MATCHDAY #16

Za nami 144 z 215 spotkań w sezonie Wiosna’21.  W czwartkowy wieczór zaczęliśmy zatem wchodzić w decydującą fazę sezonu. Zmagania w rundzie zasadniczej zakończyły drużyny trzecioligowe. W nich, bardzo dobrą formę zaprezentowali gracze Allsix by Decathlon, którzy z pewnością będą walczyć o wygranie ligi. Ponadto, z drużyn, które między sobą rozdzielą kolory medali w poszczególnych ligach mecze wygrywały EviRent, Volley, Bez Odbioru czy Letni Gdańsk! Zapraszamy na podsumowanie czwartkowej serii gier!

Dziki Wejherowo – Speednet 2 3-0 (21-11; 21-10; 21-13)

Patrząc na rozgrzewkę przedmeczową obu drużyn zastanawialiśmy się, czy Speednet jest w stanie sprawić niespodziankę i wygrać seta, czy nawet cały mecz. Wszystko za sprawą tego, że ich przeciwnicy – Dziki Wejherowo stawili się na mecz w zaledwie czterech graczy. Jako, że na mecz nie stawiła się cała wataha rozważaliśmy, czy Speednetowcy zdołają przechytrzyć swoich rywali. Wiadomo jak jest. Gracze z Wejherowa mają dużo lepsze umiejętności. Z drugiej strony pewne mankamenty własne, można przykryć sprytem. Grając przeciwko czwórce graczy otwiera się całe multum możliwości wykorzystania tego faktu. Te dwie rzeczy, o których właśnie napisaliśmy sprawiały, że mogło nam się wydawać, że okoliczności sprawią, że różnice pomiędzy drużynami się zatrą i otrzymamy ciekawe spotkanie. Dodatkowym smaczkiem było bez wątpienia to, w jaki sposób ‘Programistów’ do wygranej zachęcał Prezes tej firmy. Wydaje nam się, że jako Partner Speednetu nie możemy tego zdradzić, ale powiemy tylko, że gdyby w promieniu 7 kilometrów przechodził przypadkiem Mariusz Wlazły czy Michał Winiarski to z pewnością dołączyliby do drużyny w ‘Różowych’ barwach. Niestety dla ‘Programistów’, zamiast szalonej zabawy będzie nocne szlochanie w poduszkę. Speednet przegrywa spotkanie 3-0 i trzeba przyznać, że wyglądało to tak, jakby graczy sparaliżowała potencjalna wygrana i zrealizowanie nagrody. Dziki Wejherowo z kolei wygrywają ósme spotkanie w sezonie Wiosna’21 i rundę zasadniczą kończą na pierwszym miejscu. Prawdziwa zabawa dopiero się jednak rozpoczyna.

Niepokonani PKO Bank Polski – Team Looz 0-3 (8-21; 11-21; 13-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, drużyna Niepokonanych miała szansę, aby rzutem na taśmę wskoczyć do grupy mistrzowskiej. Aby tak się stało ‘Bankowcy’ musieliby wygrać oba czwartkowe spotkania 3-0 i liczyć na porażkę 0-3 drużyny Craftveny. Można zatem powiedzieć, że scenariusz ten od samego początku wydawał się być patykiem po wodzie pisanym. Pierwszym rywalem Niepokonanych w czwartkowy wieczór była bowiem drużyna, która przez wiele osób uważana jest obecnie za głównego kandydata do mistrzowskiego tytułu. Opinie te nie są ani trochę przesadzone. Co ciekawe, drużyna w czarnych trykotach, przed spotkaniem dopisała do składu Piotra Labudę, który jak do tej pory, w SL3 występował tylko w pierwszej lidze. Co więcej – radził sobie on tam doskonale. Gracz ten był bowiem kapitanem drużyny, która zdobyła srebrne medale i do samego końca walczyła o mistrzowski tytuł w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Co by nie mówić – transfer do Team Looz sprawia, że gołym okiem widać, jak drużynie zależy na tym, aby trzecią ligę wygrać. O tym, że jest to bardzo realne, dość szybko przekonali się czwartkowi rywale. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Looz  (6-0). Jako, że drużyna pokazała w obecnym sezonie już kilka razy, że nie ma litości to nie inaczej było i tym razem. W pierwszym secie Team Looz wygrał do 8. Kolejne odsłony przyniosły nieco lepszą grę przeciwników. Nie oznacza to jednak, że ‘Bankowcy’ byli w stanie realnie zagrozić swoim przeciwnikom. W efekcie kolejne partie kończyły się ich porażkami do 11 oraz 13. Po raz kolejny, tytuł najbardziej wartościowego gracza meczu trafia do Mateusza Michalskiego, który jest ogromną wartością dodaną drużyny.

