MATCHDAY #15

Za nami piętnasta seria gier, w której otrzymaliśmy odpowiedzi na kilka pytań. W pierwszej lidze kolejny krok w kierunku mistrzostwa zrobiła drużyna EviRent VT, która nie dość, że wygrała swój mecz to na dodatek wykorzystała potknięcie Volley Gdańsk. W trzeciej lidze, niemal na 100% poznaliśmy kształt grupy mistrzowskiej oraz grupy ‘B’. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier!

Speednet 2 – Team Looz 0-3 (7-21; 18-21; 12-21)

Pojedynek pomiędzy będącą w kapitalnej formie drużyną Team Looz a okupującą ostatnie miejsce w ligowej tabeli drużyną Speednet 2 miał być przysłowiowym spacerkiem. Ot, beforkiem przed wieczornym piwkiem w domowym zaciszu. Miało być 3-0, które zbliżyłoby drużynę do wymarzonego celu. Dodatkowo, punkty te miały zostać zdobyte po linii najmniejszego oporu. Czy tak doprawdy było? Cóż, pierwszy set wyglądał tak, jakby obie drużyny uprawiały inny sport. Podczas, gdy w przypadku Team Looz była to siatkówka to w niektórych momentach wydawało się, że ‘Programiści’ pomylili dyscyplinę i grają w dwa ognie. Żarty żartami, ale problem z przyjęciem sprawił, że ich rywale – Team Looz byli stroną dominującą w tej partii i w pełni zasłużeni wygrali ją do 7. Nie ukrywamy, że nie mieliśmy zbyt wygórowanych oczekiwań przed drugą odsłoną. Ta, zaskoczyła nas jednak bardzo mocno. Podobnie zresztą jak postawa graczy Speednetu . Początek seta w ich wykonaniu był bardzo dobry. Dodatkowo, na taki, a nie inny obraz tej partii nałożyła się niemoc w ataku graczy w czarnych trykotach. To wszystko sprawiło, że przez większość partii to właśnie ‘Programiści’ prowadzili. W drugiej części seta zanosiło się nawet na sporego kalibru niespodziankę, czy nawet sensację. Biorąc pod uwagę ostatnią formę Team Looz, za taką należałoby uznać stratę seta ze Speednetem 2. Mimo tego, że ‘Różowi’ prowadzili w tym secie (15-9) to finalnie, dali się dogonić swoim rywalom i przegrali tę partię do 18. Trzeci set nie obfitował już w takie emocje. Gracze Team Looz podeszli do tej partii skoncentrowani, jakby wyciągnęli wnioski z drugiego seta. Finalnie, dzięki takiej postawie wygrali tę partię do 12 i cały mecz 3-0, dzięki czemu, obecnie są już wiceliderem rozgrywek.

Port Gdańsk – Allsix by Decathlon 0-3 (15-21; 13-21; 16-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w przedmeczowych zapowiedziach – dla ‘Portowców’ poniedziałek był istnym dniem próby. Jako, że w ten sam dzień wyniki egzaminów odbierali tegoroczni maturzyści, Port postanowił przyłączyć się do 25% osób, które oblało egzamin dojrzałości. Jak inaczej wytłumaczyć dwie porażki, które drużyna Arkadiusza Sojko poniosła w poniedziałkowy wieczór? Jak wytłumaczyć to, że Port nie zakwalifikował się do grupy mistrzowskiej po tak dobrych ubiegłych sezonach? Co stało się z drużyną z doków? Na te i na wiele innych pytań nie znajdziemy szybko odpowiedzi. Warto w tym momencie odnotować fakt, że od jakiegoś czasu drużyna w granatowych koszulkach musi radzić sobie bez swojego lidera – Karola Polanowskiego, który zmaga się z kontuzją dłoni. Dodatkowo, inny z bardzo skutecznych graczy – Piotr Baj, od pewnego czasu, w związku z kontuzją barku, atakuje tylko lewą ręką. Oczywistym jest to, że sytuacja ta ma wpływ na wyniki drużyny. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę okres urlopowy, która z ekip takowych problemów nie ma? Co ciekawe, kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego, zawodnicy Allsix by Decathlon w związku z problemami kadrowymi chcieli przełożyć mecz. Na to było już za późno. Ostatecznie gracze z Kartuskiej pojawili się w siedmioro graczy i pewnie pokonali swoich rywali 3-0. Wygrana zapewniła drużynie grę w grupie mistrzowskiej i realną walkę o medale.

