MATCHDAY #6

Za nami szósta seria gier. W czwartkowy wieczór swoje spotkania zgodnie wygrywały drużyny, które są faworytami do wygrania swoich lig. EviRent wygrał z AVOCADO oraz w bardzo emocjonującym meczu z drużyną Bez Odbioru. Na zapleczu elity drużyna Szach-Mat rozprawiła się z kolei z Prometheusem oraz Volley Kiełpino. Zapraszamy na podsumowanie ostatniego dnia meczowego w tym tygodniu!

Trójmiejska Strefa Szkód – Omida Team 1-2 (23-21; 12-21; 13-21)

To miał być piękny wieczór dla drużyny Omida Team. Obecni mistrzowie Siatkarskiej Ligi Trójmiasta rywalizowali bowiem z drużyną Trójmiejskiej Strefy Szkód, która na początku sezonu odniosła dwie porażki. Dodatkowo, o czym wielokrotnie już wspominaliśmy, TSS miewa ostatnio pewne problemy kadrowe, co z pewnością nie pomaga im w zdobywaniu satysfakcjonujących wyników. Po kilku rozegranych setach, trudno było nie wysnuć tezy, że powtórzenie czwartego miejsca z poprzedniego sezonu będzie dla drużyny Kacpra Buczkowskiego zadaniem niezwykle wymagającym. Kolejnym – czwartym już rywalem w obecnym sezonie była ekipa Konrada Gawrewicza, powracającego do składu po kontuzji. Pierwszy set zaczął się po myśli Omidy, która po dobrej zagrywce przyjmującego – Sebastiana Rydygera wyszła na prowadzenie 10-6. Wydawało się, że ‘Logistycy’ mają wszystko pod kontrolą. Druga część seta to jednak festiwal błędów po obu stronach. Nieco więcej popełniała ich Omida, przez co ich przewaga stopniała. Mimo to, w końcówce seta ‘zielono-czarni’ prowadzili 19-18, ale finalnie, ku zaskoczeniu zgromadzonej publiczności – to TSS po asie serwisowym Patryka Pleszkuna wygrał tę partię. Przed drugim setem Omida postanowiła nieco zamieszać w swoim ustawieniu. Na środek po bardzo długiej przerwie wrócił Wojciech Ingielewicz. Na swój ulubiony atak poszedł z kolei Kuba Klimczak i zamiana ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Wspomniany wcześniej Jakub Klimczak został wybrany najlepszym graczem meczu i dość znacząco przyczynił się do wygrania drugiej partii do 12, a trzeciej do 13. O setach tych nie ma się co specjalnie rozwodzić, bo nie oszukujmy się – widzieliśmy ciekawsze odsłony.

DNV S*M*A*S*H – Wirtualna Polska 1-2 (15-21; 16-21; 21-17)

Nie było innej możliwości – bezpośrednie spotkanie pomiędzy drużynami, które jak do tej pory nie wygrały żadnego meczu, musiało odwrócić złą kartę dla jednej z ekip. Faworytem była drużyna Wirtualnej Polski, która poprzedni sezon skończyła w grupie mistrzowskiej. Obecnie o powtórzenie tego wyniku będzie stosunkowo trudno. Nie dość, że ‘Wirtualni’ muszą gonić stracone na początku sezonu punkty to dodatkowo z ich składu wypadło ostatnio kilku etatowych graczy. Występy takich zawodników jak Wiktor Świąder, Łukasz Rosa czy Bogusław Tybuś w związku z kontuzjami wydają się być do końca sezonu zagrożone. Jakby tego było mało, w obecnym sezonie ani razu nie zagrał jeszcze Paweł Żmijewski, który w dotychczasowej przygodzie z SL3 zdobył dla swojej drużyny prawie 250 małych punktów. Z drugiej strony, w spotkaniu z DNV S*M*A*S*H zobaczyliśmy Klaudię Wróblewską, której na parkietach SL3 nie widzieliśmy od listopada ubiegłego roku kiedy zagrała w meczu… z DNV S*M*A*S*H. Samo spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia ‘Wirtualnych’ (7-1). Wraz z biegiem seta,  DNV odrobiło stratę i doprowadziło do stanu 15-15. Niestety dla nich to było wszystko, na co było ich stać w tej partii i ostatecznie set ten zakończył się wygraną WP do 15. Druga odsłona to lepsza dyspozycja drużyny DNV. W pewnym momencie gracze z ulicy Łużyckiej prowadzili już 14-9 i wydawało się, że wyrównanie stanu rywalizacji to kwestia czasu. Niestety dla nich, zanotowali bardzo długi przestój, co bezwzględnie wykorzystali rywale i zrobiło się 16-15 dla WP. Końcówka należała do ‘Wirtualnych’, którzy wygrali tego seta do 16. Trzecia partia zaczęła się idealnie dla graczy DNV. Nie minęła nawet chwila, a DNV po problemach w przyjęciu swoich rywali prowadziło już 10-4. Mimo, że WP doprowadziło do wyrównania (16-16) to DNV zachowało w końcówce więcej koncentracji i wygrało tę partię do 17. Taki obrót spraw sprawił, że WP wygrało pierwsze spotkanie, a DNV zdobyło pierwszy punkt.

