MATCHDAY #4

Za nami czwarta seria gier, w której nie brakowało emocji. Prawdziwy thriller zgotowały nam drużyny Volley Gdańsk z Tufi Team. W pierwszym secie zespoły te pobiły rekord zdobytych punktów w trakcie jednego seta. To jednak nie koniec rekordowych osiągnieć. Na trzecioligowych parkietach rekordową liczbą punktów popisał się Tomasz Remer z Niepokonanych PKO Bank Polski. Zapraszamy na podsumowanie poniedziałkowej serii gier!

Team Looz – Wirtualna Polska 3-0 (21-19; 21-15; 21-10)

Tak to już w życiu bywa. Kiedy zdążymy o czymś powiedzieć czy napisać dochodzi do zdarzenia, które całkowicie wypacza sens naszych wcześniejszych słów. Kiedy zdążyliśmy napisać, że Team Looz jest drużyną, którą charakteryzuje to, że praktycznie cały czas gra tym samym składem – do ekipy w ostatnim czasie dołączyło kilku nowych zawodników. Jednym z nich jest rozgrywający Daniel Bąba, którego pamiętamy z występów w pierwszoligowej drużynie – Epo-Project. Gracz ten zastąpił nieobecnego w ostatnim czasie rozgrywającego Łukasza Grabkę. Sam mecz rozpoczął się od wyrównanej walki, w której żadna ze stron nie chciała dopuścić do tego, by rywale rozwinęli skrzydła. Pierwsi na prowadzenie wyszli gracze Team Looz, którzy skorzystali z prezentu od ‘Wirtualnych’ w postaci kilku błędów własnych. (14-11). Pomimo tego, że z czasem ‘Biało-czerwoni’ doprowadzili do wyrównania (17-17) to finalnie, lepsi okazali się gracze Team Looz. Drugi set rozpoczął się od prowadzenia TL, lecz po chwili dzięki czterem punktom z rzędu to WP wysunęło się na prowadzenie. W tej odsłonie Team Looz zaskoczył jednak rywala bardzo dobrą grą środkiem. Zarówno Hubert Pora jak i Tomasz Swęda wyglądali w tym aspekcie bardzo dobrze. Rywale z kolei nie za bardzo mieli pomysł jak się temu przeciwstawić ,w efekcie czego set ten zakończył się 21-15. Trzecia odsłona była dla Wirtualnych jeszcze boleśniejszym doświadczeniem. Skuteczna gra w ataku sprawiła, że Team Looz wygrał tę partię do 10 i wziął udany rewanż za spotkanie z poprzedniego sezonu.

Oliwa Gdańsk – ACTIVNI Gdańsk 3-0 (21-16; 21-15; 21-14)

O tym, że to Oliwa była faworytem tego spotkania niech poświadczy fakt, że na kilkadziesiąt minut przed jego rozpoczęciem w hali treningowej czy szatniach dużo mówiło się o tym, co też wymyślił nasz ligowy ekspert – Maciej Kot. Ten, niejako na przekór logice i ku zaskoczeniu samych zawodników wskazał na ACTIVNYCH Gdańsk. Uwierzcie nam na słowo – Redakcja była równie zaskoczona. Wiedzieliśmy, że Oliwa jest drużyną, która zna ligową rywalizację na wyższym poziomie. Nie chcielibyśmy tu urazić ACTIVNYCH, ale wydawało nam się, że drużyna dysponuje większym potencjałem. Początek meczu rozpoczął się dobrze dla obu ekip, które w początkowej fazie meczu imponowały przyjęciem.  Na indywidualne wyróżnienie w pierwszym secie zasługiwał Maciej Pochyluk, który po bloku i punktowym ataku sprawił, że Oliwa odskoczyła na trzy punkty. Po dość ciekawym fragmencie przyszedł czas kontroli poczynań boiskowych przez faworyta wskazanego przez Redakcję. Ostatecznie, pierwszy set zakończył się wygraną Oliwy 21-16. O ile pierwsza część pierwszego seta mogła się podobać ,tak początek drugiego był dość przykrym doświadczeniem dla ACTIVNYCH. Nie minęło kilka chwil, a Oliwiacy prowadzili już 9-2. Taki początek mógł zwiastować tylko jedno – w tym secie nic ciekawego się już nie wydarzy. Oliwa, mimo, że zwolniła to spokojnie wygrała tę partię do 15. Przed kolejnym setem podopieczni Artura Kurkowskiego stwierdzili, że skoro można było ugrać punkt z Dream Volley to czemu inaczej miałoby być z Oliwą? Niestety dla nich, rezonu wystarczyło tylko na pierwszą połowę seta. Z czasem, poczynania boiskowe zaczęli kontrolować gracze z jednej z najstarszych dzielnic w Gdańsku. Wynik 3-0 z pewnością wprawi zawodników Dawida Karpińskiego w dobry nastrój.

