MATCHDAY #12

W dwunastym dniu meczowym nie zabrakło emocji. Lider drugoligowych zmagań – Szach-Mat wygrał prestiżowe spotkanie z Letnim Gdańskiem i jedną nogą jest już w elicie. Ponadto, na zapleczu swoje spotkania w stosunku  3-0 wygrały drużyny będące w grupie pościgowej – Nieloty oraz Dream Volley. W hicie pierwszej ligi pomiędzy jedynymi drużynami, które zdobywały mistrzostwo SL3, górą byli gracze Volley Gdańsk. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier!

Bez Odbioru – AVOCADO friends 3-0 (21-19; 21-11; 23-21)

Drużyna AVOCADO friends pierwszy raz w obecnym sezonie musiała radzić sobie bez sztabu trenerskiego. Przed spotkaniem Redakcja pożartowała sobie z ‘Weganami’, że jeśli drużyna wygra poniedziałkowe spotkanie to posada trenera może okazać się zagrożona. Cóż, zaspoilerujemy Wam trochę – to się nie wydarzyło. Gdybyśmy byli złośliwi, a każdy z graczy SL3 wie, że tym niemal się brzydzimy, napisalibyśmy, że w przypadku AVOCADO nie ma znaczenia to, czy na spotkaniu jest ich trener czy nie. Prawdziwe znaczenie ma to, czy na meczu zjawiają się ich rywale. Mamy nadzieję, że ‘Weganie’ wybaczą nam ten mały żarcik, aczkolwiek nie mogliśmy się powstrzymać. Wracając do spotkania z drużyną Bez Odbioru zastanawialiśmy się czy to będzie wyglądało podobnie jak spotkanie rozegrane w pierwszej kolejce sezonu Wiosna’21, kiedy to AVOCADO zdołało zdobyć jeden punkt. Początek spotkania lepiej rozpoczęli gracze w ‘Niebieskich’ koszulkach, którzy po kilku błędach rywali wyszli na prowadzenie 9-4. Przewaga ta na przemian powiększała się i malała. Kiedy pod koniec seta na tablicy wyników widniał wynik 19-15 pomyśleliśmy, że to koniec emocji w tej partii. Mimo, że AVOCADO zdołało nadgonić (19-18) to set po ataku ze środka Grzegorza Dymińskiego zakończył się wygraną Bez Odbioru do 19. Przyrównując emocje drugiego seta na myśl przychodzi nam co jedynie konkurs organizowany przez koło gospodyń wiejskich w Bisztynku. Bez Odbioru zabili w nim emocje na początku. Wynik 21-11. Trzeci set nawiązał emocjami do pierwszej partii. Przez długi czas wydawało się, że to ‘Weganie’ zdołają wygrać. W końcówce mieli nawet piłkę setową przy wyniku 20-18, ale ostatecznie – końcówka należała do ich rywali. Bez Odbioru, dzięki wygranej za komplet punktów wskakuje na drugie miejsce w ligowej tabeli.

Chilli Amigos – BES-BLUM Nieloty 0-3 (17-21; 16-21; 16-21)

W spotkaniu przeciwko Nielotom drużyna Chilli Amigos musiała radzić sobie bez swojego kapitana – Grzegorza Walukiewicza, który w poniedziałkowy wieczór miał rodzinną uroczystość. Mimo to, nie przeszkodziło mu to w oglądaniu jak radzą sobie koledzy z drużyny na transmisji na facebooku. Rywale Amigos – BES-BLUM Nieloty uznali, że nie będą gorsi i również postarają się zaskoczyć swoich rywali. Po raz pierwszy, po koszmarnej kontuzji do składu wrócił Mateusz Polowiec, który póki co wspierał kolegów z boku. To, co ciekawe w przypadku Nielotów to fakt, że drużyna wystąpiła w meczu w zaledwie sześciu graczy i będąc całkiem szczerym – nie przypominamy sobie poprzedniej takiej sytuacji. W związku z takimi, a nie innymi realiami – na przyjęciu zobaczyliśmy etatowego libero Nielotów – Marka Podolaka. Trzeba przyznać, że nie było to złe rozwiązanie, bowiem w pierwszym secie gracz ten był najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny. Mimo, że początek meczu należał do Nielotów to ‘Amigos’ również mieli swoje okaze do radości. W pewnym momencie pierwszej odsłony gracze w czerwonych barwach wyszli na prowadzenie 13-12, co w ekipie przyjęto dość entuzjastycznie. Niestety dla nich, po chwili do głosu doszli rywale i wygrali tego seta do 17. Drugi set, co nie może zbytnio dziwić, zaczął się lepiej dla faworyzowanej drużyny, która kontrolowała przebieg gry. Mimo, że Nieloty prowadziły już 18-8 to ostatecznie wygrali tego seta do 16. Nie inaczej było w trzeciej odsłonie. Dwa dobre ataki ze środka Łukasza Karbowniczka wyprowadziły ‘Pingwiny’ na prowadzenie i ostatecznie Nieloty wygrały spotkanie 3-0. Trzeba jednak oddać, że mimo braku punktów było to kolejne dobre spotkanie ‘Amigos’. Nieloty z kolei wykonały swój założony plan na poniedziałkowy wieczór. Komplet punktów i jedziemy dalej.