Team Spontan – Oliwa Team (21-23; 21-7; 21-17)

Mecz pomiędzy drużynami Team Spontan a Oliwą Team anonsowaliśmy jako jedno z najciekawszych wydarzeń, do którego dojdzie w czwartkowy wieczór. Czy tak doprawdy było? Cóż, nie będziemy Was czarować – widzieliśmy wiele ciekawszych spotkań, nawet w trakcie czwartkowego wieczoru. Zanim doszło do pierwszego gwizdka sędziego, ze zdumieniem uświadomiliśmy sobie, że to, co napisaliśmy w zapowiedzi przedmeczowej, nie jest warte funta kłaków. W zapowiedzi napisaliśmy o tym, że drużyna ma problem z rozgrywającymi, a tymczasem w sali treningowej pojawiła się pierwsza sypa spontana – Mateusz Skwarzec. Dodatkowo, w ekipie pojawiło się dwóch nowych graczy –Paweł Kolan oraz Marcin Karbownik, których z SL3 zapamiętaliśmy z występów w drużynie INTERMARINE oraz debiutujący w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta – przyjmujący Damian Urbanowicz. Poza tymi wzmocnieniami, ekipa ‘Nuggetsów’ postawiła na graczy, którzy od niemal zawsze stanowili o sile zespołu. Emocji w spotkaniu wystarczyło zaledwie na pierwszego seta, który zakończył się grą na przewagi. To Oliwiacy lepiej weszli w spotkanie i mimo pewnych tarapatów w trakcie jego trwania – finalnie wygrali tę odsłonę. Drugi set rozpoczął się od kapitalnej zagrywki wspomnianego wcześniej rozgrywającego drużyny. Wynik 5-0 ustawił dalsze losy tej partii, której rozmiary, jeszcze przez długi czas będą pamiętali Oliwiacy. Trzeci set to potwierdzenie dobrej dyspozycji graczy ‘Oranje’. Szczególnie dobrze sprawował się Michał Przekop, który co rusz skutecznie atakował, czy to z pierwszej, czy z drugiej linii. Wynik tej partii to 21-17 dla Spontana.

EviRent VT – AVOCADO friends 3-0 (21-7; 21-15; 21-16)