Letni Gdańsk – BH Rent MiszMasz 3-0 (21-13; 21-14; 21-10)

Początkowo, rywalem drużyny Letni Gdańsk, miał być zespół Chilli Amigos. Tak jak pisaliśmy w zapowiedzi, na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem spotkania ‘Hotelarze’ wyrazili wolę zastąpienia ‘Papryczek’ i to oni przystąpili w poniedziałkowy wieczór do boju przeciwko ‘Letnikom’. Jeśli drużyna Michała Mysłka (Letni Gdańsk) przygotowywała się do spotkania pod konkretnego rywala oglądając skróty to po zmianie mieli naprawdę mało czasu. Na parkiecie nie było jednak tego widać, bowiem zobaczyliśmy zespół dojrzały, doświadczony, zgrany i co tu dużo mówić – lepszy od swoich rywali. Nie wiemy czy dobrze to ujmiemy, ale wygrana drużyny Letni Gdańsk ani przez chwilę nie była zagrożona. To była kontrola od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Pisząc całkowicie serio – w trakcie tego spotkania zastanawialiśmy się, czy pochwały dotyczące gry MiszMasz nie były zbyt przesadzone. Jak okazało się w kolejnym spotkaniu to nie MiszMasz był tego dnia tak słaby. To Letni Gdańsk był tak mocny. Zastanawiamy się, jak to w ogóle możliwe żeby drużyna w granatowych strojach miała takie wahania formy. Jak logicznie wytłumaczyć, że ekipa goli Nielotów, by po chwili dostać w cymbał od Volley Kiełpino i tu hit… z którym to Volley Kiełpino rozprawił się MiszMasz? Na koniec słówko o dwóch zawodnikach. W poniedziałkowy wieczór w drużynie ‘Letników’ zadebiutowało dwóch graczy. Rozgrywający – Marcin Jarosławski oraz środkowy – Mikołaj Nowak. Obaj ci gracze zagrali kapitalne spotkanie. To właśnie środek (również Maciej Jakubowski) byli w poniedziałkowy wieczór koszmarem BH Rent MiszMasz.

Volley Kiełpino – BH Rent MiszMasz 0-3 (17-21; 18-21; 15-21)

O tym, jak nieprzewidywalną ligą jest SL3, niech poświadczy ten mecz. Historię nakreśliliśmy co prawda przy okazji spotkania Letni Gdańsk – BH Rent MiszMasz. W każdym razie – w meczu Volley Kiełpino – BH Rent MiszMasz mieliśmy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią. Dokładnie o tej sytuacji pisaliśmy w zapowiedzi. W skrócie – czy jest tu jakaś mądra głowa, która jest w stanie wytłumaczyć następujące wyniki i połączyć to w jakiś logiczny ciąg?

  1. BES-BLUM Nieloty – BH Rent MiszMasz 2-1
  2. BES-BLUM Nieloty – Letni Gdańsk 0-3
  3. Letni Gdańsk – Volley Kiełpino 0-3
  4. BH Rent MiszMasz – Letni Gdańsk 0-3
  5. Volley Kiełpino – BH Rent MiszMasz 0-3

Przecież to jest jakaś totalna abstrakcja. Widzimy dwa warianty. Znając życie, jeden jest głupszy od drugiego i jeśli byłyby one spisane na papierze to moglibyście sobie nim…

Scenariusz 1: Drużyna Volley Kiełpino znała poprzednie wyniki. Gracze dokładnie wiedzieli, że ograli ‘Letników’, nawet się przy tym nie pocąc. Kiedy przyjechali na salę i zobaczyli, że Letnicy roznieśli MiszMasz pomyśleli, że mecz wygra się na bułgarskiego siatkarza – STOJANOVA.

