MATCHDAY #17

Za nami poniedziałkowa seria gier, w której sypnęło kilkoma, sporego kalibru niespodziankami. Swoje mecze dość niespodziewanie przegrały drużyny Omida Team, Oliwa Team oraz Range Soft VT. Ponadto, bardzo ważny mecz dla układu tabeli w grupie mistrzowskiej trzeciej ligi wygrała drużyna Dzików Wejherowo, która zrobiła milowy krok w kierunku mistrzostwa. Zapraszamy na podsumowanie!

Omida Team – AVOCADO friends 1-2 (23-21; 14-21; 18-21)

Po nieudanym okresie w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta przyszedł mecz, w którym obie ekipy stanęły przed szansą na wygranie spotkania i poprawienie sobie humorów. Przypomnijmy, że obecni mistrzowie SL3 przystępowali do spotkania z pięcioma porażkami na koncie. O tym, jak nieudany jest to obecnie sezon niech świadczy fakt, że w poprzednich trzech sezonach, w których drużyna rozegrała 41 spotkań, ‘Logistycy’ przegrywali tylko siedmiokrotnie. W obecnym sezonie, nie licząc poniedziałkowego spotkania, było to pięć porażek w dziewięciu spotkaniach. Pod tym kątem jeszcze gorzej było w AVOCADO, które kiedy tylko wychodziło na parkiet w obecnym sezonie to przegrywało. Już kilka dni przed spotkaniem wiadomym było, że wygrana da graczom chwilę wytchnienia. Spotkanie lepiej rozpoczęli ‘Logistycy’, którzy wyszli na prowadzenie (5-1). Przewaga Omidy utrzymywała się do połowy seta, kiedy po bloku Miłosza Bazylińskiego, na pierwsze prowadzenie w meczu wyszli ‘Weganie’. Od tej pory to drużyna Arkadiusza Kozłowskiego prowadziła, lecz w końcówce po kilku atakach oraz asie serwisowym środkowego Omidy – Jakuba Klimczaka na prowadzenie wyszła Omida i to oni wygrali partię 23-21. Mimo to był to bardzo poważny sygnał ostrzegawczy, który zdaje się, ‘Logistycy’ zlekceważyli. Od początku drugiego seta to ‘Weganie’ prowadzili grę. Dwa bloki Bazylińskiego oraz Puzynkiewicza sprawiły, że ‘Weganie’ wyszli na prowadzenie (4-1) i prowadzili grę przez całą długość seta. Omida miała w tej partii, a w zasadzie w tym dniu spore problemy z wykończeniem akcji. Po bardzo dobrej grze AVOCADO, na tablicy wyników w setach pojawił się remis. Trzeci set lepiej rozpoczęli złoci medaliści poprzedniego sezonu (4-0). Jest takie powiedzenie – ‘miłe złego początki’. Dokładnie tak było w trakcie tej partii. Mimo, że drużyna Omidy prowadziła już 17-11! to finalnie przegrała seta do 18, a cały mecz 1-2. Co do AVOCADO – zwycięstwo zawsze smakuje wybornie. Kiedy jednak pokonuje się mistrza, morale w drużynie niemal eksplodują, co było widać po zakończonym meczu. Brawo Panowie, ciężka praca popłaca.  

ACTIVNI Gdańsk – Chilli Amigos 3-0 (21-16; 21-11; 21-10)

