wygrać mecz. W obecnej kampanii gracze Patryka Łabędzia sprawują się rewelacyjnie i już teraz mają lepszy dorobek punktowy niż przez całą poprzednią kampanię (14 vs 13). Do zakończenia ligowych zmagań pozostały im jednak trzy mecze. Poza dzisiejszym starciem z Siatkersami gracze Only Spikes rozegrają jeszcze mecze z Hapag-Lloyd oraz ME Sulmin Volley. Wobec tego nie zmieniamy naszego stanowiska. Dwadzieścia punktów w sezonie jest bardzo realnym scenariuszem i targetem ekipy Patryka Łabędzia.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

MiszMasz – Staltest Pomorze

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Redakcja to ma jednak serducho. Często w rozgrywkach Inter Marine SL3 gracze biorący udział w sezonie narzekają na to, że my to znęcamy się psychicznie nad drużynami. Że zamiast pochwalić, wolimy w osobliwy sposób skrytykować. My patrzymy na to jednak zupełnie inaczej. Zestawiając ze sobą takich rywali jak dziś, wyciągamy do jednych z nich rękę. Wiecie – przecież gdyby jedni albo drudzy mieliby grać z jakąś normalną drużyną, to przecież nie byłoby mowy o wygranej. Aktualnie MiszMasz oraz Staltest Pomorze na wygranie meczu mają szansę tylko, a biorąc pod uwagę aktualną formę może aż szansę w trzech przypadkach:

  1. Kiedy ktoś odda mecz walkowerem.
  2. Kiedy ktoś się nad nimi zlituje. Pamiętacie te obrazki z filmów gdy ktoś prześladowany znajduje z czasem sprzymierzeńca? No właśnie – to ten sam case.
  3. Kiedy spotkają się w bezpośrednim meczu z drużyną, która jedzie na tym samym wózku.

Dziś mamy do czynienia z punktem numer 3, bo prawdę mówiąc sami zastanawiamy się, która drużyna zasługuje na miano większych dziadów. Przecież gdyby musical NĘDZNICY był o czymś innym niż istotnie jest, to i jedni, i drudzy z marszu dostaliby angaż. Póki co lepszą sytuację w tabeli mają gracze MiszMaszu i jeśli to oni dziś jakimś cudem wygrają, to w naszym odczuciu Staltest się już tego nie wygrzebie. Stawiamy właśnie na taki scenariusz i szczęśliwy podział punktów dla drużyny Rafała Wróblewskiego.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Merkury – Fux Pępowo

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Przy okazji wcześniejszych spotkań z grupy spadkowej, do których doszło na początku obecnego tygodnia, pisaliśmy o tym, że walka o utrzymanie dotyczy czterech z pięciu drużyn. Nie ma się co bowiem oszukiwać – pozycja Merkurego jest niezagrożona. Zaliczka wypracowana w pierwszej części sezonu sprawia, że nie muszą się oni niczego obawiać. To oczywiście nie jest żaden powód do optymizmu dla drużyny Piotra Peplińskiego, bo choć od ostatecznych rozstrzygnięć w rundzie zasadniczej minęło już sporo dni, to kac moralny nie chce minąć. Fakty są jednak takie, że wygrywanie w pierwszej lidze przychodzi Merkuremu coraz ciężej. Nawet jeśli podchodzą oni do spotkania z ostatnią drużyną w pierwszej lidze, to nigdy nie można mieć pewności, czy uda im się wygrać. Tak było w minionym tygodniu, gdzie pięciokrotni Mistrzowie Inter Marine SL3 rywalizowali z pogrążoną w kryzysie drużyną Szach-Matu i wspomniany mecz przegrali 1-2. Dziś również nie mamy przekonania, czy Merkury zdoła wygrać. Czynnikiem decydującym może tu być mobilizacja, o którą w obozie ‘Granatowych’ może być ciężko. Jeśli chodzi o drużynę z Pępowa, to team walczy aktualnie o pierwszoligowe życie i w naszym odczuciu prezentuje się bardzo dobrze. Dowodem tego jest fakt, że zespół Dominika Szadacha wygrał aż cztery z pięciu pojedynków i dziś nie stoi na straconej pozycji. Jeśli udałoby im się wygrać, byłoby już bardzo blisko utrzymania.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Inter Marine Masters – Flota Active Team

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Mało znany fakt jest jednocześnie tym niewygodnym dla Inter Marine Masters. Gracze Andrzeja Masiaka chcieliby zapewne żeby bilans bezpośrednich spotkań pomiędzy nimi, a Flotą Active Team nie ujrzał światła dziennego. Mało bowiem osób o tym wie, ale ilekroć obie drużyny mierzyły się ze sobą w rozgrywkach, to za każdym razem Flota Active Team była górą. Jakby tego było mało, nie były to wygrane ‘przepchnięte kolanem’, a bezdyskusyjne zwycięstwa w naprawdę dobrym stylu. Jak do tej pory obie drużyny mierzyły się dwukrotnie i w obu przypadkach kończyło się zwycięstwem Floty w stosunku 3-0. Mało znany fakt numer 2, to to, że…w obozie Floty liczą jeszcze na to, że potencjalna kolejna wygrana za trzy punkty otworzy im jeszcze bramę do podium rozgrywek. W naszym odczuciu to takich Baśni nie wymyślił nawet mistrz w swoich fachu – Hans Christian Andersen. To po prostu nie ma prawa się wydarzyć. Zdecydowanie bardziej wierzymy w scenariusz, który wydawał się nierealny przed pierwszym meczem sezonu Wiosna’26. Wówczas za głoszenie tez, że Inter Marine Masters będą się bili o bezpośredni awans do pierwszej ligi, kierowanoby na diagnostykę. Dość tych żartów – fakty są takie, że obecny sezon w wydaniu ‘Mastersów’ jest kapitalny i dużo wskazuje na to, że zakończą oni zmagania na podium rozgrywek. Oczywiście doskonałą okazję można jeszcze zaprzepaścić. Jak? Ano przegrywając takie spotkania jak dziś.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Audiofon Karczemki – Dream Volley

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Jak to szło w tej piosence, która zyskała ostatnio drugie życie? ‘Bo jak nie my to kto’? Oj, sympatycy drużyny Dream Volley mogli czuć ostatnio uzasadniony niepokój. Ich team przegrał bowiem bardzo ważne starcie z Flotą TGD Team. Jakby tego było mało – ich konkurenci zaczęli mocno punktować, co wobec potężnych problemów kadrowych przed meczem z Challengersami nie napawało ich optymizmem. Jest jednak powiedzonko, do którego lubimy wracać, a które doskonale oddaje to, co wydarzyło się dwa dni temu. ‘Im jest biedniej, tym jest lepiej’. Okazało się bowiem, że nawet będąc całkowicie pokiereszowanym przez kontuzje, można całkowicie zneutralizować groźnego rywala i zgarnąć przy tym komplet punktów. Dzięki temu, na ostatniej prostej Dream ma aż dwa punkty przewagi nad trzecią drużyną w tabeli, a na dodatek – jeden mecz więcej do rozegrania. To oznacza z kolei, że jeśli dziś wygrają, to zbudują sobie jeszcze większy bufor i awansu w naszym odczuciu nie zabierze im już żadna siła. Jak to mówią? Wielka siła niesie za sobą również wielką odpowiedzialność. Dziś Dream nie może już się potknąć, naprawdę – nie wypada. Oczywiście dochodzi do tego wielka presja, która może im płatać figle. Z drugiej strony są oni bardzo doświadczoną drużyną i powinni sobie, w naszym odczuciu, poradzić z tym wyzwaniem. Nasze predykcje potęguje fakt, że zmierzą się dziś z Audiofonem Karczemki, który znalazł się w ostatnim czasie w niespodziewanym dołku. Sporo osób utożsamia go jednak z absencją Romana Grzelaka oraz Julii Tarasek. Ten pierwszy gracz, który jest notabene główną strzelbą w obecnym sezonie, ma jednak dziś wrócić, a to oznacza, że ‘Marzyciele’ będą musieli się trochę napocić.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

MATCHDAY #33

Za nami wtorkowa seria gier, w której doszło do kilku arcyważnych spotkań dla końcowego układu tabeli. Bardzo duże kroki w kierunku awansu do wyższych lig wykonały wczoraj drużyny Volley Gdańsk oraz Dream Volley. Bardzo cenne zwycięstwa w kontekście utrzymania padły łupem Speednetu, Fuxa Pępowo oraz trzecioligowego Stay Win. Zapraszamy na podsumowanie!

Szach-Mat – Speednet 0-3 (11-21; 17-21; 16-21)

Jeszcze nigdy nie mieliśmy w grupie spadkowej sytuacji, w której los którejkolwiek z drużyn walczących o utrzymanie byłby przesądzony. Po rundzie zasadniczej było wiadomo jedynie tyle, że Merkury raczej nie spadnie. Co ciekawe – w ostatnim meczu rundy zasadniczej wygrali z nimi gracze Szach-Matu, co w diametralny sposób poprawiło ich sytuację w tabeli, nie wspominając nawet o aspekcie psychologicznym. W skrócie – ogranie tak mocnej drużyny miało być w zamyśle agregatorem do tego, by zacząć wreszcie wygrywać i dzięki temu utrzymać się w elicie. No – tyle teoria, bo w praktyce już chwilę po pierwszym gwizdku sędziego Szach-Mat był tylko tłem dla rozpędzonego rywala. Już na półmetku seta Speednet wysunął się na prowadzenie 10-6. W dalszej części dysproporcja była jeszcze większa, na co wpływ miała między innymi spora liczba błędów ‘Szachistów’ (21-11). Środkowa partia to nieco lepsza dyspozycja drużyny Dawida Kołodzieja, ale wciąż to zdecydowanie nie to, co było jeszcze w poprzedniej edycji. Owszem – był moment, w którym Szach-Mat prowadził nawet 12-10, ale druga część seta to kolejne błędy Szach-Matu oraz zdecydowanie zimniejsza głowa graczy Macieja Miścickiego, którzy konsekwentnie grali swoje i wygrali tę partię do 17. Ostatni set to dość podobny obrazek, w którym Szach-Matowi sił wystarczyło tylko do połowy seta. W drugiej części dobrze dysponowany Speednet narzucił rywalom swoje warunki gry i w konsekwencji wygrał tę partię do 16, a cały mecz 3-0. Trudno nam nawet opisać, jak ważne to były punkty. W naszym odczuciu nie ma już takiej siły, która sprawiłaby, że w ostatecznym rozrachunku Szach-Mat zdołałby przegonić w tabeli Speednet. To się po prostu nie wydarzy. Wobec tego trudno nie dojść do konkluzji, że Szach-Mat jest już jedną nogą w drugiej lidze.