Szach-Mat – Letni Gdańsk 2-1 (21-18; 15-21; 21-19)

Prawdziwy hit drugoligowy w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta nie zawiódł. Były emocje. Był podział punktów. Była dramaturgia, a przy odrobinie szczęścia w końcówce trzeciego seta byłby come-back, o którym gracze Letniego za pięćdziesiąt lat opowiadaliby swoim wnukom. Zanim mecz się rozpoczął, coś nam nie pasowało. W drużynie Letniego pojawiło się bowiem trzech środkowych i zastanawialiśmy się, którą dwójkę zobaczymy w podstawowym składzie oraz czy w związku z tym nie dojdzie do jakiś roszad. Ostatecznie, na środku zobaczyliśmy powracających do składu po przerwie Macieja Jakubowskiego oraz Grzegorza Zawłockiego. Michał Bilicki zagrał z kolei na ‘bombie’. Początek meczu był bardzo wyrównaną partią, w której żadna ze stron nie chciała odpuścić (9-9). Stało się jasne, że drużyna, która jako pierwsza zdoła odskoczyć rywalom, prawdopodobnie już wygranej w secie nie wypuści. Sztuka ta, jako pierwszym udała się ‘Szachistom’, którzy wyszli na prowadzenie 13-10 i mimo, że Letnicy doprowadzili do wyrównania (16-16) to finalnie wygrali tę partię do 18. Drugi set, zdecydowanie lepiej rozpoczęła ekipa ‘Letników’. Dzięki dobrej zagrywce ich rywale mieli spore problemy z przyjęciem, co przełożyło się na szybkie prowadzenie (8-3; 13-8). Jako, że drużyna w granatowych koszulkach to nie są zwykłe leszczyki, na tablicy wyników pojawił się remis 1-1. O zwycięstwie musiał zadecydować trzeci set. Po wyrównanym początku (6-6) to Szach-Mat przejął kontrolę nad spotkaniem. Po kilku chwilach wyszli na prowadzenie (14-9) oraz (20-12). W tym momencie w drużynie w czarnych koszulkach nastąpiło klasyczne zatwardzenie, w którym nic nie chciało pójść po ich myśli. Ostatecznie ‘Letnicy’ zdobyli kilka punktów, ale koniec końców to Szach-Mat wygrał mecz i może powoli zacząć mrozić szampany.

BL Volley – Dream Volley 0-3 (18-21; 12-21; 24-26)