Tajemnicą poliszynela było to, że ACTIVNI Gdańsk w poniedziałkowy wieczór zamierzali zdobyć cztery punkty. Plan ten nie był bynajmniej szaleństwem. W zapowiedziach przedmeczowych Redakcja oraz Eksperci byli pewni co do tego, że to ACTIVNI będą faworytem starcia z Chilli Amigos. Ponadto, wydawało się, że drużynę Artura Kurkowskiego stać na to, by pokusić się o punkt w meczu z Nielotami. Jak zatem z realizacją planu nakreślonego przez zawodników w szarych strojach? Mimo, że planu nie udało się zrealizować w 100 % to ACTIVNI mogli opuszczać Ergo Arenę z podniesionymi głowami. W pierwszym meczu, w którym rywalem była drużyna ‘Amigos’ – ACTIVNI stanęli na wysokości zadania i bez trudu pokonali swoich rywali do 16, do 11 oraz do 10. Będąc szczerym, taki a nie inny wynik jest dość zaskakujący. Wydawało nam się, że ‘Amigos’ stać na to, aby w poniedziałkowy wieczór zdobyć pierwsze punkty w sezonie Wiosna’21. Z dwóch rywali, z którymi przyszło się ‘Papryczkom’ mierzyć to ACTIVNI postawili zdecydowanie wyżej poprzeczkę. W poniedziałkowy wieczór ACTIVNI grali w inny sport i jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi dla Chilli – nie byli oni w stanie nic z tym zrobić. To właśnie niemoc w konfrontacji z rywalem zajmującym trzynaste miejsce była najgorsza. W kilku spotkaniach obecnego sezonu, przeciwko drużynom znajdującym się na wyższych miejscach w tabeli gra ‘Amigos’ wyglądała zdecydowanie lepiej. W poniedziałkowy wieczór Chilli Amigos przesądziło swój los i spadło do trzeciej ligi. ACTIVNI Gdańsk, mimo że są w niekorzystnym położeniu to postarają się, aby na jesień z Chilli już nie zagrać.

Volley Kiełpino – Oliwa Team 2-1 (15-21; 21-18; 21-9)

Wspólnym mianownikiem obu drużyn przed poniedziałkowym spotkaniem były problemy kadrowe. W szeregach Oliwy zabrakło kilku etatowych graczy z Tomaszem Kowalewskim, Pawłem Skrzypkowskim czy Maciejem Pochylukiem na czele. W związku z tym, z konieczności na środku zagrał nominalny libero drużyny – Adrian Marcinkiewicz. Jeśli chodzi o rywali, sytuacja ta nie była wcale lepsza. Ba, była gorsza bowiem gracze z Kiełpina, wystąpili w spotkaniu w zaledwie pięciu graczy, co w drugiej lidze jest dość rzadkim widokiem. Początek meczu był bardzo wyrównany (8-8). Pierwsi na prowadzenie, po problemach z przyjęciem Volley Kiełpino wyszli gracze Oliwy Team. (11-9). To właśnie zawodnicy Dawida Karpińskiego zyskali nieznaczną przewagę psychologiczną, dzięki której utrzymywali dwupunktowe prowadzenie przez większość seta. Z czasem, w szeregach ich rywali zaczęły się piętrzyć problemy z organizacją gry w obronie, spowodowanej grą w pięciu zawodników. Finalnie, po zagrywce Rafała Artymiuka, gracze Oliwy wygrali do 15. Przyznamy, że po tym jak zaprezentowała się drużyna z Kiełpina w pierwszej partii, nie mieliśmy wobec nich zbyt wygórowanych oczekiwań. Ci potrafili nas jednak bardzo mocno zaskoczyć. Pierwsza część drugiego seta była wyrównana. Na półmetku rywalizacji mieliśmy wynik (10-10). Pierwsi na znaczące prowadzenie wyszli gracze z Kiełpina (13-10), a po kilku atakach bardzo dobrze dysponowanego Mateusza Szymczaka, przewaga ta była jeszcze większa (16-11). Mimo, że Oliwa starała się jeszcze odmienić losy tego seta to gracze z Kiełpina wygrali go do 18. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. To, co się w nim wydarzyło, znając wynik było dość dziwaczne. Partię bowiem lepiej rozpoczęli gracze Oliwy (4-1), ale po chwili ich gra posypała się jak domek z kart. Rywale najpierw doprowadzili do wyrównania (4-4,) a później rozpoczęli prawdziwą jatkę, której gracze z Oliwy mogli się tylko biernie przyglądać. W tej części gracze Dawida Karpińskiego mieli POTĘŻNE problemy z przyjęciem. W zasadzie, w drużynie nie funkcjonowało nic i efekt był, jaki był, każdy widzi po wyniku. Nie ma co kopać leżącego. Oliwa ma problemy i jest to fakt. Jeśli drużyna sama sobie nie pomoże, nikt za nich tego nie uczyni.