VB Sulmin – Volley Gdańsk 1-2 (22-24; 21-19; 14-21)

Po wczorajszej serii gier w całej 52-drużynowej stawce pozostały już tylko trzy drużyny, które nie przegrały do tej pory choćby jednego spotkania w sezonie. Piszemy o tym teraz, bo do wspomnianego elitarnego grona zalicza się lider drugiej ligi – Volley Gdańsk. Warto przy tym zauważyć, że spotkanie nie było dla nich spacerkiem, jak mogło się wydawać przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Ba – w naszym odczuciu mało brakowało do tego, aby to ekipa z Sulmina cieszyła się ze zwycięstwa. Team Daniela Bąby podszedł bowiem do wtorkowego rywala bez jakichkolwiek kompleksów. Oczywiście nie od samego początku – co to, to nie. Zanim się bowiem obejrzeliśmy, lider drugiej ligi prowadził już 7-0, a zespół w czerwono-czarnych strojach zdążył wykorzystać dwa przysługujące im czasy. Z każdą upływającą minutą gracze Daniela Bąby prezentowali się jednak coraz lepiej i ze stanu 18-11 dla rywali doprowadzili do wyrównania po 20, czym realnie postraszyli rywala. Ostatecznie po krótkiej chwili Volley dopiął jednak swego, ale było to ostrzeżenie, które jak się po chwili okazało, zostało zbagatelizowane. Po wyrównanym początku drugiego seta, jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się faworyci meczu, którzy prowadzili już 17-13. Po chwili zaczęli popełniać jednak błędy, co w połączeniu ze skutecznymi atakami Igora Kazello okazało się skuteczną receptą na zwycięstwo drużyny z Sulmina do 19. Trzecia odsłona to dość wyraźna przewaga faworyta, który wygrał seta do 14 i już teraz ma więcej punktów niż mistrz drugiej ligi z poprzedniego sezonu (29 vs 28). Co ciekawe – właśnie z takim dorobkiem Volley awansował w sezonie Jesień’24. Jako że mają jeszcze dwa mecze w zanadrzu, to tego nie da się już po prostu zepsuć.

Staltest Pomorze – Stay Win 1-2 (17-21; 16-21; 25-23)

Uwielbiamy ten etap sezonu, gdzie niemal każdy mecz toczy się o wielką stawkę. Dość niepozorne zestawienie Staltestu oraz Stay Win sprawiało, że na parkiecie numer trzy mieliśmy jeden z większych hitów w obecnym tygodniu. Naprzeciw siebie stanęły bowiem ekipy, które na finiszu rozgrywek znalazły się w ogromnych tarapatach, przy czym w gorszym położeniu znaleźli się gracze Staltestu Pomorze. Do spotkania przystępowali oni bowiem z zaledwie ośmioma punktami na koncie i kolejna porażka mogła być ich przysłowiowym ‘gwoździem do trumny’. Początek spotkania to bardzo wyrównana gra, po której mieliśmy remis 13-13. W końcowej fazie seta kluczowym graczem okazał się Andrey Oknov, po którego kilku atakach z rzędu ekipa Stay Win wysunęła się na prowadzenie 19-16 i cieszyła się po chwili z pierwszego punktu w meczu. Po stronie Staltestu liderem – nie tylko w drugim secie, ale i całym sezonie – był Jan Ciupa. To po atakach wspomnianego gracza Staltest pozostawał przez długi czas ‘przy życiu’ (11-11). W drugiej części seta sprawę w swoje ręce wziął tym razem kapitan drużyny – Tomasz Bobcow, który świetną zagrywką wyprowadził swój team na prowadzenie 16-11, co umówmy się – ustawiło dalszą część zmagań (21-16). W trzecim secie Stay Win stanął przed olbrzymią szansą na komplet punktów, co w naszym odczuciu zagwarantowałoby im utrzymanie. Niestety dla nich – potoczyło się to nie w tę stronę, w którą Stay Win by tego oczekiwał. Chwilę po półmetku seta dwoma blokami popisał się rozgrywający Staltestu – Arkadiusz Kowalczyk, co w połączeniu z serią koszmarnych błędów ‘Hotelarzy’ dało Staltestowi prowadzenie 19-13. Gracze w seledynowych strojach zamiast jednak zamknąć szybko seta, dali dojść do głosu rywalom, co dało nam bardzo emocjonującą końcówkę. Ostatecznie po grze na przewagi Staltest zdołał wygrać tę partię do 23, ale tak jak mówimy – powodów do optymizmu to tu zbyt dużo nie widzimy.

Wolves Volley – Kraken 1-2 (21-19; 16-21; 21-23)

W ostatnim czasie zwracaliśmy uwagę na to, że ekipa Wolves Volley może na finiszu rozgrywek włączyć się jeszcze w walkę o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. O ile na zajęcie jednego z dwóch pierwszych miejsc nie było mowy, to włączenie się do walki o trzecią lokatę, która otwierałaby furtkę do meczu o prawo gry w drugiej lidze, było jak najbardziej możliwe. Aby tak się jednak stało, zespół ‘Wilków’ musiał liczyć na dwie rzeczy. Pierwszą z nich – że Dream Volley ogra Challengersów (tu był komplet punktów, więc wymarzony scenariusz dla Watahy). Był też drugi czynnik, który jak się okazało, był znacznie trudniejszy. Mianowicie – samemu trzeba było wygrać mecz z Krakenem, co okazało się barierą nie do przeskoczenia. Już początek spotkania pokazał, że nie będzie to łatwe starcie dla ‘Watahy’. Na początku to Kraken wyglądał lepiej i po punktach Dmytro Hurtovyia oraz Jakuba Wałdocha wysunęli się oni na prowadzenie 14-9. Z czasem w meczu odblokował się jednak Tomasz Głębocki, po którego atakach Wolves Volley doprowadzili do wyrównania po 18, a następnie – cieszyli się z pierwszego punktu (21-19). Środkowa partia była jednak z ich perspektywy ogromnym zawodem. Choć do połowy seta oglądaliśmy wyrównaną grę (11-11), to po kilku atakach powracającego do wielkiej formy Volodymyra Krolenki, Kraken wysunął się z czasem na prowadzenie 17-12, które po chwili zapewniło im wyrównanie stanu rywalizacji (21-16). Ostatni set był jednocześnie tym najciekawszym. Kiedy dwoma punktami z rzędu popisał się Tomasz Głębocki, wydawało się, że szala zwycięstwa przechyli się finalnie na korzyść ‘Wilków’ (16-14). Z czasem duet Dmytro Hurtovyi oraz Volodymyr Krolenko okazał się nie do zatrzymania i po atakach skrzydłowych Kraken wysunął się na prowadzenie 20-19, a po chwili zdołał postawić kropkę nad i, wygrywając do 21.

Tiger Team – VB Inter-Grahen Sulmin 0-3 (16-21; 16-21; 14-21)

Myśląc o meczu, na myśl przychodzi nam pewna przyśpiewka stadionowa, którą można na potrzeby tego podsumowania nieco parafrazować: ‘cała Polska dziś widziała, jak drużyna Tigera się obsrała’. Ostro? Nie może być inaczej. Do niedawna przekonywali się o tym gracze VB Inter-Grahen Sulmin, których dziś będziemy tylko chwalić. Zanim jednak o tym – kilka słów o drużynie Marcina Kwidzińskiego, która miała autostradę do tego, by założyć wczoraj żółtą koszulkę lidera. Jako niepokonany do tej pory team mierzyli się z przeżywającą ogromny kryzys ekipą VB Inter-Grahen Sulmin. Jak możecie się domyślić – zamiast pewnej wygranej skończyło się na zawstydzającej porażce 0-3. Patrząc na to, jak prezentują się ‘Tygrysy’, przeszła nam myśl, czy tym drapieżnym zwierzakom alkohol z obiegu krwi nie spada przypadkiem wolniej niż ludziom. Bo powiedzmy sobie szczerze – oni grali jakby wciąż byli na pomajówkowym kacu. Skandaliczny występ, który może sprawić, że nie awansują przez to do wyższej ligi. No nie ma co – gratulujemy. A VB Inter-Grahen Sulmin? Już w zapowiedziach na fanpage’u mogliśmy przeczytać, że plan na wczorajsze spotkanie jest taki, że każdy z zawodników ma zasuwać za dwóch i faktycznie to było widać. Kiedy zespół ‘występujący w delegacji’ wygrywał pierwszego seta do 16, można było mieć poczucie, że już za chwilę, już za momencik ‘Tygrysy’ odpalą. Początek środkowego seta to jednak miażdżąca przewaga underdoga spotkania, który rozpoczął od prowadzenia…7-0. Tiger Team podjął co prawda jeszcze rękawice, ale no dajcie spokój – we wtorek byli bez podjazdu (21-16). Trzeci set to powtórka tego, co już widzieliśmy – miażdżąca przewaga drużyny z Sulmina i potężne kłopoty….PAPIEROWEGO TYGRYSA. Ostatecznie team trenera Daniela Bąby wygrał tę partię do 14, a cały mecz 3-0. Wow, ależ oni nam wczoraj zaimponowali – brawo!

MPS Volley – Bossman Team 3-0 (21-13; 21-16; 21-14)

Marsz Po Szczyt Volley. Mamy nowe rozwinięcie skrótu drużyny Jakuba Nowaka, która po wtorkowej serii gier znajduje się na samym szczycie pierwszoligowej tabeli. Napisać, że robi się już poważnie, to nic nie napisać. Napisać, że team sfokusował się na maksa na pierwszy w historii tytuł mistrzowski, to banał, o którym wie już każdy. Kurde – z boku wygląda to bardzo dobrze i w naszej ocenie wyczuwamy tu zapach złota. Do tego pozostały jednak jeszcze trzy bardzo ważne kroki. Wczoraj wieczorem zespół Jakuba Nowaka rywalizował z Bossmanem i co do zasady – miało to być wymagające starcie. Tyle teoria, bo w rzeczywistości Bossman miał takie problemy kadrowe, że nie do końca rozumieliśmy, dlaczego zgodzili się na przełożenie meczu z czwartku na wtorek. Z drugiej strony – zrozumieć Bossmana się bardzo często nie da. Tak czy siak – team nieobecnego we wtorkowy wieczór Jakuba Kłobuckiego był tylko tłem dla rozpędzonego rywala. Choć początek był wyrównany (8-8), to w drugiej części seta mieliśmy prawdziwą kanonadę MPS-u, po której faworyt wysunął się na prowadzenie 16-11 i po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-13). Jeśli w meczu mielibyśmy szukać na siłę jakiegoś punktu zaczepienia, to byłaby to środkowa partia, gdzie po asie serwisowym grającego na sypie Dawida Kulara oraz bloku Adriana Zajkowskiego Bossman wysunął się na prowadzenie 14-13. Już po chwili prawdziwą demolką na zagrywce popisał się Igor Ciemachowski, po którego trzech asach MPS wysunął się na prowadzenie 18-14 i cieszył się po chwili z drugiego punktu w meczu (21-16). Ostatnia partia to już formalność i pewna wygrana – tym razem do 14. Podsumowując mecz chcielibyśmy napisać, że mieliśmy wobec niego zdecydowanie większe oczekiwania, a jednak widowisko zbytnio nie porwało. Tak jak jednak wspomnieliśmy – to nie jest powód do zmartwień dla MPS-u.

