MATCHDAY #3

Za nami pierwszy tydzień rozgrywek. Środa przyniosła kilka niespodziewanych wyników. Dość powiedzieć, że na dziewięć typów Redakcji ‘ustrzeliliśmy’ tylko sześć oczek. W hitowym spotkaniu w pierwszej lidze lepsi okazali się gracze Sprężystokopytnych & Kitku. Dodatkowo, potwierdzają się nasze słowa o drugiej lidze, gdzie środowe wyniki udowodniły, że będą to bardzo ciekawe rozgrywki. W trzeciej lidze po komplet punktów sięgnęła drużyna Dzików Wejherowo. Zapraszamy na podsumowanie środowej serii gier!

Dziki Wejherowo – DNV S*M*A*S*H 3-0 (21-7; 21-10; 21-10)

Pierwszym oficjalnym rywalem drużyny Dziki Wejherowo w trzeciej lidze była drużyna DNV S*M*A*S*H. Patrząc po tym, jak zaprezentowały się obie drużyny w poniedziałkowy wieczór, wskazanie faworyta spotkania było zadaniem równie wymagającym co odkręcenie wody w kranie bądź włączenie komputera. Cóż, znalazłyby się zapewne na świecie osoby, które te zadanie by przerosło, ale nam się na szczęście udało. Początek meczu to seria zagrywek Bartosza Pastuszaka, który przy stanie 10-1 dla Dzików, pokrzykiwał do swoich kolegów, że właśnie w taki sposób ma zamiar zakończyć tę partię. Po dwóch blokach Filipa Trojanowskiego było już 13-1. Od tego momentu tempo spotkania nieco spadło, choć i tak nie porywało. Albo inaczej – było to spotkanie dla koneserów. Na siedem zdobytych łącznie przez drużynę DNV punktów, cztery wynikały z ich skutecznych ataków a trzy – z błędów przeciwnika, co również pokazuje, że Dziki się zbyt często nie mylą. Drużyna z Wejherowa, na przekór temu, co przed chwilą napisaliśmy zaczęła drugiego seta od dwóch błędów. Cóż z tego, skoro po chwili i tak, podobnie jak  w pierwszym secie, prowadzili 13-2. Wiemy, że trudno będzie Wam w to uwierzyć, ale w tym momencie tempo spotkania znów spadło. Ostatecznie, DNV uciułało w tej partii dziesięć oczek. Niespodziewanie, w trzecim secie na naszych oczach również nie napisała się historia. Podobnie jak w drugiej partii, Dziki wygrały seta do 10. Pisząc już całkiem serio – w trakcie tego spotkania można było odnieść wrażenie, że Dziki pasują do trzeciej ligi jak pięść do oka.

BES-BLUM Nieloty – Letni Gdańsk 0-3 (21-23; 17-21; 14-21)

O pierwszym meczu obu drużyn, do którego doszło w poprzednim sezonie napisaliśmy już prawdopodobnie wszystko. W środowy wieczór Nieloty chciały sprawić, żeby o tamtej porażce przestało się mówić. Aby tego dokonać, drużyna Nielotów miała w planie wygrać spotkanie i nie było w tym nic dziwnego. Sami wskazaliśmy ich jako faworyta meczu. W głowie wciąż mieliśmy poprzedni sezon, kiedy drużyna o mały włos awansowała do elity. Wydawało się, że naturalną koleją rzeczy w obecnym sezonie będzie awans. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ‘Letnicy’. Sami nie wiemy, o co w tym wszystkim chodzi, ale jeśli następnym razem dojdzie do rywalizacji pomiędzy obiema ekipami, tym razem w roli faworytów wskażemy drużynę Michała Mysłka. W pierwszym secie to właśnie drużyna w granatowych trykotach lepiej rozpoczęła i wyszła na prowadzenie 11-7. Z czasem Nieloty podkręciły tempo, efektem czego była wyrównana gra do końcówki seta. W trakcie gry na przewagi Letnicy wyszli na prowadzenie po monster blocku jednej z dwóch wież (Macieja Jakubowskiego), by po chwili seta skutecznym atakiem zakończył Piotrek Kamiński. W drugiej odsłonie na parkiecie zobaczyliśmy nowy nabytek ‘Letników’, którego ochrzciliśmy jedną z dwóch wież. Były środkowy Trefla przedstawił się w SL3 z najlepszej możliwej strony – od dwóch punktowych ataków. W trakcie tej partii, podobnie jak w pierwszym secie Letnicy zdołali w pewnym momencie odskoczyć Nielotom i wygrali do 17. Trzeci set zaczął się, a jakżeby inaczej – od przewagi Letniego Gdańska. Co tu dużo mówić, trzecia partia dobitnie uwypukliła niemoc, która w środowy wieczór panowała w drużynie ‘Pingwinów’. W partii tej nie zdołali oni nawiązać walki i Letni Gdańsk w pełni zasłużenie sięgnął po trzy punkty.

