MATCHDAY #13

Za nami trzynasty dzień meczowy. Po poniedziałkowych rozstrzygnięciach, również wtorek sprawił, że krystalizuje nam się sytuacja – tym razem w elicie. EviRent dzięki wygranej za trzy punkty oraz stracie punktu przez Volley ma już trzy oczka przewagi. W trzeciej lidze sporym zaskoczeniem była strata punktowa Dzików w meczu z Niepokonanymi PKO BP. Zapraszamy na podsumowanie wtorkowej serii gier!

Craftvena – Wirtualna Polska  2-1 (21-17; 18-21; 21-18)

Śmierć, podatki i przegrana Wirtualnej Polski z Craftveną. Na początku podsumowania tego meczu, pozwoliliśmy sobie parafrazować słowa Benjamina Franklina w sposób, który dobrze opisuje spotkania obu drużyn w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta. Nie wiemy jaka była przyczyna takiego stanu rzeczy. Być może właśnie wola odwrócenia karty przeciwko Craftvenie, ale… na początku meczu na rozegraniu wystąpił najskuteczniejszy gracz Wirtualnej Polski w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta – Michał Doroz. Nie wiemy, jaki był dokładnie pomysł na to spotkanie, ale taka, a nie inna decyzja trącała trochę sabotażem. Dość powiedzieć, że wspomnianego wcześniej gracza niektórzy widzieliby na ‘bombie’ w pierwszej lidze. Czy na rozegraniu również? Hm… niekoniecznie. Początek meczu rozpoczął się od prowadzenia Craftveny 5-1. Mimo czteropunktowej przewagi, Wirtualna Polska zdołała zbliżyć się do swoich rywali na jeden punkt (10-9,) a następnie uzyskać przewagę (14-12). Ich rywale – Craftvena mieli w tym fragmencie spore problemy z wykończeniem własnej akcji. Właśnie dla takich momentów drużyna powinna brać czas. Po nim, ekipa w czarnych koszulkach wróciła zupełnie odmieniona, w efekcie czego wygrała pierwszą partię do 17. Na początku drugiego seta – Michał Doroz wrócił na skrzydło. Po wyrównanej pierwszej części partii, w drugiej WP odpaliło, w efekcie czego wyszli na kilkupunktowe prowadzenie i doczekali się piłki setowej (20-16). Mimo dwóch niewykorzystanych szans i pewnej nerwówki z tego tytułu, graczom w ‘biało-czerwonych’ barwach udało się zakończyć tę partię do 18. O wygranej musiał zadecydować trzeci set. Ten, podobnie zresztą jak cały mecz, był bardzo wyrównany. Końcówka należała jednak do Craftveny i to oni mogli cieszyć się z trzeciej wygranej w sezonie Wiosna’21.

Dziki Wejherowo – Niepokonani PKO Bank Polski 2-1 (21-19; 21-10; 14-21)

We wtorkowy wieczór drużyna Dzików Wejherowo miała zaplanowane aż dwa spotkania. Pierwszym rywalem ekipy Filipa Stabulewskiego byli Niepokonani PKO Bank Polski. Nie ma się co oszukiwać. Na papierze pojedynek wydawał się starciem Goliata z Dawidem. Przypomnijmy, że przed spotkaniem Dziki miały na swoim koncie pięć zwycięstw z drużynami znajdującymi się w górnych partiach tabeli. Dodatkowo, wygrane te zostały odniesione bez straty choćby punktu. Z drugiej strony, drużynie w czerwonych koszulkach zdarzyło się również spotkanie z Team Looz, kiedy na tle swoich rywali wypadli dość słabo. Przed meczem można było się zatem zastanawiać, czy mecz z Looz był tylko wypadkiem przy pracy. Drużyna Dzików rozpoczęła spotkanie w pięciu graczy. Z czasem do zespołu dołączył Jakub Knitter. Pierwsza partia zaczeła się od wyrównanej walki punkt za punkt. Pierwsi z paktu wypisali się ‘Dzikusy’, którzy po asie serwisowym Macieja Iwana wyszli na prowadzenie 11-7. W końcówce pierwszej partii ‘Bankowcy’ zaczęli gonić. Po asie serwisowym Radosława Byszuka mieliśmy 20-19 dla drużyny z Wejherowa, która po chwili zakończyła pierwszą odsłonę. W drugim secie gracze w czerwonych koszulkach, również za sprawą tego, że wreszcie grali w komplecie, prezentowali się znacznie lepiej. Efekt dobrej gry miał swoje odzwierciedlenie w wyniku, który był bardzo okazały (21-10). Trzeci set rozpoczął się bardzo dobrze dla ‘Bankowców’. (6-0) Nieoceniony ponownie okazał się Tomasz Remer, którego rywale nie byli w stanie zatrzymać. Ponadto, nie byli również w stanie skończyć własnej akcji. Wypracowana spora zaliczka, pozwoliła ‘Bankowcom’ na sięgnięcie po punkt. Ze wszystkich ośmiu rywali, z którymi grała drużyna z Wejherowa, tylko Team Looz oraz właśnie oni potrafili urwać punkty Dzikom.