Challengers – Dream Volley 0-3 (17-21; 18-21; 16-21)

Przez bardzo długi okres – nie tylko w obecnym sezonie, ale również wcześniej – wydawało nam się, że będzie to najważniejszy mecz w trzeciej lidze. Wiecie: wieńczący zmagania, gdzie rozegra się podział poszczególnych kolorów medali. Z czasem nasza perspektywa się nieco zmieniła, głównie za sprawą Challengersów, którzy bądź co bądź w obecnej kampanii często ‘nie dowozili’. W ostatnim czasie przyszło jednak pewne przebudzenie, co w połączeniu z widocznymi na pierwszy rzut oka problemami kadrowymi ‘Marzycieli’ dawało im ogromną szansę na zwycięstwo. Ostatecznie stało się jednak inaczej i po absolutnie bezbarwnym występie drużyny w niebiesko-różowych strojach układ sił w trzeciej lidze nam się dość mocno krystalizuje. Trudno na dziś wyobrazić sobie scenariusz, w którym dwóch pierwszych miejsc miałyby nie zająć Dream Volley oraz Team Spontan. To oznacza, że z dużą dozą prawdopodobieństwa w meczu barażowym zmierzą się Challengersi oraz DSGSA. Ok – o tym jeszcze będzie okazja. A sam mecz? Do połowy premierowej partii oglądaliśmy wyrównaną grę (13-13). Po chwili z kapitalnej strony pokazał się przeżywający swój prime – Michał Hawrylik. To po jego kilku atakach Dream wysunął się na prowadzenie 19-14 i zapewnił sobie pierwszy punkt w meczu (21-17). Na tym zespół grający w eksperymentalnym zestawieniu jednak nie poprzestał. Skuteczny duet Żebrowski oraz wspomniany wcześniej Hawrylik wyprowadzili swój team na prowadzenie 14-12. Po kilku atakach Grzegorza Boguszewskiego Challengersi mieli jeszcze nadzieję na korzystny wynik (18-18), ale końcowa faza seta należała do ‘Marzycieli’, którym jak widać kompletnie nie robią kolejne problemy i kontuzje, które na nich spadają (21-18). Bezsilni oraz bezradni Challengersi nie byli w stanie realnie zagrozić swoim rywalom, a trzeci set rywalizacji to tylko potwierdził. Dream na przestrzeni całego spotkania okazał się drużyną zdecydowanie bardziej dojrzalszą oraz poukładaną. Dokładnie taką, dla których jest miejsce w wyższej lidze. Tak jak wspomnieliśmy – nie wierzymy, że mogłoby im się to wymknąć z rąk.

Siatkersi – Remedios Sopot Ortopedia 1-2 (21-11; 14-21; 14-21)

Chwilę przed rozpoczęciem swojego spotkania gracze Remediosu mogli obserwować swojego rywala w walce o mistrzostwo – Tiger Team – i wyciągać wnioski, czego nie robić, by ich historia nie skończyła się tak samo. Jak poszło? Cóż – pewne wnioski dotarły do nich chyba z opóźnieniem. W pierwszym secie rywalizacji oglądaliśmy taką demolkę, jakiej się absolutnie nie spodziewaliśmy. Bo jak się okazało, tym zdemolowanym wcale nie byli Siatkersi, tak jak było to przewidziane w scenariuszu. To Remedios miał olbrzymie problemy i na tle nabuzowanego rywala wyglądał po prostu bardzo słabo. Mocarne granie – kto wie, czy nie najlepsze w ekipie Siatkersów, odkąd sięgamy pamięcią – rozpoczęło się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Rzadko ogląda się takie obrazki, gdzie drużynie idzie absolutnie wszystko. Ataki, kiwki, obrony, kontry no i oczywiście… zagrywki. Dla przykładu – przy zagrywce Krzysztofa Lewandowskiego Siatkersi zdobyli pięć punktów z rzędu i wysunęli się na prowadzenie 13-6. W dalszej części cisnęli dalej i finalnie wygrali do 11, pozostawiając po sobie kapitalne wrażenie. Stało się jasne, że prowadząc z taką prędkością – długo tak nie zajadą. Coś jak w samochodzie – gdy się go piłuje, to jest fun, ale dość krótki oraz kosztowny. Na tym samym baku można przejechać więcej kilometrów wtedy, gdy się tak nie szarżuje. Tak czy siak – już na początku drugiego seta role nam się odwróciły i to Remedios wysunął się na prowadzenie 10-5. Z czasem team Macieja Kota prowadził już 16-9 i wówczas stało się jasne, że o zwycięstwie zadecyduje trzecia odsłona. W niej Siatkersi mieli już widoczne problemy z przyjęciem zagrywki rywali, gdzie kilkukrotnie odprowadzali piłkę wzrokiem, która finalnie lądowała w polu (11-6). Żeby jednak pokonać faworyta, trzeba grać nie tak jak w drugim czy trzecim secie, a w tym pierwszym. Sztuka ta Siatkersom się nie udała. Na koniec chcieliśmy pochwalić Remedios, który po koszmarnym początku zdołał się odbudować i finalnie wygrać mecz. To naprawdę wielka sztuka, która w dużej części drużyn się po prostu nie udaje.

Tufi Team – Fux Pępowo 1-2 (21-19; 13-21; 19-21)

Zastanawiamy się, czy przypadkiem grupa spadkowa pierwszej ligi nie jest aktualnie obszarem, gdzie dzieje się najwięcej ciekawych rzeczy. Rany, tu naprawdę nikt nie chce spaść z ligi. Oj, mamy wewnętrzne przekonanie, że w obecnej kampanii spadną mocniejsze drużyny niż te, które awansują do elity. Po rundzie zasadniczej ekipa Tufi Team miała jeden punkt przewagi nad goniącym ich peletonem składającym się z Szach-Matu, Speednetu oraz właśnie Fuxa Pępowo. Cóż – z drugiego miejsca po wtorkowym starciu ‘Tuffiki’ spadły na przedostatnią lokatę i jeśli sezon kończyłby się właśnie dzisiaj, to spadliby oni z ligi. Choć po raz kolejny stawialiśmy ich w roli faworyta meczu, to po raz drugi w obecnym sezonie przegrali z Fuxem Pępowo 1-2 i mamy poczucie, że był to właśnie najsprawiedliwszy wynik w meczu. Choć lepiej w spotkanie weszli gracze z Pępowa (10-7), to z czasem zespół Pawła Szafrana narzucił rywalom własne warunki gry i po dwóch punktowych blokach z rzędu Wojciecha Paszylka objęli oni prowadzenie 17-14. Z czasem zespół ‘Koniczynek’ doprowadził co prawda do wyrównania po 19, ale w końcówce popełnili dwa błędy, które zapewniły drużynie Tufi Team pierwszy punkt w meczu (21-19). Środkowa odsłona to jednak wyraźna przewaga drużyny Dominika Szadacha. Po sporych problemach i błędach przy zagrywce Tomasza Piaska zespół Tufi Team przegrywał już siedmioma punktami (18-11) i w konsekwencji nie był w stanie nawiązać walki, przegrywając finalnie do 13. W trzecim secie zespół z Pępowa zaczął coraz częściej korzystać ze środkowego – Patryka Bruchmanna. To po jego atakach Fux wysunął się na prowadzenie 15-12 i choć Tufi zniwelowali z czasem przewagę rywali do jednego punktu, to ostatnie słowo – za sprawą skrzydłowych Fuxa – należało już do drużyny z Pępowa, która zrobiła gigantyczny krok w kierunku utrzymania w elicie – brawo!

Zapowiedź – MATCHDAY #33

Wtorkowy wieczór rozpoczniemy od bardzo ważnego starcia w grupie spadkowej pierwszej ligi, gdzie Szach-Mat zmierzy się ze Speednetem. Na równoległym boisku o życie powalczą drużyny Staltestu Pomorze oraz Stay Win. O 21 dojdzie również do bardzo ważnego spotkania w kontekście awansu do drugiej ligi, gdzie Dream Volley zmierzy się z Challengersami. Zapraszamy na zapowiedź!

Szach-Mat – Speednet

Godz.: 19:00, boisko nr: 1

Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak ciekawej sytuacji w pierwszej lidze. Nie mówimy tu bynajmniej wyłącznie o grupie mistrzowskiej, gdzie realną szansę na medale mają wszystkie drużyny w stawce. To, co bardziej interesuje dzisiejszych rywali, to walka o utrzymanie. Ok – w naszym odczuciu w tabeli znajduje się jeden pewniak do utrzymania – Merkury, który wypracował sobie po rundzie zasadniczej zaliczkę w postaci pięciu punktów. Pozostałe cztery drużyny – Tufi Team, Speednet, Fux Pępowo oraz Szach-Mat w ligowej tabeli mają niemal identyczną sytuację. Do niedawna wydawało się, że absolutnym pewniakiem do spadku będą gracze Szach-Matu, którzy przez długie tygodnie pozostawali jedyną drużyną w elicie, która nie miała na swoim koncie ani jednego zwycięstwa. Przełamanie nastąpiło jednak w dość nieoczekiwanym momencie – w ich ostatnim meczu rundy zasadniczej, gdzie 'Szachiści’ zmierzyli się z pięciokrotnym Mistrzem Inter Marine SL3 i wreszcie zaprezentowali się dobrze, za co otrzymali nagrodę w postaci dwóch punktów. W dużo gorszych nastrojach do meczu przystępują gracze Speednetu, którzy grali ostatnio w meczu o 'sześć punktów’ z Fuxem Pępowo. Gdyby wspomniane spotkanie wygrali, to nad 'Koniczynkami’ oraz pozostałymi drużynami w grupie spadkowej wypracowaliby sobie pewien bufor bezpieczeństwa. Zamiast tego 'Programiści’ przegrali 1-2, zrównali się punktami z resztą drużyn i na dodatek rywal zyskał przewagę psychologiczną przed najważniejszym momentem sezonu. Jak będzie dzisiaj? Oj, to spotkanie waży naprawdę bardzo dużo. Zastanawiamy się, czy wszyscy gracze obu drużyn zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

