MATCHDAY #19

Za nami dziewiętnasta seria gier. Psikusa rywalom w grupie mistrzowskiej sprawiła drużyna Craftvena, która postawiła się faworyzowanym ekipom z Decathlonu oraz Team Looz. Ponadto czwartek ułożył się idealnie dla gdyńskiej firmy Speednet. Swoje spotkania wygrały bowiem zarówno ‘jedynka’ jak i ‘dwójka’. W meczu pomiędzy srebrnymi a brązowymi medalistami poprzedniego sezonu, górą była ekipa Volley Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Dream Volley – Szach-Mat 1-2 (23-21; 14-21; 15-21)

W ostatnich czasach, czego nie dało się zbytnio ukryć – upatrzyliśmy kilka drużyn, które krytykowaliśmy nad wyraz często. Jedną z tych ekip był Dream Volley. Chcielibyśmy podkreślić jednak, że jeśli krytykujemy to najczęściej obrywa się drużynom, od których można wymagać. Czy nie zastanowiło Was nigdy to, że nie ‘jedziemy’ z Chilli Amigos czy trzecioligowym DNV S*M*A*S*H? Pod uwagę przy podsumowaniach czy zapowiedziach częściej bierzemy potencjał niż obecną sytuację w tabeli. Nie przedłużając – Dream Volley mimo, że był bardzo często krytykowany, tak przy okazji meczu z Szach-Matem musimy drużynę pochwalić. Wszystko za sprawą tego, że mimo potężnych problemów kadrowych, które sprawiły, że poszczególni zawodnicy musieli grać na nowych dla siebie pozycjach – Dream Volley pokazał cojones i w meczu z liderem drugiej ligi wypadł naprawdę solidnie. Pierwszy set w wykonaniu ‘Szarych’ był najciekawszym rozdziałem tego meczu. Przez długi czas wydawało się, że Szach-Mat nie będzie miał problemów z wygraniem tej partii (15-7). Po chwili Dream Volley, przy biernej postawie przeciwników zaczął seryjnie odrabiać punkty. Po kilku świetnych zagrywkach nominalnego libero drużyny – Michała Kardasza, Dream zdołał doprowadzić do wyrównania (16-16). Po wyrównanej grze w końcówce, wspomniany przed chwilą zawodnik zakończył tę partię (23-21), a jakże – kapitalną zagrywką. Są takie mecze, w których emocje kończą się po pierwszym secie. Nie inaczej było i w meczu o godzinie 19:00. Kolejne odsłony to przewaga w organizacji gry obecnego lidera. Drugi i trzeci set wyglądały podobnie jak ten pierwszy. Wypracowana duża zaliczka w pierwszej połowie seta nie zostały tym razem w dziecinny sposób roztrwonione, dzięki czemu ‘Szachiści’ wygrywają dziesiąte spotkanie w sezonie Wiosna’21.

Team Looz – Craftvena 2-1 (21-9; 21-17; 19-21)

Nie ma co ukrywać. W przedmeczowych zapowiedziach, drużynę Craftvena skazywaliśmy na pożarcie przez wygłodniałe lwy, którymi na potrzebę tego podsumowania będą gracze Team Looz oraz Allsix by Decathlon. Idąc dalej – gdybyśmy mieli stawiać przed meczem jakąś kasę na wskazane mecze to bez wahania wytypowalibyśmy pewne wygrane przeciwników Craftveny w stosunku 3-0. To, co jest jednak piękne w sporcie to fakt, że nie ma w nim pewniaczków. ‘Rzemieślnicy’ zaprezentowali się w czwartkowy wieczór bardzo korzystnie, przez co obie faworyzowane drużyny straciły punkty. Jeśli chodzi o mecz z Looz to gracze Daniela Szultki po raz pierwszy od niepamiętnych czasów stawili się na parkiecie w zaledwie sześciu graczy. Mimo to, inauguracyjny set należał zdecydowanie do nich. Już na początku partii Looz zdołał wyjść na imponujące prowadzenie (10-3). Nie bez znaczenia dla tego wyniku był fakt, że Craftvena miała spore problemy z przyjęciem. Ostatecznie, rozpędzony walec zdeklasował w pierwszej partii swoich rywali i wygrał tę partię do 9. Druga partia wyglądała już zgoła inaczej. Od początku seta byliśmy świadkami wyrównanej gry punkt za punkt. W połowie seta, na dwupunktowe prowadzenie zdołali wysunąć się gracze Team Looz, którzy od tego momentu utrzymywali swoich rywali na dystans i finalnie wygrali tę partię do 17. Ostatni set był tym najlepszym dla Craftveny. Gdyby mecz miał trwać pięć setów to pewnie ‘Rzemieślnicy’ by go wygrali. Jako, że gramy trzy sety to Craftvenę w czwartkowy wieczór było stać na zdobycie jednego oczka. W trzecim secie gracze Bartka Zakrzewskiego wypracowali sobie zaliczkę (8-4), którą ich rywale zdołali odrobić dopiero przy stanie (13-13). Od tego momentu, do samego końca trwała wyrównana walka, która zakończyła się wygraną seta przez Craftvenę, co jakby nie patrzeć, można odebrać jako niespodziankę.