Scenariusz 2: BH Rent po serii trzech porażek z rzędu złapał trochę luzu. Dodatkowo, było to spotkanie, w którym drużyna nic nie musiała, a jedynie mogła. Wiadomo, że w takich spotkaniach łatwiej się gra, a presja przeszkadza bardziej przeciwnikom.

Tak jak pisaliśmy wyżej – prawdopodobnie oba scenariusze mijają się z prawdą. To, co bez wątpienia się nie mija to fakt, że ‘Hotelarze’ udowodnili, że trochę znamy się na drużynach i zgodnie z tym, co pisaliśmy – zespół zdobędzie jeszcze sporo punktów.

Speednet 2 – Zmieszani (15-21; 11-21; 11-21)

Co tu dużo mówić – faworyt tego spotkania mógł być jeden. Była nim oczywiście drużyna Zmieszanych. Nie oznaczało to bynajmniej, że ekipa ‘Programistów’ zamierza przed kimkolwiek klękać. Mentalność w Speednecie jest taka, że choćby mieli rywalizować z Zaksą Kędzierzyn-Koźle to ci goście wyjdą i będą się dobrze bawić. To, co wyprawia się w drużynie jest w ogóle niepojęte. Po ludzku zastanawiamy się, jak wszczepić w ludzi taką wolę walki, chęć doskonalenia swoich umiejętności czy najzwyczajniej w świecie motywację do tego, aby zamiast leżeć na kanapie w poniedziałkowy wieczór, ruszyć dupę i spotkać się kolegami, których widziało się kilka godzin wcześniej w pracy. Mecz przeciwko Zmieszanym był dokładnie czterdziestym czwartym spotkaniem w lidze. Jeśli poza Speednetowcami jest tu jakiś kozak, który będzie w stanie zmotywować ludzi pomimo zaledwie trzech wygranych w czterdziestu czterech meczach to prosimy o informację na maila biuro@sl3.com.pl. Co ciekawe, z samym spotkaniem i historią występów Speednetu 2 wiąże się jeszcze jedna bardzo ciekawa rzecz. To właśnie meczem ze Zmieszanymi – Speednet 2 debiutował w rozgrywkach Siatkarskiej Ligi Trójmiasta. Kilku z graczy, którzy wystąpili w poniedziałkowy wieczór pamięta to spotkanie, do którego doszło 3 września 2019 r. Na koniec mała dygresja – jak widać lata mijają, a atmosfera i życzliwość pomiędzy zawodnikami obu drużyn nie przemija. Uważamy, że wynik w tym spotkaniu nie był najważniejszą rzeczą.

Range Soft VT – BES-BLUM Nieloty 1-2 (22-20; 11-21; 14-21)