Craftvena – Zmieszani 2-1 (20-22; 21-14; 21-10)

Dla graczy jednej, jak i drugiej drużyny, bezpośrednie starcie było szalenie ważne, w kontekście obecnej sytuacji w tabeli. Craftvena rywalizowała z Portem o to, która drużyna wskoczy do grupy mistrzowskiej. Zmieszani z kolei, po dość nieciekawym okresie, chcieli za wszelką cenę wrócić na zwycięskie tory, czym zbliżyliby się do obecnego lidera rozgrywek – Dzików Wejherowo. Już przed spotkaniem było wiadomo, że obydwu drużyn zadowolić się nie da, a każdy wynik sprawiłby, że jedna z drużyn kręciłaby nosem. Anonsowanym przez nas faworytem była ekipa Edyty Woźny. Na taki typ prócz Redakcji postawili eksperci w postaci Maćka Kota oraz Agnieszki Pasternak. Tego typu nie trzeba nawet zbyt specjalnie uzasadniać. Jesteśmy niemal przekonani, że każda z osób potrafiąca samodzielnie myśleć, postawiłaby podobnie. Sam mecz rozpoczął się od wyrównanej walki (9-9). Pierwsi na trzypunktowe prowadzenie, po asie serwisowym Pawła Magdaleńskiego wyszli zawodnicy Craftveny. Mimo, że z czasem było już (16-11) dla ‘Rzemieślników’ to po dobrym fragmencie Zmieszani zdołali odrobić straty i doprowadzić do wyrównania, a następnie po grze na przewagi wygrać pierwszą partię. Trzeba jednak przyznać, że dla mikstowego składu Edyty Woźny set ten był bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym. Niepowodzenie w pierwszej partii nie zniechęciło graczy Bartka Zakrzewskiego. Drugi set rozpoczął się od prowadzenia (4-1 oraz 8-3). Z czasem było tylko lepiej. W końcówce seta Craftvena prowadziła nawet 19-9, ale ostatecznie ich rywale zdobyli kilka punktów, a set zakończył się wynikiem 21-14. Trzecia odsłona, która miała wyłonić zwycięzcę spotkania, rozpoczęła się lepiej dla graczy w czarnych koszulkach (7-2). Podobnie, jak w drugim secie, w tym również z czasem było tylko lepiej i ‘Rzemieślnicy’ wygrali tę partię do 10!, czym sprawili ogromną niespodziankę i postawili kropkę nad ‘i’, dzięki czemu, zobaczymy ich niebawem w grupie mistrzowskiej.

Letni Gdańsk – ACTIVNI Gdańsk 2-1 (12-21; 21-11; 21-18)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że zbyt długo znamy ‘Letników’, by nie wiedzieć tego, że potrafią się wyłożyć z drużyną, która ostatnią wygraną odniosła w momencie, kiedy po świecie beztrosko hasały mamuty. Pisząc troszkę poważniej i biorąc pod uwagę również fakt, że ACTIVNI, kiedy już przegrywają to zazwyczaj zdobywają choć jeden punkt, wynik 2-1 dla Letników zdawał się być najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Mecz rozpoczął się lepiej dla graczy Artura Kurkowskiego, którzy drugi mecz z rzędu wystąpili w sześciu graczy. Po kilku akcjach, na tablicy wyników widniało 13-8 dla ACTIVNYCH. Był to mniej więcej ostatni moment dla ‘Letników’, aby się ogarnąć i wziąć do roboty. Taka sytuacja się nie wydarzyła. W zamian za to wydarzyło się kilka rzeczy, np. blok Nazara Krutskevycha czy Marcina Nowickiego, a także as Mateusza Nowika po, którym sędzia gwizdnęła po raz ostatni w pierwszym secie. Wynik pierwszej partii wprawił w niemałe osłupienie pozostałych drugoligowców czekających na swój mecz. Drugi set rozpoczął się lepiej dla Letniego Gdańska, który zaprezentował się w tej partii o niebo lepiej niż w pierwszej. Kilkupunktowe prowadzenie pozwoliło drużynie w granatowych koszulkach na spokojne dowiezienie zwycięstwa w tej odsłonie do końca. W trzecim secie, po raz pierwszy w obecnym sezonie pojawił się Łukasz Dudo. To właśnie po asie serwisowym tego gracza ‘Letnicy’ wyszli na prowadzenie (7-3). Mimo, że w dalszej części zawodnicy w granatowych koszulkach prowadzili (13-8) to w końcówce dopuścili do sytuacji, w której niemal zrównali się punktami ze swoimi rywalami (18-17). Ostatecznie, Letni Gdańsk wygrał tę partię 21-18, a całe spotkanie 2-1.