ACTIVNI Gdańsk – BL Volley 1-2 (21-19; 18-21; 19-21)

Zgodnie z naszymi przypuszczeniami – mecz ACTIVNYCH z BL Volley przyniósł bardzo dużą dawkę emocji dla obu zespołów. Przypomnijmy, że obie drużyny sąsiadują ze sobą w tabeli i coraz częściej pojawiają się głosy, że jedna z ekip, po sezonie Wiosna’21 może pożegnać się z drugą ligą. Chęć pozostania na zapleczu elity sprawiła, że zawodnicy obu drużyn zgromadzili się na sali na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. To, że nie jest to jedno z kolejnych spotkań dało się wyczuć, niezależnie od tego, jak obie ekipy by nie zaprzeczały. Początek spotkania rozpoczął się od mocnego uderzenia ‘czerwono-niebieskich’. Nie minęła nawet chwila, a gracze Wojciecha Strychalskiego wyszli na prowadzenie 12-6. Z czasem role nieco się odwróciły. To ACTIVNI zaczęli grać lepszą siatkówkę, dzięki czemu, po asie serwisowym Marcina Nowika, doprowadzili do wyrównania 15-15. Roztrwoniona przewaga z początku seta, dała się najwyraźniej BL we znaki, bowiem po chwili przegrali oni partię do 19 i bez wątpienia mogli pluć sobie w brodę. W drugim secie BL nie zdołał wypracować sobie tak dużej zaliczki jak w pierwszym. Mimo gry przez większość seta z dwupunktowym prowadzeniem, zdołali jednak wygrać tę partię i o zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. Ten rozpoczął się od lania, które gracze BL zafundowali swoim przeciwnikom (6-0). Pamiętając jednak o tym, co wydarzyło się w pierwszym secie, wynik ten nie sprawiał, że ktokolwiek się podniecał. Po chwili ACTIVNI wrócili do gry i najpierw doprowadzili do wyrównania, by po chwili wyjść na prowadzenie 11-9. Po tym, dla odmiany to ACTIVNI zanotowali długi przestój, który wykorzystali ich rywale i finalnie cieszyli się z drugiej, arcyważnej wygranej w sezonie Wiosna’21.

Tufi Team – Speednet 3-0 (21-17; 21-19; 21-17)