Trójmiejska Strefa Szkód – Speednet 2-1 (21-7; 21-19; 9-21)

Na kilka minut przed rozpoczęciem meczu można było odnieść wrażenie, że gracze obu drużyn prawdopodobnie zapomnieli, o której zaczyna się ich pojedynek. Wraz z upływającym czasem w hali pojawiali się kolejni gracze i część z nich zdążyła dopiero na drugiego seta. Nie wiemy, czy taki stan rzeczy sprawił, że ‘Programiści’ byli od początku spotkania zdekoncentrowani, ale gracze w różowych koszulkach nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki ze swoim przeciwnikiem. W pierwszej odsłonie po stronie TSS-u brylował środkowy Robert Kościński, który zdobył w tej partii dużą część punktów swojej drużyny. Jeszcze większą drużyna zdobyła po błędach własnych drużyny Speednetu. Co tu dużo mówić – ‘Różowi’ z pewnością chcieliby się pozbyć wspomnień z pierwszego seta szybciej niż ubrań po zmarłym. W drugim secie zobaczyliśmy wreszcie wyrównaną walkę. Duża w tym zasługa Andrzeja Masiaka, który został dopisany do drużyny właśnie przed meczem z Trójmiejską Strefą Szkód. Z czasem drużyna Kacpra Buczkowskiego wyszła na prowadzenie 17-14 i wydawało się, że zdołają zaraz ‘zabić emocje’. Mimo zrywu w końcówce i doprowadzenia do wyrównania (18-18) to ‘niebiescy’ cieszyli się z wygranej seta, a co za tym idzie meczu. Nie wiemy, czy wygrana za dwa punkty w pełni satysfakcjonowała czwartą siłę poprzedniego sezonu, ale w trzecim secie TSS był tylko tłem dla Speednetu. W partii tej bardzo dobrze na skrzydle sprawował się Marcin Bartosiak. Finalnie Speednet wygrał tego seta do 9, lecz nadal musi poczekać na premierową wygraną w sezonie Wiosna’21.

Volley Kiełpino – Letni Gdańsk 3-0 (21-14; 21-16; 21-18)

Tak to już bywa, że kiedy stawiamy na przeciwników, Letni wygrywa mecz (z BES-BLUM). Kiedy wydaje nam się, że to Letni będą faworytem, ci przegrywają spotkanie, nie wygrywając przy tym nawet seta. Przyznamy się bez bicia, że nie doceniliśmy jednak potencjału, który drzemie w drużynie Volley Kiełpino. Ba, nie byliśmy w tym osamotnieni, bo po wywiadzie, którego udzielił Andrzej Pipka (Fedde Ogrodnictwo), w którym wskazał on graczy z Kiełpina w roli faworytów do podium, dostaliśmy wiadomość od jednego z drugoligowych zawodników z pytaniem ‘co ten Andrzej wygaduje’. Jest to oczywiście oficjalna wersja, bo ta mniej oficjalna była wyrażona trochę innym językiem. Volley Kiełpino wzmocnił się w ostatnim czasie kilkoma zawodnikami pierwszoligowymi, co było doskonale widać w trakcie meczu. Oczywiście, zdawaliśmy sobie przed meczem z tego sprawę, ale uznaliśmy, że Letni Gdańsk, to drużyna, która gra ze sobą od dłuższego czasu i w czasie zimowej przerwy nie doszło tam do rewolucji kadrowej, która sprawiłaby, że ekipa na nowo potrzebowałaby czasu do zgrania. Początek spotkania to wyrównana gra obu drużyn (6-6). Z czasem zarysowała się przewaga Volley, a bezpośredni wpływ na taki stan rzeczy miały pewne problemy z wykończeniem akcji graczy w granatowo-czarnych strojach. Set ten, po dobrej grze zawodników z Kiełpina, zakończył się na ich korzyść 21-14. Drugi set to kopia tego pierwszego. Początek to gra punkt za punkt, która skończyła się w momencie, kiedy w połowie seta ‘Letnicy’ zaczęli mieć problemy z przyjęciem. Ponownie zobaczyliśmy pewnego rodzaju niemoc w wykończeniu i na efekt nie musieliśmy długo czekać. 2-0 dla VK. Trzeci set i, a jakżeby inaczej, przestój w połowie seta Letniego sprawił, że drużyna z okolic Trójmiasta odjechała na kilka punktów i choć w drugiej części seta sama miała pewne problemy i popełniała błędy, dowiozła wynik do końca i mogła cieszyć się z 3 punktów.