Chilli Amigos – BH Rent MiszMasz 0-3 (19-21; 7-21; 19-21)

Spotkanie obu drużyn było już trzecim bezpośrednim pojedynkiem w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Jak do tej pory, drużyny rywalizowały ze sobą w trzeciej lidze. Dwukrotnie górą byli gracze BH Rent MiszMasz. Nie inaczej było i w poniedziałkowy wieczór, kiedy drużyna Tomasza Walaskowskiego wygrała spotkanie 3-0. Sam mecz był jednak bardzo dziwny. Jak bowiem wytłumaczyć, że w pierwszym i trzecim secie, drużyna ‘Hotelarzy’ miała spory problem, by wygrać, a jednocześnie w drugiej odsłonie ograli rywali do 7? Zacznijmy jednak od początku. Pierwsza odsłona była niezwykle wyrównana. Początek należał do M&Msów, którzy prowadzili (6-3). Tak szybko jak MiszMasz wypracował przewagę, tak szybko ją roztrwonił. Po bloku Pawła Kalety to ‘Amigos’ wyszli na prowadzenie (9-8). Wyrównana walka trwała do końcówki tej partii. Nie tylko sama rywalizacja była ciekawa. Pierwszą żółtą kartkę w historii SL3 otrzymał bowiem Daniel Gołuński, który tak zakręcił się ze zmianą, że chyba do teraz nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Wracając do meczu, w końcówce seta MiszMasz zdołał doprowadzić do stanu 20-16. Po chwili ‘Amigos’ zdołali zdobyć kilka punktów, ale finalnie to ‘Hotelarze’ cieszyli się z wygrania seta. Nie wiemy, czy kojarzycie na National Geographic program „Katastrofa w przestworzach”. Autorzy dokumentu rozkładają na czynniki pierwsze ostatnie chwile przed katastrofą. Wiemy, ze porównanie może niezbyt lotne, ale kurde. Jak wytłumaczyć, że w drugim secie było 4-4, a ostatecznie MiszMasz wygrał do 7? Nie chcemy być zbyt złośliwi, ale czy aby na pewno ‘Amigos’ nie pomylili siatkówki z grą w dwa ognie, gdzie za wszelką cenę stara się uniknąć kontaktu z piłką? O tym, że drużyna potrafi grać dużo lepiej nie trzeba było długo udowadniać. Trzeci set rozpoczął się co prawda lepiej dla MiszMaszu, który prowadził (9-6 oraz 16-10). Z czasem coraz lepsza grę prezentowali jednak ‘Amigos’, którzy po szaleńczej pogoni, doprowadzili w końcówce do remisu (19-19). Końcówka należała jednak do ich rywali i Chilli, po raz kolejny musiało obejść się smakiem.

ACTIVNI Gdańsk – BES-BLUM Nieloty 0-3 (17-21; 11-21; 17-21)