Kiedy pisaliśmy zapowiedź tego meczu to z ręką na sercu nie mieliśmy poczucia, że będzie to tak ciekawe widowisko. Spodziewaliśmy się raczej meczu, w którym Dream Volley nie pozwoli swoim rywalom na zdobycie większej liczby punktów w poszczególnych setach niż 15. Taka sytuacja w poniedziałkowy wieczór miała miejsce tylko raz, w środkowej odsłonie. Zacznijmy jednak od początku. Pierwszy set rozpoczął się od nieznacznej zaliczki wypracowanej przez ‘Marzycieli’. Po asie serwisowym aktywnego we wtorkowy wieczór Kacpra Wesołowskiego – Dream Volley wyszedł na dwupunktowe prowadzenie (5-3). Mimo, że w pewnym momencie było już 15-9 dla Dream to drużyna Wojtka Strychalskiego potrafiła odpowiednio zareagować i zniwelowała przewagę doprowadzając do wyrównania (17-17). Ostatecznie, pierwszy set po asie serwisowym Romana Grzelaka zakończył się wynikiem 21-18 dla faworyzowanej drużyny. Trzeba przyznać, że nie było to jednak zbyt łatwe zadanie. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w drugim secie, który rozpoczął się od prowadzenia Dream Volley (6-0). Taka zaliczka wystarczyła do kontrolowania tej partii i wygrania jej do 12. Ostatni set – najbardziej emocjonujący, zdecydowanie lepiej rozpoczęli gracze BL Volley. W trakcie tej partii prowadzili (5-1; 9-4; 11-5 czy 13-5). Czy takie prowadzenie można spieprzyć? Jeszcze jak! Po tym jak BL całkowicie stanęło przewaga  stopniała do… jednego punktu. Mimo to, BL w końcówce się otrząsnął i stanął przed ogromną szansą na wygranie tej partii. Po bardzo emocjonującej grze na przewagi, lepsi okazali się zawodnicy Dream Volley, co z pewnością, zważywszy na niewykorzystaną szansę, gracze BL będą jeszcze długo wspominać.

DNV S*M*A*S*H – Allsix by Decathlon 0-3 (14-21; 10-21; 18-21)

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy w przedmeczowych zapowiedziach, planem drużyny ze sklepu sportowego na poniedziałkowy wieczór było zdobycie pięciu oczek. Pierwszym rywalem drużyny Allsix by Decathlon byli gracze DNV S*M*A*S*H. Ci drudzy przed spotkaniem mieli bilans siedmiu porażek z rzędu, co z pewnością niekorzystnie wpływało na morale drużyny. Te, nie były bynajmniej lepsze w momencie, w którym gracze DNV uświadomili sobie, z jaką drużyną będą rywalizować. Allsix by Decathlon w obecnym sezonie sprawuje się bardzo dobrze, co z resztą potwierdził w poniedziałkowy wieczór. Mecz rozpoczął się zgodnie z planem, nakreślonym przez graczy z ulicy Kartuskiej. Po dwóch asach serwisowych Szymona Piaskowskiego Decathlon wyszedł na prowadzenie (5-2). Po pewnej chwili DNV dzięki dobrej grze doprowadziło do wyrównania (8-8). Po kilku mocnych atakach, Decathlon wyszedł na prowadzenie (14-10) i wygrał seta do 14. W drugim secie uwypukliły się problemy DNV, które wciąż towarzyszą drużynie w białych trykotach. W partii tej, DNV miało spore problemy z przyjęciem, przez co przegrali ją do 10. Na potwierdzenie tych słów, ostatni punkt w secie, po zagrywce zdobył Jakub Mierzicki. Trzeci set dość nieoczekiwanie dostarczył najwięcej emocji.  Mimo początkowego prowadzenia Allsix, gracze DNV zdołali doprowadzić do wyrównania (7-7). Z czasem Allsix wyszedł na dwupunktowe prowadzenie, które gracze utrzymali niemal do zakończenia spotkania. Mimo to musieli do samego końca być skoncentrowani, bowiem DNV prezentowało się w tej partii zdecydowanie najlepiej. Ostatecznie odsłona ta zakończyła się wynikiem 21-18, a cały mecz 3-0 dla Decathlonu.

Chilli Amigos – Oliwa Team 0-3 (16-21; 11-21; 18-21)

Drugim rywalem Chilli Amigos w poniedziałkowy wieczór była ekipa Oliwy Team. Mecz, zgodnie z naszymi wyobrażeniami o starciu, rozpoczął się lepiej dla Oliwy. Po monster-blocku oraz ataku z przechodzącej Michała Jasnocha, ‘Oliwiacy’ wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Wyniki (10-6 oraz 19-10) sprawiły, że zwycięzcy pierwszego seta nie było zbyt trudno wskazać. Mimo to, w końcówce Chilli zdołało nadrobić kilka punktów i pierwsza partia zakończyła się wynikiem 21-16. Drugi set uwypuklił przewagę Oliwy w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Tam atak, tu blok, jeszcze gdzie indziej przyjęcie w punkt i nieszablonowe rozegranie. To, co właśnie napisaliśmy nie powinno być odbierane jako atak na Amigos. Takie były fakty, a ponoć z nimi się nie polemizuje. W każdym razie, jakość pozwoliła Oliwie na wygranie seta do 11. Nie ma takiego meczu, w którym jedna z drużyn nie miałaby swoich pięciu minut. Dla Chilli takim dobrym fragmentem była właśnie trzecia odsłona, w której prowadzili 5-2, a następnie rywalizowali jak równy z równym z ex pierwszoligowcem. W końcówce, po asie serwisowym Krzysztofa Gasperowicza było 17-17. Niestety dla ‘Amigos’, podobnie jak w poprzednich spotkaniach, tu również zabrakło nieco umiejętności oraz szczęścia. Finalnie, to rywal sięgnął po komplet oczek, choć trzeba przyznać, że ‘Amigos’ są już coraz bliżej.

