MATCHDAY #18

Za nami osiemnasta seria gier! We wtorkowy wieczór padła ostatnia twierdza obecnego sezonu – ekipa EviRent, która przegrała spotkanie z drużyną Speednet i tym samym zakończyła się ich passa 24 zwycięstw z rzędu. Wpadkę tę wykorzystała drużyna Volley Gdańsk, która dzięki wygranej z Omidą wciąż liczy się w walce o mistrzowski tytuł. W drugiej lidze piąte zwycięstwo z rzędu zanotowała drużyna Prometheus, która wygrała hitowe starcie z Team Spontan.  W trzeciej lidze – dziewiąte spotkanie z rzędu wygrała drużyna Allsix by Decathlon. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier!

Port Gdańsk – DNV S*M*A*S*H 3-0 (21-14; 21-13; 21-8)

Inauguracyjnym spotkaniem w grupie B w trzeciej lidze był mecz pomiędzy Portem Gdańsk a drużyną DNV S*M*A*S*H. O tym, że dla ‘Portowców’ gra w grupie B jest sporym rozczarowaniem, napisaliśmy już niemal wszystko. Dla obu drużyn było to drugie spotkanie w obecnym sezonie. Pierwszy mecz odbył się niespełna dwa tygodnie wcześniej. 1 lipca górą byli Portowcy, ale trzeba przyznać, że drużyna DNV w trakcie spotkania zaprezentowała się z bardzo dobrej strony i był to prawdopodobnie ich najlepszy mecz w obecnym sezonie. To z kolei sprawiało, że drużyna DNV przybyła na salę bardzo zmobilizowana, z wiarą w to, że wreszcie uda im się wygrać spotkanie. Do protokołu meczowego gracze DNV wpisali aż dziewięcioro graczy, co w przypadku drużyny z ulicy Łużyckiej, taką oczywistością nie jest. Mimo wielkich oczekiwań, mecz lepiej rozpoczęli ich rywale. ‘Portowcy’ od początku meczu wyszli na prowadzenie (8-3 oraz 12-7) i wydawało się, że grający w piątkę Port nie będzie miał większych problemów z ograniem swoich rywali. Po niemrawym początku przebudzili się jednak zawodnicy DNV, którzy po kilku atakach Vitalia Lukashenko dogonili swoich rywali na jeden punkt (11-12). Po chwili jednak, gracze z ulicy Łużyckiej popełnili kilka błędów w ataku, przez co rywale odjechali i wygrali pierwszego seta do 14. Druga partia była wyrównana do stanu (7-7). Po wyrównanym początku na trzypunktowe prowadzenie zdołali wyjść  ‘Portowcy’, którzy z czasem powiększali swoją przewagę i wygrali seta do 13. W ostatnim secie, drużyna DNV nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki i ‘Portowcy’ zasłużenie wygrali całe spotkanie w stosunku 3-0.

Omida Team – Volley Gdańsk 0-3 (12-21; 9-21; 13-21)

Nie ma lekko. Mimo, że Omida Team po ostatnich spotkaniach najchętniej zakończyłaby już obecny sezon to we wtorkowy wieczór ‘musiała’ zmierzyć się z drużyną Volley Gdańsk. W zapowiedziach przedmeczowych wskazywaliśmy na to, że wszystkie dotychczasowe mecze obu drużyn kończyły się podziałem punktów. Podskórnie przeczuwaliśmy, że tym razem będzie zapewne inaczej i Volley Gdańsk odniesie pewne zwycięstwo, co pozwoli im przedłużyć nadzieje na tytuł mistrzowski. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Omidy (4-2). Przewaga ta została jednak szybko roztrwoniona i po dość długiej serii Volley Gdańsk to trzykrotni mistrzowie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta wyszli na prowadzenie (9-6). Pod koniec pierwszej odsłony Volley miało już osiem punktów przewagi (19-11), co oznaczało, że drużyny mogą w zasadzie przygotowywać się do kolejnej odsłony. Drugi set rozpoczął się od czteropunktowej przewagi Volley Gdańsk (7-3). Z czasem przewaga ta była sukcesywnie powiększana (13-5) i Omida nie miała za specjalnie argumentów do tego, by swoich rywali powstrzymać. Dodatkowo, ‘Logistycy’ mieli spore problemy z przyjęciem czy wykończeniem własnych akcji i Volley Gdańsk miał piłkę setową przy stanie 20-9. Finalnie partia ta zakończyła się zwycięstwem ‘żółto-czarnych’ do 12. Ostatni set rozpoczął się od zmian Omidy. Na bombę trafił Wojtek Ingielewicz, Kuba Klimczak przeszedł na środek, natomiast Mateusz Chyl na libero. Początek w wykonaniu ‘Logistyków’ był obiecujący. Po dwóch atakach Sebastiana Rydygera Omida prowadziła 3-1. Z czasem to Volley narzucił jednak swoje warunki, dzięki czemu wyszli na prowadzenie (9-6) i konsekwentną grą, co rusz wybijali swoich rywali z równowagi. Ci z kolei przeżywają obecną sytuację dość mocno, co widać zresztą po zachowaniu poszczególnych zawodników. Finalnie, Volley Gdańsk wygrywa tę partię 3-0, co biorąc pod uwagę wynik wtorkowego spotkania EviRentu sprawia, że ‘żółto-czarni’ wracają do gry o mistrzowski tytuł. Obecnie wszystko jest w ich rękach i jeśli wygrają ostatnie trzy spotkania sezonu za komplet punktów to zdobędą czwarty tytuł mistrzowski.