Haha! Ileż to było dworowania z Nielotów. Ileż przykrych słów musieli przeczytać gracze BES-BLUM, dopóki nie znaleźli się w miejscu, w którym są obecnie? Po zwycięstwie 3-0, odniesionym w meczu przeciwko ACTIVNYM, drużyna ‘Pingwinów’ awansowała na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Mimo, że jest to dobry wynik, o którym inne drużyny mogą pomarzyć to wyobraźmy sobie, gdzie mogłyby być dziś Nieloty, gdyby w obecnym sezonie wygrywali spotkania po 3-0 a nie 2-1? Z drugiej strony, to nie miejsce, ani czas. Dziś trzeba oddać drużynie, że wypełniła plan w 100%. Przypomnijmy, że rywalizowali oni z ekipą, która wtedy, kiedy przegrywa to zabiera swoim rywalom po punkcie. W poniedziałek ta sztuka drużynie Artura Kurkowskiego się nie udała. Nie oznacza to bynajmniej, że nie było do tego blisko. Pierwszy set lepiej rozpoczęła faworyzowana drużyna. Po bloku i asie serwisowym będącego ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji – Łukasza Karbowniczka, Nieloty odskoczyły na pięć punktów. Z czasem ACTIVNI zdołali wrócić do gry, a nawet wyjść na prowadzenie (14-13). Przy stanie (16-16), ‘Pingwiny’ włączyły jednak drugi bieg i wygrały seta do 17. Drugi set rozpoczął się dość brutalnie dla ACTIVNYCH (7-1; 10-1). Wypracowana tak gigantyczna zaliczka sprawiły, że wygrana w tej partii była przesądzona (21-11). Trzeci set zaczął się od prowadzenia BES-BLUM (8-2) i zanosiło się na powtórkę z drugiej partii. Po dobrym fragmencie ACTIVNYCH  i przestoju Nielotów, drużyna Artura Kurkowskiego zdołała wyjść na prowadzenie (12-10; 14-11). Mniej więcej w tym momencie Nielotom przypomniało się, o jaką stawkę toczy się gra i po dobrym fragmencie zdołali wygrać tę partię do 17, a cały mecz 3-0.   

Trójmiejska Strefa Szkód – Tufi Team 1-2 (17-21; 21-19; 15-21)

Rozpoczynając mecz, obie drużyny znały wynik spotkania, do którego doszło o godzinie 19:00. Było to o tyle ważne, że Trójmiejska Strefa Szkód spoglądała w stronę głównego rywala w walce o utrzymanie – AVOCADO friends, natomiast Tufi Team w kierunku Omidy Team, która była, podobnie jak oni, kandydatem do podium rozgrywek. Z wyniku rywalizacji pomiędzy wspomnianymi drużynami bardziej zadowoleni mogły być ‘Tuffiki’, bowiem Omida dość niespodziewanie przegrała. Taki wynik oznaczał dla TSS-u, że AVOCADO friends odskoczyło aż na pięć punktów, a w dodatku mają o jedno rozegrane spotkanie mniej. To z kolei oznaczało, że TSS potrzebował w poniedziałkowy wieczór punktów bardziej niż ryba wody. Co ciekawe, z powodu braków kadrowych TSS zagrał w meczu w sześciu graczy, a to oznaczało, że na środku zobaczyliśmy nominalnego libero drużyny – Dawida Ludwiga, co zresztą Tufi Team dość często wykorzystywało. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Tufi (5-2). Mimo to, TSS zdołał bardzo szybko odrobić punkty (7-7) i wyrównana walka trwała do stanu 15-15. Końcówka należała do faworyzowanej drużyny, która wygrała do 16. Drugi set, dla odmiany lepiej rozpoczęli gracze TSS-u. Po bloku Patryka Pleszkuna ‘Niebiescy’ wyszli na prowadzenie (7-5) i mimo, że w późniejszej fazie seta to Tufi prowadziło (18-15), w końcówce zaczęli popełniać błędy, co ich rywale postanowili wykorzystać, doprowadzając do wyrównania wyniku w setach. Ostatnia odsłona rozpoczęła się od kilkupunktowej przewagi ‘Tuffików’ (9-4). W tym fragmencie uwypukliły się problemy z przyjęciem TSS oraz brakiem wykończenia własnych akcji. Mimo, że z czasem TSS się nieco obudził to nie był już w stanie odwrócić losów rywalizacji i ostatecznie przegrał spotkanie 1-2.