Po bardzo dobrym spotkaniu z drużyną Prometheus, w którym jakość w drużynie Range Soft wręcz kipiała, przyszedł czas na nieco bardziej wymagającego rywala. Mimo, że Nieloty nie rozpoczęły sezonu w sposób imponujący to jednak są to Nieloty. Mimo, że drużyna potrafi zagrać spotkanie, kiedy oczy na samą myśl o jego oglądaniu krwawią, potrafią również zagrać kapitalny mecz i oczarować. Kiedy pisząc zapowiedzi przedmeczowe zrobiliśmy sobie szybką analizę, w której w naszej głowię nakreśliliśmy sobie plusy i minusy zespołu – tych pierwszych było zdecydowanie więcej. Dobijając jednak do brzegu. Chcemy przekazać, że to, że Nieloty zagrają słaby mecz nie oznacza bynajmniej, że są słabą drużyną. Jak na warunki drugiej ligi są ekipą bardzo dobrą, a jedyne czego potrzebują to ustabilizowanie formy i poukładanie strefy mentalnej. Okazją do tego było spotkanie z Range Soft VT. Drużyna Mykoli Kisa, jest ekipą, która w swoim składzie ma kilku świetnych zawodników, z których część występowała w pierwszej lidze. Uważamy, że potrzeba jednak czasu i litrów wylanego potu do tego, aby w zespole zapanowały automatyzmy. Króciutko o samym meczu. Najbardziej interesującym fragmentem spotkania był pierwszy set. Co ciekawe, Nieloty mogły zakończyć tę partię na swoją korzyść. Mimo prowadzenia 20-18 to rywale po bloku i ataku Pawła Bugowskiego najpierw wyrównali, a potem wyszli na prowadzenie. Seta asem serwisowym zakończył środkowy drużyny – Karol Grajewski. W zasadzie pisząc o rywalizacji obu ekip moglibyśmy w tym miejscu postawić kropkę. W drugim i trzecim secie grała bowiem jedna drużyna. Nie chcemy być zbyt uszczypliwi, ale po zakończonym pierwszym secie drużyna Range Soft przypominała bardziej gości poubieranych w te same stroje. Żeby jednak udobruchać trochę graczy Range po tych ostrych słowach, jak mawiał trener reprezentacji Polski – ‘panowie, kiełbasy do góry’, w czwartek kolejny mecz.

Niepokonani PKO Bank Polski – Zmieszani 0-3 (15-21; 19-21; 20-22)

Czwartym rywalem drużyny Zmieszanych w sezonie Wiosna’21 była ekipa Niepokonanych PKO Bank Polski. Co tu dużo mówić – gracze Edyty Woźny nie są w ciemię bici i wykazali się sprytem jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Gracze w ‘biało-niebieskich’ koszulkach pozwoli na to, by to ich rywale jako pierwsi ustawili się na boisku tak, by najlepiej blokujący gracze w ich szeregach spotkali się pod siatką wraz z najlepiej atakującym zawodnikiem ‘Bankowców’ – Tomaszem Remerem. Czy ta sztuka się udała dojdziemy za chwilę bowiem musimy ten temat nieco rozwinąć. Jeśli chodzi o mecz to ‘Bankowcy’ rozkręcali się w nim z seta na set. Pierwsza partia była bez większej historii. Zmieszani uzyskali trzypunktową przewagę, która sprawiła że mogli trzymać rywala na dystans i spokojnie wygrać pierwszą odsłonę do 15. W drugim secie PKO prowadziło już pięcioma punktami. Dzięki bardzo dobrej pracy w bloku Michała Kocbucha przewagę tę udało się zniwelować i w dalszej części seta to Zmieszani byli stroną dominującą. PKO z kolei mogło czuć pewien niedosyt. Jeśli mowa tu o niedosycie to co powiedzieć o trzeciej partii? W niej drużyna PKO prowadziła już 17-7 czy 20-16, by ostatecznie przegrać seta 20-22. Końcówka tej partii była bardzo emocjonująca i obie drużyny zapamiętają ją na długi, długi czas. Bez wątpienia to właśnie ‘Bankowcy’ w czterech dotychczas rozegranych spotkań napędzili największego stracha drużynie Edyty Woźny. Na koniec chcielibyśmy uroczyście oświadczyć, że Tomasz Remer pobił w poniedziałkowy wieczór historyczny rekord SL3 w liczbie zdobytych punktów. W trakcie spotkania ze Zmieszanymi zdobył ich aż…. 27! Poprzedni rekord należał do Patryka Okulewicza i wynosił 26. Gratulujemy!