BES-BLUM Nieloty – Ogrodnicy 1-2 (21-13; 19-21; 17-21)

Kilka minut przed rozpoczęciem spotkania można było odnieść wrażenie, że Ogrodnicy wystąpią w tym spotkaniu… w czterech graczy. Ostatecznie, tuż przed pierwszym gwizdkiem do drużyny dołączyli Robert Skwiercz oraz Czarek Labudda i gracze w czerwonych koszulkach mogli przystąpić do spotkania. Pierwszy set rozpoczął się od prowadzenia Ogrodników 2-0, ale po chwili nastąpił przestój, który sprawił, że Nieloty zdobyły pięć oczek (5-2). Ogrodnicy w pierwszym secie popełniali mnóstwo błędów własnych, które sprawiły, że przewaga Nielotów sukcesywnie się powiększała (12-5 czy 20-12) i drużyna Mateusza Bone, w pełni zasłużenie wygrała tę partię do 13. To, co rzucało się po pierwszej partii w oczy to fakt, że Nieloty zdobyły zaledwie osiem punktów po własnych atakach. Cała reszta wynikała z błędów ich rywali. W drugim secie, pod tym kątem ‘Ogrodnicy’ wyglądali już o niebo lepiej. Po ataku z przechodzącej Michała Butowskiego, ‘Ogrodnicy’ prowadzili już 8-4. Był to fragment meczu, w którym dla odmiany to Nieloty zaczęły popełniać nadprogramową liczbę błędów. Mimo prowadzenia zawodników Andrzeja Pipki 11-5, ‘Pingwiny’ zdołały zniwelować tę przewagę i złapać kontakt z rywalami (14-12). Pod koniec seta, po ataku z  środka Łukasza Birunta Nieloty doprowadziły nawet do wyrównania (18-18), ale w końcówce zabrakło im nieco koncentracji i to rywale wygrali do 19. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set, który był bardzo wyrównany. Pierwsi na prowadzenie (12-9), po asie serwisowym Czarka Labuddy wyszli gracze w czerwonych koszulkach i to oni posiadali inicjatywę do samego końca tej partii, dzięki czemu wygrali seta do 17, a cały mecz 2-1. Mimo, że Redakcja oraz eksperci wskazywali Nielotów w roli faworytów to Ogrodnicy pokazali w meczu kawał serducha i wygrali mecz. Nieloty z kolei mogą bardzo żałować

Speednet 2 – Port Gdańsk 0-3 (15-21; 13-21; 19-21)