Allsix by Decathlon – Dziki Wejherowo 0-3 (19-21; 15-21; 17-21)

Kilka godzin przed meczem dla drużyny Allsix by Decathlon zmieniło się wszystko. Jeśli zespół zakładał jakąś taktykę na środowy wieczór lub przygotowywał się pod konkretnego rywala to cały plan spalił na panewce. Zacznijmy od tego, że w meczu rozgrywanym o godzinie 20:00 ich przeciwnikiem miała być drużyna Speednet 2. Ostatecznie, mecz ten został przełożony na godzinę 21:00. Pierwotnie o 21:00 mieli z kolei zagrać z Wirtualną Polską, natomiast w związku z absencją ‘biało-czerwonych’ zastąpiła ich nowa drużyna w trzecioligowej stawce – Dziki Wejherowo. Jeśli chodzi o drużynę ze stolicy małego Trójmiasta to do meczu z Decathlonem przystępowali po pewnym zwycięstwie, które o godzinie 19:00 odnieśli z drużyną DNV S*M*A*S*H. Tak, zdajemy sobie sprawę, że jest to dość zawiłe. Jeśli chodzi o mecz to kilka minut po gwizdku rozpoczynającym spotkanie zastanawialiśmy się, czy chaotyczna i pełna błędów gra Dzików spowodowana jest zmęczeniem po pierwszym meczu, brakiem koncentracji czy może najgorszym możliwym scenariuszem – poczuciem, że każdy mecz będzie zadaniem równie wymagającym, co wygrane spotkanie z DNV. Trudno nam odpowiedzieć na to pytanie, jednak faktem było, że to Allsix lepiej wszedł w mecz. Kiedy wydawało się, że gracze ze sklepu sportowego wygrają pierwszego seta, Dziki sobie tylko znanym sposobem odwróciły losy tej partii i wygrały ją do 19. Wygrana pierwszej partii sprawiła, że Dziki poczuły, że spotkanie da się wygrać w stosunku 3-0, co z miłą chęcią uczynili. Po raz kolejny potwierdziło się, że jeśli dzik poczuje w Tobie słabość – wiedz, że przegrałeś.

BL Volley – Chilli Amigos 3-0 (21-11; 21-14; 21-17)