Port Gdańsk – Niepokonani PKO Bank Polski 1-2 (21-19; 17-21; 16-21)

Kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu, gracze obu drużyn były świadkami dość nietypowego widoku. Zamiast nich, na boisku numer trzy rozgrzewała się bowiem drużyna złożona z Protokolantów oraz Redakcji. Ba, w pewnym momencie przyłączyła się nawet sędzia. Po krótkim rozruchu, Redakcja zapytała nawet ‘Portowców’ czy nie potrzebują jej jako wzmocnienia na mecz przeciwko ‘Bankowcom’. Jako, że Port miał wystąpić tego dnia w piątkę graczy, propozycja ta została przyjęta z entuzjazmem. Niestety, Redakcja padła ofiarą regulaminu, który sama wymyśliła. Pisząc już jednak całkiem serio to mecz, zgodnie z przewidywaniami Redakcji, lepiej rozpoczęli zawodnicy Joanny Drewczyńskiej, którzy przez długi czas utrzymywali dwupunktową zaliczkę. Port zdołał jednak doprowadzić do wyrównania (12-12), a następnie wyjść na prowadzenie (18-14) i wygrać tę partię. Drugi set rozpoczął się w sposób wymarzony dla ‘Granatowych’. Drużyna z doków po dobrym fragmencie prowadziła (4-1, a następnie 10-7). Z czasem coraz lepiej na parkiecie zaczęli sobie radzić gracze w białych koszulkach, w konsekwencji czego doprowadzili do wyrównania (13-13), by po chwili odskoczyć swoim rywalom na cztery punkty, a następnie doprowadzić do wyrównania w setach. Trzeci set od początku układał się lepiej dla PKO (7-3). Nie minęła nawet chwila, a ‘Bankowcy’ prowadzili już (12-4) po czym… Port serią punktów doprowadził do stanu 12-11. Po chwili jednak nadeszła ‘druga fala’, która pozbawiła ‘Portowców’złudzeń o dobrym wyniku. Finalnie partia ta zakończyła się zwycięstwem ‘Białych’ (21-16).

Craftvena – Allsix by Decathlon 1-2 (11-21; 21-8; 19-21)

Szpital, jaki zapanował po meczu ze Zmieszanymi w drużynie Allsix by Decathlon sprawił, że kapitan tej drużyny, na dzień przed pierwszym gwizdkiem sędziego próbował przełożyć spotkanie. Jako, że na tego typu manewry, po opublikowaniu terminarza jest za późno, gracze z ulicy Kartuskiej musieli sobie poradzić bez niekwestionowanych liderów tej drużyny – Aleksandra Bochana oraz Jakuba Wilkowskiego. Jako, że w protokole meczowym próżno było szukać również innych zawodników to Allsix musiał sobie radzić w sześcioro graczy. Mimo to, zawodnicy Allsix nie mieli większych problemów, by rozpocząć pierwszego seta zgodnie z założonym przez siebie terminarzem. Po kilku błędach w ataku Craftveny, gracze Allsix prowadzili już (10-5). Po dwóch asach serwisowych specjalisty w tym zakresie – Pawła Woźniaka – Allsix prowadził już (17-7) i w zasadzie, obie ekipy mogły przygotowywać się do drugiej odsłony. Ta była odbiciem lustrzanym. Tym razem to Allsix miał potężne problemy czy to w przyjęciu czy wykończeniu. Wobec zdecydowanie lepszej niż w pierwszym secie gry Craftveny przewaga tych drugich nie mogła dziwić. Gracze w czarnych strojach kontrolowali przebieg tej partii od samego początku do końca. Allsix z kolei zanotował najbardziej dotkliwą porażkę w secie w sezonie Wiosna’21. Po takim laniu, nie sądziliśmy że Decathlon zdoła się podnieść i faktycznie, trzeci set rozpoczął się od prowadzenia Craftveny (5-1). Po kilku minutach Decathlon zdołał doprowadzić jednak do wyrównania (9-9), ale po chwili ‘Rzemieślnicy’ ponownie wyszli na kilkupunktowe prowadzenie (12-9). Kiedy Allsix po raz kolejny zdołał wyrównać, dla odmiany poszedł za ciosem i wyszarpał zwycięstwo do 19. Trzeba jednak przyznać, że aby wygrać czwartkowe spotkanie musieli się oni naprawdę napocić.