Bez Odbioru – Tufi Team 2-1 (27-25; 21-17; 17-21)

Pojedynek pomiędzy Bez Odbioru a Tufi Team był drugim meczem obu drużyn w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Pierwszy, rozegrany 2 czerwca, zakończył się wygraną drużyny Bez Odbioru po podziale punktów. Czwartkowe spotkanie wymusiło na obu drużynach pewne ruchy kadrowe. W zapowiedzi przedmeczowej wspominaliśmy o tym, że w meczu zabraknie Jakuba Nowaka. Nie wiedzieliśmy natomiast o braku chociażby Grzegorza Dymińskiego. Po drugiej stronie siatki nie było pod tym kątem wcale lepiej. Na rozegraniu po raz pierwszy w tym sezonie zabrakło Kamila Romańskiego, którego zastąpił Marcin Dylowicz oraz Piotra Watusa czy Piotra Adamczyka. Tak osłabione drużyny przystąpiły do rywalizacji, w której stawka spotkania była naprawdę wysoka. Tufi, aby myśleć realnie o podium rozgrywek chciało za wszelką cenę wygrać, co pozwoliłoby im się zbliżyć do rywali, w tym drużyny Bez Odbioru. Ci drudzy z kolei znajdują się obecnie na drugim miejscu, jednak z całej ligowej stawki to właśnie oni mają rozegranych najwięcej spotkań. Pierwsza partia od początku była bardzo wyrównana. Pierwsi na prowadzenie wyszli gracze Bez Odbioru (14-11 czy 19-15). Po chwili drużyna zaczęła popełniać jednak sporo błędów, co wykorzystali ich rywale i doprowadzili do wyrównania (20-20). Końcówka tego seta to walka łeb w łeb i ostateczna wygrana Bez Odbioru, po której Tuffiki mogły sobie pluć w brodę. Drugi set rozpoczął się lepiej dla ‘Niebieskich’. Po dwóch asach serwisowych z rzędu Maćka Kota, jego drużyna prowadziła już (11-6). Taka porządna zaliczka wystarczyła do tego, by spokojnie wygrać partię nr 2 i przygotowywać się do trzeciego seta. Jako, że Tufi zerwało w ostatnim czasie z tym, że jeśli przegrywali to niemal nigdy 0-3 to po dwóch pierwszych setach myśleliśmy, że drużyna Mateusza Woźniaka skończy czwartkowy wieczór z zerowym dorobkiem punktowym. Mimo, że w drugiej części ostatniego seta to Bez Odbioru prowadziło (14-12), Tufi zdołało się sprężyć i pod koniec seta przejąć inicjatywę, co finalnie dało im jeden punkt. Lepszy rydz niż nic – wiadomo. Z drugiej strony, sześć porażek w dziewięciu meczach nie sprawia, że w domach graczy strzelają korki od szampanów. Biorąc pod uwagę wynik z poprzedniego sezonu, obecna edycja, póki co jest na ocenę dostateczną w skali szkolnej.