Volley Gdańsk – Omida Team 2-1 (21-15; 18-21; 21-16)

Zanim rozpoczniemy standardowy opis spotkania, rozpoczniemy od kulisów. W przeddzień spotkania, w związku z problemami kadrowymi, spotkanie chcieli przełożyć gracze obecnego mistrza Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – Omidy Team. Niestety, przełożenie meczu na tak krótki czas przed spotkaniem jest niemal niemożliwe, o czym niegdyś, boleśnie przekonali się gracze Volley Gdańsk. Ostatecznie Omida, mimo braku w protokole meczowym kontuzjowanego Konrada Gawrewicza oraz dwóch przyjmujących – Bartka Plasuna oraz Łukasza Wiktorko stawiła się w hali treningowej. Jeśli chodzi o ich rywali – Volley Gdańsk to ‘żółto-czarni’ nie mieli podobnych problemów. Widać, że tekst opublikowany kilkanaście dni temu podziałał na drużynę bardzo mobilizująco. Niezależnie od sytuacji kadrowej obu drużyn – to Volley Gdańsk było faworytem spotkania. Początek meczu nieco lepiej rozpoczęli brązowi medaliści poprzedniego sezonu – Volley Gdańsk. Mimo jedno-dwupunktowego prowadzenia Omida była ciągle w grze. Mniej więcej w połowie seta, po bloku Konrada Gregorowicza Volley Gdańsk wyszedł na prowadzenie 12-9, po czym zaczął się tzw. ‘odjazd’. Ostatecznie, pierwsza partia zakończyła się wynikiem 21-15. Drugi set to przebudzenie mistrza Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Omida wreszcie zagrała na miarę oczekiwań. Partia ta rozpoczęła się od prowadzenia ‘Logistyków’, którzy po asie serwisowym Jakuba Klimczaka wyszli na prowadzenie 6-3. Poza dobrą grą do Omidy wróciła wreszcie zdecydowanie lepsza atmosfera, która kto wie, być może miała przełożenie na lepszą grę. Po bardzo dobrym fragmencie, w końcówce Omida prowadziła już 19-13 i mimo, że pozwoliła sobie na stratę kilku punktów to właśnie oni wygrali tę odsłonę. Trzeci set rozpoczął się od zdarzenia, po którym niemal wszyscy zamarli. Atakujący Volley Gdańsk – Kuba Firszt z całym impetem wpadł na słupek sędziowski i co tu dużo mówić. Gdyby trafiło na jakieś chucherko, zapewne skończyłoby się na trepanacji czaszki. Jako, że trafiło akurat na tego gracza, operator Ergo Arena musi poszukać nowego słupka. Wracając do przebiegu tej partii – w pierwszej jej części na prowadzenie wysunęli się ‘Logistycy’ (8-5). Krótki przestój Omidy sprawił, że Volley  doprowadził do wyrównania (10-10), by po chwili wysunąć się na prowadzenie (12-10; 16-12). Mimo pewnych problemów, Volley Gdańsk wygrał tę partię do 16, a cały mecz 2-1.

Volley Kiełpino – Range Soft VT 3-0 (21-12; 21-13; 21-17)