Speednet – Volley Gdańsk 2-1 (15-21; 29-27; 22-20)

Zanim spotkanie się rozpoczęło, na boisku numer trzy wręcz kipiało. Wszystko za sprawą nieporozumienia, do którego doszło pomiędzy kapitanami obu drużyn. Po chwilowym zamieszaniu, w którym udział wzięli niemal wszyscy zawodnicy obu ekip, mogliśmy przystąpić wreszcie do wydarzeń stricte sportowych i nie mamy tu bynajmniej na myśli mieszanych sztuk walki. Samo spotkanie było bardzo ważne, szczególnie dla Volley Gdańsk. Wydaje się, że dla Speednetu w nieco mniejszym stopniu. Wynika to z faktu, że po słabym początku drużyna ‘Różowych’ zaprzepaściła szansę na walkę o wyższe cele. Obecnie ‘Programiści’ nie wyglądają również na drużynę, która miałaby mieć jakikolwiek problem z utrzymaniem. To sprawiało, że walczący o mistrzowski tytuł team ‘żółto-czarnych’ musiał wygrać. Speednet co jedynie mógł, ale umówmy się – nawet wysoka forma w ostatnim czasie nie sprawiała, że ktokolwiek mógłby od nich tego wymagać. Początek meczu lepiej rozpoczęli gracze Volley Gdańsk (6-4), którzy w dalszej części kontrolowali przebieg tej partii i wygrali do 15. Bardzo aktywny w tym secie był lider drużyny Volley Gdańsk – Przemysław Wawer, który w obecnym sezonie gra naprawdę kapitalnie. ‘Meczycho’ rozpoczęło nam się jednak dopiero w drugiej partii. Obie ekipy stworzyły w nim prawdziwe show. Partia ta obfitowała w efektowne wymiany, dramaturgie, kontrowersje sędziowskie i emocje, które towarzyszyły obu drużynom. Po długiej grze na przewagi, lepsi okazali się gracze Speednetu, którzy wygrali 29-27. O zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. Decydującą partię lepiej rozpoczęli gracze Volley Gdańsk (10-7). Po kilku punktowych akcjach Andrzeja Masiaka Speednet doprowadził do wyrównania (10-10). Od tego momentu do samej końcówki trwała wyrównana walka punkt za punkt. Ostatecznie końcówka, podobnie jak w drugim secie, należała do Speednetu. ‘Programiści’ obok Tufi, Omidy oraz EviRentu stają się kolejną drużyną, która znalazła sposób na to, aby ograć Volley Gdańsk. ‘Żółto-czarni’ mają z kolei o czym myśleć. Kiedyś połykali tę ligę nosem. Czasy się zmieniły, świat poszedł do przodu. Wraz z nim poszły inne drużyny, jak chociażby Speednet. Volley Gdańsk zdaje się został z walizkami na peronie. Kto wie, może dla spóźnialskich pojawi się kiedyś dodatkowy kurs?

Port Gdańsk – Wirtualna Polska 0-3 (14-21; 18-21; 17-21)