Niepokonani PKO Bank Polski – Speednet 2 2-1 (17-21; 21-12; 21-19)

Przyznamy Wam szczerze, że nie spodziewaliśmy się tak wyrównanego spotkania. O specjalnej mobilizacji Speednetu pisaliśmy już przy okazji ich meczu z Dzikami Wejherowo. Stawka za wygraną meczu z ‘Bankowcami’ była taka sama, a jakby nie patrzeć, zadanie było mniej wymagające. Początek meczu rozpoczął się od wyrównanej walki, w której żadna ze stron nie chciała odpuścić. Rywalizacja łeb w łeb trwała do stanu 17-17 i mimo, że wcześniej obie drużyny popełniały sporo błędów własnych to w końcówce tej partii ‘Programistom’ nie przydarzył się już ani jeden. Jako, że siatkówka to gra błędów, ten kto popełnia ich mniej wygrywa. Nie inaczej było w przypadku obu drużyn. Speednet 2 – Niepokonani 21-17. Drugą partię lepiej rozpoczęli gracze w białych koszulkach (9-5). Gdy Speednet złapał w końcu wiatr w żagle i doprowadził do wyrównania (11-11) wydawało się, że są w stanie wygrać i tę partię. Niestety dla nich, w ich szeregi wstąpiła ogromna niemoc w wykończeniu akcji, przez co w zasadzie za darmo oddali swoim przeciwnikom sześć piłek i ‘Bankowcy’ wyszli na prowadzenie (17-11), po czym spokojnie wygrali seta (21-12). Trzeci set rozpoczął się od minimalnej przewagi ‘Programistów’ (7-5). Z czasem Speednet prowadził nawet 10-6, ale remedium na kłopoty ‘Bankowców’ – Tomasz Remer podkręcił tempo i doprowadził do wyrównania 13-13. Mimo to, w końcówce wydawało się, że to Speednet wygra set i cały mecz. Prowadzili już 19-17. Dwupunktową przewagę uzyskali po tym, jak sędzia przyznał im punkt w związku z faktem, że ‘Bankowcy’ z zagrywką zwlekali ponad 8 sekund. Błąd ten przeszedł jednak bez konsekwencji, bowiem w końcówce to Niepokonani wygrali partię do 19.

Letni Gdańsk – Ogrodnicy 3-0 (21-16; 22-20; 21-15)

Czasami przychodzi taki moment, w którym trzeba powiedzieć dość. Wiecie jak to jest jak podpity wujo opowiada siedem razy ten sam kawał, na którego myśl robi Wam się niedobrze? Mniej więcej tak mogą czuć się Ogrodnicy na myśl o tym, co tym razem przeczytają w podsumowaniu. Chcemy ich jednak zaskoczyć. Dziś, trzymając się tematyki – nie będzie oranka. W zamian za to skupimy się bardziej na Letnim Gdańsku. W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że często ‘Letnicy’ zawodzą tam, gdzie nie powinni, by po chwili ograć faworyzowaną ekipę. Mecz przeciwko Ogrodnikom był meczem, w którym drużyna ta nie pasowała ani do jednego, ani drugiego worka. Oznaczało to, że sami nie wiedzieliśmy, czego możemy się po Letnim spodziewać. Ci, odpowiedzieli jednak w najlepszy z możliwych sposobów – dobrą grą. Jako pierwsi na znaczące prowadzenie w meczu wyszli gracze w granatowych trykotach. Jak zwykle, co nie jest chyba dla nikogo zaskoczeniem, Letni grał środkiem, co wychodziło im bardzo dobrze. Gdy gracze Michała Mysłka prowadzili 19-13 nastąpiła chwila dekoncentracji, ale finalnie drużyna wygrała tę partię do 16. Najbardziej emocjonującym setem był jednak ten środkowy. Od początku tej partii aż do samego końca żadna z drużyn nie zdołała wyjść na prowadzenie większe niż 2 punkty. Mimo to, te dwa punkciki wystarczyłyby do tego, by wygrać seta. Sztuka ta udała się Letnikom. Punkt na wagę zwycięstwa drużyna zdobyła po dotknięciu siatki przez jednego z Ogrodników. W trzecim secie, parafrazując Peję ‘nie zmienia się nic’. To Letni Gdańsk kontroluje przebieg tej partii i spokojnie wygrywa spotkanie 3-0, dzięki czemu umacnia się na fotelu wicelidera.