Przecież to jest genialne! Poznaliśmy prosty trik, dzięki któremu każdorazowo jesteśmy w stanie wskazać, czy Volley Kiełpino wygra spotkanie, czy będzie wręcz przeciwnie. W skrócie – kiedy postawimy na Volley Kiełpino, możecie być więcej niż pewni, że przegrają oni mecz. Jeśli z kolei stawiamy na ich rywali, ci grają jakby wypili całą beczkę gumisiowego soku. To, co dzieje się w meczach drużyny z Kiełpina jest bardziej popieprzone niż emitowany na Netflixie serial Dark. Co ciekawe, dość rzadko spotykamy się z sytuacją, w której jedna z drużyn cieszyłaby się z krytyki, która spada na nich z ust Redakcji. Jako, że Volley Kiełpino to w pewnym sensie szaleńcy – im w to graj! W trakcie meczu, libero drużyny Miłosz Szymczak prosił, aby Redakcja w każdej zapowiedzi przedmeczowej wytaczała najcięższe działa. Uff.. odetchnęliśmy z ulgą, że jest to podsumowanie, a nie zapowiedź, bo byśmy rozczarowali zawodników Volley. Wszystko za sprawą tego, że po poniedziałkowym spotkaniu… nie mamy ich za co krytykować! Wygrana zawodników z Kiełpina, nawet przez ułamek sekundy nie była zagrożona. Takiego obrotu spraww, biorąc pod uwagę dyspozycję obu drużyn w poprzednich spotkaniach, nie spodziewałby się absolutnie nikt. Na koniec słówko o Range Soft VT. Ich obecna sytuacja przypomina prawdziwy roller-coaster emocji. Udana inauguracja sezonu. Kilka porażek, po których przyszło zwątpienie. Seria wygranych, po których przyszła ekstaza i feralny poniedziałek, w którym drużyna była zaledwie tłem dla swoich rywali. Owszem, na wynik zawodów wpłynęły zapewne absencje kilku zawodników czy brak zgrania z nowym graczem. Mimo to uważamy, że było to najsłabsze spotkanie ‘Rangersów’ w obecnym sezonie. Nawet wtedy, kiedy przegrywali 3-0 jak z Szach-Matem czy Dream Volley to w meczach tych były fragmenty, w których drużyna pokazywała ‘cojones’. Jako, że nad wyraz często w kontekście Range Soft VT piszemy o cojones czy kiełbasach, dziś nie mogłoby być inaczej. Zamiast ‘kiełbas w górze’, w poniedziałkowy wieczór były to raczej korniszony wyjęte z przerębla lodowatej wody ‘if you know, what i mean’ ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zmieszani – Allsix by Decathlon 1-2 (20-22; 19-21; 25-23)

Pojedynek pomiędzy Zmieszanymi a Allsix by Decathlon w zapowiedziach przedmeczowych, anonsowany był na hit wtorkowej serii gier. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, być może nawet od zawsze, drużyna Zmieszanych pojawiła się na spotkaniu w zaledwie sześciu graczy. W składzie mikstowego składu zabrakło chociażby będącego w ostatnim czasie w dobrej dyspozycji – Marcina Gorlikowskiego, czy najmłodszego w drużynie – Antoniego Majewskiego. Początek meczu rozpoczął się lepiej dla Allsix (7-4). Po chwili, drużyna Edyty Woźny zdołała doprowadzić do wyrównania (7-7), ale po kilku błędach własnych Decathlon odzyskał trzypunktowe prowadzenie (12-9). Sytuacja ta zbiegła się w czasie z żółtą kartką, okazaną prawdziwemu kolekcjonerowi w tym zakresie – Jakubowi Wałdochowi. Pod koniec seta, Zmieszani dzięki dobrej grze zdołali doprowadzić do wyrównania  (17-17), by w końcówce stanąć przed szansą na wygranie tej partii. Niestety dla nich, Decathlon zdołał obronić piłkę setową i po krótkiej grze na przewagi, wygrać partię do 20. Drugi set podobnie jak pierwsza partia był bardzo wyrównany i podobnie jak w pierwszej odsłonie, zakończył się happy-endem dla ekipy z ulicy Kartuskiej. Trzeci set, od prowadzenia rozpoczęli gracze Allsix. (8-5). Dobry wynik i postawa zeszły jednak na dalszy plan, bowiem obie drużyny oraz wszystkie osoby będące w pobliżu boiska numer dwa przeżyły prawdziwą chwilę grozy. Wszystko za sprawą problemów z sercem środkowego Jakuba Mierzickiego, po którym gracz ten musiał zejść z parkietu. Nie wiemy, na ile sytuacja ta wpłynęła na graczy obu drużyn, ale po chwili Zmieszani odrobili straty i po bardzo emocjonującej końcówce wygrali tę partię 25-23. To, co warte odnotowania to fakt, że po chwilowej niedyspozycji, wspomniany wcześniej środkowy Decathlonu – wrócił w końcówce seta do gry.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.