Człowiek niby wiedział, a jednak się łudził. Nie będzie to raczej opis typu pitu-pitu. Wiemy jednak, że krytyka działa na drużynę AVOCADO mobilizująco. Po początku sezonu trzeba to powiedzieć wprost – znajdujemy coraz więcej powodów do krytyki. Przegrać mecz z drużyną EviRent to żaden wstyd. Problem zaczyna się wtedy, kiedy na parkiecie jest przysłowiowa kupa w majtkach. AVOCADO friends kojarzy nam się z paradoksem indyka. Karmiony od długiego czasu indyk ma poczucie, że jego sytuacja uległa znacznej poprawie. Wydaje mu się, że jest coraz piękniej i nic mu nie zagraża. Wtedy przychodzi święto dziękczynienia i nagle ucina mu się łeb. Analogia do drużyny AVOCADO dotyczy okresu przedsezonowego oraz jego początku. Trenerzy, transfery, atmosfera, sponsorzy. Do cholery. Nic nie wskazywało na to, że sytuacja potoczy się w ten, a nie inny sposób. Obecnie, przykro nam o tym pisać, ale drużyna wygląda tak, że gdyby zamiast grać w siatkówkę ktoś kazał im posprzątać windę – ci zapytaliby na którym piętrze. Być może trochę przesadzamy, ale głęboko wierzymy w to, że ciężka praca, którą ekipa wykonuje, wreszcie zaprocentuje. W ramach pocieszenia dodamy, że noc jest najciemniejsza tuż przed świtem. Ekipa ‘Wegan’ powinna sobie wziąć te słowa do serca i nigdy się nie poddawać.

Szach-Mat – Prometheus 2-1 (21-19; 21-13; 22-24)

W zapowiedzi przedmeczowej pisaliśmy o tym, że zdecydowanym faworytem czwartkowego spotkania będzie drużyna Szach-Mat, która z pewnością powalczy o wygraną w drugiej lidze. Pierwszym rywalem ‘Szachistów’ w czwartkowy wieczór była ekipa Prometheus. Początek meczu zaczął się naprawdę dobrze dla obu drużyn. W obu ekipach bardzo dobrze funkcjonował blok oraz przyjęcie. Z czasem zarysowywała się jednak przewaga zawodników Szach-Mat, którzy zdołali wyjść na kilkupunktowe prowadzenie. Po stronie ‘Prometheusa’ zaczęły pojawiać się błędy i finał był taki, że Szach-Mat spokojnie wygrał tę odsłonę do 13. W drugim secie faworyzowana drużyna postanowiła zacząć bardzo mocno od samego początku. Z czasem Prometheus zdołał nieco zniwelować różnicę wyniku, ale w drugiej części tej partii – ponownie zwyciężyła jakość. Drugi set, podobnie jak pierwszy zakończył się wygraną ‘Szachistów’ do 13. Po pierwszych dwóch partiach wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że trzeci set będzie wyglądał podobnie. Nic bardziej mylnego. Partię tę można określić mianem festiwalu błędów i nieporozumień. W trakcie jej trwania żadna ze stron nie była w stanie wyjść na trzypunktowe prowadzenie. Pierwszą drużyną, której ta sztuka się udała była ekipa Mykoli Pocheniuka. Kiedy na tablicy wyników pojawiło się 19-16 dla Prometheusa, ‘Szachiśći’ zdołali doprowadzić do wyrównania. Po walce na przewagi to jednak ligowi ‘stranieri’ zdołali wygrać tę partię. Najlepszym graczem meczu wybrany został libero drużyny Szach-Mat – Dawid Białek.

Team Spontan – Fedde Ogrodnictwo 1-2 (21-15; 23-25; 19-21)

Po tym, jak Team Spontan wygrał rywalizację z drużyną Oliwa Team stało się jasne, że Fedde Ogrodnictwo czeka trudne zadanie. Co ciekawe, gracze w czerwonych koszulkach od samego początku próbowali eksperymentalnego ustawienia, w którym na rozegraniu zobaczyliśmy …Czarka Labuddę. Pierwsza odsłona upłynęła pod znakiem błędów z obu stron. Rywalizacja w tym zakresie była tak wyrównana, że można było odnieść wrażenie, że żadna ze stron nie jest zbytnio zainteresowana wygraną. Było wiadomo, że drużyna, która jako pierwsza się ogarnie, wygra tę partię. Od stanu 14-14 obudzili się gracze w pomarańczowych trykotach i to oni wygrali pierwszego seta 21-15. Przed drugim setem doszło do ponownej rotacji w składzie drużyny Fedde. Tym razem, na rozegraniu zobaczyliśmy Dawida Kulara i zdaje się, że był to strzał w dziesiątkę. Są w meczach takie momenty, które całkowicie odmieniają oblicze drużyny. Co ciekawe, na tym samym boisku godzinę wcześniej grająca słabo pierwszego seta drużyna Omidy, też dokonała niestandardowej wymiany zawodników, dzięki czemu kolejne dwie partie wygrali. Nie inaczej było w przypadku drużyny Fedde. Mało tego – wspomniany wcześniej Dawid Kular jest jednym z nielicznych graczy w Siatkarskiej Lidze Trójmiasta, który zagrał w meczu tylko dwa sety, a mimo to zdobył tytuł najbardziej wartościowego gracza meczu. Naszym subiektywnym zdaniem, tytuł ten był jak najbardziej zasłużony. Drugi set zakończył się po emocjonującej walce w stosunku 25-23 dla Fedde. O tym, która z drużyn wygra spotkanie, musiał zadecydować trzeci set, który… również był wyrównany. Wyrównał się on co prawda w drugiej połowie, bowiem na początku ‘Ogrodnicy’ prowadzili już 8-1. Mimo szaleńczej pogoni Spontana to Fedde Ogrodnictwo wygrało tę partię 21-19 i cały mecz 2-1.