W zapowiedziach przedmeczowych skupiliśmy się na tym, jak ważny był to dzień dla drużyny Portu Gdańskiego. Ponadto, przytoczyliśmy nieco historii, która była niezwykle korzystna dla drużyny Arkadiusza Sojko. Przypomnimy, że w sześciu dotychczasowych spotkaniach, ‘Portowcy’ aż pięciokrotnie wygrywali. Przed meczem również stawialiśmy na Port Gdańsk i tego typu byliśmy niemal pewni. Kto wie, być może cała nasza narracja zbudowana w zapowiedzi wyzwoliła w zawodnikach Wirtualnej Polski sportową złość? Od początku meczu to właśnie gracze w biało-czerwonych barwach byli stroną dominującą. Po ataku Michała Doroza oraz punktowym bloku Adama Wajnera, WP wyszło na prowadzenie 9-6. W pierwszym secie to właśnie dwójka tych graczy była motorem napędowym drużyny. WP utrzymywało w tej partii kilkupunktową przewagę. W drugiej części tego seta, gracze WP zdołali włączyć kolejny bieg, dzięki czemu wygrali partię do 14. Kolejne sety nie były już tak jednostronne. W drugim, lepiej zaczęli gracze WP (5-2). Port nadal popełniał sporo błędów, tak jak wted,y kiedy wystąpił u nich błąd ustawienia. Mimo to, drużyna z doków ciągle była w grze i zdołała nawiązać walkę w tej partii (10-10). Po asie serwisowym Pawła Żmijewskiego drużyna WP wyszła jednak na trzypunktowe prowadzenie (13-10) i utrzymała je do samego końc,a kiedy to decydujący cios zadał Adam Wajner (21-18). Ostatnia odsłona, od samego początku była bardzo wyrównana.  Walka punkt za punkt trwała do połowy seta (10-10), lecz po tym fragmencie, jako pierwsi na prowadzenie wyszli gracze WP i nie wypuścili go do samego końca. To oznaczało, że nie dość, że ‘Portowców’ zabraknie w grupie mistrzowskiej to na dodatek w tabeli spadli poniżej Wirtualnej Polski.

BL Volley – BH Rent MiszMasz 3-0 (21-15; 21-19; 21-14)

Niezbyt często to przyznajemy, ale musimy Wam powiedzieć, że mamy obecnie moralniaka. Jakiś czas temu, przy okazji meczu BL z Activnymi napisaliśmy, że być może mecz ten zadecyduje o tym, która z drużyn za jakiś czas pożegna się z drugą ligą, a która zagra w meczu barażowym. Na szczęście mamy jeszcze odrobinę rozumu i godności człowieka, by zweryfikować nasze dywagacje. No bo z ręką na sercu. Któż z Was nie był kiedyś jak Darek Szpakowski i nie zaczął podsumowywać meczu w 70 minucie? Obecna forma BL Volley jest KA PI TA LNA. Jeśli nie oglądaliście tego spotkania, możecie żałować. Goście w ‘czerwono-niebieskich’ strojach na tle swoich rywali wyglądali jak króliczki Duracell przy zwykłych bateriach. Jak Wieża Eiffla przy Gdańskim Pachołku. Jak Robert De Niro przy Piotrze Cyrwusie. Tę wyliczankę moglibyśmy kontynuować niemal bez końca. Pierwszy set rozpoczął się od wyrównanej walki. Po punktowym bloku Mateusza Lisa, ‘niebiesko-czerwoni’ wyszli na trzypunktowe prowadzenie (12-9). Z czasem przewaga ta jeszcze wzrosła. BH Rent MiszMasz miał pewne problemy z wykończeniem akcji, co było spowodowane naprawdę dobrą grą w obronie drużyny BL. Ostatecznie, set ten zakończył się wynikiem 21-15 dla drużyny Wojciecha Strychalskiego. Drugi set to wyrównana walka, do stanu 14-14. Po chwili na kilkupunktowe prowadzenie wyszli gracze BL (19-15) i mimo, że w końcówce MiszMasz jeszcze próbował odwrócić losy seta to ostatecznie BL wygrało tę partię do 19. Trzeci set rozpoczął się w sposób wymarzony dla drużyny, która chwilę wcześniej wygrała mecz. Dwa punkty nie zadowoliły jednak drużny BL, która postanowiła powalczyć o komplet. Od początku gracze Wojciecha Strychalskiego zdołali sobie wypracować pokaźną zaliczkę i bez większego problemu wygrali tę partię do 14, a cały mecz 3-0.