Zmienił nam się ostatnio Speednet. Jeszcze kilkanaście dni temu, wrzuciliśmy na Instagrama grafikę, która pokazywała, że Speednet gra dokładnie to samo, co grał w sezonie Jesień’20. Jako, że epilog tamtej historii był dość przykry, po początku sezonu wydawało się, że może być podobnie. Potem przyszły jednak mecze z EviRent, AVOCADO oraz Omidą, w których drużyna ‘Różowych’ zdobyła cztery punkty i nasza narracja uległa całkowitej zmianie. Przypomnijmy, że dwa z czterech oczek zostały zdobyte przeciwko obecnemu liderowi oraz mistrzowi SL3. Podsumowując, w meczu przeciwko Tufi Team to rywale byli faworytem spotkania. Speednet jednak, z całą pewnością mógł liczyć na pokuszenie się o niespodziankę, a już na pewno o zdobycie choćby jednego oczka. Początek meczu rozpoczął się od wyrównanej walki obu drużyn. Pierwsi na prowadzenie wyszli gracze Tufi Team. Kilkupunktowa przewaga była przez nich utrzymana przez większość partii, która zakończyła się wynikiem 21-17. Początek drugiego seta rozpoczął się lepiej dla Speednetu, który nie zdołał jednak pójść za ciosem i szybko roztrwonił zaliczkę (4-1). Z czasem ‘Tuffiki’ zdołały wyjść na prowadzenie (14-9) i kiedy wydawało się, że za chwilę zakończy się druga odsłona, Speednet po dwóch blokach Krzysztofa Mejera wrócił do gry (17-15). Po chwili, ‘Tuffikom’ udało się zrobić w końcu przejście i po wyrównanej i emocjonującej końcówce wygrali tę odsłonę do 19. Trzeci set rozpoczął się od asów serwisowych Łukasza Arciszewskiego oraz Piotra Watusa, które wyprowadziły ekipę na trzypunktowe prowadzenie. Z czasem, przewaga ta wynosiła już pięć punktów, ale w drugiej połowie seta Speednet zaczął gonić. Po bloku Radosława Małeckiego na tablicy pojawił się remis 15-15 i wydawało się, że będziemy świadkami emocjonującej końcówki. Ta należała jednak do drużyny Mateusza Woźniaka, która wygrała do 17, a cały mecz 3-0.

ACTIVNI Gdańsk – Team Spontan 1-2 (13-21; 26-24; 12-21)

Drugim rywalem ACTIVNYCH we wtorkowy wieczór była ekipa Team Spontan. Jako, że planem minimum na wtorkowy wieczór było zdobycie dwóch punktów oznaczało to, że po porażce 1-2 z BL, drużyna Artura Kurkowskiego musi ugrać jeden punkt ze ‘Spontanicznymi’. Cóż, zadanie to zdawało się być o wiele bardziej wymagające niż w meczu przeciwko BL Volley. Z drugiej strony, przy odpowiednim mentalu można było pokusić się o punkty ze Spontanem. Drużyna Piotra Raczyńskiego, jak sama nazwa wskazuje, po raz kolejny zaskoczyła składem. W zasadzie nie jesteśmy w stanie zliczyć, które to już zestawienie kadrowe ‘Spontanicznych’, ale było tego naprawdę sporo. Przed wtorkowym meczem ‘Oranje’ ściągnęli do składu Michała Maliszewskiego. Zabrakło z kolei kilku etatowych graczy, których wymienienie zajęłoby nam dobry moment. Mecz rozpoczął się zdecydowanie lepiej dla faworyzowanej drużyny. Spontan w pierwszej odsłonie imponował skutecznością w ataku. Rywale mieli problem z przyjęciem. Ponadto, po raz kolejny zanotowali słabe wejście w mecz. Składając to wszystko do kupy, wynik 21-13 dla Team Spontan nie mógł nikogo dziwić. Zapomnijcie, o czym przeczytaliście odnośnie pierwszego seta. W drugim, wszystko było na odwrót. ACTIVNI – elegancko. Tu blok, tam gwóźdź, niezła zagra. EKIPAZO. Spontan – problem z przyjęciem, tu błąd, tam atak w out. GRZYBNIA. Tak wyglądało to do stanu 20-16 dla ACTIVNYCH, którzy uznali, że nie ma co zbyt szybko kończyć drugiej partii. Najpierw dopuścili rywali do wyrównania, by później przez kilka chwil drżeć o wynik. Ostatecznie, zakończyło się happy-endem, ale przypuszczamy, że majtki zawodników w szarych koszulkach powinny zostać zutylizowane. Trzeci set przypominał bardziej pierwszą niż drugą odsłonę. Co tu dużo mówić – nie było zbyt ciekawie. Z kronikarskiego obowiązku podamy wynik. 21-12 dla Spontana.