Dla drużyny Grzegorza Walukiewicza mecz przeciwko BL Volley był drugim spotkaniem w sezonie Wiosna’21. Na inaugurację rozgrywek drużyna przegrała z ekipą Fedde Ogrodnictwo w stosunku 0-3. Są takie porażki, o których zwykło się mówić, że były wkalkulowane. Trudno bowiem oczekiwać od beniaminka, żeby poszukał punktów z drużyną, która będzie walczyć o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Jeśli chodzi o środowy mecz – sytuacja przedstawiała się nieco inaczej. Drużyna BL Volley mimo, że w dobrych nastrojach, bo po wygranym meczu barażowym, do którego doszło w poniedziałkowy wieczór to jednak na papierze nie zaliczała się do grona drużyn, pomiędzy którymi rozstrzygnie się kwestia medali. W związku z tym, o czym piszemy, Chilli miało realne prawo sądzić, że punkty w środowy wieczór są w ich zasięgu. Początek pierwszego seta był analogiczny do sytuacji, w której ktoś na portalu randkowym znajduje dziewiąteczkę, która w realu okazuje się trójką. Mamy tu na myśli oczekiwania vs rzeczywistość. Ta okazała się brutalna dla ‘Papryczek’. Nie minęło kilka minut, a drużyna w czerwonych koszulkach po asie serwisowym Adama Czapnika przegrywała już 1-11! Mimo skrajnie niekorzystnego wyniku, duch fair-play nie opuszczał drużyny. Popularny ‘Wiśnia’ przyznał się do dotknięcia piłki w bloku, za co sędzia słusznie przyznał punkty przeciwnikom. Pierwszy set zakończył się zwycięstwem drużyny BL w stosunku 21-11. Druga odsłona rozpoczęła się od potężnego ataku Marcina Ilczuka, który zaakcentował, która strona będzie w tej partii dominującą. Po przeciwnej stronie siatki uaktywnił się Maciej Wąsicki, doprowadzając do wyrównania (6-6). Mimo wyrównanego fragmentu, w drugiej części seta to czerwono-niebieska armia wyszła na prowadzenie i zakończyła go wygraną do 14. Trzeci set zaczął się od prowadzenia drużyny, która zgarnęła dwa pierwsze punkty. 5-1 od początku pozwoliło ekipie Wojtka Strychalskiego na prowadzenie od samego początku do samego końca. Mimo, że Chilli zaprezentowało się w tym secie najlepiej to i tak nie byli w stanie w środowy wieczór zgarnąć choćby jednego oczka.

Range Soft VT – Prometheus 2-1 (21-10; 22-20; 17-21)

Zgodnie z tym co zapowiadaliśmy – atmosfera tego spotkania odbiegała od standardowych pojedynków w SL3. Mecz był transmitowany na naszym kanale na Facebooku, a mimo to zgromadził największą widownie w obecnym sezonie. Dodatkowo, na twarzach graczy obu drużyn widać było bardzo mocne skupienie. Nie bez znaczenia był tu fakt, że obie ekipy miały swoim przeciwnikom sporo do udowodnienia. Pierwszy set to kumulacja kilku zdarzeń, które sprawiły, że gracze w żółto-czarnych strojach odskoczyli rywalom na siedem punktów. As serwisowy Igora Kazello, dwa ‘Markusa’, kilka błędów Prometheusa i pierwszy set nieuchronnie zmierzał ku końcowi. Finalnie partia ta zakończyła się wynikiem 21-10 dla drużyny Mykoli Kisa i przez myśl przeszło nam stare powiedzenie ‘z dużej chmury mały deszcz’. Na szczęście nie był to koniec emocji w tym spotkaniu. Mimo, że Range Soft prowadzili już 9-3 to z czasem coraz lepiej zaczynali grać gracze w niebieskich koszulkach. Najbardziej emocjonująco było w końcówce seta, kiedy zaczęła się gra na przewagi. Kto wie, jak potoczyłyby się losy spotkania, gdyby nie sytuacja, w której dobrze dysponowany tego dnia atakujący Mykola Pocheniuk skutecznie wykończył piłkę, którą dostarczył mu Anton Hukasov, gubiąc przy tym blok. Nieraz bywa jednak tak, że zadanie teoretycznie najłatwiejsze okazuje się tym najtrudniejszym i dokładnie tak było w tym przypadku. Ostatecznie, set ten zakończył się wygraną Range 22-20. Trzeci set od prowadzenia zaczęli gracze Prometheusa. W połowie trzeciej odsłony na tablicy było 11-7 dla drużyny Mykoli Pocheniuka, który w poprzednim sezonie bronił barw Range Soft. Tak wypracowana zaliczka pozwoliła drużynie na wygranie seta do 17.