Do spotkania ze Speednetem drużyna ‘Portowców’ przystępowała w dobrych nastrojach, bo tuż po wygranym spotkaniu z drużyną DNV S*M*A*S*H. Kolejnym rywalem ‘Portowców’ była ekipa Speednetu czyli drużyna, z którą za każdym razem ‘Portowcy’ wygrywali i jakby tego było mało to zdobywali przy tym komplet punktów. Nie inaczej było we wtorkowy wieczór, choć trzeba przyznać, że szczególnie w trzecim secie było o włos od tego, by to Speednet zdobył jeden punkt. Początek meczu rozpoczął się lepiej dla ‘Programistów’ (6-3). Następnie, po bardzo długiej wymianie z obu stron zakończonej na korzyść Speednetu, przewaga ta wynosiła już cztery punkty (9-5). Niestety dla Speednetu, po chwili ich rywale zdołali doprowadzić do stanu 9-8, po którym ‘Programiści’ zmuszeni byli wziąć czas. Ten niestety nie pomógł zbytnio drużynie, bowiem po chwili to ‘Portowcy’ przejęli inicjatywę (14-11) i wygrali pierwszego seta do 15. Drugi set rozpoczął się od prowadzenia ‘Portowców’ 3-0. Z czasem Speednet zdołał doprowadzić do stanu (7-8), ale po chwili ‘Portowcy’ ponownie wyszli na czteropunktowe prowadzenie, którego tym razem nie roztrwonili i wygrali drugą partię do 13. Ostatni set, biorąc pod uwagę emocje, był zdecydowanie najciekawszy. Mimo, że przez większą część seta to drużyna z doków prowadziła grę i utrzymywała przewagę to z czasem Speednet zdołał odrobić straty i doprowadzić do wyrównania (16-16). Przy stanie 19-19 wydawało się, że to Speednet za chwilę wygra seta. Na kiwkę zdecydował się Mikołaj Kąkol, którą jakiś cudem podbili gracze w granatowych koszulkach, którzy po chwili zdobyli dwa punkty z rzędu i wygrali. Podsumowując – ponownie było blisko do tego, żeby ‘Programiści’ wygrali z ‘Portowcami’ seta i ponownie zakończyło się dla nich bez happy-endu.

Volley Kiełpino – Dream Volley 3-0 (21-14; 21-13; 21-13)

Myślimy, że jest to odpowiedni moment na to, aby z naszych wyobrażeń na stałe wypisać Dream Volley z drużyn, które mają aspiracje do tego, by znaleźć się w pierwszej lidze. Ba, obecnie drużynie Mateusza Dobrzyńskiego bliżej jest do trzeciej ligi niż do pierwszej. Owszem, wiemy że drużyna ma problemy kadrowe, że na meczach pojawia się sześciu graczy, że stabilizacji w drużynie tyle, ile kot napłakał. Rozumiemy to wszystko, ale z drugiej strony czy jest w ogóle w lidze drużyna, która nie ma problemów kadrowych w lipcu? Pierwszy przykład z brzegu – Volley Kiełpino. Poniedziałkowy mecz przeciwko Oliwie Team rozgrywany był w pięciu graczy. Wynik zawodów? 2-1 do przodu. W zapowiedzi Redakcja plus dwóch ekspertów wskazało, że to Dream Volley wygra to spotkanie. Nic bardziej mylnego. O ile początek meczu był w miarę wyrównany (7-7) to z czasem gracze z Kiełpina włączyli drugi bieg, za czym Dream Volley nie był w stanie w ogóle nadążyć. Efektem takiego stanu rzeczy był wynik 21-14. Drugi set był jeszcze boleśniejszą lekcją dla Dream Volley. Po dobrej grze zawodników z Kiełpina, drużyna Fabiana Polita wygrała do 13. Nie inaczej było i w trzecim secie, w którym grę Dream Volley doskonale odzwierciedlał kolor ich koszulek. Było szaro i smutno. Wynik tego seta to 21-13 dla Volley Kiełpino. Dzięki zwycięstwu drużyna Fabiana Polita wskakuje na wysokie – szóste miejsce w ligowej tabeli. Ich rywale z kolei spadają na siódmą lokatę. Nie chcemy kopać leżącego, ale jesteśmy niemal przekonani, że we wtorkowy wieczór mieliśmy do czynienia z najsłabszą wersją Dream Volley od kiedy drużyna występuje w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Czy tę degrengoladę ktokolwiek jest w stanie zatrzymać?

Trójmiejska Strefa Szkód – EviRent VT 0-3 (15-21; 11-21; 11-21)

Pierwszym rywalem drużyny EviRent we wtorkowy wieczór była ekipa Trójmiejskiej Strefy Szkód. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że gdyby TSS-owi udałoby się wygrać, uznalibyśmy to za cud. Kilka minut przed rozpoczęciem spotkania mogliśmy się zastanawiać, czy aby na pewno EviRent nie wystąpi w tym spotkaniu w czterech graczy. Tylko tylu bowiem zawodników można było zauważyć na rozgrzewce. Ostatecznie, trzech zawodników dołączyło do drużyny tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego, co znacznie zmieniało szansę TSS-u na korzystny wynik. Mecz rozpoczął się od wyrównanej walki i od początku, absolutnie nie było widać różnicy, która dzieli obie drużyny w tabeli. Wyrównana walka trwała do drugiej połowy pierwszego seta, po której zarysowała się przewaga EviRent. Ostatecznie partia ta zakończyła się po ‘kiwce’ rozgrywającego – Piotra Peplińskiego. Niestety, jeśli chodzi o w miarę wyrównaną walkę to by było na tyle. Drugi i trzeci set to zdecydowana przewaga EviRentu, który nie pozwalał swoim rywalom na rozwinięcie skrzydeł i wygrał obie te partie do 11, a cały mecz 3-0. Na dwie kolejki przed zakończeniem ligi, sytuacja TSS-u staje się dramatyczna i chyba tylko cud mógłby sprawić, że drużyna utrzyma się w lidze. Spotkanie z EviRentem było dziesiątym meczem z rzędu, w którym TSS nie był w stanie pokonać swojego rywala. Aby odmienić swój los, ekipa TSS-u musi wygrać najbliższe dwa mecze. Czy będzie ich na to stać?

