MATCHDAY #20

Za nami poniedziałkowa seria gier, w której poznaliśmy mistrza drugiej ligi – drużynę Szach-Mat. Przez długi moment wydawało się, że jako pierwsi mistrzowską koronę założą gracze EviRent VT, którzy w ostatnim czasie, co rusz komplikują sobie sprawę. Nie inaczej było i w poniedziałkowy wieczór. Jeśli chodzi o mistrzowski tytuł w trzeciej lidze to po wczorajszych meczach wydaje się, iż najbliżej tego są gracze z Wejherowa. Zapraszamy na podsumowanie kolejnego dnia meczowego!

Team Spontan – BES-BLUM Nieloty 2-1 (20-22; 21-11; 21-16)

Mecz ‘Spontanicznych’ z Nielotami był przez nas anonsowany jako potencjalny hit drugoligowych rozgrywek. Jakby nie było dla obu ekip, spotkanie miało niebagatelne znaczenie w kontekście potencjalnego podium. W zapowiedzi przedmeczowej wskazywaliśmy na to, że będzie to prawdopodobnie bardzo wyrównane spotkanie, z lekkim wskazaniem na Nielotów. O ile pierwsza część się poniekąd sprawdziła (podział punktów), o tyle mecz, wbrew zapowiedziom wygrali gracze Team Spontan. W ostatnim meczu z Ogrodnikami, Nieloty zagrały jednego seta na wysokim poziomie, którego nie potrafili utrzymać przez pozostałą część meczu i to ich rywale cieszyli się z wygranej. Nie inaczej było w poniedziałkowy wieczór przeciwko drużynie Piotra Raczyńskiego. Pierwsza odsłona rywalizacji była bardzo wyrównana. Mniej więcej w połowie seta, ‘Pomarańczowi’ zdołali wyjść na trzypunktowe prowadzenie (14-11). Po kilku błędach własnych zrobiło się jednak 15-15. W końcówce piłki setowej nie wykorzystali ‘Spontaniczni’ i przed podobną szansą po chwili stanęli gracze BES-BLUM, którzy po asie serwisowym rozgrywającego Michała Falkiewicza mogli cieszyć się z wygranej tej partii. Drugi set rozpoczął się od dużego prowadzenia Team Spontan. Po bloku środkowego – Pawła Kolana, ‘Pomarańczowi’ prowadzili (7-2). Wypracowana na początku zaliczka pozwoliła drużynie Piotra Raczyńskiego na trzymanie swoich rywali na dystans. BES-BLUM nie był w tej partii w stanie przeciwstawić się swoim przeciwnikom i ostatecznie przegrał tę partię do 11. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set. Ten rozpoczął się lepiej dla Nielotów, którzy przez kilka chwil prowadzili dwoma punktami. Z prowadzenia nie cieszyli się jednak zbyt długo, bowiem po chwili Spontan zdołał doprowadzić do wyrównania (6-6), a następnie wyjść na prowadzenie (10-6). Bardzo dużą rolę w tym fragmencie seta odegrał Damian Urbanowicz, który co rusz zdobywał punkty dla swojej drużyny. Przewaga Team Spontan w tej partii powiększała się z minuty na minutę i w szczytowym momencie było aż 18-11 dla ‘Oranje’. Mimo, że w końcówce Nieloty zdołały odrobić kilka punktów to finalnie Team Spontan cieszył się z wygranej seta do 16, a całego meczu 2-1.

AVOCADO friends – EviRent VT 1-2 (21-15; 12-21; 17-21)