BL Volley – Szach-Mat 0-3 (18-21; 16-21; 15-21)

To, co dzieje się obecnie w ligowej tabeli to istne szaleństwo. Drużyna BL Volley przystępowała do spotkania z Szach-Matem z w miarę bezpiecznego, ósmego miejsca w ligowej tabeli. Po meczu spadli na dwunaste miejsce, czyli dokładnie takie, jakie zajmowali przed kilkunastoma dniami. Inna kwestia ma się rzecz jasna z drużyną Szach-Mat. ‘Szachiści’ w obecnym sezonie imponują formą. Poniedziałkowa wygrana była już dziewiątym zwycięstwem w sezonie Wiosna’21. Czy to oznacza, że w meczu z BL Volley ‘Szachiści’ mieli zwykły ‘spacerek’. Cóż, ani to spacerek, ani ironman. Z drugiej strony, pisząc całkiem szczerze to nie sądziliśmy, że BL będzie w stanie postawić swoim rywalom tak trudne warunki. Początek meczu rozpoczął się od bardzo wyrównanej walki punkt za punkt, w której żadna ze stron nie chciała odpuścić. Co ciekawe, pierwszym trzypunktowym prowadzeniem było to, które kończyło seta (21-18). Przez całą długość pierwszej odsłony żadna z drużyn nie zdołała sobie wypracować takiej zaliczki. O tym, że to właśnie ‘Szachiści’ wygrali pierwszą partię, parafrazując klasyka – ‘zadecydowały detale’. Te były po stronie drużyny w czarnych strojach. Drugi set nie był już tak emocjonujący jak pierwszy. Po wyrównanym początku, na kilkupunktowe prowadzenie wyszli gracze Szach-Mat, którzy spokojnie wygrali tę partię do 16. Ostatnia odsłona, podobnie jak pierwsza partia to bardzo wyrównana walka po obu stronach. Sił do wymiany punkt za punkt, wystarczyło graczom BL do stanu 15-14 dla Szach-Mat. W końcówce drużyna BL miała spore problemy z wykończeniem własnych akcji. Cztery z ostatnich prób, zakończyło się atakiem w siatkę a tym samym, oddaniem punktów swoim rywalom. W końcówce kropkę nad ‘i’ świetną zagrywką postawił Dawid Kołodziej i lider zgarnął zasłużony komplet puntków.

Range Soft VT – BH Rent MiszMasz 1-2 (18-21; 12-21; 21-13)

Przyznamy szczerze – tego to my się nie spodziewaliśmy. W zapowiedzi przedmeczowej cała trójka, która obstawiała wynik spotkania, bez wahania wskazała na ‘Rangersów’. Wpływ na taki stan rzeczy miała bardzo słaba dyspozycja MiszMaszu, którą mieliśmy okazję obserwować w meczu z BL Volley. Zanim jednak wybrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, tuż przed meczem – na rozgrzewce, potwornej kontuzji nabawił się gracz Range Soft VT – Piotr Skierkowski. Kontuzja Achillesa rzecz jasna eliminowała tego gracza ze spotkania, ale o dziwo Range Soft VT miał tego dnia do dyspozycji aż ośmiu graczy. Mecz rozpoczął się lepiej dla uskrzydlonej zwycięstwem nad Chilli Amigos drużyny MiszMasz. Wyszli oni na prowadzenie (7-3), po którym Range Soft musiał wziąć czas. Ten przyniósł zamierzony skutek, bowiem ‘Rangersi’ wrócili po chwili do gry (7-7), a następnie po atakach Michała Markiewicza i bloku Filipa Ziółkowskiego prowadzili już (13-10 oraz 15-11). Gdy wydawało się, że za chwilę ‘żółto-czarni’ wygrają seta, do ‘żywych’ wrócili ‘Hotelarze’, którzy po dwóch punktowych blokach doprowadzili do wyrównania, a następnie po zagrywce środkowego – Michała Grymuzy, wygrali partię do 18. Z całą pewnością przegrana, gdy miało się rywala na widelcu, wpłynęła na Range Soft negatywnie, co było widać od początku drugiego seta. W nim MiszMasz kontrolował przebieg  od samego początku (4-1) i sukcesywnie powiększał swoją przewagę (9-5; 12-7; 17-9). W trakcie tej partii MiszMasz imponował zagrywką, z którą rywale mieli niemałe kłopoty. Ostatecznie, BH Rent ‘zmiótł z planszy’ swoich przeciwników i wygrał seta do 12. Ostatnia odsłona to metamorfoza drużyny Mykoli Kisa. Po asie serwisowym Filipa Ziółkowskiego, ‘Rangersi’ prowadzili już 5-1. Z czasem gra się nieco bardziej wyrównała (11-9), ale druga część seta należała do Range Softu. MiszMasz w tej partii miał bardzo duże problemy z wykończeniem własnych akcji, a liczbę ataków, które wylądowały na aucie byłoby ciężko zliczyć nawet Archimedesowi. Finalnie, Range Soft wygrał tę odsłonę do 13, ale dzięki pięciu punktom zdobytym przez ‘Hotelarzy’ wskoczyli oni z dwunastego na siódme miejsce. Niesamowite.