Omida Team – EviRent VT 0-3 (16-21; 19-21; 17-21)

W ostatnim czasie obecny lider rozgrywek – drużyna EviRent miewa spore problemy kadrowe. Nie inaczej było i tym razem. Kilka godzin przed rozpoczęciem meczu, ‘Niebiescy’ próbowali przełożyć godzinę meczu. Ostatecznie, jak zazwyczaj bywa w takich sytuacjach to się nie udało. Oznaczało to mniej więcej tyle, że przeciw obecnemu mistrzowi Siatkarskiej Ligi Trójmiasta, drużyna Radosława Koniecznego zagra w pięciu graczy. Owszem, przed meczem doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że Omida ma swoje problemy. Że obecny sezon nie jest tak dobry jak poprzednie, ale bez jaj. Przegrać z drużyną liczącą pięciu graczy, z czego połowa grała nie na swoich pozycjach? Gdybyśmy zamiast podsumowania mieli napisać o Omidzie książkę, zapewne po chwili pojawiłyby się głosy oburzenia wynikające z faktu, że wykorzystaliśmy tytuł, który zna niemal każdy. Tym tytułem byłyby ‘Dziady’. Z drugiej strony, żeby być sprawiedliwym gorzkie słowa należą się również EviRentowi. Chcielibyśmy, abyście drodzy czytelnicy nas dobrze zrozumieli. Redakcja widzi czwartkową sytuację w sposób następujący: EviRent grając w pięciu graczy miał sytuację win-win. Gdyby wygrali, ludzie na mieście mówiliby o tym, że są tak zajebiści, że na obecnego mistrza wystarczy piątka graczy. Gdyby przegrali mogliby powiedzieć, no tak, ale byliśmy w pięciu. Obojętnie co by się w meczu nie wydarzyło, opcja grania w piątkę działała na ich korzyść. Skoro mowa o piątkach to za samą grę, w skali szkolnej taka należy im się ocena. Jeśli nie przegrali w czwartek to pobicie rekordu Volleya jest kwestią czasu.

Dream Volley – BES-BLUM Nieloty 1-2 (21-16; 17-21; 15-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, drużyna która wygra spotkanie utoruje sobie drogę do podium rozgrywek. Po czwartkowym meczu, w którym Nieloty wygrały w stosunku 2-1, gracze Mateusza Bone na pięć spotkań przed końcem sezonu do podium rozgrywek tracą tylko trzy punkty. Wygrana z Dream Volley nie oznacza jednak, że Nieloty nie miały w spotkaniu pewnych problemów. Początek meczu należał właśnie do ich rywali, którzy w pierwszym secie prowadzili już… 14-6. Z czasem Dream zaczął popełniać jednak masę błędów, dzięki czemu ‘Pingwiny’ zbliżyły się do swoich rywali na dwa oczka (17-15). Drużyna Mateusza Dobrzyńskiego zdała sobie sprawę, że przegranie seta mając taką zaliczkę byłoby ewenementem i ostatecznie wygrali tę partię do 16. Znamiona dobrej gry Nieloty pokazały już w drugiej części pierwszego seta. Tendencja ta była kontynuowana również w drugim secie. Po dwóch blokach świetnie dysponowanego środkowego – Łukasza Karbowniczka, Nieloty prowadziły 5-1. W dalszej części seta doszło do sytuacji podobnej do tej, którą widzieliśmy w pierwszej odsłonie. To Nieloty miały dużą przewagę (9-4; 12-7), którą po chwili roztrwonili i pozwolili rywalom na zbliżenie się na dwa punkty. Dalsza część partii należała jednak do nich i mimo pewnych problemów w końcówce Nieloty wygrały seta do 17. Trzeci set, podobnie jak drugi rozpoczął się od mocnego uderzenia wspomnianego wcześniej środkowego Nielotów (5-2). W dalszej części seta Nieloty kontrolowały przebieg partii i wygrały do 15. W historii występów obu drużyn w SL3, 2-0 dla Nielotów!