Dziki Wejherowo – Wirtualna Polska 3-0 (21-10; 21-17; 21-14)

O godzinie 20:00 obie drużyny przystąpiły do drugiego spotkania we wtorkowy wieczór. Po pierwszym meczu, oba zespoły mogły czuć pewne rozczarowanie. Dziki Wejherowo dość nieoczekiwanie straciły jeden punkt w rywalizacji z Niepokonanymi PKO Bank Polski, natomiast Wirtualna Polska, po wyrównanym boju, musiała uznać wyższość Craftveny. Bezpośrednia rywalizacja pomiędzy dwiema drużynami była zatem okazją do poprawienia sobie humorów. Faworytem spotkania była drużyna Dzików, która wyszła na prowadzenie 7-1. Podobnie, jak to miało miejsce w meczu z Craftveną, na ‘sypie’ w drużynie WP zobaczyliśmy Michała Doroza. Po chwili, WP udało się nadrobić kilka punktów (7-4), ale kapitalna seria na zagrywce Jakuba Knittera sprawiła, że Dziki odjechały rywalom na 12-4. W dalszej części seta, Dziki kontrolowały przebieg seta, a jedyne co ich wyprowadzało z równowagi to piłki, które nad wyraz często wpadały na parkiet z sąsiednich boisk. W drugim secie, podobnie jak to miało miejsce w poprzednim meczu, doszło do roszady. Klaudia Kuźniewska przeszła na rozegranie, natomiast Michał Doroz od początku tej partii zameldował się piekielnie mocnym atakiem. Druga partia była najbardziej wyrównaną ze wszystkich trzech setów. Dziki zdołały odjechać swoim rywalom dopiero przy stanie 14-13 i ostatecznie wygrali tę partię do 17. Trzeci set rozpoczął się od dobrej zagrywki Mateusza Stasiaka. Dziki na początku tej partii prowadziły już 6-1, co w dużym stopniu ustawiło tę partię. Mimo, że drużyna z Wejherowa prowadziła już 20-10 to w końcówce kilka punktów po mocnej zagrywce zdobył Michał Doroz i ostatecznie WP uległa w tej partii do 14, a w całym meczu 0-3.

Tufi Team – EviRent VT 0-3 (15-21; 19-21; 19-21)

Ahh… wkurzają nas te momenty, kiedy nastawiamy się na super emocje, a koniec końców dostajemy ich mniej niż byśmy oczekiwali. Wysokie oczekiwania były związane z pierwszym meczem obu drużyn, do którego doszło kilka dni temu. W spotkaniu rozegranym 22 czerwca Tufi zdołało wygrać seta i realnie postraszyć swoich rywali. Wydawało się, że skoro udało się wtedy to czemu tym razem miałoby być inaczej? Początek meczu rozpoczął się od prowadzenie EviRentu 5-3. Co ciekawe, żaden z punktów, do tego etapu nie został zdobyty po własnej akcji. Błędów w obu drużynach w pierwszej partii było nad wyraz dużo, a liczby zepsutych zagrywek nie jesteśmy w stanie nawet zliczyć. Finalnie, mniej błędów popełnili gracze w niebieskich koszulkach i wygrali seta do 15. Drugi set był zdecydowanie bardziej emocjonujący. Obie drużyny toczyły wyrównaną walkę punkt za punkt. Przy stanie 16-15, EviRent odskoczył swoim przeciwnikom na 20-16 i mimo, że w końcówce Karol Masiul zdołał złapać na bloku Radosława Koniecznego to druga próba atakującego EviRent była już skuteczna i gracze w niebieskich koszulkach wygrali do 19. Trzeci set rozpoczął się od gry środkową strefą. Na dwa ataki ze środka Tuffików, po chwili tym samym odpowiedzieli ich rywale. Mimo, że zawodnicy Mateusza Woźniaka przegrywali w trzeciej partii 9-12 to zdołali wyjść na prowadzenie 13-12. Niestety dla nich, nie zdołali pójść za ciosem i po bardzo wyrównanej partii EviRent wygrało do 19. Oznacza to, że Tufi przegrało swój mecz w stosunku 0-3 pierwszy raz od sezonu Jesień’21. EviRent z kolei umocnił się na pozycji lidera i zrobił kolejny krok w kierunku mistrzostwa.