Kiedy kilka godzin przed meczem zobaczyliśmy, jak na oficjalnym fanpage’u drużyny AVOCADO friends pojawiła się informacja świadcząca o tym, że drużyna postara się dziś o niespodziankę i wygranie meczu, nie ukrywaliśmy zadowolenia. Te wynikało z faktu, który bardzo często podkreślamy. ‘Weganie’ mimo niekorzystnych wyników emanują pewnością siebie i kapitalnym nastawieniem. Mimo tych pozytywnych słów, przez większość osób interesujących się rozgrywkami Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, gracze Arkadiusza Kozłowskiego nie mieli zbyt dużych szans z faworyzowaną ekipą EviRent. Sytuacji ‘Wegan’ nie poprawiał bez wątpienia fakt, że EviRent w ostatnim czasie zrozumiał, że meczów nie da się wygrać na stojąco. Skoro przegrali mecz ze Speednetem to czemu i AVOCADO miałoby nie powalczyć? Mecz rozpoczął się od prowadzenia graczy Arka Kozłowskiego (6-2). EviRent w tym fragmencie popełnia sporo błędów, które ‘Weganie’ wykorzystywali. Procent wykończenia w tej części był godny podziwu. Dodatkowo, ‘Restauratorzy’ bardzo dobrze bronili i asekurowali. Śmiało można powiedzieć, że pierwszy set w ich wykonaniu był najlepszą partią w obecnym sezonie. Dobra gra przy jednocześnie sporej liczbie błędów i niemocy w wykończeniu EviRentu sprawiły, że to AVOCADO friends wygrało pierwszą partię do 15. Taka sytuacja podrażniła uśpionego lwa, który w drugim secie nie miał litości dla swoich rywali. O ile początek tej partii był jeszcze w miarę wyrównany, tak z czasem EviRent uzyskał prowadzenie (14-6) i ‘zabawa’ w tym secie była zakończona. Przed trzecim setem zastanawialiśmy się, czy AVOCADO stać jeszcze na to, by powalczyć z faworyzowanym przeciwnikiem. Początek ostatniego seta rozpoczął się identycznie jak początek meczu (od prowadzenia 4-1 AVOCADO). Po chwili jednak, ‘Niebiescy’ zdołali doprowadzić do wyrównania (4-4), a następnie przejąć inicjatywę w secie. Wypracowana trzypunktowa zaliczka była utrzymana do samego końca i ostatecznie EviRent wygrywa spotkanie 2-1.

Dziki Wejherowo – Allsix by Decathlon 2-1 (21-16; 21-23; 21-19)

Poniedziałkowy wieczór był prawdopodobnie najważniejszym dniem dla trzech drużyn znajdujących się w grupie mistrzowskiej w trzeciej lidze w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Wszystko za sprawą tego, że mieliśmy w nim poznać odpowiedź na to, która z drużyn zbliży się do mistrzowskiego tytułu, a dla której będzie to smutny, czarny poniedziałek. Waga tego dnia była tak duża dlatego, że doszło w nim do dwóch pojedynków pomiędzy trzema drużynami, między którymi najprawdopodobniej rozdzielą się kolory medali w trzeciej lidze. O godzinie 19:00 doszło do spotkania Dzików Wejherowo z Allsix by Decathlon. Przypomnijmy, że w pierwszym spotkaniu obu drużyn, górą byli gracze z Wejherowa, którzy wygrali, zdobywając przy tym komplet punktów. Dodatkowo, jak do tej pory była to jedyna drużyna, która znalazła sposób na ogranie zawodników z ulicy Kartuskiej. Poniedziałkowy mecz rozpoczął się od dwupunktowego prowadzenia drużyny z Wejherowa (8-6). Po asie serwisowym Mateusza Stasiaka, przewaga drużyny z Wejherowa sięgnęła już 14-9 i w zasadzie emocje w tym secie były już zakończone. Ostatecznie, partia ta padła łupem drużyny w czerwonych trykotach (21-16).  Druga odsłona, podobnie jak pierwsza również rozpoczęła się od wyrównanej walki z tą różnicą, że tym razem to Decathlon miał nieznaczną przewagę przez całą partię. Dwupunktowa przewaga utrzymywała się do stanu 19-17, po czym Dziki zdołały doprowadzić do wyrównania 20-20. Po bardzo wyrównanej końcówce i monster-blocku Szymona Piaskowskiego, Decathlon zdołał wyrównać stan setów (1-1). Ostatnia partia miała ogromny ciężar gatunkowy. Wygrany tej partii w dość wyraźny sposób powiększyłby swoje szanse na mistrzowski tytuł. Partię tę lepiej rozpoczęli gracze Dzików, którzy wyszli na prowadzenie (7-3). Po chwili jednak Allsix zdobył trzy punkty z rzędu i wydawało się, że do końca tego seta będziemy mieli wyrównaną rywalizację. Tak się jednak nie stało. Drużyna w czerwonych trykotach dzięki dobrej grze miała kilka piłek meczowych (od 20-15). Po kontrowersjach sędziowskich Decathlon zdołał zdobyć cztery punkty, doprowadzając do stanu (20-19), ale ostateczny cios zadali zawodnicy z Wejherowa.