Szach-Mat – Volley Kiełpino 3-0 (21-10; 24-22; 22-20)

Mecz pomiędzy obiema drużynami przedstawialiśmy jako jeden z hitów czwartkowej serii gier. Kiedy z boku przyglądaliśmy się, jak radzą sobie gracze obu ekip to mieliśmy poczucie, że na mecz dojechała zaledwie jedna drużyna. Być może wynikało to z faktu, że ekipa Szach-Mat miała za sobą bardzo solidną rozgrzewkę w postaci meczu z Prometheusem. W każdym razie – wypracowana na początku solidna zaliczka była sukcesywnie powiększana i finalnie ‘Szachiści’ wygrali tę partię do 10. Drugi set na całe szczęście był już zdecydowanie ciekawszym widowiskiem. Volley Kiełpino zaczęło wreszcie grać na miarę potencjału, jakim dysponują. Mówiąc szczerze, zarówno w drugiej jak i trzeciej odsłonie, przez długi czas wydawało się, że to właśnie oni wygrają tę partię. Po kolei. W drugim secie drużyna Fabiana Polita prowadziła już 17-13. Duża w tym zasługa Tomasza Piaska, który w tym fragmencie ciągnął grę swojej drużyny. Po chwili z 17-13 zrobiło się 20-18 dla Volley Kiełpino, a mimo tego jakiś cudem górą byli gracze Szach-Mat. Napisaliśmy o cudzie, ale nie jest to do końca prawdą. W kluczowych momentach gracze z Kiełpina ‘popisali się’ taką zagrywką, po której piłka płakała jak leciała prosto w siatkę. Pisząc wprost – Volley Kiełpino dało w końcówce ciała. Jeśli nazywamy tak końcówkę drugiej partii to jak określić to, co wydarzyło się w końcówce trzeciej? W secie tym gracze z Kiełpina zepsuli około pięciu zagrywek z rzędu i mimo, że tego wieczoru spokojnie mogli pokusić się o wygraną to finalnie – głównie dzięki swojej nonszalancji, zostają z niczym. Szach-Mat z kolei wskakuje na pierwsze miejsce w ligowej tabeli.

EviRent VT – Bez Odbioru 3-0 (21-18; 21-18; 21-15)