VB Sulmin – Volley Gdańsk

Godz.: 19:00, boisko nr: 2

Tej kuli śnieżnej nie da się już zatrzymać. W naszym odczuciu Volley Gdańsk jest już w pierwszej lidze i chyba tylko totalna katastrofa mogłaby sprawić, że na finiszu rozgrywek powinęłaby im się noga. Na dziś sytuacja wygląda jednak tak, że team pozostaje obok Eko-Hurtu jedyną drużyną w drugiej lidze, która nie przegrała do tej pory choćby jednego spotkania. Jest to naprawdę wielka rzecz, bo w całej 52-drużynowej stawce ‘suchą stopą’ przebrnęło tylko pięć ekip. Prawdę mówiąc – nie sądzimy, żeby akurat po dzisiejszym spotkaniu ta liczba miała się zmniejszyć. Volley Gdańsk w naszym odczuciu będzie dziś zdecydowanym faworytem starcia i szczerze mówiąc – zdziwilibyśmy się, gdyby nie sięgnęli wieczorem po komplet oczek. To oczywiście doskonała informacja dla ‘żółto-czarnych’, którzy przy równej liczbie rozegranych spotkań mają trzy punkty przewagi nad ‘Hurtownikami’, którzy na dodatek zdają się być aktualnie w gorszej formie. Aktualnie w naszym odczuciu gra nie toczy się o to, czy Volley awansuje, ale o to – czy zdobędą przy tym tytuł mistrzowski. Co więcej – miłym akcentem z pewnością byłoby wygranie ligi bez choćby jednej przegranej na koncie. Do końca sezonu Volley zmierzy się z Old Boysami, Eko-Hurtem i VB Sulmin. Wydaje się, że dzisiejsze starcie będzie w teorii tym najprostszym zadaniem. W obecnej kampanii gracze VB Sulmin rozegrali jedenaście spotkań i tylko czterokrotnie schodzili z parkietu jako zwycięzcy. Taki bilans nie jest z pewnością czymś, czego można by pozazdrościć.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Staltest Pomorze – Stay Win

Godz.: 19:00, boisko nr: 3

Dla obu ekip, które we wtorkowy wieczór staną po przeciwnych stronach siatki będzie to przysłowiowy mecz o życie. Zmierzy się ze sobą dwunasta oraz trzynasta drużyna w trzecioligowej tabeli. Aktualnie, poza Speedway AWKS nie widać pewniaka do spadku. W dolnej części stawki jest tak ciasno, że ledwo da się szpilkę wcisnąć. Różnice punktowe są tak niewielkie, że może wydarzyć się dosłownie wszystko i zanosi się na to, że losy poszczególnych drużyn będą przesądzane w ostatnich spotkaniach. Tym bardziej każdy mecz, a nawet każdy punkt od teraz będzie ważył więcej niż wcześniej. Tak naprawdę żadna z drużyn od ósmego miejsca w dół nie może jeszcze spać spokojnie, co daje nam pięć ekip, między którymi rozegra się batalia o to, kto pozostanie na kolejny sezon w trzeciej lidze. Musimy przyznać, że nie lada orzechem to zgryzienia będzie prawidłowe wytypowanie triumfatora dzisiejszego starcia. Zarówno jedni jak i drudzy mają argumenty, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W ogólnym rozrachunku niejaką przewagą Staltestu może być fakt, że rozegrali oni jeden mecz mniej i że wyrównując liczbę spotkań ich sytuacja może się okazać wcale nie tak parszywa jak to obecnie wygląda. Gracze Arkadiusza Kozłowskiego chcą pozostać w trzeciej lidze, czego dowodem jest spotkanie i wygrana z Audiofonem Karczemki. Tyle, że Stay Win również ostatnio wygrał, goląc do zera ekipę Speedway.  Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe fakty, zapowiada się interesujące starcie.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Wolves Volley – Kraken

Godz.: 20:00, boisko nr: 1

Parafrazując słynne powiedzenie – w obecnej edycji zdecydowanie to Wilki niosą razy kilka. Jest to bez wątpienia najlepszy sezon w historii drużyny. Mocno procentuje fakt, że w ekipie na przestrzeni ostatnich edycji dochodzi do bardzo niewielu zmian kadrowych, wskutek czego są dotarci jak stary Passat 1.9 TDI. Wycie Wilków na trzecioligowych parkietach jest coraz bardziej donośne i mają jeszcze teoretycznie szansę na włączenie się do walki o podium rozgrywek. Czas jednak ucieka niemiłosiernie. Zostały im zaledwie trzy spotkania do rozegrania więc od teraz w każdym z nich powinni się wykazać ponadprzeciętną konsekwencją w miażdżeniu rywali. Gdyby wszystko ułożyło się po ich myśli, a przeciwnicy w wyścigu o podium poprzewracaliby się na mecie o własne nogi to scenariusz, w którym na piersiach Wilków zawisłyby medale nie jest wcale totalną abstrakcją. Choć na pewno musi się na to złożyć wiele czynników. Wspominamy o tym głównie dlatego, że na korzyść Wilków przemawia fakt, iż pozostały im spotkania z drużynami z dołu tabeli, podczas gdy topowe ekipy będą się biły między sobą. Pierwszy krok powinni postawić już dzisiaj wygrywając za komplet punktów. Jest to tym bardziej realne, że ich najbliższy rywal – Kraken to zwykła popierdółka, a nie bestia. W obecnym sezonie zdecydowanie częściej zawodzili oni swoich sympatyków niż dawali im powody do radości. Sądzimy, że dziś będzie podobnie.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Tiger Team – VB Inter-Grahen Sulmin

Godz.: 20:00, boisko nr: 2

We wtorkowy wieczór ekipa Tiger Team rozegra korespondencyjny pojedynek z Remedios Sopot Ortopedia, którzy tego dnia zmierzą się z Siatkersami. Co prawda nie będzie to bezpośrednie starcie, ale może się okazać, że to spotkanie będzie ważyło o wiele więcej. Każda ze wspomnianych ekip postara się o to, aby nie potracić punktów z niżej notowanymi rywalami. Biorąc pod uwagę obecną sytuację Tygrysów w ligowej tabeli, dosłownie każdy mecz jest na wagę złota. Powiedzmy to sobie wprost – to już nie jest etap na tracenie punktów. Trzeba mocno cisnąć i dać z wątroby, żeby później nie mieć kaca na koniec sezonu. Od początku idzie im jak z nut, a na samym finiszu może się okazać, że zostaną wyprzedzeni przez Chilli Amigos lub Remedios. Ich najbliższy rywal – VB Inter-Grahen Sulmin w tej edycji mocno chwieje się na nogach. Patrząc na ten fakt oraz na narrację, którą głosimy od dłuższego czasu to wszystko powinno ułożyć się po myśli Tigera. Team z Sulmina zachowuje się jak typowy chłopiec do bicia. Słyszy się nieraz jednak o sytuacjach, w których ofiary dochodzą do granicy swojej wytrzymałości i wybuchają, same stając się oprawcami. Może okazać się, że drużyna Inter-Grahen osiągnęła właśnie taki moment krytyczny. Byłoby to prawdziwe nieszczęście dla Tigera, gdyby nastąpiło to właśnie w nadchodzącym spotkaniu.

Typ Redakcji: 3-0

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

MPS Volley – Bossman Team

Godz.: 20:00, boisko nr: 3

Walka o tytuł mistrzowski trwa nie tylko na parkietach, ale również w gabinetach. Początkowo do meczu pomiędzy MPS-em Volley a Bossmanem miało dojść w najbliższy czwartek. Jako że w pierwotnie zaplanowanym dniu MPS miał mieć problemy kadrowe, kapitan drużyny – Jakub Nowak – podjął próbę zamiany terminu meczu. Choć historycznie sztuka ta nie udawała się niemal nikomu, to finalnie na zamianę zgodzili się gracze Bossmana, Floty oraz Inter Marine Masters. Wobec tego MPS rozegra spotkanie z Bossmanem już dziś wieczorem. Po tym jak wczoraj jeden punkt straciła ekipa CTO Volley, Miłośnicy Piłki Siatkowej mają dziś ogromną szansę na to, by wskoczyć na sam szczyt ligowej tabeli. Aby tak się stało, beniaminek pierwszej ligi musiałby wygrać za komplet punktów, co mimo ich bardzo wysokiej w ostatnim czasie formy nie będzie łatwym zadaniem. Dziś rozpoczyna się nowy rozdział dla MPS-u. Co ciekawe – ich pierwszym rywalem będzie dokładnie ten sam zespół, z którym rozpoczęła się ich podróż w obecnym sezonie. Przypomnijmy, że na początku ligowych zmagań MPS był faworytem konfrontacji z Bossmanem, a mimo to mecz zakończył się wynikiem 1-2. Jeśli dziś wieczorem doszłoby do powtórki tego wyniku, byłaby to absolutna katastrofa dla MPS-u, który jest bardzo bliski pierwszego w historii tytułu mistrzowskiego. Czy wykluczamy taki scenariusz? Absolutnie nie. Choć Bossman przegrał wczoraj mecz, to jednak udowodnił, że jest bardzo groźny i trzeba się z nim liczyć.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Challengers – Dream Volley

Godz.: 21:00, boisko nr: 1

Spotkanie pomiędzy Challengers a Dream Volley to jeden z długo wyczekiwanych hitów trzeciej ligi. Jeszcze przed sezonem mówiliśmy o obu ekipach jako o murowanych faworytach do awansu. Czas pokazał, że jedna z nich nieco lepiej wywiązała się z nałożonych na nią oczekiwań niż druga. Nic jednak nie jest jeszcze stracone ani przesądzone i sytuacja może się odwrócić właśnie w nadchodzącym spotkaniu. Przytoczmy na początek kilka faktów. O ile Challengersi znajdują się obecnie na fali i wyraźnie widoczna jest w ich grze tendencja wzrostowa to Dream Volley wydaje się podążać w przeciwną stronę. W poprzednim tygodniu gracze Mateusza Dobrzyńskiego nieoczekiwanie przegrali z Flotą TGD Team, wskutek czego padł ostatni niepokonany bastion w trzeciej lidze. Wcześniej również stracili seta z Kraken Team, co już było zwiastunem nadchodzących nad ich głowy ciemnych chmur. Mimo wszystko, w ogólnym rozrachunku to właśnie Dream Volley znajduje się w naszej opinii w lepszej sytuacji. W przeciwieństwie do rywala pracował na to przez cały sezon. Co do ekipy Challengers – dzisiejsza porażka może ich wyeliminować z walki o bezpośredni awans. Jednak, jeśli gracze Wojciecha Lewińskiego staną na wysokości zadania i zgarną w bezpośrednim starciu pełną pulę, zrównają się punktami z przeciwnikiem. Czy jednak taki scenariusz jest prawdopodobny? Wydaje się, że średnio na jeża, bo na ile znamy Dream Volley to tanio skóry nie sprzeda.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Siatkersi – Remedios Sopot Ortopedia