Sprężystokopytni & Kitku – Tufi Team 2-1 (13-21; 21-13; 21-15)

W środowisku bardzo często Redakcja spotykała się z opiniami dotyczącymi nowego zawodnika Sprężystokopytnych – Sławomira Zemlika. Zobaczysz jaki to kocur mówili. Najlepszy amator mówili. Bohater, dało się usłyszeć z każdej strony. Pogłoski nie okazały się przesadzone, bowiem jeszcze zanim zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, najbardziej wyczekiwany debiutant tego sezonu z miejsca został bohaterem spotkania ratując protokolantkę – Agnieszkę Pasternak przed przykrymi konsekwencjami uderzenia piłką w głowę. Zaczynając już jednak całkiem serio – Sprężystokopytni & Kitku spotkanie z Tufikami potraktowali bardzo poważnie. Na mecz stawili się niemal wszyscy gracze, którzy z pewnością będą stanowić o sile drużyny. Mimo to, na drużynie Mateusza Woźniaka nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. W pierwszym secie ekipa, która zajęła drugie miejsce w poprzednim sezonie grała bardzo dobrą siatkówkę. Od początku na zagrywce spore problemy rywalom sprawiał rozgrywający Kamil Romański. Po chwili kilkoma atakami poprawił Piotr Watus i Tufi wyszło na prowadzenie. Z czasem ich rywale zdołali nadgonić, ale w drugiej połowie seta bardzo dobrze prezentował się środkowy Tufi – Szymon Straszak i to właśnie jego drużyna wygrała tę partię do 13. Na początku wspominaliśmy o dobrej zagrywce rozgrywającego Tufi. Cóż, rozgrywający S&K – Kuba Nowak w tym elemencie wyglądał wybornie. Zaakcentował to już na początku drugiego seta. Po wyrównanym fragmencie coraz lepiej wyglądali gracze w niebieskich koszulkach. Bardzo dobrze na ‘bombie’ prezentował się Michał Ryński, który wszedł dopiero w drugim secie. To również dzięki jego atakom S&K wyszli na kilkupunktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Wygrana partii 21-13 i o zwycięstwie w meczu musiał zadecydować trzeci set. Ten zaczął się lepiej dla S&K, którzy wypracowali sobie przewagę 9-5 i kontrolowali przebieg seta, który zakończył się spięciem pewnego rodzaju klamry. Asem serwisowym piłkę setową dla swojej drużyny, wywalczył najlepszy tego dnia na placu – rozgrywający Jakub Nowak.

Allsix by Decathlon – Speednet 2 3-0 (21-16; 21-14; 21-14)

Dzięki uprzejmości Speednetu, już w trzecim dniu meczowym nie doszło do walkowera. Drużyna z Gdyni wyraziła zgodę na przesunięcie meczu z Decathlonem o godzinę, co było bardzo miłym gestem z ich strony. ‘Różowi’ przystąpili do tego spotkania po meczu z Portem Gdańsk, które to co prawda przegrali, ale zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony. Dość powiedzieć, że zazwyczaj z ‘Portowcami’ byli przysłowiowymi chłopcami do bicia. Tym razem było inaczej i pozwalało to mieć nadzieję na to, że z Decathlonem pokażą się z dobrej strony. Dodatkowo, zastanawiało nas jak wypadną nowi gracze w szeregach ‘Programistów’. Do składu w dzień meczowy dopisaliśmy doświadczonego w ligowych bojach Kamila Szubę oraz Sebastiana Łaciskiego czy Macieja Kowalskiego. Sam mecz rozpoczęli lepiej gracze Allsix by Decathlon, kiedy dwoma asami serwisowymi popisał się rozgrywający drużyny – Aleksander Bochan. Wypracowane na początku prowadzenie nie zostało wypuszczone do końca trwania seta i Allsix mógł cieszyć się z pierwszego punktu w sezonie Wiosna’21. W nawiązaniu skutecznej walki graczom Speednetu przeszkodziła liczba błędów własnych, które popełniali. Drugi set zaczął się dla ‘Programistów’ w sposób bardzo dobry – od prowadzenia 3-0. Nie minęła jednak chwila i mieliśmy już 5-5, by po chwili na prowadzenie wysunęli się gracze w białych koszulkach. Finalnie, po dobrej grze Decathlonu, set ten zakończył się wynikiem 21-14. Ostatnia odsłona nie przyniosła zwrotu akcji. Nadal to Decathlon był stroną dominującą i podobnie jak w drugim secie wygrali do 14. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Paweł Woźniak, który co staje się już tradycją, imponował zagrywką i skutecznością w ataku.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.