Spotkanie EviRent z drużyną Bez Odbioru, w przeciwieństwie do meczu tych pierwszych z drużyną AVOCADO friends – nie zawiodło. Ba, uważamy że było to meczycho przez wielkie M i życzylibyśmy sobie, aby tak właśnie było. W zapowiedziach przedmeczowych pisaliśmy o tym, że faworytem spotkania jest drużyna EviRent VT. Musimy się przyznać, że w naszych głowach faworyt ten był wyraźniejszy niż wskazywały na to zapowiedzi przedmeczowe. Sytuacja nieco się zmieniła już w hali treningowej ErgoArena. W odróżnieniu od poprzednich spotkań, w czwartkowy wieczór drużyna, która wygrała poprzedni sezon w drugiej lidze miała problemy z nominalnymi przyjmującymi. Absencja etatowych i zarazem świetnych przyjmujących – Mikołaja Rochny oraz Mateusza Behrendta sprawiły, że na przyjęciu zobaczyliśmy…. Radosława Koniecznego. Gdy do pewnych perturbacji ze składem dołożyliśmy fakt, że gracze Bez Odbioru wystawili teoretycznie najsilniejszy skład to mogliśmy oczekiwać, że mecz nas nie zawiedzie. I tak doprawdy było. Początek spotkania rozpoczął się lepiej dla ekipy Bez Odbioru. Prawdziwy koncert na ‘bombie’ prezentował Michał Ryński. Gdyby nie fakt, że BO psuła na początku tego seta tak dużo zagrywek to przypuszczamy, że partia ta mogłaby potoczyć się inaczej. Mimo to, przez większość seta Bez Odbioru prowadzili jednym lub dwoma punktami. Uważamy, że do kluczowej dla wyniku pierwszej odsłony akcji doszło pod koniec pierwszego seta. W zapowiedzi przedmeczowej przywoływaliśmy film Chłopaki nie płaczą, więc idziemy dalej. Przy stanie 18-17 dla BO, Wojtek Kiełb próbował sprytnie oszukać swoich rywali. Jeszcze sprytniejszy okazał się sypacz EviRent – Piotr Pepliński, który przeczytał tę akcję i zagrał piłkę palcami w okolice 7 – metra. Parafrazując – ‘chcieliście wydymać Freda to teraz Fred (Piotr Pepliński) wydymał Was.’ Po kilku chwilach, set zakończył się wygraną drużyny Radosława Koniecznego do 18. W drugiej partii przez większą jej część prowadzili gracze EviRent. W końcówce jednak gracze Bez Odbioru wyrównali, ale końcówka należała do Evi, którzy dzięki temu wygrali po raz 17 z rzędu! Jeśli ktoś liczył na dodatkowe emocje w trzeciej partii – musiał czuć rozczarowanie. To, co było najlepsze w tym meczu, zostało zaprezentowane w dwóch pierwszych setach. Niezależnie od tego, spotkanie mogło się naprawdę podobać.

Dream Volley – Range Soft VT 3-0 (21-19; 21-11; 21-16)

Trzecim rywalem drużyny Range Soft VT w obecnym sezonie była niepokonana jak dotąd ekipa Dream Volley. W składzie desygnowanym do gry zabrakło libero – Mykoli Kisa oraz środkowego – Karola Grajewskiego. Mimo absencji tych dwóch zawodników, ekipa Range Soft w pierwszej odsłonie na tle jednego z faworytów do awansu prezentowała się godnie. Bardzo dobrze w pierwszej partii funkcjonował blok, o czym parę razy przekonał się chociażby Roman Grzelak. Mimo zażartej walki, końcówka należała do drużyny Dream Volley, która wygrała partię do 19. Początek drugiego seta rozpoczął się dla Range Soft w najgorszy możliwy sposób. Nie dość, że to Dream Volley wszedł kapitalnie w tę partię to na domiar złego, kontuzji łydki nabawił się Paweł Bugowski. Sytuacja ta odbiła swoje piętno na dyspozycji graczy w żółto-czarnych strojach. Zanim się obejrzeliśmy, na tablicy wyników było już 7-0 dla Dream. Tak doświadczona drużyna, kiedy poczuje, że rywal chwieje się na nogach, wie co dalej zrobić – wykończyć przeciwnika. Nie inaczej było tym razem i druga odsłona zakończyła się wynikiem 21-11 dla graczy w szarych trykotach. Trzeci set miał nieco inne oblicze niż druga partia. Tym razem Range Soft wyszedł skoncentrowany, co bezpośrednio wpłynęło na ich lepszą dyspozycję. Przez większość seta obie drużyny toczyły wyrównaną rywalizację, ale końcówka należała do Dream i trzecie zwycięstwo w sezonie Wiosna’21 stało się faktem. Dodatkowo, po innych czwartkowych wynikach Dream pozostaje jedną z dwóch drużyn, które w drugiej lidze jeszcze nie przegrały.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.