Godz.: 21:00, boisko nr: 2

Ten mecz już nie grzeje tak jak kiedyś, gdy rany po rozstaniu jeszcze nie zdążyły się zabliźnić, a oba zespoły miały w głowach żywe wspomnienie czasu wspólnie spędzonego na siatkarskich parkietach. Jak po rozwodzie małżonków, którzy w początkowej fazie nie mogą na siebie patrzeć, ale po jakimś czasie nie jest dla nikogo wielkim zaskoczeniem jak pójdą razem na kawę. Co prawda, w przypadku drużyny Siatkersów oraz Remedios to jeszcze nie ten etap, ale who knows… Nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Wracając jednak do teraźniejszości to zdecydowanym faworytem wtorkowego starcia będzie bez wątpienia Remedios, który chce wrócić do wygrywania i zmazać plamę na honorze po przegranej z Feniksem Gdańsk. Co prawda już w ostatnim spotkaniu z Craftveną udało im się odnieść zwycięstwo, ale słowo klucz to właśnie ‘udało się’. Mało brakowało, a mogło się nie udać, a wtedy byłby płacz i zgrzytanie zębów. Jeśli chodzi o sam styl to po graczach Macieja Kota oczekujemy znacznie więcej niż to, co pokazali w tym meczu. Tym bardziej, że wszyscy doskonale wiemy, o jakie cele walczą. Tytuł mistrzowski wciąż jest na stole i jak najbardziej w zasięgu. Niefortunnym by było, gdyby na samym finiszu rozgrywek z drużyny uszło powietrze i potknęliby się o własne nogi. Czy Siatkersi mają co trzeba, aby oddalić marzenia o awansie ex-kolegów z drużyny? Patrząc na falującą formę, jaką prezentują w obecnym sezonie możemy tu zastosować paradoks kota Schrödingera – jest to równocześnie bardzo mało prawdopodobne jak i bardzo realne.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Tufi Team – Fux Pępowo

Godz.: 21:00, boisko nr: 3

Dziś wieczorem dojdzie do dwóch bardzo ważnych spotkań w grupie spadkowej w pierwszej lidze. Szerzej o układzie tabeli napisaliśmy przy okazji zapowiedzi meczu Speednet – Szach-Mat, do którego odsyłamy. Do wspomnianego spotkania dojdzie o godzinie 19:00, a to oznacza z kolei, że Fux oraz Tufi Team przystąpią do meczu z wiedzą na temat tego, jak zakończyło się wspomniane starcie. Czy to dobrze, czy źle – trudno nam oceniać. Wydaje się jednak, że najoptymalniejszym wynikiem we wspomnianym meczu dla obu ekip, które zmierzą się o godzinie 21:00, byłby podział punktów, co zdaje się być najbardziej prawdopodobną opcją. Niezależnie od tego – chcąc się utrzymać, obie ekipy muszą powalczyć dziś o zwycięstwo. Nieco lepszą sytuację w ligowej tabeli mają obecnie gracze Pawła Szafrana, którzy po dziesięciu meczach mają na swoim koncie o jeden punkt więcej niż grupa pościgowa. Jeśli dziś zdołają wygrać, to ich sytuacja na finiszu zmagań będzie już naprawdę niezła. Oczywiście działa to w dwie strony – potencjalna porażka sprawi, że Tuffiki znajdą się w poważnych tarapatach. Taki scenariusz jest dość prawdopodobny. To właśnie w meczu z Tufi Team Fux Pępowo zaczął swój marsz w górę ligowej tabeli. Ostatni okres pokazał, że zespół Dominika Szadacha jest na ewidentnej fali i w naszym odczuciu ma on bardzo dużo argumentów do tego, by utrzymać się w lidze. Mimo wszystko nieznacznym faworytem dzisiejszego starcia będą gracze Tufi Team. Nasza predykcja w dużej mierze wynika z tego, że mają oni ogromne doświadczenie w radzeniu sobie w takich kryzysowych momentach – przechodzili je już bowiem wiele razy.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak):

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

MATCHDAY #32

Za nami poniedziałkowa seria gier, w której jednym z głównych wydarzeń było przełamanie Handluwy, która wygrała mecz z DHP Oliwą. W meczu na szczycie trzeciej ligi kolejne zwycięstwo zanotowała z kolei drużyna Team Spontan, która jest już bardzo bliska powrotu na drugoligowe parkiety. Zapraszamy na podsumowanie!

ACTIVNI Gdańsk – ME Sulmin Volley 3-0 (23-21; 24-22; 21-18)

W obecnej kampanii zespół ACTIVNYCH musiał mierzyć się z naprawdę sporą krytyką. Tam, gdzie można było potencjalnie nieco zwolnić, my wciskaliśmy ‘gaz do dechy’. Źle, źle, źle. Taka była nasza narracja. Oczywistym jest to, że my nie mamy monopolu na wiedzę, ba – częściej się mylimy niż mówimy prawdę, ale może jednak ci ACTIVNI nie grają tak źle, jak gadaliśmy? Konfrontując to bowiem z faktami, wychodzi na to, że przez całą poprzednią kampanię ACTIVNI uciułali jedenaście oczek. Dziś po wygranej z ME Sulmin Volley za komplet punktów mają ich już czternaście, a na dodatek – przed nimi aż dwa mecze. Co więcej – w co najmniej jednym z nich będą faworytem – o tym jednak kiedy indziej. Warto podkreślić też, że mało brakowało, a nasza dzisiejsza narracja byłaby zupełnie inna. Kilka piłek w drugą stronę czy jak możemy wyczytać na fanpage’u drużyny z Sulmina, inna decyzja sędziego i to gracze Fabiana Ehrlicha mogliby cieszyć się ze zwycięstwa. Wracając do wątku sędziego – takiej narracji to my totalnie nie kupujemy. Z tego, co bowiem kojarzymy, to i ACTIVNI mieli jakieś pretensje, więc tak na nasze to o ile błędy były, to były w dwie strony. Pluć w brodę to gracze z Sulmina powinni wyłącznie sobie. To oni, a nie ktoś inny, wygrywali w premierowej odsłonie 15-11. To oni, a nie ktoś inny, roztrwonili przewagę i dali swoim rywalom wygrać seta (23-21). Środkowa odsłona to bardzo wyrównana partia od samego początku aż do końca. Ok – były momenty, gdzie obie drużyny wychodziły na dwu- lub trzypunktowe prowadzenie, ale błyskawicznie rywal doskakiwał. W taki sposób dobiliśmy do końcówki, o którą ME Sulmin Volley miał potężne pretensje. Ostatecznie drugi punkt w meczu zasilił konta ACTIVNYCH, którzy w ostatnim secie nie dali już rywalom zbyt dużo punktów zaczepienia. Ostatecznie wygrali tę partię do 18, a cały mecz 3-0 – brawo!

Speednet 2 – Hydra Volleyball Team 2-1 (13-21; 21-17; 28-26)

Starcie drużyn, które w obecnym sezonie prezentują zbliżony poziom sportowy, zwiastowało, że nie będziemy się raczej nudzić. W pierwszym secie rywalizacji próżno było jednak szukać emocji. Od samego początku Hydra narzuciła ‘Programistom’ swoje warunki gry. Po skutecznych blokach Marcina Kukielskiego oraz Łukasza Birunta ‘Bestia’ wysunęła się na prowadzenie 10-5. W dalszej części seta niby Speednet coś tam próbował, ale bardzo dobra gra w defensywie oraz kontrze Hydry sprawiła, że beniaminek nie miał większych problemów z tym, by ograć rywali do 13. Druga część spotkania rozpoczęła się idealnie dla Speednetu. Zanim się obejrzeliśmy, gracze Marka Ogonowskiego prowadzili 5-0, a po chwili 9-3. Wysoka przewaga w początkowej fazie seta ustawiła dalszą część zmagań w analogiczny sposób, jak miało to miejsce w premierowej odsłonie. Precyzując – Speednet 2 nie miał większych problemów z tym, by postawić kropkę nad i (21-17). Trzeci set? Absolutne szaleństwo. Mieliśmy tutaj wszystko, a zwroty akcji były naprawdę spektakularne. Zdecydowanie lepiej rozpoczęli ‘Programiści’, którzy wysunęli się na prowadzenie 6-1. Po bardzo dobrej dyspozycji skrzydłowych – Filipa Ziółkowskiego oraz byłego gracza Speednetu – Michała Doroza, Hydra zdołała z czasem wysunąć się na prowadzenie 13-9. Mimo drzemki w środkowej części seta, Speednet zdołał się z czasem przebudzić i finalnie doprowadzić do wyrównania po 18. Końcowa faza seta to już walka na wyniszczenie, która zakończyła się happy-endem drużyny dowodzonej przez Marka Ogonowskiego. Podsumowując – trzeci set sprawił, że całe spotkanie oceniamy jako bardzo ciekawe.

HANDLUWA – DHP Oliwa 2-1 (21-13; 21-18; 23-25)

Historia Handluwy powinna mieć osobny rozdział w motywujących książkach. Wiecie – że nie ma się co poddawać nawet wtedy, kiedy upadło się bardzo nisko. Bo my to w sumie uwielbiamy uderzać w Handluwę. Prawda jest jednak taka, że spośród wszystkich 52 drużyn w ligowej stawce moglibyśmy policzyć na jednej ręce ekipy, które zachowały w tym wszystkim spokój, nie pokłóciły się, nie waliły rękami w kotarę i nie przestały przychodzić na mecze. Ci goście niezmiennie cieszyli się z gry, nawet wtedy, kiedy przegrywali. A powiedzmy sobie szczerze – sztukę przegrywania wymasterowali do bardzo wysokiego pułapu. Pułapu nieosiągalnego dla wielu drużyn. To był bardzo późny etap gry – niemalże FINAL BOSS. Tak czy siak – Handluwa przerwała wczoraj serię DWUDZIESTU TRZECH porażek z rzędu, a my kłaniamy im się w pas. Co ciekawe – dzięki wczorajszemu zwycięstwu gracze Dawida Gałki wciąż mają teoretyczną szansę na utrzymanie. Aby tak się stało, musieliby na ostatniej prostej wyprzedzić Złomowca, co łatwe nie będzie, ale przecież wczorajsza wygrana z DHP Oliwą też nie miała być łatwa, prawda? A DHP Oliwa? Ech, szkoda nawet strzępić ryja. Już ostatnio w meczu z BL Volley była lipa – wówczas drużyna przegrała jednego seta z absolutnym underdogiem. To, co jest dość niepokojące, to fakt, że team uznał, że skoro już się utrzymał w lidze, to nie ma większego sensu się przesadnie spinać. W efekcie już w drugim meczu z rzędu obserwowaliśmy bardzo duże problemy kadrowe ekipy Adama Wyrzykowskiego. Choć zespół ostatecznie zdołał się utrzymać, to jednak mamy mały niesmak.