Team Looz – Allsix by Decathlon 0-3 (19-21; 14-21; 15-21)

Jest takie powiedzenie – ‘nie ma nic bardziej nieaktualnego niż wczorajsza gazeta’. Parafrazując te słowa na potrzebę Siatkarskiej Ligi Trójmiasta możemy napisać, że nie ma nic bardziej nieaktualnego niż przedmeczowe zapowiedzi. Do czego zmierzamy? Ano do tego, że w nich napisaliśmy, że spośród trzech drużyn walczących o mistrzowski tytuł to Team Looz ma najlepsze położenie. Mówiąc niezbyt parlamentarnym językiem – gówno prawda. Obecnie Team Looz ma najgorsze położenie, co tylko pokazuje ile w sporcie znaczy jeden mecz. Ten od samego początku nie układał się po myśli ‘Czarnych’. Mimo, że w oczach Redakcji to Looz byli faworytem meczu to kompletnie nie przekładało się to na wynik. Set ten od samego początku był dobrym i wyrównanym widowiskiem. W połowie pierwszej partii Allsix zdołał odjechać rywalom na 14-10. Po kilku chwilach Looz zdołał jednak doprowadzić do wyrównania (18-18), ale końcówka należała do graczy z ulicy Kartuskiej. Drugi set od początku należał do Decathlonu, który zdołał wypracować sobie kilkupunktową zaliczkę. Im dłużej trwała ta partia, tym Looz wyglądał gorzej. Ba, Ci goście gaśli dziś jak zapałki w baśni Andersena. Finalnie, set ten zakończył się wygraną Decathlonu do 14. Trzecia partia nie odmieniła losów Team Looz. Co tu pisać, przeciwko Decathlonowi gracze w czarnych trykotach byli po prostu bezzębni. Tak nie dość, że nie da się wygrać z graczami z ulicy Kartuskiej, a co dopiero mówić o mistrzostwie. Poniedziałek był typowym ice bucket challengem na rozgrzane głowy Team Looz. Trzeci set to porażka do 15, wskutek czego tytuł mistrzowski się bardzo mocno oddalił. Jeśli chodzi o ekipę Allsix – obojętnie jak potoczą się pozostałe wyniki, sezon należy zaliczyć do niezwykle udanych. Wszak drużyna zajęła najwyższe miejsce.

Dream Volley – Ogrodnicy 1-2 (18-21; 21-17; 14-21)

Początkowo, spotkanie pomiędzy Dream a Ogrodnikami w naszych głowach kreowało się jako jedno ze tych, które potencjalnie będzie miało ogromny wpływ na układ podium. Jak wyszło, każdy wie. Przez moment obie drużyny nie były pewne swojego utrzymania, co pokazuje jaki był to sezon dla obu ekip. Faworytem meczu, w naszym przekonaniu byli Ogrodnicy, którzy w ostatnim czasie złapali całkiem solidną formę, dzięki której wygrali spotkania z Nielotami oraz BL Volley. Dream z kolei w ostatnim okresie przegrał cztery spotkania z rzędu, co sprawiało, że była to jedna z najdłuższych serii bez zwycięstwa w drugiej lidze. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Dream Volley (3-0). Z czasem gra się bardzo wyrównała (10-10), ale mniej więcej od tego momentu Ogrodnicy zrobili ‘odjazd’ na 19-13 i mimo iż Dream nieco podgonił w końcówce to drużyna w czerwonych strojach cieszyła się z wygranej partii do 18. Drugi set rozpoczął się niemal identycznie jak pierwszy – od asa serwisowego Mateusza Dobrzyńskiego, po którym Dream prowadził 3-0. Po chwili Ogrodnicy zdołali jednak wyjść na prowadzenie (11-9) i wydawało się, że partia ta jest pod ich kontrolą. Niestety dla nich, po chwili popełnili kilka błędów, przez co na tablicy wyników pojawił się remis (13-13). W końcówce, Ogrodnicy ponownie popełniali błędy, co przy dobrej grze Dream Volley sprawiło, że drużyna Mateusza Dobrzyńskiego wygrała tę partię do 17. Ostatni set rozpoczął się od wyrównanej walki obu drużyn. Pierwsi na prowadzenie, po asie serwisowym Czarka Labuddy wyszli Ogrodnicy (9-6). Po problemach z przyjęciem drużyny Dream Volley, Ogrodnicy prowadzili już (14-7) i w zasadzie, emocje w tej partii były już skończone. Finalnie Ogrodnicy wygrywają 2-1, co paradoksalnie daje spokój obu drużynom w kontekście utrzymania.