Team Spontan – Prometheus 1-2 (21-17; 15-21; 19-21)

Mało brakowało, a Redakcja starałaby się o angaż na wróżbitę do telewizji TTV. Przed spotkaniem pisaliśmy o tym, że będzie to bardzo wyrównane spotkanie, które zapewne skończy się podziałem punktów. Na sam koniec trzeba było jednak podjąć decyzję o tym, którą z ekip wskazać jako faworyta do wygrania spotkania. Mimo, że nie byliśmy Spontana absolutnie pewni to jednak wydawało się, że to oni mają minimalnie większe szanse na wygranie meczu. Dodatkową mobilizacją dla obu drużyn był bez wątpienia fakt, że jeden z ich rywali w walce o podium rozgrywek – drużyna BES-BLUM Nieloty, przegrała spotkanie z Ogrodnikami. Sam mecz rozpoczął się lepiej dla graczy Piotra Raczyńskiego – Team Spontan. ‘Pomarańczowi’ wyszli w nim na prowadzenie 9-6 i od tego momentu utrzymywali trzypunktową zaliczkę niemal do samego końca, wygrywając partię do 17. Druga partia rozpoczęła się lepiej dla graczy z Ukrainy, którzy zaczęli seta od prowadzenia (4-1), po którym Spontaniczni musieli wziąć czas. Po upływie kilku minut na tablicy wyników pojawił się remis (8-8), ale od tego momentu inicjatywę przejęli gracze w niebieskich koszulkach. Po dwóch asach serwisowych rozgrywającego Prometheusa Antona Hukasova, Prometheus prowadził już 15-9 i rywalizacja w tym secie była w zasadzie zakończona. Trzeci set od samego początku był bardzo wyrównanym widowiskiem (8-8). Po chwili, lepszą siatkówkę zaczęli prezentować ‘Spontaniczni’, którzy w pewnym momencie prowadzili już 18-13 i wydawało się, że mecz po chwili zakończy się ich wygraną. Po chwili pięć punktów z rzędu zdobyli jednak ich rywale, którzy doprowadzili do wyrównania i co ważniejsze – zyskali oni przewagę psychologiczną, która sprawiła, że końcówka należała do Prometheusa. Na koniec, w ramach żartu (co by każdy załapał) wrzucimy wywiad w którym Skwara wyjaśnił przyczyny porażki:

https://www.youtube.com/watch?v=Chhp-DTf-oQ&ab_channel=piotrus9911

Speednet – EviRent VT 2-1 (22-24; 23-21; 21-16)