Speednet 2 – Niepokonani PKO Bank Polski 2-1 (21-18; 21-17; 13-21)

Po pierwszym meczu ‘Bankowców’ w czwartkowy wieczór przeciwko drużynie ‘Portowców’ ucięliśmy sobie pogawędkę z kapitanem drużyny – Joanną Drewczyńską, w której to dumni jak paw, chwaliliśmy się poprawnym wskazaniem ich jako faworyta spotkania. Cóż, naszym błędem było to, że zrobiliśmy to tuż przed meczem ze Speednetem. Przypomnijmy, że w zapowiedzi przedmeczowej, Redakcja to właśnie ‘Bankowców’ wskazywała jako faworyta spotkania ze Speednetem. Mimo tego, mając na uwadze to, co działo się w ostatnim spotkaniu obu drużyn wskazywaliśmy, że będzie to najprawdopodobniej wyrównane i emocjonujące spotkanie. O ile z wynikiem chybiliśmy, tak ze scenariuszem na spotkanie się wstrzeliliśmy. Początek pierwszego seta to wyrównana walka. Pierwsi na istotne prowadzenie wyszli ‘Bankowcy’ (14-11). Po chwili, kiedy tablica wyników wskazywała pięciopunktowe prowadzenie ‘Białych’ wydawało się, że zaraz Niepokonani bez większych problemów wygrają seta. Inny plan na wieczór mieli jednak ‘Programiści’. Po bardzo dobrej zagrywce Łukasza Anyszkiewicza, przewaga PKO stopniała szybciej niż stan konta Prezesa Speednetu przy okazji jednej z legendarnych imprez firmowych (18-18). W końcówce PKO popełniło kolejne dwa błędy i to ‘Różowi’ cieszyli się z wygrania tej partii. Drugi set rozpoczął się nieco lepiej dla drużyny z sektora bankowego. Po dobrej grze, Speednet zdołał doprowadzić jednak do wyrównania, a następnie prowadzenia. W końcówce partii zastanawialiśmy się czy, parafrazując słowa Pani Agnieszki, Speednet ‘nie obsra zbroi’ i nie roztrwoni przewagi. Nic takiego nie miało miejsca. ‘Różowi’ wyglądali tak, jakby ZAPROGRAMOWALI swoje umysły i na spokojnie, bez podnietki wygrali tę partię do 17, co było tożsame z wygraniem czwartego meczu w historii występów w SL3. Trzeci set rozpoczął się w wymarzony sposób dla (Nie)pokonanych, którzy od początku prowadzili (4-0, a następnie 10-3). Taka zaliczka pozwoliła drużynie Joanny Drewczyńskiej na spokojne wygranie tej partii do 13. Na koniec chcielibyśmy podkreślić kapitalną atmosferę, którą obie drużyny stworzyły. Z pewnością obie ekipy, które notabene potwierdziły już udział w sezonie Jesień’21, nie mogą się doczekać kolejnego rozdziału tej wspaniałej rywalizacji.

Prometheus – Oliwa Team 2-1 (21-19; 16-21; 21-9)