Volley Kiełpino – ACTIVNI Gdańsk 0-3 (14-21; 17-21; 16-21)

Przyznamy szczerze, że bardzo dawno żadna z drużyn czy indywidualności nie zaimponowały nam tak, jak zaimponowała nam w poniedziałkowy wieczór drużyna ACTIVNYCH Gdańsk, wraz z rozgrywającym Marcinem Nowickim na czele. Kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem meczu, Redakcja ucięła sobie rozmowę, w której od wspomnianego wcześniej gracza dowiedzieliśmy się o krokach podjętych w celu ogrania swojego rywala. Wiemy, że może to brzmieć absurdalnie, ale gracz ten obejrzał wszystkie dziesięć skrótów swoich rywali i niemal na pamięć znał automatyzmy w grze swoich przeciwników. Co tu dużo mówić – przed meczem z grzeczności przytaknęliśmy, ale wiedzieliśmy, że teoria nad wyraz często nie idzie w parze z praktyką. Ta jednak nas na maksa zaskoczyła. Pierwsza rzecz, na którą współpartnerów uczulał rozgrywający drużyny wydarzyła się mniej więcej w pierwszej minucie pojedynku. Dalej były kolejne zdarzenia, po których były następne. ACTIVNI wyglądali na kolesi, którzy jakby to oni, zamiast Marty-ego McFly-a wsiedli do cholernego wehikułu czasu i zobaczyli, w jaki sposób zagrają zawodnicy z Kiełpina. Ci wobec kapitalnej gry swoich przeciwników byli kompletnie bezradni. Nie chcielibyśmy nikomu umniejszać, ale na tle ACTIVNYCH o wiele lepiej zaprezentowali się zawodnicy Chilli Amigos. Poza świetną dyspozycją ACTIVNYCH mamy pewną teorię, dlaczego gracze z Kiełpina zaprezentowali się tak, a nie inaczej. Wydaje nam się, że zawodników Fabiana Polita zgubiła pewność siebie. Obojętnie, jak nie zaprzeczaliby temu gracze z Kiełpina, my wiemy swoje. Dopisywanie sobie punktów przed meczem bardzo często kończy się tym, czym kończy się zabawa z prądem (tragedią). Nie inaczej było w poniedziałkowy wieczór.

Prometheus – BL Volley 3-0 (21-15; 22-20; 21-19)

Śmierć z kosą pukająca do kolejnych drzwi, zostawiając w każdych poprzednich kałuże krwi? Któż z Was nie zna tego mema? Mniej więcej tak widzimy obecnie sytuację Prometheusa, który nie ma litości i niszczy każdą napotkaną na drodze przeszkodę. W poniedziałkowy wieczór, przeszkodą tą była drużyna BL Volley, która największe problemy swoim rywalom stworzyła w drugim oraz trzecim secie. Zanim jednak do tego przejdziemy, zacznijmy od początku. Pierwszy fragment seta był wyrównanym pojedynkiem (7-7).Po zagrywce Antona Hukasova – gracze z Ukrainy prowadzili już (12-7). Gracz ten w pierwszej odsłonie rozgrywał bardzo dobrą partię, uruchamiając po równo wszystkich współpartnerów, przez co rywale mieli problem z rozszyfrowaniem ataków rywala. Finalnie Prometheus wygrał tę partię do 15. Druga odsłona, zgodnie z tym, o czym napisaliśmy na początku rozpoczęła się od wyrównanej walki, która zaprowadziła obie drużyny do stanu 15-15. Po trzypunktowej serii graczy BL Volley prowadzili oni już (18-15). Był to fragment sporej nerwowości Prometheusa, której symbolem było to, że środkowy drużyny – Yuriy Potiekhin próbował zagrać piłkę stojąc 2 metry w boisku. Mimo to, ‘Niebiescy’ zdołali w końcówce odwrócić losy pojedynku i po grze na przewagi wygrać seta 22-20. W trzecim secie, żadna ze stron nie zdołała wypracować sobie znaczącej przewagi. Obie drużyny w tej partii broniły wiele piłek, przez co wymiany były dłuższe oraz bardziej widowiskowe. Ostatecznie partię tę do 19 wygrali gracze Prometheus i wydaje się, że kluczem do wygranej w tym secie była skuteczna gra środkiem ‘Niebieskich’.