To już niemal pewne. Nikt nie pobije rekordu drużyny Volley Gdańsk. Przypomnijmy, że ‘żółto-czarni’ wyłożyli się na pięćdziesiątym spotkaniu. EviRent na dwudziestym piątym. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie spotkania sprawiały coraz więcej problemów graczom w niebieskich koszulkach. Na początek było ostrzeżenie od Tufi Team, później przyszedł mecz z Bez Odbioru, w którym do tego, by to rywale wygrali, zabrakło naprawdę niewiele. Trzecie wymagające spotkanie przyniosło w końcu porażkę. To, co w tym wszystkim ważne to fakt, że nikt nie będzie umniejszał wygranej Speednetowi. Gdyby EviRent zagrał we wtorkowy wieczór w piątkę jak miało to miejsce w poprzednim tygodniu, prawdopodobnie pojawiłyby się głosy, że przegrali właśnie przez to. We wtorkowy wieczór drużyna stawiła się jednak w hali treningowej w siedmiu graczy, przez co tego typu insynuacje się nie pojawią. Pierwsza partia rozpoczęła się lepiej dla ‘Niebieskich’, którzy szybko objęli prowadzenie 6-1 oraz 9-3. Kiedy EviRent prowadził już 12-5 uznaliśmy, że prawdopodobnie nic ciekawego w tej partii już nie zobaczymy. Inny scenariusz założyli sobie gracze Speednetu, którzy uznali, że postarają się pokazać z dobrej strony. W secie mijały minuty, a gracze Marka Ogonowskiego sukcesywnie odrabiali punkty. Od stanu 19-13 EviRent stanął, przez co po chwili na tablicy wyników mieliśmy remis 20-20. Po bardzo emocjonującej końcówce seta wygrali gracze EviRentu (24-22). Drugi set wyglądał już zupełnie inaczej. W partii tej, żadna ze stron nie była w stanie wypracować sobie znaczącej zaliczki. Mimo to, nieznaczną przewagę posiadali gracze Speednetu i to ich rywale przez większość partii byli na dwupunktowej stracie. Pod koniec seta, graczom EviRent udało się dogonić swoich rywali i doprowadzić do stanu 20-20. W odróżnieniu od pierwszej partii, tym razem grę nerwów lepiej wytrzymali gracze Speednetu, którzy w odróżnieniu do swoich przeciwników nie popełnili w końcówce błędu i mogli cieszyć się z wygrania seta, doprowadzając do remisu. Ostatnia odsłona ułożyła się dla ‘Programistów’ w najlepszy możliwy sposób – od prowadzenia 4-1. Wypracowana zaliczka sprawiła, że Speednet trzymał przez całą partię swoich rywali na dystans 3-4 punktów. Mniej więcej w połowie tej partii Speednet zdołał powiększyć przewagę do stanu 14-9 i w powietrzu zaczął unosić się specyficzny zapach ogromnej niespodzianki. Co ważne, wiele drużyn w takim momencie doświadcza podniecenia, przez co finalnie przegrywa. Speednet się jednak nie podniecał tylko grał konsekwentnie swoją siatkówkę, która sprawiła, że wygrali oni tę partię do 16 i stali się pierwszą drużyną w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, która zdołała ograć EviRent. Parafrazując klasyka – ‘liga będzie ciekawsza’

Zmieszani – Allsix by Decathlon 1-2 (21-15; 19-21; 10-21)

Po pierwszym meczu w grupie mistrzowskiej nie opadł jeszcze kurz, a drużyna Zmieszanych miała do rozegrania kolejne spotkanie. Tym razem ich rywalem była drużyna Allsix by Decathlon, z którymi Zmieszani mieli okazję rywalizować dwa tygodnie wcześniej. W meczu rozegranym 28 czerwca to drużyna z ulicy Kartuskiej wygrała spotkanie w stosunku 3-0. Przed wtorkowym meczem, gracze ze sklepów sportowych liczyli zapewne na podobny wynik, tym bardziej, że w poniedziałkowy wieczór jeden z głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu – Dziki Wejherowo wygrały, zdobywając przy tym komplet oczek. Wracając do wtorkowego meczu – ten rozpoczął się lepiej dla Zmieszanych, którzy wyszli na prowadzenie (5-1). Po chwili Decathlon co prawda odrobił straty (6-5), ale po chwili Zmieszani kontynuowali bardzo dobrą grę, co szybko przełożyło się na wynik (8-5 oraz 11-6). Od tego momentu do samej końcówki drużyna Edyty Woźny nie pozwalała swoim rywalom na zniwelowanie przewagi i wygrała pierwszą partię do 15. Drugi set, podobnie jak pierwszy, rozpoczął się od przewagi Zmieszanych (3-1). Z każdą kolejną minutą meczu rozkręcał się jednak Decathlon. Mniej więcej w połowie drugiego seta wyszli oni na prowadzenie 11-8, by po chwili prowadzić już (14-9) czy (16-11). Po chwili gracze z ulicy Kartuskiej zaczęli popełniać jednak sporo błędów, w efekcie czego ich rywale doprowadzili do wyrównania (18-18), a nawet prowadzenia 19-18. Po chwili grozy dla Decathlonu, gracze z ulicy Kartuskiej zdołali jednak wygrać tę partię do 19. Sytuacja ta dość wyraźnie wpłynęła na dyspozycję Zmieszanych w trzecim secie, którzy nie byli już w stanie nawiązać walki ze swoim rywalem. Trzeba jednak przyznać, że z perspektywy całego meczu zaprezentowali się naprawdę nieźle i sprawili Decathlonowi sporo problemów.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.