Craftvena – Allsix by Decathlon 0-3 (10-21; 16-21; 19-21)

W chwili pierwszego gwizdka sędziego, Craftvena miała już pewność. Sezon Wiosna’21 drużyna ‘Rzemieślników’ skończy w grupie mistrzowskiej. Pewność drużyna zyskała po dwóch zdobytych punktach na sześć niezbędnych, które w czwartkowy wieczór wykręciła drużyna Niepokonani PKO Bank Polski. Sama obecność w elicie, nie zadowalała oczywiście graczy w czarnych koszulkach, którzy chcieli wygrać czwartkowe spotkanie i zbliżyć się do uciekającej czwórki. Niestety, czasami bywa tak, że przemotywowanie przynosi odwrotny skutek do zamierzonego. Początek meczu należał do ich rywali – drużyny Allsix by Decathlon. Od początku tego spotkania, bardzo aktywny był Jakub Wilkowski, dla którego był to drugi występ w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Nim pojedynek rozpoczął się na dobre, zawodnik ten miał na koncie dwa punkty z ataku oraz cztery asy serwisowe (7-1). Kiedy znudziło mu się zdobywanie punktów, w jednej akcji aż trzykrotnie sypał sytuacyjną piłkę zamiast Alka Bochana i drużyna prowadziła już (8-1). Zanim Craftvena zdążyła się otrząsnąć,był już koniec seta (21-10). Drugi set wyglądał już zupełnie inaczej. Obie drużyny zaczęły tę partię dość wyrównanie (6-7). Z czasem ‘odjazd’ zrobili gracze Allsix (12-6), którzy wypracowaną zaliczkę dowieźli do końca i wygrali 21-16. Trzecia i ostatnia partia była najbardziej wyrównanym pojedynkiem. W pierwszej połowie seta to Craftvena prowadziła, a Allsix gonił. Ostatecznie, gracze z ulicy Kartuskiej złapali swoich rywali przy stanie 13-13 i zdołali wyjść na prowadzenie. Kiedy wydawało się, że mecz za chwilę dobiegnie końca, Craftvena jeszcze za wszelką cenę próbowała, ale koniec końców to Decathlon wygrywa spotkanie, dzięki czemu kończą rundę zasadniczą na trzecim miejscu.

Trójmiejska Strefa Szkód – Volley Gdańsk 0-3 (12-21; 16-21; 16-21)

Po ubiegłotygodniowej porażce ze Speednetem, drużyna Volley Gdańsk chciała za wszelką cenę zrehabilitować się w meczu z Trójmiejską Strefą Szkód. Porównując zadanie tydzień do tygodnia zdaje się, że mecz z TSS-em był tym teoretycznie łatwiejszym. Z drugiej strony, takie mecze okazują się często niewdzięczne. Tym razem tak nie było i ‘żółto-czarni’ stanęli na wysokości zadania. Mecz rozpoczął się od prowadzenia Volley (4-1). To, co rzucało się w oczy od początku spotkania to problemy z przyjęciem ‘Niebieskich’. Wypracowana przewaga była sukcesywnie powiększana (8-3) i pisząc całkowicie uczciwie – TSS nie był w stanie w tej partii nawiązać równorzędnej walki ze swoim rywalem i przegrał do 12. Drugi set był już zdecydowanie ciekawszy. To TSS jako pierwszy wyszedł na prowadzenie (10-7). Wpływ na taki stan miała rzecz jasna zdecydowanie lepsza dyspozycja niż w pierwszej partii. Nie bez znaczenia była jednak niemoc i błędy w ataku po stronie trzykrotnych mistrzów Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Kiedy wydawało się, że TSS jest w stanie pokusić się o niespodziankę i wygrać tę partię, Volley Gdańsk błyskawicznie, po bloku Dawida Glanera wyrównało (10-10) by następnie wyjść na prowadzenie (14-11). Finalnie, set ten zakończył się zwycięstwem Volley do 16. Scenariusz trzeciej partii przypominał ten z drugiego seta. Po trzech asach serwisowych z rzędu Roberta Kościńskiego TSS wyszedł na prowadzenie  (7-3 oraz 9-5). Po dwóch asach serwisowych atakującego Volley – Kuby Firszta, Volley wrócił jednak do gry (9-8). Od tego momentu, na parkiecie dominowała już tylko jedna drużyna – Volley Gdańsk, która wygrała seta do 16, a cały mecz 3-0 i wciąż liczy się w walce o mistrzowski tytuł.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.