Zmieszani – Dziki Wejherowo 0-3 (11-21; 16-21; 14-21)

Spotkanie pomiędzy Zmieszanymi a Dzikami Wejherowo inaugurowało grupę mistrzowską w trzeciej lidze. Zgodnie z tym, o czym napisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, przez bardzo długi czas wydawało się, że kwestia mistrzowska rozstrzygnie się właśnie pomiędzy tymi dwiema drużynami. Ponadto, zastanawialiśmy się, jak na tle swoich rywali wypadną Zmieszani, którzy stawią się w hali treningowej w swoim najmocniejszym składzie. Przypomnijmy, że pierwsze spotkanie obu drużyn zakończyło się wygraną drużyny ze stolicy małego trójmiasta, jednak po tym meczu sporo osób zastanawiało się, jak wyglądałby on, gdyby Zmieszani wystąpili w komplecie. Cóż, w poniedziałkowy wieczór dostaliśmy na to pytanie odpowiedź. Nic się nie zmieniło. Początek meczu należał do Zmieszanych, którzy po asach serwisowych Kuby Wałdocha i Michała Kocbucha prowadzili (4-1). Radość nie trwała jednak zbyt długo, bowiem po chwili było już (4-4) i mniej więcej do połowy partii trwała wyrównana walka (11-9 dla Dzików). Po chwili, po stronie Zmieszanych pojawił się problem z przyjęciem i ich rywale wyszli na prowadzenie (17-10), a następnie spokojnie wygrali seta do 11. Trzeba przyznać, ze pierwsza część seta absolutnie nie wskazywała na takie rozmiary porażki. Drugi set rozpoczął się lepiej dla graczy w czerwonych koszulkach (7-3). Z czasem Zmieszani zdołali doprowadzić do wyrównania (10-10), ale po błędach własnych drużyny Edyty Woźny, ‘Czerwoni’ wyszli na prowadzenie (14-12) i po chwilowej wyrównanej grze (17-16) końcówka należała do Dzików, którzy wygrali do 16. Ostatni set rozpoczął się od prowadzenia ubiegłorocznych drugoligowców (7-4). Z czasem, ponownie więcej jakości było w szeregach drużyny z Wejherowa, która wyszła na prowadzenie i wygrała trzecią partię. Decydujący cios zadał debiutujący w drużynie – Kacper Chmielewski, który został wybrany najbardziej wartościowym graczem meczu. Podsumowując – wygrana 3-0 sprawia, że Dziki robią milowy krok w kierunku mistrzostwa trzeciej ligi. Jednocześnie, wynik 0-3 dla drużyny Zmieszanych niemal na pewno oznacza koniec marzeń o mistrzowskim tytule.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.