Bez Odbioru – EviRent VT 1-2 (26-24; 22-24; 19-21)

Nie trzeba było wnikliwie czytać naszej zapowiedzi przedmeczowej, aby załapać, że spotkanie pomiędzy drużynami Bez Odbioru a EviRentem nie sprawiało, że kobiety rozpinałyby staniki, ludzie w warzywniaku, zamiast o cenie selera rozmawialiby o tym, ile punktów zdobędzie Konieczny, a w trakcie godziny rozpoczęcia meczu, ulice byłyby wyludnione, jak w trakcie pierwszego lockdownu. Co tu dużo pisać. Sami nie mieliśmy zbyt dużych oczekiwań. Nieraz życie bywa dość przewrotne. Miał być zwykły paździerz i wyniki każdego seta do 14. Tymczasem dostaliśmy kawał dobrego meczycha, w którym było naprawdę blisko tego, by EviRent przegrał swoje pierwsze spotkanie w historii Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Dość powiedzieć, że każdy z trzech setów kończył się różnicą zaledwie dwóch punktów. Pierwsza partia to walka łeb w łeb. Co ciekawe, mniej więcej w połowie pierwszego seta aż trzy punkty po kiwce miał rozgrywający EviRentu – Piotr Pepliński. Wymiana ciosów trwała do stanu 26-24 dla drużyny Bez Odbioru. Przegrana w pierwszej odsłonie delikatnie podku*wiła zawodników EviRentu. Początek tej partii to prowadzenie 5-0. Przewaga drużyny Radosława Koniecznego trwała do stanu 18-15. W końcówce odpalił się DYNAMITE i po kilku udanych akcjach wspomnianego środkowego – mieliśmy remis. W trakcie gry na przewagi różnicę zrobił Mikołaj Rochna, który monster-blockiem uratował swoim kolegom dupska, by po chwili poprawić skuteczną kiwką. Ostatecznie EviRent wygrało tę partię 22-24. Trzecia odsłona przez długi czas należała do jedynej – niepokonanej drużyny (17-12). Gracze EviRent po raz drugi jednak zanotowali długi przestój, przez co w końcówce zrobiło się nerwowo. Mimo pewnych perturbacji wygrali oni jednak kolejne ligowe spotkanie, choć trzeba przyznać, że w poniedziałkowy wieczór było najbliżej tego, by kapitalna seria dobiegła końca.

Team Spontan – Chilli Amigos 3-0 (21-16; 21-10; 21-16)

Dziewiątym rywalem drużyny Chilli Amigos w sezonie Wiosna’21 była drużyna Team Spontan. Analizując wyniki ‘Spontanicznych’ z dotychczasowych występów w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, ‘Amigos’ mieli prawo sądzić, że w meczu dojdzie do podziału punktów. Team Spontan, kiedy w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta wygrywał to bardzo często po podziale punktów. ‘Amigos’ z kolei, kiedy przegrywali w obecnym sezonie to kilka razy byli bliscy tego, by sięgnąć po jeden punkcik. W składzie Spontana po raz pierwszy w sezonie zobaczyliśmy Izabelę Narwojsz. Mecz rozpoczął się od wyrównanej walki (7-7). Pierwsi, mimo błędów, na prowadzenie wyszli gracze Team Spontan (11-9). Dalszy scenariusz w obecnym sezonie widzieliśmy już wielokrotnie. Mamy tu na myśli wyrównaną walkę Chilli do połowy seta, po czym następował ‘odjazd’ przeciwników. Nie inaczej było i tym razem i Team Spontan wygrał tę partię do 16. Drugi set rozpoczął się od prowadzenia ‘Spontanicznych’ (4-0). Mimo to Chilli, po chwili i asie serwisowym Pawła Kalety, zdołali doprowadzić do wyrównania (5-5). Zryw ‘Amigos’ był jednak krótkotrwały. Po kilku bombach Damiana Urbanowicza, Team Spontan wyszedł na kilkupunktowe prowadzenie, które z czasem tylko się powiększało. Wynik seta 21-10. Trzecia odsłona, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w drugiej partii, była sporym zaskoczeniem. To Chilli Amigos wyszli na prowadzenie (6-2). Zaliczka ‘Amigos’ skończyła się szybciej niż małpka, wypita o godzinie 6 rano przez budowlańca (7-7). Mimo, że w drugiej części seta było nawet wyrównanie (14-14) to Amigos, podobnie jak w pierwszym secie, nie dali rady utrzymać wysokiego tempa i finalnie Spontan wygrał do 16.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.