Sharks – Kraken Team 1-2 (21-14; 15-21; 16-21)

Mogąca się pochwalić rewelacyjną formą w ostatnim czasie drużyna Sharks przystępowała w poniedziałkowy wieczór do jedenastego spotkania w sezonie Wiosna’26. Już przed meczem stało się jasne, że jeśli Sharksi zdołają wygrać mecz, to zapewnią sobie to, na co zanosiło się od kilku tygodni. Precyzując – zapewnią sobie utrzymanie w trzeciej lidze. Plan ‘Rekinów’ skomplikował się jednak jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Okazało się bowiem, że będą musieli sobie radzić bez rozgrywającego – Maksymiliana Borowego, który w ostatnich tygodniach prezentował bardzo wysoką formę. Wobec wspomnianej absencji na rozegraniu w pierwszym secie zobaczyliśmy Artura Kuleszę. Mimo potencjalnych problemów, zespół ‘Rekinów’ prezentował się w pierwszym secie bardzo dobrze i już na samym początku wysunęli się na prowadzenie 8-4. Choć w teorii to rywale byli faworytem, to gracze Roberta Skwiercza nie mieli pomysłu na to, jak odwrócić niekorzystny dla siebie stan. Kiedy na tablicy wyników mieliśmy 17-11 dla Sharksów, stało się jasne, że oni już tego nie wypuszczą (21-14). Ospała ‘Bestia’ przebudziła się dopiero w drugim secie, przy czym początek należał do ‘Rekinów’, którzy po skutecznej zagrywce Andreia Stepanova rozpoczęli od prowadzenia 8-3. Na zagrywkę środkowego rywala odpowiedział po chwili kapitan Krakena – Robert Skwiercz, po czym faworyt doprowadził do wyrównania po 9. Po krótkiej wymianie mieliśmy remis 14-14, ale druga część seta należała już zdecydowanie do drużyny z północy województwa (21-15). Nie inaczej było w trzecim secie, który do połowy był wyrównaną partią (11-10), ale z czasem po blokach Pawła Kossa Kraken Team wysunął się na prowadzenie 15-11 i po chwili cieszył się z drugiego punktu w meczu (21-16).

CTO Volley – AIP 2-1 (21-17; 21-16; 19-21)

No tak średnio idzie AiP w konfrontacji z CTO Volley. Wczorajsze starcie było jubileuszowym – dziesiątym bezpośrednim spotkaniem obu drużyn w rozgrywkach Inter Marine SL3. Zaledwie w dwóch przypadkach mecz padał łupem drużyny Adriana Ossowskiego, aczkolwiek było to już naprawdę bardzo dawno temu – w listopadzie 2024 r. Pisząc o historii, która łączy się z teraźniejszością, warto podkreślić, że choć CTO wygrywa te mecze, to jednak tylko raz w swojej historii zdołał zdobyć komplet punktów. Na początku sporo o historii, bo AiP mogło mieć nadzieję na to, że uda im się przełamać. Raz, że mieli fajną formę, a dwa to to, że rywal po raz kolejny w obecnym sezonie był dość mocno przeorganizowany. W związku z brakiem Grzegorza Dymińskiego oraz Adama Sobstyla, w ataku zagrał gość od zadań specjalnych – Szymon Rachwalski, na libero Kinga Legieta, a na lewym skrzydle – Maciej Szymula. I co? I team w pomarańczowych strojach na tle AiP wyglądał po prostu lepiej. Wspomnianemu Szymonowi Rachwalskiemu w obecnej edycji brakuje już grania tylko na libero i przyjęciu. Wczoraj wieczorem zdobył dziesięć punktów, co pokazuje, że jak ktoś jest dobry, to poradzi sobie wszędzie. Tak sobie myślimy, że gdyby w niedzielę trafił on do kościelnego chórku, to pewnie nikt by się nie połapał. Poziomem by na pewno nie odstawał. Dobra – wracając jednak do ogółu – już na początku spotkania gracze CTO zaakcentowali swoją przewagę. Po punktach świetnie dysponowanego ‘Bercika’, aktualny Mistrz rozpoczął od prowadzenia 10-6, co w dużym stopniu ustawiło dalszą część premierowej partii (21-17). Środkowa odsłona rozpoczęła się od wyrównanej gry obu ekip (7-7). Po blokach duetu Rachwalski – Dzieciuch gracze CTO uzyskali przewagę trzech oczek (13-10), a dokładniejsza gra od rywali pozwoliła im po chwili cieszyć się z drugiego punktu w meczu (21-16). Set na otarcie łez padł łupem graczy AiP, którzy po punktach byłych graczy CTO – Jakuba Sulimy oraz Adriana Białeckiego, wysunęli się na prowadzenie 18-16 i po chwili wygrali seta do 19.

BEemka Volley – Bossman Team 2-1 (17-21; 24-22; 31-29)

To jest wręcz niewiarygodne. Mając na uwadze to co wydarzyło się we wczorajszym starciu trudno nie odnieść wrażenia, że żyjemy w jakiejś symulacji. Tydzień temu, obie drużyny rywalizowały ze sobą w rundzie zasadniczej o awans do grupy mistrzowskiej. Ówczesne spotkanie do pewnego momentu układało się wybornie dla Bossmana, który gładko wygrał pierwszego seta, a na półmetku drugiego miał bezpieczną wydawałoby się przewagę. Jak się skończyło? Ano tak, że BEemka doprowadziła do wyrównania, wygrała środkową partię, a następnie również trzeciego seta. Tydzień od wspomnianego spotkania to jednak zbyt krótki odstęp czasu, by w drużynach nie została ‘pamięć mięśniowa’. W bardzo wielu płaszczyznach – był to mecz identyczny. Pierwszy – gładko wygrany set. W drugiej partii, Bossman miał olbrzymią przewagę. Zastanawiamy się jak można było to zepsuć, naprawdę (14-7 -> 16-10 -> 16-16 -> 17-19 -> 22-24). Oj, dobrze, że jesteśmy przy tym wszystkim neutralni, bo gdybyśmy byli fanami Bossmana, to po tym co zrobili w drugim secie wystawilibyśmy ich koszulki na vinted, a puszeczkę Bossmana wypilibyśmy, ale z obrzydzeniem. Trzeci set? Tu mieliśmy w sumie powtórkę z tego co widzieliśmy chwilę wcześniej. Wyraźnie lepiej rozpoczęli gracze Jakuba Kłobuckiego, którzy prowadzili już 8-3, a następnie 15-10. Nie było jednak takiej przewagi, której Bossman nie byłby w poniedziałek w stanie roztrwonić. Już po kilku chwilach widzieliśmy, że graczom BEemki udało się ‘złamać przeciwnika’ i z czasem to oni byli o jedną piłkę przed rywalem. Choć nie udało im się wygrać, ani w pierwsze, ani nawet piąte tempo to finalnie po asie serwisowym Macieja Rzepczyńskiego, zapewnili sobie drugi punkt w meczu. Tu oczywiście należą się brawa za świetną walkę do końca (31-29).

Speedway AWKS – Kraken Team 2-1 (21-13; 17-21; 21-17)

Nawiązując do zapowiedzi – niemożliwe nie istnieje. Nawet szesnastoletni pryszczaty małolat ma dziś szansę wyrwać topową dziewczynę. Oj, przejechaliśmy się po graczach Speedway AWKS we wspomnianym tekście. Zresztą – nie tylko w nim, bo w ostatnich tygodniach Speedway był prawdziwym workiem bokserskim, którego można było naparzać aż miło. Nie ukrywamy, że nie dawaliśmy drużynie Mateusza Bojke absolutnie żadnych szans w starciu derbowym z ekipą Kraken Team. A jednak – już w pierwszym secie rywalizacji, gracze w żółto-czarnych strojach zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i po świetnej zagrywce – zdemolowali rywala do 13. Wówczas wydawało się jeszcze, że ok – Kraken Team podobnie jak w meczu z Sharksami zamulił na początku spotkania, ale zaraz powinno być już dużo lepiej. Patrząc na drugiego seta – istotnie tak było. Już na początku partii zespół AWKS popełnił sporo błędów, po których faworyt wysunął się na prowadzenie 10-7. Kiedy czarna tablica wyników wskazywała już 15-10 to stało się dla nas jasne, że o zwycięstwie zadecyduje trzeci set (21-17). Finałowa partia to rewelacyjna gra skrzydłowych Speedway AWKS – Mateusza Sadowskiego oraz najlepszego gracza meczu – Bartłomieja Haski. Po atakach wspomnianego duetu, Speedway wysunął się na prowadzenie 13-7 i nie dał już sobie zrobić krzywdę, sprawiając tym samym niespodziankę (21-17). Choć po meczu w obozie AWKS zapaliła się lampeczka nadziei to wciąż uważamy, że chyba tylko cud mógłby ich jeszcze uratować. Sądzimy, że team może żałować, że lepszy fragment nastąpił tak późno.

Inter Marine Masters 2 – Aqua Volley 2-1 (21-13; 21-11; 21-23)

Ok, historia występów drużyny Inter Marine Masters 2 w rozgrywkach SL3 nie jest zbyt długa. Niemniej jednak, po raz pierwszy w historii zespół ‘Mastersów’ musiał mierzyć się z sytuacją, w której do meczu podchodzili po serii nieudanych występów, po których ich obecność w czołowej piątce ligi stanęła pod znakiem zapytania. Niemniej jednak – w poniedziałkowy wieczór zespół stanął przed ogromną szansą na przełamanie. Gracze w niebieskich trykotach rywalizowali bowiem z zespołem Aqua Volley, który plasuje się w dolnych partiach ligowej tabeli i zdołał wygrać zaledwie trzy z dwunastu meczów w obecnej kampanii. Początek spotkania należał do faworyta. Bardzo dobrze na środku sprawował się Adam Kamiński, po którego trzech pojedynczych blokach w krótkim odstępie czasu, ‘Mastersi’ wysunęli się na prowadzenie 16-10, po którym rywale nie byli już w stanie nawiązać walki (21-13). Środkowa partia nie zapowiadała takiego lania, jakie finalnie oglądaliśmy. Na półmetku seta, faworyt prowadził bowiem zaledwie jednym punktem (11-10). Sytuacja zmieniła się diametralnie w drugiej części seta. Dość powiedzieć, że na dziesięć punktów ‘Mastersów’, zespół Aqua Volley zdobył…zaledwie jeden. Kończąc temat środkowej partii nie sposób nie wspomnieć o rewelacyjnej wręcz serii w ataku Rafała Artymiuka, który od stanu 16-11 do 21-11 zdobył…pięć punktów z rzędu. Not bad. Obrazek, w którym Aqua Volley nie miała szans na wygraną meczu, ale już jednego seta jak najbardziej tak, oglądaliśmy w historii wielokrotnie. Nie inaczej było w poniedziałkowej serii gier, gdzie po kilku udanych akcjach Jarosława Błażkowa, Aqua Volley wysunęła się na prowadzenie 14-9. Mimo wysokiego prowadzenia w końcówce Aqua miała problem z tym by postawić kropkę nad ‘i’. Choć rywal zdołał doprowadzić do wyrównania po 20, to jednak ostatnie słowo należało już do drużyny Mateusza Drężka (23-21).