Volley Gdańsk – AVOCADO friends 2-1 (21-15; 18-21; 21-15)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o przykrych wspomnieniach Volley Gdańsk wynikających ze straty punktu w meczu z AVOCADO z pierwszej rundy. Zastanawiamy się, czy gracze Volley Gdańsk czytali tę zapowiedź, ponieważ w trakcie meczu wyglądali jakby nie wyciągnęli odpowiednich wniosków. Przejdźmy od razu do wyniku. Volley Gdańsk wygrywa spotkanie w stosunku 2-1. Są takie mecze, w których wynik nie wprawia w euforię żadnej z drużyn. Jeśli Volley Gdańsk myśli realnie o odzyskaniu miejsca na tronie to mecze przeciwko drużynom z dolnej partii tabeli MUSZĄ wygrywać w stosunku 3-0. Z drugiej strony, jeśli chodzi o ‘Wegan’ – przed meczem mało osób stawiało na taki wynik. Za punkt zdobyty z Volley i serducho zostawione na parkiecie należy im się szacunek. Z drugiej strony, brak wygranej odniesionej na parkiecie jest dla graczy z pewnością bolesny. Króciutko o przebiegu spotkania. Pierwszy set rozpoczął się od prowadzenia VG 6-3. Z czasem przewaga była coraz bardziej imponująca (17-10) i mimo, że ‘Weganie’ trochę podgodnili to Volley wygrał do 15. Trzeba przyznać, że drużyna Arka Kozłowskiego zaprezentowała się naprawdę nieźle i gdyby nie problemy w przyjęciu, mogliby tę partię wygrać. W drugim secie, na prowadzenie jako pierwsi wyszli ‘Weganie’ (10-7). Bardzo skuteczny w ataku był Damian Romaniszyn. Mimo dużej woli walki, Volley nie zdołało zniwelować przewagi przeciwników i partia ta zakończyła się wynikiem 21-18 dla AVOCADO. Trzeci set rozpoczął się bardzo podobnie jak drugi – od prowadzenia AVOCADO 5-1. Mimo początkowych problemów, ‘żółto-czarni’ zdołali doprowadzić do wyrównania (8-8). Dalsza część tej partii była już pod dyktando trzykrotnych mistrzów SL3 i cały mecz zakończył się wynikiem 2-1, o czym wspominaliśmy na początku tego podsumowania.

Omida Team – Trójmiejska Strefa Szkód 3-0 (21-15; 21-14; 21-18)

Omida nie miała w ostatnim czasie po drodze z Redakcją. Tego, że nam się ostatnio ulało, nawet nie ukrywaliśmy. Z drugiej strony drodzy ‘Logistycy’. Czyż nie mieliśmy racji? Czy Wasza gra była na miarę oczekiwań? Wydaje nam się, że gracze Omidy byli zaskoczeni tonem wypowiedzi, ponieważ kiedy wygrywali to mówiło się o nich tylko dobrze. Kiedy przyszedł gorszy okres, nie omieszkaliśmy o tym wspomnieć. Kto wie, być może najgorsze już za nimi? We wtorkowy wieczór Omida Team wygrała spotkanie z przysłowiowym paluszkiem wiadomo gdzie. Dodatkowo, nie dało się ukryć, że atmosfera była zdecydowanie lepsza. ‘La zabawa’ rozpoczęła się już w pierwszym secie, kiedy będącemu na zagrywce Jakubowi Klimczakowi drużyna odśpiewała sto lat, co miało rzecz jasna związek z urodzinami tego gracza. Wracając do samego meczu. Omida Team wyszła na prowadzenie 7-2, czym poniekąd zabiła emocje w tej partii. TSS, mimo szczerych chęci nie zdołał odrobić tej straty, a w związku z tym Omida spokojnie dowiozła wynik do samego końca. W drugim secie, przez bardzo długi fragment wydawało się, że TSS będzie w stanie nawiązać równorzędną walkę i kto wie, być może wygrać seta. Taki stan trwał do wyniku 12-12. W dalszej części partii drugi bieg włączyli gracze Konrada Gawrewicza, dzięki czemu Mateusz Chyl mógł krzyknąć swój ulubiony tekst pt: ‘ODJAZD!’. W końcówce partii, na swój show zaprosił Sebastian Rydyger i partia zakończyła się wynikiem 21-14. Trzeci set rozpoczął się od kapitalnej wymiany obu drużyn, w których obrony TSS-u były wręcz niewiarygodne. Mniej więcej w połowie seta Omida zdołała wyjść na trzypunktowe prowadzenie i takim też wynikiem zakończyła ostatniego seta.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.