‘Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma’. Po spotkaniu, cytat ten pasuje do sytuacji obu drużyn. Z pewnością zarówno jedni jak i drudzy nie są w pełni zadowoleni z czwartkowego wyniku, ale wygrana pozwala Prometheusowi wskoczyć na trzecie miejsce w ligowej tabeli, a punkt zdobyty przez Oliwę, pozwala nieco oddalić ponurą wizję potencjalnego spadku. Początek meczu należał do Oliwy, którym wychodziło nawet to, co nie miało prawa wyjść. Dla przykładu zdobyli oni punkt po obronie Adriana Marcinkiewicza (5-2). Ich rywale z kolei mieli od początku seta spore problemy z organizacją gry i doszło do tego, że przez moment zastanawialiśmy się, czy przypadkiem inna drużyna nie ‘zakosiła’ im strojów, po czym jak gdyby nigdy nic wyszła na parkiet. Z czasem, gracze w niebieskich koszulkach prezentowali się coraz lepiej. Po tym, jak za dzieciaka obejrzeliśmy film, w którym pająk ugryzł Peta Parkera, a ten nabył później supermoce pomyśleliśmy, że podobna rzecz przytrafiła się Mykoli Pocheniukowi. Zawodnik ten dwa razy z rzędu niemal wbiegł po ścianie w celu obrony piłki. Mimo tej ofiarności to Oliwiacy prowadzili w tym secie. W końcówce, drużyna Dawida Karpińskiego prowadziła już (18-14 oraz 19-16), a mimo tego to ich rywale wygrali tę partię. To, co nie udało się w pierwszej odsłonie – udało się w środkowej partii. Podobnie, jak miało to miejsce w pierwszym secie to Oliwa lepiej rozpoczęła odsłonę (9-6). Gdy gracze z serca gdańska prowadzili (15-11), a mimo to pozwolili rywalom na wyrównanie (15-15), można było odnieść wrażenie, że skończy się jak w pierwszym secie. Tym razem Oliwa spięła jednak cztery litery i to oni cieszyli się z wygranej do 16. O trzecim secie nie ma się co za specjalnie rozwodzić. W partii tej Prometheusowi wychodziło wszystko, a Oliwie dla odmiany nic. Efekt tego był taki, że Prometheus prowadził w połowie seta 13-3! i zakończył partię wygraną do 9.

Volley Gdańsk – Tufi Team 2-1 (21-12; 21-18; 19-21)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że jeśli Volley Gdańsk chce odzyskać mistrzowski tytuł to musi wygrać spotkanie z drużyną Tufi Team i najlepiej, aby dokonał tego za komplet punktów. Wskazywaliśmy również na to, że potencjalnie będzie to cholernie trudne zadanie, bo żeby wygrać z ‘Tuffikami’ za trzy punkty trzeba włączyć ‘beast mode’, a na dodatek Tufi musi mieć totalnie zły dzień. Cóż, Volley Gdańsk wygrywa spotkanie, ale jeden punkt do ligowej tabeli trafia do drużyny Mateusza Woźniaka. Po meczu ‘żółto-czarni’ mogą czuć jednak pewien niedosyt, ale naszym zdaniem, powinni szanować tę wygraną. Mecz rozpoczął się od bardzo dobrej gry Przemysława Wawera. Trzykrotni mistrzowie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta w pierwszym secie wyglądali świetnie i wobec problemów z przyjęciem oraz wykończeniem własnych akcji w drużynie Tufi Team, Volley wygrał inauguracyjnego seta do 12. Drugi set, podobnie jak pierwszy, rozpoczął się od prowadzenia Volley Gdańsk (5-2). Po kilku błędach własnych VG, Tufi Team zdołało doprowadzić do wyrównania (9-9). Mniej więcej od tego momentu do samej końcówki seta byliśmy świadkami wyrównanej gry, w której żadna ze stron nie zdołała wypracować sobie chociażby trzypunktowej zaliczki. Od stanu (17-17) sztuka ta udała się Volley-owi, po czym ‘żólto-czarni’ wygrali seta do 18, co w konsekwencji oznaczało również wygranie spotkania. Ostatnim zadaniem do wykonania przez drużynę było wygranie trzeciego seta. Ten nie rozpoczął się dla drużyny w wymarzony sposób. Po dobrej grze Tufi Team oraz błędach Volley Gdańsk, drużyna Mateusza Woźniaka rozpoczęła tę partię od prowadzenia (5-1). Mimo sporej zaliczki, po kilku minutach na tablicy wyników mieliśmy remis (8-8), po którym ponownie na trzypunktowe prowadzenie wyszli gracze Tufi Team (13-10). Kiedy wydawało się, że Tufi Team spokojnie wygra tę partię (20-16), Volley Gdańsk zdołał odrobić trzy punkty, po którym zanosiło się na bardzo emocjonującą końcówkę. Plan ten pokrzyżował jednak występujący na rozegraniu Marcin Dylowicz, który w końcówce zachował się jak profesor i kontrującą piłką pozbawił swoich rywali nadziei na wygraną za komplet punktów.