Speednet – Bez Odbioru 0-3 (13-21; 17-21; 17-21)

Dość wyraźnym faworytem tego spotkania była drużyna Bez Odbioru. Na taki stan rzeczy wskazywało wiele czynników. Ekipa Bez Odbioru wygrała na inaugurację dwa spotkania – z AVOCADO oraz srebrnymi medalistami poprzedniego sezonu – Tufi Team. Speednet z kolei, w dwóch pierwszych spotkaniach musiał uznać wyższość rywali. Na dzień dobry ‘Programiści’ przegrali z Volley Gdańsk, by w kolejnym spotkaniu odnieść porażkę przeciwko drużynie Trójmiejskiej Strefy Szkód. Sytuacji ze wskazaniem faworyta nie zakłóciła w poniedziałkowy wieczór obecność kluczowych graczy Speednetu – Andrzeja Masiaka czy długo wyczekiwanego Grzegorza Gnatka. Samo spotkanie rozpoczęło się od scenariusza, którego przewidzenie nie wymagało karty członkostwa w stowarzyszeniu Mensa Polska. To drużyna w niebieskich trykotach już na początku seta wypracowała sobie zaliczkę, z roztrwonieniem której problem miałby nawet samozwańczy parkingowy pod teatrem muzycznym w Gdyni. Jako, że drużynie Bez Odbioru daleko do parkingowego żula, drużyna bez problemów wygrała pierwszą partię do 13. Nieco ciekawiej było w kolejnej odsłonie. Ta zaczęła się od dość niespodziewanego prowadzenia Speednetu (4-1). Po chwili, wszystko wróciło jednak do normy i BO szybko odrobili stratę. O tym, że to oni, a nie ich rywale wygrali drugą partię, zdecydowała końcówka, w której ‘niebiescy’ zachowali więcej zimnej krwi. Trzecia odsłona zaczęła się lepiej dla drużyny Maćka Kota. Po dwóch asach serwisowych z rzędu najlepszego gracza tego spotkania – Grzegorza Dymińskiego było już 7-2. Mimo, że z czasem Speednet nawiązał walkę to jednak w kluczowym momencie ponownie lepsi okazali się gracze Bez Odbioru i zasłużenie sięgnęli po komplet oczek.

Volley Gdańsk – Tufi Team 2-1 (39-37; 22-20; 18-21)

Spotkanie pomiędzy Volley Gdańsk a Tufi Team śmiało mogłoby posłużyć jako scenariusz do sequela filmu ‘Kosmiczny Mecz’. Dramaturgia, której byliśmy świadkami w pierwszym secie była wręcz niebywała. Jest takie powiedzenie, które dość dobrze obrazuje to, co wydarzyło się w tej partii: ‘to trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, żeby w to uwierzyć’. Myślimy, że nikt, kto nie grał w tym spotkaniu tego nie zrozumie. Przez długi fragment pierwszego seta nic nie zapowiadało, że ten zakończy się w taki, a nie inny sposób. To ‘Tuffiki’ weszły lepiej w spotkanie. Już na początku, po błędach Volley wyszli na czteropunktowe prowadzenie (9-5). Kilkupunktowa przewaga była utrzymywana do momentu, kiedy Tufi mieli piłkę setową (20-17). Niestety dla drużyny Mateusza Woźniaka, drużyna zaczęła popełniać błędy w ataku. Dodatkowo, nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich, kiedy po jednym z ataków zawodnika Volley gracze Tufi byli przekonani, że piłka wylądowała poza boiskiem. Inaczej daną sytuację widział sędzia prowadzący zawody i po chwili na tablicy wyników mieliśmy 20-20. Od tego momentu przez długi czas trwała zażarta walka, obfitująca w ogromne emocje. Ostatecznie, set ten zakończył się wynikiem 39-37 dla Volley Gdańsk, co jest rekordem liczby punktów zdobytych w trakcie jednego seta należących do drużyn Omida Team – DNV S*M*A*S*H (33-31), do którego doszło 14 listopada 2019 r. Drugi i trzeci set nie był już aż tak emocjonujący jak pierwsza partia. Nie oznacza to bynajmniej, że na parkiecie wiało nudą. Wyniki 22-20 oraz 18-21 dobitnie pokazują, jak wyrównane było to spotkanie. O tym, że aby wywalczyć punkty trzeba się było napocić niech świadczy fakt, że po zakończonym spotkaniu, gracze obu drużyn mogli wręcz wyżymać koszulki.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.