Team Spontan – DSGSA 2-1 (21-19; 21-16; 15-21)

Ależ nam drużyna Spontanicznych okrzepła. Ok – mieli na to mnóstwo czasu, wczorajsze spotkanie było ich – uwaga – 195. występem w historii Inter Marine SL3. Oczywiście skład przez te wszystkie lata zmieniał się nie do poznania. Faktem natomiast jest, że historycznie w takich meczach team Piotra Raczyńskiego uwielbiał wręcz zawodzić. Wczoraj było jednak inaczej, a wygrana sprawiła, że Spontan jest już o krok od awansu. Początek spotkania to bardzo wyrównana gra, po której mieliśmy remis 10-10. Jako pierwsi na prowadzenie wysunęli się Spontaniczni, którzy zdołali zbudować sobie dwu-trzypunktową przewagę. Choć pod koniec seta gracze DSGSA zdołali doprowadzić do wyrównania po 18, to w końcówce większym sprytem wykazali się Spontaniczni, którzy wygrali bardzo cennego seta do 19. Jeszcze lepiej poradzili sobie w środkowej partii, gdzie rewelacyjnie spisywał się ściągnięty przed sezonem ze Staltestu Pomorze – Mikołaj Tempczyk. Wspomniany gracz był ścianą, przez którą DSGSA nie byli w stanie się przebić. Efekt? W całym meczu środkowy miał aż siedem bloków. Cóż – widywaliśmy gorsze występy. Tak czy siak – przewaga Spontana w środkowej partii była niekwestionowana i niezagrożona od samego początku aż do końca, gdzie faworyt cieszył się z wygranej do 16. W trzecim secie faworyzowanej drużynie nie udało się postawić kropki nad „i”. Nie oznacza to bynajmniej, że wynik 2-1 z bezpośrednim rywalem w walce o awans jest czymś złym – wręcz przeciwnie. Wydaje nam się, że na dwa mecze przed końcem ligi nie ma już takiej siły, która pozwoliłaby DSGSA odrobić cztery duże punkty i trzydzieści małych, które mogą mieć fundamentalne znaczenie. To oznacza, że w naszym odczuciu Spontan – niczym rewolwerowiec – odstrzelił już watażkę, który mógł mu sprawić potencjalne kłopoty. Brawo!

Zapowiedź – MATCHDAY #32

Zaczynamy dziesiąty tydzień rozgrywek. Bardzo ciekawie zapowiada się dziś starcie na szczycie trzeciej ligi, gdzie Team Spontan zmierzy się z DSGSA. Na brak emocji nie będziemy narzekać również w spotkaniu pierwszej ligi, gdzie Bossman Team będzie miał okazję do rewanżu za spotkanie sprzed tygodnia, kiedy musiał uznać wyższość BEemki Volley. Zapraszamy na zapowiedź!

ACTIVNI Gdańsk – ME Sulmin Volley

Godz.: 19:30, boisko nr: 1

Dobra, przyznamy się – takiego obrotu spraw to my się nie spodziewaliśmy. Po koszmarnej passie, w której ACTIVNI przegrywali mecz za meczem, zespół Artura Kurkowskiego przystąpił w środowy wieczór do starcia z Siatkersami. Owszem – rywal też jest daleki od formy z minionych sezonów, aczkolwiek w naszym odczuciu i tak był dość wyraźnym faworytem spotkania. Choć przez długi czas wahaliśmy się jaki typ Redakcji wystawić, ostatecznie uznaliśmy, że w meczu dojdzie do szczęśliwego podziału punktów dla Siatkersów. Nic z tych rzeczy. ACTIVNI we wspomnianym spotkaniu zagrali o niebo lepiej niż jeszcze tydzień wcześniej, gdzie Redakcja nie zostawiła na nich suchej nitki. Tak naprawdę ACTIVNI nie pozostawili nam wówczas wyboru i to oni, a nie my – popełnili w trakcie spotkania ponad trzydzieści błędów. Ostatnie spotkanie było pod tym kątem znacznie lepsze i to w dużym stopniu wpłynęło na wynik spotkania. Choć w teorii przed ACTIVNYMI łatwiejsze zadanie niż kilka dni wcześniej, to patrząc na to jak ogromny progres zrobiła w ostatnim czasie drużyna z Sulmina, wcale nie musi tak być. W obecnej kampanii team Fabiana Ehrlicha ma identyczny bilans zwycięstw oraz porażek co ACTIVNI. W dziesięciu rozegranych meczach udało im się jednak zdobyć o jeden punkt więcej. Jeśli dziś zdołają wygrać, to będzie mało prawdopodobne, żeby na finiszu rozgrywek ACTIVNI zdołali ich już dogonić. Choć forma graczy w czarnych strojach jest naprawdę imponująca, to mimo wszystko stawiamy dziś na większe doświadczenie i szczęśliwy dla ACTIVNYCH podział punktów.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

Speednet 2 – Hydra Volleyball Team

Godz.: 19:30, boisko nr: 2

Po ostatnim tygodniu stało się pewne to, na co zaniosło się od kilku tygodni rozgrywek – Speednet 2 oraz Hydra zapewniły sobie utrzymanie w drugiej klasie rozgrywkowej. O ile w przypadku Hydry należy to rozpatrywać jako coś pozytywnego – ot taki los beniaminka – to sytuacja Speednetu wygląda już zupełnie inaczej. Biorąc pod uwagę całą minioną kampanię, trudno nie mówić dziś o Speednecie jako o pewnego rodzaju rozczarowaniu. Choć do końca ligowych zmagań pozostały jeszcze trzy mecze, to zespół Marka Ogonowskiego przegrał już większą liczbę spotkań niż przez całą poprzednią kampanię. Szczególnie rozczarowujący był ostatni okres w wykonaniu drużyny ‘Programistów’. Mowa tu o bodajże najważniejszym spotkaniu dla drużyny – starciu z Inter Marine Masters. Tu porażkę można było jeszcze tłumaczyć tym, że rywal w obecnym sezonie prezentuje się wybornie. Większym zmartwieniem było z pewnością ich kolejne spotkanie – tym razem ze Złomowcem. Choć team rywali podchodził do meczu z koszmarną serią dwunastu porażek z rzędu, to jednak znalazł sposób na to, by ograć Speednet. Mimo nieciekawej formy Speednet 2 będzie w naszych oczach faworytem dzisiejszego spotkania. Warto wspomnieć o tym, że na niedawnym turnieju rozgrywanym w Malborku gracze Marka Ogonowskiego wygrali zmagania, gdzie grało jednak sporo pierwszoligowców. To pokazuje, że potencjał w drużynie nadal jest i dziś – Speednet powinien to udowodnić. Ich rywal – Hydra Volleyball Team jest jednak modelowym przykładem na to, że awansując do wyższej ligi, wcale nie musisz być chłopcem do bicia. W dziesięciu rozegranych spotkaniach obecnej kampanii zespół Sławomira Kudyby wygrał czterokrotnie i uznawany jest obecnie za drugoligowego średniaka, przy czym nie jest to absolutnie nic pejoratywnego. Wręcz przeciwnie – postawa ‘Bestii’ nam się naprawdę podoba. Czy to wystarczy jednak, aby zgarnąć dziś punkty?

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

HANDLUWA – DHP Oliwa

Godz.: 19:30, boisko nr: 3

Tak jak wspominaliśmy w podsumowaniu ostatniego spotkania Handluwy – istnieją jeszcze dwie furtki na to, że team zdoła się jakoś utrzymać. Opcja numer jeden to wycofanie się którejś z drużyn z ligi. Opcja numer dwa to sprawienie, że w ostatecznym rozrachunku team znajdzie się w ligowej tabeli przed Złomowcem. Nierealne? Może i tak, ale dopóki piłka w grze, to trzeba o tym wspomnieć. Aby w ogóle realnie myśleć o takim scenariuszu, Handluwa musi zacząć wygrywać – bez tego nie ma o czym nawet gadać. O zwycięstwo nie będzie jednak zbyt prosto. Rywalem drużyny będzie bowiem ekipa DHP Oliwa, która zapewniła sobie w minionym tygodniu bezpieczne utrzymanie. Ok, team chciałby zapewne, aby odbyło się to na nieco innych zasadach, ale tak czy siak już teraz jest to lepszy wynik niż w całej poprzedniej edycji, gdzie Oliwa wylądowała na dwunastym miejscu w tabeli. Choć zespół z serca Gdańska gra w rozgrywkach Inter Marine SL3 od dawna, to cały czas zachodzimy w głowę, co stoi na przeszkodzie do tego, by wskoczyć wreszcie na wyższy poziom. Niby grać potrafią, niby naprawdę ogarniają, ale kiedy trzeba to udowodnić, DHP Oliwa ma z tym olbrzymi problem. Nie ma sensu już nawet gadać o głupio straconych setach itd. Precyzując – na dziś nie znamy powodu, dla którego team gra niezbyt przekonująco. W naszym odczuciu mają oni bowiem sporo argumentów, by było znacznie lepiej. Czas najwyższy to jednak udowodnić.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Sharks – Kraken Team

Godz.: 20:30, boisko nr: 1

Niesamowite ile może zmienić się przez zaledwie kilka tygodni rozgrywek. Kiedy na początku kwietnia Sharksi przegrali w tragicznym stylu mecz z drużyną Dream Volley, to nie zostawiliśmy na nich suchej nitki. Porażki w setach do 14, 9 oraz 12 nie były jednak najczarniejszym obrazkiem wspomnianego spotkania. Żadne inne wcześniej oraz żadne później spotkanie w obecnym sezonie nie dorównały haniebnej statystyce straconych punktów po zagrywce rywali. Choć trudno w to uwierzyć, Sharksi stracili w ten sposób aż 14 punktów. Mówi się, że czasami jest tak, że aby stało się coś pozytywnego, to trzeba się odbić od dna. Historia Sharks jest tego wybitnym wręcz przykładem. Kolejne cztery spotkania to wygrane ‘Rekinów’, po których ich sytuacja w tabeli stała się już zdecydowanie lepsza. Ok – ‘Rekiny’ wciąż nie zapewniły sobie utrzymania i wpływ na to ma fakt, że jeśli przegrywali, to często w stosunku 0-3, a jeśli wygrywali, to po podziale punktów. Niemniej jednak nie ma co narzekać – wyznacznikiem tego, że jest dobrze, jest to, że dziś nie stoją na straconej pozycji w meczu z ekipą Kraken Team. Owszem – to gracze Roberta Skwiercza będą faworytem dzisiejszej konfrontacji, ale drużyna, która do niedawna była dość przewidywalna, stała się prawdziwym koszmarem typerów. Z jednej strony potrafią ograć faworytów – Team Spontan oraz Challengers, a z drugiej – potrafią przegrać ze Staltestem Pomorze. W sumie to już nawet nie próbujemy tego zrozumieć.