BL Volley – Ogrodnicy 1-2 (11-21; 19-21; 21-19)

W trakcie przedmeczowej rozgrzewki kapitan drużyny BL Volley – Wojciech Strychalski wypomniał Redakcji to, że w ostatnim czasie stawia ona na rywali drużyny BL Volley. W ostatnim czasie Redakcja miała okazję protokołować spotkanie drużyny Andrzeja Pipki w meczu z Nielotami, w którym przypomnieliśmy sobie, że gracze w czerwonych koszulkach potrafią grać na naprawdę wysokim poziomie. To utwierdziło nas w przekonaniu, że w meczu z BL Volley to właśnie ekipa Andrzeja Pipki będzie faworytem spotkania. Po wyrównanym początku, jako pierwsi na prowadzenie wyszli Ogrodnicy (9-5). W dalszej części seta, obraz gry nie ulegał większej zmianie. Zdecydowanie lepiej na tle swoich rywali wyglądali Ogrodnicy, a BL miał spore problemy z nawiązaniem poziomem do tego, do którego gracze w niebiesko-czerwonych strojach nas przyzwyczaili. Ostatecznie pierwszy set zakończył się wysoką wygraną Ogrodników do 11. Druga partia była już na szczęście bardziej wyrównana. Można napisać, że w hali Ergo Arena pojawili się wreszcie gracze BL Volley. Mimo to, początek partii był bardzo podobny do początku meczu. Po dwóch blokach Michała Butowskiego, Ogrodnicy wyszli na prowadzenie (9-5). Z krótką przerwą (11-11) gracze w czerwonych trykotach utrzymywali przewagę do stanu (16-13). Mimo to, drużynie BL Volley brakowało stabilizacji na wysokim poziomie. W momentach, kiedy zbliżali się do rywala, Ci im odjeżdżali i finalnie wygrali seta do 19. Ostatnia odsłona rozpoczęła się, a jakże – od prowadzenia Ogrodników (6-3). Trzypunktowa zaliczka wypracowana na początku seta, utrzymywała się do stanu (15-12). Od tego momentu BL Volley niesione dopingiem kolegów z ławki włączyło kolejny bieg, dzięki czemu doprowadzili do wyrównania (15-15). Po bardzo wyrównanej końcówce i punktowym bloku Michała Konopki BL Volley wygrało tę partię do 19, dzięki czemu zgarnęli niezwykle istotny punkt do ligowej tabeli.

Speednet – AVOCADO friends 3-0 (22-20; 21-12; 21-15)

Do bezpośredniego pojedynku obie drużyny przystępowały tuż po kapitalnych spotkaniach z wyżej notowanymi rywalami, które zarówno Speednet jak i AVOCADO wygrywało. Nie wiemy, na ile jest to efekt poczucia spełnienia, a na ile ‘efekt wakacji’, ale Speednet, w odróżnieniu od ostatnich spotkań, pierwszego seta rozpoczął w… szóstkę graczy. W składzie drużyny brakowało między innymi uznawanego za najlepszego środkowego w SL3 – Grzegorza Gnatka oraz żywej legendy amatorskiej siatkówki na Pomorzu – Andrzeja Masiaka. Mimo tych problemów ‘Programiści’ radzili sobie zaskakująco dobrze. Pierwszy set był wyrównaną partią. Mniej więcej w połowie seta ‘Weganie’ zdołali wyjść na trzypunktowe prowadzenie (12-9), które trwało niemal do samego końca (18-15). Kiedy wydawało się, że pierwsza partia padnie łupem graczy Arkadiusza Kozłowskiego, kilka punktów z rzędu, dających wyrównanie (19-19) zdobyli ‘Różowi’, do których należała również końcówka (22-20). W drugim secie, do drużyny dołączył wspomniany wcześniej Andrzej Masiak. Co ciekawe, miał on okazję do grania przeciwko byłym kolegom z drużyny. Przypomnijmy, że w sezonie Jesień’20 gracz ten bronił barw ‘Wegan’. Co by nie mówić, granie w siódemkę to jednak zupełnie inny sport oraz inna jakość, co mieliśmy okazję w trakcie drugiego seta zaobserwować. Mimo wyrównanego początku (8-8) z czasem, na parkiecie rządziła już tylko jedna drużyna. Po monster-blocku Krzysztofa Mejera, ‘Programiści’ prowadzili już 15-8, po czym wygrana tego seta była tylko formalnością. Podobny scenariusz widzieliśmy w ostatniej odsłonie. Tu również byliśmy świadkami wyrównanej partii do pewnego momentu (12-12). Z czasem Speednet włączył drugi bieg i w konsekwencji ograł swojego rywala do 15 i było to ich szóste zwycięstwo w siedmiu meczach. Niebywałe.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.