Omida Team – Speednet 3-0 (22-20; 21-17; 21-19)

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu, od kapitana Speednetu – Marka Ogonowskiego, dowiedzieliśmy się, że ‘Różowi’ zagrają w spotkaniu w zaledwie… czterech graczy. Prócz wspomnianego kapitana na placu gry pojawili się również Andrzej Masiak, Marcin Bartosiak oraz Tomasz Nurzyński. Absencja pozostałych graczy wynikała głównie z urlopów czy prywatnych obowiązków. Mimo takiej sytuacji, kapitan ‘Programistów’ powiedział, że za wszelką cenę chcieli oni uniknąć walkowera i lepiej będzie kiedy ugrają kilka małych punktów. Cóż, wypowiadając te słowa chyba ani on, ani my nie spodziewaliśmy się takiego spotkania. Ku zaskoczeniu wszystkich osób, które miały okazję oglądać spotkanie, od pierwszego gwizdka sędziego Speednet był równorzędnym przeciwnikiem. Ba, mniej więcej w połowie seta ‘Różowi’ zdołali wyjść na prowadzenie (10-9), które z czasem powiększyło się (14-11, a następnie 18-16). Mimo ogromnej szansy Speednetu, w końcówce to Omida po asie Konrada Gawrewicza oraz bloku Dmytro Moroziuka zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Drugi set, podobnie jak pierwszy, rozpoczął się od bardzo wyrównanej gry (7-7). Jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie zdołali wyjść ‘Logistycy’ (13-11). Następnie po chwilowej wyrównanej partii, w końcówce Omida ponownie wyszła na kilkupunktowe prowadzenie i wygrała seta do 17. Ostatnia odsłona to a jakże, wyrównana gra. To, co prócz woli walki było jednym z największych atutów ‘Programistów’ to fakt, że grali oni na luzie. Gdyby przegrali w czwórkę nikt nie miałby do nich o to pretensji. Wygrana z kolei sprawiłaby, że mówiłoby się o tym przez kolejnych kilkadziesiąt dni. Wracając do seta – wyrównana potyczka trwała mniej więcej do połowy. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli w nim zawodnicy Speednetu (11-8)  i w powietrzu czuć było niespodziankę. Dalsza część partii to prowadzenie (16-13), ale finalnie :’Logistycy’ wzięli się w garść i wygrali seta do 19. Trzeba przyznać, że była to jednak dla nich bardzo wymagająca przeprawa.

Szach-Mat – BH Rent MiszMasz 3-0 (21-10; 21-15; 21-19)

Panie i Panowie, gratulacje! Byliście zdecydowanie najlepszą drugoligową drużyną w obecnym sezonie. Chcielibyśmy, abyście zrozumieli, że niekiedy podkręcaliśmy atmosferę, by mecz zapowiadał się ciekawie. Na ogół jednak, rozważania na temat tego czy wygracie były taką niewiadomą jak to, czy po nocy przyjdzie dzień. Mimo wszystko, na to ,aby zapewnić sobie wygraną w lidze musieliście poczekać aż do poniedziałkowego wieczoru. Mamy nadzieję, że znajdziecie w najbliższym czasie chwilę, by ten awans uczcić we własnym gronie, bo to co zrobiliście było naprawdę wielkie. Przez te niecałe dwa miesiące wygrała drużyna, którą bez wątpienia byliście.  Druga liga jeszcze nigdy nie była tak mocna oraz wyrównana, a mimo to nie mieliście problemów, by ją ‘pozamiatać’. Mamy nadzieję, że w pierwszej lidze nadal będziecie dodawać kolorytu i osiągnięty na wiosnę sukces nie był tym jedynym.

W poniedziałkowy wieczór ‘Szachiści’ zmierzyli się z Hotelarzami. Dla obu drużyn mecz był szalenie istotny ze względu na stawkę. O ile stawkę dla Szach-Matu zdążyliście poznać, tak w przypadku ‘Hotelarzy’ było to równie ważne spotkanie. Przypomnijmy, że drużyna Tomka Walaskowskiego wciąż nie ma zapewnionego utrzymania i każdy zdobyty punkt jest na wagę złota. W poniedziałkowy wieczór sztuka ta MiszMaszowi się nie udała. Gdyby stało się jednak inaczej i MiszMasz zdołałby zdobyć jeden punkt to Szach-Mat na koronację musiałby poczekać do kolejnego meczu. Finalnie, mecz skończył się zwycięstwem Szach-Mat w stosunku 3-0.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.