Typ Redakcji: 1-2

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

CTO Volley – AiP

Godz.: 20:30, boisko nr: 2

Przed nami absolutnie najważniejsze mecze sezonu Wiosna’26. Zaczynamy bowiem walkę o medale. Pierwszym spotkaniem w grupie mistrzowskiej będzie starcie pomiędzy liderem – CTO Volley – a czwartą ekipą w lidze – AiP. Jeszcze do niedawna można było mieć przekonanie, że po złoto sięgnie aktualny Mistrz Inter Marine SL3. Pół żartem, pół serio, ale bardzo poważną przesłanką do tego, by tak sądzić, była… historia rozgrywek. Do minionej edycji było bowiem tak, że po mistrzostwo sięgała drużyna, która wygrywała rundę zasadniczą. Nie wspominamy o tym przypadkowo. Złamanie tej zasady nastąpiło bowiem w minionej edycji, gdzie na samym szczycie ligowej układanki po dziewięciu meczach był zespół Adriana Ossowskiego. Ostatecznie team ‘Przyjaciół’ wylądował na trzecim miejscu. Kolejnym czynnikiem, który może wpłynąć na detronizację króla, może być to, że team przerwał w minionym tygodniu kapitalną serię 17 zwycięstw z rzędu i potencjalnie może to obniżyć morale drużyny. To z kolei jasny sygnał dla innych, że jest jeszcze furtka na to, by powalczyć o złoto. Czy również dla AIP? Pomimo bardzo dobrej ostatnio formy będzie o to piekielnie trudno. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu tracą do CTO już cztery punkty. Z drugiej strony do historycznego – drugiego miejsca – tracą dystans zaledwie jednego bezpośredniego meczu. Końcówka sezonu w pierwszej lidze – nie tylko w grupie mistrzowskiej – zapowiada nam się wybornie.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 1-2

BEemka Volley – Bossman Team

Godz.: 20:30, boisko nr: 3

Nie ukrywamy, że lubimy robić jakieś zakłady z zawodnikami. Wiecie – nieoficjalnie, na messengerku przed rozpoczęciem sezonu czy nawet przed pojedynczymi spotkaniami. Piszemy o tym teraz, bo przed rozpoczęciem obecnej edycji założyliśmy się z jednym z graczy z pierwszej ligi o to jak będzie wyglądał końcowy układ tabeli w sezonie Wiosna’26. Piszemy o tym teraz, bowiem według naszych predykcji to BEemka miała być najsilniejszą drużyną w Inter Marine SL3. Owszem – zespół Daniela Podgórskiego wciąż ma na to szansę, ale trzeba być ślepcem, by nie zauważyć, że nie potoczyło się to w tę stronę, w którą BEemka by chciała. Aktualnie srebrni medaliści poprzedniego sezonu tracą do lidera trzy punkty. Dużo wskazuje na to, że ład, który był w poprzednim sezonie został zaburzony, a w mieście pojawił się nowy gracz – MPS Volley. Co ciekawe – identyczne ratio zwycięstw oraz porażek co wspomniany nowy gracz ma aktualnie zespół Jakuba Kłobuckiego – Bossman Team. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, ale gdyby choć w nieco więcej niż połowie wygranych spotkań Bossman zdobywał komplet oczek, to dziś byłby na samym szczycie. Co jak co, ale wygrywać oni potrafią. Jeśli wygrają dziś, to otworzy się przed nimi furtka do walki o medale, na które zespół czeka od rewelacyjnej kampanii Jesień’24.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1

Speedway AWKS – Kraken Team

Godz.: 21:30, boisko nr: 1

Tuż po spotkaniu z ekipą Sharks, zespół Kraken Team podejdzie do starcia derbowego z ekipą Speedway AWKS. O mobilizację w obozach obu drużyn nie będzie zatem trudno. Oczywiście wiecie jak jest – Speedway AWKS to się może mobilizować, ale szansa na korzystne dla nich zakończenie jest mniej więcej taka jak szesnastoletniego, pryszczatego chłopaczka na to, że zdoła poderwać Sydney Sweeney. Wiecie – no niby dopóki piłka w grze, to szansa jest, ale podskórnie każdy przeczuwa jak to się skończy. Mijają długie tygodnie, a my wciąż zachodzimy w głowę, co wydarzyło się z żółto-czarnymi po awansie do trzeciej klasy rozgrywkowej. Ok, wiemy, że poziom tu jest znacznie wyższy, ale z drugiej strony Speedway jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się być drużyną, która jakiś tam potencjał ma. Nasza ówczesna ocena w zderzeniu z faktami wypada jednak tragicznie. Team Mateusza Bojke w dziesięciu rozegranych meczach zdołał uciułać sześć oczek. Miłym akcentem była z pewnością wygrana z 19 marca z Flotą TGD Team, ale była to jedynie odskocznia od normy, którą oglądaliśmy w dziewięciu pozostałych meczach. W naszym odczuciu po serii porażek drużyna jest na tak niskim pułapie radości z gry, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy zdołają się oni zabrać na kolejną edycję. Niesamowite, jak szybko z euforii i podekscytowania można dobić do tego, co oglądamy teraz. Sądzimy, że po dzisiejszym starciu będzie jeszcze gorzej. Jesteśmy niemal przekonani, że dla Krakena będzie to szczególne spotkanie i ci nie będą zdejmowali nogi z gazu ani na chwilę. W naszym odczuciu gracze Speedway mogą przejść tę przeprawę z bólem brzucha. Wiedząc o tym, powinni się zaopatrzyć w aviomarin.

Typ Redakcji: 0-3

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 1-2

Typ Eksperta (Maciej Manista): 0-3

Inter Marine Masters 2 – Aqua Volley

Godz.: 21:30, boisko nr: 2

Przed rozpoczęciem sezonu, a nawet chwilę po jego rozpoczęciu wydawało się, że drużyna Inter Marine Masters 2 ma wiele argumentów, które sprawiają, że team może realnie myśleć o podium rozgrywek. Mimo że takiej narracji zaprzeczali sami zainteresowani, to kiedy team w niebieskich trykotach wychodził na parkiet hali treningowej Ergo Areny, na ogół wygrywał. W ostatnim czasie do dyspozycji graczy Jarosława Garczyńskiego można mieć jednak uzasadnione zastrzeżenia. Cztery ostatnie mecze Mastersów kończyły się bowiem ich porażkami. Nie jest bynajmniej tak, że we wspomnianych meczach team rywalizował wyłącznie z czołówką ligi. Z samego ligowego topu Inter Marine mierzyli się wyłącznie z Chilli Amigos i wspomniane spotkanie przegrali w stosunku 0-3. Bardziej szokujące były jednak ich pozostałe trzy porażki – mowa tu o spotkaniach ze średniakami ligi: Only Spikes, Feniksem Gdańsk czy VB Inter-Grahen Sulmin. W naszym odczuciu ekipa Mastersów była faworytem każdego z wymienionych spotkań. Wobec tego rozczarowanie ich grą uznajemy za coś normalnego. O ile sytuacja Inter Marine w ostatnim czasie jest nieciekawa, to nie wiemy nawet co napisać w kontekście drużyny Aqua Volley. Tak – wiemy, że nie mamy litości dla drużyny Mateusza Drężka. Jest dla nas jednak szokujące, że zespół, który grał chwilę wcześniej w trzeciej lidze zanotował tak spektakularny regres w tak krótkim czasie. Podobne rzeczy się albo nie zdarzają, albo są one czymś niezwykle rzadkim. Całe szczęście, że z czwartej ligi się nie spada, bo biorąc pod uwagę, że Aqua nie będzie dziś faworytem – mogliby się oni znaleźć w olbrzymich tarapatach. Niemniej jednak – niezależnie od tego jak potoczy się dzisiejsze starcie czy końcówka sezonu – zastanawiamy się nad przyszłością drużyny i tym, czy uda im się w ogóle zebrać.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 3-0

Team Spontan – DSGSA

Godz.: 21:30, boisko nr: 3

No dobra, jak bardzo byśmy się nie starali, to dochodzimy do momentu, w którym musimy wreszcie zestawić ze sobą mocarzy. Wiecie – Dream vs Challengers, Spontan vs Dream, DSGSA vs Challengers czy wreszcie Team Spontan vs DSGSA. Spośród wymienionych czterech drużyn, Dream Volley oraz Challengersi rozegrali o jedno spotkanie mniej od pozostałych drużyn, które powalczą o medale. Wydaje się, że zarówno DSGSA, jak i Challengersi są aktualnie o krok za Dream Volley czy Spontanem. Jeśli chodzi o ‘Bordowych’, to mogą oni się pochwalić jednym z najlepszych ratio w lidze. Team Michała Farona w dziesięciu rozegranych meczach wygrał aż dziewięciokrotnie. O tym, że mają oni problem z wygrywaniem za komplet punktów powiedzieliśmy i napisaliśmy już chyba wszystko. W dwóch ostatnich meczach passa wygranych za 2-1 się jednak zmieniła, co może wskazywać na odwrócenie trendu. W pierwszym meczu, w którym zaobserwowaliśmy zmianę, było spotkanie z ekipą Sharks – gdzie mimo bycia faworytem Bordowi musieli uznać wyższość rywali. W kolejnym spotkaniu, gdzie beniaminek rywalizował z Krakenem, udało im się zmazać plamę za wcześniejszy mecz i dzięki wygranej wciąż mają szansę na bezpośredni awans. Dzisiejsze spotkanie nie będzie jednak łatwe – zmierzą się oni z faworytem trzeciej ligi, który na dodatek może pochwalić się w ostatnim czasie doskonałą formą. Nie dość że team wygrywa, to na dodatek robi to w przekonujący sposób i zdobywa komplet punktów – co jak wiadomo normą w ich wydaniu nie było. Podobnie jak w przypadku Dream, Challengers czy wreszcie DSGSA – przed nimi prawdziwy okres próby, w którym przekonamy się, czy dojrzali do tego, by awansować.

Typ Redakcji: 2-1

Typ Eksperta (Agnieszka Pasternak): 2-1

Typ Eksperta (Maciej Manista): 2-1